Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nobliści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nobliści. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2026

"Ostatni stoik" John Galsworthy


 

"Ostatni stoik" to niezbyt długa powieść, a może nieco dłuższa nowela noblisty Johna Galsworthy'ego, której głównym bohaterem jest osiemdziesięcioletni Sylvanus Heythorp. Ten przedsiębiorca popadł w długi i tarapaty finansowe, wciąż jednak jest prezesem Towarzystwa Żeglugi, a z jego zdaniem liczy się wiele osób. Sylvanus przed śmiercią chce zabezpieczyć finansowo wnuki. Dodać trzeba, że są one z nieprawego łoża, ponieważ ich ojcem jest pierworodny syn starca – owoc miłosnej afery. Jednak właśnie tego syna Sylvanus najbardziej cenił, dwójka zrodzonych z małżeństwa dzieci według niego nie posiada jego cech zarówno fizycznych jak i umysłowych.

Sylvanus bowiem to mężczyzna wielkiej postury, zdecydowany, bezwzględny i traktowany z dużym szacunkiem. W tej powieści poznajemy jego pomysł na finansowe zabezpieczenie rodziny poprzez zachowanie procentów z pewnej transakcji na rzecz Towarzystwa. Nie jest to całkiem czysty ruch, a ten szemrany interes podpada jednemu z udziałowców. Sylvanus jest pewny swego, potrafi manipulować, a najważniejszym dla niego jest zachowanie do końca niezależności i godności. Starzec wymaga pomocy przy poruszaniu się, widać jego wiek, ale wciąż ma bystry umysł.

Wbrew radom innych i lekarza nadal cieszy się jadłem i napitkiem i uważa, że należy korzystać z życia. To człowiek samotny, ale pogodzony ze sobą. Jedyną pociechą dla niego jest wnuczka Phyllis – osoba czysta, nieskalana złem, która wypowiada najistotniejsze chyba dla tej powieści słowa o pieniądzach, pieniądzach, które rządzą światem, a których ona się brzydzi.

"Ostatni stoik" to powieść o żądzy pieniądza, potrzebie niezależności i poczuciu godności. Galsworthy napisał ją w 1916 roku, a wciąż pozostaje niezwykle aktualna.

Moja ocena: 5/6

John Galsworthy, Ostatni stoik, tł. Izabela Czermakowa, 144 str., Wydawnictwo Książka i Wiedza 1976.

sobota, 4 kwietnia 2026

"Zdarzenie" Annie Ernaux


Dwudziestotrzyletnia studentka Annie zachodzi w niechcianą ciążę. Dziewczyna pochodzi z biednego domu, wykształcenie oznacza dla niej awans społeczny i ekonomiczny, a dla rodziny ogromny wysiłek. Ciąża postawiłaby temu kres, ale i naznaczyła Annie nieślubnym dzieckiem, mamy bowiem 1963 rok. Tradycyjny model rodziny wciąż jest jednym słusznym, a przerywanie ciąży jest nielegalne. 

Annie próbuje znaleźć rozwiązanie, jej ginekolog jednak nie jest chętny do pomocy, a dziewczyna nie zna nikogo, kto by mógł ją wesprzeć w tej sytuacji, a ojciec dziecka, przelotna znajomość, umywa ręce. Rozpoczyna się szukanie i czekanie na pomoc, Annie zagaduje znajomych, rozpuszcza wici i wreszcie trafia na kobietę w Paryżu, która pomaga dziewczynom w kłopotach. Narratorka opisuje bardzo dokładnie swoje rozterki, przemyślenia, odczucia. Nie ma tu jednak rozterek dotyczących, czy ciążę usuwać, kobieta dobrze wie, że właśnie tego chce. Raczej opisuje proces zagubienia, poczucia bycia w matni, w sytuacji bez wyjścia, która dotyczy tylko jej. Podobnie Ernaux opisuje drobiazgowo całą procedurę usuwania ciąży – działania kobiety, odczucia Annie, krwotok, pobyt w szpitalu, zachowanie lekarzy i oczywiście klasowość. Jak zawsze klasowość, która przewija się w tylu książkach pisanych przez kobiety. 

Ta niewielka książka jest niesamowitym świadectwem sytuacji z lat 60. XX wieku, Ernaux przecież, jak we wszystkich swoich książkach, dba o tło społeczne i polityczne, ale, co przeraża, owa sytuacja wciąż jest całkowicie aktualna. Kolejne pokolenia kobiet przeżywają to samo, co książkowa Annie. Borykają się z podobnymi myślami, poddawane są takim samym osądom, doświadczają podobnego poniżania i odrzucenia, pozostawiane są same sobie. 

Świetna rzecz!

W Polsce ta opowieść ukazała się w zbiorze "Ciała".

Moja ocena: 5/6

Annie Ernaux, Das Ereignis, tł. Sonja Finck, 104 str., Suhrkamp 2021.

niedziela, 3 sierpnia 2025

"Lekcje Greki" Han Kang

 


Opowieść z językiem i mową w roli głównej – to coś idealnego dla mnie. Tak pomyślałam przed lekturą, teraz już niestety tak nie myślę i spróbuję napisać, dlaczego. 
Ta powieść toczy się dwutorowo. Ona po rozwodzie, straciła władzę rodzicielską nad synem i przestała mówić. W ramach autoterapii zaczyna uczęszczać na lekcje greki. On wraca z emigracji do Niemiec i podejmuje w Korei pracę jako nauczyciel greki, od dzieciństwa ma słaby wzrok, który stopniowo się pogarsza, tak że mężczyzna już bardzo słabo widzi. Ona i on spotykają się na lekcjach i nawiązują więź porozumienia. 

Fabułę dopełniają wspomnienia obu postaci, które pozwalają zrozumieć ich motywacje i problemy związane z utratą mowy i wzroku. Ta powieść jednak nie zasadza się na fabule, a na tym, co między wierszami. Na uczuciach i przemyśleniach, które krążą wokół tematu utraty. To może być utrata ojczyzny, tożsamości, języka ojczystego, ale i języka w ogóle, utrata małżeństwa, dziecka, poczucia bezpieczeństwa. Ten cały obszar tematyczny bardzo mnie interesuje, ale niestety nie jestem kompatybilna z pisarstwem Han Kang. To moje drugie spotkanie z jej prozą i ponownie mam ten sam kłopot. Bardzo doceniam pomysł, treść, ale nie czuję porywu serca, gdy czytam te książki. Być może to mój odwieczny problem, że nie przepadam za rozpoetyzowaną prozą, być może moja wrażliwość nie współgra z tą Koreanki. Szkoda.

Moja ocena: 3/6

Han Kang, Griechischstunden, tł. Ki-Hyang Lee, 185 str., Aufbau Verlag 2024.

sobota, 2 sierpnia 2025

"Pantaleon i wizytantki" Mario Vargas Llosa


Pantaleon Pantoja kocha wojsko, a służba w siłach lądowych jest spełnieniem jego marzeń. Nie ma bardziej obowiązkowego, zdyscyplinowanego i oddanego sprawie żołnierza niż on! Jako że zasłynął z sumiennego wypełniania zadań i rozpracowywania ich w najmniejszych szczegółach, generalicja decyduje się powierzyć mu kwestię niezwykle delikatną. Otóż w Amazonii, w miastach, gdzie stacjonują Służby Lądowe źle się dzieje. Niewyżyci żołnierze gwałcą, uwodzą i pomnażają tamtejszą społeczność. Zadaniem Pantaleona jest rozwiązanie tego problemu. Logistyka to jego konik, więc kapitan zakłada służbę wizytantek – to prostytutki, które mają pomóc żołnierzom w spuszczeniu pary. Cała akcja jest dopięta na ostatni guzik i wielce tajna. Pantaleon występuje incognito, a jego pomysł przeradza się w wielki biznes. Kobiety poruszają się statkami i samolotami, każdy żołnierz dostaje płatny przydział i określony czas na wizytę wybranki. Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania. Pantaleon wkrótce potrzebuje coraz więcej i więcej pracownic, bo zapotrzebowanie zgłaszają wyżsi rangą żołnierze. Równocześnie dość przeciętny na tym polu Pantaleon odczuwa wzrost popędu ku radości żony. Niestety sprawy wymkną się w pewnym momencie spod kontroli, a winnym oczywiście będzie sprawca całego zamieszania. 

Ta powieść Vargasa Llosy to fantastyczna satyra na działanie peruwiańskiego wojska, jego hipokryzję i kult władzy. Noblista porusza jednak więcej tematów – rolę mediów, powierzchowną religijność Peruwianek i Peruwiańczyków, pogoń za sektami i oczywiście machismo. Ta na pozór lekka powieść kryje w sobie wiele tematów do przemyśleń i zachwyca konstrukcją. Małżeństwo Pantaleona jest odbiciem społeczeństwa – hipokryzji, religijności na pokaz, odrzucenia i powrotu, jak gdyby nigdy nic. Postać matki Pantaleona, która akceptuje syna i wszystkie jego poczynania, choć ich nie pochwala, to także świetny przykład ról społecznych. Uległość Pantaleona i pokorne przyjęcie winy na siebie idealnie domyka tę powieść. Peruwiańczyk sięgnął także do wielu chwytów stylistycznych – są listy, reportaże radiowe, przemowy, rozkazy i przeplatające się dialogi. Dzięki temu bardzo dobrze czyta się tę powieść, bo taka konstrukcja pozwala poznać kwestię akceptacji lub nieakceptacji wizytantek z różnych perspektyw. 

Moja ocena: 5/6

Mario Vargas Llosa, Pantaleon i wizytantki, tł. Carlos Marrodán Casas, 324 str., Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2007. 

czwartek, 3 lipca 2025

"Miasto i psy" Mario Vargas Llosa


Debiut Maria Vargasa Llosy długo czekał na swoją kolej, ale wreszcie dzięki wyzwaniu 25 książek na 2025 po niego sięgnęłam. To było moje drugie podejście, bo za pierwszym razem nie mogłam wejść w narrację, co mnie po zakończonej lekturze nie dziwi. Peruwiańczyk nie ułatwia podążania za postaciami do samego końca, moim zdaniem niepotrzebne komplikując konstrukcję powieści. 

Akcja rozgrywa się w Colegio Militar Leoncio Prado – szkole wojskowej dla nastoletnich chłopców, a my towarzyszymy bliżej kilku młodzieńcom. Chłopcy są już na trzecim roku, gdy oficerowie odkrywają, że wykradziono tematy egzaminu z chemii. Po jakimś czasie jeden z kadetów zdradza kolegę, co pociąga za sobą całą lawinę wydarzeń, między innymi śmierć jednego z uczniów podczas manewrów. O tę śmierć oskarżony zostaje jeden z kolegów z roku, który rzekomo miał zabić za donosicielstwo. Vargas Llosa opisuje życie w szkole – kradzieże, picie, palenie, bijatyki, kompletną niesubordynację, o której oficerowie nic nie wiedzę. Rzekoma dyscyplina i mores są tylko powierzchowne, pod ich płaszczykiem wyrastają nie karni żołnierze, a skrzywieni macho, których kręgosłup moralny jest wątpliwy. Zdaje się, że jedyne czego się uczą, to kombinowanie i lawirowanie, a nie tego, czego oczekiwali wysyłający do szkoły problematyczne dzieci rodzice. Peruwiańczyk obnaża podwójną moralność i tuszowanie skandali w imię zachowania dobrego imienia szkoły. 

To bardzo dobrze przemyślana powieść, która porusza wiele tematów, zapewne nie wszystkie są dla mnie jako dla nie-Peruwianki dostrzegalne. Niestety nie jestem w stanie docenić tej książki z innego powodu – nie przekonuje mnie jej konstrukcja. Llosa opowiadając aktualne wydarzenia ze szkoły, wplata szereg retrospekcji z życia poszczególnych chłopców sprzed niej. Niestety czyni to na tyle niechronologicznie i zagmatwanie, że do końca książki myliły mi się postaci, a naprawdę mam bardzo dobrą pamięć do imion. Mamy tu jednak jeszcze ksywki i nawet różne środowiska pochodzenia niczego nie ułatwiły. Jestem pewna, że ta wyrafinowana konstrukcja jest zamierzona, że oddaje różnorodność szkoły, mnogość losów, chaos i zagmatwanie żyć i warunków, ale mnie niestety przerosła i nie pozwoliła do końca docenić pięknego języka i samej treści. 

Moja ocena: 4/6

Mario Vargas Llosa, Miasto i psy, tł. Kazimierz Piekarec, 429 str., Wydawnictwo Muza 2001.

środa, 30 kwietnia 2025

"Opowiadania bizarne" Olga Tokarczuk


Ten zbiór to dziesięć bardzo różnorodnych i dających do myślenia tekstów. Tokarczuk eksploruje w nich bardzo odmienne tematy, przestrzenie i osobowości, za każdym razem zabierając mnie w zupełnie nieoczekiwaną podróż. To może być na przykład wyprawa wstecz w osiemnastowieczną Polskę, lub w przyszłość – w dystopijny świat. To może być akcja umiejscowiona w Polsce, albo w Szwajcarii, albo w Tajlandii. Bohaterką może być mężczyzna, albo kobieta, albo dzieci, a nawet zwierzę czy przedmiot. Autorka żongluje także z różnymi sposobami narracji, czyniąc lekturę faktycznie interesującą wyprawą w tokarczukowskie światy. 

Przyznać muszę, że niektóre z tych opowiadań przywodziły mi na myśl powieści noblistki. "Zielone Dzieci" (chyba mój ulubiony tekst) wydawał się być podrozdziałem "Ksiąg Jakubowych", motyw podróży i rozmowy przywodził mi na myśl "Biegunów", ale są tu też bardzo swojskie, zwykłe historie, jak "Przetwory". Tytułowa bizarność jest świetnie dobranym słowem. Te teksty niepokoją, łaskoczą wewnętrznie, pozostawiają czytelniczkę z poczuciem nieuchwytności świata, z chęcią szukania drugiego dna. Najdziwniejsze rzeczy zrobiła ze mnę "Góra Wszystkich Świętych", choć "Transfugium" oraz "Kalendarz ludzkich świąt" też są warte więcej niż jednej a nawet dwóch myśli. 

Bardzo satysfakcjonująca lektura, polecam!

Moja ocena: 5/6

Olga Tokarczuk, Opowiadania bizarne, 256 str., Wydawnictwo Literackie 2008.

środa, 23 kwietnia 2025

"Idealne matki" Doris Lessing


Idealne matki to jedna z nowel Doris Lessing wydana w Polsce jako oddzielna książka z okazji filmu o tym tytule (w oryginale tytuł brzmi: Babcie).  Już sam ten fakt nie przysłużył się temu tekstowi, bo po pierwsze skłania do porównań z filmem (który jest rzekomo lepszy) oraz do traktowania tego tekstu jako pełnowymiarowej powieści. Czytany jako jedno z opowiadań zapewne obroniłby się lepiej i nie pozostawiał w wielu czytelniczkach poczucia niedosytu.

Ja jednak uważam ten tekst za godny lektury – pozostawił mnie ze sporym materiałem do przemyśleń. Lessing opowiada historię dwóch przyjaciółek, którym los pozwolił kontynuować tę bliskość przez całe życie. Gdy wyszły za mąż, zamieszkały bardzo blisko, a ich synowie urodzili się w podobnym czasie i wychowywali razem. Obie straciły z różnych przyczyn mężów i wychowywały synów niemal razem, co zaowocowało związkami już nie platonicznymi, gdy chłopcy dorośli i dojrzeli płciowo. Żadne z nich nie wydaje się w tym widzieć niczego zdrożnego, to kolejny etap wychowywania, wdrażanie chłopców w życie w związku. Jednak sytuacja się zmienia, gdy jeden z nich poznaje dziewczynę i wchodzi z nią w związek. Sielanka zaczyna mieć rysy, pękać, ale każdy z mężczyzn ma do niej inne podejście, podobnie jest z matkami.

Lessing stworzyła zaskakujący obraz sytuacji rodzinnej, który pozornie wydaje się nie szkodzić nikomu i dobrze funkcjonuje przez lata, ale jednak budzi wewnętrzny sprzeciw. Podobał mi się rys psychologiczny matek, a później babć, dobre widać tu mechanizm wypierania i normalizowania tej sytuacji. Zdecydowanie ta publikacja nie jest pełnokrwistą powieścią, ale jako opowiadanie świetnie się broni.

Moja ocena: 4/6

Doris Lessing, Idealne matki, tł. Bohdan Maliborski, 112 str., Wielka Litera 2013.

środa, 24 kwietnia 2024

"Miasto ślepców" José Saramago




Miasto ślepców to historia epidemii, która po kolei ogarnia wszystkich mieszkańców miasta, a póżniej kraju. Pierwsza osoba zaraża najbliższych tylko przez krótki kontakt z nimi, aż epidemia rozprzestrzenia się na całe społeczeństwo. Pierwsi oślepli zostają internowani w byłym szpitalu psychiatrycznym. Okazuje się jednak, że żona jednego ze ślepych widzi, ukryła to, by móc towarzyszyć mężowi. Nie zdradza jednak tego faktu innym. Mimo braku wody i funkcjonujących urządzeń sanitarnych grupa ślepców jako tako radzi sobie. Po pewnym czasie dołączają do nich kolejni chorzy i warunki życia stają się katastrofalne – wszystko tonie w brudzie i smrodzie. Ponadto grupa ślepców przejmuje przydzielane racje żywnościowe, by czerpać z ich rozdzielania profity.

Od pierwszych stron zaskoczył mnie język Saramago – autor nie wydziela graficznie dialogów,  wplecione są natomiast w długie zdania i oznaczane wielką literą. Potrzebowałam chwili, by przyzwyczaić się do tego sposobu pisania, zwłaszcza, że czytałam tę powieść po portugalsku. Dzięki temu zabiegowi Saramago przykuwa czytelniczkę do swojej powieści, nie ma tu miejsca na oddech czy pauzę.

Miasto ślepców można rozważać na wielu płaszczyznach. Naturalnie najpierw będzie to sama treść i akcja powieści, czyli obserwacja zachowań ludzkich wobec epidemii. Saramago podsuwa czytelniczce wiele pytań – jak szybko człowiek przejmuje zachowania zwierzęce, jak istotny jest wzrok do normalnego funkcjonowania, czy możliwa jest organizacja państwa, jeśli wszyscy są niewidomi, jaki sens ma takie życie, czy niewidomi mają jakąkolwiek przyszłość poza wegetacją i walką o pożywienie, jakie znaczenie ma miłość?

Saramago nakreśla jednak także drugą płaszczyznę – funkcjonowanie państwa i społeczeństwa. MOżna oceniać zachowanie państwa wobec początku epidemii – najpierw będzie to walka o przetrwanie i zachowanie organizacji państwowych, a później terror i bezduszność.

Nie sposób nie dostrzec, że Miasto ślepców to powieść-metafora. Saramago na płaszczyźnie językowej korzysta z ogromnego bogactwa portugalskich przysłów, powtarza wiele razy podobne lub te same słowa, a nawet sposób zapisywania dialogów wiąże się z tematyką powieści – na początku czytelniczka czuje się ślepa. Te metafory językowe rozciągają się na treść i rozważania: czy osoba widząca może być ślepa? Czy zachowanie wzroku wśród niewidomych jest błogosławieństwem czy przekleństwem? Czy odzyskanie wzroku oznacza utratę ślepoty?

Saramago niezwykle plastycznie oddaje obrazy destrukcji i zezwierzęcenia, pobudzając w czytelniczce wszystkie zmysły (nie tylko wzrok!). Zadziwiająca alegoria, która po ostatniej pandemii nabiera innego wymiaru.

José Saramago, Ensaio sobre a Cegueira, 299 str., Porto Editora 2016.

piątek, 15 grudnia 2023

"Zgubiona dusza" Olga Tokarczuk, Joanna Concejo

 


To nietypowa dla moich wyborów czytelniczych publikacja, ale książka warta uwagi i piękna. Jej przesłanie jest proste i wcale nieodkrywcze. Człowiek pędzi, żyje, pracuje, wszystko się zgadza, ale pozornie, bo odczuwa jakąś pustkę lub ucisk w klatce piersiowej lub zagubienie lub... Okazuje się, że jego dusza została w tyle i nie jest w stanie dogonić pędzącego człowieka. Nic nowego, prawda? Kto nie zna tego z autopsji? To jednak prawda, o której warto wciąż przypominać. 

Krótki tekst Olgi Tokarczuk to jednak mała część tej książki, jej integralną częścią są bowiem także ilustracje Joanny Concejo. Melancholijne, nastrojowe i skłaniające do przemyśleń. Concejo opowiada swoją historię, rozwija myśl Tokarczuk i dodaje swoje graficzne inspiracje. 

Piękna książka do wielokrotnego przeglądania.


Moja ocena: 5/6

Olga Tokarczuk, Jonna Concejo, Zgubiona dusza, 48 str., Wydawnictwo Format 2017.

sobota, 21 października 2023

"Tortilla Flat" John Steinbeck


Tortilla Flat do dzielnica na przedmieściu Monterey - niezbyt elegancka, właściwie taka raczej poślednia. To właśnie tam Danny dziedziczy dom i nagle z włóczęgi i lekkoducha staje się właścicielem. To ogromna zmiana, ale przechodzi ją wraz z kumplami. Ta paczka jednak rośnie i zadomowia się u Danny'ego. To zbieranina przeróżnych typów i charakterów, których głównym celem w życiu jest odpoczynek, kołowanie wina na galony i uciechy z kobietami. 

Steinbeck opisuje przygody tej paczki, każdy rozdział to inne wydarzenie, które najczęściej prowadzi ro rozrośnięcia się grupy. To opowieści pełne komizmu, zwłaszcza sytuacyjnego. Choć wszyscy bohaterowie to rzezimieszki na bakier z prawem, to nie sposób nie zapałać do nich sympatią. Steinbeck wspaniale oddaje ich sposób myślenia, logikę i pokrętne wytłumaczenia, by nie pracować i usprawiedliwić kradzieże. Nie sposób nie śmiać się podczas lektury, choć, przyznam, miałam także sporo refleksji. Każdy z bohaterów nie ma szans na wyrwanie się z kręgu biedy i drobnych wykroczeń - często wpadli w taki rytm przypadkowo lub w takich warunkach się urodzili. Łączy ich jednak przyjaźń i braterstwo.

Bardzo ciekawa jest postać Danny'ego, który w pewnym momencie nie wytrzyma życia bardziej uregulowanego, życia posiadacza domu. Ten melancholijny rys tworzy z tej powieści coś więcej niż tylko lekki opis dwudziestowiecznych sowizdrzałów, a i mnie skłonił do wielu przemyśleń, bynajmniej nie wesołych. 

Steinbeck uwodzi oczywiście językiem - celnym, ostrym, ironicznym. W tej powieści przecież niewiele się dzieje, a i tak trudno się od niej oderwać. Nie poleciłabym jej może na pierwsze spotkanie z noblistą, ale każda fanka i każdy fan Steinbecka na pewno ją doceni.

Moja ocena: 5/6

John Steinbeck, Tortilla Flat, tł. Jan Zakrzewski, czyt. Marcin Popczyński, 287 str., Czytelnik 1980.

czwartek, 19 października 2023

"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk


Bałam się długo tej książki, odkładałam lekturę, przerażała mnie objętość i tytuł. Tak się jednak złożyło, że została mi wybrana do przeczytania na ten rok, a ja trafiłam na audiobook. Wzięłam ją więc na dwa fronty - uszami i oczami. Bardzo szybko przepadłam w świecie Jakuba Franka i zostałam w nim na blisko dwa miesiące. Nie zawsze było łatwo, nie uniknęłam chwil nudy i zagubienia oraz znużenia, ale były to chwile, które szybko umykały, bo kolejna strona otwierała zupełnie inny świat. Czym są więc Księgi Jakubowe? Eposem, powieścią historyczną, psychologiczną i skarbnicą wiedzy w jednym. Jestem porażona i oczarowana detalami, szczegółami, wiedzą, ciekawostkami, tłem historycznym, kreacją postaci (bardzo licznych), opisem strojów, życia, warunków. To jest nieopisanie gargantuiczna praca, jaką autorka włożyła w stworzenie tej powieści. 

Trudno jednoznacznie powiedzieć, o czym Księgi Jakubowe są, bo dla każdej czytelniczki i każdego czytelnika będą o czymś innym. Dla mnie w pierwszej linii są o kulcie jednostki - o tym, jak powstaje guru i jak tworzy swoją komunę. Tokarczuk mimochodem opisuje mechanizmy powstawania sekty czy grupy wyznaniowej, sposoby finansowania, posłuszeństwo i manipulacje. Frank to bez wątpienia człowiek z charyzmą, ale też erotoman, nie znoszący sprzeciwu despota, jednym słowem guru. Narracja tej powieści jednak jest tak poprowadzona, że nie ma tu ocen ani subiektywnych opinii. To relacja historyczna, obiektywna, dająca czytelnicze ogromne pole do przemyśleń. Jakub Frank może wprawiać w zachwyt, denerwować, odstręczać i wzbudzać całą gamę innych emocji - wpływ na nie jednak będzie miał opis jego poczynań, a nie ocena autorki.

Zarazem ta powieść to szeroki obraz Polski tuż przed rozbiorami, Polski i krajów przygranicznych, bo jest tu i Turcja, i Czechy i Niemcy. Tokarczuk wspaniale opisuje życie w tych rejonach - takie zwykłe codziennie, czyli strawę, strój, dom, stosunki międzyludzkie, handel, zwyczaje itd. To wszystko kryje się gdzieś między wierszami, przemyka mimochodem, ale daje niesamowity obraz tamtych czasów. Nie wyobrażam sobie tego ogromu badań i pracy, który autorka musiała włożyć, by odtworzyć realia osiemnastowiecznej Polski i Europy. Są tu przecież szczegóły i szczególiki - listy, opisy, wspomnienia, zakupy, rozmowy.

I wreszcie cały żydowski i hebrajski kontekst - poczynając od alfabetu, na obyczajach kończąc. Temat dla mnie, słabo obeznanej z tą kulturą, ciekawy, fascynujący i pouczający. I tu ponownie podziw za wiedzę i zapewne ogromną pracę badawczą. 

Księgi Jakubowe to wreszcie książka o tolerancji, o tym, że wielkie religie więcej łączy, niż dzieli. To hymn na cześć ich połączenia, ujednolicenia, zrównania i międzyludzkiego zrozumienia. Ten wniosek tak oczywisty wciąż na nowo skłania do refleksji.

Przekonana jestem, że ta książka kryje w sobie o wiele więcej i jak pisałam, wierzę, że każda osoba znajdzie w niej dla siebie coś innego albo skupi uwagę na innym aspekcie. To powieść do wielokrotnego czytania, odkrywania i kontemplacji.

Moja ocena: 5/6

Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe, 912 str., Wydawnictwo Literackie 2014.

czwartek, 12 października 2023

"Die Straußenfeder" Eugenio Montale


 

Cieszę się, że trafiłam na opowiadania włoskiego noblisty i w ten sposób mogłam bliżej poznać jego twórczość. Same poezje są dla mnie trudne do oceny, ale i do zrecenzowania. Ten zbiór to teksty miniaturki, które bazują na wspomnieniach i przeżyciach autora z okresu dzieciństwa w Ligurii, a następnie lat dorosłych w Genui, Florencji i Mediolanie. Autor nie jest tu na pierwszym planie, nie jest oczywisty, ale gdzieś tam zawsze ukrywa się w tle. Te nowelki skrzą się od humoru, ironii, służą bardziej rozrywce, ale nie pozbawionej refleksji.

W tych tekstach przewija się wiele podobnych motywów - bardzo widoczna jest włoska natura, czy to pod postacią zwierząt (węgorzy chociażby) czy bujnej roślinności (wawrzyn). Montale chętnie podejmuje motyw wspomnienia i zapomnienia, który symbolizują dość ulotne rekwizyty jak np. tytułowe pawie pióro. Każde opowiadania zabiera czytelniczkę w inną sytuację, wrzuca w środek wydarzeń i zaskakuje pointą. Bardzo mi pasuje taka lakoniczność, podobają się nietuzinkowe postaci, które Monate wykreował, ale także delikatna nuta pesymizmu, która przy całej ironii pobrzmiewa w tych tekstach. Widać w nich także echa wojen - nigdy na pierwszym planie, ale zawsze obecnych.

Z tego, co udało mi się znaleźć, te nowele nie ukazały się po polsku, jeśli jednak czytacie w innych językach, polecam.


Moja ocena: 4,5/6


Eugenio Montale, Die Straußenfeder, tł. Alice Vollenweider, 145 str., Piper 1990.

poniedziałek, 18 września 2023

"Pigmalion" Bernard Shaw

 


Nie wiedzieć czemu, nigdy nie czytałam tej sztuki, choć oczywiście o niej słyszałam. Co więcej, treść zupełnie mnie zaskoczyła, nie miałam zupełnie świadomości, o czym ta komedia jest. Spodziewałam się klimatów antyczno-mitologicznych, tymczasem wylądowałam w Londynie.

Henry Higgins to profesor, specjalista od języka i fonetyki, który w lot rozpoznaje akcent współrozmówców. Gdy przypadkowo spotyka kwiaciarkę, Elizę Doolittle, jest zafascynowany jej językiem i zakłada się z innym pasjonatem tego tematu, pułkownikiem Pickeringiem, że nauczy dziewczynę poprawnej angielszczyzny, manier i konwenansów, by mogła wystąpić na salonach. Początkowo Eliza jest podejrzliwa, przyzwyczajona jest bowiem do samostanowienia i niezależności. Wie także, że za każdą propozycją może stać fortel lub chęć wykorzystania jej. 
Dziewczyna jednak w końcu przystaje na propozycję Higginsa, a plan się udaje. Eliza w lot łapie akcent i staje się prawdziwą damą. Problem zaczyna się po eksperymencie. Eliza jest pozornie wolna, może opuścić swojego chlebodawcę, ale jest świadoma, że nie przystaje już do swojego środowiska. 

W posłowiu autor rozwodzi się nad tematem miłości - Higgins rzekomo podświadomie zakochuje się w Elizie i rozumie to dopiero, gdy dziewczyna chce odejść. To obcesowy, impertynencki człowiek, mimo swojego pochodzenia. I to właśnie on uczy dziewczynę manier, aż ona sama zaczyna rozumieć, że dobre wychowanie i zachowanie nie jest zależne od miejsca urodzenia. A o uznaniu świadczy to jak dana osoba jest traktowana przez inne. Bardzo mi się podoba ten, wręcz feministyczny, aspekt - Eliza ceni sobie swoją niezależność i jest bardzo świadoma, że  po tym, jak zmienił się jej sposób mówienia i zachowania, nie ma już powrotu do poprzedniego życia ulicznej kwiaciarki. Wie też, że zamążpójście oznaczałoby wygodne życie, ale życie zależne od kogoś. Ta rezolutność, poczucie własnej wartości i samoświadomość są świetne i nawet jeśli mają być komediowe, ja odbieram je jako pozytywny aspekt tej sztuki. Wszystkie męskie postaci wypadają tu blado - brak im perspektyw, empatii, zrozumienia. Zarówno matka Higginsa, jego służąca jak i Eliza są o niebo bardziej wyraziste i pewne siebie. Cieszę się, że przeczytałam tę sztukę i mam nadzieję, że uda mi się ją kiedyś zobaczyć w teatrze.

Moja ocena: 5/6

Bernard Shaw, Pygmalion, tł. Harald Mueller, 127 str., Suhrkamp Verlag 1990.

sobota, 16 września 2023

"Poeci Nobliści"

 


Jest wśród noblistów wielu poetów i wiele poetek. Jeśli są to osoby, które nagrodę otrzymały stosunkowo niedawno, bez problemu można dostać tom ich wierszy. Jeśli jednak chcemy poznać poezję z początków czy połowy XX wieku robi się trudno. Wiersze można wyszukiwać w antologiach i zbiorach, ale nawet po niemiecku było mi dość trudno znaleźć odpowiednie publikacje. Dodatkowo poezji nie czytam i czytać nie umiem. To niestety zupełnie nie moja bajka, choćbym nie wiem, jak się starała, więcej niż kilku wierszy nie dam rady przeczytać. 

Ta antologia była więc dla mnie wyborem idealnym - przedstawia wielu laureatów i laureatki, także tych tworzących głównie prozę. Każda postać poprzedzona jest krótką notą biograficzną, a następnie umieszczono kilka wierszy. Autor wyboru, Andrzej K. Waśkiewicz, w obszernym wstępie dochodzi do podobnej konkluzji jak ja - bardzo trudno o przekłady całych tomów poezji poszczególnych laureatów. Ten wstęp, choć pisany na początku lat 90. w wiele kwestiach jest wciąż aktualny. Autor rozważa bowiem pytanie, które zadaje sobie z pewnością wielu, zasadności nagrody. Nie jest tajemnicą poliszynela, że wielu laureatów (celowo używam maskulatywu, bo na początku byli to głównie mężczyźni) na tak wielkie wyróżnienie niekoniecznie zasłużyło, a równocześnie wielu wspaniałych pisarzy i pisarek nigdy nie zostało uhonorowanych. Autor słusznie zwraca uwagę na dominację pisarzy europejskich, podkreślając pierwsze nagrody dla autorów z innych kontynentów. 

Same wiersze są tak różne jak ich autorzy i autorki. Niektóre bardziej, inne mniej przystępne. Żeby jednak nie popadać w banały, nie będę analizować poezji kilkunastu noblistów. Ja skupiłam się oczywiście na autorach, którzy tworzyli właściwie tylko lirykę i te wiersze czytałam z większą uwagę. Myślę tu o następujących autorach: Sully Proudhomme, Giousè Carducci, Erik Alex Karlfeldt, Juan Ramon Jiménez, Saint-John Perse, Giorgos Seferis, Pablo Neruda, Vicente Aleixandre czy Odysseas Elytis. Przyjrzałam się też bliżej Gabrieli Mistral (choć czytałam już jej wersje baśni dla dzieci) oraz Nelly Sachs, bo nie jestem pewna, czy znajdę inne utwory.

Poezja żadnego z tych laureatów nie zachwyciła mnie na tyle, by sięgać po dalsze utwory, ale, jak wspominałam wyżej, ja z zasady nie czytam poezji, więc niestety nie potrafię jej też docenić.

Polecam ten tomik wszystkim zainteresowanym Nagrodą Nobla, bardzo udana publikacja.

Moja ocena: 5/6

Poeci Nobliści 1901-1993 Antologia, red. Andrzej K. Waśkiewicz, 348 str., Wydawnictwo Anagram 1994.

piątek, 15 września 2023

"L'Arrabbiata", "Das Mädchen von Treppi" Paul Heyse


Nie wiedzieć czemu, ten niemiecki noblista całkowicie mnie ominął na studiach. Chyba że czytałam, ale nie pamiętam. Sięgnęłam więc po słynną żółtą książeczkę wydawnictwa Reclam z dwoma nowelami Heysego. Akcja obu rozgrywa się we Włoszech. W pierwszym tekście tytułowa L'Arrabbiata to młoda, piękna dziewczyna, która odrzuca konkury wszystkich zalotników. Podczas przeprawy na wyspę Capri zwierza się księdzu, że przyczyną tego jest przemocowy ojciec, który maltretował jej matkę. Tymczasem przewoźnik od dawna podkochuje się w dziewczynie. Jak się można domyślić, wszystko będzie zmierzać do happy endu, czyli przekonania niechętnej małżeństwu dziewczyny do tego kroku.

Akcja drugiej noweli natomiast umiejscowiona jest w Apeninach, w trudno dostępnej wiosce, w której skrywają się przemytnicy i rewolucjoniści. Tam mieszka energiczna, ognista kobieta, która uchodzi za kogoś w rodzaju czarownicy. Gdy w góry przybywa pewien prawnik, ona wyjawia mu, że pamięta go sprzed lat i od tamtego czasu kocha. Mężczyzna nie jest zainteresowany kobietą, ale ta pragnie postawić na swoim i wymyśla pewien fortel, by zatrzymać ukochanego przy sobie.

Heyse przedstawia tu dwie pozornie przeciwstawne kobiety - jedną przeciwną miłości, drugą pełną pasji. Obie piękne, tajemnicze, pełne emocji. Heyse stworzył tym pierwszym tekstem podwaliny noweli idealnej. Ten gatunek literacki interesował go od zawsze, parał się kolekcjonowaniem nowel, wydawał je i katalogował, próbując zarazem stworzyć wyraźne rozróżnienie między nowelą, a powieścią. W obu tekstach widać więc wyraźną linię narracyjną, charakterystyczną bohaterkę, dramatyczny punkt kulminacyjny i rozwiązanie, a nawet pointę. Oba teksty bardzo mocno osadzone są w konkretnych miejscach, natura koresponduje z wydarzeniami i ma na nie wielki wpływ - w pierwszym tekście jest to morze, w drugim urwiste góry. Heyse przypisuje naturze wielką rolę, opisując ją szczegółowo, począwszy od wyglądu danej okolicy, pogody, a na roślinach skończywszy. Bardzo wyraźne są tu romantyczne inspiracje i wpływy.

Dla współczesnej czytelniczki te teksty są nieco naiwne - sprowadzanie roli kobiety do namiętnej kochanki i przedstawianie małżeństwa jako jej nadrzędnego nie zadowoli krytycznego oka. Podobnie będzie z emocjonalnymi rozwiązaniami fabularnymi - nagły skok do wody, upadek ze skały itd. Doradcza rola podśmiechującego się w duchu księdza także może wyjść niejednym bokiem. Te teksty to świadkowie dawno minionych czasów, choć czyta się je zadziwiająco dobrze. 

Moja ocena: 3/6

Paul Heyse, L'Arrabbiata, Das Mädchen von Treppi, 103 str., Reclam Verlag 2002.

środa, 13 września 2023

"Pamiętniki i opowieści. Moje początki" Frédéric Mistral


 

Ta książka to wspomnienia noblisty z dzieciństwa i okresu szkolnego aż do zdania matury, które spędził w Prowansji. Mistral opisuje swoją rodzinę (ojca, matkę, dziadków, ich pochodzenie, zawody) i najwcześniejsze wspomnienia. To beztroskie dzieciństwo pośród natury, wypełnione zabawami i psotami. Autor opisuje wiele z nich dość szczegółowo, przy okazji odmalowując piękno natury - kwiatów, łąk, drzew, ale i zapachów i krajobrazów. Noblista przedstawiając swoje perypetie w domu, a potem w kolejnych miejscach, gdzie pobierał nauki, skupia się przede wszystkim na swojej małej ojczyźnie.

Te opowieści przetykane są mnóstwem legend, baśni, opowieści głęboko osadzonych w prowansalskiej kulturze. Mistral przytacza pieśni i powiedzonka, szczególnie podkreślając wagę języka prowansalskiego oraz jego historyczne znaczenie. Można tu znaleźć opisy obchodzenia Bożego Narodzenia czy innych świąt oraz typowych dla tego regionu zwyczajów.

To bardzo nostalgiczna relacja, pozwalająca wyobrazić sobie życie na południu Francji w XIX wieku, ale także przekazująca ogromną miłość do Prowansji. Językowo nie jest to trudna lektura, co w przypadku noblisty z początku XX wieku jest ważną rzeczą. Cieszę się, że wybrałam tę książkę, bo faktycznie dzięki niej poznałam bliżej mało mi znany region, a przede wszystkim jego folklor i kulturę.


Moja ocena: 4/6

Frédéric Mistral, Kindheit und Jugend in der Porvance, tł. Noa Kiepenhauer, 159 str., Anaconda 2014.

czwartek, 31 sierpnia 2023

"Nie opuszczaj mnie" Kazuo Ishiguro


Hailsham to elitarny internat gdzieś w Anglii. Wśród młodzieży uczącej się w szkole są Ruth, Kathy i Tommy, ale to Kathy jest narratorką tej powieści. Z jej wspomnień wyłania się życie w szkole pełne nastoletnich problemów i marzeń. Są pierwsze miłości, kłótnie, niepewność i oczekiwania wobec własnej przyszłości. Kathy opowiada o tym z perspektywy czasu, przeplatając te wspomnienia wzmiankami o swojej aktualnej pracy i dzięki temu czytelniczka stopniowo orientuje się, jaki świat tym razem odmalował w swojej powieści Ishiguro. By nie zdradzić zbyt wiele - to młodzież bez rodziców, hodowana w pewnym konkretnym celu. Bohaterowie książki niby o tym wiedzą, ale jednak nie zdają sobie do końca sprawy z tego, co ich czeka po opuszczeniu szkoły. Czepiają się strzępków wiedzy, wierzą, że ich kreatywność ma sens i może im w przyszłości pomóc przesunąć przeznaczenie. 

Ishiguro pokazuje możliwą przyszłość, mroczną, ale i niepełną, pozostawiając czytelniczce wiele pola do domysłów. Nie wiemy dokładnie, kto zarządza szkołą, kto wpadł na ten konkretny pomysł i jak on do końca działa. Autor pozostawia nas dokładnie w orbicie wiedzy Kathy, co czyni książkę jeszcze bardziej opresyjną i przerażającą. Poczucie kogoś, enigmatycznych onych, którzy zarządzają światem jest przemożne. Nawet przypadkowe spotkanie byłych uczniów z nauczycielką po opuszczeniu internatu niewiele wyjaśnia. 

Ciekawe jest, jak Ishiguro przedstawia związki i stosunki między młodzieżą i młodymi dorosłymi, którzy dorastają bez tła rodzinnego. Kathy przyjaźni się z Ruth, która wcale nie wydaje się być dobrą przyjaciółką. Jest opryskliwa, obcesowa, humorzasta, jednak Kathy pozostaje jej wierna. Dla bohaterów zresztą palącą kwestią jest pochodzenie - pragną się choćby dowiedzieć, kto był ich pierwowzorem. Ta potrzeba poczucia przynależności jest bardzo smutna, bo wiadomo, że niemożliwa do zrealizowania. 

Dzięki uprzedniej lekturze Klary i słońca widzę, jak te dwie książki się uzupełniają w dystopijnej wizji świata. W obu narratorką jest głos kobiety, ale przyznam, że Klara bardziej mnie ujęła i narracja w tej książce wydała mi się być bardziej spójna, dopracowana. Językowo także Klara bardziej przypadła mi do gustu. Kathy często popadała w zbyt pensjonarski styl i opowieść o perypetiach w internacie fragmentami nudziła. Mimo to cenię prozę Ishiguro, podoba mi się, jak uzupełniają się te dwie powieści, ich melancholijny klimat oraz dystopijna wizja autora.

Moja ocena: 4,5/6

Kazuo Ishiguro, Nie opuszczaj mnie, tł. Andrzej Szulc, czyt. Maria Peszek, 320 str., Wydawnictwo Albatros 2015.

sobota, 8 lipca 2023

"Powróceni" Abdulrazak Gurnah


Jako że staram się przeczytać przynajmniej jedna książkę każdego noblisty, to Gurnah był na mojej liście od dawna. Ostatnio nieco zaniedbałam ten projekt, ale mam nadzieję, że wreszcie do niego wrócę, bo przeczytałam już naprawdę wielu laureatów.

Gurnah interesował mnie nie tyle ze względu na nagrodę, a na kraj jego pochodzenia. O Tanzanii literacko jeszcze niewiele wiem, a ta książka w kwestii samego kraju nie rozczarowuje. Akcja Powróconych jest głęboko osadzona w realiach tego kraju i to w realiach z początku XX wieku, co daje świetny wgląd w, mi dotąd nieznaną, historię. Gurnah nakreślił sytuację polityczną kraju, który był kolonią niemiecką, a potem miejscem rozgrywek kolonialnych między Niemcami, a Anglią, przybliżając działania mocarstw europejskich w Afryce. To nie jest nowość, że Afrykańczycy byli marionetkami w rękach białych, że traktowani byli nawet nie jak ludzie drugiej kategorii, ale jak zwierzęta, że byli tylko środkiem do wypełnienia własnych celów. W przypadku Niemców były to Schutztruppen, które zasilali młodzi mężczyźni służący w efekcie jedynie jako mięso armatnie.

Gurnah przedstawia na tym tle historycznym losy kilku osób - Ilyasa, który zaginął po tym, jak wstąpił do wojska, jego siostry Afyii, która musiała cierpieć za to, że potrafiła pisać, Khalifa, którego życie się wprawdzie ułożyło, ale było zrządzeniem przypadku i wreszcie Hamsy, który przetrwał służbę w Schutztruppen. Autor przedstawia zwykłe losy, bez wielkich zwrotów akcji, fajerwerków, koncentrując się na trudach życia i opisie funkcjonowania pod rządami kolejnych okupantów. Zanim jednak rozwinie się taka narracja, trzeba się przedrzeć przez dość suchy i informacyjny styl. Przyznam, że początkowo sądziłam, że nie dotrwam do końca książki. Na szczęście wybrałam audiobook, bo jeśli byłaby to wersja papierowa, pewnie bym ją porzuciła. Warto jednak przebrnąć przez początek, bo narracja ciekawie się rozwija i losy bohaterów faktycznie mnie zainteresowały. Choć dla mnie najważniejszą wartością tej książki pozostaje tło historyczno-społeczne. Wspomniałam o audiobooku, więc dodam, że pochwały należą się dla lektora, Adama Ferencego, który ze starannością czytał liczne nazwy niemieckie. Jest ich faktycznie dużo, łącznie z poezją, więc nie było to łatwe zadanie.

Moja ocena: 4/6

Abdulrazak Gurnah, Powróceni, tł. Krzysztof Majer, czyt. Adam Ferency, 399 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

niedziela, 21 maja 2023

"Grona gniewu" John Steinbeck

 


Nie od dziś wiem, że Steinbeck to mistrz i że prawdopodobnie pokocham wszystko, co wyszło spod jego pióra. Grona gniewu to kolejna książka Amerykanina, która mnie całkowicie porwała. To opowieść, której akcja rozgrywa się podczas Wielkiego Kryzysu. Mieszkający w Oklahomie ludzie tracą swoje gospodarstwa na rzecz wielkich plantacji bawełny. Nie ma już miejsca na małe pola i prywatne uprawy. Rodziny więc masowo wybierają się na zachód, do Kalifornii, skuszeni ulotkami obiecującymi pracę przy zbiorze owoców. Wśród nich jest rodzina Joadów - dziadkowie, rodzice i szóstka dzieci, a także mąż jednej z córek, wujek i pastor. Ta karawana wyrusza na zdezelowanej ciężarówce do obiecanego edenu, niepewna przyszłości, trapiona zmartwieniami i troskami finansowymi. 

Joadowie to cała gama różnych charakterów. Każda z postaci reprezentuje inne podejście do wyprawy, do przyszłości i do tego, co po sobie zostawiła. Najtrudniejsza jest sytuacja dziadków, którzy z trudem znoszą niewygody podróży, ale nie tylko fizycznie. Dla dziadka tęsknota za ziemią i dotychczasowym życiem będzie zabójcza. Przeciwwagą są tu najmłodsze dzieci, dla których wyjazd jest wielką przygodą, choć oczywiście i na nich nie przejdzie bez echa. Wraz z postępem podróży niewygody będą coraz większe - auto będzie się psuć, jedzenie kończyć, a napotkani wędrowcy będą opowiadać o rozczarowaniu, jakim była dla nich Kalifornia. Joadowie nie spodziewają się bowiem, że kapitalizm może wystrychnąć ich na dudka, że sama chęć pracy nie wystarczy, by przeżyć. Zobaczą głód, który zabija tuż obok obsypanych owocami drzew. 

Narracja powieści prowadzona jest z perspektywy Toma - tuż przed wyjazdem na zachód wyszedł z więzienia i przypadkiem odszukał rodzinę, zanim ta zniknęła z Oklahomy. Tom wylądował za kratkami za morderstwo, popełnione podczas przypadkowej bójki. Okazuje się, że jest on ważnym filarem rodziny, podporą, wsparciem i mózgiem. To on jako pierwszy zrozumie mechanizmy, które rządzą zachodem i których skutkiem jest marna opłata za ciężką pracę, głód i gniew robotników. Jednak najważniejszą postacią tej powieści jest matka, która nie traci energii, siły i rozsądku mimo kolejnych ciosów. To ona rozumie, że przetrwają tylko, gdy będą trzymać się razem. W najtrudniejszych momentach to ona bierze na siebie ciężar podjęcia decyzji. Kobieta dba o porządek, o strawę, o pakowanie i rozpakowywanie, troszczy się o młodsze dzieci, ale wspiera też będącą w ciąży córkę. Wie, jak postępować z mężem i bratem, wie jak trzymać w krabach synów i potrafi temperować gorącą głowę Toma. To ona jest siłą napędową, czego zwieńczeniem jest ostatnia scena książki. Symboliczna, poruszająca, niesamowita. 

Nie spodziewałam się tego po lekturze, ale to w gruncie rzeczy powieść głęboko feministyczna, ukazująca siłę kobiet i ich umiejętność przetrwania najgorszych kryzysów. W najtrudniejszych sytuacjach mężczyźni stają się bezradni, ich działania nie przynoszą skutku, podczas gdy matka zawsze potrafi zachować zimną krew. To oczywiście także powieść o kapitalizmie i jego najbardziej krwiożerczej twarzy, o nienawiści do obcych, o walce o przetrwanie. To fantastycznie skomponowana narracja przeplatana esejami na temat aktualnej sytuacji, która zachwyca językiem i plastycznością opisów. Steinbecka warto i należy czytać.

Moja ocena: 6/6

John Steinbeck, Grona gniewu, tł. Alfred Liebfeld, czyt. Marcin Popczyński, 672 str., Wydawnictwo Prószyński i s-ka 2012.

poniedziałek, 1 maja 2023

"Klara i słońce" Kazuo Ishiguro


Po moim ostatnim rozczarowaniu prozą Ishiguro (Pogrzebany olbrzym) zupełnie nie planowałam sięgnięcia po jego kolejną książkę. Na tę lekturę w końcu namówiła mnie znajoma i bardzo się cieszę, bo ta powieść całkowicie mnie oczarowała. Co ciekawe, gdybym wcześniej wiedziała, że sięgam po dystopię, zapewne zwlekałabym z lekturą! To jednak wspaniale skonstruowana wizja świata napisana z perspektywy Klary, która bynajmniej człowiekiem nie jest. To pewien rodzaj człekokształtnego robota, nazywanego sztuczny przyjaciel, który można kupić, by został towarzyszem nastoletniej pociechy. 

Klara długo czeka w sklepie, nawet pobyt na wystawie i łapanie środków odżywczych słońca jej nie pomaga. Wreszcie jednak zostaje kupiona przez mamę Josie i wyrusza do ich domu. Josie jest jednak chora i zadaniem Klary jest opieka nad nią i wypatrywanie wszystkich sygnałów pogorszenia stanu dziewczyny. Poznajemy świat z perspektywy Klary, która ponoć jest wyjątkowo mądrym robotem, który dzięki szczególnemu zmysłowi obserwacji potrafi przyswoić więcej informacji niż inni SP. Klara od razu poświęca się całkowicie swojej nowej właścicielce i dba o nią, jak tylko może. Oczami Klary widzimy świat, który jest podzielony na dzieci, które przeszły korektę i na te, które się na nią nie zdecydowały, widzimy świat pełen zanieczyszczeń, nieuleczalnych chorób, podziałów i problemów. Ishiguro nie dopowiada, nie tłumaczy istoty tego świata z przyszłości, pozostawia czytelniczkę z domysłami, co akurat bardzo mi się podobało. Zresztą bez problemu przyjęłam, że widzimy ten nowy świat z perspektywy Klary, która także się go uczy. Tak samo jak uczy się emocji i sposobu myślenia ludzi dookoła niej. 

Klara i słońce to jednak nie tyle powieść o niezbyt świetlanej przyszłości, a raczej książka o uczuciach, np. o miłości, która nie zawsze będzie trwać. Widzimy tu związek rodziców Josie oraz matki jej przyjaciela, także ten między Josie i jej przyjacielem oraz między Klarą i Josie. Te uczucia będą inne, będą zależeć od wielu warunków, a Ishiguro opisze je z równą czułością i szczerością. To będzie miłość, która nie przetrwa, ale pozostawi po sobie coś pięknego, miłość pełna troski o drugą osobę a także przyjaźń, która przeradza się w miłość.

Nie spodziewałam się, że taka, w sumie, prosta historia, tak bardzo mnie ujmie i zachwyci. Urzekł mnie język Ishiguro - jakby słowami malował świat, a także sposób, w jaki wykreował Klarę i jej perspektywę. Piękna książka.

Moja ocena: 6/6

Kazuo Ishiguro, Klara i słońce, tł. Andrzej Szulc, czyt. Laura Breszka, 320 str., Wydawnictwo Albatros 2021.