Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wenezuela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wenezuela. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2026

"Trzeci kraj" Karina Sainz Borgo


Trzeci Kraj to miejsce pomiędzy – między państwami, między bytami, między jawą a snem, między życiem a śmiercią, między sprawiedliwością a przemocą. Książkowy Trzeci Kraj mieści się gdzieś w Ameryce Południowej, przy granicznej rzece, jest nielegalny i jest cmentarzem. Bo podczas ucieczki ludzie mrą jak muchy. I gdzieś trzeba ich chować. Problemem jest brak miejsca, przemoc, bezprawie, korupcja, głód, rozpacz. Visitación Salazar nic sobie z tego nie robi. Ta ponad sześćdziesięcioletnia kobieta zaznała wiele i wie, że nie ma co czekać, trzeba brać sprawy w swoje ręce. To ona pomaga zrozpaczonym bliskim godnie pochować ciało. To do niej dociera Angustias Romero z dwójką maleńkich dzieci w kartonach po butach. I je trzeba pochować, chłopcy nie przeżyli ucieczki przed zarazą. Ich ojciec wprawdzie ją przeżył fizycznie, ale jest bierny i milczący. To Angustias troszczy się o pochówek i zostaje u Visitación, przechodząc przemianę z cichej i lękliwej kobiety w postać silną i zdecydowaną. Te dwie kobiety stają na przeciw lokalnej władzy, która nie dała zezwolenia na cmentarz, którą kontrolują bojówki, a jej główną motywacją są pieniądze.

Karina Sainz Borgo w krótkich ustępach opowiada tę naznaczoną przemocą historię, przypominając, jak ważnym problemem jest migracja i że może ona dotknąć każdego z nas. W tej powieści nie znamy dokładnego miejsca ani przyczyny (bliżej nieokreślona zaraza), co czyni ją bardzo uniwersalną. Autorka przypomina, jak sytuacja kryzysowa sprzyja eskalacji przemocy, głównie skierowanej przeciwko kobietom. To zresztą właśnie one dbają o byt, o przetrwanie i z powodu tego najbardziej ryzykują życiem. Mężczyźni są tu zawsze postaciami negatywnymi, skupionymi na sobie, skorumpowanymi, tchórzliwymi. 

"Trzeci Kraj" to powieść bardzo sugestywna, poruszająca, która nie daje zbyt wiele nadziei, choć pokazuje, że kobieca solidarność potrafi wiele zdziałać. Trzeci Kraj jednak będzie istniał, będzie pożerał ludzi i ich życia, pozostanie w ich sercach i uysłach.

Za przekazanie egzemplarza tej książki bardzo dziękuję wydawnictwu.

Moja ocena: 5/6

Karina Sainz Borgo, Ttzeci Kraj, tł. Adam Elbanowski, 269 str., Noir Sur Blanc 2026.

piątek, 13 września 2024

"Tańczymy już tylko w Zaduszki" Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Hawranek i Opryszek przekonali mnie lata temu swoją książką o Urugwaju. Satysfakcja z tej lektury skłoniła mnie do sięgnięcia po ich zbiór reportaży z Ameryki Łacińskiej. Autorzy zabierają czytelniczkę do Kolumbii (cztery razy), Peru (również cztery razy), Meksyku, Ekwadoru (dwa razy), Boliwii, Wenezueli, Brazylii i Paragwaju, wybierając tematy chwytliwe, kontrowersyjne, dla osoby nie znające tego regionu być może zaskakujące lub nieznane. 

Piszą więc o peruwiańskich nielegalnych kopalniach, młodocianych prostytutkach, o przesądach i wróżbach, o protestach na wenezuelskich ulicach, o mieście Gabriela Garcii Marqueza, o regionie dotkniętym demencją, o sekcie, która stawia na ayahuaskę, o odległych wioskach w górach, o zbieraczach lodu w Andach, o niemieckiej kolonii w Paragwaju itd., itp. Wiele tu ciekawostek i zaskakujących faktów – mimo że interesuję się tym regionem, nie o wszystkim wiedziałam. Autorzy potrafią pisać, ich reportaże są potoczyste, czyta się je błyskawicznie. Dbają o detale, wplatają mimochodem opisy ludzi czy otoczenia, żonglują między własnymi spostrzeżeniami, a wypowiedziami mieszkańców danego regionu czy miasta. W moim odczuciu ta książka spełniła swój cel, pokazała mi światy, których nie znam. Mam jednak pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim językowe – nie podoba mi się częste używanie określeń Indianin i Indianka i to w kontekście, gdy nie są potrzebne, a wręcz oceniające. Wyłapałam też kilka błędów językowych. 

Można temu zbiorowi zarzucić niewielki kontekst, zawężone spojrzenie, tendencyjny wybór tematów, ja jednak nie do końca się z tym zgadzam. Koncepcja tej książki – wybór z wielu krajów –nie pozwala na pogłębienie tematów i naświetlenie wszystkich perspektyw. Ja ją widzę jako opis jednostkowego doświadczenia Marii Hawranek i Szymona Opryszka, którzy dane miejsce odwiedzili, porozmawiali z ludźmi, sami spróbowali swoich sił przy pracy czy innym eksperymencie. To perspektywa polska i subiektywna, która zapewne z założenia wyklucza pogłębione badania całkowitej sytuacji politycznej i społecznej danego kraju. Widzę tę książkę jako przyczynek do dalszych, własnych poszukiwań i badań, jako ciekawą lekturę, która może być wstępem do pasji, podróży, choćby książkowej.

Moja ocena: 5/6

Maria Hawranek, Szymon Opryszek, Tańczymy już tylko w Zaduszki, 287 str., Wydawnictwo Znak 2016.

wtorek, 1 marca 2016

"Canaima" Rómulo Gallegos



Canaima to klasyka literatury wenezuelskiej, napisana przez przyszłego prezydenta tego kraju. Powieść powstała w latach trzydziestych ubiegłego wieku, a jej głównymi bohaterami są rzeka Orinoko oraz otaczająca ją dżungla. Młody Marco Vargas, który powrócił ze studiów na Trynidadzie, które miały go ustatkować i nauczyć dyscypliny, wyrusza w mityczne okolice rzeki Yuruari, by rozwinąć swój własny biznes. To miejsce, gdzie spotykają się i żyją żądni przygody mężczyźni, poszukiwacze złota, bogacący się na kauczuku plantatorzy, a także rządzący się własnymi prawami kacykowie. 

Akcja powieści rozwija się niespiesznie, Gallegos wiele miejsca poświęca opisom dżungli, wprowadza mnóstwo postaci oraz nie stroni od retrospekcji. Od początku wyraźnie widać, jak podrzędna jest rola kobiet, to świat mężczyzn i tylko oni są w stanie sprostać życiu w ekstremalnych warunkach lasu zwrotnikowego.

Bardzo chciałam skończyć tę książkę, mimo że zupełnie nie mogłam wczuć się w rytm prozy Gallegosa. Wyznaczałam sobie nawet dzienne racje, by posunąć się choć trochę do przodu. Gdy jednak, przeczytawszy ponad sto stron czyli prawie jedną trzecią książki, zaczęła we mnie kiełkować myśl o odłożeniu lektury, autentycznie odetchnęłam z ulgą. Tym sposobem moje spotkanie z Wenezuelą na razie ograniczy się do kilku opowiadań i tej, niestety niedokończonej, powieści. Mam nadzieję, że w przyszłości trafię na inną książkę z tego kraju, która bardziej trafi w mój gust. A może polecicie mi coś?

Bez oceny.

Rómulo Gallegos, Canaima, tł. Doris Deinhard, 356 str., suhrkam taschenbuch 1989

sobota, 29 czerwca 2013

"Minigeschichten aus Lateinamerika"



Ostatnio przeczytane opowiadania południowoamerykańskie okazały się być całkiem dobrym sposobem na szybkie zapoznanie się z prozą wielu pisarzy. Po krótkich poszukiwaniach odkryłam podobny zbiór, którego tytuł obiecywał krótkie opowiadania pisarzy z Ameryki Łacińskiej. 

Zamieszczono tu utwory autorów z Meksyku, Gwatemali, Chile, Argentyny, Peru, Kolumbii, Urugwaju, Boliwii, Kuby, Wenezueli, Panamy, Hondurasu i El Salwadoru. 
Niestety teksty zamieszczone w tej książce są bardzo krótkie, czasem to tylko kilka zdań, wyjątków z innych utworów. Wiele z nich zaskoczyło mnie ciekawą pointą, interesującym spojrzeniem na problem, ciekawym językiem ale trudno mi wypowiedzieć się na temat prozy ujętych w książce autorów. 

Traktuję tę pozycję jako inspirację do dalszych poszukiwań, skrupulatnie wynotowałam nazwiska i tytuły interesujących mnie autorów i planuję dalej eksplorować literacki krajobraz Ameryki Południowej.

Bez oceny.

Erica Engeler, Minificciones, Minigeschichten aus Lateinamerika, 135 str., dtV 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: