Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lipca 2025

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"

 


Justyna Czechowska, tłumaczka literatury szwedzkiej i norweskiej skomponowała zbiór dwudziestu pięciu opowiadań, których tematem przewodnim jest kobieta. Są tu teksty z przeróżnych stron świata, wspaniale, że zbiór nie ogranicza się tylko do Europy i USA, mamy teksty z Egiptu, Chin, Korei, Argentyny, Kanady. Dzięki tej różnorodności geograficznej uzyskujemy szeroką perspektywę na tak przecież złożony i wszechstronny temat. Co więcej, w zbiorze znalazły się też opowiadania napisane przez mężczyzn, wprawdzie tylko trzy, ale jednak zaskoczył mnie ten wybór w tak na wskroś kobiecej publikacji. Czechowska zadbała o to, by zebrane przez nią teksty objęły jak najwięcej aspektów kobiecości. Mamy dziewczynki, kobiety samotne, zakochane i nieszczęśliwe, matki i bezdzietne, kobiety kochające i zdradzane, kobiety oszukane, obsesyjne i czarownice, kobiety chore i zmarłe. 

Jak to w zbiorach bywa są tu opowiadania, które mnie szczególnie poruszyły i takie, które zupełnie do mnie nie trafiły. Dodam, że trzy z publikowanych tekstów już znałam, wśród nich wspaniałą "Żółtą tapetę", którą czytałam już kilka lat temu w oryginale. Z przyjemnością przeczytałam teksty nieznanych mi dotychczas autorek, zwłaszcza Any Marii Shua, Cory Sandel czy Nawal as-Sadawi. Nie zawiodły mnie Chimamanda Ngozi Adichie ani Margaret Atwood, które należą do moich ulubionych pisarek. Trudno jednak pisać o tak różnorodnym zbiorze, zwłaszcza, że trudno mi było go czytać. Myślę, że głównym problemem była to mnogość autorów i autorek. Sam temat jest zbyt słabym lepiszczem dla tak sporego zbioru. Kobiecość ma tak wiele aspektów, że w efekcie temat przewodni się rozpływał, a każde opowiadanie było zupełnie inne. Fakt, że bohaterkami są osoby płci żeńskiej nie wystarcza, by stworzyć spójny zbiór. Trudno było mi przeskakiwać z zupełnie innego świata, stylu i pomysłu w kolejny, a co za tym idzie czytać ten zbiór po kolei. Wyłapałam z niego kilka perełek, ale ogólnie jednak mnie rozczarował.

Rozczarował mnie też koniec książki – w momencie gdy doszłam do spisu treści zauważyłam, że w e-booku brakuje dwóch opowiadań! Nie ma tekstu Clarice Lispector ani Radki Denemarkovej! Jeszcze bym może zrozumiała, że e-book ma inną objętość, ale w spisie treści widnieją. Czuję się oszukana, bo akurat Lispector bardzo chciałam przeczytać. 

Moja ocena: 4/6

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie", wybór Justyna Czechowska, 464 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2023.

niedziela, 11 maja 2025

"Psikus" Domenico Starnone


Małżeństwo matematyków dostaje zaproszenie na konferencję naukową. Oboje bardzo chcą jechać, mają wygłosić ważne dla ich karier odczyty. O opiekę nad ich czteroletnim synem, Mariem, proszą ojca Betty - siedemdziesięcioletniego ilustratora książek. Dziadek mieszka w Mediolanie, więc najpierw czeka go podróż do Neapolu, skąd pochodzi i gdzie mieszka rodzina. Nie uśmiecha mu się ten wyjazd, ma zlecenie na zilustrowanie opowiadania, które wisi nad nim niczym miecz Damoklesa, wnuka praktycznie nie zna, a poza tym nie czuje się na siłach opiekować się malcem. Nie potrafi jednak odmówić córce i wyrusza w podróż. Na miejscu okazuje się, że małżeństwo przechodzi poważny kryzys, jest świadkiem ciągłych kłótni, a oboje małżonków próbuje go przekonać do swoich racji. 
Na szczęście Mario to rezolutny i samodzielny chłopiec, który dziadkowi prędko wyjaśnia, jak co funkcjonuje w domu. Obaj znajdują nić porozumienia i trzem dniom we dwoje nie stoi nic na przeszkodzie, choć dziadek radzi sobie często gorzej niż lepiej, niektóre potknięcia tłumacząc psikusami.
Jak niebezpieczna to jest taktyka, okaże się niebawem.

Starnone świetnie naszkicował psychologiczny portret dziadka – znanego powszechnie artysty, który się starzeje, a prace nie wychodzą już tak łatwo jak kiedyś. Ten wyjazd to przyczynek do rozliczenia się z przeszłością, zwłaszcza, że mężczyzna ląduje w mieszkaniu, w którym się wychował. Wiele tu wspomnień i refleksji, ale też dowcipnych dialogów z wnukiem. 

To dość lekka i przyjemna lektura, mimo to Starnonen potrafi skłonić do refleksji i zaskoczyć narracją.

Moja ocena: 4,5/6

Domenico Starnone, Psikus, tł. Katarzyna Skórska, 208 str., W.A.B. 2018.

wtorek, 22 października 2024

"Baron drzewołaz" Italo Calvino


 

W okolicach Genui, na wybrzeżu liguryjskim w XVIII wieku mieszkała niezwykła rodzina barona Piovasco di Rondò. Dwóch braci musiało się zmagać z szalonymi pomysłami siostry, której pasja do gotowania kazała przyrządzać szczurze wątroby i ptasie móżdżki zaprawione ślimakami. Matka natomiast wychowana przez niemieckiego generała na polu bitwy przejęła jego zwyczaje i komenderowała dziećmi po niemiecku, haftując na poduszkach plany bitw. Ośmioletni Biagio i dwunastoletni Cosimo uciekali przed tym dziwacznym domem w naturę, do psot i zabaw. Pewnego dnia podczas wspólnego obiadu, sztywnego jak zwykle, nieapetycznego jak zwykle (ślimaki!), Cosimo ucieka na drzewo. I już z niego nie schodzi. 

Cała powieść to opis życia Cosima na drzewach. Początkowo Calvino opisuje praktyczne aspekty tego życia, jak spanie, załatwianie potrzeb, jedzenie, polowania, poruszanie się. Stopniowo Cosimo jednak zaczyna prowadzić z drzew różnoraką działalność – chroni lasy przed pożarami, ludność przed wilkami czy piratami, prowadzi dysputy, zakochuje się, wybiera na wyprawę do innych ludzi, którzy zamieszkali na drzewach, aczkolwiek nie z własnej woli. Cosimo pochłania ogromne ilości książek, na które zarabia sprzedając skóry upolowanych zwierząt. Dzięki intensywnej lekturze rozpoczyna korespondencję z najbardziej światłymi swoich czasów, stając się filozofem i uczonym. 

Barona drzewołaza należy oczywiście czytać jako alegorię, przypowieść o rebelii, ale i o miłości, o potrzebie izolacji i wreszcie o istocie zdobywania mądrości. Na płaszczyźnie fabularnej to w pewnym sensie powieść łotrzykowska, pełna przygód i niezbyt realnych wydarzeń, a to rodzaj prozy, który zupełnie mi nie podchodzi. Niestety płaszczyzna metaforyczna mnie także nie przekonała, a przesłanie Barona nie jest dla mnie ani oczywiste, ani przekonujące. Gdyby nie piękny język i opisy przyrody śródziemnomorskiej miałabym problem z doczytaniem tej książki. 

Moja ocena: 2/6

Italo Calvino, Baron drzewołaz, tł. Barbara Sieroszewska, 375 str., Wydawnictwo Cyklady 2004.

niedziela, 2 czerwca 2024

"Cmentarz w Pradze" Umberto Eco


 

Nie wiem dlaczego ta książka znalazła się w moim stosie, nawet nie wiem, od kiedy tam czekała. Niespecjalnie miałam na nią ochotę, bo Eco to był licealny zachwyt, który dość szybko opadł, gdy sięgnęłam po niego ponownie po studiach. Cmentarz w Pradze niestety potwierdził te odczucia. Nie zainteresował mnie, nie zachwycił, nie wciągnął i pewnie tych nie mogłabym wyliczyć jeszcze kilka. Mogłam się jednak tego spodziewać, bo już kiedyś przekonałam się, że tzw. powieści łotrzykowskie to nie moja bajka. Nie można jednak Eco nie przyznać erudycji, oczytania i świetnego umieszczenia akcji w kontekście historycznym.

Główny bohater rekapituluje swoje życie u końcu XIX wieku, życie pełne przygód, wrażeń i kombinowania. To właśnie on był słynnym fałszerzem dokumentów, szpiegiem i oszustem. Jego zlecenia i życie poprowadziły go do bliskiego kontaktu z Garibaldim, Freudem, Zolą i wieloma innymi postaciami historycznymi. Simonini to syn Francuzki i Włocha wychowany przez dziadka, który wtłoczył wnukowi w geny i mózg swój głęboki antysemityzm. Nie przeszkodzi mu on jednak pracować dla każdego, kto będzie dobrze płacił, choć sprawa żydowska będzie dominować w jego życiu, a tytułowy cmentarz jako miejsce żydowskiego spisku stanie się jego idée fixe

Eco relacjonuje ówczesne ważne wydarzenia historyczne (powstanie Garibaldiego, ruchy rewolucyjne we Francji, sprawa Dreyfusa, rola masonów), uzupełniając historyczne fakty treścią fikcyjną. Widać tu niezwykłą wyobraźnię, talent do oddania realiów, ogromny warsztat badawczy – to niewątpliwe zalety tej książki, podobnie jak umiejętne łącznie wątków. Jest jednak jedno wielkie ale – mnie ta tematyka zupełnie nie chwyciła. Ani intrygi, ani kombinacje, ani wyrafinowane oszustwa. Nie wykluczam, że kiedyś bym bardziej weszła w taką tematykę, teraz szukam w literaturze czegoś innego.

Moja ocena: 3/6

Umberto Eco, Cmentarz w Pradze, tł. Krzysztof Żaboklicki, 498 str., Wydawnictwo Noir sur Blanc 2011.

czwartek, 12 października 2023

"Die Straußenfeder" Eugenio Montale


 

Cieszę się, że trafiłam na opowiadania włoskiego noblisty i w ten sposób mogłam bliżej poznać jego twórczość. Same poezje są dla mnie trudne do oceny, ale i do zrecenzowania. Ten zbiór to teksty miniaturki, które bazują na wspomnieniach i przeżyciach autora z okresu dzieciństwa w Ligurii, a następnie lat dorosłych w Genui, Florencji i Mediolanie. Autor nie jest tu na pierwszym planie, nie jest oczywisty, ale gdzieś tam zawsze ukrywa się w tle. Te nowelki skrzą się od humoru, ironii, służą bardziej rozrywce, ale nie pozbawionej refleksji.

W tych tekstach przewija się wiele podobnych motywów - bardzo widoczna jest włoska natura, czy to pod postacią zwierząt (węgorzy chociażby) czy bujnej roślinności (wawrzyn). Montale chętnie podejmuje motyw wspomnienia i zapomnienia, który symbolizują dość ulotne rekwizyty jak np. tytułowe pawie pióro. Każde opowiadania zabiera czytelniczkę w inną sytuację, wrzuca w środek wydarzeń i zaskakuje pointą. Bardzo mi pasuje taka lakoniczność, podobają się nietuzinkowe postaci, które Monate wykreował, ale także delikatna nuta pesymizmu, która przy całej ironii pobrzmiewa w tych tekstach. Widać w nich także echa wojen - nigdy na pierwszym planie, ale zawsze obecnych.

Z tego, co udało mi się znaleźć, te nowele nie ukazały się po polsku, jeśli jednak czytacie w innych językach, polecam.


Moja ocena: 4,5/6


Eugenio Montale, Die Straußenfeder, tł. Alice Vollenweider, 145 str., Piper 1990.

środa, 31 sierpnia 2022

"Koliber" Sandro Veronesi


Nigdy bym nie wpadła na tę książkę, gdyby nie wybór mojego angielskiego klubu książkowego. Tytułowy koliber to Marco - okulista, wychowany we Florencji w rodzinie architektów, jako środkowy z rodzeństwa. Ówcześnie filigranowy, niziutki nastolatek - koliberek. Poznajemy go jednak w Rzymie, gdzie mieszka z żoną i małą córką, dopiero podczas lektury stopniowo wyłania się obraz jego życia. Ta powieść bowiem nie uwodzi szybką akcją, a raczej językiem, formą i treścią. Tu wszystko dzieje się powoli, nieśpiesznie, choć życie Marca nie jest ubogie w tragedie.

Marco zajmuje się spuścizną po rodzicach - wraz z bratem są jedynymi spadkobiercami. Młodszy brat jednak mieszka w USA, a kontakt z nim jest sporadyczny. Marco zajmuje się także córką po tym, jak rozstał się z żoną. Marco pracuje, dba, zabiega i tęskni za niespełnioną miłością z młodości. Marco głównie cierpliwie znosi liczne nieszczęścia i tragedie. Dzięki listom do brata Giacoma i miłości życia Luisy poznajemy myśli i zmartwienia Marca. Treść tych listów autor relacjonuje potem w inny sposób w kolejnych rozdziałach. Ta forma książki w pewien sposób mi się podobała - choć nie ułatwia ona lektury. Są więc listy, cytaty, wspomnienia, zestawienia przedmiotów, opisy powyższych, rozmowy, dosłownie zapisane dialogi oraz zwykła narracja. Styl Veronesiego także nie należy do najprostszych (podziwiam tłumacza) - jego zdania są bardzo długie, niektóre potrafią zajmować całą stronę. Autor bardzo chętnie nawiązuje do literatury, włoskich smaczków, kultury, wplata także informacje z innych kręgów kulturowych czy języków. 

Sama powieść jest, że użyję tego oklepanego słowa, ciekawa, określiłabym ją jako w pewien sposób nowatorską, ale ze względu na styl i konstrukcję właśnie, sama treść mnie nie zachwyciła. Owszem, historia Marco potrafi uwieść, ale jest w ogromnym stopniu nierealna, przekonstruowana. Także końcowe wyjaśnienie dotyczące tytułu książki mnie nie przekonuje. Włoch tworzy tu powieść o emocjach, tragediach, rodzinnych powiązaniach, ale i o stagnacji i znoszeniu wszystkiego, co nam się w życiu przytrafia. To nie jest złe przesłanie, ale niestety zanika w przekombinowanej konstrukcji. Tak, tej konstrukcji, która mi się podoba, ale która w efekcie stawia w cieniu treść i niepotrzebnie ją komplikuje. Czułam się przytłoczona elokwencją autora i moją niemożnością odczytania wszystkich nawiązań (w przypadku wielu z nich nie miałam najmniejszej szansy, bo bazują na osobistych zamiłowaniach autora), równocześnie byłam zagubiona i nie bardzo wiedziałam, dokąd ta powieść zmierza. Skończyłam tę książkę kilka dni temu i nadal się waham i nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy mi się podobała czy nie.

Moja ocena: 3,5/6

Sandro Veronesi, Der Kolibri, tł. Michael von Killisch-Horn, 352 str., Paul Zsolnay Verlag 2021.

środa, 16 lutego 2022

"Za otrzymane łaski" Valeria Parrella

 


Ten zbiór opowiadań włoskiej pisarki to chyba moje pierwsze pauzowe rozczarowanie. Cztery teksty przeczytane w jeden dzień, a ja dobę później już niewiele z nich pamiętam. A przede wszystkim nie pamiętam szumnie zapowiadanego Neapolu, który miał być jednym z bohaterów tych tekstów. Owszem to miasto przewija się w tle, jego klimat odgrywa tu rolę, zwłaszcza, gdy czytamy o przedstawicielach tak zwanych niższych sfer, ale ten obraz miasta jest tak nienachalny, a narracja i kreacja postaci tak wszechobecna, że trudno go dostrzec.

Podczas lektury byłam zajęta przede wszystkim rozgryzaniem co, kto i gdzie. Parrella wrzuca czytelnika w środek wydarzeń, nie dając mu żadnych narzędzi pomocniczych. Odkrywanie sensu tych tekstów było dla mnie dość mozolne, szczególnie w przypadku pierwszego opowiadania. Zresztą ten tekst zapadł mi najbardziej w pamięć, bo w miarę ciekawie pokazuje świat przestępczy Neapolu. Z pozostałych tekstów zapamiętałam tylko urywki, nie będę więc na siłę wymyślać jakiejkolwiek interpretacji. Nie trafił do mnie ani styl Włoszki, ani jej postaci, a najmniej chyba sposób prowadzenia narracji. Nie potrafiłam się rozsmakować w języku ani zachwycić kolorytem Neapolu. 


Moja ocena: 2/6

Valeria Parrella, Za otrzymane łaski, tł. Katarzyna Skórska, 128 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

środa, 13 października 2021

"Lampart" Giuseppe Tomasi di Lampedusa

 


Na drugie podejście do Lamparta zdecydowałam się tylko dzięki pewnemu klubowi czytelniczemu, bo moja pierwsza próba lektury siedem lat temu nie została zwieńczona sukcesem. Ta napisana w połowie XX wieku powieść bynajmniej nie jest nowoczesna. To narracja w starym stylu, powolna, pełna opisów, szczegółów i długich zdań. Oczywiście nie boję się takich książek, ale jestem świadoma, że przyzwyczajona do innego typu narracji, muszę im poświęcić więcej czasu. I jeśli jest to tematyka lub tło historyczne, które mnie interesuje, chętnie w taką powieść się zagłębiam, ale w przypadku Lamparta tak nie było, choć teraz, po lekturze stwierdzam, że faktycznie sporo się dowiedziałam o tworzeniu się włoskiego państwa i rewolucji Garibaldiego, o której wiedziałam tylko to, że miała miejsce. 

Na tle tych wydarzeń Lampedusa snuje opowieść o schyłku szanowanego sycylijskiego rodu. To czas, gdy we Włoszech następują gwałtowne zmiany polityczne, które skutkują zmianami społecznymi. Szlacheckie rody i ich sposób życia niebawem odejdą do przeszłości. Wielkie posiadłości, służba, przepych, przyjęcia, wykwintne potrawy, kostyczne wychowanie, surowe zasady, głęboka religijność to niebawem pieśń przeszłości. Główny bohater - książę, tytułowy Lampart to głowa rodu, groźny i dobroduszny za razem Sycylijczyk z krwi i kości. To także człowiek świadom zmian, przyjmujący je ze stoickim spokojem, celebrujący życie, jakie zna. Na tle tych przemian toczy się normalne szlacheckie życie. Bratanek się żeni, córki zakochują, chodzi się na polowania i bale. Ale i tu widać pewne zmiany. Tancredi, bratanek przyłącza się do rewolucjonistów, świadom konieczności zmian, które w pewien sposób pomogą jednak zachować stary porządek rzeczy. Jego wybranką jest piękna córka miasteczkowego nowobogackiego. Ten człowiek nie ma szlacheckich manier, nie wie, jak się ubrać, ukrywa nieokrzesaną żonę, ale poprzez edukację córki i uposażenie finansowe aspiruje do wyższej klasy. 

Życie rodziny Lamparta to poniekąd metafora przemian o skali bardziej globalnej. Żadna z nich nie następuje nagle, lecz stopniowo odmienia tryb życia. Znamienny jest tu monolog umierającego Lamparta, który bez żalu odchodzi ze świata, odczuwając upływające z niego życie. Ten proces przypomina powtarzalność fal morskich, jest absolutnym połączeniem z naturą i najbardziej poruszającym opisem książki. Lampedusa w ostatnim rozdziale opisuje życie córek Lamparta, niezamężnych, bezdzietnych, epigonek rodu i całej epoki.

Lampart nie jest książką, którą bez zastanowienia polecę każdemu. To jednak powieść tak klasyczna, że po prostu warto ją znać, choć pewnie włoscy uczniowie mają jej serdecznie dość.

Moja ocena: 4/6

Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Lampart, tł. Zofia Ernstowa, 276 str., PIW 1970.

czwartek, 2 września 2021

"Wyznanie" Domenico Starnone

 


Pietro jest nauczycielem, który po burzliwym związku z uczennicą poznaje Nadię, także nauczycielkę. To spotkanie przeistoczy się w związek, a potem małżeństwo i rodzinę. Oboje uczą w tej samej szkole, jednak to Pietro publikuje artykuły na temat szkolnictwa. Gdy pewien wydawca proponuje mu napisanie książki o tej tematyce, nauczyciel podejmuje wyzwanie, nie spodziewając się, że jego publikacja stanie się niemal bestsellerem, a on sam będzie jeździć po całych Włoszech na spotkania autorskie. Tymczasem jego żona matematyczka porzuca swój projekt badawczy na uniwersytecie i poświęca się macierzyństwu. Pietro niespecjalnie naciska, by poznać przyczyny jej decyzji. To specyficzne małżeństwo, w którym mało się rozmawia, a życie toczy się z rozpędu. Stopniowo widać, że to Pietro jest tym, który daje się ponieść wydarzeniom, człowiekiem, któremu życie się wydarza, a on mu się poddaje. 

Powieść Starnone nie byłaby tak spektakularna, gdyby nie tytułowe wyznanie. Otóż gdy Pietro spotyka swoją pierwszą miłość Teresę kilka lat po rozstaniu oboje czynią sobie pewne wyznanie - zdradzają sobie nawzajem wstydliwą tajemnicę. Ponieważ Pietro ma Teresę za neurotyczną i nieobliczalną, całe życie drży, że zdradzi ona jego tajemnicę. Ten fakt ma wpływ na jego zachowanie praktycznie do końca. 

Starnone kreując słabego i bezwolnego mężczyznę, który odniósł zaskakujący nawet dla niego samego sukces, równocześnie przedstawia kobiety pewne siebie i zdecydowane na działanie. Jest to Teresa, która robi karierę jako artystka w Nowym Jorku, jest Tilde redaktorka w wydawnictwie Pietra i jego towarzyszka podczas wyjazdów na spotkana autorskie i wreszcie Nadia, która podejmuje wszystkie decyzje dotyczące małżeństwa (dzieci, przeprowadzka). Pozornie zatroskany rodziną Pietro (telefony co wieczór do żony chociażby) korzysta z tego, że fala popularności prowadzi go przez życie. Podobały mi się ostatnie rozdziały napisane z perspektywy Teresy i najstarszej córki Pietra, które ukazują mężczyznę w zupełnie innym świetle.

Wyznanie to książka, którą czyta się lekko, ale spotkanie klubu książkowego Wydawnictwa Pauza uświadomiło mi, jak wiele w sobie kryje. Dopiero głębsza dyskusja pomogła mi odkryć, na jak wiele sposób można ją interpretować i dowiedzieć się, że nie jestem w mojej interpretacji odosobniona. To ciekawe, że w Pauzie często trafiam na pozornie proste i lekkie książki, które haczą i kryją w sobie dużo więcej niż na pierwszy rzut oka widać. 

Moja ocena: 4/6

Domenico Starnone, Wyznanie, tł. Katarzyna Skórska, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

wtorek, 2 lutego 2021

"Meistererzählungen" Luigi Pirandello

 


Po noblistów dawniejszych, zwłaszcza tych płci męskiej, sięgam z pewną obawą. Zbyt wiele razy zupełnie do mnie ich proza nie trafiła lub odbierałam ją jako całkowicie przestarzałą. W przypadku Luigiego Pirandella zdecydowałam się na opowiadania, oczekując, że ta forma literacka będzie najbezpieczniejsza. I faktycznie, przeczytałam wszystkie z ciekawością, nie odczuwając zupełnie, że powstały na początku XX wieku. Pirandello zmarł w 1936 roku, a nagrodą Nobla został uhonorowany dwa lata wcześniej za swoją sztukę sceniczną. Pirandello urodził i wychował się na Sycylii, co jest bardzo widoczne w jego twórczości. Akcja wielu z opowiadań została umieszczona na wyspie, a sporą rolę odgrywają zwyczaje i tradycje tego regionu. 

Bohaterami niemal wszystkich opowiadań są mężczyźni, zaledwie w dwóch tekstach kobiety odgrywają rolę. W jednym z nich główną bohaterką jest dziewczyna chora, o zniekształconym ciele, która zadurza się w mężczyźnie z okna na przeciwko. W innym natomiast kobieta, która spędziła całe życie w zamknięciu jako żona i matka. Jak tradycja sycylijska nakazuje nigdy nie opuszczała domu, zajmując się pracami właściwymi dla kobiety. Nawet po śmierci męża nie zmieniła tego zwyczaju. Dopiero gdy zapada na ciężką chorobę od zawsze zakochany w niej brat męża zabiera ją w ostatnią podróż. W pamięć zapadło mi jeszcze kilka nowel. Przede wszystkim ostatnia o człowieku, który na stare lata zrzeka się swojego gospodarstwa, o które zawsze bardzo pilnie dbał na rzecz niewielkiej renty. Człowiek, który przejął dorobek jego życia liczy na rychłą śmierć starca, która jednak nie następuje. Co więcej przeżywa on nowego właściciela. Ta nowela ukazuje w całej okazałości komizm prozy Pirandella, który chętnie opisuje, jak los potrafi wystrychnąć ludzi na dudka. Równie dowcipna jest nowela o Żydzie, który porzucił swoje wyznanie i wżenił się w tradycyjną rodzinę. Szwagier jednak go nie akceptuje i podkreśla to na każdym kroku. Ów wpada więc na pomysł, jak wreszcie pokazać szwagrowi, gdzie jego miejsce. Świetne jest również opowiadanie o człowieku, który przygotowuje się do egzaminu. Dzięki pomocy finansowej narzeczonej wyjeżdża do położonego na odludziu hotelu, by w spokoju rozpocząć naukę. Na miejscu jednak co krok coś mu przeszkadza. 

Nie wszystkie opowiadania przypadły mi tak samo do gustu. Niektóre były zbyt zagmatwane, tematyka dla mnie nieciekawa, ale wszystkie napisane są pięknym, plastycznym językiem i osadzone są w szerokim tle kulturowym. 

Moja ocena: 4/6

Luigi Pirandello, Meistererzählungen, tł. Percy Eckstein, Hans Hinterhäuser, Lisa Rüdiger, 395 str., Diogenes 1964.

poniedziałek, 22 lipca 2019

"Genialna przyjaciółka" Elena Ferrante



Bestseller, który przeczytali pewnie już wszyscy. Ja jak zwykle sięgam po niego z opóźnieniem, zresztą, co ja mówię, sięgam w ogóle! Ale jako audiobook - tak mi bestsellery lepiej wchodzą, a Genialna przyjaciółka dobrze się słucha, choć czasem nudzi. Potoczysta proza, dużo opisów, szczegółów, włoski koloryt - to pewniaki wciągającego page-turnera. Historia dziewczęcej przyjaźni na tle biednej dzielnicy Neapolu lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku wciągnęła rzesze czytelników do tego stopnia, że trylogia Ferrante była jednym z nielicznych tłumaczeń, a na pewno jedynym z języka włoskiego, w USA. Mnie ta historia jednak nie poruszyła, na pewno nie na tyle, bym rozważała lekturę kolejnego tomu w najbliższej przyszłości. Nie wykluczam jednak, że gdy skończą mi się audiobooki, kolejnego tomu wysłucham. Do auta jest w sam raz.

Ferrante stosuje niezbyt lubiany przeze mnie zabieg - przyjaźń opisuje jedna z dziewcząt, przedstawiając swoją koleżankę jako postać tajemniczą, enigmatyczną, taką, której działania nie podlegają żadnej logice ani konsekwencji. Kreuje samą siebie na szarą myszkę, która do stóp nie dorasta tytułowej genialnej przyjaciółce. Ta druga do głosu nigdy nie zostaje dopuszczona - czytelnik nie zna jej myśli na temat przyjaźni ani narratorki. 

Elena jest córką stróża, Lila szewca. Dziewczynki poznają się w pierwszej klasie i zostają przyjaciółkami, a właściwie Elena zdana jest na łaskę Lili, która decyduje, czy poświęci jej swoją uwagę. Zadziorna Lila nie stroni od konfliktów, głośno wypowiada swoje zdanie, podejmuje niepopularne decyzje, igra z niebezpieczeństwem i tym, co zabronione. Ułożona Elena zafascynowana jest dziewczynką i daje się jej wciągnąć w karkołomne przedsięwzięcia. Jest jednak jeszcze jedna cecha Lilii - jej inteligencja. Lila jest genialna - nie wiadomo kiedy i skąd nauczyła się czytać, pisać, liczyć, czyta wszystkie książki z biblioteki, sama uczy się w bardzo krótkim czasie łaciny, a potem greki. Elena nie dorasta jej do stóp. Ale to w końcu Elena zdobywa najlepsze oceny, to ona przechodzi do kolejnych, wyższych szkół, to ona zyskuje uznanie nauczycieli, to ona się rozwija i wreszcie dostrzega, że to właśnie edukacja zaczyna odróżniać ją od plebsu, z którego sama pochodzi. Ów plebs i dzielnica Neapolu, w której mieszka odgrywają ważną, jeśli nie najważniejszą rolę w powieści. Tutaj rządzi siła, przemoc, praca. Życie toczy się na ulicy, przed oczyma wszystkich sąsiadów. Dziewczyny marzą o zamążpójściu, chłopcy o żeniaczce. Samochód jest symbolem bogactwa. Nikt nie słyszał o gimnazjum czy o uniwersytecie, nikt nie bywa nad morzem, horyzont ludzi rozciąga się od jednego końca ulicy, przy której mieszkają, do drugiego. Tu nie ma miejsca na marzenia, na bycie innym, na próby wyrwania się z utartych mechanizmów. I właśnie superinteligentna Lila nie potrafi tego zrobić. Jej intelekt nie idzie bowiem w parze z inteligencją emocjonalną. 

Nie przeczę, że ta tematyka nie jest ciekawa - jednak wielostronicowe opisy rozmów, strojów, spotkań, opisów która dziewczyna, z którym chłopakiem, który sąsiad kiedy i co powiedział mnie nużyły. To nie jest zła książka, ma szansę zainteresować czytelnika, ale nie jest to proza wybitna, poruszająca, taka, która pozostanie w pamięci na lata.

Moja ocena: 4/6

Elena Ferrante, Meine geniale Freundin, tł. Karin Krieger, 422 str., czyt. Eva Mattes, der Hörverlag 2018.

środa, 30 stycznia 2019

"Meine ersten sieben Jahre und ein paar dazu" Dario Fo


Jako że dramaty wolę oglądać w teatrze, na spotkanie z tym noblistą wybrałam jego powieść autobiograficzną. I sama nie wiem, czy to był dobry wybór. Fo to gawędziarz, sprawnie włada słowem i od zawsze miał talent do snucia opowieści. I jego początkowe wspomnienia są faktycznie urocze. Noblista opowiada o swojej rodzinie, która często zmieniała miejsca zamieszkania - zależały one, gdzie przeniesiony został ojciec, zawiadowca kolejowy. Gdy rodzina przeprowadza się do małej wioski na granicy ze Szwajcarią, Dario prowadzi beztroskie życie. Szaleństwa z dziećmi, radosne zabawy na dworze, wyprawy łodzią do Szwajcarii, gdzie mieszka wujek - te wspomnienia pełne są nostalgii, beztroski i świadczą o szczęśliwym dzieciństwie pisarza. 

Gdy chłopak dorasta jego mikrokosmos zaczyna się rozszerzać - spędza kilka miesięcy u dziadków, gdzie uczy się wiele od dziadka, który jest bardzo utalentowanym ogrodnikiem. Potem zaczyna uczęszczać do szkoły w Mediolanie, ważne miejsce w jego życiu zaczynają zajmować przyjaciele. Z czasem chłopiec zaczyna rozumieć aktualne wydarzenia polityczne. Jego ojciec przewodniczy bowiem w ruchu oporu, zaangażowany jest w nielegalny przerzut Żydów do Szwajcarii. Zindoktrynowany w szkole Fo, stopniowo odkrywa prawdziwą twarz faszyzmu. Książka nie obejmuje więc tylko tytułowych siedmiu lat i nawet nie jeszcze kilku kolejnych, lecz opowiada o życiu Fo aż do zakończenia wojny i potem śmierci ojca. Lata wojenne to już przede wszystkim próba uniknięcia wojska, strach przed Niemcami i ucieczki.

O ile początkowe rozdziały czytało się świetnie, to jednak kolejne zaczęły mnie nużyć. Fo, jako znany gawędziarz, przytacza wiele swoich opowieści, anegdot, historii o mieszkańcach okolic, przytacza historie, które na poczekaniu opowiadał swoim przyjaciołom. I niestety właśnie te opowieści mnie nie porwały, tylko zwyczajnie nudziły. Myślę, że przyczyną tego przede wszystkim była moja niezbyt wielka znajomość włoskich realiów, dla osoby pochodzącej z opisywanych przez Fo regionów, te historie zapewne mają wiele niedostrzegalnych dla mnie smaczków. 
Sam noblista to faktycznie niezwykle barwna postać, wszechstronny artysta i utalentowany gawędziarz.

Moja ocena: 3/6

Dario Fo, Meine sieben Jahre und ein paar dazu, tł. Peter O. Chotjewitz, 238 str., Kiepenhauer & Witsch 2005.

sobota, 8 listopada 2014

"Lampart" Giuseppe Tomasi di Lampedusa



Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii o tej książce, sprawiłam ją sobie i postawiłam na półce. Dzięki stosikowemu losowaniu wreszcie po nią sięgnęłam, przeczytałam 40 stron i odłożyłam. Nie chce mi się czytać o dalszych losach księcia Salina. Może miałabym okazję poznania kawałka sycylijskiej historii, a zarazem włoskiej literatury. Ale główny bohater jest tak antypatyczny, a sama historia tak nudna, że uznałam, że szkoda mi czasu na dalszą lekturę, skoro te czterdzieści stron męczyłam przez 3 dni. 
Czyli bez oceny i sięgam po kolejną książkę.

Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Lampart, tł. Zofia Ernestowa, 276 str., PIW 1970.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

"Poezje" Salvatore Quasimodo


Nigdy nie lubiłam czytać poezji. Prozę w każdej ilości, ale poezja? To nie moja bajka. Nawet utworów prozatorskich zbyt mocno podszytych poezją nie lubię. Nie sięgnęłabym więc na pewno po wiersze Quasimodo, gdyby nie był noblistą. Projekt mnie zobowiązuje, a i uważam, że warto od czasu do czasu przełamać uprzedzenia i sięgnąć po nieznane gatunki literackie.

Kolejna próba zaprzyjaźnienia się z poezją nie zakończyła się sukcesem. Wiersze przeczytałam, kilka fraz przypadło mi do gustu. Więcej nie jestem w stanie przeczytać. Wprawdzie przeczytałam przydługi wstęp, dający wskazówki co do interpretacji wierszy Włocha ale przecież celem recenzji nie jest streszczenie nieswoich przemyśleń. Tak więc ani nie zachęcam, ani nie odradzam, musicie przekonać się sami.

Moja ocena: -

Salvatore Quasimodo, Poezje, 125 str., PIW.

poniedziałek, 20 września 2010

"Amore 14" Federico Moccia


Carolina ma prawie 14 lat, ma wspaniałą, ciepłą mamę, ukochanego starszego brata, konfliktową siostrę i cholerycznego ojca. Ma jeszcze cudownych, wciąż w sobie zakochanych dziadków. A czego nie ma? Wymarzonego chłopaka - prawdziwego księcia z bajki.
Ta typowa włoska nastolatka boryka się z typowymi dla tego wieku problemami - szkołą i zbliżającymi się egzaminami czy brakiem pieniędzy na wymarzone markowe ciuchy i produkty. Jej myśli zaprząta jednak głównie pragnienie miłości - pierwszej nastoletniej, czystej, pełnej uniesień i fruwania w siódmym niebie. Idealnym kandydatem do zakochania okazuje się być Massimiliano, przypadkowo poznany w księgarni. Niestety Carolina traci jego numer telefonu i mimo rozpaczliwych poszukiwań nie może go odnaleźć.

Carolinę poznajemy w dniu, w którym decyduje się na swój pierwszy raz. Moccia, używając retrospekcji, przedstawia codzienne życie nastolatki z ostatnich miesięcy. Carolina opowiada o swoich przeżyciach w poszczególnych miesiącach. Rozdziały przeplatane są wypowiedziami bliskich dziewczynie osób, dzięki którym czytelnik uzyskuje szerszą perspektywę. Wypowiedzi te odebrałam jako przyjemną odmianę. Autorowi udało się ponadto zaskoczyć mnie niespodziewanym zakończeniem.

Carolina i jej przyjaciółki Clod i Alis razem uczą się, wyskakują na imprezy, marzą, śmieją i wygłupiają się. Moccia dokładnie i realistycznie opisuje życie Caroliny - odwołuje się do aktualnej muzyki, filmów, trendów. Bardzo dobrze oddaje naiwne, typowe dla trzynastolatki widzenie świata, jej pragnienia, marzenia i poglądy. Powieść przesiąknięta jest miłością: matczyną, braterską i małżeńską. Carolina ma wiele wzorców, z których może czerpać, dzięki którym kształtuje się jej charakter.

Potrafię sobie wyobrazić sobie, że ta książka idealnie trafi w gust nastolatek. Mnie nieco nużyły egzaltowane opisy Caroliny, traktowałam je jednak jako lekcję poglądową - wszak za jakieś dziesięć lat pewnie moja córka będzie przeżywać podobne rozterki.
Zaskakującym jest dla mnie, że niemal pięćdziesięcioletni mężczyzna potrafił tak dobrze oddać świat nastolatki. Nie tylko zadziwia znajomość realiów, a przede wszystkim przedstawienie sposobu myślenia i marzeń młodej dziewczyny.

Wspomnieć muszę także, że bardzo pozytywnie odebrałam pracę tłumaczek - z pewnością nie było łatwym zadaniem przełożenie języka młodych Włochów na polski. Udało im się to jednak bardzo dobrze, książkę czyta się płynnie, a język wydaje się być autentyczny.

Moja ocena: 4/6

Federico Moccia, Amore 14, tł. Anna Niewęgłowska, Karolina Stańczyk, 494 str., Muza.

niedziela, 1 sierpnia 2010

"Powiedział mi wróżbita" Tiziano Terzani


Tiziano Terzani to, nieżyjący już, włoski dziennikarz, który wiele lat mieszkał w Azji, pracując jako korespondent czasopisma "Der Spiegel". Z początkiem lat 90-tych przypomina sobie o przepowiedni wróżbity, wedle której w roku 1993 może umrzeć i powinien unikać latania samolotem. Terzani bierze sobie przepowiednię do serca (w końcu żyje wśród przesądnych Azjatów) i tak reorganizuje swoje życie reportera, by przez dwanaście miesięcy przemieszczać się pociągami, samochodami, statkami czy wreszcie na własnych nogach. Czy taki wstęp nie brzmi zachęcająco?

Mimo sprzecznych opinii znalezionych na blogach po książkę musiałam siegnąć. I męczyłam ją, że się tak nieelegancko wyrażę, ponad dwa tygodnie. Jak to możliwe, zapytacie? Wszak Terzani to legenda dzennikarstwa, a pozycja ta to według Kapuścińskiego "wielka książka wpisująca się w najlepszą tradycję literackiego dziennikarstwa..."
Nie przekonał mnie zupełnie styl autora. Początkowo sądziłam, że to wina tłumacza, ale obawiam się, że jednak tłumacz robił, co mógł, by sprawnie przełożyć niezbyt zręczne zdania dziennikarza.
Po drugie od osoby, która dziesiątki lat mieszkała w Azji, a przy tym nie jest zwykłym śmiertelnikiem lecz, jak od dziennikarza oczekuję, bystrym obserwatorem i znawcą terenu, spodziewałam się głębszych treści. Powieść tymczasem odkrywcza nie jest. Przewracając strony ciągle czekałam na błyskotliwe spostrzeżenia, na to, że Terzani ukaże mi kulturę krajów azajtyckich od kuchni ale niestety na próżno. W książce dominują za to lamenty nad amerykanizacją kultury azjatyckiej, powtarzane średnio co kilkanaście stron. Narzekania autora nad faktem, że znane mu miejsca kompletnie się zmieniły w ciągu kilkunastu lat jego nieobecności, przypominały mi bardziej wynurzenia przeciętnego globtrottera, a nie dogłębną analizę dziennikarza.
Natomiast nie nużyły mnie opisy kolejnych wizyt u wróżbitów - odbierałam je jako najbardziej autentyczne, ukazujące kulturę poszczególnych krajów bez zbędnych komentarzy autora.

Nie chciałabym jednak całkiem zniechęcać do książki Terzaniego. Warto po nią sięgnąć, ale nie należy oczekiwać wyjątkowości. Mnie samo obcowanie z książkami na temat tych krajów sprawia przyjemność, więc i powieść Terzaniego doczytałam.

Moja ocena: 3,5/6

Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita, tł. Jerzy Łoziński, 376 str., Zysk i s-ka.

piątek, 14 maja 2010

"Jedwab" Alessandro Baricco


Ile treści można zawrzeć na jednej stronie? Ile na kilku, a ile na stutrzydiestudwóch stronach? Myślicie niewiele? Nic bardziej mylnego! Baricco przekonał mnie o tym. Uległam mu od pierwszego zdania. Misternie ułożonego, przewrotnego wręcz. Owo pierwsze zdanie przykuło mnie do książki. Było tak bezlitosne, że nie pozwoliło myśleć o niczym innym niż losy Hervé Joncour'a.

Przypadek chce, że Joncour staje się sprzedawcą larw jedwabnika. Larwy sprowadza z zagranicy - najpierw udaje się na Bliski Wschód. Niestety zarówno europejskie jak i bliskowschodnie larwy chorują więc Joncour musi udać się do Japonii. W połowie XIX wieku Japonia była krajem tajemniczym, odizolowanym od świata.

Opisując treść, nie oddaję wcale zawartości książki. Te fakty są tak mało istotne, że poznajemy je jakby mimochodem. Ważnym jest miłość żony Hervé do niego. I ważnym jest zauroczenie Hervé niezwykłą kobietą, którą poznaje w Japonii.

Baricco posiada cenną zdolność malowania słowem. Spod jego pióra wypływają obrazy, których atmosfera nie opuści czytelnika jeszcze długo.
Czytając powieść Baricco miałam wrażenie, że słucham menuetu. Autor cyklicznie powtarza niektóre fragmenty, tempo powieści toczy się niespiesznie, acz rytmicznie. Bardzo cenię sobie powieści, które zaskakują mnie swoją formą.

Trudno opisać urok tej niewielkiej książeczki, borykam się ze słowami, szukając właściwych.
Powiem więc krótko: czytajcie i poddajcie się atmosferze i urokowi tej książki!

Moja ocena: 6/6

Alessandro Baricco, Seide, tł. Karin Krieger, 132 str., Pieper.

środa, 1 kwietnia 2009

"Pogarda" Alberto Moravia



Moravia podaje czytelnikowi szkic miłości, miłości upadłej, która się skończyła. Wraz z bohaterem szuka przyczyn tego stanu. Riccardo kocha swoją piękną żonę Emilia i ze smutekim obserwuje, iż jej uczucie zaczyna się zmieniać. Emilia potwierdza, że przestła kochać męża, a po wielu naciskach przyznaje iż odczuwa do niego pogardę. Riccardo chce o swoją miłość walczyć, łudzi się, że istnieją szansę na powrót uczucia, równocześnie analizując przyczyny stanu aktualnego. Jego praca scenarzysty filmowego oraz rozmowy z reżysrerem, z którym współpracuje, naprowadzają go po mału na odpowiedni trop.
Moravia skrzętnie opisuje wspomnienia Riccarda, nie zaniedbuje żadnego szczegółu, starając się stworzyć studium miłości kończącej się. Pod koniec powieść nabiera rozpędu, zaskakuje swoim zwrotem. Akurat to miło mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się, iż po niespiesznej akcji, wręcz suchej analizie, nastąpi nagłe przyspieszenie.
Warto sięgnąć po powieść Moravii - ja nie żałuję, zwłaszcza że ostatnio literatura włoska traktowana jest przeze mnie po macoszemu.

Alberto Moravia, Pogarda, tł. Zofia Ernstowa, 225 str., Czytelnik.

poniedziałek, 15 września 2008

"Mirandolina" Carlo Goldoni


Claudio Goldoni to osiemnastowieczny włoski komediopisarz, piszący szczególnie komedie charakter ów. Nigdy o nim nie słyszałam i pewnie dalej żyłabym w niewiedzy, gdyby nie "Mirandolina", którą planowałam obejrzeć w teatrze. Popędziłam więc do biblioteki i szybciutko przeczytałam tą króciutką sztukę. Treść jest bardzo prosta. Mirandolina prowadzi gospodę, w której zatrzymało się dwóch śmiertelnie zakochanych w niej szlachciców. Trzeci gość, należący również do wyższych sfer, nienawidzi kobiet i jest odporny na ich uroki. Mirandolina stawia sobie za punkt honoru uwiedzenie owego gościa. Oczywiście udaje się jej to, a na końcu i tak decyduje się na ślub z wybranym dla niej przez ojca służącym. Szalenie byłam ciekawa co zrobi z tą sztuką Deutsches Theater:) I zrobił coś naprawdę świetnego, o czym niebawem zamierzam napiać na innym blogu.