Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tanzania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tanzania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2023

"Powróceni" Abdulrazak Gurnah


Jako że staram się przeczytać przynajmniej jedna książkę każdego noblisty, to Gurnah był na mojej liście od dawna. Ostatnio nieco zaniedbałam ten projekt, ale mam nadzieję, że wreszcie do niego wrócę, bo przeczytałam już naprawdę wielu laureatów.

Gurnah interesował mnie nie tyle ze względu na nagrodę, a na kraj jego pochodzenia. O Tanzanii literacko jeszcze niewiele wiem, a ta książka w kwestii samego kraju nie rozczarowuje. Akcja Powróconych jest głęboko osadzona w realiach tego kraju i to w realiach z początku XX wieku, co daje świetny wgląd w, mi dotąd nieznaną, historię. Gurnah nakreślił sytuację polityczną kraju, który był kolonią niemiecką, a potem miejscem rozgrywek kolonialnych między Niemcami, a Anglią, przybliżając działania mocarstw europejskich w Afryce. To nie jest nowość, że Afrykańczycy byli marionetkami w rękach białych, że traktowani byli nawet nie jak ludzie drugiej kategorii, ale jak zwierzęta, że byli tylko środkiem do wypełnienia własnych celów. W przypadku Niemców były to Schutztruppen, które zasilali młodzi mężczyźni służący w efekcie jedynie jako mięso armatnie.

Gurnah przedstawia na tym tle historycznym losy kilku osób - Ilyasa, który zaginął po tym, jak wstąpił do wojska, jego siostry Afyii, która musiała cierpieć za to, że potrafiła pisać, Khalifa, którego życie się wprawdzie ułożyło, ale było zrządzeniem przypadku i wreszcie Hamsy, który przetrwał służbę w Schutztruppen. Autor przedstawia zwykłe losy, bez wielkich zwrotów akcji, fajerwerków, koncentrując się na trudach życia i opisie funkcjonowania pod rządami kolejnych okupantów. Zanim jednak rozwinie się taka narracja, trzeba się przedrzeć przez dość suchy i informacyjny styl. Przyznam, że początkowo sądziłam, że nie dotrwam do końca książki. Na szczęście wybrałam audiobook, bo jeśli byłaby to wersja papierowa, pewnie bym ją porzuciła. Warto jednak przebrnąć przez początek, bo narracja ciekawie się rozwija i losy bohaterów faktycznie mnie zainteresowały. Choć dla mnie najważniejszą wartością tej książki pozostaje tło historyczno-społeczne. Wspomniałam o audiobooku, więc dodam, że pochwały należą się dla lektora, Adama Ferencego, który ze starannością czytał liczne nazwy niemieckie. Jest ich faktycznie dużo, łącznie z poezją, więc nie było to łatwe zadanie.

Moja ocena: 4/6

Abdulrazak Gurnah, Powróceni, tł. Krzysztof Majer, czyt. Adam Ferency, 399 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

środa, 10 sierpnia 2022

"Dom żółwia. Zanzibar" Małgorzata Szejnert


Ta książka bardzo długo czekała na swoją kolej i również długo ją czytałam. Powodem tego jest jej drobiazgowość, mnogość faktów, nazwisk, powiązań, nazw. Nie narzekam na to, o nie! Od reportażu takiej bogatej bazy i dogłębnych badań przecież oczekuję, ale problemem był tu raczej fakt, że historia Zanzibaru jednak mnie na tyle nie zainteresowała. Po przeczytaniu tej książki nie nabrałam także chęci odwiedzenia tej wyspy. 

Szejnert nie stworzyła idealnego obrazu rajskiej wyspy, postawiła na fakty, a ich nijak do tej wizji nie da się nagiąć. To piękne miejsce było bowiem scenerią wielu potyczek, brutalności, zawirowań politycznych, niewolnictwa, a teraz podlega rabunkowej eksploatacji przez międzynarodowe koncerny z branży turystycznej. To wszystko nie brzmi dość pozytywnie, ale stanowi materiał na reportaż sporej objętości. Szejnert opisuje więc dokładnie poszczególnych sułtanów wyspy, rewolucję, uzyskanie niepodległości, ale i życie pierwszych białych, angielskich gubernatorów i misjonarzy. Nie zabraknie tu historii słynnego Davida Livingstone'a i Henry'ego Stanleya, Zanzibar stanowił bowiem bazę wyjściową dla eksploratorów afrykańskiego lądu. 

Autorka bazuje na licznych tekstach źródłowych, listach, zdjęciach, ale oczywiście te źródła są bogatsze, jeśli relacjonuje wydarzenia dotyczące białych. Strona arabska to już nieco mniej informacji, ale jeśli przejdziemy do historii czarnych mieszkańców wyspy można bazować tylko na opowieściach. Zresztą historie tych trzech grup przeplatają się, a dołączają do nich liczni Hindusi, którzy przybywali z półwyspu, a przede wszystkim z regionu Goa oraz Komoryjczycy. 

Najbardziej przystępna jest historia współczesna, bo i nazwisk mniej, a i opowieści najpełniejsze. Reporterka może ich wysłuchać, a nie mozolnie sklecać na podstawie artefaktów przeszłości. 

Szejnert zadbała o zdjęcia i liczne przypisy, które świetnie dopełniają lekturę. Nie zapomniała też o świecie roślin i zwierząt, który stale przeplata się z tym ludzkim. To właśnie z jego powodu Dom żółwia jest smutnym, nie dającym wielkiej nadziei reportażem, choć nie tylko. Obraz Zanzibaru współczesnego i tego minionego nie jest pozytywny, budynki świadczące o dawnych czasach to zaniedbane ruiny, a architektura stolicy nie podlega żadnej regulacji, podobnie jak zabudowa nabrzeża w innych częściach wyspy. Nie żałuję tej lektury, choć zajęła mi naprawdę sporo czasu i wymagała dużego skupienia - mam poczucie, że dowiedziałam się wiele nowego i bliżej poznałam historię i rozwój wyspy.

Moja ocena: 4/6

Małgorzata Szejnert, Dom żółwia. Zanzibar, 400 str., Wydawnictwo Znak 2011.