Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 listopada 2024

"Izmir. Miasto giaurów" Marcelina Szumer-Brysz


Izmir – miasto w Turcji wyjątkowe, wyemancypowane, pełne sprzeczności, pulsujące życiem i historią. Izmir to także Turcja w pigułce. Szumer-Brysz pisząc o Izmirze, pisze o Turcji, sprowadzając ją do mikrokosmosu tego miasta. Trzeba od razu jednak napisać, że ta książka nie jest jednym reportażem, a raczej zbiorem tekstów, których punktem wspólnym jest to miasto. Rozmowy z różnymi osobami prowadzą jednak autorkę w niespodziewane strony i pozwalają spojrzeć na Izmir przez różne soczewki.
Jest więc ta historyczna, która pozwala dojrzeć różne narodowości, a raczej potomków tych emigrantów, którzy nadal noszą obce nazwiska, wyznają chrześcijanizm i pamiętają o swoim dziedzictwie. Jest też soczewka polityczna, która skupia się na życiu ojca narodu Mustafy Kemala Atatürka, ale i na współczesnych partiach i przekonaniach. Jest też soczewka feministyczna, dzięki której wiemy, że kobietom w Izmirze żyje się dobrze i że mają szansę na samostanowienie. I tradycyjna, pokazująca derwiszy i wróżenie z fusów. 

Autorka nie szuka oczywistości, a raczej osób nietypowych, nieznanych wydarzeń, tego, co ukryte za rogiem. Zabiera do wioski matematyków, ale i do ogrodu Homera, wędruje po tragach i promenadach, siada w kafejkach i spędza długie godziny nad turecką herbatą. 

Podobały mi się spostrzeżenia autorki, a zwłaszcza kontekst prywatny, który pozwala autorce spojrzeć na miasto i jej mieszkańców oraz mieszkanki z innej perspektywy. Jej doświadczenia nadają tym tekstom inny filtr, bardziej osobisty, który znowuż powoduje, że kupuję jej perspektywę. 

Mam jednak także pewne zarzuty wobec tego zbioru – wolałabym, gdyby ten reportaż był jedną całością, a nie właśnie osobnymi tekstami. W przypadku takich pojedynczych tekstów mam tendencję do zapominania, umykają mi poszczególne spostrzeżenia czy informacje. 

Moja ocena: 4/6

Marcelina Szumer-Brysz, Izmir. Miasto giaurów, 192 str., Wydawnictwo Czarne 2021.

poniedziałek, 10 lipca 2017

"Stambuł" Orhan Pamuk


Z Pamukiem i jego Stambułem spędziłam kilka tygodni. Kilka bardzo inspirujących i wymagających tygodni. Pamuk stworzył niepowtarzalny hymn pochwalny na cześć swojego rodzinnego miasta. Jego książka pełna jest wspomnień, impresji, ciekawostek i elementów biograficznych. Tak jak życie Pamuka splecione jest nierozerwalnie ze Stambułem, tak oba te wątki przenikają się w tej książce. Nie ma Stambułu bez Pamuka i nie ma Pamuka bez Stambułu.

Może się wydać, że autor chciał początkowo stworzyć autobiografię ale spostrzegłszy, że jego życie, przede wszystkim życie jako pisarza, jest tak mocno związane z miastem, zmienił koncepcję książki. Prawdopodobnie wcale tak nie było, ale ja nie mogłam oprzeć się temu wrażeniu. Trudno osądzić, kto jest tu ważniejszy - niektóre rozdziały zdominowane są przez wspomnienia z dzieciństwa, inne znowu całkowicie poświęcone są miastu. Nie spodziewajcie się jednak przewodnika, wskazówek turystycznych czy nawet spisu ulubionych miejsc. Pamuk stara się raczej odnaleźć duszę miasta, zrozumieć źródło jego melancholijnej atmosfery, ukazać unikatowość Stambułu. 

To w zasadzie książka o przemijaniu - o ulicach, których już nie ma, o ludziach, którzy opuścili miasto, o zanikaniu ostatnich śladów ery osmańskiej. Pamukowi udaje się odtworzyć tę atmosferę, jego proza jest nostalgiczna i melancholijna. To druga książka noblisty i po raz kolejny zachwycił mnie swoim stylem - nasuwa mi się tylko jedno określenie tej prozy - elegancka. Pamuk tworzy piękne, długie, wyrafinowane zdania. Obcowanie z jego prozą to duchowa przyjemność. Podziwiam tłumaczkę, która wykonała tak wspaniałe tłumaczenie.

W tej książce na równi z prozą stawiam także zdjęcia - są ich setki, każdy rozdział ilustrowany jest mnóstwem fotografii zarówno miasta, jak i rodziny autora. Najwięcej czasu podczas lektury zajęło mi właśnie oglądanie owych zdjęć. 

Muszę przyznać, że bardziej podobały mi się rozdziały, dotyczące przeszłości Pamuka. Naprawdę zainteresowało mnie jego życie, ale także sytuacja Turków tuż po wojnie, informacje dotyczące przemian społecznych. Myślę, że rozdziały o Stambule byłyby dla mnie dużo bardziej interesujące, gdybym znała to miasto. Wyobrażam sobie taką książkę o którymś z bliskich mi miast i jestem pewna, że bym ją uwielbiała! Po lekturze mam ogromną ochotę zobaczenia Stambułu, choć zapewne nie odnajdę już takiego, jakim pamięta go Pamuk.

Moja ocena: 4,5/6

Orhan Pamuk, Stambuł, tł. Anna Polat, 478 str., Wydawnictwo Literackie 2008.

poniedziałek, 24 listopada 2014

"Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu" Max Cegielski



Chyba nigdy nie pisałam, że czuję ogromną sympatię do Turcji. Mój mąż wiele lat zwiedzał Turcję, aż po jej wschodnie krańce, mówi po turecku i zaraził mnie miłością do tego kraju. Dzięki niemu poznałam także przemiłych, serdecznych Turków.  I dlatego książka Cegielskiego stanęła na mojej półce. Niestety jej lektura nie dostarczyła mi oczekiwanej satysfakcji.

Reportażom Cegielskiego niewiele można zarzucić. Autor odwiedza Stambuł wiele razy, nie ogranicza się do dzielnic turystycznych lecz zapuszcza się na przedmieścia, do których nawet rodowici Stambułczycy nie zaglądają. Cegielski pragnie jednak oddać jak najbardziej pełny obraz tego miasta i stara się poznać i porozmawiać z przedstawicielami wszystkich warstw społecznych i grup religijnych. Zaimponowała mi jego ciekawość i dociekliwość, a także pokora wobec interlokutorów. Wiele razy pisałam, że nie znoszę pychy podróżników, ich zapatrzenia w siebie i poznawania kraju przez pryzmat własnego ja. Podobnie sprawa się ma u Cegielskiego, który stara się być przeźroczysty, pewnie mając w pamięci relacje wcześniejszych zafascynowanych orientem podróżników. Ich pycha i poczucie wyższości wobec mieszkańców Orientu tak samo go odrzuca, jak i mnie. Autor skrupulatnie odszukuje relacje pierwszych ciekawych mitycznego miasta Europejczyków, podąża ich tropem oraz bacznie obserwuje zmiany jakie zaszły w Konstantynopolu.
Oko świata to porządna dawka tureckiej historii, naświetlenie jej z wielu punktów widzenia i próba diagnozy współczesnego społeczeństwa tureckiego. Cegielski wyzywa czytelnika na próbę - niewiele objaśnia, zakłada, że należy posiadać elementarną wiedzę na temat historii Konstantynopola i pozwala skoczyć na głęboką wodę. Co więcej, przerzuca z dzielnicy w dzielnicę, z jednej epoki do drugiej. Gdy czytelnik zdążył oswoić się z Konstantynopolem, ląduje na przedmieściach Stambułu. Nie należy więc traktować tej książki jako przewodnika. Trudno będzie się z nią poruszać po mieście. To raczej lektura przygotowawcza, a potem retrospektywna, bo pewna jestem, że wizyta w Stambule zmieni odbiór książki.

Czemu więc Cegielski nie dostarczył mi literackiej satysfakcji - jego styl pisania odebrałam jako nużący. Nie potrafił przykuć mojej uwagi, a niektóre rozdziały przypominały bardziej podręcznik historii niż reportaż. Najciekawsze fragmenty to opisy rozmów, charakterystyka mieszkańców Stambułu, ale toną one wśród informacji historycznych.
Mimo to, jeśli uda mi się wyjechać do Stambułu na pewno do tej książki wrócę.

Moja ocena: 4/6

Max Cegielski, Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu, 341 str., Wydawnictwo WAB 2009.

poniedziałek, 28 lutego 2011

"Pchli pałac" Elif Şafak


Pełne zachwytu recenzje na wielu blogach oraz osobista rekomendacja zachęciły mnie do kupna powieści Şafak. Książkę wzięłam ze sobą do Turcji - wydała mi się być idealną lekturą na pobyt w tym kraju. Tymczasem czytałam "Pchli pałac" ponad tydzień, a przez niemal całą pierwszą połowę książki (250 stron!) rozważałam jej odłożenie.

Elif Safak stworzyła całkiem niezły materiał na dobrą lekturę. Akcja powieści rozgrywa się w Stambule, w Pałacu Cukiereczek, który został wybudowany w miejscu, w którym niegdyś były dwa cmentarze: muzułmański i ormiański. Dom powstał na zlecenie bogatego Rosjanina, który na stare lata próbuje się pojednać z byłą żoną i by przywrócić jej pamięć wraca z nią do Stambułu. Pałac jest bardzo fantazyjny, każde piętro zdobi inny balkon, ma jednak jedną wadę - w domu śmierdzi, zamieszkują go pasożyty, a pod murem podrzucane są worki ze śmieciami. Motyw śmieci i smrodu wydaje się być symbolem mieszanki kulturowej w Stambule - miasta zaśmieconego, pełnego, brudnego, tłocznego. Mieszkańcy tytułowego pałacu to odzwierciedlenie wielokulturowości miasta. Mieszkają tu dziwacy i postaci wręcz kuriozalne: dwóch fryzjerów bliźniaków, z których jeden wychował się w Turcji, a drugi w Australii, świeżo rozwiedziony nauczyciel akademicki, który przyjaźni się z nieprzyzwoicie bogatą, otyłą i brzydką przyjaciółką byłej żony, wychowany w Szwajcarii student i jego ogromny pies, kochanka handlarza oliwą, która uwielbia błękit, maniaczka sprzątania, która nawet w środku nocy potrafi zdezynfekować całe mieszkanie, rosyjska entomolog, która stała się tylko żoną, zdradzającego j ą męża, zabobonna Meryem, rodzina Ognistych, dziadek, który opowiada wnukom historie o dżinach i innych postaciach z tureckich legend oraz tajemnicza Madame Babcia. Mieszanka wybuchowa wręcz - autorka poświęca każdemu mieszkaniu długi rozdział opisując jego lokatorów. I mimo, że postaci są ciekawe, czasem wręcz groteskowe, to owe wprowadzające rozdziały zaczynają się dłużyć. Gdy losy mieszkańców zaczynają się splatać, rozdziały stają się krótsze, a powieść nabiera dynamiki, książka zaczyna ciekawić, ale na ten moment długo trzeba czekać.

Konstrukcja rozdziałów przywodziła mi niezmiennie na myśl "Nazywam się czerwień" Pamuka - każdy z nich przypominał mi, podobnie jak u noblisty, małą miniaturę.
Najbardziej nie podobała mi się jednak pierwsza część powieści - bardzo nie lubię gdy autor wprowadza, moim zdaniem niepotrzebne, grafiki. Jeśli Şafak pisze o linearnej strukturze opowiadania, to naprawdę nie musi podkreślać tego drukiem poziomej kreski, podobnie rzecz ma się z kreską pionową i okręgiem. Nie trafiło do mnie również podzielenie rozdziałów na "Przedtem" i "Jeszcze wcześniej". O ile cenię sobie nowatorstwo na płaszczyźnie języka, to takie zabiegi mnie drażnią i właśnie te pierwsze strony zniechęciły mnie do dalszej lektury.
Planowałam przeczytanie również "Bękarta ze Stambułu" ale po tej lekturze już się nie skuszę.

Pochwalić muszę jednak piekną okładkę powieści - bardzo podobały mi się orientalne ornamenty. Niestety w książce znalazłam bodajże trzy literówki.

Moja ocena: 3/6

Elif Şafak, Pchli pałac, tł. Anna Akbike Sulimowicz, 500 str., Wydawnictwo Literackie

czwartek, 6 sierpnia 2009

"Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk


Udało się! Przebrnęłam przez całe 575 drobno zadrukowanych stron. Muszę jednak przyznać, że najbardziej krytyczne było pierwszych sto stron, gdy rozważałam odłożenie książki. Gdy jednak przyzwyczaiłam się do stylu i treści o odkładaniu książki przestałam myśleć.
Pamuk przenosi nas do szesnastowiecznego Stambułu w środowisko ilustratorów ksiąg. Poznajemy głównego ilustratora, trzech najbardziej utalentowych pracowników oraz Karę. Kara wyjechał ze Stambułu 12 lat temu, gdy okazało się, że nie może poślubić ukochanej córki wuja. Przez całe te lata marzył o pięknej wybrance. Wuj wezwał go do powrotu, by pomógł mu w ukończeniu wyjątkowej księgi, tworzonej właśnie dla szacha. Okazuje się jednak, że wuj odchodzi od tradycyjnego osmańskiego stylu ilustrowania, poddając się wpływom europejskim. Taki rozwój nie wszystkim się podoba, co więcej przez wielu uznawany jest za świętokradztwo i grzech śmiertelny. Wraz z przybyciem Kary do Stambułu zamordowany zostaje jeden z ilustratorów, który wykonywał złocone ornamenty w powstającej księdze. Pamuk niespiesznie snuje swoją intrygę, poświęcając najwięcej miejsca dokładnym opisom ksiąg, ilustracji, przytaczając legendy, przypowieści, historie. Opis jednej ilustracji po trafi zająć kilka stron, a jedno zdanie nawet półtora strony! Czytanie wymaga wielkiej koncentracji czytelnika i wręcz passjonackiego zamiłowania do opisyanych tematów. Równolegle autor pozwala na ponowne spotkanie Kary i pięknej ukochanej - matki dwóch synów, których ojciec nie powrócił z wojny. Przy okazji tego wątku możemy poznać życie w szestnastowiecznym Stambule - mieszkańców, poszczególne dzielnice, stroje, potrawy.
Pamuk dzieli swoją powieść na 59 rozdziałów - z których każdy ma innego narratora. Rozdziały nie są zbyt długie, co mnie akurat pomagało w czytaniu powieści. Z drugiej strony jednak ciągłe zmiany narratora wymagały stałej koncentracji. Narratorem są postaci (Kara, ukochana, ilustratorzy) ale również bohaterowie ksiąg (drzewo, koń, szatan). I te ostatnie rozdziały czytało mi się najgorzej. Brak mi odniesienia i wiedzy na temat ilustracji, zwłaszcza perskiej. Dużym ułatwieniem byłoby opublikowanie ilustracji w powieści, gdzie czytelnik mógłby skonfrotnować wzmianki dotyczące stylu.
Trudno mi polecić Pamuka z czystym sumieniem. Warto przeczytać tę powieść dla własnej satysfakcji, ale nie ukrywam, że nie jest to łatwa rozrywka.

Wraz z przeczytaniem tej książki poznałam kolejnego noblistę oraz dołączyłam kolejny kraj do mapy.

Orhan Pamuk, Rot ist mein Name, tł. Ingird Iren, 575 str., Hanser.