Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singapur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Singapur. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2025

"Szkice malajskie" Alfian Sa'at


Czterdzieści siedem króciutkich opowiadań tworzy niesamowitą mozaikę singapurskiego społeczeństwa. Pisane z malajskiej perspektywy pozwalają czytelniczce zajrzeć głębiej w delikatne i niewidoczne dla turystki powiązania i zależności. Społeczeństwo Singapuru to tygiel kulturowy i językowy. Mieszanka angielsko-chińsko-malajsko-indyjska, w której trudno przeskoczyć z jednej grupy do innej, a język, religia i wychowanie determinują los. Grupa malajska zdecydowanie nie należy do tych uprzywilejowanych i to widać w tych w większości przeraźliwie smutnych tekstach. Awans społeczny możliwy jest tylko poprzez język angielski lub odrzucenie chusty, a swobodę bycia można uzyskać tylko w sąsiedniej Malezji. Sa'at delikatnie podsuwa wiele tematów, które zdecydowanie nie nadają Singapurowi przyjaznej twarzy, choćby kwestia więzienia i kary śmierci. Wątpliwa resocjalizacja i niemożność wyrwania się z opresyjnego systemu determinują losy ludzi. Widać także coś na kształt policji społecznej, której zadaniem jest pilnowanie porządku na ulicach. Z wielu tekstów wyziera przemożna tęsknota za wsią, swojskością, radością bycia wśród swoich, ale także ogromne różnice między członkami rodziny, którzy pozostali lub wyemigrowali do Malezji, a tymi, którzy mieszkają w Singapurze. Co ciekawe, tym w Malezji często wiedzie się lepiej, choć to Singapur uchodzi powszechnie za bardziej rozwinięty kraj. 

Tematów jest tu mnogość, a wszystkie ujęte są w niezwykle krótkie formy. Z jednej strony podziwiam kunszt autora, który potrafił zawrzeć w trzech-czterech stronach tak wiele, z drugiej mam świadomość, że taka forma może powodować zlewanie się wszystkich tekstów. Te nieco dłuższe przeplatane są wprawdzie bardzo krótkimi scenkami rodzajowymi z ulic Singapuru, które stanowią przerywnik, moment na oddech, ale raczej nie wystarczają, by pomóc w rozdzieleniu opowiadań na dłużej. Z drugiej jednak strony ja odczytuję ten zbiór jako całość. Nieważne, że nie zapamiętam bohaterek i bohaterów czy większości historii – to, co pozostanie, to ogólne wrażenie, poczucie spojrzenia na to państwo-miasto od wewnątrz. To wiedza na temat struktury społecznej i językowej oraz problemów, z jakimi borykają się Malajowie. Tutaj jednak nasuwa mi się pytanie, na ile ta wiedza będzie użyteczna dla osób, które nie znają obu krajów wcale. Jako że odwiedziłam oba wiele razy, interesuję się nimi, uczyłam się bahasy. mam głębszy wgląd w tę tematykę, choć wciąż jest on mały. Jestem jednak przekonana, że ktoś, kto takiej nawet elementarnej wiedzy nie ma, może z tego zbioru nie wynieść wiele, mimo fantastycznych przypisów tłumaczki i naprawdę dobrego przekładu. Bardzo żałuję, że w przeciwieństwie do wielu innych publikacji tego wydawnictwa, nie znalazł się tu wstęp ukazujący choćby zarys historii Singapuru oraz strukturę społeczną i językową tego państwa. 

Moja ocena: 4/6

Alfian Sa'at, Szkice malajskie, tł. Aleksandra Szymczyk, 192 str., Wydawnictwo Tajfuny 2022.

piątek, 25 listopada 2022

"Ministerstwo moralnej paniki" Amanda Lee Koe


Ministerstwo moralnej paniki to bardzo ciekawy i różnorodny zbiór opowiadań. Z pozoru ich myślą przewodnią jest miłość w jej różnorakich aspektach, ale można w tych tekstach odnaleźć o wiele więcej. Amanda Lee Koe zahacza o wiele tematów, takich jak emigracja, nieprzystosowanie, konwencje i mimo że wiele z tekstów osadzonych jest głęboko w singapurskim kontekście, to są one bardzo uniwersalne.

Jak to z opowiadaniami bywa - nie każde zapamiętam tak samo, nie każde poruszyło mnie na tym samym poziomie, ale uważam, że to równy zbiór i że teksty są bardzo różnorodne, nie tylko tematycznie, ale i stylistycznie. Autorka bada różne formy literackie - są tu krótkie zdania, krótkie rozdziały, ale i teksty bardziej rozbudowane, skoncentrowane na stylu i słowie, są powtarzające się motywy, powracający bohaterowie (Na dwa sposoby to mój ulubiony tekst). Widać, że Singapurka lubi eksperymentować, co bardzo mi się podoba.

Singapur to ciekawy punkt wyjścia - tygiel kultur, mieszanka języków, narodowości i sposobów na życie. To widać w tych tekstach - autorka chętnie wstawia słowa w obcych językach, powołuje się na różnorakie pochodzenie swoich bohaterów, wspomina konkretne miejsca w Singapurze. Tak różnoraka baza będzie oczywiście gwarantować zróżnicowane podejście do miłości. Nie odnalazłam tu łamania tabu ani tematów czy podejścia, które by mnie zaskoczyło, a raczej ciekawą prozę i charaktery. Oraz smutek. To nie są, jak pewnie każdy się domyśla, słodkie, romantyczne i pozytywne historie. To ludzie, którzy kochają na przekór konwencjom. W domu starców, za pieniądze, swojego pracodawcę, obcokrajowca, osobę tej samej płci. To zawsze miłość nieoczywista, często nieodkryta, podświadoma, rozpaczliwa, ta miłość ma pomóc zdusić przerażające poczucie samotności. 

Mam problem z opowiadaniami, ponieważ szybko ulatuje mi ich treść. Gdy jednak przeglądam ten zbiór ponownie, przypominam sobie emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury i mam ochotę do tych tekstów wrócić. To nie są opowiadania, które są sztuka dla sztuki - wycyzelowana forma, zaskakująca pointa, dowcip, ironia. Te teksty są kanciaste, bolesne jak tematy, które poruszają. Naprawdę dobre. Zresztą sama chęć do ponownej lektury, jest najlepszą rekomendacją.

Moja ocena: 5/6

Amanda Lee Koe, Ministerstwo moralnej paniki, tł. Mikołaj Denderski, 214 str., Wydawnictwo Tajfuny 2020.

środa, 21 sierpnia 2019

"Sos sojowy dla początkujących" Kirstin Chen


Intrygujący tytuł zapowiadał ciekawą lekturę głęboko osadzoną w realiach Singapuru. Niestety Chen przestrzeliła temat, koncentrując się na wątku rodzinnym i romansowym, które są płytkie i zupełnie nie porywają. 

Gretchen ma trzydzieści lat, właśnie zdradził ją mąż, dlatego więc wyjeżdża z San Francisco, by odpocząć u rodziców w Singapurze i przemyśleć swoją przyszłość. W San Francisco pozostawia niedokończone studia muzyczne, planuje po wakacjach wrócić na ostatni semestr. W domu trafia na same problemy - matka jest poważnie chora, musi regularnie jeździć na dializy, ale skutecznie dba o postęp choroby, pijąc alkohol. W firmie ojca też niezbyt dobrze się dzieje. Słynna fabryka sosu sojowego to dziedzictwo rodziny Lin - stery stopniowo zaczął przejmować syn brata ojca, który jednak już w swoich pierwszych działaniach trafił jak kulą w płot, narażając firmę na straty finansowe oraz uszczerbek wizerunku. Gretchen zaczyna pracę w firmie i wpada prosto w środek konfliktu między braćmi i kuzynem. 

Poza pracą kobieta izoluje się, z uprzejmości odwiedza kilka imprez dawnych przyjaciółek, a z nudy  wplątuje się w romans z kontrahentem rodzinnej firmy. W firmie pracę rozpoczyna także jej przyjaciółka z San Francisco. Gretchen odnosi się do niej jednak z taką rezerwą, a czasem nawet nieuprzejmością, że trudno uwierzyć, że kobiety łączy jakakolwiek zażyłość. Podobie się ma sprawa z przyjaciółką z dzieciństwa. Charaktery w tej powieści są wyzute z emocji, płaskie, niesympatyczne. Rozterki Gretchen nie mają szans poruszyć czytelnika, jeżeli nie poruszają nawet jej samej. Czytelnik domyśla się od początku, że kobieta zdecyduje się zaangażować w rodzinną firmę, ale jej proces decyzyjny, przemyślenia, emocje są całkowicie niewiarygodne. Ta trzydziestolatka spędziła całe życie na imprezach, rozrywkach, studiach, wypadach - o życiu nie wie nic, nawet choroba matki nie wywołuje w niej głębszych emocji. 

Najciekawszą częścią książki są opisy produkcji sosu sojowego - tej tradycyjnej, jak i tej syntetycznej oraz kilka naprawdę krótkich wzmianek o historii Singapuru. Sięgając po tę książkę, miałam nadzieję na więcej informacji o dynamicznym rozwoju tego małego kraju, cieszyłam się na opisy tradycji, zwyczajów, na ciekawostki, ale tego na próżno szukać w tej książce. Ta powieść to niestety typowy przykład chick lit i strata czasu. 

Moja ocena: 3/6

Kirstin Chen, Sos sojowy dla początkujących, tł. Krzysztof Skonieczny, 350 str., Między słowami 2014. 

środa, 23 stycznia 2013

"Der gelbe Bleistift" Christian Kracht



Nigdy nie czytałam felietonów pochodzącego ze Szwajcarii Krachta, nie znam także jego powieści i pewnie nadal nie poznałabym jego pisarstwa gdyby nie mały dopisek w tytule tej książki. Reisegeschichten aus Asien. Jeśli czytam gdzieś Azja, a do tego, że chodzi o historie i to związane z podróżami, ślepo kupuję. 

Der gelbe Belistift czyli Żółty ołówek to zbiór reportaży czy raczej felietonów, które Kracht publikował w latach 1992 - 1999 w Welt am Sonntag. Autor porusza się między Baku a Tokio, ale azjatyckie metropolie i krajobrazy są raczej tłem jego własnych doznań niż głównym tematem. 

Kracht lubi ironię, a sarkazm to jego drugie imię, ale przede wszystkim lubi popadać w przesadę. Czyni to, by ukazać jak obrzydliwie czysty jest Singapur, jak denerwująco chaotyczny Bangkok, jak zorganizowane Tokio i jak pełne emerytowanych hippisów Goa. Kracht porusza problemy istotne, czasem oczywiste, a czasem odkrywcze, ale nie analizuje lecz ironizuje. Do felietonów przenika jego życie osobiste, do którego także podchodzi z przymrużeniem oka. To egocnetryk, zblazowany dandys - uroczy i brutalny i zawsze prześmiewczy względem świata i siebie. Ta maniera, nie przeczę, całkiem odpowiednia dla felietonu, który ukazuje się raz w tygodniu, zdaje egzamin ale w nadmiarze denerwuje. Należy być świadomym, że ładunek poznawczy książki nie jest zbyt wysoki - służy ona raczej rozrywce i sygnalizowaniu problemów. Podejrzewam, że mój odbiór jest inny, niż osoby, która opisywanych miejsc nie znają. Wiele ze spostrzeżeń Krachta dzielę, ale ja moje obserwacje ujęłabym w zupełnie inny sposób.

Nietety niemal wszystkie felietony straciły na ważności. O ile pisane około trzydzieści lat temu reportaże Sieberta nadal interesują, to lekkie teksty Krachta wydają się być przestarzałe. Jego spostrzeżenia dotyczą aktualnych fenomenów czy wydarzeń i niestety wydały mi się w większości nie przystawać do stanu aktualnego. Azja zmienia się w tak zawrotnym tempie, że HongKong na rok przed przejęciem przez Chiny był zupełnie innym miastem, a Koi Samui w 1999 roku była urokliwym rajem, a nie centrum masowej turystyki. Rzeczowa analiza Sieberta nie traci tak bardzo na aktualności, jak chwilowe odbicie rzeczywistości prezentowane przez Krachta.

Felietony Szwajcara czyta się dobrze, ale dokładnie tak jak poranną gazetę przy kawie czy herbacie. Zebranie ich w książkę jest chwytem na wyrost.

Moja ocena: 3/6

Christian Kracht, Der gelbe Bleistift. Reisegeschichten aus Asien, 186 str., Fischer Taschenbuch Verlag 2011.

czwartek, 17 maja 2012

"Bambus läßt sich nicht brechen" Rüdiger Siebert



Zbiór Sieberta zawiera jakiego reportaże publikowane już wcześniej w niemieckiej prasie. Pisane w latach osiemdziesiątych teksty zostały na cele tego zbioru ponownie opracowane. Autor kładzie szczególny nacisk na zmiany społeczno-gospodarcze oraz warunki życia najbiedniejszych obywateli na Filipinach, w Indonezji, Malezji i Tajlandii. Dodać należy, że książka powstała we współpracy z organizacją terre des hommes, która wspiera dzieci żyjące w ciężkich warunkach.

Podczas lektury należy pamiętać, że Siebert pisał swoje reportaże około trzydzieści lat temu. Kraje Azji Południowo-Wschodniej rozwijają się tak szybko, że wiele z uwag autora nie ma już przełożenia na rzeczywistość. Jednocześnie zaskakująco wiele spostrzeżeń jest uniwersalnych, jak na przykład informacje historyczne, zarys rozwoju danego kraju czy stosunki społeczne. Każdy z krajów zaciekawia swoim indywidualnym rysem.

Pierwsza część książki poświęcona jest Filipinom, rządzonym przez Ferdinanda Marcosa. Siebert koncentruje się między innymi na kwestii zamieszek między ludnością chrześcijańską i muzułmańską na Mindanao - z jednej strony opisuje niewyjaśnione zniknięcia ludzi, samowolkę armii, a z drugiej strony zwykłych ludzi, ich codzienne problemy, dzień dziewczyny pomagającej najbiedniejszym. Niektóre z reportaży to krótkie impresje - autor obserwuje beztrosko śmiejące się dzieci czy walkę kogutów. Bardzo podobała mi się historia podróży zdezelowanym busem po niebezpiecznej drodze, podczas której podróżujący cudem uniknęli wypadku, mimo to jednak ze stoickim spokojem obserwowali poczynania kierowcy, który za pomocą zardzewiałego gwoździa naprawił autobus oraz ruszyli z nim dalej. Nie wątpię, iż dla autora była to jedna z najbardziej stresujących podróży w życiu. Nie brak w zbiorze także spostrzeżeń na temat najważniejszego środka lokomocji na Filipinach czyli jeepney. Te fantazyjnie ozdobione i polakierowane przerobione jeepy służą Filipińczykom nie tylko w Manilii, ale także na innych wyspach. Najsmutniejsze reportaże opowiadają o życiu dzieci w slumsach - dzieci, które wykonują ciężką pracę przekopując śmietniska w poszukiwaniu zdatnych do użytku przedmiotów; dzieci, które na śmietnisku się urodziły i w ciągu całego życia nie widziały niczego innego.

Indonezja jest mi krajem mało znanym. Podczas lektury nie mogłam w duchu kiwać głową, potwierdzając spostrzeżenia autora lub rozpoznając opisywane miejsca. Siebert analizuje sytuację zaopatrzenia kraju w ryż - opisuje rozwój gospodarki i eksplozję urbanizacyjną w Jakarcie, nie pomija skutków nieprzemyślanego rozrostu miasta. Świetny jest reportaż o roli bambusa w życiu codziennym Azjatów. Ta niewiarygodna roślina jest wykorzystywana (podobnie jak palmy kokosowe) na wszystkie możliwe sposoby. 

Tylko jeden reportaż poświęcony jest Singapurowi. Z ciekawością przeczytałam (znaną mi już wprawdzie) historię powstania tego niewielkiego państwa. Siebert opisuje ówczesny boom budowlany w Singapurze - już wtedy zaskoczony był stopniem rozwoju tego tygrysa Azji Południowo-Wschodniej. Czytelnik jednak uśmiechnie się, wiedząc jak dalece Singapur zmienił się w ciągu ostatnich trzydziestu lat.

Kolejna część poświęcona jest Malezji z chińską mniejszością (a czasami nawet większością), jej kolonialną przeszłością (vide cmentarz w Penang) i z dawno minionymi problemami - wszak Kuala Lumpur to metropolia high-tec. Siebert zwraca uwagę na brak wiedzy o ochronie środowiska - wycinanie lasów, niekontrolowane wydobywanie miedzi na zboczach największego szczytu Azji Południowo-Wschodniej Mount Kinabalu czy niezwykle nieprzyjazne środowisku kopalnie cyny.

I wreszcie Tajlandia. Jeden z reportaży zaskakuje aktualnością - problem powodzi w Bangkoku nie jest nowy. Od lat mieszkańcy borykają się ze skutkami likwidacji kanałów. Siebert ponownie obraca się wśród podobnej gamy tematów - wykorzystanie dzieci jako siła robocza, bieda rolników uprawiających ryż, rozwój miast kosztem natury oraz napływ taniej siły roboczej ze wsi. Rolnicy, którzy porzucają swoje domostwa i uprawę roli, skuszeni szybkim zarobkiem na licznych budowach w Bangkoku, szybko pozostają bez środków do życia i lądują w slamsach.

Pomimo pewnej jednostronności tematyki dobrze czyta się reportaże Sieberta. Autor potrafi uchwycić chwile, umiejętnie podsumować swoje obserwacje oraz dobrze przedstawić przyczyny opisywanych fenomenów i procesów społecznych. Z przyjemnością czytałam o miejscach mi znanych ale  zdecydowanie wolałabym by teksty były bardziej aktualne.

Moja ocena: 4/6

Rüdiger Siebert, Bambus läßt sich nicht brechen, 215 str., Arena Verlag1986.