Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2026

"Babetta" Nina Wähä


"Babetta" to opowieść o przyjaźni dwóch kobiet. Katja i Lou poznały się piętnaście lat wczeniej, w szkole, a obie połączyła pasja do filmu. Marzyły o karierze aktorskiej, graniu w teatrze, a może i w filmie, razem ćwiczyły, spędzały czas, zwierzały się sobie. Były tak bliskie, że nieznane im osoby często brały je za siostry. Podczas gdy ponad trzydziestoletnia Katja wciąż oddaje się marzeniem o aktorstwie i co roku próbuje się dostać do szkoły teatralnej Lou robi karierę. Kobieta miała więcej szczęścia, bo dzięki roli w filmie "Babetta" zyskała międzynarodową sławę.

Lou mieszka w ogromnej posiadłości na południu Francji wraz ze swoim o wiele starszym partnerem. Przyjaźń przetrwała rozłąkę i zmiany w pozycji zawodowej, ale to Lou dyktuje jej warunki. Robiła tak praktycznie od zawsze, lecz Katja z chęcią dostosowywała się do piękniejszej i bardziej elokwentnej przyjaciółki. Tego roku Lou zaprasza Katję do siebie na wakacje, a ta jak zawsze rzuca wszystko, by podążyć za wezwaniem przyjaciółki. Gdy przylatuje na południe Francji ,okazuje się jednak, że życie Lou odbiega od jej wyobrażeń.

Katja stopniowo poznaje sekrety życia z bogatym filmowcem, a także problemy z jakimi boryka się Lou. Musi zastanowić się, jak pokierować swoją karierą, jaki scenariusz przyjąć, który odrzucić, a całe jej dnie dnie wypełnione są dbaniem o formę, wygląd, trzymaniem diety.

Powtórzę, "Babetta" to powieść o przyjaźni, ale o przyjaźni destrukcyjnej, jednostronnej, takiej, w której główne skrzypce gra jedna osoba. To także studium zazdrości i obraz mechanizmów rządzących światem kinematografii, włączając ruch meetoo. Wähä gra także z tematem aktorstwa, który zlewa się z życiem, uniemożliwiając rozpoznawanie prawdziwych emocji.

Szwedka Swietnie przedstawia charaktery obu kobiet, a także zależności między nimi, choć poznajemy tę relację tylko z jednej perspektywy. Mimo letniego anturażu to wciągająca i duszna powieść psychologiczna, której zakończenie zaskakuje. Nie jest to jednak książka klasy "Testamentu" tej autorki.

Moja ocena: 4,5/6

Nina Wähä, Babetta, tł. Justyna Kwiatkowska, 336 str., Wydawnictwo Poznańskie 2023.

środa, 11 lutego 2026

"Góra prawdy" Therese Bohman

 


Hanna jest ośmiolatką, gdy jej dwunastoletni brat ginie. Chłopiec po mszy przygotowującej do konfirmacji wybiera się z kolegami na tytułową górę. To miejsce osnute legendami, wznoszące się nad fiordem. To tam mieści się grota, w której podobno męczono czarownice i która pochłania ludzi. Erik tej nocy ginie i mimo usilnych poszukiwań nigdy nie zostaje znaleziony. Spekulacje na temat tajemniczej groty i losów Erika już na zawsze będą zajmować mieszkańców miasta. Rodzice Hanny decydują się nie opuszczać domu i rodzina musi się nauczyć żyć z tą podwójnie niełatwą sytuacją – utratą syna ale i plotkami oraz spojrzeniami otoczenia. Hanna już na zawsze będzie siostrą zaginionego. 

Bohman ukazuje Hannę w kilku momentach jej życia. Najpierw jako nastolatkę, która spędza najwięcej czasu z Marcusem. To on stanowi dla niej wsparcie w tym okresie. Później ich drogi się rozchodzą, a Hanna próbuje się dostać na uczelnię artystyczną. Po kolejnych niepowodzeniach pracuje w call center i trzyma się tego celu. W ostatniej części to już artystka, która kanalizuje swoje przeżycia w sztuce.

"Góra Prawdy" to spokojna powieść, Bohman jak zwykle stawia na dogłębny szkic postaci, na to, co dzieje się pomiędzy ludźmi, a nie na akcję. Zaginięcie Erika zmieniło całą społeczność i naznaczyło los Hanny, ale nie jest to bynajmniej powieść o traumie. Owszem jest ona obecna i rzuca cień, ale to też rzecz o szukaniu swojej ścieżki, o utracie kontaktu bez wyraźnej przyczyny i o sztuce, która leczy i koi.
Sztuka zresztą często jest obecna w powieściach Bohman i ten akcent zawsze wypada u niej bardzo na plus. 

To nie jest powieść, która uwodzi fajerwerkami, zwrotami akcji czy wielkimi wydarzeniami, ona uwodzi swoją kameralnością, spokojem, nastrojem, do mnie trafiła!

Moja ocena: 4,5/6

Therese Bohman, Góra Prawdy, tł. Justyna Czechowska, 192 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

niedziela, 30 listopada 2025

"Wonderland" Hanna Nordenhök


 

"Wonderland" to trzy opowieści przeplatane krótkimi studiami przypadku – pozornie wszystkie te teksty nie mają punktów styczności, przynajmniej nie fabularnie, ale jednak coś je łączy. 
Wonderland to świat zmieniającej imiona kobiety. To osoba w kryzysie bezdomności, która kreuje się na młodszą nastolatkę. Między epizodami w lesie, na plaży, wśród innych osób na ulicy przebiera się za dziecko i wślizguje do innych domów. To bardzo niepokojąca, poruszająca historia rozgrywająca się w Stanach Zjednoczonych. 
Tymczasem w Szwecji mieszka inna kobieta, matka dwóch córek, której mąż wprawdzie jest czuły i kochający, ale poza tym ogląda dziecięcą pornografię. Jej życie to balans między spokojem i poczuciem bezpieczeństwa, a wiedzą o ciemnej tajemnicy męża.
Hiszpański dziennikarz odkrywa, że jego słynny kolega po fachu fabrykuje swoje historie, śledzi go i próbuje zdemaskować kłamstwa. W tym celu wyjeżdża z nim do Aten, gdzie właśnie panuje kryzys emigrancki, a potem wydaje książkę odkrywającą całą prawdę o koledze.

Każda z tych postaci powiązana jest w jakiś sposób z oszustwem, ale każda z nich też coś wypiera – traumę z dzieciństwa, czy minione grzeszki, coś nieokreślonego, co podejrzewamy, ale nie znamy szczegółów. Nordenhök napisała każdą z tych historii w innym stylu – najbardziej poruszyła mnie beznamiętność tej pierwszej, ale każda porusza niewygodne struny, bezpardonowo odkrywa brudy ukrywane przez każdą i każdego z nas. 

Książkę przeczytałam błyskawicznie, podoba mi się bardzo pióro Szwedki, ale nie pozostałam bez zastrzeżeń. Wyżej wspomniane studia przypadku nie wnoszą do fabuły nic nowego i zupełnie nie utkwiły mi w pamięci. Szkoda mi także, że autorka nie zdecydowała się w jakiś, choćby delikatny sposób, połączyć tych trzech opowieści, stworzyć klamry, ram? Po skończeniu lektury pozostałam ze sporym niedosytem. Niemniej podoba mi się tematyka, uchwycenie tematów aktualnych, bezpardonowe dotknięcie kwestii trudnych, bolesnych.

Moja ocena: 4/6

Hanna Nordenhök, Wonderland, tł. Justyna Czechowska, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

czwartek, 24 lipca 2025

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"

 


Justyna Czechowska, tłumaczka literatury szwedzkiej i norweskiej skomponowała zbiór dwudziestu pięciu opowiadań, których tematem przewodnim jest kobieta. Są tu teksty z przeróżnych stron świata, wspaniale, że zbiór nie ogranicza się tylko do Europy i USA, mamy teksty z Egiptu, Chin, Korei, Argentyny, Kanady. Dzięki tej różnorodności geograficznej uzyskujemy szeroką perspektywę na tak przecież złożony i wszechstronny temat. Co więcej, w zbiorze znalazły się też opowiadania napisane przez mężczyzn, wprawdzie tylko trzy, ale jednak zaskoczył mnie ten wybór w tak na wskroś kobiecej publikacji. Czechowska zadbała o to, by zebrane przez nią teksty objęły jak najwięcej aspektów kobiecości. Mamy dziewczynki, kobiety samotne, zakochane i nieszczęśliwe, matki i bezdzietne, kobiety kochające i zdradzane, kobiety oszukane, obsesyjne i czarownice, kobiety chore i zmarłe. 

Jak to w zbiorach bywa są tu opowiadania, które mnie szczególnie poruszyły i takie, które zupełnie do mnie nie trafiły. Dodam, że trzy z publikowanych tekstów już znałam, wśród nich wspaniałą "Żółtą tapetę", którą czytałam już kilka lat temu w oryginale. Z przyjemnością przeczytałam teksty nieznanych mi dotychczas autorek, zwłaszcza Any Marii Shua, Cory Sandel czy Nawal as-Sadawi. Nie zawiodły mnie Chimamanda Ngozi Adichie ani Margaret Atwood, które należą do moich ulubionych pisarek. Trudno jednak pisać o tak różnorodnym zbiorze, zwłaszcza, że trudno mi było go czytać. Myślę, że głównym problemem była to mnogość autorów i autorek. Sam temat jest zbyt słabym lepiszczem dla tak sporego zbioru. Kobiecość ma tak wiele aspektów, że w efekcie temat przewodni się rozpływał, a każde opowiadanie było zupełnie inne. Fakt, że bohaterkami są osoby płci żeńskiej nie wystarcza, by stworzyć spójny zbiór. Trudno było mi przeskakiwać z zupełnie innego świata, stylu i pomysłu w kolejny, a co za tym idzie czytać ten zbiór po kolei. Wyłapałam z niego kilka perełek, ale ogólnie jednak mnie rozczarował.

Rozczarował mnie też koniec książki – w momencie gdy doszłam do spisu treści zauważyłam, że w e-booku brakuje dwóch opowiadań! Nie ma tekstu Clarice Lispector ani Radki Denemarkovej! Jeszcze bym może zrozumiała, że e-book ma inną objętość, ale w spisie treści widnieją. Czuję się oszukana, bo akurat Lispector bardzo chciałam przeczytać. 

Moja ocena: 4/6

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie", wybór Justyna Czechowska, 464 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2023.

czwartek, 29 maja 2025

"Nędza" Andrzej Tichý


Narrator tej powieści jest wiolonczelistą, podczas przechadzki ze swoim zespołem spotyka bezdomnego. To przypadkowe spotkanie jest dla niego przyczynkiem do zagłębienia się we wspomnieniach. A nie są to wspomnienia radosne. Mężczyzna zabierze nas w najbrzydsze, najbardziej zapomniane i najohydniejsze dzielnice Europy: w Szwecji, Niemczech, Wielkiej Brytanii. To nie jest opowieść o szczęśliwej, udanej emigracji, lecz o otchłani, w jaką wpadają młodzi ludzie. Niezintegrowani, bez szans na sukces, bez siatki znajomych, bez zaplecza finansowego lądują w squatach, na melinach, wśród nędznej ohydy. To tam królują narkotyki, alkohol, przemoc i brutalność.

"Nędza" to opowieść o tym, jak jedna decyzja może pogrążyć w tej otchłani na zawsze lub pomóc się z niej wyrwać. Autor sam jest emigrantem, jako syn Czecha i Polki, będąc małym dzieckiem wylądował w Szwecji. Można się domyślać, że emigracyjne środowisko zna z własnego doświadczenia, skąd zapewne tak autentyczny obraz. 

To nie jest jednak powieść łatwa w odbiorze. Tichý postawił na strumień świadomości, przeplatany krótkimi wstawkami ze współczesności. Sam strumień nie ma chronologii, narrator przeskakuje z miejsca w miejsce, przewijają się te same postaci, ale trudno się zorientować kto jest kim. Wydaje się, że ważniejsze niż sama treść, są atmosfera, poczucie beznadziei, grążenie w ludzkim bagnie, a narrator de facto jest zbiorowy i stanowi uosobienie całej straconej grupy młodych ludzi. Tichý świetnie to oddaje i to odczucie pozostaje z czytelniczką na długo, ale tylko ono. Dla mnie sama treść okazała się być mało przystępna i miałam trudności, by podążać za autorem.

Moja ocena: 3/6

Andrzej Tichý, Nędza, tł. Dominika Górecka, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2023

czwartek, 21 listopada 2024

"Ludzie, którzy sieją w śniegu" Tina Harnesk

 


Młoda para lekarzy przenosi się na północ Szwecji, gdzie podejmuje pracę w lokalnej przychodni i zabiera się za urządzanie domu. W tej samej miejscowości mieszka para staruszków – on z demencją, ona z rakiem. To Saamowie bardzo przywiązani do swojego życia, którzy odrzucają jakąkolwiek pomoc. Ich życie naznaczone jest tęsknotą za synem siostry mężczyzny, którego wychowywali do czwartego roku życia. Po tym okresie matka zabrała dziecko i zniknęła. Przybrani rodzice nigdy nie pogodzili się z utratą wychowanka, zwłaszcza że sami nigdy potomstwa się nie doczekali. 

Harnesk prowadzi narrację dwutorowo, opowiadając naprzemiennie historię tych bohaterów, choć w rzeczywistości niewiele się dzieje. Akcja zasadza się raczej na retrospekcjach, dzięki którym poznajemy bolesną przeszłość staruszków. Autorka gdzieniegdzie wplata informacje o wypędzeniach Saamów, nawiązuje delikatnie do saamskich legend czy zwyczajów, ale są to bardzo skromne fragmenty. Punkt ciężkości leży raczej na współczesności. To opis procesu starzenia się, problemów niektórych postaci z niewielkiej społeczności, jak sąsiada staruszków czy chłopaka z nowego sąsiedztwa lekarzy. Każda z tych postaci niesie swoją historię. Harnesk nie stroni od humoru, wiele tu dowcipnych scen, szczególnie tych, gdy stara kobieta nawiązuje przyjaźń z Siri z nowego iPhone'a. 

Ta powieść obiecuje wiele – sięgając po nią, oczekiwałam bogatego tła historyczno-kulturowego dotyczącego Saamów, niestety jest ono jedynie zaznaczone. Dla szwedzkiej czytelniczki być może będzie wystarczające, ja miałam chęć na coś więcej. Najbardziej jednak przeszkadzał mi w tej powieści język. Odbierałam go często jako toporny, przeładowany metaforami na siłę lub zbyt szybko przeskakujący z poetyckości w potoczność. Harnesk postawiła na krótkie rozdziały, ale z powodu tego języka czytałam je bardzo długo, często wracałam, bo jakaś nietypowa milionowa metafora wybiła mnie z rytmu. Niestety dla mnie ta powieść to rozczarowanie.


Moja ocena: 3/6

Tina Harnesk, Ludzie, którzy sieją w śniegu, tł. Agata Teperek, 352 str., Marginesy 2024.

niedziela, 27 października 2024

"I cóż, że o Szwecji" Natalia Kołaczek


O Szwecji wie się powszechnie dość sporo, przynajmniej takie mam wrażenie, Natalia Kołaczek dorzuciła jednak do tego sporą cegiełkę wiedzy. Ta publikacja to zbiór wielu ciekawostek z różnych dziedzin. Kołaczek nie skupia się na jednym temacie, a raczej gawędzi o różnych szwedzkich kuriozach i zwyczajach, zahaczając o wiele dziedzin życia i korzystając ze swojej wiedzy zdobytej podczas studiów filologicznych oraz podczas licznych pobytów w tym kraju. Dzięki swojej pracy i praktykom miała okazję poznać wiele Szwedek i Szwedów, a co za czym idzie, pogłębić swoją wiedzę na temat szeroko pojętej szwedzkości. 

Kołaczek porusza więc szeroką gamę tematów – zachowania codzienne, szwedzkie wynalazki i innowację, językowe ciekawostki, święta, muzykę, obala popularne mity i stereotypy, a także wchodzi w tematy bardziej delikatne, jak rodzina królewska czy napływ emigrantów.

Tej książki bardzo przyjemnie się słucha, odnosiłam wrażenie, że sporo się dowiedziałam, ale jednak po lekturze sporo wiadomości mi uleciało – zapewne dlatego, że było ich tak wiele. Zaskoczona byłam także, jak często wysnuwałam paralele do Niemiec. 

To przyjemna, informacyjna lektura, napisana ze swadą, rzutko, która pozwala pogłębić swoją wiedzę szwedofilkom i szwedofilom. Nie jest to przewodnik czy typowa opowieść o własnych doświadczeniach, lecz bardziej osobisty leksykon, zbiór ciekawostek i anegdot. 

Moja ocena: 4/6

Natalia Kołaczek, I cóż, że o Szwecji, 248 str., Wydawnictwo Poznańskie 2017. 

sobota, 31 sierpnia 2024

"System" Amanda Svensson

 


W Lund przychodzą na świat trojaczki, które po krótkim spotkaniu tuż po porodzie, poznajemy w wieku dwudziestukilku lat. Sebastian pracuje w Londynie, w instytucie badającym mózg i niespotykane zachowania ludzkie. Clara szuka siebie na Wyspie Wielkanocnej. Matilda związała się w Berlinie z mężczyzną z dzieckiem, również Szwedem. Kontakt między rodzeństwem jest nikły, matka żyje sama, nikt nie wie, gdzie przebywa ojciec. W tym systemie nic nie działa. A wszystko rozpadło się po śmierci wieloletniej dziewczyny Sebastiana. 

Svensson opisuje trzy zagubione osoby, które mniej lub bardziej umiejętnie poszukują swojego miejsca w życiu. Clara odpływa w uduchowione pierdololo o wszechświecie, ekologii i zbawianiu siebie i ziemi, co czyni sadząc drzewa w kraterze na Wyspie Wielkanocnej, mieszkając w komunie i wystawiając się codziennie na ogromne wyzwania, bo ani nie lubi podróżować, ani nie przepada za intensywnymi doznaniami. 
Sebastian ma do czynienia z osobami o przeróżnych zaburzeniach, ale zupełnie nie wie, czemu ma służyć jego praca, jak działa instytut i czego od niego oczekuje dyrektor. Ponadto trafia w pracy na samych szalonych naukowców z badającą cykady Travis na czele. 
Matilda natomiast po dwuletnim pobycie w Bangladeszu i aborcji ląduje w Berlinie, gdzie przypadkiem poznaje Billy'ego i jego córkę Siri, a także jej matkę alkoholiczkę i Kathleen, która wprowadza ją w świat jogi, który wycisza cierpiącą na chorobę dwubiegunową kobietę. 
Ta zawikłana fabuła w zasadzie do niczego nie prowadzi, nie będzie tu spektakularnych zwrotów akcji, a bardziej powolne odkrywanie tego, co wydarzyło się w życiach trojaczków i doprowadziło do chaosu, jaki panuje w nich teraz.

Svensson posługuje się licznymi metaforami, szczególnie tymi opartymi na widzeniu i oglądaniu – jeden z bohaterów traci wzrok, mimo tego namiętnie robi zdjęcia, ogromną rolę w życiu wielu z nich odgrywają obrazy i fotografie, a także kolory i sztuka. Nie są to jednak jakieś konkretne odwołania, na próżno doszukiwałam się w nich paraleli naprowadzających na konkretne tropy. Głównym przesłaniem powieści wydaje się być jednak tytułowy system, który tworzy rodzina trojaczków, niezależenie od więzów krwi. To on wydaje się być ważniejszy niż kod genetyczny, ale to konstrukt niezwykle ulotny i łatwo go zaburzyć. Takie systemy otaczają zresztą bohaterów – czy to będzie labirynt instytutu Sebastiana czy przypominający komunę związek łączący znajomych Clary. Każde z rodzeństwa ma też możliwość utworzenia własnego, olśniewającego (jak w oryginalnym tytule) systemu, ale by być na to gotowym, musi rozwikłać własny, tak jak Matylda, która usuwa ciążę, nie mogąc przyjąć do swojego systemu ciężko chorego dziecka. Udać się to ma jej dopiero z Billym i jego córką.

Mimo że wiele wyciągnęłam z tej książki, to jednak nie przypadła mi ona do gustu. Tych ponad siedemset stron nie poruszyło we mnie żadnej emocjonalnej struny, a egzystencjalne wynurzenia wręcz odrzucały. Doceniam humorystyczny styl Svensson, ale znika on w tych wszystkich prawdach objawionych wygłaszanych przez bohaterów. Dobrze, że tę powieść lekko się czyta, bo nie wiem, czy inaczej przebrnęłabym przez tak opasłą książkę.

Moja ocena: 3/6

Amanda Svensson, System, tł. Karolina Ancerowicz, Justyna Czechowska, 736 str., Wydawnictwo Pauza 2024.

niedziela, 14 lipca 2024

"Testament" Nina Wähä

 


Objętość tej książki przywodzi na myśl takie słowa jak monumentalna, opasła, przytłaczająca, ale żadne zn nich do Testamentu nie pasuje. To napisana zaskakująco lekkim językiem opowieść o rodzinie Toimi. Specjalnie napisałam opowieść, bo trudno jednoznacznie sklasyfikować Testament – są tu elementy dramatu, powieści, kryminału, a nawet notatnika (brudnopisu?). 

Wähä zabiera czytelniczkę w podróż przez ponad sześćdziesiąt lat, choć akcja zasadza się na kilku dniach. Liczna rodzina Toimich spotyka się na święta 1983 roku – to nie jest bagatela, zjechać musi się dwanaścioro dzieci! My podróżujemy z Annie, najstarszą córką, która jest w ciąży, do domu rodzinnegi, dokąd nie jeździ zbyt często. Toimi mieszkają na północy Finlandii nad Zatoką Botnicką, Annie natomiast wyprowadziła się aż do Sztokholmu. Te święta będą specjalne – rodzinę czekają poważne roszady. Okaże się, że nic nie jest takie, na jakie wygląda i nie można wychodzić z założenia, że zna się swoje rodzeństwo. Siri i Peitti doczekali się czternaściorga dzieci, dwoje najstarszych umarło w dzieciństwie. Pozostała dwunastka wychowała się mniej lub bardziej sama. Siri wiecznie zapracowana, zastraszona, surowa, nieukazująca uczuć nie miała czasu dla każdego z dzieci. Peitti był bardziej postrachem i dręczycielem niż kochającym ojcem. Teraz większość dzieci jest dorosła i postanawia wkroczyć w rodzinne układy i coś w nich zmienić, a także wyjaśnić niektóre wydarzenia z przeszłości. Do tej rodziny wrócimy ponownie latem, gdy będziemy już znać charaktery wszystkich dzieci, przeszłość rodziców i kluczowe wydarzania.

Autorka umieściła na początku spis postaci, ale po kilkudziesięciu stronach nie będzie on już potrzebny. Mimochodem opisuje poszczególnych braci i siostry, tak że czytelniczka z łatwością orientuje się w ich osobowościach i cechach szczególnych. Wähä czyni to w bardzo ciekawy sposób. Mamy poczucie, że główną postacią jest tu Annie, ale środek ciężkości raz po raz przenosi się na poszczególne osoby i na matkę. W ten sposób poznajemy stosunki panujące w rodzinie, historię rodziców oraz marzenia i cele każdego z dzieci. Autorka krąży wokół pytania: czy rodzina stanowi centrum świata, czy jest azylem, miejscem, do którego się wraca, które daje oparcie, a może taką funkcję może spełnić tylko własna, stworzona przez siebie rodzina? Wychowane na małej przestrzeni rodzeństwo stopniowo przekonuje się, że wcale nie zna się nawzajem tak dobrze, jak sądziło. Mimo okresowej bliskości byli tylko czasowo ze sobą związani, decyzją przeznaczenia, a gdy opuścili dom przestała ona odgrywać rolę. Wływ ma na to wiele czynników, zapewne przede wszystkim charaktery rodziców, szczególnie ojca. I tu widać, jak dzieci różnie radzą sobie i interpretują jego przemocowość. 

Wähä stworzyła niezwykle interesujący kalejdoskop postaci, nie zapominając o rysie historycznym (II wojna światowa, rola Finlandii, Karelia, Szwecja), a nadając każdemu dziecku bardzo odrębne cechy, stworzyła ciekawy przekrój postaci. Mnie bardzo podoba się język tej książki – niby nonszalancki, pamiętnikowy, czasem wręcz przypominający brudnopis (tytuły rozdziałów, angielskie wstawki), a zarazem głęboko psychologiczny, sięgający do wnętrza bohaterów, a mimo to prosty, oszczędny, pozostawiający pole do domysłów. 

Testament to fantastycznie skonstruowana powieść, którą można czytać na wiele sposobów – jako sagę rodzinną, powieść psychologiczną, powieść kryminalną. Jednym słowem, każda czytelniczka ma szanse znaleźć w niej coś dla siebie.

Moja ocena: 6/6

Nina Wähä, Testament, tł. Justyna Czechowska, 512 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

wtorek, 23 kwietnia 2024

"Porzucenie" Elisabeth Åsbrink


Rita wyszła za mąż grubo po czterdziestce, to dla niej ogromne wydarzenie, bo jej wybranek jest partnerem, z którym żyje od wielu lat i z którym ma dwie córki (jedną dorosłą, jedną nastoletnią). Ślub wydarzył się nagle w listopadowy zwykły dzień i na pozór nic nie zmienił. Na pozór, bo wewnętrznie stanowi dla Rity ogromną zmianę, choć męża właściwie już nie kocha. Krok po kroku kobieta odsłania historię swojego życia – nietuzinkową, naznaczoną przypadkami i tytułowym porzuceniem. Rita wychowała się w Wielkiej Brytanii, ale jest z pochodzenia Niemką. Dotarła na wyspę przypadkiem, z powodu nieudolności własnego ojca, który nie ogarnął planowanej podróży do Ameryki. Jej matka sama dbała o dzieci i utrzymanie. Rita poniekąd powiela jej los, Vidal ukrywa związek z nią ze względów rodzinnych. Historia jego rodu sięga Hiszpanii, do Anglii wyemigrowali jednak z Salonik, gdzie schronienie znalazła wielka grupa Żydów sefardyjskich. 

Pierwsza część powieści to wyznanie Rity, obraz kobiety dojrzałej, doświadczonej, pełnej refleksji, po czym powieść zupełnie zmienia charakter i styl. Pałeczkę przejmuje wnuczka Rity, dorastająca w Szwecji Katherine. Ona, podobnie jak wszystkie inne bohaterki, także naznaczona jest porzuceniem. Dorasta jak one bez ojca, który rozstał się z jej matką. Ta znowu matką być nie potrafi. Katherine cierpi, staje się opiekunką własnej matki i tęskni za ojcem. Jako osoba już dorosła wyrusza w podróż tropem przodków i trafia do Salonik. Tam krok po kroku odkrywa historię tułaczki europejskich Żydów. Ta druga część jest zupełnie inna – bardziej reportażowa, naszpikowana faktami i informacjami. Uczucia Katherine schodzą na drugi plan. I o ile dowiedziałam się wiele nowego, to jednak opowieść Rity dużo bardziej mnie poruszyła, a także zachwyciła niezwykle delikatnym, poetyckim wręcz językiem, a także pozwoliła odczuć emocje narratorki.

W tej powieści porzuceni są wszyscy – kobiety przede wszystkim, ale i mężczyźni porzucają mniej lub bardziej dobrowolnie swój kraj. Tu wszyscy cierpią i szukają swojej ścieżki, są emigrantkami, wyrzutkami, a przede wszystkim pozbawieni są domu. Ten wątek jest dla mnie dużo ciekawszy niż podkreślana w recenzjach historia Żydów. Zaskoczona nawet byłam, jaki obrót przybrała ta powieść, bo po przeczytaniu połowy spodziewałam się zupełnie czegoś innego. 

Warto sięgnąć dla języka, dla wyrazistego portretu psychologicznego, sporej dawki informacji historycznych i innej perspektywy historii Żydów niż ta powszechnie znana w Polsce.

Moja ocena: 4,5/6

Elisabeth Åsbrink, Porzucenie, tł. Natalia Kołaczek, 304 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2021.

niedziela, 31 marca 2024

"Kradzież" Ann-Helén Laestadius

 


Kradzież wydarzyła się na północy w Szwecji, tam, gdzie mieszkają Saamowie. Robert Isaksson żyje z kłusownictwa reniferów, nie ogranicza się jednak do zabijania zwierząt, z przyjemnością przedłuża ich śmierć, dla chorej satysfakcji, ale także by utrzeć nosa znienawidzonym, jak ich nazywa, Lapończykom. Tym razem zabił młodego renifera, którego właścicielką była dziewięcioletnia Elsa. Pech chciał, że dziewczynka przyłapała go na gorącym uczynku. Mężczyzna wystraszył ją do tego stopnia, że dziecko przez wiele lat żyło w ogromnym strachu i nikomu nie przyznało się do tego, co zobaczyło. 

Laestedius snuje opowieść z perspektywy Elsy – dziecka i młodej kobiety, roztaczając obraz życia w środowisku saamsko-szwedzkim. To współistnienie naznaczone konfliktami i niezrozumieniem, pełne gniewu, żalu i rozczarowań. Nękanie reniferów trwa wiele lat i nie jest brane na poważnie przez policję. Liczne zgłoszenia wędrują do akt, bo posterunek jest daleko, bo jedyny patrol jest zajęty albo oddalony o dziesiątki kilometrów, bo są ważniejsze sprawy. Tym sposobem niezrozumienie narasta, a złość Saamów i poczucie lekceważenia ich problemów jest coraz większe. Ta problematyka jest przyczynkiem do opowiedzenia o życiu tej grupy – o ich zwyczajach, strojach, posiłkach, pracy z reniferami, zależności od środowiska, tu szczególności ukształtowania terenu i klimatu. Ta ostatnia kwestia odgrywa zresztą ogromną rolę, zmiany klimatyczne mają ogromny wpływ na hodowlę reniferów oraz na migrację zwierząt i cały ekosystem. 

Laestedius porusza także problemy wewnętrzne Saamów – samobójstwa, lekceważenie roli kobiety (która nie może być samodzielną hodowczynią), pokrewieństwo, traktowanie osób spoza klanów, które się wżeniły we wspólnotę itd. 

Doceniam tę książkę za tę problematykę, za pokazanie zwykłego życia hodowców reniferów, opis poszczególnych etapów pracy oraz otoczenia, krajobrazów, przyrody. Warto czytać także o konfliktach, by zrozumieć, jak one powstają i co na nie wpływa (nie tylko zła wola, ale i odległości, brak infrastruktury, bieda) oraz o roli kobiety w zamkniętej społeczności, w której od zawsze dominowali mężczyźni. Mimo tak szerokiej tematyki sama książka mnie nie zachwyciła. Przede wszystkim językiem, który jest tak prosty, że aż toporny, nie zrekompensowało tego nawet wprowadzenie licznych słów saamskich. Nie należy także czytać tej książki jako kryminału (a z taką reklamą się spotkałam), bo od początku wiadomo kto i co, a wątek wiodący jest bardzo prosty i zupełnie nie trzyma w napięciu. 

Moja ocena: 4/6

Ann-Helén Laestedius, Kradzież, tł. Natalia Kołaczek, 448 str., Wydawnictwo Mova 2023.

poniedziałek, 25 marca 2024

"Szczegóły" Ia Genberg

 


Cztery postaci, które wpłynęły na losy głównej bohaterki. To na podstawie jej wspomnień związanych z Johanną, Niki, Alejandro i Birgitte poznajemy najważniejsze wydarzenia z życia bezimiennej narratorki. Trudno te relacje nazwać głęboką przyjaźnią, bo niektóre z nich były toksyczne, niektóre miały elementy erotyczne, a inne rodzinne, ale każda z nich określiła bohaterkę i coś pozostawiła w jej życiu. 
Taki sposób konstrukcji wydaje mi się ciekawy, pokazujący dobitnie, jak nasze relacje określają osobę, którą staliśmy się i jesteśmy nawet po latach. Równocześnie Genberg posługuje się subtelnym, ale bardzo celnym w obserwacjach językiem, który pozwala na dostrzeżenie tego, co pozostaje ukryte między wierszami.

Szwedka opisała relacje nieoczywiste – krótkotrwałe, toksyczne, ale równocześnie takie, które dają poczucie niezwykłej bliskości dusz i zrozumienia, które kształtują osobowość i po których zostają wspomnienia na całe życie. I szczegóły, bo to właśnie one, pozornie niezauważalne, wpływają na nas i pozostają w głowie. 

Zaletą tej książki jest jej bezpretensjonalność, spokój. Autorka bez żadnych specjalnych zabiegów porusza emocje, budzi wspomnienia, skłania do refleksji. Równocześnie ta powieść aż kipi od odwołań do innych utworów literackich, co zawsze działa na mnie wielce zachęcająco do sięgnięcia po wspomniane książki.

Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do Szczegółów, to ich ulotność. Obawiam się, że nie pozostaną we mnie na dłużej. Natomiast po rozmowie o tej książce na klubie książkowym mam ochotę na ponowną lekturę.

Moja ocena: 4,5/6

Ia Genberg, Szczegóły, tł. Domonika Górecka, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2024.

sobota, 23 marca 2024

"Chłopczyce z Kabulu" Jenny Nordberg

 


Szwedzka dziennikarka Jenny Nordberg opisuje fenomen afgańskich dziewczynek wychowywanych jako chłopców. Fenomen, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam i który zaskoczył mnie swoją popularnością, przyczynami i skutkami. Nordberg spotkała się z dziewczynkami, które poza domem są chłopcami, z nastolatkami, które wciąż są chłopcami i dorosłymi kobietami, które musiały zmienić swoją tożsamość. Szwedka bada zasięg tej działaności, jej przyczyny, a przede wszystkim skutki, przy okazji opowiadając o życiu kobiet w Afganistanie. 

Nie jest jej łatwo odnaleźć kobiety, które kiedyś były chłopcami, ale także nastolatki, które nie chcą wrócić do swojej biologicznej płci. Rozmowy są początkowo trudne, spotkania niełatwe do zorganizowania, należy zachować najwyższą ostrożność, a mówimy tu o czasach jeszcze przed talibami. Przy okazji Nordberg rozważa działalność zachodnich mocarstw, które próbują pomóc rodzącej się demokracji w Afganistanie. Szwedka krytycznie patrzy na pomoc, wsparcie i działania organizacji, które rzekomo starają się wspierać prawa kobiet. Obraz życia w tym kraju jest zgoła inny niż ten, który widzą pracownicy organizacji zamknięci za wysokimi murami, a próba wprowadzenia demokracji na modłę amerykańską czy europejską skazana jest na niepowodzenia.

Co najciekawsze w tej powieść, to rozważania na temat płci kulturowej – Afganistan jawi się tu jako swoiste pole eksperymentalne wyraźnie ukazujące, jak celowa zmiana płci wpływa na rozwój i całe przyszłe życie dziecka, co zupełnie ignorowane jest przez rodziców. Temat szalenie ciekawy i opisany w wielu aspektach. Niezmierne interesujące są konkretne historie dziewczyn, które czują się chłopcami oraz parlamentarzystki Azity, matki czterech córek, która walczy o niezależność. 
Ten reportaż dobitnie ukazuje w jakiej matni i sytuacji bez wyjścia są afgańskie kobiety, skazane na życie w czterech ścianach, bez jakiejkolwiek szansy na samostanowienie i rozwój. To bardzo smutny reportaż, otwierający ponownie oczy na niedolę kobiet i pokazujące dotąd mi nieznany sposób na walkę z taką sytuacją.

Moja ocena: 6/6

Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie, tł. Justyn Hunia, 383 str., Wydawnictwo Czarne 2015.

poniedziałek, 18 grudnia 2023

"Dobry wilk" Lars Berge

 


W czerwcu 2012 roku w zoo w szwedzkim Kolmården wilki zaatakowały ich opiekunkę Karolinę. Młoda kobieta zginęła na miejscu, a pracownicy zoo byli w szoku. Wilki, dla których Karolina była matką, brały udział w programie Bliski Kontakt z Wilkiem, który polegał na możliwości odwiedzania zagrody przez gości ogrodu. Zwykli ludzie wchodzili na teren wybiegu z jednym opiekunem i mogli głaskać drapieżniki. W dyrekcji i wśród pracowników ogrodu panowało ogromne zaufanie do wilków i wsparcie dla programu, który odgrywał niebagatelną rolę w budżecie placówki. 

Lars Berge zasadził swój reportaż na tym wypadku i sprawie sądowej, jaką rodzina Karoliny wytoczyła ogrodowi zoologicznemu, ale to tylko niewielka część tej książki. Autor jest w niej bardzo obecny, powołuje się często na własne doświadczenia i wiedzę, zwłaszcza jeśli chodzi o stosunek Szwedów do przyrody. Dużo w tym reportażu odwołań kulturowych, do szwedzkich filmów i postaci, wydarzeń i programów. To powieść bardzo mocno osadzona w realiach i historii Szwecji. Autor rozszerza swoje badania i poszukiwania na rolę wilka w społeczeństwie – od niemal całkowitego wytępienia po ponowne wprowadzenie do natury. Rozmawia ze słynnymi hodowcami i specjalistami od wilków, by lepiej zrozumieć zachowanie tych zwierząt oraz interakcje w watasze i z człowiekiem.

Kolejnym punktem, który porusza Berge jest sama istota zoo – historia pierwszego ogrodu, ich powstawanie, szczególnie tego w Kolmården oraz sens ich istnienia. Ten ostatni aspekt mnie szczególnie zainteresował, bo nie jestem fanką zoo a widok smutnych zwierząt jest dla mnie straszny. Berge zwraca tu uwagę na los zwierząt, ich uśmiercanie, ale także na medialność – sama jej doświadczyłam, gdy w berlińskim zoo na świat przyszedł niedźwiedź polarny Knut wykarmiony przez człowieka. 

Tym sposobem Dobry wilk to wielowymiarowy reportaż, obejmujący mnogość tematów i mimo wyraźnej obecności autora pozostawiający czytelniczce spore pole do wyrobienia sobie własnej opinii. 

Moja ocena: 5/6

Lars Berge, Dobry wilk, tł. Irena Kowadło-Przedmojska, 223 str., Wydawnictwo Czarne 2019.

czwartek, 7 września 2023

"Dom z dwiema wieżami" Maciej Zaremba Bielawski


 
Sięgając po tę powieść, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Nie czytam blurbów ani recenzji, wchodzę w nową powieść bez nastawienia i wyobrażeń, stąd moje zaskoczenie treścią. A to w pewnym sensie powieść terapeutyczna dla Bielawskiego. Na jej kartach szuka bowiem swojej przeszłości, rozpoczynając od wspomnień z dzieciństwa. Mały chłopiec, który dorasta w specyficznym domu. Oboje rodzice są psychiatrami, ojciec dużo starszy od matki. W domu panuje chłód, nie rozmawia się o przeszłości, poprzednia rodzina ojca nie jest ulubionym tematem, natomiast szlacheckie pochodzenie jest gloryfikowane. Autor opisuje wiele migawek, rozmów, wydarzeń, swoje dorastanie, a wreszcie eksodus Żydów w latach 60. Wtedy jeszcze nie spodziewa się, że jako siedemnastolatek usłyszy od matki, że jest Żydówką i że muszą opuścić Polskę.

Zaremba Bielawski podejmuje próbę rekonstrukcji przeszłości rodziców. Ojciec to polski szlachcic, którego los nie mógł być bardziej różny od matczynego. Ona to zasymilowana Żydówka, dla której to pochodzenie nie odgrywa żadnej roli. Jej ojciec był sędzią, ona pobiera dobre wykształcenie i czuje się inna od biednych, wierzących Żydów. W pewnym momencie to wszystko jednak przestaje odgrywać rolę, a dla niej rozpoczyna się gra zwana walką o przeżycie w czasie II wojny światowej. Śledzenie losów rodziców stanie się dla Bielawskiego lekcją historii, przypadkiem trafi w archiwach na informacje zaskakujące, otrzeźwiające, pokazujące mniej znane oblicze Polski. Antysemityzm, który objawiał się w najmniej oczekiwanych sytuacjach - dostęp do studiów, dostęp do konkretnych zajęć na tych studiach, szufladkowanie, podkreślanie inności. Z każdym nowym faktem, Bielawski lepiej rozumie swoją rodzinę, rozumie, dlaczego małżeństwo jego rodziców nie mogło przetrwać. Te poszukiwanie to jak odkrywanie dwóch różnych światów, które nie przystają do siebie, dwóch wież, które nigdy się nie połączą i nigdy się nie zrozumieją. Milczenie matki, ukrywanie przeżyć nie pomogło w zrozumieniu jej postawy, ale i nie ułatwiło dorastania synom. 

O ile odkrycia i opisy antysemityzmu w przedwojennej Polsce nie były dla mnie nowe, to przeżycia ojca w oflagu zupełnie mnie zaskoczyły. Sposób, w jaki przeżył wojnę, praktycznie bez większych szkód, jest wręcz kuriozalny. On nie mógł zrozumieć matki, a ona jego, szczególnie biorąc pod uwagę wojnę i biorąc pod uwagę, skąd się wywodzili i jakie dziedzictwo nieśli. Rozumiem, że dorastanie dla autora nie było łatwe, choć nie zdawał sobie jeszcze sprawy ze swojego pochodzenia, ale szok, jaki przeżył, wyjeżdżając z Polski i tracąc ojca musiał być ogromny. To poruszająca powieść, pozbawiona sentymentalizmu i egocentryzmu. 

Moja ocena: 5/6

Maciej Zaremba Bielawski, Dom z dwoma wieżami, tł. Mariusz Kalinowski, 320 str., Wydawnictwo Karakter 2018.

niedziela, 28 maja 2023

"Pojechałam do brata na południe" Karin Smirnoff

 


Janakippo jedzie do brata, Brora, pomóc mu, bo wychodzi na to, że po rozstaniu z partnerką nie wiedzie mu się najlepiej. Bror topi smutki i życie w alkoholu. Jego siostra bliźniaczka nie jest jednak najlepszą opiekunką, bo sama zmaga się z mnóstwem traum, które stopniowo wypływają, gdy na powrót zamieszkuje w domu rodzinnym. Tam z każdego kąta wyziera rozpacz, smutek i samotność. Jana i Bror dostali od rodziców najgorszy możliwy pakiet na dorosłość - to cały szereg traum, poczucie zaniedbania, brak miłości i zrozumienia. Nie dziw więc, że brorkippo sięga po alkohol, a janakippo miota się między związkiem i samotnością, pracą i niebytem. 

Trudno pisać o treści tej książki, by nie zdradzić zbyt wiele. Zresztą ta powieść utkana jest z tajemnic, niedopowiedzeń, wydarzeń, które zniknęły w mroku przeszłości, a ich wydobycie wiąże się z krwią, łzami i potem. Wioska, w której mieszka rodzeństwo, to mała społeczność, zamknięta, hermetyczna, w której każdy wszystko wie, każdy jest powiązany z każdym, a zmartwienia topi się w alkoholu. Śmierć jest tam wszędobylska, janakippo jest z nią wciąż konfrontowana, ponieważ podjęła pracę w opiece nad starszymi i chorymi. 

Smirnoff wprowadza bardzo ciekawy wątek demonicznej kobiety, której nikt się nie potrafi oprzeć, nadając jej, paradoksalnie, imię Maria. Mimo że maria już nie żyje, to wciąż ma wpływ na życie mieszkańców, mataczy i gmatwa. I janakippo będzie musiała się z nią zmierzyć. Zresztą wszystkie postaci są tu bardzo interesujące - sama Jana, jej matka, przyjaciółka z dzieciństwa, Maria, Diana itd. 

Pojechałam do brata na południe to mroczna, trudna powieść. Smirnoff postawiła na bardzo niekonwencjonalny język, który tego odbioru nie ułatwia. Nie ma tu znaków interpunkcyjnych poza kropką, wszystkie imiona, nazwiska, nazwy pisane są łącznie i z małej litery, zdania kończą się nagle, pozostawiając czytelniczkę z domysłami. Do niektórych fragmentów wracałam kilka razy, by się upewnić, czy na pewno dobrze zrozumiałam przesłanie autorki. Tłumaczka, Agata Teperek, miała bardzo trudny orzech do zgryzienia, ale myślę, że udało jej się stworzyć przekład bardzo dobry, dopasowany do treści, ujmujący specyfikę oryginału. 

Można się zastanawiać, czy warto czytać tak mroczną, pełną traum książkę. Moim zdaniem tak - ze względu na język, narrację, kreację specyficznego mikrokosmosu, ale trzeba mieć świadomość, że w tej powieści musimy się zmierzyć z ogromem zła. 

Moja ocena: 5/6

Karin Smirnoff, Pojechałam do brata na południe, tł. Agata Teperek, 350 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

środa, 26 kwietnia 2023

"Andromeda" Therese Bohman

 


Praca w prestiżowym wydawnictwie to marzenie głównej bohaterki tej powieści, więc gdy dostaje się tam na staż, jest ciągle onieśmielona. Boi się odezwać na spotkaniach, obawiając się, że powie coś miałkiego, stale odczuwa swoją niższość i niedostatki. Gdy więc Gunnar, dyrektor literacki, ją zagaduje, a ona wyraża swoje zdanie, jest zarazem szczęśliwa i przerażona. Dzięki temu, że odważyła się na ocenienie najnowszej publikacji wydawnictwa zwraca na siebie uwagę i zostaje prawą ręką Gunnara. On jest już niemal legendą, pracuje w wydawnictwie o wielu lat, stworzył prestiżową serię Andromeda, potrafi świetnie współpracować z pisarzami, a młoda studentka ma szansę go przy tej pracy podpatrywać. Szybko okazuje się, że wcale nie jest taka zła i nieudaczna, że ma talent i że jej zdanie ma wartość. Tak rozwija się owocna współpraca, którą dopełniają coczwartkowe spotkania po pracy przy butelce wina, podczas których Gunnar i kobieta dyskutują na przeróżne tematy. Gunnar poniekąd spełnia rolę mentora, a ona czerpie z tej relacji pełnymi garściami. 

Bohman nie precyzuje natury związku między główną bohaterką (której imię pada bodajże raz i zwyczajnie je zapomniałam) i Gunnarem. To coś pomiędzy mentorstwem, zauroczeniem, a ojcostwem. To coś, co trudno określić i zdefiniować. Jedno jest pewne, ta relacja jest pozytywna dla obojga zainteresowanych, choć zapewne na różnych płaszczyznach. Bohman tematyzuje tu jeszcze jedną ważną kwestię - różnicy pokoleń nie tylko w związku, ale i w pracy. To starcie starej wizji, jak powinno funkcjonować wydawnictwo, z nową, która stawia na zysk finansowy. W tle przemyka się kwestia molestowania, zazdrości, ojcostwa. 

Narracja toczy się z perspektywy kobiety, więc poznajemy jej wizję, jej zmartwienia, troski i przemyślenia. W drugiej części Bohman jednak mnie zaskoczyła, bo oddała głos Gunnarowi, co bardzo mi się podobało, wszak często tej drugiej perspektywy brakuje. Opowieść Gunnara nie jest jednak odbiciem pierwszej części. Nie relacjonuje on bowiem tych samych wydarzeń, tylko opowiada swoją historię, począwszy od dzieciństwa. W ten sposób poznajemy jego perspektywę, ale także przyczyny takich, a nie innych, zachowań.

Bohman po raz kolejny zachwyciła mnie swoim spokojnym, delikatnym piórem, a także tym, jak umiejętnie wplata w narrację wiele przemyśleń o życiu, związkach i literaturze.

Moja ocena: 5/6

Therese Bohman, Andromeda, tł. Justyna Czechowska, czyt. Anna Szawiel, Marcin Popczyński, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

sobota, 8 kwietnia 2023

"To ze mną jest problem" Emma Rävås


Fioletowy tom tęczowej serii to szwedzka historia toksycznej miłości. Andrea ma szesnaście lat i zakochuje się w o trzy lata starszej Hedwig. To miłość absolutna, Andrea jest całkowicie zauroczona starsza dziewczyną, spędza z nią coraz więcej czasu, pomieszkuje nawet u niej i stopniowo się od niej uzależnia. Szkoła nie odgrywa już żadnej roli, Andrea odrzuca najbliższą przyjaciółkę, izoluje się od znajomych, niewiele opowiada o swoim związku ojcu, z którym mieszka. Hedwig jest dla niej wszystkim - mentorką, nauczycielką, przewodniczką w świecie seksu. Stopniowo jednak okazuje się, że to nie Andrea i jej ślepe zakochanie jest problemem, lecz zaborcza Hedwig.

Rävås wspaniale opisała toksyczną relację między dziewczynami oraz jej długofalowe skutki. Andreę poznajemy bowiem po zakończeniu związku, gdy bardzo powoli zbiera swoje rozsypane na kawałki życie i zaczyna rozumieć, co zrobiła jej była dziewczyna. Autorka świetnie naszkicowała poszczególne charaktery - Hedwig, która delikatnie manipuluje Andreą i nastolatkę, która zaślepiona pierwszym poważnym związkiem jej na to pozwala. Te kreacje są absolutnie przekonujące, realistyczne i autentyczne. Ciekawe są też pozostałe postaci - kolega Andrei, ojciec (któremu można wiele zarzucić w kwestii opieki nad córką), matka (która mieszka z młodszą siostrą Andrei osobno i podobnie jak ojciec nie dostrzega problemów córki), wreszcie siostra i nowa dziewczyna głównej bohaterki, które pokazują inną stronę wydarzeń. 

Szwedka postawiła na dwutorową narrację, przeplatając aktualne wydarzenia z tymi sprzed kilku lat, stopniowo odkrywając całą prawdę i wydarzenia, które doprowadziły do stanu Andrei. Ta kompozycja zdecydowanie dodała tej powieści napięcia, ale i świetnie buduje kontrast i pokazuje stan psychiczny głównej bohaterki. 

Przyznam, że całkowicie pochłonęła mnie ta powieść, do tego stopnia, że nie byłam jej w stanie odłożyć i czytałam do późna w nocy. Polecam, zwłaszcza miłośniczkom i miłośnikom prozy psychologicznej.

Moja ocena: 6/6

Emma Rävås, To ze mną jest problem, tł. Aleksandra Brożek-Sala, 336 str., Wydawnictwo dziwny pomysł 2023.

środa, 27 lipca 2022

"Droga do piekła" Majgull Axelsson


Szwedzka dyplomatka, która zajmuje się umierająca matką walczy z demonami przeszłości - tak można by streścić tę powieść. Oczywiście jest to bardzo krzywdzące i niepełne stwierdzenie, ale równocześnie uświadamia mi, jak trudno oddać wielowymiarową treść tej książki. 

Cecylia jest rozwódką, jej córka jest już samodzielna, więc ma czas, by podjąć się towarzyszenia matce w umieraniu. Jej brat jest zapracowanym politykiem, ma małe dzieci i niespecjalnie ma czas na to, by opiekować się matką, mimo że jest jej ulubionym dzieckiem. Cecylia więc zamieszkała w Szwecji, w rodzinnym domu i właśnie tam, podczas opieki nad matką dopadają ją wspomnienia. Są to przebłyski z dzieciństwa - dziewczynka miała niełatwe dzieciństwo otoczona dość surowymi zasadami i wychowana w środowisku proletariackim. Największy wpływ miała na nią sąsiadka, rzekoma przyjaciółka, która skutecznie manipulowała uczuciami Cecylii. 
Kolejne wspomnienia zaprowadzą Cecylię do początków jej małżeństwa i rozwodu oraz pracy jako żona dyplomaty i dyplomatka, która konfrontowała ją z różnymi sytuacjami. Najtrudniejszą z nich był wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach. Cecylia z ramienia ambasady odwiedzała w okolicy wulkanu szwedzkiego więźnia, który pochodził z jej rodzinnego miasta. Tam zaangażowała się w jego transport do szpitala w stolicy. Podczas podróży wybuchł wulkan, a ona utknęła w nieznanym miejscu wraz z kierowcą, więźniem i przypadkowo napotkanymi dwoma osobami. 
Ta opowieść jest bardzo sugestywna - osadzona w filipińskich wierzeniach i powiązana z przeszłością Cecylii. Axelsson opisała przeżycia tej grupy bardzo przejmująco, świetnie naszkicowała napięte stosunki, niepewność, lęk każdej z osób. Równocześnie zwodzi czytelnika/-czkę przeplatając wspomnienia z aktualnymi wydarzeniami.

Droga do piekła to powieść nieoczywista, niełatwa w odbiorze, wielowarstwowa, której lektura jest jednak niezwykle wciągająca i satysfakcjonująca. Dla mnie Szwedka jest gwarantką literatury na wysokim poziomie, która haczy i porusza.

Moja ocena: 5/6

Majgull Axelsson, Droga do piekła, tł. Halina Thylwe, 388 str., W.A.B. 2013.

poniedziałek, 20 czerwca 2022

"Strega" Johanne Lykke Holm

 


Hotel Olympic zagubiony we włoskich górach, a w nim młode dziewczęta, które zostały zatrudnione do obsługi gości i kadra nadzorująca ich pracę. Tylko gości nie ma. Dziewczyny prasują, nakrywają, szykują, sprzątają, ścielą, a to wszystko robią bez celu, bez sensu, bez konsekwencji. Rafaela, główna bohaterka opisuje każdą czynność, ale także zapachy, dźwięki, smaki, niewypowiedziane myśli, odmalowując atmosferę oniryzmu, duszności, niepewności. Tak, ta książka przypomina Piknik pod Wiszącą Skałą, ale tylko przypomina. O ile tamta mnie zachwyciła, tutaj zupełnie się nie odnalazłam. 

Rafaela pewnego dnia wyrusza do pracy, po drodze spotyka inne dziewczyny udające się w to samo miejsce, następnie opisuje hotelowe zajęcia, koleżanki aż do momentu zaginięcia jednej z nich. Nie wiemy jednak, dlaczego dziewczyna akurat tam pojechała, nie wiemy nic o jej koleżankach, nie wiemy, jaka jest rola hotelu, nie wiemy, po co funkcjonuje, skoro nie ma gości. Autorka zapewne celowo pozostawia czytelnika z tymi domysłami, w moim przypadku jednak te domysły zabiły przyjemność lektury. Zamiast doceniać wspaniały styl, atmosferę i literacki kunszt, doszukiwałam się wskazówek takiego stanu rzeczy i snułam domysły - może dziewczęta zostały umieszczone w tym hotelu za karę, a jego rola ma służyć ich wychowaniu, może wpadły w sidła jakiegoś spisku? Po lekturze wiem, że było to niedorzeczne, ale w trakcie słuchania książki nie mogłam opędzić się od tych myśli.

Tak, doceniam atmosferę, jej gęstość, oniryzm i nawet, paradoksalnie, niedopowiedzenia, doceniam także język i tłumaczenie, ale niestety nie jestem w stanie docenić samej treści, która ani do mnie trafiła ani mnie poruszyła.


Moja ocena: 3,5/6

Johanna Lykke Holm, Strega, tł. Justyna Czechowska, 192 str., Wydawnictwo Pauza 2022.