Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2025

"Die Holländerinnen" Dorothee Elmiger


 
Bezimienna pisarka wygłasza odczyt o swojej twórczości, a szczególnie o tym, dlaczego przestała pisać. Bardzo szybko ten wykład zamienia się w relacje z jej wyprawy do Ameryki Środkowej. Znajomy reżyser zadzwonił do niej, by zaprosić ją do udziału w międzynarodowym projekcie. Punktem wyjścia miało być zaginięcie dwóch Holenderek w dżungli. Pisarka wyraziła zgodę i wyruszyła prawdopodobnie do Panamy. Tam zamieszkała wraz zebraną przez reżysera grupą blisko miejsca zaginięcia. Po kilku dnia ruszyli w ślad kobiet. Ta opowieść przeplatana jest historiami opowiadanymi przez uczestników wyprawy oraz osoby przez nich spotkane. To historie o opiece nad kozami, o zepsutej lodówce, o hiszpańskiej szynce, o mustangach i innych kuriozalnych kwestiach. 

Przytoczoną tu historię niełatwo mi było wyłuskać z tej dość szczupłej powieści. Elmiger niemal cała książkę napisała w mowie zależnej, co w języku niemieckim oznacza ciągłe używanie trybu przypuszczającego. To nietypowy styl, do którego jednak się przyzwyczaiłam. Autorka jednak dodatkowo ucieka się do bardzo wyszukanego słownictwa i tworzy zdania wielokrotnie złożone, co przy wplataniu historii uczestników, wymaga tak wielkiej uwagi czytelniczki, że trudno mówić tu o przyjemności z lektury. Gdyby jeszcze tak wysoka uwaga niosła za sobą satysfakcję z przeczytanych treści, ale autorka ani mnie nie zaciekawiła, ani nie poruszyła. Kolejnym utrudnienim jest głęboka intertekstualność i setki aluzji do innych dzieł literackich czy filmowych. Zapewne mają one wszystkie znaczenie, ale cóż z tego, skoro odszukanie go oznaczałoby rozbiór każdego zdania. 

O czym jest więc ta książka? Podobno o upadku cywilizacji, zagubieniu, ale dla mnie pozostało to zagadką. Odebrałam ją jako przeintelektualizowaną na siłę i jedyną udaną kwestią jest w niej kreacja gęstej, dusznej atmosfery oraz okładka.

Moja ocena: 2/6

Dorothee Elmiger, Die Holländerinnen, 158 str., Hanser 2025.

sobota, 5 października 2024

"Złotka klatka. O kobietach w Szwajcarii" Agnieszka Kamińska


To nie jest książka o Szwajcarii, lecz o Szwajcarka, li i tylko. Kamińska pokusiła się o szeroki rys historyczny drogi szwajcarskich kobiet do pełni praw obywatelskich. To rzetelna praca badawcza, która pozwoliła autorce opisać, jak do tego doszło, że wszystkie Szwajcarki otrzymały prawo wyborcze dopiero w 1990 roku. Tak, wtedy, kiedy udział w wyborach dla mnie jako Polki był oczywisty. O ile ten fakt był mi znany, to bardzo byłam ciekawa, jak do tego doszło i Kamińska faktycznie mi to wyjaśniła. I nie tylko to. Dowiedziałam się, jak rozwijał się ruch feministyczny, w jaki sposób kobiety walczyły z patriarchatem i w końcu, jak wygląda sytuacja dziś. 

Autorka zasadza swoją książką na porównaniu z sytuacją w Polsce, nie wyraża tego wprost, ale gdzieś podświadomie to tkwi, tak samo jak zaskoczenie – ale że w Szwajcarii jednak nie jest tak różowo? I ponownie, w jakimś stopniu o tym wiedziałam, Kamińska zaś mą wiedzę usystematyzowała i wzbogaciła  doświadczenia poszczególnych jednostek. Te głosy Szwajcarek, ale i Polek oraz innych emigrantek są chyba najciekawsze – pozwalają się przejrzeć Szwajcarii w innych oczach.

Złota klatka ma na celu obalenie mitu kraju idealnego, ukazania nierówności i codziennych problemów, z jakimi borykają się Szwajcarki, szczególnie te, które zdecydowały się na dziecko i próbują macierzyństwo połączyć z pracą. Można by sądzić, że Kamińska broni tezy, ale fakty mówią same za siebie – i mogą być zaskakujące dla osób mających wyidealizowany obraz tego kraju. Tak samo jak inne kraje, tak i Szwajcaria nie ma dobrego rozwiązania na reintegrację kobiet w pracy po urodzeniu dziecka czy zapewnienie opieki dla maluchów.

Kamińska zaskoczyła mnie rzetelnym researchem, dużym zapleczem historycznym i wielością rozmówczyń z różnych grup społecznych i wiekowych. Dzięki nim reportaż staje się bardziej wiarygodny, ale i ciekawy. Przyznam, że o ile cenię tło historyczne, to ono najmniej mnie porwało i autorce nie udało się uchwycić mojej uwagi, w przeciwieństwie do rozdziałów traktujących o współczesności.

Moja ocena: 4,5/6

Agnieszka Kamińska, Złota klatka. O kobietach w Szwajcarii, 269 str., Wydawnictwo Poznańskie 2024.

niedziela, 30 października 2022

"Blutbuch" Kim de L'Horizon

 


Blutbuch to książka jedyna w swoim rodzaju, proza, z jaką jeszcze nigdy się nie spotkałam i majstersztyk językowy. Osoba autorska stworzyła dla mnie literackie novum, o którym długo nie zapomnę. Ta powieść sprytnie nazywana jest autofikcją, główny bohater to niezaprzeczalnie alter ego osoby autorskiej. Pisze ono powieść, składającą się między innymi z listów do babci, która zapada na demencję. Zanim jednak kontakt z nią stanie się niemożliwy, chce zrozumieć, dowiedzieć się, ale i wypowiedzieć. Kim to dziecko wychowane przez matkę i babcię, rola ojca była marginalna. To dziecko zdominowane przez te kobiety, przez babcię, która ciągle mówi, rusza się, coś robi, przekłada, zagarnia, dotyka, przestawia. To dziecko, zaszufladkowane jako chłopiec, które ciągle czeka, aż się dowie, która płeć jest dla niego właściwa. To także dziecko, które niesie ciężar - mama decydując się na donoszenie ciąży, musiała porzucić szkołę i możliwość wieczorowego nadrobienia matury. 

To dziecko jest teraz dorosłe i zupełnie inne niż przeciętny Szwajcar czy Szwajcarka. Kim się wyróżnia, musi się liczyć z przemocą i niezrozumieniem. Kim jest uzależnione od seksu, spotyka się z przypadkowymi mężczyznami i ryzykuje seks bez zabezpieczeń. Podczas rozmów z mamą i babcią próbuje zrozumieć, dlaczego jest, jakie jest. Te rozmowy służą jednak także odkryciu rodzinnej historii, która zasadzona jest tylko na kolejnych przodkach płci męskiej. Rodzinny sztambuch sięga XIV wieku i opisuje tylko kolejnych mężczyzn. Matka Kim spisuje więc historię kobiet, by dojść do życiorysu swojej matki i do tego, o czym się nie mówi. Babka miała bowiem starszą siostrę, która przedwcześnie zmarła. Babka nosi to samo imię i urodziła się w dzień jej urodzin. Babka miała też młodszą siostrę, która została oddana do więzienia dla kobiet, gdy w wieku piętnastu lat zaszła w ciążę. W ogrodzie rodziny stały drzewa - jedno dla każdego dziecka, wśród nich ozdobny buk, którego listowie przybiera kolor krwi. Kim docieka, skąd pomysł pradziadka na zasadzenie drzewa popularnego wśród elit. Szuka, przerzuca setki akt, przegląda książki i próbuje zrozumieć.

Blutbuch to powieść, która zasadza się na językach. Jest szwajcarski dialekt, jest niemiecki, jest angielski. Są dziesiątki neologizmów, jest slang, są rozważania językowe. Osoba autorska wychodzi od jednego słowa, podąża za skojarzeniami i dochodzi do słowa zupełnie innego - fascynujące i nieprzetłumaczalne! Jest wreszcie język inkluzywny, podkreślający niebinarność. Osoba autorska korzysta z wielu form narracyjnych - są rozważania z niebotycznie długimi zdaniami, są dialogi, są listy, są dokumenty, spisy. Są całe pasaże w języku angielskim. To jest niesamowity kobierzec możliwości i fantastyczna podróż przez język. Ten język jest też czynnikiem identyfikacji, pozwala się zdystansować od rodziny (obie kobiety mówią głównie dialektem z okolicy Berna), ale i od swoich uczuć.

Ta książka pozostanie ze mną na długo. Nie zniesmaczyły mnie sceny seksu, które tak często są wytykane osobie autorskiej, nie zniechęciły długie wywody ani niełatwy język. Byłam i jestem zachwycona. Naprawdę warto.

Moja ocena: 6/6

Kim de L'Horizon, Blutbuch, 336 str., DuMont Buchverlag 2022.

środa, 3 czerwca 2020

"Ostatni Szwajcar na ziemi" Lambert Król



Jestem fanką prozy Króla, odkąd przeczytałam jego pierwszą książkę Mersi filmol. Kibicowałam autorowi, gdy pisał kolejne teksty i gdy przygotowywał swoją pierwszą książkę do druku. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać przedpremierowo, co więcej przeczytałam ją w jeden dzień. Proza Króla jest dla mnie pewnym fenomenem - jego umieszczone na granicy realizmu i fantazji opowiadania mnie pociągają i uwodzą, do czego właściwie nie mają prawa, bo jestem zagorzałą wielbicielką realizmu i naturalizmu. 

Król intryguje, zaciekawia, zaskakuje pointą - te właśnie cechy jego prozy są gwarancją sukcesu. Jego opowiadania poruszają ogromną gamę tematów bliskich każdej emigrantce i każdemu emigrantowi, nie powiela on jednak schematów, wplatając wątki poniekąd fantastyczne, a czasem futurystyczne. 
Polacy w Szwajcarii nie mają łatwo - trudno im zaprzyjaźnić się ze Szwajcarami, znaleźć pracę, odnaleźć się w obcym społeczeństwie, nauczyć języka a przede wszystkim dialektu. Tematy przemielone już sto razy i w każdą stronę - Król jednak nadaje im fantastycznej świeżości, przy okazji jeszcze przedstawiając szwajcarskie zwyczaje. Niezwykle lekki styl, dowcip i ironia nie ujmują powagi problemom emigrantów. Autor snuje wizje Polaków ratujących tonącą pod inwazją ziemniaków Szwajcarię czy też nawracających Szwajcarów na polskie smaki, ale także karkołomnego pomysłu na integrację dzieci poprzez zamianę ich w świstaki. Świetny jest tekst o królu przekleństw, w którym walczą ze sobą Polak ze Szwajcarem, miotając coraz to bardziej wymyślnymi wiązankami - zwykła kurwa bowiem już jest powszechnie znana. I tu muszę dodać, że moja sympatia do autora ma także inne podłoże - podobnie jak ja pochodzi bowiem ze Śląska.

Chciałabym coś w tej książce skrytykować, ale, mimo że się bardzo staram, niczego nie potrafię znaleźć. To jedna z tych książek, które idealne trafiają w moje poczucie humoru (groteska, czarny humor), postrzeganie świata (tolerancja, ciekawość) i tematyka (emigracja, tożsamość).

Mam głęboką nadzieję, że to nie jest ostanie słowo Króla, we mnie ma na pewno wierną czytelniczkę.

Moja ocena: 5/6

Lambert Król, Ostatni Szwajcar na ziemi, 124 str., Wydawnictwo Seqoja 2020.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Szwajcaria, czyli jak przeżyć między krowami a bankami" Joanna Lampka



Zawsze wydawało mi się, że sporo wiem o Szwajcarii. Jako germanistka, germanofilka i była przyjaciółka pewnej Szwajcarki. Lampka odwraca jednak całkowicie moją perspektywę, ponieważ pisze o Helwecji z punktu widzenia Polki, która mieszka pod Genewą, czyli we francuskojęzycznej części tego kraju. Dotychczas traktowałam tę Szwajcarię po macoszemu. Z przyczyn wymienionych powyżej, ale także na podstawie moich kontaktów ze Szwajcarami pochodzącymi z francuskojęzycznych kantonów. Te kontakty były zazwyczaj zawodowe lub turystyczne i bardzo niesatysfakcjonujące. Zarówno będąc w tej części Szwajcarii, jak i przyjmując turystów stamtąd, uderzałam w barierę niezrozumienia. Mój francuski nigdy nie wyszedł poza poziom bardzo podstawowy, a wszyscy Szwajcarzy, powtarzam wszyscy jak jeden mąż, nie skalali się słowem po niemiecku. Tak więc porozumiewaliśmy się na migi lub za pomocą bardzo podstawowego angielskiego, mojej elokwencji i znajomości portugalskiego i owych paru słów po francusku. Na takiej bazie nie można zyskać żadnej wiedzy, sformułować żadnej opinii czy ukształtować swojego zdania. 

Dlatego, gdy rozpoczęłam lekturę książki Lampki i zorientowałam się, że mieszka ona w owej traktowanej przeze mnie po macoszemu części Szwajcarii, bardzo się ucieszyłam. Co więcej wyczekiwałam wszystkich fragmentów i rozdziałów o stosunku Szwajcarów do siebie i punktu widzenia tych francuskojęzycznych, o pozostałych dwóch językach już nie wspominając. I nie zawiodłam się, autorka sporo na ten temat pisze. Jeśli jednak spodziewacie się, że to książka w stylu przewodnika, stricte krajo- i kulturoznawczego, to was zawiodę.

Lampka stawia na podejście bardzo osobiste, informacje o kraju, Szwajcarach, zwyczajach są zawsze poparte jej własnym doświadczeniem, anegdotką z życia jej i jej partnera. Opisując jednak życie w nowej ojczyźnie, wplata mnóstwo refleksji na temat emigracji, wyborów życiowych, odnajdywania własnej ścieżki. Nie brak tu osobistych wyznań, także bolesnych. Pod koniec książki Lampka zamieściła dłuższy rozdział o pobycie w położonej w górach samotnej chacie, gdzie zamierzała w ciszy i spokoju pisać. Ten rozdział można by rozbudować w osobną powieść - autorka przeżywa na odludziu wiele przygód i poznaje ciekawe osobowości. Nawet jeśli ta część jest bardzo odmienna od reszty książki, właśnie ona jest najlepszym dowodem pisarskiego talentu Lampki.

Styl Lampki przypadł mi do gustu - pisze ona ze swadą, ze sporą dozą sarkazmu i dużym poczuciem humoru, zwłaszcza tego wobec siebie. Nie można jej odmówić zdolności obserwowania innych i skłonności do niespotykanych przygód oraz talentu fotograficznego. Mam nadzieję poznać Lampkę jako autorkę beletrystyki, bo mam wrażenie, że dobrze by się na tym polu odnalazła.

Moja ocena: 5/6

Joanna Lampka, Szwajcaria, czyli jak przeżyć między krowami a bankami, 384 str., Wydawnictwo Pascal 2020.

piątek, 3 kwietnia 2020

"Das Bombardement von Åbo" Carl Spitteler



Mimo że Carl Spitteler należy do noblistów, którzy tę nagrodę dostali już dawno, bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jego niewielka powieść. Zazwyczaj spotkania z noblistami z początku ubiegłego wieku były rozczarowujące, tym bardziej cieszy taki wyjątek.

Akcja tej komediowej powieści rozgrywa się w Åbo, małym fińskim miasteczku, podczas wojny krymskiej. Finlandia jest pod rosyjską jurysdykcją, więc w Åbo stacjonuje rosyjski regiment. Generał  Baraban Barbanowicz rządzi ze słowiańską fantazją, według motta: żyj i daj żyć innym. Żołnierze korzystają z życia, Kozacy piją i tańczą, żona gubernatora natomiast martwi się, że jej wierna kucharka Agafia planuje ślub z Finem. Gdy więc nadciąga angielska flota, podczas rozmów kuluarowych gubernator i angielski admirał ustalają przebieg nieuchronnej bumbardirowki. Anglicy godzą się oddać strzał w cegielnię należącą do narzeczonego Agafii, by zapobiec jej małżeństwu, o czym oczywiście nie wiedzą. Ten aspekt planu ma być korzystny jedynie dla gubernatorowej.
Oczywiście straty po ciężkiej bumbardirowce mają być pretekstem do zażądania z Sankt Petersburga odszkodowań, by utrzymać wysoki i wygodny standard życia.

Opowieść Spittelera to niezwykle dowcipny obraz różnic między światem wschodu i zachodu a zarazem parodia żołnierskiego życia na prowincji i poszczególnych charakterów.

Moja ocena: 5/6

Carl Spitteler, Das Bombardement von Åbo, 96 str., Steidl 1996.

niedziela, 29 marca 2020

"Glaubst du, dass es Liebe war?" Alex Campus


Powieść Capusa to w zasadzie miniaturka, opowiadanie na jeden wieczór. Małomiasteczkowy mechanik rowerów Harry Widmer junior to w zasadzie odrażający typ. Przejmuje firmę po ojcu, ale na sumienną pracę nie ma ochoty, woli spędzać czas w knajpie albo z dziewczynami. Jego życie pewnie toczyłoby się w ten sposób jeszcze długo, gdyby nie Nancy. Z Nancy zostaje na dłużej, ale punktem zwrotnym jest jej ciąża. Tego Harry znieść nie może - ukrywa ten fakt przed nią, podmieniając test, następnie sprzedaje wszystko, co ma i wyjeżdża.

Mężczyzna ląduje w Meksyku, gdzie rozpoczyna całkiem nowe życie, które niespecjalnie różni się od tego, jakie wiódł w Szwajcarii. Jedyną różnicą jest to, że nad Pacyfikiem ma lepszy pomysł na biznes i staj się dość zamożnym człowiekiem. Autor na sam koniec zachowuje pointę i clou swojej opowieści, więc nie będę jej tu zdradzać. Dodam tylko, że nie należy spodziewać się wielkiego zaskoczenia, raczej dość smutnego końca. 

Capus zachwyca językiem, krągłością zdań, niejednoznacznym szykiem, skrupulatnie dobranym słownictwem. Capus jednak także rozczarowuje - jego postaci to marionetki. Trudno odgadnąć motywy ich postępowania, trudno rozpoznać uczucia, autor ogranicza się bowiem do opisu czynów i dość kuriozalnych rozmów. Mimo to jego powieść uwodzi - stylem i niesympatycznym bohaterem, bo tytułowej miłości, która powinna ową uwodzicielską rolę przejąć, na próżno tu szukać.

Moja ocena: 4/6

Alex Capus, Glaubst du, dass es Liebe war?, 142 str., dtv 2017.

niedziela, 18 sierpnia 2019

"Mersi filmol" Lambert Król


Cóż za dziwaczny tytuł, zastanowi się czytelnik. Zwłaszcza czytelnik, który nie zna szwajcarskiego dialektu. Przyznam, że mimo znajomości niemieckiego, nie wpadłam, o co chodzi. Zmyliła mnie polska pisownia - tymczasem to przecież zwykłe danke vielmals - czyli wielkie dzięki na przykład. Jak wskazuje podtytuł książki Król obraca się w środowisku szwajcarskim, obserwuje je jednak z perspektywy imigranta - własnej, ale nie tylko. W mikroopowiadaniach przekazuje spojrzenie  typowego Sławka i typowej Weroniki, którzy natrafili na mur polsko-szwajcarskiego porozumienia.

O czym pisze więc Król? O przedszkolu i szwajcarskim sposobie na wychowanie maluchów, o wizycie u lekarza, o zdawaniu wynajmowanego mieszkania, o kontrolach na granicy, o tańszych zakupach w niemieckim Kauflandzie, o szwajcarskich kiełbasach, o spontaniczności, oszczędzaniu, zasadach, normach, konwenansach, dialektach. O wszystkich, z czym skonfrontowany zostanie Polak w Helwecji. Wśród tych dość realistycznych opowiadań przewijają się teksty trącące science-fiction i dystopią. Król snuje wizje z przyszłości - o śwince-skarbonce, która zmusza do oszczędzania czy o nowym programie zdobywania obywatelstwa wiążącym się z kasowaniem kulturowych wspomnień z kraju pochodzenia.

Te fantastyczne, oniryczne teksty mogą wydać się dziwne, ale to one są najmocniejszą stroną książki. Zachwycają ironią, sarkazmem, przewrotnością. Znakomite jest opowiadanie, w którym Grażyna zaprowadza na śląskim osiedlu szwajcarskie porządki - nagle życie staje się przyjemne, uregulowane, bloki czyste i zadbane, ale w pewnym momencie szwajcarski ład wymyka się spod kontroli... 

Król sięga także do szwajcarskich legend i wierzeń, ciekawie wplatając je w swoje teksty. Jest kukła, która uwodzi mężczyzn, górska zjawa, która morduje turystów czy krowa, której mleko daje dar mówienia wszystkimi dialektami. To bardzo udane teksty, zaskakująco dobrze łączące temat imigracji i integracji. Świadczą one o dojrzałości autora, który rozprawia się ze swoją emigracją, głęboko przemyślał swój stosunek do integracji i adaptacji do społeczeństwa kraju, w którym się osiedlił. O ile wiele z tych tekstów jest w pewien sposób uniwersalnych dla wszystkich emigrantów, to jednak w większości widać głębokie osadzenie w realiach helweckich, grę z konwencją i ironiczny stosunek do własnych doświadczeń. Król powraca w tekstach do tych samych osób, wspomnianych wyżej archetypów emigranta, puszczając do czytelnika oczko i sprawdzając, czy pamięta, czym dani bohaterowie się zajmują na meigracji. Uważny czytelnik wyłuska teksty bezpośrednio odnoszące się do samego autora i jego rodziny, zorientuje się, że orbita ich działań obejmuje Zurych i okolice, a tym samym koncentruje się na Szwajcarii niemieckojęzycznej. 

Mikroopowiadania to przemyślane formy, mimo swojej szczupłej objętości dojrzałe, dosadne, zaskakujące głębią treści. Przy wielu świetnie się bawiłam, wiele skłoniło mnie do zadumy, a także do konfrontacji z moimi informacjami na temat Szwajcarii. Nie spodziewałam się tak udanej lektury, ciekawa jestem, czy autor pokusi się o formy dłuższe, bo w wielu z mikroopowiadań tkwi zalążek powieści.

Moja ocena: 5/6

Lambert Król, Mersi filmol. Mikroopowiadania ze Szwajcarii, 164 str., Swiss Tales 2019.

czwartek, 23 marca 2017

"Leon i Luiza" Alex Capus


Na tę książkę zwróciłam uwagę w 2011 roku, gdy nominowana była do Deutscher Buchpreis. Miałam ten tytuł w pamięci ale nigdy nie zdecydowałam się ani na zakup, ani na lekturę. Dopiero teraz wpadła mi w ręce ta książka, dzięki turystom, których mamy przyjemność gościć w Portugalii, a którzy często zostawiają przeczytane książki. Nastawiałam się na bardzo dobrą prozę i w gruncie rzeczy powieści Capusa nic nie mogę zarzucić, poza tym, że mnie zwyczajnie nie porwała.

Opowieść zaczyna się na pogrzebie Léona, w Notre-Dame wedle jego życzenia. Narratorem jest jeden z wnuków, syn najmłodszego syna, która na podstawie listów i wspomnień rekonstruuje historię miłości dziadka. Akcja rozgrywa się na tle wielkich wydarzeń historycznych - od pierwszej, po drugą wojnę światową. Szesnastoletni Léon znudzony szkołą opuszcza dom rodzinny i wyrusza do niewielkiej miejscowości, by rozpocząć pracę na stacji kolejowej. W całej Francji poszukiwani są pracownicy, więc nie jest mu trudno znaleźć zajęcie. W podróż udaje się rowerem i po drodze spotyka tajemniczą dziewczynę, która, jak się okazuje, podobnie jak on, pracuje w miasteczku, w biurze burmistrza. Léon zafascynowany jest dziewczyną, nawiązuje z nią znajomość i po romantycznym wypadzie nad morze, traci ją. Oboje wpadają w nalot bombowy i zostają zranieni. Louisy nikt nigdy nie znajduje. Kilka lat później, Léon pracuje w Paryżu, jako laborant w policji i przypadkowo spostrzega Louisę w metrze. To spotkanie jest jak grom z jasnego nieba. Para spotyka się ale nie będzie to początkiem związku, zwłaszcza, że Léon założył rodzinę.
Trudno opisać treść, nie zdradzając zbyt wiele. Dodam tylko, że Léon i Louise utrzymują kontakt przez całe swoje życie.

To powieść o niespełnionej miłości, o uczuciu, które musiało zostać odstawione na drugi plan, któremu przeszkodziły niesprzyjające wydarzenia. Capus stworzył powieść opartą na faktach z własnej biografii, co czyni ją niezwykle autentyczną. Dla mnie najciekawsze były opisy Normandii oraz życia w okupowanym Paryżu, bardzo odmiennego od tego w ówczesnej Polsce.

Capus zaskoczył mnie lekko ironicznym, wyrafinowanym stylem. Bardzo dobrze potrafił odmalować wojenną atmosferę we Francji. Na dobrą sprawę nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego nie ujęła mnie ta powieść, spełnia przecież wszystkie warunki dobrej lektury. Zauważyłam jednak, że czytam coraz więcej książek reporterskich i być może powieści nie zaspakajają dostatecznie mojej żyłki poznawczej.

Moja ocena: 4/6

Alex Capus, Léon und Louise, 315 str., Carl Hansen Verlag 2013.

niedziela, 5 lipca 2015

"Siddhartha" Hermann Hesse



Od czasów studiów nie sięgałam po książki Hessego, zraziłam się po Wilku stepowym i nie miałam ochoty przekonywać się o wielkości tego pisarza. Niedawno jednak autor bloga Tylko burak nie czyta, namówił mnie na ponowną próbę. Zdecydowałam się na Siddharthę czytaną przez jednego z moich ulubionych aktorów - Ulricha Matthesa. Po fakcie stwierdzam jednak, że tę książkę lepiej czytać, bo to lektura wymagająca, konieczne jest wracanie do niektórych myśli, smakowanie słów, co w przypadku audiobooka raczej możliwe nie jest. Niemniej Matthes przeczytał powieść mistrzowsko, a ja przynajmniej zapoznałam się z jej treścią i ideą jaka przyświecała Hessemu podczas tworzenia.

Pewna jestem, że o Siddharthcie napisano już wszystko, nie przeglądałam jednak analiz literaturoznawców ani specjalistów od Hessego, skupiłam się na własnych wrażeniach. Siddhartha to syn bramina, niezwykle inteligentny, wyróżniający się wśród innych chłopców. Od najmłodszych lat młodzieniec szkolony jest na bramina. Gdy jednak zaczyna odczuwać, że nauki mu nie wystarczają, postanawia pójść własną ścieżką i dołącza do ascetów, żyjących w lesie. Po pewnym czasie rozpoznaje, że także ten sposób życia nie doprowadzi go do spełnienia. Także wyprawa na spotkanie z Buddą Gautamą nie przynosi mu oświecenia. Siddhartha dochodzi do wniosku, że musi sam wypróbować różnych stylów życia, by zostać Buddą. To nie słuchanie oświeconych, a zbieranie własnych doświadczeń są jedyną drogą do spełnienia. Siddharta staje się ciągle poszukującym, wątpiącym, czasem niecierpliwym, czasem zrezygnowanym wędrowcem. Jego cel nie jest jednak ziemski, przyświeca mu poznanie własnej duszy i osiągniecie wolności od wszelkich pokus  takiego spokoju jak Budda Gautama. 
Hesse umieścił dzieje Siddharthy w buddyzmie, nie oznacza to jednak, że to powieść, która ukazuje wyższość tej religii. To raczej zachęta do własnych poszukiwań, do wysiłku, jaki trzeba włożyć, by zaznać spokoju duszy i poczucia spełnienia. To także kopalnia cytatów, do których można wracać wiele razy. Dlatego postaram się jednak o papierowe wydanie, bo to książka, która może zawsze leżeć na podorędziu, którą można czytać fragmentami, która służy zadumie, a nie podążaniu za akcją.

Moja ocena: 4,5/6

Hermann Hesse, Siddhartha, czyt. Ulrich Matthes, 128 str., Der Hoerverlag 2008.

środa, 23 stycznia 2013

"Der gelbe Bleistift" Christian Kracht



Nigdy nie czytałam felietonów pochodzącego ze Szwajcarii Krachta, nie znam także jego powieści i pewnie nadal nie poznałabym jego pisarstwa gdyby nie mały dopisek w tytule tej książki. Reisegeschichten aus Asien. Jeśli czytam gdzieś Azja, a do tego, że chodzi o historie i to związane z podróżami, ślepo kupuję. 

Der gelbe Belistift czyli Żółty ołówek to zbiór reportaży czy raczej felietonów, które Kracht publikował w latach 1992 - 1999 w Welt am Sonntag. Autor porusza się między Baku a Tokio, ale azjatyckie metropolie i krajobrazy są raczej tłem jego własnych doznań niż głównym tematem. 

Kracht lubi ironię, a sarkazm to jego drugie imię, ale przede wszystkim lubi popadać w przesadę. Czyni to, by ukazać jak obrzydliwie czysty jest Singapur, jak denerwująco chaotyczny Bangkok, jak zorganizowane Tokio i jak pełne emerytowanych hippisów Goa. Kracht porusza problemy istotne, czasem oczywiste, a czasem odkrywcze, ale nie analizuje lecz ironizuje. Do felietonów przenika jego życie osobiste, do którego także podchodzi z przymrużeniem oka. To egocnetryk, zblazowany dandys - uroczy i brutalny i zawsze prześmiewczy względem świata i siebie. Ta maniera, nie przeczę, całkiem odpowiednia dla felietonu, który ukazuje się raz w tygodniu, zdaje egzamin ale w nadmiarze denerwuje. Należy być świadomym, że ładunek poznawczy książki nie jest zbyt wysoki - służy ona raczej rozrywce i sygnalizowaniu problemów. Podejrzewam, że mój odbiór jest inny, niż osoby, która opisywanych miejsc nie znają. Wiele ze spostrzeżeń Krachta dzielę, ale ja moje obserwacje ujęłabym w zupełnie inny sposób.

Nietety niemal wszystkie felietony straciły na ważności. O ile pisane około trzydzieści lat temu reportaże Sieberta nadal interesują, to lekkie teksty Krachta wydają się być przestarzałe. Jego spostrzeżenia dotyczą aktualnych fenomenów czy wydarzeń i niestety wydały mi się w większości nie przystawać do stanu aktualnego. Azja zmienia się w tak zawrotnym tempie, że HongKong na rok przed przejęciem przez Chiny był zupełnie innym miastem, a Koi Samui w 1999 roku była urokliwym rajem, a nie centrum masowej turystyki. Rzeczowa analiza Sieberta nie traci tak bardzo na aktualności, jak chwilowe odbicie rzeczywistości prezentowane przez Krachta.

Felietony Szwajcara czyta się dobrze, ale dokładnie tak jak poranną gazetę przy kawie czy herbacie. Zebranie ich w książkę jest chwytem na wyrost.

Moja ocena: 3/6

Christian Kracht, Der gelbe Bleistift. Reisegeschichten aus Asien, 186 str., Fischer Taschenbuch Verlag 2011.

środa, 12 maja 2010

Remo H. Largo "Wiek dziecięcy. Indywidualność dziecka jako wyzwanie wychowawcze"


Remo H. Largo jest szwajcarskim profesorem pediatrii i autorem kilku książek, dotyczących wychowania. Od dawna polecano mi jego pozycje, które są klasykami w krajach niemieckojęzycznych, więc wreszcie sięgnęłam po jedną z nich.

Książka skierowana jest do rodziców, wychowawców, nauczycieli. W jasno skonstruowanych rozdziałach Largo podaje czytelnikowi wiadomości, dotyczące rozwoju dziecka. Autor kładzie szczególną wagę na podkreślenie różnic między dziećmi, ich indywidualności w rozwoju oraz wpłwu tych faktorów na poczucie własnej wartości. To ostatnie powinno być jednym z głównych celów wychowania - troską rodzica powinno być wychowanie dziecka samodzielnego, pewnego siebie, stabilnego. Largo szkicuje sposoby osiągnięcia tego. W osobnym rozdziale analizuje wpływ środowiska oraz podłoże genetyczne w rozwoju dziecka. Istotnym jest również zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka - fizycznych i emocjonalnych oraz budowanie więzi między dzieckiem, a rodzicem czy nauczycielem. W ostatnich rozdziałach Largo szczegółowo opisuje swoją koncepcję wychowania zorientowanego na dziecko, którego rolą jest wspieranie dziecka w rozwoju. Profesor opisuje również wychowanie autorytarne i antyautorytarne, porównując te dwie koncepcje ze swoją teorią.

Każdy rozdział zawiera krótkie podsumowanie najważniejszych informacji, umożliwiające szybkie przypomnienie wiadomości. Autor popiera swoje wypowiedzi licznymi przykładami z własnej praktyki lekarskiej, jak również wynikami badań przeprowadzanych przez niego. Wiele grafik ułatwia lekturę. Książka zawiera również podręczny słowniczek oraz bogaty spis literatury źródłowej.

Początkowo byłam nieco rozczarowana poradnikiem, oczekiwałam jednak czegoś innego. Pod koniec jednak, gdy autor przeszedł do wyjaśniania swojej teorii wychowawczej, książka stała się dla mnie wartościowa. To zdecydowanie pozycja dla rodziców, będących zwolennikami wychowania nie opierającego się na karach, zakazach i posłuszeństwie. Myślę, że ma szansę na znalezienie wiernych czytelników wśród zwolenników attachment parenting.
Moim zdaniem warto po nią sięgnąć, nawet jeśli nie jest się przekonanym do takiego stylu wychowania.

Moja ocena: 4/6

Remo H. Largo, Kinderjahre, Die Individualität des Kindes als erzieherische Herausforderung, 351 str., Piper.

środa, 2 lipca 2008

"Fizycy" Friedrich Dürrenmatt

Odświeżyłam sobie ten dramat, tym razem czytając go w oryginale. Przczyną jak zwykle był wypad do teatru. Było warto, sztuka nadal aktualna, a inscenizacja.... wspaniała!

piątek, 16 listopada 2007

"Tajmenice kobiet. Z matki na córkę" Bertrand Cramer



Bertrand Cramer to znany szwajcarski psychiatra dziecięcy. W swojej książce przedstawia historie trzech matek i ich córek opisując ich problemy oraz genezę ich powstania. Koncentruje się na wpływie wychowania na kształtowanie się kobiecości córek oraz na próbie wyjaśnienia probelmów dzieci ze spaniem czy jedzeniem. Sama idea książki jest bardzo ciekawa, wiele spostrzeżeń autora jest również godnych uwagi, jednak same opisane przez niego przypadki wydają mi się zbyt "proste" - geneza problemów dzieci wręcz sama narzuca się czytelnikowi. Niemniej warto po tę książkę sięgnać.

niedziela, 16 września 2007

"Psychologie der Liebe" Jürg Willi

Po długiej przerwie wypełnionej lekturą czasopism, poradnikówi gazet mam do opisania dwie pozycje. Pierwsza z nich to "Psychologie der Liebe" - książka z polecenia. Sama bym pewnie nigdy tego tytułu nie odszukała. Autor jest szwajarskim psychologiem i terapeutą. Część wstępną książki poświęca na teoretyczny opis fenomenu miłości, jej faz i rodzajów. Trochę się ten wstęp dłuży, ale warto przez niego przebrnąć, by dotrzeć do opisów konkretnych przypadków, na które Willi trafił podczas terapii. Na tej podstawie opisywane są kolejne stadia rozwoju miłości, problemy wraz z wyjaśnieniem ich genezy i propozycjami rozwiązania. Warto do tej książki zajrzeć, by choć trochę lepiej zrozumieć mechanizmy jakimi kieruje się miłość.