Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2025

"Słowacja. Apacze, kosmos i haluszki" Łukasz Grzesiczak


Słowacja to kraj w jakiś sposób mi bliski, zapewne dlatego, że spędzałam tam często wakacje i byłam zaciekawiona językiem, ale i obyczajami. Książka Grzesiczaka pozwoliła mi się sporo dowiedzieć o kondycji współczesnej Słowacji, dała głębszy ogląd na wiele spraw, ale pozostawiła też pewien niedosyt. W serii podróżniczej każda autorka czy autor stawia na kwestie mu bliskie, dlatego te publikacje bardzo się od siebie różnią. Ja lubię, gdy w tych książkach jest dużo o osobistych doświadczeniach i tego tu nie zabrakło. Natomiast autor jako reporter skupił się bardziej na tematach politycznych i kontrowersyjnych, co czyni tę książkę bliższą reportażowi niż osobistej opowieści o danym kraju. 

Grzesiczak porusza wiele tematów, tym przewijającym jest jednak pozycja Słowacji względem Czech. Słowacja jako dość świeże państwo wciąż ma poczucie bycia młodszą siostrą i przyczepką do Czech, autor stara się więc udowodnić, że niesłusznie. Dlatego przewijają się tu nagminnie zachodni sąsiedzi, głównie w funkcji porównawczej, np. w kwestii języka. Ten rozdział ciekawił mnie zresztą najbardziej, szczególnie że Grzesiczak pokusił się także o porównania z polskim. Reporter wplata tu rozmowy ze Słowaczkami i Słowakami żyjącymi w Polsce, zresztą cała książka zasadza się na rozmowach. Na przykład w rozdziale o Romach mamy nawet rozmowę z burmistrzem miasta, w którym mieszka duża społeczność romska. Grzesiczak nie boi się trudnych tematów i próbuje naszkicować ich tło, przyczyny, a także perspektywy. Sporo tu odwołań do polityki, przetasowań na najwyższym szczeblu, a także tragedii (zamordowania dziennikarza i jego partnerki), która wywarła wielki wpływ na słowacką rzeczywistość. 

Przy całej fachowości tych rozdziałów wiele razy miałam wrażenie, że autor sięga tutaj do wcześniej publikowanych lub napisanych własnych tekstów, bo sporo tu powtórzeń i powracania do tych samych faktów. 
Jeden z rozdziałów to swoisty przewodnik po Bratysławie, szczególnie po ciekawych lokalach i mniej znanych turystom miejscach. 
Grzesiczak nie omija też takich tematów jak kulinaria, sport czy tożsamość narodowa – możemy więc obserwować Słowaczki i Słowaków z wielu przeróżnych perspektyw. 

Moja ocena: 4,5/6

Łukasz Grzesiczak, Słowacja. Apacze, kosmos i haluszki, 336 str., Wydawnictwo Poznańskie 2023.

środa, 29 stycznia 2025

"Klinika" Pavol Rankov

 


Mężczyzna w średnim wieku próbuje dostać się do słynnego profesora. Jako że to medyk wielce oblegany i ceniony, jest to bardzo trudne zadanie. Narrator więc pojawia się w klinice dzień po dniu i kluczu korytarzami, szuka odpowiedniego gabinetu i prowadzi iście kafkowskie rozmowy. Trafia w tym błądzeniu na różne piętra i różne osoby, którym zwierza się ze swoich problemów. To będzie recepcjonistka, palacz, współpacjentka, która już się do profesora dostała, jego asystent. Dzięki tym konwersacjom poznajemy nieco życie narratora, ale i mamy poczucie matni i biegania w kołowrotku. Odbija się on od kolejnych drzwi, odsyłany jest a to na drugie, a to na czwarte piętro, zwodzony co do godziny przyjęć. Z jego monologów wyłania się postać depresyjna, zagubiona, niezrozumiana, bez wsparcia w rodzinie. Te rozmowy wydają się być swoistą autoanalizą, samopomocą – bo objawiają mu się różne aspekty swojego życia, których dotąd nie dostrzegał lub dzięki innej perspektywie dostrzegł je w odmienny sposób. 

Czytam tę powieść jako metaforę tego, co dzieje się w głowie narratora, jego wewnętrznej walki i poszukiwań pomocy. Na płaszczyźnie realistycznej można tu oczywiście widzieć nieczuły system i rozważanie nad tym, co ma największą siłę terapeutyczną, być może wystarczy rozmowa z drugim człowiekiem?

Kropkę nad i autor stawia zakończeniem, które całkowicie zaskakuje i faktycznie pozostawia czytelniczkę bez słów. I o ile cała książka była dla mnie pewnym rozczarowaniem (spodziewałam się czegoś podobnego do innych powieści autora), to zakończenie ją uratowało i wyniosło na inny poziom. 

Moja ocena: 4/6

Pavol Rankov, Klinika, tł. Tomasz Grabiński, 196 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2024. 


piątek, 24 listopada 2023

"Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)" Pavol Rankov


Już po lekturze Matek wiedziałam, że Pavol Rankov to świetny pisarz, ale, jak to często bywa, zbyt długo zwlekałam z sięgnięciem po tę książkę. Niepotrzebnie, bo to równie dobra, choć zupełnie inna pozycja.

Rankov opisuje losy trzech przyjaciół dorastających na słowacko-węgierskim pograniczu. Ján, Gabriel i Peter nie mogliby się bardziej różnić, ale łączy ich przyjaźń i głębsze uczucie do koleżanki Marii. Chłopcy postanawiają 1 września odbyć na kąpielisku wyścig, by wybrać tego, kto może ubiegać się o serce Marii.
Ten pierwszy września będzie momentem, na którym Rankov zasadzi całą książkę, powracając do bohaterów co dziesięć lat. Nie zawsze to będzie dokładnie ten dzień, ale pozostanie on punktem orientacyjnym.

Słowak szkicuje losy chłopców na przestrzeni kilku dekad, poczynając od lat 30., a na 70. kończąc. Przyjaciół po raz pierwszy rozdzieli wojna, a ich losy naznaczy pochodzenie (węgierskie, żydowskie, słowackie), a także zmiany polityczne. Władzę nad ich miejscowością będą kolejno sprawować Węgry, Słowacja, hitlerowskie Niemcy, Rosjanie i wreszcie Czechosłowacja. Polityczne przetasowania typowe dla Europy, a szczególnie jej wschodniej części, naznaczą życiorysy głównych bohaterów. Mimo że każdy z nich obierze inną ścieżkę, to ich losy będą się splatać, a przyjaźń się nie rozpadnie. 
Rankov świetnie pokazuje, jak ustrój determinuje wybory, karierę i los, jak trudne jest życie pod presją - aresztowania, wpadnięcia w niełaskę, konieczności walczenia. 

Wybór jednego dnia jako kanwę narracji to ciekawy zamysł, który świetnie się sprawdził. Autor skutecznie przykuwa uwagę czytelniczki, zmieniając głównego bohatera ze zdania na zdanie, pokazując w ten sposób, co w danym momencie robią oddaleni od siebie przestrzennie bohaterowie. Ciekawe jest także spojrzenie na Czechosłowację z perspektywy Izraela czy USA. Zresztą fragmenty o powstawaniu państwa izraelskiego aktualnie wybrzmiewają szczególnie boleśnie.

Dobra proza z ciekawym tłem historycznym, polecam!

Moja ocena: 6/6

Pavol Rankov, Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej), tł. Tomasz Grabiński, 568 str., Książkowe Klimaty 2013.

sobota, 5 listopada 2022

"Agáta" Denisa Fulmeková

 


W siedemnastowiecznej Słowacji mieszka Agáta - dziewczyna wychowana przez babcię. Po tym jak jej matka odeszła od rodziny z innym mężczyzną, ojciec przestał się interesować córką, więc przygarnęła ją babka - zielarka i "lekarka" okolicznej ludności. Agáta podłapała co nieco z kunsztu babci i teraz, gdy mieszka sama od czasu do czasu pomaga chorym sąsiadom. Dziwnym zbiegiem okoliczności staje się żona człowieka bogatego i dziwacznego. Prosta dziewczyna nie domyśla się, że to małżeństwo było dla Gabriela wytrychem, by ukryć swój homoseksualizm. Jej łatwowierność i szczerość stanie jej zresztą nie raz na drodze. W XVII wieku granica między zielarką a czarownicą jest bardzo cienka, a nawet płynna. Bardzo łatwo jest zostać wepchniętą w tę drugą kategorię. Wystarczy że nielubiany sąsiad posądzi o rzucenie uroku na krowę, która zachorowała albo inna sąsiadka poprosi o pomoc w delikatnej, kobiecej sprawie.

Najłatwiejszym sposobem jednak na usunięcie nielubianej sąsiadki i zagarnięcie jej mienia jest umiejętne wplątanie jej w rzekome czary. Jeśli wioska podlega żerującemu na czyimś nieszczęściu biskupowi, skazanie na stos gotowe. 

Agáta to powieść oparta na prawdziwej historii, opowiadająca losy kobiety jakich było wiele. To jednak przede wszystkim książka o ludzkiej nienawiści, czerpaniu własnej korzyści, egoizmie i wreszcie o wierze w zabobony. Ta ostatnie u niewykształconego społeczeństwa była popularna i mnie ani zaskakuje, ani dziwi. Bardziej zasmuca wniosek, że ludzkość była, jest i będzie zawistna i pazerna na pieniądze. 

Powieść Słowaczki czyta się lekko - rozdziały są krótkie, a język bardzo prosty. Mnie ta prostota języka przeszkadzała, miejscami wydał się być wręcz infantylny. Domyślam się, że autorka w ten sposób chciała podkreślić prostotę i brak wykształcenia bohaterów, ale użycie tego samego rejestru poza dialogami mnie uwierało. Sama intryga jest oczywiście równie prosta, ale widzę ją tak z perspektywy osoby współczesnej. W XVII wieku wystarczył zapewne tak prosty mechanizm, by rzucić podejrzenia na niewinną osobę. 

Warto sięgnąć, by zobaczyć, jak wyglądało polowanie na czarownice na Słowacji.

Agáta, Denisa Fulmeková, tł. Olga Stawińska, 168 str., Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2022.

piątek, 5 sierpnia 2022

"Wiatr" Jozef Karika

 


Nie ukrywam, że proza Kariki bardzo mi pasuje. Lubię jej klaustrofobię i lęk, lubię klimat i lubię słowackie tło. Zawsze spoglądam na mapę, by powędrować wraz z bohaterami po słowackich bezdrożach. Tak było i w przypadku Wiatru

Karika zasadza swoją opowieść na sprawdzonym wzorcu. Jest więc mężczyzna, zapewne dość młody, który właśnie rozstał się ze swoją partnerką. Ów mężczyzna ma przyjaciół, których wciąga w historię. Ta konstelacja sprawdziła się w poprzednich książkach i sprawdzi się i tu, ponieważ Karika świetnie opisuje napięcia, które tworzą się w tej trzyosobowej grupie. Nasz bohater znajduje kamerę na parkingu tuż obok sztucznego zbiornika wodnego u podnóża Tatr. To słowny, prostolinijny człowiek, księgowy, który nigdy niczego nie ukradł. Kamera samochodowa to jednak droga rzecz i w końcu po krótkiej wewnętrznej walce decyduje się ją wziąć. Naturalną konsekwencją tej decyzji jest przejrzenie zawartości urządzenia, która okazuje się być bardzo zagadkowa. Nagrany film pokazuje szaleńczą jazdę dwóch wędkarzy po okloicznych drogach. Ich manewry pozbawione są jakiejkolwiek logiki i, jak się później okazuje, kończą się wypadkiem. Mężczyzna kontaktuje się z koleżanką, która jest ratowniczką medyczną, a jej partner policjantem. To właśnie on informuje o śmierci wędkarzy, a także o anomalnej liczbie wypadków w tym rejonie. Na kamerze widoczna jest także postać starej kobiety w czerni, która w tym rejonie może nie byłaby niczym nietypowym, gdyby tej samej postaci nie ujrzał główny bohater.
Trójka przyjaciół decyduje się na własne śledztwo.

Karika zasadza fabułę na słowackiej legendzie ludowej i na wiejącym z Polski halnym. To wiatr odgrywa w tej powieści największą rolę, jeśli chodzi o kreowanie atmosfery. Słowakowi ponownie udaje się stworzyć powieść, która niepokoi, straszy i trzyma w napięciu. Tym razem jednak jego filozoficzne wyjaśnienia, która mają pomóc w zwalczeniu zjawy i w wyjaśnieniu oddziaływania na ludzi fenomenu, do mnie nie trafiły i miałam trudności w podążaniu za tokiem myślenia narraotra. To zdecydowanie nie była moja bajka, mimo to z przyjemnością wysłuchałam tej powieści. 

Moja ocena: 4/6

Jozef Karika, Wiatr, tł. Mirosław Śmigielski, 248 str., czyt. Jacek Dragun, Stara Szkoła 2021.

niedziela, 4 lipca 2021

"Zoli" Colum McCann

 


Opowieść o Zoli obejmuje ponad siedemdziesiąt lat, począwszy od lat 30. XX wieku w ówczesnej Czechosłowacji. To wtedy mała Zoli dorasta otoczona liczną rodziną w taborze cygańskim. Jej dzieciństwo kończy się, gdy Gwardia Hlinki zgładza jej bliskich, otaczając tabor na skutym lodem jeziorze a następnie obserwując jak Roma toną. Z całej rodziny pozostają Zoli i dziadek. Dziadek kocha wnuczkę i wbrew cygańskiemu kodeksowi uczy ją czytać i pisać. Zoli jest nie tylko bardzo mądrym dzieckiem, dysponuje także wyjątkowym talentem poetyckim i muzycznym. II wojna światowa oznacza kolejne represje ludności Romów, które nie kończą się z powstaniem socjalistycznej Czechosłowacji. Romów należy osiedlić i ucywilizować. Twórczością Zoli zainteresuje się czeski literat i socjalista oraz przybyły z Anglii Steven, pół-Słowak, który zapragnął na miejscu walczyć o socjalistyczny ustrój. Wydanie wierszy Romki, występy i sława nie idą w parze z akceptacją w taborze. Wykluczona Zoli udaję się w długą samotną podróż na zachód, przez zielone granice, wśród nieprzyjaznych ludzi, bez uczucia przynależności do kogokolwiek. 

Ta obszerna powieść w swoim zamyśle przypomina historię Papuszy i właśnie wątek literackiego talentu, którego kobieta nie może rozwijać najbardziej nie poruszył. Owszem, McCann ciekawie szkicuje sytuację polityczną, a przede wszystkim sposób traktowania Romów czy też, jak to mawiano, radzenia sobie z problemem tej społeczności, dotąd zresztą nie rozwiązanym. Ja nie mogłam jednak wyzbyć się podejrzliwości, bo przecież ta powieść napisana jest przez Irlandczyka! Dlatego też odniosłam wrażenie, że dużo lepiej wyszły mu rozdziały, gdzie narratorem jest Steven oraz wątek miłosny wraz z zakończeniem. Jak nietrudno się domyślić, Steven zakochuje się w Zoli, nie rozgryzając jednak jej osobowości, co zresztą jest także trudne dla czytelniczki czy czytelnika, ponieważ autor koncentruje się na przedstawianiu akcji i czynów, a nie myśli i wątpliwości. 

Zoli to w gruncie rzeczy ciekawa powieść, ale, jak wyżej pisałam, nie potrafiłam się dać jej ponieść ze względu na moją podejrzliwość. Czy przedstawione przez autora słowackie realia, życie w taborze, zachowanie Romów są wiarygodne? Na ile był w stanie wczuć się w te postaci, a na ile są to jedynie kreacje jego wyobraźni o tej grupie etnicznej? Ponadto zachwalany styl McCanna mnie zupełnie nie porwał - wydał mi się być monotonny i niczym się nie wyróżniający. 

Moja ocena: 4/6

Colum McCann, Zoli, tł. Dirk van Gunsteren, 382 str., czyt. Rosel Zech i Ulrich Matthes, Argon Verlag 2007.

środa, 30 czerwca 2021

"Strach" Jozef Karika

 


Po Szczelinie Kariki zapragnęłam przeczytać wszystko, co wyszło spod jego pióra i choć nie ma już tego efektu, jak przy tej pierwszej powieści, to nadal z przyjemnością pochłaniam horrory Słowaka. Pozostaje dla mnie mistrzem w kreowaniu atmosfery, opisywaniu nieuzasadnionego, podskórnego lęku oraz nietypowych zakończeń.

Akcja Strachu rozgrywa się w niewielkim mieście u zboczy Małej Fatry, gdzie do mieszkania po rodzicach wraca główny bohater. Po rozstaniu z dziewczyną ta opcja wydaje mu się być najpraktyczniejszą. Od momentu wejścia do mieszkania atmosfera jest gęsta, tajemnicza, pełna niedopowiedzeń. Mężczyzna odczuwa bowiem na pozór bezpodstawny lęk przed domem rodziców, drażnią go zapachy, ślady ich obecności, a niepokojem nabawiają zamknięte drzwi do pokoju dziecięcego. Za oknem panuje sroga zima, fala mrozów zatrzymuje ludzi w mieszkaniach, powodując wyludnienie miasta. I właśnie wtedy ginie mały chłopiec. Rozpoczynają się poszukiwania na pobliskim zboczu, które mężczyzna dobrze zna, ponieważ w dzieciństwie służyło za plac zabaw okolicznym dzieciakom. Podczas poszukiwań spotyka koleżankę i kolegę z dzieciństwa. Już wtedy wiemy, że kryje się tu jakaś tajemnica. Karika stopniowo ją odkrywa, czyni to do ostatnich stron, trzymając czytelników w napięciu. W 1985 roku była podobnie mroźna zima, temperatury oscylujące około minus trzydziestu stopni Celsjusza utrzymywały się przez dłuższy okres czasu. Tamtej zimy też zginęło dziecko. Także wtedy w górach słychać było dziwne odgłosy, którym towarzyszyła nietypowa mgła. Atmosfera się zagęszcza, gdy okazuje, że mróz wybudza w górach coś, co kocha dzieci. 

W Strachu jest krwawo, niepokojąco, myląco i mroźnie. Co więcej jest psychodelicznie, trudno rozróżnić obłęd od racjonalnego myślenia. Równocześnie bohaterzy to zwykli ludzie, Karika dba o przedstawienie zwyczajnego życia - zakupów, zabaw z dziećmi, codziennych czynności, tym samym tworząc atmosferę grozy. Opisywane wydarzenia mogą się przecież przydarzyć każdemu z nas, np. pewnej mroźnej zimy, gdy starożytne zło znowu się obudzi, a trefne może być wszystko - ludzie, przedmioty, dźwięki.

Tę powieść świetnie się czyta, zapewne ogromna tu zasługa tłumaczki, Joanny Betlej, która świetnie przełożyła tekst. Karika natomiast pozostaje wśród moich ulubionych pisarzy.

Moja ocena: 5/6

Jozef Karika, Strach, tł. Joanna Betlej, 298 str., Wydawnictwo Stara Szkoła 2017.

poniedziałek, 17 maja 2021

"Ciemność" Jozef Karika

 


Po lekturze Szczeliny zapragnęłam przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra Jozefa Kariki. Od razu zakupiłam wszystkie jego dostępne w Polsce powieści, ale, jak to często bywa, musiały odleżeć swoje na czytniku. Na pierwszy ogień wzięłam Ciemność, która jednak nie zachwyciła mnie tak jak Szczelina

Owszem, ta powieść potwierdza, że Słowak jest mistrzem w kreowaniu atmosfery. I tutaj bardzo szybko czytelnik wpada w nastrój niepewności, podskórnego lęku, zagmatwania i osaczenia. Ale od początku.

Scenarzysta, który pisze teksty do słynnego serialu kłóci się z partnerką i spontanicznie wyjeżdża w góry do chaty, która od lat jest w posiadaniu rodziny. W tym spartańskim miejscu spędzał wakacje z rodzicami, a teraz zapragnął oderwać się od problemów, w spokoju napisać scenariusze do następnych odcinków i przemyśleć swój związek. Chata jest w górach, zasypana śniegiem, bo tuż tuż Boże Narodzenie i mieści się na kompletnym odludziu. Nawet telefon nie ma stałego zasięgu. Na początku wszystko układa się świetnie, do momentu, gdy bohater zakrapia swoje wrażliwe oczy i traci wzrok. Oślepiony zaczyna słyszeć i wyobrażać sobie niespotykane rzeczy. Szmery i szelesty stają się groźne, rozróżnienie dnia od nocy niemal niemożliwe, znalezienie jedzenia czy rozpalenie ognia ponad siły. Mężczyzna wpada niemal w obłęd, szczególnie gdy zaczyna podejrzewać, że jest śledzony przez tajemniczego mężczyznę w żółtej kurtce, który próbuje go zabić. 

Karika bardzo sugestywnie opisuje stopniowe popadanie w obsesję i obłęd, mistrzowsko oddaje psychikę bohatera i jego myśli. Proces samozaszczucia się, wpadania w szaleństwo oraz atmosfera niepokoju są obezwładniające. Po pewnym czasie czytelnikowi trudno odgadnąć, co jest prawdą a co wytworem wyobraźni oszalałego z lęku bohatera. Utrzymana w formie monologu książka wciąga jak korkociąg, nie sposób przerwać lekturę, a krwawe, bardzo krwawe sceny dodają thrillerowego smaczku. Co wrażliwsi mogą kilka razy powstrzymać odruch wymiotny, ja takie dosłowne opisy lubię. 

Nigdy nie czytałam namiętnie horrorów czy thrillerów, nie mogę prozy Kariki porównywać z twórczością mistrzów gatunku, ale mimo to odważę się wyrazić opinię, że w ten poczet można zaliczyć Słowaka bez żadnych wątpliwości. Cieszę się, że jeszcze nie przeczytałam wszystkich książek Kariki - dużo dobrego przede mną.

Moja ocena: 5/6

Jozef Karika, Ciemność, tł. Mirosław Śmigielski, Stara Szkoła 2020.

piątek, 18 grudnia 2020

"Słoń na Zemplinie. Opowieści ze Słowacji" Andrej Bán


Słowacja bardzo mnie ciekawi, jak Czechy zresztą. Zapewne nie bez przyczyny jest tu moje miejsce urodzenia i częste wypady na Słowację w latach 90. Mam ogromny sentyment do naszych południowych sąsiadów i chętnie sięgam po literaturę z obu krajów. Po reportażach Bána obiecywałam sobie wiele - miałam nadzieję na pełniejszy obraz Słowacji, na zrozumienie, jak Słowak myśli, na dowiedzenie się, co porusza to społeczeństwo. Niestety niekoniecznie moja wiedza się pogłębiła, po lekturze raczej miałam poczucie jeszcze większego mętliku.

Andrej Bán jest fotografem i reportażystą, który jednak chętniej pisał o krajach odległych. Zachęcony przez wydawcę stworzył ten zbiór, bazując na swoich wyprawach do odległych zakątków Słowacji. Autor odwiedził wioski i niewielkie mieściny na wschodzie Słowacji, przemieszczając się stopniowo na zachód, pozostając ciągle wiernym prowincji. Słowacja, która wyłania się z kart jego tekstów to kraj smutny, w którym rządzi anarchia, bezprawie i pieniądz. Autor przyjeżdżając do danej miejscowości, od razu wtapia się w zastaną sytuację i opisuje miejscowych baronów, konflikty z Romami, machlojki z dotacjami unijnymi, granicę dzielącą wieś między Ukrainę i Słowację, ale także dbanie o historię państwowości słowackiej oraz demaskuje legendę o Janosiku. By zrozumieć, niekoniecznie nawet dogłębnie, istotę konfliktów czy rozważań, dobrze się orientować w słowackiej historii i polityce, bo mnóstwo tu skrótów, odniesień, a co za tym idzie przypisów. Mnie często trudno było się w tym gąszczu zorientować. Kilka z opisanych miejsc znam z ówczesnych podróży, tak jak tytułową Zemplinę, ale mimo uważnej lektury tytułowego słonia się nie doszukałam.

Nie skorzystałam z tej lektury, tak jak zamierzałam. Nie przypadł mi do gustu styl autora, jego reportaże nie mają zaskakującej pointy, nie poruszają czytelnika - są raczej relacjami, a pióro Bána nie porywa. Wyżej wspomniana mnogość skrótów i informacji zrozumiałych zapewne tylko dla Słowaków utrudniały lekturę. Myślę, że dla czytelnika zorientowanego w wewnętrznych problemach tego kraju te reportaże będą o wiele ciekawsze, dla mnie były mimo bliskości naszych krajów dość egzotyczne i przygnębiające. 

Moja ocena: 3/6

Andrej Bán, Słoń na Zemplinie. Opowieści ze Słowacji, tł. Miłosz Waligórski, 304 str., Książkowe Klimaty 2018.

wtorek, 1 grudnia 2020

"Szczelina" Jozef Karika

 


Świeżo upieczony magister nie może znaleźć pracy w zawodzie, sfrustrowany chwyta się dorywczych prac. Tym razem ma harować przy rozbiórce starego domu. Praca jest ciężka, należy wynieść ze zdewastowanej willi wszystkie meble i sprzęty, podczas gdy ekipa remontowa już działa, wyburzając ściany. Gdy okazuje się, że w tym budynku mieścił się szpital psychiatryczny, praca nabiera tajemniczego smaczku, który się nasila, gdy Igor odkrywa stare akta i tajemniczy sejf. Jego uwagę przyciąga postać jednego z pacjentów, którego leczono po tym, gdy zaginął bez przyczyny w okolicach gór Trybacz, a odnaleziony po kilku dniach, nigdy nie doszedł do siebie. W sejfie ukryto płyty gramofonowe z wywiadami z pacjentem. 

Igor początkowo wietrzy w tej historii świetny temat na swój blog, który prowadzi od lat i ciągle walczy o zainteresowanie czytelników. Gdy jednak odsłuchuje płyty, a potem natrafia na mnóstwo informacji o słowackim trójkącie bermudzkim, jakim są góry Trybacz, niewinne zainteresowanie zamienia się w horror. 

Podobno Igor naprawdę zjawił się u Jozefa Kariki, podobno wszystko, co mu opowiedział to szczera prawda. Każda część książki kończy się całym szeregiem odnośników do tekstów źródłowych, linków do YouTube'a i do artykułów. Trybacz straszy od lat, to tam ginie najwięcej ludzi. Czasem udaje się ich odnaleźć, ale nigdy nie są już tacy, jak kiedyś. Nie trudno się domyślić, że historia Igora kończy się w tym niepozornym paśmie górskim, bo po takiej dawce informacji musiał na własnej skórze przekonać się o ich prawdziwości. I uwierzcie mi ta na pozór banalna opowieść wciąga i pochłania. Karika tak potrafi budować atmosferę, że pisząc ten post dwa tygodnie po lekturze, wciąż mam ciarki na plecach. Dawno też nie zdarzyło mi się nie móc oderwać się od książki w środku dnia, przy rozgrzebanym remoncie. Po prostu musiałam czytać i poddawać się mrocznej atmosferze, jak z Blair Witch Project

Być może jestem podatna na takie historie, ale zdarzyło mi się już czuć nieswojo w niektórych miejscach i pewnie dlatego tak łatwo było mi wczuć się w atmosferę wykreowaną przez Karikę. To świetna powieść dla wszystkich, którzy wierzą lub nie wykluczają równoległych światów, zjawisk paranormalnych i niewytłumaczalnych wydarzeń. Wciąga i nie odpuszcza do końca.

Moja ocena: 6/6

Jozef Karika, Szczelina, tł. Joanna Betlej, 412 str., Wydawnictwo Stara Szkoła 2018.

czwartek, 10 maja 2018

"Matki" Pavol Rankov



Powieść Pavola Rankova jest moim pierwszym spotkaniem z literaturą słowacką, do tego spotkaniem niezwykle udanym.
Autor zabiera czytelnika do małej wioski pod Lewoczą, gdzie w czasie II wojny światowej młoda Zuzana zakochuje się w rosyjskim partyzancie. Miłość jest nie w smak matce dziewczyny i gdy do wioski wpadają w Niemcy, wygania mężczyznę i chroni córkę. Rosjanin ginie od niemieckich strzałów. Dziewczyna jest niepocieszona, tym bardziej, że odkrywa, że jest w ciąży. Niebawem jednak przeżyje jeszcze większy szok, gdy wezwana na policję zostaje aresztowana. Zuzana nie ma pojęcia, dlaczego zaprowadzający nowy porządek Rosjanie ją zamykają, nawet w trakcie przesłuchań nie domyśla się powodu aresztowania. Zarzut kolaboracji z Niemcami wydaje się jej być tak niedorzeczny, że wciąż jest przekonana o pomyłce. Nawet gdy ląduje w obozie, gdzieś w Rosji, nadal próbuje przekonać komendanta o swojej niewinności.

Życie w gułagu okazuje się być nieludzką katorgą - praca polega na ścinaniu drzew niezależenie od pogody, stosunki w baraku są potworne, a wyżywienie znikome. Tymczasem Zuzana jest w ciąży, której nie da się już ukryć. Jej macierzyństwo jest bolesne, trudne, znikome - kobieta walczy o każdą chwilkę z synem, bo wie, że może chłopca w każdej chwili utracić. Zarazem to on daje jej siły, by trwać w obozie, by się nie poddać, by walczyć o życie i pracować ponad siły. 

Macierzyństwo w sytuacji granicznej to temat przewodni książki. Autor najszerzej opisuje je w przypadku Zuzany, ale ten wątek powraca także w innych sytuacjach. Podczas pobytu w więzieniu na Słowacji Zuzana zaprzyjaźnia się z Anną, także niesłusznie aresztowaną kobietą. Pomaga w ucieczce jej córki, a potem zastępuje jej miejsce. Anna wszelkie uczucia macierzyńskie przelewa na Zuzanę. Co ciekawe niezwykła więź między matką, a dzieckiem zmienia zachowania w obozie. Więźniarki, które poznały smak macierzyństwa nabierają do Zuzany innego stosunku, podobnie ma się sytuacja z komendantką obozu, surową kobietą, która zmienia swoją postawę po ujrzeniu niemowlęcia. 

Losy Zuzany opisuje w pracy magisterskiej młoda studentka, która dyskryminowana jest przez swojego promotora. Powodem jest ciąża dziewczyny. Pracownik uniwersytetu uważa, że nie jest ona w stanie skupić się na pisaniu pracy i powinna poświęcić się ciąży i macierzyństwu. 

I wreszcie matka Zuzany, która zostaje sama na gospodarstwie, nie wiedząc jak potoczyły się losy córki. Gdy dziewczyna wraca z łagru stosunki między matką, a córką wcale się nie polepszają. To okres pełen napięć, braku zrozumienia, tęsknoty, a wreszcie smutnych odkryć. 

Macierzyństwo w warunkach komfortowych nie jest łatwe, ale przeżywanie go w sytuacji granicznej redukuje je do walki o kontakt z dzieckiem, o najbardziej podstawowe zachowania. Dla Zuzany to także sytuacja, gdy musi podjąć decyzję o zrzeczeniu się dziecka na rzecz jego dobra. Przed takimi decyzjami staje każda z kobiet, decyzjami, w których każdy wybór jest zły, a jego konsekwencji nie sposób przewidzieć.

Trudne ścieżki macierzyństwa i bezwarunkową miłość autor opisuje słowami prostej kobiety, bez patosu i wielkich słów. To wspaniale napisana powieść, a także świetnie przetłumaczona.

Dla mnie to była także fascynująca lektura o Słowacji - o czasach wojny i powojennych, w wielu aspektach podobnych do Polski. Postaram się sięgnąć po inne powieści tego autora, bo jestem przekonana, że jego proza jest warta uwagi.

Moja ocena: 6/6

Pavol Rankov, Matki, tł. Tomasz Grabiński, 430 str., Książkowe Klimaty 2015.