niedziela, 19 kwietnia 2026
"Karawele" António Lobo Antunes
piątek, 6 lutego 2026
"Puste domy" Maria Judite de Carvalho
środa, 19 marca 2025
"Encyklopedia. Notatki" Gonçalo M. Tavares
Ta książka to luźne zapiski Portugalczyka dotyczące mnogości tematów, sam autor dzieli je na cztery grupy. To notatki o nauce, strachu, muzyce i związkach. Rozpoczęłam tę lekturę z wielką ciekawością, licząc na drugiego Pessoę, odkrywcze myśli, inspirujące spojrzenia. Niestety niemal od pierwszych stron się rozczarowałam i nie potrafiłam w sobie wskrzesić nawet krzty zainteresowania. Przemyślenia Tavaresa ani są głębokie, ani odkrywcze, ani nawet poruszające. To luźne spostrzeżenia, nawet niezbyt ze sobą związane.
Pierwszą część, czyli notatki o nauce nawet jeszcze jakoś zwalczyłam, ale każda kolejna była dla mnie coraz większym wyzwaniem i wiała nudą, a ja zaczęłam przewracać strony, szukając końca. Kilka dni po skończeniu lektury nie jestem nawet w stanie streścić tej książki. Zdecydowanie nie polecam.
Moja ocena: 1/6
Gonçalo M. Tavares, Encyklopedia. Notatki, tł. Wojciech Charchalis, 176 str., Wydawnictwo słowo/obraz/terytoria 2018.
czwartek, 2 stycznia 2025
"Zadupia" António Lobo Antunes
António Lobo Antunes to jednen z najważniejszych pisarzy portugalskich, którego proza wprawdzie jest dostępna dla polskiej czytelniczki, ale po którą sięgnęłam dopiero teraz, na początek wybierając powieść o tytule zdecydowanie przyciągającym oko. Używam zresztą bardzo często tego słowa określając miejsce, w którym w Portugalii mieszkam. Antunes nie odnosi się jednak do tego kraju, a do Angoli, w której w latach 70. Portugalia prowadziła krwawą wojnę, wysyłając na front kolejne pokolenia młodych mężczyzn. Nie inaczej było w przypadku autora, który tę powieść zasadził na własnych doświadczeniach. Jako lekarz spędził na angolskich bezdrożach ponad dwa lata i doświadczył najgorszego oblicza wojny. Dodać trzeba, wojny bezsensownej, prowadzonej uporczywie przez Salazara podczas silnych ruchów niepodległościowych w Afryce.
Zadupia to spowiedź człowieka złamanego wojną, który nigdy nie wyzbył się obrazów i przeżyć, które padły cieniem na jego życie. To człowiek samotny, który utracił życie rodzinne, który nie spełnił oczekiwań rodziny i widział, jak wojna doświadcza jego towarzyszy i miejscową ludność.
Te smutne wnioski nie są nowatorskie, wyjątkowości nadaje tej powieści język. Zadupia to bardzo trudna lektura, trudna na wielu płaszczyznach. Po pierwsze naszpikowana jest odwołaniami do portugalskiej literatury, kultury, historii – większość z nich na szczęście objaśnia tłumacz – które utrudnią odbiór polskiej czytelniczce. Po drugie Antunes operuje bardzo trudnym językiem. Każde zdanie naszpikowane jest metaforami z rodzaju nietypowych, zaskakujących, zastanawiających. Portugalczyk porównuje kwestie zupełnie niepodobne, zestawia grozę czy fizjologię z pięknem, zmusza czytelniczkę do wielokrotnego czytania tych samych kwestii. Łatwo tu ulec zmęczeniu w obliczu gęstości tej prozy, przebiec zaledwie po jej powierzchni, a tu każde zdanie to majstersztyk, przyczynek do analizy i zadumy.
Warto jednak nabrać tchu i zatopić się w zaduchu tego świata – przycupnąć za wiekową komodą w zakurzonym mieszkaniu lizbońskiej klasy wyższej i schować się za suchym krzakiem na angolskim zadupiu. I dać sobie przestrzeń na niezrozumienie wszystkiego, nawet jeśli trafi do nas połowa, to będzie tego już bardzo dużo.
Moja ocena: 4,5/6
António Lobo Antunes, Zadupia, tł. Wojciech Charchalis, 224 str., Noir Sur Blanc 2021.
niedziela, 26 maja 2024
"O retorno" Dulce Maria Cardoso
Jednym z najważniejszych, a często zapominanym, skutkiem Rewolucji goździków w 1974 było uzyskanie niepodległości przez portugalskie, liczne wtedy, kolonie. Mieszkańcy tych krajów na gwałt musieli opuścić swoje domy i wracać do metropolii, czyli do Portugalii. Dla większości z nich było to bardzo traumatyczne wydarzenie, abstrahując oczywiście od tego, jak traktowali mieszkańców danych krajów i czym się zajmowali. Ta powieść pokazuje perspektywę nastolatka, który traci dom, swoje otoczenie, kolegów, całe życie i z jedną walizką musi wyruszyć wraz z rodziną w nieznane. Zanim to się jednak stanie, Angolczycy porwą jego ojca, a rodzina na łeb na szyję zostawi dom, by potem koczować na lotnisku, czekając na samolot repatriacyjny.
Po przybyciu do Lizbony, retornados zostają zakwaterowani w hotelach, dostają zapomogę i najczęściej wegetują w oczekiwaniu na pomoc, pracę, perspektywę, tęsknią, czują się porzuceni i cierpią z powodu komentarzy miejscowej ludności. Rui, główny bohater, opisuje te wszystkie rodzinne zmagania, lęk o ojca, lęk przed nieznanym, stopniowe poznawanie nowego kraju, pierwsze zakochania, represje ze strony nauczycieli, różne zachowania i nastawienie innych mieszkańców hotelu do nowego życia.
Cardoso zaskakuje językiem, korzystając z różnych stylów i sposobów pisania. Dialogi nie są wyróżnione, wiele tu powtórzeń, urwanych myśli – to sposób rozumowania i myślenia nastolatka. W pewnym sensie to monolog wewnętrzny, który jednak nie jest męczący, Portugalka bardzo umiejętnie odtwarza mikrokosmos Ruiego, jego zmartwienia, pragnienia, plany. To nie jest linearny tok myślenia i tak Cardoso pisze. Zarazem czyta się to lekko, potoczyście, opowieść chłopca wciąga. Pewnie dlatego, że Cardoso sama była retornada, w podobnym wieku jak bohater jej powieści musiała opuścić Angolę.
Bardzo ciekawym aspektem tej powieści jest wszechobecny rasizm. Przede wszystkim ten Portugalczyków w Angoli – nawet, gdy sami twierdzą, jak dobrze traktowali osoby czarnoskóre, to przejawia się on w każdym zdaniu i wypowiedzi. Innym aspektem jest jednak niechęć Portugalczyków do retornados, którzy według nich byli rasistami. To odsuwanie odpowiedzialności jest bardzo interesującą kwestią, podobnie jak tło polityczne w rodzącej się nowej państwowości portugalskiej po obaleniu reżimu.
Bardzo ciekawa powieść, polski przekład bardzo by się przydał!
Moja ocena: 5/6
Dulce Maria Cardoso, O retorno, 267 str., Tinta-da-China 2013.
środa, 24 kwietnia 2024
"Miasto ślepców" José Saramago
czwartek, 15 lutego 2024
"Księga" José Luís Peixoto
piątek, 23 czerwca 2023
"Opowiadania przy ginie z tonikiem" Mário-Henrique Leiria
poniedziałek, 8 sierpnia 2022
"Lalka z Lizbony" Iwona Słabuszewska-Krauze
piątek, 8 lipca 2022
"Raquels Töchter" Helena Marques
Portugalska saga, której akcja osadzona jest u końca XIX wieku na Maderze zaciekawiła mnie od razu. Trochę niepokoiła mnie jednak dość szczupła objętość książki jak na sagę i słusznie. Ale po kolei.
Tytułowa Raquel to ikona rodu, którego historię snuje Marques. Matka i żona cierpliwie czekająca na męża lekarza, który regularnie wybywa z domu, przyjmując posady na statkach, które na przykład sondują wybrzeże południowoafrykańskie, by zapobiec handlowi niewolnikami. Mimo to parę łączy namiętne uczucie. Gdy więc mąż wraca z kolejnej wyprawy Raquel zachodzi w trzecią ciążę, co nie jest mądrym wyborem, ponieważ poprzednie porody były bardzo trudne. Takie wprowadzenie sugeruje już nieuniknione, ujmując narracji jakiegokolwiek napięcia. Ten stosunek był dla Raquel także przełomowy w inny sposób - po raz pierwszy doznała orgazmu, co niezwykle cieszy małżonków i wprawiło w konsternację czytelniczkę, czyli mnie. Marques zresztą rości sobie pretensje do pisania głównie o kobietach i stworzenia powieści z feministycznym zacięciem. Przedstawia więc na jej kartach losy kilku kobiet z rodziny - tych traktowanych jak przedmioty, wyswatanych bardzo młodo, nieszczęśliwych w małżeństwie, oszukanych i opuszczonych w aurze skandalu. Są kobiety, które rodzą po kilkanaście dzieci, wyczerpane i zmaltretowane i jest jedna dziewczyna, przyjaciółka córki Raquel, która studiuje medycynę i staje się pierwszą lekarką na wyspie. Wszystkie te wątki są zaledwie zarysowane i opisane bardzo schematycznie oraz naiwnie. Nie bardzo wiedziałam, czemu one mają służyć, poza odciąganiem uwagi od losów rodziny głównej bohaterki.
Raquel zresztą, jak się można domyślić, przy porodzie umiera i potem żyje jako niemalże bóstwo w pamięci innych. Wspominana jest jako kobieta anioł, silna, wyjątkowa, bohaterska, mądra - tymczasem ja ją poznałam jako uległą Penelopę, która siedzi w domu, czeka na męża, zajmuje się dziećmi i marzy o podróżach, zwłaszcza na Maltę, skąd pochodził jej protoplasta. Ta postać zupełnie wymknęła się autorce spod kontroli, a jej kreacja wyszła groteskowo. Podobnie ma się też sytuacja z mężem lekarzem, który popada w niekończącą się żałobę. W pewien sposób wyrywie go z niej sprytna kobieta, z którą się zwiąże w późnym wieku. Nie bardzo zrozumiałam istotę tego związku - kobieta przedstawia go jako pełen korzyści dla niej, ale poza prestiżem bycia partnerką (bo nie było ślubu) lekarza żadnych innych nie odnalazłam.
Tytułowe córki natomiast (portugalski tytuł ich jednak nie podkreśla) zupełnie zanikają w mnogości wątków. Starsza staje się kopią matki, ale tylko wizualną, bo jej życie dąży do jak najszybszego małżeństwa i posiadania dzieci, nie widać w nim żadnych feministycznych przesłanek przypisywanych matce. Młodsza znów nie odgrywa praktycznie żadnej roli i przewija się tylko jak łączniczka ojca z kandydatkami na drugą partnerkę.
Dziwna to powieść, niedopracowana, powierzchowna, ale uwiodła mnie klimatem Madery - z chęcią poznałam nieco historii wyspy, warunków życia, krajobrazów, z przyjemnością odszukałam znane mi miejsca i okolice.
Moja ocena: 3/6
Helena Marques, Raquels Töchter, tł. Karin von Schweder-Schreiner, 218 str., btb 1999.
poniedziałek, 25 października 2021
"Kain" José Saramago
To moje drugie spotkanie z prozą Saramago, spotkanie udane, bo Kain to powieść zaskakująca, prowokacyjna i pełna humoru. Portugalski noblista opisuje historię stworzenia świata, wygnania z raju i następnie skupia się na Kainie, które za zabójstwo brata zostaje przez Boga skazany na wieczne błąkanie.
W ten sposób Kain odwiedza różne biblijne miejsca i asystuje przy wielu znanych z Biblii wydarzeniach, takich jak budowa wieży Babel, wygnanie z Sodomy i Gomory, oddanie Izaaka jako ofiarę itd. Saramago przytacza biblijne opowieści, czyni to jednak z innej perspektywy. Obserwatorem, ale i uczestnikiem wydarzeń jest Kain. To uczestnik aktywny, który stara się wpłynąć na decyzje i wkracza do akcji, np. gdy Abraham chce złożyć w ofierze Izaaka. Kain jednak przede wszystkim komentuje decyzje i zachowania Boga, oceniając je. Jako osoba pokrzywdzona przez boskie decyzje - preferowanie Abla bez wyraźnej przyczyny, uzurpuje sobie do tego prawo. Kain bardzo celnie i bez skrupułów punktuje okrucieństwo Boga, jego zerojedynkowość, brak współczucia, nieprzemyślane decyzje.
Saramago skupia się na ukazaniu niekonsekwencji wielu biblijnych wydarzeń. Jego powieść skrzy się od humoru, pełna jest odwołań do współczesności (a nawet do Portugalii, np. w historii o wieży Babel), a zarazem jest bardzo krytyczna wobec Starego Testamentu. Co jednak istotne, Portugalczyk nie uprawia krytyki wprost, nie gardłuje się, nie wywyższa, jego krytyka jest dyskretna, inteligentna, ironiczna, a przez to niezwykle celna. Kain jest tu przeciwnikiem Boga, ale to przeciwnik konsekwentny, racjonalny, który bada boskie decyzje z rozmysłem, mądrze wyszukując wszelkie niekonsekwencje. Tworząc takiego bohatera, Saramago nie musi uprawiać krytyki bezpośredniej, nie musi wchodzić w polemikę, samo działanie Kaina obnaża wszystkie powyższe boskie wady.
Ta książka zaskakuje, zmusza do zastanowienia, wyraża w sposób skondensowany to, nad czym pewnie wiele osób się zastanawiało (czyli okrucieństwo boskich decyzji, bujna seksualność wielu biblijnych postaci, łatwość w zabijaniu itd). Powieść Saramago można odczytywać jako igraszkę, literacką zabawę z biblijnym kanonem, ale zdecydowanie należy ją widzieć jako rozrachunek i krytykę Biblii spisaną w stylu najwyższej klasy.
Moja ocena: 5/6
José Saramago, Kain, tł. Karin von Schweder-Schreiner, czyt. Helmut Krauss, Hoffmann und Kampe Verlag 2011.
niedziela, 15 sierpnia 2021
"Średni współczynnik szczęścia" David Machado
czwartek, 12 sierpnia 2021
"Lizbona. Miasto, które przytula" Weronika Wawrzkowicz-Nasternak, Marta Stacewicz-Paixão
środa, 25 listopada 2020
"Lizbona. Muzyka moich ulic" Marcin Kydryński
poniedziałek, 27 lipca 2020
"O Atlas da V" Lisa Vicente
piątek, 3 stycznia 2020
"Ona śpiewała fado" Fernando Sobral
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
"Przypadki Lenza Buchmanna" Gonçalo M. Tavares
Tavares zaskoczył mnie także konstrukcją powieści - poszatkowaną na wiele krótkich rozdziałów, które znowu podzielone są na kolejne podrozdziały. Podczas pierwszego czytania skupiona byłam na śledzeniu akcji, czy może bardziej rozwoju Buchmanna. Ta powieść jednak zawiera w sobie wiele więcej. Każdy akapit gęsty jest od dwuznaczności, ukrytych myśli, nawiązań. Ze wstydem przyznaję, że nie miałam dość samozaparcia, by czytać tę książkę z namysłem i spokojem. A może faktycznie wymaga drugiego czytania? Przede wszystkim ciekawa byłam losów Lenza, a rozważania mi umykały, a właściwie umykały moje myśli.
To pierwsza książka portugalskiego pisarza, która wywarła na mnie tak bardzo nieportugalskie wrażenie. Niemiecko brzmiące nazwiska mnie zwodziły, bo, jak pisałam wyżej, przemyślenia Tavaresa są bardzo uniwersalne. Mnie jednak wystarczająco uderzyła kreacja człowieka głęboko dysfunkcyjnego, skrzywdzonego w dzieciństwie, niezdolnego do empatii, chorego.
Moja ocena: 4/6
Gonçalo M. Tavares. Przpadki Lenza Buchmanna, tł. Wojciech Charchalis, 304 str., Wydawnictwo Literackie 2015.