Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peru. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2025

"Pantaleon i wizytantki" Mario Vargas Llosa


Pantaleon Pantoja kocha wojsko, a służba w siłach lądowych jest spełnieniem jego marzeń. Nie ma bardziej obowiązkowego, zdyscyplinowanego i oddanego sprawie żołnierza niż on! Jako że zasłynął z sumiennego wypełniania zadań i rozpracowywania ich w najmniejszych szczegółach, generalicja decyduje się powierzyć mu kwestię niezwykle delikatną. Otóż w Amazonii, w miastach, gdzie stacjonują Służby Lądowe źle się dzieje. Niewyżyci żołnierze gwałcą, uwodzą i pomnażają tamtejszą społeczność. Zadaniem Pantaleona jest rozwiązanie tego problemu. Logistyka to jego konik, więc kapitan zakłada służbę wizytantek – to prostytutki, które mają pomóc żołnierzom w spuszczeniu pary. Cała akcja jest dopięta na ostatni guzik i wielce tajna. Pantaleon występuje incognito, a jego pomysł przeradza się w wielki biznes. Kobiety poruszają się statkami i samolotami, każdy żołnierz dostaje płatny przydział i określony czas na wizytę wybranki. Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania. Pantaleon wkrótce potrzebuje coraz więcej i więcej pracownic, bo zapotrzebowanie zgłaszają wyżsi rangą żołnierze. Równocześnie dość przeciętny na tym polu Pantaleon odczuwa wzrost popędu ku radości żony. Niestety sprawy wymkną się w pewnym momencie spod kontroli, a winnym oczywiście będzie sprawca całego zamieszania. 

Ta powieść Vargasa Llosy to fantastyczna satyra na działanie peruwiańskiego wojska, jego hipokryzję i kult władzy. Noblista porusza jednak więcej tematów – rolę mediów, powierzchowną religijność Peruwianek i Peruwiańczyków, pogoń za sektami i oczywiście machismo. Ta na pozór lekka powieść kryje w sobie wiele tematów do przemyśleń i zachwyca konstrukcją. Małżeństwo Pantaleona jest odbiciem społeczeństwa – hipokryzji, religijności na pokaz, odrzucenia i powrotu, jak gdyby nigdy nic. Postać matki Pantaleona, która akceptuje syna i wszystkie jego poczynania, choć ich nie pochwala, to także świetny przykład ról społecznych. Uległość Pantaleona i pokorne przyjęcie winy na siebie idealnie domyka tę powieść. Peruwiańczyk sięgnął także do wielu chwytów stylistycznych – są listy, reportaże radiowe, przemowy, rozkazy i przeplatające się dialogi. Dzięki temu bardzo dobrze czyta się tę powieść, bo taka konstrukcja pozwala poznać kwestię akceptacji lub nieakceptacji wizytantek z różnych perspektyw. 

Moja ocena: 5/6

Mario Vargas Llosa, Pantaleon i wizytantki, tł. Carlos Marrodán Casas, 324 str., Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2007. 

czwartek, 3 lipca 2025

"Miasto i psy" Mario Vargas Llosa


Debiut Maria Vargasa Llosy długo czekał na swoją kolej, ale wreszcie dzięki wyzwaniu 25 książek na 2025 po niego sięgnęłam. To było moje drugie podejście, bo za pierwszym razem nie mogłam wejść w narrację, co mnie po zakończonej lekturze nie dziwi. Peruwiańczyk nie ułatwia podążania za postaciami do samego końca, moim zdaniem niepotrzebne komplikując konstrukcję powieści. 

Akcja rozgrywa się w Colegio Militar Leoncio Prado – szkole wojskowej dla nastoletnich chłopców, a my towarzyszymy bliżej kilku młodzieńcom. Chłopcy są już na trzecim roku, gdy oficerowie odkrywają, że wykradziono tematy egzaminu z chemii. Po jakimś czasie jeden z kadetów zdradza kolegę, co pociąga za sobą całą lawinę wydarzeń, między innymi śmierć jednego z uczniów podczas manewrów. O tę śmierć oskarżony zostaje jeden z kolegów z roku, który rzekomo miał zabić za donosicielstwo. Vargas Llosa opisuje życie w szkole – kradzieże, picie, palenie, bijatyki, kompletną niesubordynację, o której oficerowie nic nie wiedzę. Rzekoma dyscyplina i mores są tylko powierzchowne, pod ich płaszczykiem wyrastają nie karni żołnierze, a skrzywieni macho, których kręgosłup moralny jest wątpliwy. Zdaje się, że jedyne czego się uczą, to kombinowanie i lawirowanie, a nie tego, czego oczekiwali wysyłający do szkoły problematyczne dzieci rodzice. Peruwiańczyk obnaża podwójną moralność i tuszowanie skandali w imię zachowania dobrego imienia szkoły. 

To bardzo dobrze przemyślana powieść, która porusza wiele tematów, zapewne nie wszystkie są dla mnie jako dla nie-Peruwianki dostrzegalne. Niestety nie jestem w stanie docenić tej książki z innego powodu – nie przekonuje mnie jej konstrukcja. Llosa opowiadając aktualne wydarzenia ze szkoły, wplata szereg retrospekcji z życia poszczególnych chłopców sprzed niej. Niestety czyni to na tyle niechronologicznie i zagmatwanie, że do końca książki myliły mi się postaci, a naprawdę mam bardzo dobrą pamięć do imion. Mamy tu jednak jeszcze ksywki i nawet różne środowiska pochodzenia niczego nie ułatwiły. Jestem pewna, że ta wyrafinowana konstrukcja jest zamierzona, że oddaje różnorodność szkoły, mnogość losów, chaos i zagmatwanie żyć i warunków, ale mnie niestety przerosła i nie pozwoliła do końca docenić pięknego języka i samej treści. 

Moja ocena: 4/6

Mario Vargas Llosa, Miasto i psy, tł. Kazimierz Piekarec, 429 str., Wydawnictwo Muza 2001.

czwartek, 23 stycznia 2025

"To dla pani ta cisza" Mario Vargas Llosa


Toño Azpilcueta jest dziennikarzem specjalizującym się w muzyce peruwiańskiej. Jego idée fixe jest pomysł, że dzięki tradycyjnej muzyce istnieje możliwość zjednoczenia narodu. Gdy przypadkowo trafia na koncert genialnego gitarzysty Lala Molfino, postanawia poznać go bliżej. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo znaleźć muzyka, a Toño zmuszony jest wybrać się w podróż po Peru, by odnaleźć jego ślady. Ta wyprawa pokazuje mu zupełnie nieoczekiwane oblicza kraju i skłania do rozpoczęcia pisania dzieła, w którym wykłada swoją teorię. Tę o zjednoczeniu narodu przez muzykę ludową. Toño pisze, a jego żona haruje, by utrzymać rodzinę. Toño spotka się w kawiarnii ze znajomymi ze świata muzyki, a żona pierze, sprząta, gotuje. Toño publikuje książkę i wbrew oczekiwaniom odnosi sukces. A potem tę książkę poprawia. Raz, drugi, tak długo, aż przedobrzy. 

Ostatnia powieść Vargasa Llosy to rzecz o nierozpoznanym geniuszu, który w późnym wieku zdobywa sławę, ale nie potrafi się z nią obejść i zaakceptować skończoność swojego dzieła. W jego głowie powstaje galimatias pomysłów i planów, które chce przenieść do tego jednego, jedynego utwotu. Ten sam geniusz to zarazem mizogin, człowiek oderwany od rzeczywistości, żerujący na pracy żony. Postać antypatyczna i oderwana od rzeczywistości. Kreacja udana, ale nie porywająca. Tak samo jak forma książki. Otóż rozdziały ułożone są naprzemiennie – w jednym poznajemy losy Toña, a w kolejnym otrzymujemy zarys historyczny peruwiańskiej muzyki. Nie trudno się zorientować, że mają to być zapewne rozdziały z książki głównego bohatera. Dopiero pod koniec powieści rozdziały teoretyczne znikają. Przyznam, że przez te historyczne fragmenty brnęłam z wielkim wysiłkiem, choć te o poczynaniach Toñego też nie są zachwycające.

Rozumiem przesłanie tej powieści, które zresztą jest jednym z niewielu pozytywnych jej aspektów – czytam ją jako pożegnanie odchodzącego wielkiego pisarza, napisane z przymrużeniem oka, z dystansem, jako krytyczne rozprawienie się z ideą geniuszu i oddania się jednej sprawie. Podoba mi się zakończenie. Podoba mi się język. Całościowo jednak do mnie ta książka nie przemawia i przyznam, że wymęczyłam tę lekturę niemiłosiernie i tylko dlatego, że czytałam ją na Klub literatury latynoamerykańskiej i karaibskiej. Co ciekawe w mojej opinii nie byłam na spotkaniu odosobniona, co więcej moja należała do tych najbardziej pozytywnych!

Moja ocena: 3/6

Mario Vargas Llosa, To dla pani da cisza, tł. Tomasz Pindel, 336 str., Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2024.

piątek, 13 września 2024

"Tańczymy już tylko w Zaduszki" Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Hawranek i Opryszek przekonali mnie lata temu swoją książką o Urugwaju. Satysfakcja z tej lektury skłoniła mnie do sięgnięcia po ich zbiór reportaży z Ameryki Łacińskiej. Autorzy zabierają czytelniczkę do Kolumbii (cztery razy), Peru (również cztery razy), Meksyku, Ekwadoru (dwa razy), Boliwii, Wenezueli, Brazylii i Paragwaju, wybierając tematy chwytliwe, kontrowersyjne, dla osoby nie znające tego regionu być może zaskakujące lub nieznane. 

Piszą więc o peruwiańskich nielegalnych kopalniach, młodocianych prostytutkach, o przesądach i wróżbach, o protestach na wenezuelskich ulicach, o mieście Gabriela Garcii Marqueza, o regionie dotkniętym demencją, o sekcie, która stawia na ayahuaskę, o odległych wioskach w górach, o zbieraczach lodu w Andach, o niemieckiej kolonii w Paragwaju itd., itp. Wiele tu ciekawostek i zaskakujących faktów – mimo że interesuję się tym regionem, nie o wszystkim wiedziałam. Autorzy potrafią pisać, ich reportaże są potoczyste, czyta się je błyskawicznie. Dbają o detale, wplatają mimochodem opisy ludzi czy otoczenia, żonglują między własnymi spostrzeżeniami, a wypowiedziami mieszkańców danego regionu czy miasta. W moim odczuciu ta książka spełniła swój cel, pokazała mi światy, których nie znam. Mam jednak pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim językowe – nie podoba mi się częste używanie określeń Indianin i Indianka i to w kontekście, gdy nie są potrzebne, a wręcz oceniające. Wyłapałam też kilka błędów językowych. 

Można temu zbiorowi zarzucić niewielki kontekst, zawężone spojrzenie, tendencyjny wybór tematów, ja jednak nie do końca się z tym zgadzam. Koncepcja tej książki – wybór z wielu krajów –nie pozwala na pogłębienie tematów i naświetlenie wszystkich perspektyw. Ja ją widzę jako opis jednostkowego doświadczenia Marii Hawranek i Szymona Opryszka, którzy dane miejsce odwiedzili, porozmawiali z ludźmi, sami spróbowali swoich sił przy pracy czy innym eksperymencie. To perspektywa polska i subiektywna, która zapewne z założenia wyklucza pogłębione badania całkowitej sytuacji politycznej i społecznej danego kraju. Widzę tę książkę jako przyczynek do dalszych, własnych poszukiwań i badań, jako ciekawą lekturę, która może być wstępem do pasji, podróży, choćby książkowej.

Moja ocena: 5/6

Maria Hawranek, Szymon Opryszek, Tańczymy już tylko w Zaduszki, 287 str., Wydawnictwo Znak 2016.

sobota, 30 marca 2024

"Noc szpilek" Santiago Roncagliolo

 


Czterech nastolatków – Carlos, Manu, Moco i Beto – jedna klasa w jezuickim liceum tylko dla chłopców,  targane wojną domową Peru lat 90., a do tego panna Pringlin, surowa wychowawczyni i nauczycielka wychowania według wartości.
W piętnastolatkach buzują hormony, ich rozmowy toczą się tylko i wyłącznie wokół dziewczyn, seksu i porno, co w oczach wychowawczyni jest karygodne, a w szkole katolickiej niedopuszczalne. Tym sposobem chłopcy ciągle mają z panną Pringlin na pieńku i kołują od jednej kary do drugiej. Aż tych kar robi się za wiele i po obu stronach puszczają nerwy.

Tę historię poznajmy z perspektywy czasu, chłopcy to dorośli mężczyźni i naprzemiennie wspominają szkolne lata. Ten zabieg świetnie pokazuje, jak różne potrafią być odczucia i percepcja danej sytuacji, ale także pozwala zrozumieć pochodzenie i problematykę każdego z chłopców. Roncagliolo opisuje całą gamę problemów rodzinnych – śmierć jednego z rodziców, rozwód, chorobę i homoseksualizm. Widać, jak te wydarzenia determinują zachowanie chłopców, ale autor nie ma pretensji do tłumaczenia w ten sposób konkretnych działań nastolatków. To bardziej opowieść o tym, jak małe zatargi niepostrzeżenie mogą spowodować kaskadę niekontrolowanych wydarzeń. Peruwiańczyk świetnie opisuje tę cienką linię, po której nie ma już odwrotu, a także jak różnie każda z osób ją postrzega. To świetny obraz dojrzewających chłopców zamkniętych w murach męskiej szkoły, zamkniętych w regułach i zasadach, pozostawionych samym w sobie. Na dobrą sprawę żaden z nich nie ma odpowiedniego partnera do rozmowy, kogoś, z którym mógłby omówić swoje problemy. Otaczający ich dorośli zmagają się ze swoimi demonami lub nie potrafią rozmawiać. Ta mieszanka wybucha, wydaje się, że musi wybuchnąć, ale tutaj rolę odgrywa także wiele innych czynników, które zaprowadzą chłopców w miejsce bez odwrotu. 

Równocześnie Roncagliolo świetnie pokazuje obraz Peru lat 90. To okres wojny domowej, życia w lęku, świadomości wybuchających bomb, akceptowania nagłego braku prądu i walk na ulicach. Ojciec jednego z bohaterów to żołnierz, a równocześnie ofiara wojny – straumatyzowany mężczyzna po powrocie z frontu nie jest w stanie sobie poradzić z przeżyciami, o czym naturalnie nie rozmawia z wpatrzonym w niego synem.

Co ciekawe, Noc szpilek nie jest przygnębiającą książką. Autor nadał narracji wiele komizmu, niektóre z wypowiedzi chłopców, zwłaszcza Moca są przekomiczne. Tutaj także widać świetne tłumaczenie Tomasza Pindla, który umiejętnie dopasował język do wieku i okresu, w którym dorastali chłopcy. Książka naszpikowana jest odwołaniami do filmów i ówczesnej popkultury, a także filmografii porno (pyszne tytuły!). 

Mimo tak wielu zalet przez sporą część nie byłam przekonana do tej książki. Po części zapewne dlatego, że nie jestem fanką narracji z męskiej perspektywy. Z drugiej strony sporo tu przedmiotowości względem kobiet – co oczywiście ma uzasadnienie, ale czasem trudno się czyta. Dopiero kilka dni po zakończeniu tej powieści zaczęłam ją doceniać – szczególnie mnogość aspektów i dobre oddanie psychologii czy punktu widzenia dorastającego chłopca. 

Moja ocena: 4,5/6

Santiago Roncagliolo, Noc szpilek, tł. Tomasz Pindel, 448 str., ArtRage 2024.

czwartek, 28 marca 2024

"Krew o świecie" Claudia Salazar Jiménez

 


Powieść Claudii Salazar Jiménez to pełna emocji rzecz o partyzanckiej wojnie w Peru w czasach działań Świetlistego Szlaku. Autorka opisuje te tragiczne chwile z kobiecej perspektywy, kreując trzy bohaterki – członkinię partyzantki, która poświęciła zawód, męża i dziecko dla walki o lepszą przyszłość, rdzenną mieszkankę wysokogórskich terenów w Andach, która w wyniku działań straciła rodzinę oraz dziennikarkę, która podczas przeprowadzania wywiadów i robienia zdjęć na obszarach objętych działaniami wojennymi doświadcza podobnego losu jak ofiary wojny. 
Peruwianka operuje bardzo emocjonalnym językiem, zmieniając często styl i rejestr wypowiedzi, przeplatając fragmentaryczną narrację opisami przypominającymi strumień świadomości czy stawiając na powtarzalność całych pasaży. Tymi zabiegami niezwykle utrudnia lekturę, do tego stopnia, że do połowy nie bardzo się orientowałam, o co w niej w ogóle chodzi.

Doceniam bardzo fragmenty przypominające strumień świadomości, które są niezwykle mocne i pozostają w pamięci, podobnie jak powtarzające się opisy gwałtów, jednak nie jestem przekonana, czy wielokrotne przytaczanie tych samych słów jest konieczne. Okropności popełniane przez partyzantkę i żołnierzy są oczywiste od razu, tragedia kobiet podobnie – ciągłe i ciągłe powtarzanie tego motywu może mieć skutek odwrotny od zapewne zamierzonego, czyli powodować obojętność. 

W przypadku tej książki zabrakło mi jednak tła – czy to ze strony wydawcy w postaci przedmowy (posłowie jest krótkie i co nieco wyjaśnia) czy ze strony autorki. Nie wymagam tu rysu historycznego, ale przynajmniej uświadomienia czytelniczce, o jaki konflikt chodzi. Nawet zakładając uniwersalność tej książki, pewne umiejscowienie jej w kontekście peruwiańskim byłoby pomocne (tak wiem, są Andy i różnice klasowe, ale again trzeba ich szukać i być na nie wyczulonym). 

Ta książka jest raczej wylewem emocji, złości, rozpaczy, swoistym manifestem, a nie esejem/powieścią/reportażem/you name it. Odniosłam wrażenie, że autorka nie szuka dialogu z czytelniczką, pozostawiając ją z szeregiem domysłów, ale i wręcz celowo utrudniając odbiór tej książki. O ile rozumiem zabiegi stylistyczne, to niestety w przypadku tej pozycji mnie one nie kupiły.

Moja ocena: 3/6

Claudia Salazar Jiménez, Krew o świecie, tł. Tomasz Pindel, 100 str., ArtRage 2023.

wtorek, 23 listopada 2021

"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady

 


Już dość dawno temu poznawałam literaturę wszystkich krajów Ameryki Południowej, co nie oznacza oczywiście, że nadal nie sięgam chętnie po książki z tego kontynentu. Dziobak literatury jest pierwszą pozycją, na którą się zdecydowałam w ramach programu czytaj.pl. Reportaż zawsze jest dla mnie świetnym sposobem na poznawanie innych światów, spojrzeniem na wycinek życia innych ludzi w innym mikrokosmosie. Największą siłą tej książki nie są jednak same reportaże, dzięki którym czytelnik ma okazję na chwilę wskoczyć do Peru, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku czy Chile, ale wprowadzenie i komentarze Beaty Szady. Szady umiejscawia te teksty w kontekście kulturowym i społecznym. Dostajemy więc sporą dawkę wiedzy na temat południowoamerykańskiego reportażu w ogóle. Szady szkicuje okoliczności powstania, rozwój i charakterystykę, tłumacząc przy okazji tytułowe określenie tej formy literackiej. 

O ile sam wstęp stawia na informacje dość ogólne, to przed każdy reportażem redaktorka wprowadza czytelnika w konkretny temat, ale także nakreśla portret autora. Tak dogłębne umiejscowienie tekstów w wielu kontekstach pozwala czytelni(cz)kom szybciej i płynniej zagłębić się w tekst i naturalnie dużo lepiej go zrozumieć. 

Same reportaże są różne, poruszają tematy bardzo odmienne i odzwierciedlają styl poszczególnych autorów. Na pewno każdy czytelnik czy czytelniczka inaczej je odbierze i wyselekcjonuje te, które poruszyły go/ją najbardziej. Nie powiem, że teksty są nierówne, bo trudne je porównywać, a także oceniać zdolności literackie poszczególnych autorów. Tu zdecydują upodobania, zainteresowanie danym tematem czy krajem. Szady dobrała te teksty tak, by ukazać tematy poważne, ale i błahe, a nawet humorystyczne. Tym sposobem będzie tu lekki tekst o ostatnim Hitlerze Urugwaju, który przemyca mnóstwo wiedzy na temat socjologii tego kraju, a równocześnie jest pełną dowcipu ciekawostką. W podobnym tonie utrzymany jest reportaż o narodowym napoju Pery, czyli Inca Koli czy ten o mieście bliźniąt w Brazylii.

O wiele cięższy kaliber mają teksty o życiu w Caracas w 2018 roku - reportaż długi, poruszający i przerażająco smutny. Podobnie jest z tekstem o zamachu na minibus w Salwadorze, w którym spłonęło lub zostało poważnie rannych wielu pasażerów. 

Interesującą ciekawostką są reportaże o bibliotece Pinocheta czy o dentyście Garcii Marqueza. Pozornie błahe opowieści są przyczynkiem do ukazania szerszej perspektywy. Przykładem reportażu portretowego jest natomiast tekst o urugwajskiej poetce Idei Vilarino. 

Przekrojowość tej książki pozwala na pierwsze zanurzenie się w świecie południowoamerykańskiego reportażu, ale też daje ochotę na więcej. Mam nadzieję, że powstanie kolejny tom, koniecznie z wprowadzeniem i komentarzami Beaty Szady.

Moja ocena: 5/6

Beata Szady, Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie, tł. Dagmara Luboń, Tomasz Pindel, Radosław Powęska, Nina Pluta, Katarzyna Sosnowska, Jerzy Wołk-Łaniewski, Zuzanna Jaegermann, Beata Szady, Justyna Garyga, Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Marta Szafrańska-Brandt, 312 str., Dowody na Istnienie 2021.

piątek, 26 grudnia 2014

Beata Pawlikowska "Blondynka śpiewa w Ukajali"



Nie znałam dotąd Blondynki. Gdzieś mi się obiło o uszy, że jest, a książkę wymieniłam niegdyś na podaju całkiem przypadkiem. Skusiło mnie przede wszystkim Ukajali, a właściwie tytuł, bo wiele lat temu czytałam o rybach śpiewających w tej rzece. Pamiętam także o wyzwaniu południowoamerykańskim, które cieszy się zerową popularnością:(

Pawlikowska wybiera najgorszą z możliwych tras i przemieszcza się przez Andy w kierunku Ukajali, by potem dotrzeć tą rzeką do Amazonki. Nie wiedzieć czemu wybiera na swoją podróż porę deszczową, gdy ruch przez Andy niemal zamiera, a w trudną trasę wypuszczają się tylko pojedynczy szaleńcy. Niestety autorka nie wyjaśnia, co nią kierowało. 

Powieść Pawlikowskiej to nie porządne sprawozdanie z podróży, a raczej tylko zbiór impresji, opis najciekawszych wrażeń i przygód, okraszony wspomnieniami z innych wypraw oraz bardzo długimi wyciągami z pamiętników hiszpańskich pierwszych osadników. 

Największym i chyba jedynym wrażeniem, jakie pozostaje po lekturze, jest to, że Amazonia i Andy to jedno wielkie śmietnisko - wioski to brud, rzeka to ścieg, a ludzie nie znają najbardziej elementarnych zasad higieny. Autorka pisze też sporo o kulinariach ale kultury czy geografii Peru nie sposób poznać. 

Niezwykle denerwowała mnie maniera pisarska autorki - niby dowcipne rymowanki, zabawy językowe, które mnie wydały się być infantylne. Pomijając je, książkę czyta się wartko, kartki same się niemal przewracają ale do końca nie odkryłam celu napisania tej książki - ani to przewodnik, ani pełna relacja z podróży, ani reportaż. Takie niewiadomoco na wolny wieczór. Do tego takie, które nastraja niezbyt optymistycznie - bo wyżej wspomniany brud i smród, i wycinanie drzew, i zaśmiecanie Amazonii, i konkwistadorzy, zaginiony świat ówczesnych Indian...

Moja ocena: 3/6

Beata Pawlikoska, Blondynka śpiewa w Ukajali. Nowe przygody w Ameryce Południowej, 221 str., Wydawnictwo G + J 2005.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 27 czerwca 2014

"Zeszyty don Rigoberta" Mario Vargas Llosa



Niestety dopiero niedawno sięgnęłam po kontynuację świetnej Pochwały macochy. Niestety, bo pewna część faktów i wrażeń umknęła mi już z pamięci. Mimo to z przyjemnością przeczytałam tę pozycję i ponownie zachwyciłam się giętkością języka noblisty.

Lukrecja musiała opuścić dom męża i wraz z zaufaną służącą mieszka sama. Od pewnego czasu jednak regularnie odwiedza ją Alfonso, który czyni wszystko, by pogodzić ojca i macochę. Równocześnie Lukrecja zaczyna otrzymywać anonimowe listy, w których opisywane są seksualne fantazje, bazujące na konkretnych obrazach. Opisy te przypominają jej nocne przygody z mężem i rozpalają tęsknotę.

Diabolicznie niewinny Alfonso naciska na Lukrecję, by zaczęła odpisywać na anonimy, opowiada jej o samotności ojca i czyni wszystko, by macocha wróciła do domu. Równocześnie ponownie roztacza swój czar, wzbudzając namiętność w Lukrecji. Ich pozornie niewinne rozmowy kręcą się wokół twórczości Egona Schielego. Uczący się malarstwa Fonsito całkowicie zafascynowany jest tym malarzem - studiuje szczegółowo jego życie, interesuje się jego sztuką, podkreślając jej seksualny aspekt i w końcu co raz odnajduje kolejne podobieństwa do Austriaka.

Całkowicie skołowana Lukrecja rozpoczyna listowną grę z mężem, żałując swojego postępku i marząc o powrocie. Autor świetnie ukazuje toczącą się równolegle wewnętrzną walkę obu małżonków.

Zeszyty don Rigoberta wydają się być powieścią dojrzalszą niż Pochwała macochy, mnie jednak ta ostatnia bardziej przypadła do gustu. W tej książce zabrakło mi ostentacyjnego naturalizmu, który naturalnie nie każdemu musi się podobać. Zdecydowanie lepiej jest czytać obie książki w niewielkim odstępie czasu, by w pełni docenić ich wartość. Mnie bardzo przypadła do gustu ta strona pisarstwa noblisty.

Moja ocena: 5/6

Mario Vargas Llosa, Zeszyty don Rigoberta, tł. Filip Łobodziński, 304 str., Wydawnictwo Znak. 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:



sobota, 29 czerwca 2013

"Minigeschichten aus Lateinamerika"



Ostatnio przeczytane opowiadania południowoamerykańskie okazały się być całkiem dobrym sposobem na szybkie zapoznanie się z prozą wielu pisarzy. Po krótkich poszukiwaniach odkryłam podobny zbiór, którego tytuł obiecywał krótkie opowiadania pisarzy z Ameryki Łacińskiej. 

Zamieszczono tu utwory autorów z Meksyku, Gwatemali, Chile, Argentyny, Peru, Kolumbii, Urugwaju, Boliwii, Kuby, Wenezueli, Panamy, Hondurasu i El Salwadoru. 
Niestety teksty zamieszczone w tej książce są bardzo krótkie, czasem to tylko kilka zdań, wyjątków z innych utworów. Wiele z nich zaskoczyło mnie ciekawą pointą, interesującym spojrzeniem na problem, ciekawym językiem ale trudno mi wypowiedzieć się na temat prozy ujętych w książce autorów. 

Traktuję tę pozycję jako inspirację do dalszych poszukiwań, skrupulatnie wynotowałam nazwiska i tytuły interesujących mnie autorów i planuję dalej eksplorować literacki krajobraz Ameryki Południowej.

Bez oceny.

Erica Engeler, Minificciones, Minigeschichten aus Lateinamerika, 135 str., dtV 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

środa, 29 maja 2013

"Explicaciones a un cabo der servicio" Opowiadania z Ameryki Południowej



Nie myślcie, że poszłam na łatwiznę czytając zbiór opowiadań i odhaczając za jednym razem kilka krajów południowoamerykańskich. Szukając tytułów do wyzwania, trafiłam w bibliotece na ten, dwujęzyczny zresztą, zbiór i od razu go wypożyczyłam.

Bardzo się cieszę z mojego odkrycia, bo lektura opowiadań była bardzo zadowalająca, a przede wszystkim stanowi dobrą bazę do dalszych poszukiwań literackich na tym kontynencie.

Najpierw przeniosłam się więc do Ekwadoru, a ten kraj przybliżyli mi Adalberto Ortiz, Carlos Béjar Portilla oraz Jorge Velasco Mackenzie. Już pierwsze opowiadanie Ortiza bardzo mnie poruszyło. Młody żołnierz, który bierze udział w walkach granicznych z Peru w 1941 roku, otrzymuje polecenie odprowadzenia dwóch więźniów do miasta Loja. Wiąże się to z samotną i uciążliwą wyprawą przez wysokie góry. Zarówno więźniowie jak i ich strażnik nękani są przez głód oraz strach. Żołnierz ma trudności w utrzymaniu autorytetu wobec Peruwiańczyków, stopniowo poddaje się lękowi, który wręcz paraliżuje każdy jego ruch i nie pozwala podejmować racjonalnych decyzji. Naprawdę świetny szkic psychologiczny! Również zachwyciło mnie opowiadanie Carlosa Béjara Portilli "Żółta taksówka" o biednym taksówkarzu, w którego samochodzie pewnego dnia goście zapominają walizki. Niechciany przedmiot przysparza tylko kłopotu, zwłaszcza, że nawet nie chcą go przyjąć na posterunku policji. Pewnego dnia kierowca otwiera bagaż.....
Wzruszający jest tekst Velasco Mackenzie'ego o starej wdowie, która w odwiedzającym ją komorniku widzi dziennikarza zainteresowanego życiem jej zmarłego męża-artysty.

Kolejne teksty przeniosły mnie do Kolumbii - oprócz znanego mi już Márqueza, miałam okazję przeczytać utowry innych pisarzy z tego kraju. Bardzo ciekawe opowiadanie napisał Pedro Gómez Valderrama o słynnej włoskiej primadonnie, która w czasie swojego światowego tournée umiera w Kolumbii. Zaskakująco magiczne i tajemnicze opowiadanie Germána Espinozy, w którym jednym z bohaterów jest słynny malarz Augusto Rivera, trafiło prosto w moje serce. Na pewno zapamiętam nazwisko tego autora!

Julio Ramón Ribeyro i Mariella Sala pokazali mi Peru. Tytułowe opowiadanie - to opowieść strażnika, który szuka pracy, lecz każda nie jest zbyt dobra dla niego. Chętnie zatapia się w snucie planów biznesowych z przypadkowo spotkanym dawnym kolegą ze szkoły, co zdecydowanie nie wyjdzie mu na dobre. Tekst Marielli Sali natomiast jest bardzo sugestywną opowieścią podróży zapchanym autobusem do pracy.

Argentyna to Julio Cortázar i Daniel Moyano. Trudno w to uwierzyć ale nie przypominam sobie czy czytałam już Cortázara - mam wrażenie, że w liceum sięgnęłam po jego opowiadania ale niestety nic nie pamiętam. Zamieszone w tym tomie opowiadanie "Drugi raz" bardzo przypadło mi do gustu. Tajemnicza instytucja wysyła wezwania. Zdenerwowani petenci czekają w korytarzu na zaproszenie urzędnika, rozmawiając o czasie oczekiwania oraz o możliwości/groźbie otrzymania kolejnego wezwania. Autor świetnie oddaje sytuację niepewności, opresji oraz poszukiwania ukojenia wśród towarzyszy niedoli
Moyano bierze na warsztat zupełnie inną tematykę - odziera dzieciństwo z niewinności. Zwiewna, elegancka i łagodna ciocia Lila kontrastuje z bandą dzieci, która gra w piłkę nożną ropuchami i maltretuje ptaki.

Urugwaj zwiedziłam z Francisco Espínolą oraz Cristiną Peri Rossi. I o ile opowiadanie tego pierwszego jako jedyne w całym zbiorze mi się nie podobało, to tekst Peri Rossi szczególnie trafił w mój gust. Narrator skarży się na owce, które nie chcę przeskoczyć przez ogrodzenie pastwiska, szczególnie złości go pierwsza owieczka, której odwaga pociągnęłaby za sobą całe stado. Okazuje się, że nie chodzi tu o prawdziwe owce lecz o sposób na zaśnięcie, a narrator dzieli się swoim problemem z kolegą z pracy.

Gwatemalę reprezentuje Rodrigo Rey Rosa, opowiadając historię chłopca, który testując istnienie Boga dusi swojego kanarka. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy nieobecność kanarka odkrywa pomoc domowa, a ojciec chłopca równocześnie znajduje ciało ptaka w domowej piwnicy. Rey Rosa tematyzuje kwestię istnienia Boga oraz diabła - na ten ostatni trop naprowadza wystraszonego chłopca niania.

I wreszcie Chile z Francisco Coloane i Isabel Allende. Coloane opisuje historię przyjaźni dwóch rybaków - Chilijczyka i Jugosłowianina. Wspólna praca, wspólny pomysł na bardziej korzystny połów ryb pozwala im na spokojne życie. Dzielą ich dopiero różnice kulturowe, każdy z nich ma inny pomysł na rozwiązanie problemu lwa morskiego, który podkrada im ryby z zarzuconych sieci.
Allende natomiast opowiada historię Tomása Vargasa - wioskowego lenia i pyszałka, który bez pardonu wykorzystuje innych i zaniedbuje rodzinę. Podczas gdy spędza on czas na grze w domino i przegrywa swój mityczny skarb, jego żona nawiązuje przyjaźń z dziewczyną, która najwyraźniej była jego przygodą na jedną noc i przybyła do wioski w zaawansowanej ciąży. Świetne opowiadanie o sile kobiet.

Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten zbiór, który dał mi świetny, przekrojowy obraz literatury południowoamerykańskiej.

Moja ocena: 5,5/6

Explicaciones a un cabo de servicio. Erklärungen an einen Wachtmeister. Erzählungen aus Südamerika, wybór Erica Engeler, 95 str., dtv 2006.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

poniedziałek, 6 maja 2013

"Pochwała macochy" Mario Vargas Llosa



Pochwała macochy jest tak odmienna od przeczytanej przeze mnie uprzednio Litumy w Andach, że aż trudno uwierzyć, że wyszła spod pióra tego samego pisarza. 
Vargas Llosa stworzył niewielką opowieść o pożyciu małżeńskim don Rigoberta i jego drugiej żony Lukrecji. Para ta rozkoszuje się swoją seksualnością i czerpie z niej pełnymi garściami. Jedną z ulubionych zabaw jest porównywanie siebie do postaci ze słynnych obrazów - umieszczenie reprodukcji w książce oraz następujące po nich rozdziały wzbogaciły lekturę, nadały bardzo dosłownym opisom scen nocnych inny wymiar. 

Autor ociera się w Pochwale macochy o wyuzdanie, balansuje na granicy obsceniczności - ale nie przekracza tej granicy. Ta językowa gra jest zachwycająca. Nawet dokładne opisy niezwykle długich ablucji don Rigoberta są świetne. Mnie nic nie brzydziło, ani odrzucało, co więcej podziwiam warsztat pisarski i geniusz językowy noblisty i jego tłumacza. 

W zupełnie nowy kontekst wprowadza książkę postać syna don Rigoberta. Z opowiastki erotycznej zamienia się ona w powieść niepokojącą, drażniącą czytelnika i pozostawiającą go z poczuciem bycia wystrychniętym na dudka. Alfonso, zwany Fonsikiem, to niewinny, błękitnooki, przykładny chłopiec, który próbuje zdobyć względy macochy. Także Lukrecja zabiega o dobre stosunki z pasierbem, lęka się, iż pasierb mógłby zniszczyć jej idealny związek z Rigobertem. Nawet nie spodziewa się, jak rozwinie się jej związek z Fonsikiem. Chłopak zakochuje się i uwodzi macochę, która mimo obiekcji w końcu mu ulega. Początkowo sądziłam, że to zaledwie dziesięcioletni chłopak ale nie jestem pewna, czy autor nie chciał w tym momencie dać czytelnikowi prztyczka w nos. Erotycznie rozbudzone dziecko, odgrywając rolę niewiniątka, doprowadza do tego, czego, związując się z Rigobertem, obawiała się Lukrecja. 

Powieść Vargasa Llosy bardzo mi się podobała! Największy zachwyt wzbudził we mnie, jak pisałam wyżej, warsztat językowy autora. Przpadła mi do gustu konstrukcja powieści i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, iż świetnie nadawałaby się na sztukę teatralną. 

Przeczytałam już kilka powieści noblisty i nie sądziłam, że zaskoczy mnie aż tak bardzo - chapeau bas za różnorodność!

Wykorzystałam okładkę wydawnictwa Znak, ja czytałam inne wydanie z koszmarną okładką:(

Moja ocena: 6/6

Mario Vargas Llosa, Pochwała macochy, tł. Carlos Marrodán Casas, 157 str., Muza 2001.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

wtorek, 19 marca 2013

"Lituma w Andach" Mario Vargas Llosa



Tytuł powieści Peruwiańczyka wydawał mi się być bardzo enigmatyczny. Lituma? Hmm... To nazwisko policjanta, który zostaje przeniesiony z Piury do małej osady w Andach. Naccos leży niemal na końcu świata, dopiero powstaje tu droga, a wszyscy mieszkańcy to robotnicy zatrudnieni przy jej budowie. Lituma i jego współpracownik Tomás mają jednak sporo pracy. Naccos mieści się w centrum działania terrucos. To lewacka partyzantka, której członkowie, w imię swoich przekonań, napadają na miejscową ludność, a ze szczególnym upodobaniem na cudzoziemców, niszczą i sieją postrach. 
W ostatnich miesiącach w Naccos zginęły trzy osoby - Litumie nie daje to spokoju i próbuje za wszelką cenę odkryć przyczynę zagadkowych zniknięć. Robotnicy jednak milczą, nie ufają policjantom oraz wydają się stać pod wpływem wioskowego karczmarza Dionisio i jego żony Adriany, która opętuje ich swoimi szamańskimi zdolnościami.

Długie samotne noce w Naccos to okazja do rozmów - Tomasito opowiada o swojej miłości do Mercedes, krajanki Litumy. Ta niezwykła historia bezinteresownej miłości przeplata się z wydarzeniami w Andach. Powieść Llosy łączy wiele wątków - to nie tylko historia Tomasa i aktualne wydarzenia w Andach, to także poboczne nitki, które ukazują działania terrucos, a przede wszystkim opis gór i ich mieszkańców. Lituma w Andach wydaje się być hommage na cześć Indian, gór, kultury Peru. Dumni Indianie, nieprzystępni, skryci, surowe góry, niezrozumiałe wierzenia napawają Litumę trwogą.

Bardzo podobała mi się konstrukcja powieści - płynne mieszanie wątków, z pozoru komplikujące odbiór powieści, wcale nie utrudniało lektury, raczej ją wzbogacało. 

Niewiele moich spostrzeżeń, o tej powieści można pisać dużo więcej - wol ę napisać tak niewiele niż nic. Od kilku dni nie mogę znaleźć nawet chwili na bloga więc wybaczcie jeśli przyszłe notki będą krótkie:(

Czytałam wydanie Rebisu z 2000 roku, okładka jest z aktualnego wydania Znaku - moim zdaniem dużo ładniejsza:)

Moja ocena: 5/6

Mario Vargas Llosa, Lituma w Andach, tł. Wojciech Charchalis, 244 str., Rebis 2000.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:


sobota, 9 sierpnia 2008

"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargas Llosa


To historia wielkiej miłości, miłości grzecznego chłopca do niegrzecznej dziewczynki. Fabuła podzielona jest na siedem części, z których każda opisuje inny etap życia i miłości do niegrzecznej dziewczynki. A owa niegrzeczna dziewcyznka to skandalistka, perfidna osoba, żądna bogactwa i luksusu, gotowa dopuścić się każdego szelmostwa, by osiągnąć swój cel. Nigdy nie zdradza swego pochodzenia, szczegółów ze swojej przeszłości, nigdy nie można być pewnym czy nie wymyśla kolejnej historii. Zarazem jest niesamowicie piękna i świadoma swej urody. Grzceny chłopiec - Ricardo - to skromny chłopak z jednej dzielnic Limy. Poznajemy go jako ucznia, króty pewnego lata poznaje Chilijeczkę - piękną, śmiałą i pewną siebie dziewczynę, która rzekomo przybyła z Chile. Tak nagle jak przybyła, znika, po wykryciu jej oszustwa. Marzeniem Ricarda jest wyjazd do Paryża. I następnym razem spotykamy go właśnie w tym mieście, gdzie po wielu latach biedowania zostaje tłumaczem przy UNESCO. Gdy przypadkiem spotyka Chilijeczkę w innym wcieleniu, jego miłość wraca z całą siłą, romantyzmem i tkliwo ścią, by nie opuścić go już nigdy. W kolejnych etapach autor opisuje wybryki niegrzecznej dziewczynki, skromne życie Ricarda oraz przede wszystkim jego przemyślenia na temat własnych uczuć. Jednak Llosa nie ogranicza się tylko studium psychologicznego historii niezwykłej miłości, a także opisuje sytuację polityczną w Peru, na Kubie a także w Europie. Wiele miejsca poświęca także na opis Paryża - ukochanego miasta Ricarda.
Llosa prowadzi swoją narrację z wielką starannościa, wręcz leniwie, budując długie i niezwykle rozbudowane zdania - zwłascza na początku powieści. Dlatego też czytając pierwszych kilkanaście stron nie byłam przekonana do tej powieści. Jednak mimo tak niespiesznego sposobu przedstawiania wydarzeń, powieść wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam jej odłożyć. To znów książka z kategorii tych, o których trzeba myśleć, gdy się jej akurat nie czyta.
Z wielką uwagą i pieczołowitością autor opisuje sceny erotyczne, wyznania miłosne, "banały" Ricarda, jak je nazywa niegrzeczna dziewczynka - łatwo w takich momentach o otarcie się o kicz, na co akurat bardzo jestem wyczulona. Muszę jednak przyznać, że Llosie udało się to znakomicie.
Przeczytałam już kilka książek Llosy, ale dotąd nie miałam konkretnego zdania na temat jego pisarstwa. Każda z jego powieści wydawała mi się zupełnie inna. Tą niniejszym oceniam jako najlepszą z dotąd przeze mnie przeczytanych.

niedziela, 10 czerwca 2007

"Raj tuż za rogiem" Mario Vargas Llosa



Książka ciekawa, ale też niełatwa w czytaniu. Trzeba się rozsmakować w języku Llosy i wciągnąć w kosntrukcję powieści, żeby czytać z podziwem i rozkoszą. Autor opisuje naprzemiennie życie Flory Tristán oraz Paula Gauguina. Flora jest babką malarza, kobietą, która poświęciła życie walce o prawa kobiet i robotników. Llosa opisując ostatnie lata życia postaci wplata ich wspomnienia - ten ciekawy sposób narracji czyni akcję wartką. Treść książki jest ciekawa nie tylko dla wielbicieli malarstwa Gauguina - Llosa opisuje koleje życia człowieka szukającego, odkrywającego swoje prawdziwe ja. Podobnie w przypadku Flory, autor ukazuje ewolucję jej charakteru i osobowości. Zakończenie nie może zaskakiwać, bo to swojego rodzaju biografie, jednak ciekawość nie opuszcza czytelnika do ostatnich stron.