Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liban. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liban. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 marca 2010

"Hakawati" Rabinah Alameddine


Zastanawiacie się czasem jak wyglądały wieczory sto, czy dwieście lat temu? Mnie przed oczami staje izba, ogrzewana ogniem z pieca kaflowego. Widzę babcię, a wkoło niej grupę dzieci. Babcia opowiada baśnie i przypowieści, snuje wspomnienia z własnych dziecięcych lat. Dzieci to uwielbiają. Pamiętam jeszcze jak sama męczyłam babcię o tylko jeszcze jedno opowiadanie. Nie chcę ocierać się o banał więc nie będę pisać, jak takie wieczory wyglądają teraz. Ale ludzie się nie zmienili - nadal chętnie słuchają. Tylko hakawatich chyba mniej.

Hakawati to człowiek, który zawodowo opowiada. Gawędziarz jednym słowem. Mam wrażenie, że na Bliskim Wschodzie kultura opowiadania jest o wiele większa i przetrwała erę telewizji i komputerów. A może się mylę i piszę to pod wpływem powieści Rabiha Alameddine.
Posłuchajcie, opowiem wam, o czym jest ta książka:)

Osama al-Charrat wraca po latach spędzonych na emigracji do Libanu, by towarzyszyć ojcu w ostatnich dniach życia. Przy łóżku ojca spotyka całą rodzinę - ciotki, wujków, siostrę, kuzynów i kuzynki. Każda z postaci jest barwna, na swój sposób ciekawa. Osama wydaje się być najbardziej spokojny, stoi nieco w cieniu. Jest bowiem hakawatim, snuje opowieść o swojej rodzinie. Wszak nie on jest najważniejszy lecz historia, którą opowiada. Czytelnik poznaje więc lata dziecięce Osamy, losy członków jego rodziny oraz pochodzenie jego przodków, a zwłaszcza dziadka, który był hakawatim. Rodzinne dzieje przeplatają się z orientalnymi legendami: o Fatimie, która została kochanką dżina, o średniowiecznym bohaterze Bajbarsie, który został sułtanem świata arabskiego. Nie brak tu wielu krótkich przypowiastek i anegdot.

Mimo tak wielkiego nagromadzenia wątków, nie miałam problemu w podążaniu za każdą z historii. Alameddine, jak prawdziwy hakawati, potrafi opowiadać zajmująco. Zdaję sobie sprawę, że wszystkie historie w jakiś sposób się wiążą i uzupełniają. Odszukiwanie ich związków będzie jednak możliwe dopiero podczas ponownej lektury. Czytając pierwszy raz, trudno doszukiwać się aluzji, zbyt bardzo wciąga akcja, zbyt bardzo chce si ę poznać dalszy bieg wydarzeń. Alameddine naszpikował swoją powieść setkami odwołań, postaci historyczne przeplatają się z demonami i postaciami biblijnymi. To ogromne pole do poszukiwań i rozważań.

Alameddine stał się więc hakawatim - nie znam jednak jego głosu, nie przycupnęłam na krzesełku w starej herbaciarni, by wysłuchać jego gawęd. Sięgnęłam po opasłą ksią żkę, niezbyt wygodną w czytaniu, z czego się wprawdzie cieszę. Wolałabym jednak słuchać. Ba, kto by nie wolał???

Moja ocena: 5/6

Rabih Alameddine, Hakawati, tł. Anna Gralak, Maria Makuch, Mateusz Borowski, 662 str., Znak.