Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolumbia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolumbia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2026

"Rana pełna ryb" Lorena Salazar Masso


Bezimienna narratorka wybiera się w podróż łódką w dół rzeki Atrato w zachodniej Kolumbii. To prowincja porośnięta selwą, dzika, zamieszkała przez rdzenną ludność lub osoby o czarnej skórze. Jedyną możliwością transportu jest rzeka – łódź to miejsce wielodniowej podróży, rozmów, spotkań, noclegów w odległych wioskach, którymi owa wyprawa jest przerywana. Kobieta podróżuje z przybranym synem, który ma inny kolor skóry niż ona. Ta podróż jest dla niej kluczowa – jedzie na spotkanie z biologiczną matką, która zapewne będzie chciała odzyskać dziecko. Narratorka stara się być jak najlepszą matką dla chłopczyka, jest cierpliwa, uważna, troskliwa. W retrospekcjach opisuje swoje dzieciństwo, które zdecydowanie nie było tak szczęśliwe. Autorka bardzo plastycznie opisuje otoczenie, przyrodę, spotykane osoby, jedzenie, rytuały, ale też niepostrzeżenie wprowadza atmosferę grozy, zagrożenia. Jesteśmy wszak w 2002 roku w Kolumbii.

W swojej debiutanckiej powieści Salazar Masso poruszyła sporo tematów i zrobiła to w bardzo inteligentny sposób. Jej opis macierzyństwa jest nietuzinkowy, skupiony na relacji z adoptowanym dzieckiem, bardzo trafny w ukazaniu zachowań chłopca i obaw matki. Zarazem dzięki różnicy w kolorze skóry między tymi dwoma postaciami autorka porusza temat rasizmu, ale widzimy tu osobę białą jako tę w mniejszości i tę która uważa się za nieprzystającą do reszty, a wręcz brzydszą. Kolumbijce udało się ukazać ten temat w bardzo subtelny sposób, bez wskazywania winnych, przede wszystkim dlatego, że ucieka się do perspektywy dziecka. I wreszcie temat najtrudniejszy – działań bojówek, które nie oszczędzają nikogo, ale najbardziej dotykają kobiety i dzieci. 

Bardzo podobała mi się powieść Kolumbijki – ten plastyczny język przeniósł mnie na rzekę i przywołał wspomnienia z mojej podróży po Amazonce, a zakończenie bardzo poruszyło. Polecam.

Moja ocena: 5/6

Lorena Salazar Masso, Rana pełna ryb, tł. Katarzyna Sosnowska, 192 str., Wydawnictwo MOVA 2022.

sobota, 9 sierpnia 2025

"Plaga" Juliana Javierre


Sopinga to niewielkie kolumbijskie miasteczko, w którym żyje się z uprawy trzciny cukrowej. No chyba, że nadejdzie plaga. Pierwszą plagą są muchy, które są wszędzie, bzyczą nieustannie, wpadają do jedzenia, do oka, wszędzie łażą, wszędzie leżą musze truchła. No to zwalczymy je ropuchami – one tak świetnie jedzą muchy. I rozmnażają się jak szalone. Już nie wiadomo, co gorsze: bzyk much czy odgłos rozdeptanej przypadkiem ropuchy? Władza średnio sobie radzi z tą sytuacją, a radiowy głos świetnie podsumowuje aktualny stan rzeczy. 

Trzynastoletnia Emilia żyje w biedzie z matką i babcią. Żyją razem, ale jednak osobno. Każda z kobiet zmaga się ze swoimi demonami, a Emilia wydaje się tkwić między nimi. Pewnego dnia jedna z natarczywych much wlatuje do ust Emilii, a dziewczyna połyka owada. Od tego momentu czuje, że mucha składa w niej jajka i w jej brzuchu rosną nowe muchy. Dziewczyna jest zupełnie sama ze swoim lękiem i obawami. 

Javierre szkicuje atmosferę grozy, niepewności, osaczenia, lęku. Muchy i ropuchy są namacalne, obrzydliwe i natrętne. Powieść Kolumbijki jest zdecydowanie metaforą, którą zapewne można odczytywać na wiele sposobów. Ja tu widzę symboliczne przedstawienie osób rządzących życiem miejscowych – to mogą być biali, kolejne partyzantki, żołnierze... Mężczyźni, którzy przyznają sobie prawo do decydowania o być lub nie być innych, którzy szczodrze korzystają z kobiecych wdzięków. 

"Plaga" to niezwykle krótka powieść, która jednak niesie w sobie wiele sugestywnej treści. Emocjonalnie nie do końca ze mną zagrała, ale autorce nie mogę odmówić kunsztu pisarskiego, a tłumaczce świetnej roboty.

Moja ocena: 4/6

Juliana Javierre, Plaga, tł. Agata Ostrowska, 104 str., ArtRage 2025.

wtorek, 1 października 2024

"Wybrani" Patricia Nieto


 

Kolumbijska pisarka Patricia Nieto w swoim reportażu nie ucieka od tematów powszechnie kojarzących się z Kolumbią, interpretuje je jednak w sposób niespotykany, nowatorski, zaskakujący. Punktem wyjścia jest potężna rzeka Magdalena, która wija się wartkim nurtem w środkowej Kolumbii, zapewniając ludziom mieszkającym u jej brzegów byt – jej wody kryją w sobie wiele gatunków ryb, dają możliwość szybkiego transportu, zapewniają wodę. Tak jest i w Puerto Berrio. Rybacy nie wyławiają jednak tylko pokaźnych okazów ryb, a również ciała. Nie raz kilka dziennie. W wyniku konfliktów między przeróżnymi bojówkami giną masowo ludzie, a ciał trzeba się pozbyć. Rzeka jest najlepszym miejscem, by ciało zniknęło i w najlepszym wypadku nigdy nie wypłynęło lub pojawiło się zniekształcone. W Puerto Berrio grzebie się wiem masowo N.N. – na cmentarzu pojawiają się nowe i nowe groby, a mieszkańcy zaczynają adoptować dusze. To transakcja wiązana, osoba żyjąca opiekuje się grobem, przyozdabia go, nadaje zmarłemu imię, wznosi codziennie modły, a dusza za to otacza opieką, przynosi szczęście, pomaga w znalezieniu pracy, ratuje od śmierci. Ale biada, jeśli żyjący o duszy zapomni, wtedy może się srogo zemścić.

Nieto opowiada wiele historii powiązanych z tym procederem – opisuje duszarzy, ale i matki szukające zmarłych, lekarki składające kości, rybaków i życie w rzece. To mikrokosmos życia w Puerto, życia przy rzece i z rzeką. To sposób na racjonalizowanie brutalnej rzeczywistości, szukanie pociechy i ratunku, gdzie często go nie ma. Ta forma religijności może się wydać bardzo egzotyczna, ale ja tu widzę wiele paraleli do polskiego katolicyzmu, w którym zmarła babcia pomaga zdać trudny egzamin. I choć sama w to nie wierzę, wraz z Patricią Nieto mam wiele zrozumienia dla tych ludzi. To właśnie zasługa autorki, która nie szuka sensacji, nie stawia na egzotykę i ocenę postępowania, która stara się przedstawić rzeczywistość tych ludzi ze zrozumieniem, akceptacją i uczuciem. Widać to choćby w pięknym, plastycznym języku, który dostrzega najmniejsze żyjątko, pozwala sobie na metaforę, opisując rzeczy najstraszniejsze, ale i nie stroni od humoru. 

Bardzo doceniam możliwość, że mogę przeczytać po polsku reportaż z kraju dla nas dość egzotycznego, spojrzeć na Kolumbię z perspektywy Kolumbijki. Zobaczyć, jak się pisze reportaże w tym kraju, zadziwić odwołaniami do dzieł literackich, odkryć uniwersalność ludzkich przeżyć. Zachęcam was do tego samego!

Moja ocena: 5/6

Patricia Nieto, Wybrani, tł. Aleksandra Wiktorowska, 110 str., ArtRage 2024.

piątek, 13 września 2024

"Tańczymy już tylko w Zaduszki" Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Hawranek i Opryszek przekonali mnie lata temu swoją książką o Urugwaju. Satysfakcja z tej lektury skłoniła mnie do sięgnięcia po ich zbiór reportaży z Ameryki Łacińskiej. Autorzy zabierają czytelniczkę do Kolumbii (cztery razy), Peru (również cztery razy), Meksyku, Ekwadoru (dwa razy), Boliwii, Wenezueli, Brazylii i Paragwaju, wybierając tematy chwytliwe, kontrowersyjne, dla osoby nie znające tego regionu być może zaskakujące lub nieznane. 

Piszą więc o peruwiańskich nielegalnych kopalniach, młodocianych prostytutkach, o przesądach i wróżbach, o protestach na wenezuelskich ulicach, o mieście Gabriela Garcii Marqueza, o regionie dotkniętym demencją, o sekcie, która stawia na ayahuaskę, o odległych wioskach w górach, o zbieraczach lodu w Andach, o niemieckiej kolonii w Paragwaju itd., itp. Wiele tu ciekawostek i zaskakujących faktów – mimo że interesuję się tym regionem, nie o wszystkim wiedziałam. Autorzy potrafią pisać, ich reportaże są potoczyste, czyta się je błyskawicznie. Dbają o detale, wplatają mimochodem opisy ludzi czy otoczenia, żonglują między własnymi spostrzeżeniami, a wypowiedziami mieszkańców danego regionu czy miasta. W moim odczuciu ta książka spełniła swój cel, pokazała mi światy, których nie znam. Mam jednak pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim językowe – nie podoba mi się częste używanie określeń Indianin i Indianka i to w kontekście, gdy nie są potrzebne, a wręcz oceniające. Wyłapałam też kilka błędów językowych. 

Można temu zbiorowi zarzucić niewielki kontekst, zawężone spojrzenie, tendencyjny wybór tematów, ja jednak nie do końca się z tym zgadzam. Koncepcja tej książki – wybór z wielu krajów –nie pozwala na pogłębienie tematów i naświetlenie wszystkich perspektyw. Ja ją widzę jako opis jednostkowego doświadczenia Marii Hawranek i Szymona Opryszka, którzy dane miejsce odwiedzili, porozmawiali z ludźmi, sami spróbowali swoich sił przy pracy czy innym eksperymencie. To perspektywa polska i subiektywna, która zapewne z założenia wyklucza pogłębione badania całkowitej sytuacji politycznej i społecznej danego kraju. Widzę tę książkę jako przyczynek do dalszych, własnych poszukiwań i badań, jako ciekawą lekturę, która może być wstępem do pasji, podróży, choćby książkowej.

Moja ocena: 5/6

Maria Hawranek, Szymon Opryszek, Tańczymy już tylko w Zaduszki, 287 str., Wydawnictwo Znak 2016.

sobota, 2 marca 2024

"Otchłanie" Pilar Quintana

 


W kolumbijskim Cali mieszka ośmioletnia Claudia, która dorasta jako jedyne dziecko dość dysfunkcyjnej rodziny. W narracji z perspektywy dziecka poznajemy niezbyt szczęśliwą przeszłość rodziców Claudii. Dużo starszy ojciec zakochał się w matce dziewczynki noszącej także imię Claudia, ona zaś wcale nie była przekonana do małżeństwa, ale zgodziła się na nie po namowie nieinteresującej się nią matki. 

Małżeństwo nie jest szczęśliwe, dziewczynka jest zaniedbywana przez oboje rodziców – ojciec pracuje, prowadząc rodzinny sklep, a matka popada w depresję. Otchłanie to bardzo sensualna opowieść o tym, jak depresja wpływa na całą rodzinę. Dziewczynka na swój sposób rozumie zachowanie matki i próbuje je kanalizować w zabawach z lalką. Dziecko pojmuje więcej z domowej sytuacji niż wydaje się rodzicom, co także jest ignorowane. Równocześnie matka zafascynowana jest śmiercią – czyta namiętnie magazyny plotkarskie i śledzi doniesienia o samobójstwach szczęśliwych i bogatych. Gdy samobójstwo popełnia jej przyjaciółka, z którą konkurowała w hodowli roślin doniczkowych, jej samopoczucie jeszcze się pogarsza. Wyjazd do górskiej rezydencji zaprzyjaźnionej rodziny ma jej pomóc, ale to dom, nad którym także wisi piętno tragicznej śmierci. Jego właścicielka zaginęła na krętej górskiej drodze nocą, gdy nagle opuściła przyjęcie. Ta fascynacja przenosi się także na małą Claudię, która poszukuje śladów zaginionej Rebeki. 

Ta niewielka objętościowo powieść niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny – to wielka samotność dziecka, nieszczęście matki, osaczenie przez uwarunkowania rodzinne i społeczne. Quintana świetnie oddaje psychikę dziecka, równocześnie budując atmosferę niepokoju i zagrożnia.

Polecam!

Moja ocena: 5/6

Pilar Quintana, Otchłanie, tł. Iwona Michałowska-Gabrych, 232 str., Wydawnictwo MOVA 2023. 

wtorek, 23 listopada 2021

"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady

 


Już dość dawno temu poznawałam literaturę wszystkich krajów Ameryki Południowej, co nie oznacza oczywiście, że nadal nie sięgam chętnie po książki z tego kontynentu. Dziobak literatury jest pierwszą pozycją, na którą się zdecydowałam w ramach programu czytaj.pl. Reportaż zawsze jest dla mnie świetnym sposobem na poznawanie innych światów, spojrzeniem na wycinek życia innych ludzi w innym mikrokosmosie. Największą siłą tej książki nie są jednak same reportaże, dzięki którym czytelnik ma okazję na chwilę wskoczyć do Peru, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku czy Chile, ale wprowadzenie i komentarze Beaty Szady. Szady umiejscawia te teksty w kontekście kulturowym i społecznym. Dostajemy więc sporą dawkę wiedzy na temat południowoamerykańskiego reportażu w ogóle. Szady szkicuje okoliczności powstania, rozwój i charakterystykę, tłumacząc przy okazji tytułowe określenie tej formy literackiej. 

O ile sam wstęp stawia na informacje dość ogólne, to przed każdy reportażem redaktorka wprowadza czytelnika w konkretny temat, ale także nakreśla portret autora. Tak dogłębne umiejscowienie tekstów w wielu kontekstach pozwala czytelni(cz)kom szybciej i płynniej zagłębić się w tekst i naturalnie dużo lepiej go zrozumieć. 

Same reportaże są różne, poruszają tematy bardzo odmienne i odzwierciedlają styl poszczególnych autorów. Na pewno każdy czytelnik czy czytelniczka inaczej je odbierze i wyselekcjonuje te, które poruszyły go/ją najbardziej. Nie powiem, że teksty są nierówne, bo trudne je porównywać, a także oceniać zdolności literackie poszczególnych autorów. Tu zdecydują upodobania, zainteresowanie danym tematem czy krajem. Szady dobrała te teksty tak, by ukazać tematy poważne, ale i błahe, a nawet humorystyczne. Tym sposobem będzie tu lekki tekst o ostatnim Hitlerze Urugwaju, który przemyca mnóstwo wiedzy na temat socjologii tego kraju, a równocześnie jest pełną dowcipu ciekawostką. W podobnym tonie utrzymany jest reportaż o narodowym napoju Pery, czyli Inca Koli czy ten o mieście bliźniąt w Brazylii.

O wiele cięższy kaliber mają teksty o życiu w Caracas w 2018 roku - reportaż długi, poruszający i przerażająco smutny. Podobnie jest z tekstem o zamachu na minibus w Salwadorze, w którym spłonęło lub zostało poważnie rannych wielu pasażerów. 

Interesującą ciekawostką są reportaże o bibliotece Pinocheta czy o dentyście Garcii Marqueza. Pozornie błahe opowieści są przyczynkiem do ukazania szerszej perspektywy. Przykładem reportażu portretowego jest natomiast tekst o urugwajskiej poetce Idei Vilarino. 

Przekrojowość tej książki pozwala na pierwsze zanurzenie się w świecie południowoamerykańskiego reportażu, ale też daje ochotę na więcej. Mam nadzieję, że powstanie kolejny tom, koniecznie z wprowadzeniem i komentarzami Beaty Szady.

Moja ocena: 5/6

Beata Szady, Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie, tł. Dagmara Luboń, Tomasz Pindel, Radosław Powęska, Nina Pluta, Katarzyna Sosnowska, Jerzy Wołk-Łaniewski, Zuzanna Jaegermann, Beata Szady, Justyna Garyga, Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Marta Szafrańska-Brandt, 312 str., Dowody na Istnienie 2021.

wtorek, 14 lutego 2017

"Rzecz o mych smutnych dziwkach" Gabriel García Márquez


Tę niewielką objętościowo powieść przeczytałam w kilka godzin - na urlopie miałam czas na nieprzerwaną lekturę. Wspaniale było wrócić do prozy Márqueza! Niesamowite jak wiele treści potrafił zawrzeć na tak niewielu stronach.

Dziewięćdziesięcioletni samotny dziennikarz stoi na końcu swojego życia. Jego ostatnim marzeniem jest spotkanie z dziewicą, w którym pomaga mu zaprzyjaźniona właścicielka domu publicznego. Starzec zastaje piękną dziewczynę, która, prawdopodobnie odurzona, śpi. To jednak wystarczy dziennikarzowi, który zakochuje się w niej, a kolejne spotkania są przyczynkiem do wspomnień. Podczas gdy zmęczona pracą w szwalni dziewczyna śpi, on przypomina sobie kobiety swojego życia - te, które kochał, te, które porzucił i te, które wykorzystał. Równocześnie wraca jego wena i chęć do pisania artykułów, jego stałe felietony przeżywają renesans. Jednak pewnego dnia w domu publicznym popełnione zostaje morderstwo i starzec traci z oczu ukochaną.

To książka emanująca duszną, gorącą atmosferą i zaskakująca niezwykle pozytywnym przesłaniem. Miłość jest możliwa zawsze, nawet u samotnego człowieka stojącego u krańcu życia. Co więcej ta miłość dodaje mu energii, uskrzydla i pozwala przygotować się na spokojne odejście z tego świata.

Proza Márqueza ponownie zachwyciła mnie soczystością, wyrafinowaniem i subtelną ironią. Gdy czytam wielkich klasyków zawsze żałuję, że tak rzadko po nich sięgam, marnując czas na średniej jakości wypociny.

Moja ocena: 5/6

Gabriel García Márquez, Erinnerung an meine traurigen Huren, tł. Dagmar Ploetz, 160 str., Fischer Taschenbuch.

środa, 7 września 2016

"Hałas spadających rzeczy" Juan Gabriel Vásquez


Antonio Yammara - młody prawnik, pracownik uniwersytetu, nawiązuje znajomość z Ricardem Laverde. Znajomość dość nietypową - mężczyźni grywają razem w bilard, zamieniają kilka słów ale nigdy nie prowadzą długich rozmów. Na dobrą sprawę Antonio o Laverdem nic nie wie. Los chce, że towarzyszy mu w ostatnich chwilach życia. Ricardo pada ofiarą zamachu, a towarzyszący mu Antonio jest ciężko ranny. Z odniesionych obrażeń się wyleczy ale jego dusza pozostanie chora. Nie potrafi cieszyć się małżeństwem ani ojcostwem, ciągle gdzieś podąża. Jego głównym celem jest odkrycie zagadki śmierci Laverde, co ma być terapią dla własnych lęków.

Dwutorowo prowadzona narracja przeprowadza czytelnika przez współczesną historię Kolumbii, z niewielkim ekskursem do lat czterdziestych XX wieku. Z jednej strony autor przedstawia życie Antonia, a z drugiej wracamy do lat siedemdziesiątych, gdy Kolumbia uwikłana była w narkobiznes. W pogrożonym w kryzysie kraju działają w terenie młodzi Amerykanie i Amerykanki, którzy w ramach Korpusu Pokoju próbują pomóc Kolumbijczykom odbudować ich kraj. W wielu jednak przypadkach poddają się oni pokusie szybkich pieniędzy, jakie przynosił handel narkotykami.

Vásquez ciekawie szkicuje te czasy, warunki życia w Kolumbii oraz organizację pracy Korpusu, a także opisuje słynną posiadłość z prywatnym zoo Pablo Escobara. Nieszczególnie wyszedł mu jednak pomysł na książkę - mimochodem przedstawione życie Antonia podczas jego wysiłków odkrycia tajemnicy Ricarda Laverde jest zabiegiem tak oklepanym, że bez większej ciekawości śledziłam akcję. Podobnie z założenia bardzo tajemnicze życie Ricarda nie zawierało wielkich niespodzianek, od początku niemal domyśliłam się w jaki sposób zarabiał na życie. A sam Antonio to postać niezbyt sympatyczna - niezdecydowana, niedojrzała i denerwująca. Mimo to nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę - niedociągnięcia wynagrodziła mi możliwość poznania historii współczesnej Kolumbii.

Moja ocena: 3/6

Juan Gabriel Vásquez, Hałas spadających rzeczy, tł. Tomasz Pindel, 230 str., Wydawnictwo Muza 2013.

sobota, 29 czerwca 2013

"Minigeschichten aus Lateinamerika"



Ostatnio przeczytane opowiadania południowoamerykańskie okazały się być całkiem dobrym sposobem na szybkie zapoznanie się z prozą wielu pisarzy. Po krótkich poszukiwaniach odkryłam podobny zbiór, którego tytuł obiecywał krótkie opowiadania pisarzy z Ameryki Łacińskiej. 

Zamieszczono tu utwory autorów z Meksyku, Gwatemali, Chile, Argentyny, Peru, Kolumbii, Urugwaju, Boliwii, Kuby, Wenezueli, Panamy, Hondurasu i El Salwadoru. 
Niestety teksty zamieszczone w tej książce są bardzo krótkie, czasem to tylko kilka zdań, wyjątków z innych utworów. Wiele z nich zaskoczyło mnie ciekawą pointą, interesującym spojrzeniem na problem, ciekawym językiem ale trudno mi wypowiedzieć się na temat prozy ujętych w książce autorów. 

Traktuję tę pozycję jako inspirację do dalszych poszukiwań, skrupulatnie wynotowałam nazwiska i tytuły interesujących mnie autorów i planuję dalej eksplorować literacki krajobraz Ameryki Południowej.

Bez oceny.

Erica Engeler, Minificciones, Minigeschichten aus Lateinamerika, 135 str., dtV 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

środa, 29 maja 2013

"Explicaciones a un cabo der servicio" Opowiadania z Ameryki Południowej



Nie myślcie, że poszłam na łatwiznę czytając zbiór opowiadań i odhaczając za jednym razem kilka krajów południowoamerykańskich. Szukając tytułów do wyzwania, trafiłam w bibliotece na ten, dwujęzyczny zresztą, zbiór i od razu go wypożyczyłam.

Bardzo się cieszę z mojego odkrycia, bo lektura opowiadań była bardzo zadowalająca, a przede wszystkim stanowi dobrą bazę do dalszych poszukiwań literackich na tym kontynencie.

Najpierw przeniosłam się więc do Ekwadoru, a ten kraj przybliżyli mi Adalberto Ortiz, Carlos Béjar Portilla oraz Jorge Velasco Mackenzie. Już pierwsze opowiadanie Ortiza bardzo mnie poruszyło. Młody żołnierz, który bierze udział w walkach granicznych z Peru w 1941 roku, otrzymuje polecenie odprowadzenia dwóch więźniów do miasta Loja. Wiąże się to z samotną i uciążliwą wyprawą przez wysokie góry. Zarówno więźniowie jak i ich strażnik nękani są przez głód oraz strach. Żołnierz ma trudności w utrzymaniu autorytetu wobec Peruwiańczyków, stopniowo poddaje się lękowi, który wręcz paraliżuje każdy jego ruch i nie pozwala podejmować racjonalnych decyzji. Naprawdę świetny szkic psychologiczny! Również zachwyciło mnie opowiadanie Carlosa Béjara Portilli "Żółta taksówka" o biednym taksówkarzu, w którego samochodzie pewnego dnia goście zapominają walizki. Niechciany przedmiot przysparza tylko kłopotu, zwłaszcza, że nawet nie chcą go przyjąć na posterunku policji. Pewnego dnia kierowca otwiera bagaż.....
Wzruszający jest tekst Velasco Mackenzie'ego o starej wdowie, która w odwiedzającym ją komorniku widzi dziennikarza zainteresowanego życiem jej zmarłego męża-artysty.

Kolejne teksty przeniosły mnie do Kolumbii - oprócz znanego mi już Márqueza, miałam okazję przeczytać utowry innych pisarzy z tego kraju. Bardzo ciekawe opowiadanie napisał Pedro Gómez Valderrama o słynnej włoskiej primadonnie, która w czasie swojego światowego tournée umiera w Kolumbii. Zaskakująco magiczne i tajemnicze opowiadanie Germána Espinozy, w którym jednym z bohaterów jest słynny malarz Augusto Rivera, trafiło prosto w moje serce. Na pewno zapamiętam nazwisko tego autora!

Julio Ramón Ribeyro i Mariella Sala pokazali mi Peru. Tytułowe opowiadanie - to opowieść strażnika, który szuka pracy, lecz każda nie jest zbyt dobra dla niego. Chętnie zatapia się w snucie planów biznesowych z przypadkowo spotkanym dawnym kolegą ze szkoły, co zdecydowanie nie wyjdzie mu na dobre. Tekst Marielli Sali natomiast jest bardzo sugestywną opowieścią podróży zapchanym autobusem do pracy.

Argentyna to Julio Cortázar i Daniel Moyano. Trudno w to uwierzyć ale nie przypominam sobie czy czytałam już Cortázara - mam wrażenie, że w liceum sięgnęłam po jego opowiadania ale niestety nic nie pamiętam. Zamieszone w tym tomie opowiadanie "Drugi raz" bardzo przypadło mi do gustu. Tajemnicza instytucja wysyła wezwania. Zdenerwowani petenci czekają w korytarzu na zaproszenie urzędnika, rozmawiając o czasie oczekiwania oraz o możliwości/groźbie otrzymania kolejnego wezwania. Autor świetnie oddaje sytuację niepewności, opresji oraz poszukiwania ukojenia wśród towarzyszy niedoli
Moyano bierze na warsztat zupełnie inną tematykę - odziera dzieciństwo z niewinności. Zwiewna, elegancka i łagodna ciocia Lila kontrastuje z bandą dzieci, która gra w piłkę nożną ropuchami i maltretuje ptaki.

Urugwaj zwiedziłam z Francisco Espínolą oraz Cristiną Peri Rossi. I o ile opowiadanie tego pierwszego jako jedyne w całym zbiorze mi się nie podobało, to tekst Peri Rossi szczególnie trafił w mój gust. Narrator skarży się na owce, które nie chcę przeskoczyć przez ogrodzenie pastwiska, szczególnie złości go pierwsza owieczka, której odwaga pociągnęłaby za sobą całe stado. Okazuje się, że nie chodzi tu o prawdziwe owce lecz o sposób na zaśnięcie, a narrator dzieli się swoim problemem z kolegą z pracy.

Gwatemalę reprezentuje Rodrigo Rey Rosa, opowiadając historię chłopca, który testując istnienie Boga dusi swojego kanarka. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy nieobecność kanarka odkrywa pomoc domowa, a ojciec chłopca równocześnie znajduje ciało ptaka w domowej piwnicy. Rey Rosa tematyzuje kwestię istnienia Boga oraz diabła - na ten ostatni trop naprowadza wystraszonego chłopca niania.

I wreszcie Chile z Francisco Coloane i Isabel Allende. Coloane opisuje historię przyjaźni dwóch rybaków - Chilijczyka i Jugosłowianina. Wspólna praca, wspólny pomysł na bardziej korzystny połów ryb pozwala im na spokojne życie. Dzielą ich dopiero różnice kulturowe, każdy z nich ma inny pomysł na rozwiązanie problemu lwa morskiego, który podkrada im ryby z zarzuconych sieci.
Allende natomiast opowiada historię Tomása Vargasa - wioskowego lenia i pyszałka, który bez pardonu wykorzystuje innych i zaniedbuje rodzinę. Podczas gdy spędza on czas na grze w domino i przegrywa swój mityczny skarb, jego żona nawiązuje przyjaźń z dziewczyną, która najwyraźniej była jego przygodą na jedną noc i przybyła do wioski w zaawansowanej ciąży. Świetne opowiadanie o sile kobiet.

Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten zbiór, który dał mi świetny, przekrojowy obraz literatury południowoamerykańskiej.

Moja ocena: 5,5/6

Explicaciones a un cabo de servicio. Erklärungen an einen Wachtmeister. Erzählungen aus Südamerika, wybór Erica Engeler, 95 str., dtv 2006.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

wtorek, 16 kwietnia 2013

"Kronika zapowiedzianej śmierci" Gabriel García Márquez



Sto lat samotności czytałam wiele lat temu, wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga, nawet mojego kajeciku z przeczytanymi tytułami nie miałam i niestety nic z treści nie pamiętam. Od dawna chciałam wrócić do Márqueza, wyzwanie południowoamerykańskie okazało się być dobrą okazją. Na półce od dawna stała już Kronika zapowiedzianej śmierci więc długo się nie zastanawiałam.

Ta szczupła książka właściwie nie jest powieścią - to raczej szkic, reportaż nawet. Głównym bohaterem jest Santiago Nasaro oraz społeczność niewielkiego miasteczka. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy - nocy wesela Angeli Vicario i nieznajomego przybysza. Gdy okazuje się, że honor pana młodego został splamiony, ponieważ panna młoda nie zachowała czystości, rozpoczyna się nagonka na podejrzanego sprawcę czyli młodego Santiago. Ten chłopak o arabskim pochodzeniu cieszy się w miasteczku dobrą opinią, jest lubiany, ma przyjaciół i wybrankę serca. Gdy jednak bracia Angeli wyruszają pomścić hańbę siostry, cała społeczność przygląda się ich działaniom z założonymi rękoma.
Zaskakująca jest psychologia tłumu, sposób myślenia poszczególnych mieszkańców - wszyscy wiedzą o planowanym zabójstwie ale nikomu nie udaje się mu zapobiec. Márquez szczegółowo opisuje emocje i uczucie poszczególnych mieszkańców tuż przed tragedią oraz ich niemoc, ich ospałość, która dopuściła do zabójstwa.

Obraz wydarzeń uzupełniają retrospekcje, które szkicują życie głównych bohaterów. W ten sposób powstaje pełny ale i przerażający obraz społeczności małomiasteczkowej, która dopuszcza do tragedii jej członka.

Kronika zapowiedzianej śmierci jest przyczynkiem do przemyśleń na temat losu, psychologii tłumu, i przypadkowości naszego życia. 

Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

 


Gabriel García Márquez, Kronika zapowiedzianej śmierci, tł. Carlos Marrodán Casas, 112 str., PIW 1991.