środa, 31 grudnia 2025
"Strup" Katarzyna Kobylarczyk
piątek, 31 października 2025
"Ogród rozpaczy ziemskich" Beatriz Serrano
czwartek, 10 lipca 2025
"Rytuały" Álvaro Ortiz
piątek, 18 kwietnia 2025
"Lajla znaczy noc" Aleksandra Lipczak
Andaluzja jest mi bliska, ale wciąż nie do końca znana krajoznawczo, historycznie bardziej, ale dzięki Lipczak teraz już dużo lepiej. Autorka skupiła się na mauryjskiej przeszłości tej prowincji, broniąc swojej tezy o wielokulturowości Hiszpanii, obecności tego dziedzictwa do dziś i istnienia tego tyglu kulturowego mimo jednolitej fasady.
Autorka nie prowadzi chronologicznej czy stricte historycznej narracji, dzieli swoją książkę na rozdziały geograficzne – skupia się na poszczególnych andaluzyjskich miastach, które są dla niej przyczynkiem do rozważań o arabskim dziedzictwie, przytaczaniu anegdot i informacji historycznych. Te rozdziały mają cechy eseju, ale wiele w nich fragmentów reporterskich. Lipczak skrzętnie wyszukuje rozmówczynie i rozmówców, by dowiedzieć się więcej na temat wielokulturowości i porusza trudne tematy, takie jak napływ uchodźców z Afryki.
Sporo w tej książce samej autorki, która chętnie pisze o swojej podróży z małym dzieckiem, o pracy nad tym tematem i swoich odczuciach, przyznam, że w tej formie książki (która nie jest stricte reportażem) odebrałam te wstawki dobrze, z ciekawością poznałam kulisy powstania książki.
Najbardziej uderzył (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) mnie dogłębny research Lipczak. Książka naszpikowana jest ogromem wiadomości historycznych, geograficznych, architektonicznych. Podziwiam wielką pracę badawczą autorki oraz jej wiedzę. Nie sposób spamiętać tych wszystkich szczegółów, ale moja wiedza o tym regionie jest o niebo lepsza i dogłębniejsza, a i mam poczucie, że lepiej rozumiem mentalność Andaluzyjek i Andaluzyjczyków. Nie podzielam opinii, że książka jest nudna czy się dłuży – mnie wciągnęła i wręcz ją pochłonęłam. Dużą rolę tu na pewno odgrywa fakt, że to bliski mi geograficzne region, który odwiedziłam wiele razy i którego mieszkanki i mieszkańcy robią na mnie zawsze bardzo pozytywne wrażenie.
Moja ocena: 5/6
Aleksandra Lipczak, Lajla znaczy noc, 272 str., Wydawnictwo Karakter 2020.
środa, 12 czerwca 2024
"Fechmistrz" Arturo Pérez-Reverte
Jaime Astarloa to fechmistrz starej daty. Człowiek zasad i tradycji. Dobiegający sześćdziesiątki szermierz mieszka w Madrycie i pracuje jako nauczyciel. Oprócz tajników szermierki przekazuje swoim młodym uczniom zasady, tradycje i uczy honorowego zachowania. Czas spędza także ze swoim codziennym uczniem markiem Luisem de Arayolą, który jest całkowitym przeciwieństwem Astarloi, mimo to obu mężczyzn połączy przyjaźń. Popołudnia natomiast to wizyty w kawiarni, gdzie grupa przyjaciół żywo dyskutuje o polityce, a jest o czym dyskutować. W dziewiętnastowiecznej Hiszpanii wrze – królowa Izabela nie cieszy się popularnością, a monarchiści i rewolucjoniści walczą o władzę. To polityczne tło jest dla powieści ważne, choć równocześnie zupełnie nie interesuje fechmistrza, stoika nie angażującego się w spory, żyjącego w swoim zamkniętym świecie.
Pewnego dnia kontaktuje się z nim młoda i piękna Adela de Otero. Mistrz początkowo nie chce przyjąć kobiety – tradycyjne podejście do życia nie pozwala mu uczyć płci pięknej szermierki. Gdy się jednak okazuje, że Adela lepiej włada szpadą niż nie jeden mężczyzna, ulega. Ta znajomość zachwieje jego życiem – wstrząśnie jego donkichotowskimi przekonaniami, zmusi do konfrontacji ze współczesnością.
Ta niewielka powieść pełna jest szermierczych opisów, ale są one tak dobrze wplecione w akcję, a nawet z nią sprzężone, że, nawet mnie laiczki, nie były nudne. Jako takie odbierałam raczej wydarzenia polityczne. Dzięki przedsłowiu tłumacza, chwała mu za to, miałam szansę w ogóle zrozumieć ówczesną sytuację, ale nie wystarczyło to, by wzbudzić we mnie autentyczne zainteresowanie. Na nich zasadza się jednak intryga i dobrze się w te wydarzenia wgryźć i choć trochę je zrozumieć.
Pérez-Reverte jak zawsze zachwyca sprawnym piórem, rewelacyjnymi charakterami (Jaime i Adela są naszkicowani po mistrzowsku), ale i kontekstem, w którym umieszcza swoje powieści. Cieszę się, że wróciłam do jego prozy.
Moja ocena: 4,5/6
Arturo Péerez-Reverte, Fechmistrz, tł. Filip Łobodziński, 280 str., Muza 2006.
wtorek, 12 marca 2024
"Sobremesa" Mikołaj Buczak
Opowieść Mikołaja Buczaka o Hiszpanii to potoczysta gawęda pełna ciekawostek i informacji o tym kraju. Buczak zasadza tę książkę na własnym doświadczeniu – dzieli się swoją historią nauki języka i opisuje wyjazdy do Hiszpanii, a szczególnie spotkania z jej mieszkańcami i mieszkankami, które były dla niego inspiracją do pisania i źródłem wiedzy.
Buczak poruszył wiele tematów, skupiając się jednak na tym, by czytelniczka przede wszystkim poznała styl życia i mentalność mieszkańców tego kraju. Autor zaczyna więc o szeroko pojętym życiu – kulturze jedzenia i chodzenia do barów, pisze o sposobie spędzania wolnego czasu, ale i tego poświęconego na pracę, przy okazji pozwalając sobie na wiele wycieczek językowych. Tak czyni zresztą w wielu rozdziałach, ukazując jak język towarzyszy kulturze. Dla osób nie bardzo zainteresowanych lingwistyką mogą one być zbyteczne, mnie się bardzo podobały.
Każda prowincja Hiszpanii znajdzie w tej książce swoje miejsce, choć widać, że serce autora bije mocniej dla Kraju Basków (tu znów świetna wycieczka na temat języka). Co więcej Buczak zdradza wewnątrzhiszpańskie stereotypy na temat mieszkańców poszczególnych regionów, przy okazji opisując popularne programy telewizyjne czy filmy.
Buczak nie unika też tematów zapalnych – jak na przykład drapieżna turystyka niszcząca miasta i mająca ogromny wpływ na życie Hiszpanów i Hiszpanek. Podobnie jak kolonie, a może nawet getta emigrantów z Wielkiej Brytanii czy Niemiec, które zawłaszczyły całe regiony i niespecjalnie integrują się z hiszpańską kulturą czy językiem.
Sobremesa to nie jest wyczerpujące kompendium na temat Hiszpanii, ale krótkie wprowadzenia na temat feminizmu czy praw kobiet i LGBTQ+ nie tyle podają skondensowaną wiedzę, ale zachęcają do dalszych poszukiwań.
Ta książka uwodzi językiem – prostym, ale i dowcipnym, celnym oraz podejściem autora, który potrafi przekazać swoją miłość do kraju, unikając idealizowania. Hiszpania sama w sobie mnie interesuje, więc z ciekawością sięgam po wszystko, co napisano na jej temat, Buczak mnie nie zawiódł, a przede wszystkim pokazał fakty i informacje, o których nie wiedziałam. I brawa za idealnie dobrany tytuł – ta książka jest jak nie kończąca się sobremesa z autorem.
Moja ocena: 4,5/6
Mikołaj Buczak, Sobremesa, 328 str., Wydawnictwo Poznańskie 2020.
czwartek, 30 listopada 2023
"Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Lipczak
czwartek, 11 maja 2023
"Potosí. Góra, która zjada ludzi" Ander Izagirre
Cerro Potosí przewijało się w mojej świadomości, ale poza wiedzą o egzystencji tej góry, nie miałam zbyt wielu informacji na temat życia w jej okolicy. Izagirre odwiedził to miejsce nie raz i stworzył obszerny reportaż, osnuwając go na historii nastolatki Alicii. Dziewczyna jak wiele innych dzieci pracuje w kopalni, Cerro Potosí bowiem to niezwykle płodna góra. Jej złoża cyny i srebra były eksploatowane przez wiele lat, bez troski o środowisko i dobro pracowników.
Przemysł w Potosí załamał się już dawno, stanęły zmechanizowane kopalnie, podupadły stowarzyszenia górnicze, brak jakichkolwiek inwestycji. Pozostała przeraźliwa bieda, wyzysk, całkowicie zniszczone środowisko naturalne, przemoc i ciężka praca, która daje niewielki zarobek i zapewnia szybką śmierć na jedną z wielu chorób związanych z zanieczyszczeniami. Alicia pracuje, by wesprzeć matkę i siostrę, bo nie ma wyboru, bo zmarł ojciec, bo to jedyna możliwość dla dziecka w Potosí. Alicia walczy też o prawa dzieci, a przede wszystkim o prawo do godnej pracy. Tak, właśnie o to, bo paradoksalnie jej zakaz nie pomagał, lecz stwarzał jeszcze większe problemy.
Izagirre rozmawia z dziećmi i kobietami, stara się poznać ich sytuację, zrozumieć, ale także pokazać szerokie tło i to mu się świetnie udaje. Dzięki jego wywodom zrozumiałam, dlaczego życie w Potosí tak wygląda, co doprowadziło do katastrofalnej sytuacji górników i dlaczego Boliwia jest tak biednym krajem. Nie po raz pierwszy to USA, mieszając się w politykę innego kraju i manipulując jego gospodarką, przyczyniło się do upadku gospodarki i doprowadziło do ekstremalnej biedy.
Ten reportaż pokazuje sytuację praktycznie bez wyjścia, błędne koło, które przyczynia się do wzrostu przemocy, przestępczości i ataków w najsłabszych, czyli kobiety i dzieci. To obraz tak smutny i zagmatwany, że zapiera dech i obezwładnia.
Autor wraca do Potosí, by pokazać, co się stało z bohaterkami i bohaterami jego reportażu, co bardzo mi się podobało, podobnie jak jego nienachalna rola, a właściwie przezroczystość. Zaledwie kilka razy czytelniczka mogła zauważyć jego obecność. Bardzo podobało mi się, że Hiszpan zadbał o pokazanie szerokiego tła społeczno-polityczno-historycznego, które doprowadziło do aktualnej sytuacji w Boliwii.
Moja ocena: 5/6
Ander Izagirre, Potosí. Góra, która zjada ludzi, tł. Jerzy Wołk-Łaniewski, 288 str., Wydawnictwo Filtry 2021.
poniedziałek, 26 grudnia 2022
"W butach Valerii" Elísabet Benavent
Cztery przyjaciółki w hiszpańskim wielkim mieście - każda dobrze sytuowana, z interesującą pracą (menedżerki, tłumaczka, pisarka), można by powiedzieć ustawione w życiu, ale nie do końca. Carmen podkochuje się w koledze z pracy, ale nie bardzo wierzy w jego wzajemność, do tego ma ogromne problemy z szefem. Lola zalicza facetów po kolei, stawiając na szybki seks, Nerea natomiast jest dość konserwatywna, ułożona i właśnie wchodzi w nowy związek. Prowadząca narrację Valeria natomiast jest od sześciu lat mężatką i właśnie rzuciła pracę po tym, jak jej pierwsza powieść odniosła spektakularny sukces. Teraz pisze kolejną książkę, co zupełnie jej nie wychodzi, a do tego w jej małżeństwie nie dzieje się zbyt dobrze. Jej mąż Adrián jest fotografem jest wiecznie zmęczony, największym problemem jest dla Valerii jednak brak seksu. Kobieta nie potrafi rozwiązać tej kwestii, bo nie wpadła na taki pomysł, że można by z mężem pogadać, poznaje za to seksownego Víctora, który od razu przypadł jej do gustu.
Te niespełna czterysta stron poświęcone jest perypetiom tych przyjaciółek, które spędzają cały wolny czas na plotkowaniu, piciu, paleniu, jedzeniu i seksie. Wszystkie rozmowy kobiet (w wieku ok 28-30 lat) kręcą się wokół facetów i seksu. Nie ma ani jednej, dosłownie ani jednej rozmowy, w której chodziłoby o cokolwiek innego. Wszystkie piją na umór i dyskutują o wyglądzie facetów (płaskie brzuchy, twarde uda, wielkie wiadomo-co) lub o ubraniach (podkreślających figurę, uwypuklających krągłości, unoszących biust, do tego koniecznie niebotyczne szpilki). Jedynym innym zajęciem poza wyżej wymienionym, jakim oddają się bohaterki, są zakupy.
Ta książka jest tak zła, tak głupia, że jako uwłaczające odczuwam opisywanie dlaczego. Obraz kobiet, jaki pokazuje tu Benavent jest tak stereotypowo słaby, że aż żenujący. Zresztą powyższy opis mówi chyba wszystko. Faceci oceniani są tylko po wyglądzie (nawet nieco odstający od standardu Borja), po długości penisa i możliwościach seksualnych. Pół książki zapełnione jest scenami seksu - a ten może mieć miejsce wszędzie (brama, sofa, prysznic, kuchnia, biurko), w każdej pozycji i może trwać randomowo długo i zawsze dostarcza co najmniej kilku orgazmów. Serdecznie współczuję tłumaczce tego wiekopomnego dzieła, bo wyobrażam sobie, że się potwornie namęczyła przy tłumaczeniu tej akrobatyki.
Denerwujący był tez zabieg autorki, która wprawdzie uczyniła Valerię główną bohaterką i narratorką, ale co jakiś czas przeskakuje w perspektywę innych bohaterów - było to tak przypadkowe i mylące, że naprawdę nie wiem, czemu miała służyć ta maniera.
Pewnie zastanawiacie się, czemu w ogóle doczytałam tę książkę do końca. Klub książkowy ją wybrał, trzeba więc było się poświęcić. Odbieram ją jako eksperyment, wyjście poza moją strefę komfortu, który pokazał mi, jak durna może być tzw. literatura kobieca. Jako że już się poświęciłam i zmogłam to dzieło, radzę wam, żebyście sobie odpuścili/-ły.
Moja ocena: 1/6
Elísabet Benavent, W butach Valerii, tł. Barbara Bardadyn, 432 str., Wydawnictwo Kobiece 2020.
sobota, 17 grudnia 2022
"Przemieszczenie" Margaryta Jakowenko
wtorek, 30 lipca 2019
"Rodzina Pascala Duarte" Camilo José Cela
niedziela, 15 października 2017
"Najfutbolniejsi. Tajemnica nawiedzonego zamku" Roberto Santiago
Znienacka wyskoczył ogromny cień.
Pochodnia nagle zgasła.
Telefon wypadł mi z ręki na posadzkę.
Coś mnie prawie stratowało.
Przeleciało jak na złamanie karku.
Z przeraźliwym hałasem.
Przpadłem do ziemi i zasłoniłem twarz.
I chyba też przeraźliwie wrzasnąłem.
Ale nie jestem tego pewien.
Minęła krótka chwila.
Gdy otworzyłem oczy, od razu go zobaczyłem.
Tuż obok mnie.
Na podłodze.
Czarny krzyż.
wtorek, 13 czerwca 2017
"Das Geheimnis der Maurin" Lea Korte
Korte umiejętnie łączy fakty z historią as-Sulamich. Już na początku książki przedstawia wszystkich bohaterów, zaznaczając, którzy z nich są fikcyjni. Zahra jest matką trójki dzieci, których ojcem jest Jaime, Chrześcijanin. Konflikty w państwie przenoszą się więc na łono rodziny. Głęboka miłość nie wystarcza, by je przezwyciężyć. Zahra ciągle miota się między zrozumieniem dla Jaime, a obarczaniem go winą za rozkazy chrześcijańskich władców. Każda z osób niezłomnie trwa przy swoim wyznaniu i nie jest skłonna do żadnych ustępstw. Maurowie, którzy panowali w południowej wiele lat, gorzko przełykają dumę, gdy oddają ukochaną Alhambrę we władanie Chrześcijanom ale w momencie, gdy inkwizytor nakazuje spalenie wszystkich arabskich ksiąg wpadają w gniew i zaczynają przygotowywać powstanie. Ten akt oznacza zniszczenie wiele osiągnięć naukowych i medycznych, praktycznie zagładę wysoko rozwiniętej kultury i cywilizacji.
Autorce nie udało się jednak uniknąć pewnej dozy niewiarygodności. Jestem świadoma, że takie są prawa powieści historycznej i jej główni bohaterowie muszą mieć wiele przygód, by jak najlepiej oddać koloryt epoki. Ta kwestia nie przeszkadzała mi bardzo, akcja powieści jest różnorodna, świetnie dopasowana do realiów epoki i naprawdę wciągająca. Drażniła mnie kwestia religii, na którą oczywiście Korte nie ma wpływu. Fakt, że z powodu upartego obstawania przy swojej wierze, ginęły setki ludzi, że rozpadały się związki i rodziły konflikty. To wszystko tylko dlatego, że ktoś świętuje w niedzielę, ktoś w sobotę, a ktoś w piątek. Korte bardzo dobitnie opisuje konflikty i zapamiętałość wszystkich bohaterów w obstawaniu przy swoich rytuałach i wierzeniach. To właśnie przez religię definiują swoją osobowość, kulturę i dziedzictwo. Naturalnie rozumiem, że w piętnastym wieku wiara odgrywała dużo większą rolę, a podejście tolerancyjne było mało popularne - dziwi jednak, że wychwalająca łagodne i dopuszczające wszystkie wierzenia rządy emira Zahra, równocześnie nie jest w stanie na żadne ustępstwo w kwestii jej wyznania. Jej przeciwieństwem jest Chalida - jej córka - która jako jedyna wydaje się rozpoznawać, że nie jest istotnym jak nazywa się boga, do którego człowiek się zwraca. Mimo wszystko męczył mnie temat zaślepienia religią i dopiero pod sam koniec powieści poczułam jej klimat. Ostatnie kilka rozdziałów kosztowały mnie niemal zarwaną noc, uroniłam nawet kilka łez!
Moja ocena: 4/6
Lea Korte, Das Geheimnis der Maurin, 573 str., Knaur Taschenbuch Verlag 2012.
czwartek, 31 marca 2011
"Jedno drzewo, jedno pożegnanie" Marina Mayoral
wtorek, 6 lipca 2010
"Światła września" Carlos Ruiz Zafón
czwartek, 31 grudnia 2009
"Marina" Carlos Ruiz Zafón
piątek, 2 stycznia 2009
"Gra anioła" Carlosa Ruiza Zafona
Zafón nawiązuje do swojej poprzedniej powieści, zabierając nas znowu na Cmentarz Zapomnianych Książek oraz do księgarni Sempere. Dopiero pod koniec książki jednak zakoczyłam, że poznajemy dziadka i młodego ojca Daniela, znanego z "Cienia wiatru" oraz jego matkę.
Daniel Martín stracił wcześnie swoją matkę i wychowywany był przez ojca tyrana i alkoholika. Po jego przedwczesnej śmierci pracuje w podrzędnej gazecie, potem jako dziennikarz, by w końcu poświęcić się pisarstwu. Tworzy cykl kyminałów, których akcję umieścił w Barcelonie. Gdy zebrał nieco grosza, spełnia swoje marzenie, wynajmując mroczny i tajmeniczy dom z wieżyczką. Wktórce poznaje swojego nowego zleceniodawcę, zwanego pryncypałem. Ów jegomość - postać dziwna, nieludzka wręcz - zleca mu napisanie powieści, będącej opisem nowej religii, suto Martina opłacając. Od tego momentu życie chorego Daniela radykalnie się znienia, a on sam coraz bardziej uwikłany jest w tajemnicze morderstwa i śledzenie motywów i pochodzenia swojego nowego zleceniodawcy.
Zafón pozostaje wierny swojemy stylowi, który tak bardzo mi się podobał - trzymające w napięciu, potoczyste zdania znowu mnie urzekły. Przekonana również jestem, że wiele zawdzięczamy parze tłumaczy. Miło mi było spotykac na kartach powieści słowa rzadko już używane w polszczyźnie. Podczas gdy "Cień wiatru" określiłabym bardziej jako nieco mroczny kryminał, "Grę anioła" skłonnabym była nazwać wręcz horrorem. Niektóre sceny potrafiły niemal przyprawić mnie o gęsią skórkę. Sądzę, że powieść Zafona to świetny materiał na scenariusz.
Niezbyt podobało mi się zakończenie książki, tajemnicze i niepewne. W poprzedniej książce krytykowałam podane jak kawa na ławę rozwiązanie zagadki, tutaj czuję niedosyt. Nie bardzo potrafię połączyć ze sobą wszystkie wątki. Byłam nieuważnym czytelnikiem, zbyt bardzo skoncentrowanym na akcji, czy taki był zamiar Zafona?
Na koniec wspomnę znów, że powieść Zafona to kopalnia cytatów o książkach, pisarstwie, czytaniu. Najbardziej barwną postacią jest zdecydowanie Isabella - jej charakter i sposób bycia nakreślony jest wręcz mistrzowsko. Jej osoba rozluźnia nieco ciężką atmosferę domu z wieżyczką.
Szalenie jestem ciekawa kolejnej książki Zafona, bo jestem przekonana, że to nie koniec.
Carlos Ruiz Zafón, "Gra anioła", tł. Katarzyna Okrasko i Carlos Maarrodán Casas, 605 str., Muza Warszawa 2008.
wtorek, 30 grudnia 2008
"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon
O książce słyszałam już dawno, ale jakoś ciągle było mi z nią nie podrodze. Wreszcie Kinga sprezentowała mi polskie wydanie i od razu zabrałam się za czytanie. Powieść wciągnęła mnie właściwie od pierwszych stron, a właściwie zafascynowała mnie wizja Cmentarza Zapomnianych Książek. Cóz to musi być za fascynujące miejsce! Pozazdrościłam Izaakowi zajęcia:) O czym książka jest większość chyba wie. Nie będę więc szczegółowo opisywać fabuły, wspominając jedynie, że poznajemy historię Daniela Sempere, syna księgarza i antykwariusza, któremu podczas wizyty na Cmentarzu Zapomnianych Książek wpada w ręce powieść nikomu nieznanego Juliana Caraksa "Cień wiatru". Chłopiec zafascynowany powieścią rozpoczyna poszukiwania wszelkich informacji na temat autora. Z początkowo mrocznej i pełnej tajemniczej atmosfery powieści pozostaje czytelnikowi jedynie zagadka kryminalna. Przyznam, że czułam się tym trochę rozczarowana, chętnie przeczytałabym więcej o książkach i porozkoszowała się mroczną atmosferą. Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie dosyć proste rozwiązanie zagadki w postaci listu Nurii Monforte do Daniela. Przyznam, że nie domyslałam się przedstawionych przez nią powiązań, ale podanie ich wręcz na talerzu nieco zubożyło powieść.
Zachwycił mnie za to styl Zafona. Pisze dokładnie tak, jak lubię. Długie (ale nie za długie!) zdania, opisujące dokładnie wydarzenia i postaci. Łatwo przy takich zdaniach popaść w dłużyzny, ale Zafonowi udało się ich uniknąć. Prawdziwymi perełkami jest dla mnie cała postać Fermina Romero de Torres, a zwłaszcza dialogi z jego udziałem. Zafón wzniósł się na wyzyny swojego warsztatu pisarskiego szkicując tę postać. Warto równiez wspomnieć, iz autor umiejscowił akcję w czasach dyktatury Franco - co równiez odgrywa niemałą rolę w akcji powieści.
Opisy dzielnic i zakamarków Barcelony aż proszą o odwiedzenie tego miasta. Bardzo podobały mi się te opisy domów, kamienic i zaułków.
Cieszę się, że przeczytałam "Cień wiatru" - to książka z kategorii tych, które czyta się na jednym oddechu, które wciągają w swój świat. Ostatnio brakuje mi takich lektur, tym chętniej sięgnęłam po "Grę anioła", którą znalazłam pod choinką.
P.S. Ksiązka juz powędrowała do kolejnego czytelnika, więc nie mogę posłuzyć się cytatami. Autor bloga moje lektury zestawił sporo pięknych cytatów, zapraszam więc do niego.
Carlosa Ruiza Zafón, Cień wiatru, tł. Beata Fabjańska-Potapczuk i Carlos Marrodán Casas, Wydawnictwo Muza.
niedziela, 5 października 2008
"Zima w Lizbonie" Antonio Munoz Molina
Antonio Munoz Molina, Der Winter in Lissabon, tł. Heidrun Adler, rowohlt, 280 str., ISBN 3-498-04330-7
piątek, 30 marca 2007
"Flamandzka szachownica" Arturo Pérez-Reverte
To najlepsza książka Pereza-Reverte jaką dotąd przeczytałam. Autor znów zdumiewa mnie dokładną znajomością przedmiotu, wzbudza podziw do uprzednich szczegółowych badań, a także do troski w ukazaniu szczegółów. Jestem zaskoczona intrygą, którą buduje na podstawie pietnastowiecznego obrazu. Dosłownie od drugiej strony nie mogłam oderwać się od książki i mimo, że wogóle nie znam się na szachach wręcz połykałam kolejne strony. Ale na kartach powieści autor zawiera także szczegółowe opisy uczuć, postaci, retrospekcje, dba o ukazanie kolorytu otoczenia - wszystkie te zabiegi jednak nie spowalniają akcji, pozwalają czytelnikowi zaczerpnąć oddech i zadumać się nad historią. A zakończenie już standardowo u Pereza-Reverte totalnie zaskakuje...