Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 kwietnia 2026

"Zdarzenie" Annie Ernaux


Dwudziestotrzyletnia studentka Annie zachodzi w niechcianą ciążę. Dziewczyna pochodzi z biednego domu, wykształcenie oznacza dla niej awans społeczny i ekonomiczny, a dla rodziny ogromny wysiłek. Ciąża postawiłaby temu kres, ale i naznaczyła Annie nieślubnym dzieckiem, mamy bowiem 1963 rok. Tradycyjny model rodziny wciąż jest jednym słusznym, a przerywanie ciąży jest nielegalne. 

Annie próbuje znaleźć rozwiązanie, jej ginekolog jednak nie jest chętny do pomocy, a dziewczyna nie zna nikogo, kto by mógł ją wesprzeć w tej sytuacji, a ojciec dziecka, przelotna znajomość, umywa ręce. Rozpoczyna się szukanie i czekanie na pomoc, Annie zagaduje znajomych, rozpuszcza wici i wreszcie trafia na kobietę w Paryżu, która pomaga dziewczynom w kłopotach. Narratorka opisuje bardzo dokładnie swoje rozterki, przemyślenia, odczucia. Nie ma tu jednak rozterek dotyczących, czy ciążę usuwać, kobieta dobrze wie, że właśnie tego chce. Raczej opisuje proces zagubienia, poczucia bycia w matni, w sytuacji bez wyjścia, która dotyczy tylko jej. Podobnie Ernaux opisuje drobiazgowo całą procedurę usuwania ciąży – działania kobiety, odczucia Annie, krwotok, pobyt w szpitalu, zachowanie lekarzy i oczywiście klasowość. Jak zawsze klasowość, która przewija się w tylu książkach pisanych przez kobiety. 

Ta niewielka książka jest niesamowitym świadectwem sytuacji z lat 60. XX wieku, Ernaux przecież, jak we wszystkich swoich książkach, dba o tło społeczne i polityczne, ale, co przeraża, owa sytuacja wciąż jest całkowicie aktualna. Kolejne pokolenia kobiet przeżywają to samo, co książkowa Annie. Borykają się z podobnymi myślami, poddawane są takim samym osądom, doświadczają podobnego poniżania i odrzucenia, pozostawiane są same sobie. 

Świetna rzecz!

W Polsce ta opowieść ukazała się w zbiorze "Ciała".

Moja ocena: 5/6

Annie Ernaux, Das Ereignis, tł. Sonja Finck, 104 str., Suhrkamp 2021.

wtorek, 17 lutego 2026

"Kartka miłości" Émile Zola


Hélène Grandjean wywodzi się z rodziny Macquart, jest córką Ursuli. Jej małżeństwo z Grandjeanem było zwykłe, zawarte z rozsądku, bez głębokiego uczucia. Mąż zdecydował się na przeprowadzkę do Paryża, lecz tuż po niej umarł, zostawiając Hélène wraz z jedenastolenią Jeanne. Kobieta wiedzie spokojne życie na uboczu Paryża, poświęcając się całkowicie chorowitej córce, która wydaje się mieć w sobie gen zmarłej w szpitalu psychiatrycznym prababki. Jeanne cierpi na nerwowe napady, przypominające epilepsję. Podczas jednego z takich ataków Hélène wzywa na pomoc młodego lekarza z sąsiedztwa. Piękna wdowa wzbudza w nim ciepłe uczucia, ale i przystojny lekarz pokazuje jej, że nie jest obojętna na uczucia. Małżeństwo nie stanowiło dla niej w tej kwestii spełnienia, więc teraz Hélène pogrąża się w marzeniach o romantycznej miłości. Dalsza część powieści jest oczywiście przewidywalna, bo że do romansu dojdzie jest oczywiste, tak samo jak to, że cała historia skończy się tragicznie. 
Zola wprowadza tu jednak wiele wątków pobocznych – jest prosta miłość między Rosalie, kucharką Hélène, i jej chłopakiem. Jest też romans Juliette, żony lekarza. Są tysiące plotek na ten temat wymienianych na licznych spotkaniach organizowanych przez Juliette – Hélène bowiem mimowolnie wpada w to towarzystwo. Są także, typowe dla Zoli, odwołania do świata zwierząt i roślin. Jest w końcu wierny przyjaciel Hélène, zakochany w niej i cierpliwie czekający na swoją kolej. 
Zola ukazuje ulotność zakochania, przemijanie tych uczuć, które nie mają według ówczesnych standardów rozsądnej podbudowy, ale równocześnie kreśli też ciekawy obraz matczynej miłości. Jeanne to dziecko diaboliczne – umiejętnie manipuluje matką, wymuszając na niej wyłączność uczucia. Szantaż emocjonalny to ustalony schemat działania dziecka, któremu matka ciągle ulega, co oczywiście zaprowadzi ją do zguby. 

Ten tom cyklu jest szeroko krytykowany, ale mnie paradoksalnie czytał się on dobrze. Dużo mniej w nim opisów przyrody (choć oczywiście są, bo dom doktora otacza piękny ogród, w którym Hélène i Jeanne spędzają całe dnie), więcej za to miasta, które kobiety obserwują z daleka, ze swojego mieszkania. Autor skupia się na przedstawieniu życia emocjonalnego i samej akcji, co ma znaczący wpływ na komfort czytania. Widać także wyraźnie, jak prowadzi swój wątek genetyczny, obarczając Jeanne podobieństwem fizycznym do prababki oraz jej chorobą.

Moja ocena: 4/6

Émile Zola, Ein Blatt Liebe, tł. Paul Heichen, 224 str., die Gehörgäng.

niedziela, 25 stycznia 2026

"Bal szalonych kobiet" Victoria Mas


Eugénie mieszka w bogatym, ale zimnym emocjonalnie domu. Dla surowego ojca jest tylko produktem, który trzeba dobrze wydać za mąż, w końcu w drugiej połowie XIX wieku jako młoda kobieta innych możliwości nie ma. Uchodzi jednak za niepokorną, bo wyraża swoje zdanie i chce towarzyszyć bratu w jego spotkaniach, brak jej oczekiwanej od kobiety potulności i posłuszeństwa. Eugénie ma jeszcze jeden problem – widzi zmarłych. Dziewczyna zdradza się z tą zdolnością przed ukochaną babcią, a ten nieprzemyślany akt kosztuje ją wolność.

Kobiety niepokorne, niesforne, prostytutki, dziewczyny niepotrzebne umieszczane są w szpitalu Salpêtrière – zakładzie psychiatrycznym. Ta gałąź medycyny przechodzi bowiem boom, a psychiatrzy z wielką chęcią przeprowadzają eksperymenty na pacjentkach. Pacjentki mieszkają razem, w wielkiej sali, a pochodzą z różnych grup społecznych i są w różnym wieku. Sierota Louise wylądowała w tym miejscu po tym, jak została zgwałcona przez wujka, a teraz jest szpitalną gwiazdą, ulubioną pacjentką ordynatora, który chętnie przeprowadza na niej publiczne hipnozy. Thérèse jest już w dość podeszłym wieku, po wielu latach pracy na ulicy wreszcie ma szansę odpocząć w szpitalnych murach. Dla wielu tych kobiet ten szpital nie jest tylko więzieniem, jest też miejscem odpoczynku, pewności bytu i ochroną przez groźbami świata zewnętrznego. Jest też Geneviève – córka prowincjonalnego lekarza, która mogła zostać tylko pielęgniarką. To ona trzyma w ryzach pacjentki, jest opoką i filarem oddziału. I to ona przejdzie w tej książce największą przemianę.

Mas skupia się na tych czterech postaciach, których losy są tak różne, choć w jednym punkcie spójne: wszystkie jako kobiety nie mają swobody wyboru. Szpital ma jednak dla nich różne znaczenie – dla niektórych jest więzieniem i końcem, dla innych miejscem, w którym mogą być wolne. Punktem kulminacyjnym powieści jest bal kostiumowy organizowany przez pacjentki na paryskiej socjety – bogaci i możni przychodzą popatrzyć na chore kobiety, mają nadzieję na słynny atak histerii, na dziwne zachowania, gnani są chorobliwą ciekawością. 

Mas w swojej debiutanckiej powieści oparła się na faktach, tworząc powieść o zniewoleniu kobiet – sama ta myśl i przesłanie nie są nowe i Francuzce nie udało się tu niczego odkrywczego dodać. Niemniej historia szpitala psychiatrycznego i jej pacjentek jest ciekawa, napisana ze swadą i czyta się błyskawicznie. We współczesnej czytelniczce ta opowieść wzbudzi zapewne złość, wewnętrzny protest i smutek – opisywane wydarzenia rozegrały się przecież zaledwie niecałe sto pięćdziesiąt lat temu! Złość może też wzbudzić fakt, że wiele wątków nie zostało tu pociągniętych do końca, że duchy pozostały tylko rekwizytem i że sama historia Eugénie okazała się być banalna.

W Polsce powieść ukazała się w Wydawnictwie Mova, w przekładzie Bożeny Sęk.

Moja ocena: 4/6

Victoria Mas, Die Tanzenden, tł. Julia Schock, 240 str., Piper 2020.


sobota, 17 stycznia 2026

"Cóż to za motorowerek z chromowaną kierownicą tam w głębi podwórza?" Georges Perec


Grupa młodych ludzi spotyka się regularnie w Paryżu, by dyskutować o życiu i świecie. Jeden z nich jest żołnierzem i codziennie zajeżdża swoim motorowerkiem do koszar. Pewnego dnia wraca z problemem –jego podwładny ma zostać zaciągnięty na wojnę do Algierii, na którą wcale, ale to wcale nie chce iść. Należy więc wymyślić sposób, by go przed tym ustrzec. Pomysłów jest wiele, od przejechania tytułowym motorowerkiem począwszy.

Ta skąpa treść nie jest jednak clou tej, niewielkiej zresztą, powieści. Owszem doszukiwałam się tu interpretacji oscylujących wokół bezsensu wojny, pacyfizmu, a także uniwersalności losu owego zaciągniętego żołnierza, ale miałam świadomość, że ta książka jest jeszcze czymś innym. Manifestem sztuki być może? O sztuce dla sztuki, która niczego nie potrafi zmienić? Skąd taki pomysł? Perec stworzył bowiem coś wyjątkowego na płaszczyźnie językowej – to rzecz pełna smaczków, figur stylistycznych, powtórzeń, coś, co czyta się jednym tchem, podziwiając inwencję autora. Powołany do armii żołnierz ma kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt nazwisk, rozpoczynających się od Kara-, każda wersja niesie inne znaczenie lub skojarzenie. Tych ostatnich jest w tej książce zresztą multum, większość zapewne jest dla mnie nie do rozszyfrowania, ale wcale mi to nie przeszkadzało podczas lektury. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że ta książka to gratka dla osób znających dobrze literaturę francuską, czy środowisko autora. 

Jestem podatna na takie eksperymenty literackie, więc z podziwiem śledziłam ekwilibrystykę autora, a podczas lektury dobrze się bawiłam.

W Polsce ta książka ukazała się nakładem wydawnictwa Lokator, przekład René Koelblen i Stanisław Waszak.

Moja ocena: 5/6

Georges Perec, Was für ein kleines Moped mit verchromter Lenkstange steht dort im Hof?, tł. Eugen Helmlé, 80 str., Diaphanes Verlag 2014.

czwartek, 30 października 2025

"Źródła" Marie Hélène Lafon


 

Trzydziestoletnia kobieta, matka trójki dzieci, mieszka wraz z rodziną na wielkiej farmie, daleko od innych gospodarstw i rodziny. Gospodarstwo dobrze idzie, dzieci są udane, pomocnicy świetnie się sprawują – mogłoby być idyllicznie, ale nie jest. Matka jest ofiarą przemocy, mąż ją dręczy, bije i wykorzystuje. Dowiadujemy się tego jednak między wierszami. Kobieta zapewne długo znosi i wypiera to traktowanie, a jako że śledzimy jej tok myśli, to dowiadujemy się o tych czynach mimochodem, między myślami o praniu, dzieciach, sprzątaniu. Widzimy jednak, że zarówno ona jak i dzieci, chodzą wkoło męża i ojca na paluszkach, starają się go nie rozdrażnić i unikają kontaktu. 

Lafon nie pisze tu o niczym wprost, lecz sygnalizuje – bo kobieta boi się weekendów, gdy nie ma pomocników, przy których mąż się hamuje, bo czeka ze sprzątaniem, by nie obudzić męża z drzemki, bo szykuje dzieci na błysk na weekend, gdy odwiedzają jego rodzinę. Wiemy, że jej ojciec przed zawarciem małżeństwa wiedział, jakim człowiekiem jest przyszły mąż. Mąż, który wrócił do Francji z wojny w Maroku, gdzie złapał ciepłą posadkę i spędzał czas z kochanką. 

Francuzka przedstawia w tej powieści trzy perspektywy – najdłuższą żony, krótką męża i bardzo krótką jednej z córek, która zapewne miała stanowić klamrę i wyjaśnienie tytułu. Niestety moim zdaniem ten zabieg się nie udał, a te dwie perspektywy niewiele wnoszą do kompozycji, ale i treści. 

Ciekawy jest natomiast aspekt czasowy. Para wzięła ślub w 1959 roku, a kobieta decyduje się na ujawnienie przemocy w 1967 roku – okresie przemian społecznych we Francji, początku emancypacji kobiet i po dekolonializacji. Czytam więc tę powieść jako dokument tych czasów i tych przemian, lekko w stylu Annie Ernoux.

Mimo że nie jest to do końca satysfakcjonująca lektura, to jednak monolog żony robi wrażenie, a Lafon uwodzi zręcznym piórem. 

Moja ocena: 4,5/6

Marie-Hélène Lafon, Źródła, tł. Agata Kozak, 184 str., Wydawnictwo Literackie 2023.

sobota, 7 czerwca 2025

"W matni" Émile Zola

 


Siódmy tom cyklu Rougon-Macquart jest jak na razie moim ulubionym, choć trudno tu mówić o przyjemności lektury. W tej powieści Zola wraca do rodziny Macquartów, opisując życie praczki Gervaise, która do Paryża przybyła z Augustem Lantier, kochankiem, oraz dwójką synów: Claudem i Etienne. Lantier uwiódł ją już w wieku czternastu lat, a w Paryżu bardzo prędko opuszcza Gervaise i dzieci w pogoni za lepszą kochanką. Gervaise zostaje sama, bez grosza, ale to pracowita i sprytna osoba. Bardzo prędko podejmuje prace w pralni i dzięki swoim umiejętnościom zdobywa wiernych klientów. Wzbudza także zainteresowanie robotnika Coupeau, który zakłada na domach rynny. Para bierze ślub, niebawem rodzi się im córka Anna, zwana Naną, a Gervaise wynajmuje sklep, by założyć swoją pralnię. Wszystko idzie jak z płatka, aż pewnego dnia Coupeau spada z dachu. Ten wypadek będzie przełomowy. Pracowity człowiek zamienia się w pijaczynę. W międzyczasie wraca także Lentier, który zaprzyjaźnia się z nowym mężem byłej kochanki. Bardzo szybko okazuje się, ze Gervaise pracuje na dwóch leniwych mężczyzn, cały dom i dzieci. 

Zola fantastycznie opisuje stosunki w kamienicy – niechęć do Gervaise, gdy odnosi sukcesy, zakłamanie, perfidię i plotkowanie. Tytułowa matnia nie ma wyjścia, a alkohol jest gwoździem do trumny. Francuz nie szczędzi sugestywnych opisów pijaństwa piętnastego każdego miesiąca, a także skutków choroby alkoholowej. Zoli udało się wejść do czynszówek i warsztatów robotniczych i pokazać warunki życia, stosunki międzyludzkie i mentalność. Wiarygodnie opisuje powolny upadek Gervaise, która nie ma szans na przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku i w obliczu takiego wroga, jakim jest alkohol. Równocześnie Zola zaznacza w tle zmiany zachodzące w Paryżu – przebudowę całych dzielnic, ale także coraz silniejszy wpływ maszyn na życie robotnicze. Praca w kuźni, którą prowadzi jedyny życzliwy Gervaise człowiek, fascynuje kobietę. Siła ludzkich rąk i maszyn przykuwa jej wzrok, podobnie jak destylator, który niby mimochodem stwarza truciznę rządzącą życiem najbiedniejszych. 

Zola nie ogranicza się tylko do szkicu życia głównej bohaterki, mamy tu wiele fantastycznych postaci w tle: sąsiadów takich jak grabarz czy mała dziewczynka, której matkę zakatował wiecznie pijany ojciec i który podobnie traktuje dziecko. W tej powieści jednak mniej wielostronicowych opisów, a więcej akcji i odmalowywania charakterów, co zdecydowanie przekłada się na jakość lektury. Dodatkowym smaczkiem jest dzieciństwo i dojrzewanie Nany, którą dopiero lepiej poznamy w jednej z najsłynniejszych powieści Zoli.

Francuz bez ogródek opisuje sromotę życia, są wydzieliny, obcesowość, śmierć, bicie i stosunki płciowe, co podobno po publikacji nie trafiło na dobry odzew czytelniczek i czytelników. To jednak naturalizm w jego najlepszym wydaniu, niezwykłe świadectwo ówczesnego życia i do głębi poruszająca powieść.

Dodam jeszcze, że polski tytuł, mimo że odbiega od oryginału (L'Assomoir to nazwa lokalu, który magicznie przyciąga książkowych pijaków), świetnie oddaje istotę powieści.

Moja ocena: 6/6

Émile Zola, Der Totschläger, tł. Gerhard Krüger, 330 str., Die Gehörgäng 2025.

środa, 28 maja 2025

"Kołysanka" Leïla Slimani


Louise jest perfekcyjną nianią – dba o dzieci, przy okazji sprząta, gotuje, ogarnia całe życie rodziny. Robi to z własnej woli, całkowicie angażując się w swoją pracę. Takie szczęście mieli Myriam i Paul. Paul jest producentem muzycznym, Myriam prawniczką, która zrezygnowała z kariery. Po urodzeniu drugiego dziecka odczuwa jednak dotkliwy brak pracy i własnego życia. Wtedy do życia rodziny wkracza Louise i obejmuje ją swoją opieką. 
Slimani rozpoczyna opowieść od końca, prezentując czytelniczce na pierwszych stronach zakończenie tej opowieści. Dopiero później stopniowo pokazuje wydarzenia, które doprowadziły do tragedii, nie oceniając i nie dając żadnej odpowiedzi. 
Czytając, jesteśmy tylko obserwatorkami życie rodziny i jej opiekunki. Poznajemy ich codzienności, zmagania z łączeniem pracy i rodziny, urlop, weekendy. Slimani opisuje rozterki rodziców, zwłaszcza Myriam, która balansuje wciąż na cienkiej granicy między rolą matki a pracą w kancelarii. Ojca tu znacznie mniej, za to z rozdziałów pokazujących życie Louise wyłania się bardzo smutny obraz. To kobieta samotna, wdowa, która straciła kontakt z córką, maniakalna pedantka, żyjąca na granicy ubóstwa. Louise chorobliwie przywiązuje się do rodziny i staje się od niej zależna. Z drugiej strony zabiegane małżeństwo albo nie dostrzega sygnałów powolnych zmian w zachowaniu niani albo je ignoruje. 

Widziałam krytyczne głosy dotyczące sposobu konstrukcji fabuły tej powieści. Mnie jednak nie przeszkadzało, że praktycznie od początku wiedziałam, jak się skończy ta historia. Co więcej, za interesujące uważałam wstawki z rozmów śledczych z sąsiadką czy innymi osobami, z którymi Louise miała kontakt, a szczególnie psychologiczny portret niani. 

Slimani pisze wartko, tę powieść czyta się naprawdę szybko, ale zarazem daje ona wiele do myślenia. Mnie zastanowiły przede wszystkim głosy krytyczne dotyczące zachowania rodziców, ich stosunku do Louise. Ja tej pary nie odebrałam negatywnie, może nie byli idealnymi pracodawcami, ale odniosłam wrażenie, że starali się być wobec niani fair, a jej zachowanie też nie ułatwiało tej relacji. Ta powieść to zdecydowanie dobry materiał do dyskusji. 

Moja ocena: 5/6

Leïla Slimani, Dann schlaf auch du, tł. Amelie Thoma, 225 str., Luchterhand Literaturverlag 2017.

poniedziałek, 19 maja 2025

"Jego ekscelencja Pan Minister Rougon" Émile Zola

 


Szósty tom cyklu Rougon-Macquart poświęcony jest Eugéne'owi Rougon, najstarszemu synowi Pierre'a, którego już spotkaliśmy w pierwszych dwóch powieściach. Eugéne odniósł sukces, przeprowadził się do Paryża i robi karierę w polityce. Gdy go spotykamy właśnie składa rezygnację ze stanowiska ministra – ku rozpaczy szerokiego grona jego zwolenników. Ten zwalisty, sprytny mężczyzna ma jednak plan i niebawem wróci w łaski cesarza. Same perypetie kariery Rougona są tu jednak tylko przyczynkiem do pokazania życia najwyższej sfery w okresie II Cesarstwa. Zola z ogromnym rozmachem szkicuje polityczną scenę tego okresu, a także życie na cesarskim dworze. Te opisy służą ukazaniu zakłamania, kumoterstwa, kombinacji w tym środowisku. Rougon otoczony jest sporym gronem zwolenników, którzy tak długo przy nim trwają, jak długo załatwia im ich sprawy. Władza ściśle wiąże się z także pożądaniem, zwłaszcza tym cielesnym. Odpowiednia osoba może pomóc wyjść na szczyty lub strącić w niełaskę. 
Nie ma wśród pokazanych polityków chęci zmian, energii, by służyć swojemu krajowi, jest natomiast gnuśność, chęć wzbogacenia się i wygodnictwo. 

Zola w swoim drobiazgowym stylu opisuje debaty parlamentarne, wypowiedzi, kulisy polityczne, zachowania cesarza, nawet chrzest potomka i każdy dar, jakiego dziecko otrzymało. Przyznam, że już wolę opisy kwiatów, na które narzekałam przy poprzednim tomie, bo polityka jest o niebo nudniejsza! Może dla pasjonatek lub znawczyń II Cesarstwa byłaby to satysfakcjonująca lektura, ale ja nie musiałam przeczytać aż tyle, by zrozumieć jej przesłanie. Niemniej to ważny tom, pokazujący inną składową społeczeństwa: bigoterię, wyrachowanie, gnuśność, hipokryzję i pogoń za karierą. Smutne przesłanie, smutna powieść, ale czego się po Zoli spodziewać?

Moja ocena: 4/6

Émile Zola, Seine Exzellenz Eugéne Rougon, tł. Hilda Westphal, Die Gehörgäng 2025.

niedziela, 18 maja 2025

"Grzech księdza Mouret" Émile Zola


 

Głównym bohaterem tego tomu jest dwudziestosześcioletni Serge Mouret – po śmierci rodziców i ukończeniu seminarium obejmuje parafię w małej wiosce Artaud. Wraz z nim mieszka siostra Désirée – niepełnosprawna intelektualnie, zakochana w zwierzętach dziewczyna. Serge żyje spokojnie, lubi swoich parafian, mimo że mnich Archangias ciągle go buntuje, szczególnie przeciw kobietom. Tymczasem Serge wielbi Maryję, podchodzi do wieśniaków z sercem, namawia ciężarną do ślubu, tłumaczy, błogosławi. Gdy zachoruje, pod opiekę bierze go wujek Pascal. Postanawia go umieścić w domu mędrca, zapamiętałego ateisty. Mieszkająca u niego szesnastoletnia, wychowana w swobodzie i dzikości Albine zaopiekuje się księdzem. Stopniowo Serge wraca do sił, zapominając o swoim uprzednim życiu. Spędza całe dnie z dziewczyną, przede wszystkim w cudownym ogrodzie otaczającym dom. Paradou to urzeczywistnienie raju, zresztą sama nazwa przywodzi na myśl to skojarzenie. Zola poszedł tu na całość w kwestii opisów. O ile w "Brzuchu Paryża" były one rozbuchane, to w tej książce przebiły wszystko. Francuz szczegółowo, ale to bardzo szczegółowo opisuje każde drzewo, każdy kwiat, każdą roślinę, a odpisy te podkreślają rajski klimat, w którym rodzi się czyste uczucie między Albine a Sergem. Tę sielankę brutalnie przerwie nie kto inny jak Archangias, który oczywiście będzie widział w Albine diabła i starał się uwolnić Serge'a z jej sideł. 

Ta powieść to przede wszystkim wielka alegoria grzechu pierworodnego – rajski ogród, dwoje niewinnych osób, diabeł w skórze zakonnika oraz przaśna wieś dokoła, w której ludzie żyją jak poganie. Zola fantastycznie opisuje ogród Eden, choć fantazja faktycznie go poniosła. Wspaniałą postacią jest też Désirée, która w swojej prostocie idealnie wpisuje się w ten gospodarsko-wiejski świat. Jej zachwyt nad zwierzętami, jej wyjaśnienia konieczności ich zjadania, spostrzeżenia na temat prokreacji stanowią przeciwwagę do uduchowionych wizji brata. 

To wspaniała kompozycyjnie powieść, w której sacrum przewija się z profanum, duchowość z ludzkimi żądzami, rozsądek z szaleństwem. Lojalnie jednak powiem, że te rozbuchane opisy wymagają ogromnego samozaparcia. 

Moja ocena: 4/6

Émile Zola, Die Sünde des Abbé Mouret, tł. Elisabeth Eichholtz, 304 str., Die Gehörgäng 2025.

sobota, 18 stycznia 2025

"Ojciec Goriot" Honoré de Balzac


Cykl dzieł Balzaka mam na półce od wielu lat, kilka tomów przeczytałam jeszcze w liceum, ale od dawna planowałam powrót do tego klasyka. Rok zaczęłam więc od Ojca Goriot – chyba najbardziej znanego dzieła tego pisarza – konstatując, że zupełnie nic z tej książki nie pamiętam. 

To historia mieszkańców pewnego domu w Paryżu. Właścicielka, pani Vauquer, utrzymuje się z wynajmu pokoi i serwowania posiłków. Jej klienci to przekrój wielu warstw społecznych i charakterów. Jest wśród nich młoda dziewczyna z opiekunką, której wyrzekł się ojciec, jest student medycyny, który przybył z prowincji i jego wykształcenie jest jedyną nadzieją na finansowe wsparcie rodziny i jest też tytułowy Goriot. To starszy mężczyzna, który dorobił się na handlu mąką, sam wychował dwie córki i świetnie wydał je za mąż. Dziewczyny awansowały do paryskiej śmietanki towarzyskiej i praktycznie wyparły się ojca, który wciąż jednak wszystko by dla nich zrobił i faktycznie wielokrotnie ratuje im skórę. Jak się okazuje dobre zamążpójście niesie za sobą liczne konsekwencje i córki raz po raz potrzebują finansowego zastrzyku. Mimo że Balzac tytułem powieści ustawia fokus na Goriocie, to ja szczególnie obserwowałam poczynania studenta Eugeniusza, który żyje na krawędzi między prowincjonalnym wychowaniem i poczuciem obowiązku wobec rodziny, a pokusami paryskiego świata. Dzięki koneksjom udaje mu się bowiem wejść na salony i poznać to życie od podszewki. Eugeniusz wie, że zostanie kochankiem bogatej damy to najprostsza droga do zaistnienia, równocześnie wymaga ona jednak sporych nakładów finansowych. Obserwowanie jego wewnętrznej walki to najciekawszy wątek tej powieści. 
Podczas gdy w przypadku Goriota i jego córek nie można się spodziewać cudów, to Eugeniusz, stojąc na krawędzi, daje nadzieję na uchronienie się od moralnego upadku. Niemałą rolę odegrają tu zresztą Goriot i jego córki. Im udało się dokonać tego kroku w górę na społecznej drabinie, ale cena, jaką za to zapłaciły jest nad wyraz widoczna i bolesna. 

Tę książkę można czytać na wiele sposobów, szukać tu wizji miłości bezwarunkowej, chorobliwej wręcz, obserwować korelację upadku moralnego z rosnącym bogactwem, dostrzegać zakłamanie, plotkarstwo i życie na pokaz. Nic, czego nie znamy ze świata nam współczesnego.

Balzac należy do klasyków przystępnych, których dobrze się czyta. Mimo że entourage jego powieści jest dziewiętnastowieczny, to, jak pisałam wyżej, treści pozostają uniwersalne. W odróżnieniu do Zoli nie ma u niego drobiazgowych opisów, co czyni tę książkę przystępniejszą dla współczesnej czytelniczki. Mam nadzieję niebawem sięgnąć po kolejne utwory Francuza i czytać je równolegle do cyklu Rougon-Macquart Emilé'a Zoli.

Moja ocena: 5/6

Honoré de Balzac, Ojciec Goriot, tł. Tadeusz Żeleński-Boy, 330 str., Warszawski Dom Wydawniczy 1992.

poniedziałek, 22 lipca 2024

"Podbój miasta Plassans" Emil Zola


 

Akcja czwartego tomu cyklu Rougon-Macquart umieszczona jest ponownie w Plassans w domu Marty Rougon, która poślubiła kuzyna z linii Macquartów – Francoisa. To zgodne małżeństwo, które wychowuje troje dzieci: Octave'a, Serge'a i Desirée. Dziewczynka jest umysłowo opóźniona, zapewne na skutek małżeństwa osób spokrewnionych, ale tego tematu Zola tu jeszcze nie podejmuje. Marta to spokojna osoba, chętnie przebywa w domu i ogrodzie, gdzie spędza długie godziny na szyciu i obserwowaniu córki. Francois to obrotny kupiec, rubaszny, zadowolony z życia, zawsze skory do żartów. Pewnego dnia wynajmuje poddasze nowemu księdzu w Plassans – Abbé Faujas. Ten sprowadza się z matką i wzbudza od razu całą falę plotek. Nikt nie wie, dlaczego opuścił poprzednią parafię, dlaczego przybył tak nagle, rodzą się najdziwniejsze spekulacje, a w tym wszystkim nie pomaga skrytość księdza. By lepiej go poznać, Francois inicjuje wspólne wieczory. On gra z matką Faujasa w karty, a ksiądz rozmawia z Martą. Kobieta stopniowo ulega fascynacji kościołem i wiarą. Porzuca skromne i ciche życie, stawiając na częste wizyty w kościele, a nawet spowiedź. Dotychczas niereligijna Marta angażuje się w zbiórkę i budowę domu dla dziewcząt, którym grozi ulica oraz dla chłopców, którzy powinni bardziej sensownie spędzać czas. Z troskliwej matki nie zostaje nic, a Francois jest zaskoczony przemianą żony. Równocześnie Faujas zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze, mieszając się w polityczne rozgrywki w Plassans a także te na szczeblu kościelnym, które są coraz bardziej zajadłe w obliczu zbliżających się wyborów.

Marta popada stopniowo w szaleństwo, tymczasem Abbé Faujas sprowadza do domu siostrę i szwagra, który zostaje zaangażowany do pomocy formalnej przy prowadzeniu zbiórki na dom dla dziewcząt. To chciwe małżeństwo ma jednak jeden cel – zawłaszczyć sobie dom Mouretów. Podczas ataków szału Marta kaleczy samą siebie, ale sprytne małżeństwo wrabia Francoisa, twierdząc, że to on maltretuje żonę. Zamknięcie go w zakładzie dla psychicznie chorych to pierwszy krok do celu.

Zola fantastycznie opisuje stosunki panujące w miasteczku – manipulacje, plotki, przetasowania, które prowadzą do popularności konkretnej osoby. Jego punkt ciężkości leży jednak na krytyce kościoła i żądnych władzy hierarchów.  Autor umiejętnie obnaża mechanizmy osób przy władzy, ale także kobiet, które dzięki plotkom mają wymierny wpływ na działania w mieście. Wiele tu zapadających w pamięć scen rodzajowych – w ogrodzie Mouretów, na wsi u wujka Macquarta itd., natomiast dużo mniej opisów, które stanowiły trzon poprzedniego tomu.

Moja ocena: 4/6

Émile Zola, Die Eroberung von Plassans, tł. Armin Schwarz, 350 str., Die Gehörgäng.

piątek, 19 kwietnia 2024

"Brzuch Paryża" Emil Zola


Florent omyłkowo aresztowany podczas zamieszek w 1848 został zesłany do kolonii karnej w Cayenne. Ten złamany, nieszczęśliwy i zupełnie nieprzebojowy człowiek wraca jednak do Paryża wiele lat później. Wychudzony, wymizerowany, bez nadziei i sił trafia na dobrych ludzi, dzięki którym ląduje w okolicy nowych hal. To mekka handlu, świątynia konsumpcji, serce i puls Paryża. Okazuje się, że właśnie tu jego młodszy brat ma sklep mięsny wraz ze swoją żoną Lisą, z domu Macquart. 

Tylko pozornie Florent jest głównym bohaterem tej powieści – tak jak jego fizyczność pozostanie blady, zatopiony w mrzonkach o rewolucji i przywróceniu republiki nie dostrzeże życia dookoła. A jest ono niezwykle rozbuchane. W halach sprzedaje się, handluje, targuje, zabija, kroi, sieka i plotkuje. Nowy przybysz w rodzinie Lisy i Quenu to wspaniały obiekt do plotek. Nikt nie wie, kim jest i skąd się zjawił, a gdy obejmuje stanowisko nadzorcy działu rybnego domysły i plotki osiągają apogeum, tak jak rywalizacja między piękną Lisą i piękną Normandką (obie z siostrą handlują rybami, jedna słono-, druga słodkowodnymi). Lisa uchodzi nie tylko za piękną, ale i za cnotliwą, rozsądną i godną podziwu. Jej pochodząca z Normandii konkurentka natomiast zachwyca urodą, ale nie może ścigać się z Lisą w kwestii cnotliwości. 

Zola niezwykle plastycznie odmalowuje obraz hal i życia w nich. Drobiazgowo opisuje warzywa, kwiaty, poszczególne produkty, każdą rybę, każdy ser, nie pomijając struktury, konsystencji i zapachu. To niezwykłe obrazy pozwalające na zagłębienie się w owym paryskim brzuchu, żywicielu i magazynie. Podobnie się ma rzecz ze sklepem Lisy, Francuz nie szczędzi opisów wnętrz, ale także poszczególnych produktów, a także procesu ich wytwarzania. Jeśli więc chcieliście się dowiedzieć, jak w dziewiętnastowiecznym Paryżu produkowano kiełbasy, pasztety, kotlety i inne mięsne produkty, Zola wam to szczegółowo opisze.

Pomijając jednak aspekt opisowy, ta powieść to świetny obraz tego, jak plotki i niedopowiedzenia potrafią doprowadzić do nieszczęścia, skłócić rodziny i znajomych, jak pozorna cnotliwość może być przykrywką egoizmu i dbania o własny interes. To ponownie wspaniałe studium natury ludzkiej i obraz Paryża. 

Moja ocena: 5/6

Émile Zola, Brzuch Paryża, tł. Armin Schwarz, 264 str., Jazzybee Verlag 2015.

czwartek, 21 marca 2024

"Zdobycz" Émile Zola



W Zdobyczy Zola opisuje losy Aristide'a, jednego z synów Pierre'a, który w pierwszym tomie cyklu odgrywał tylko poboczną, niezbyt fortunną rolę. Podczas przewrotu zachował się wbrew rodzicom, bez szczególnego i świadomego zamiaru, zbyt późno zorientował się bowiem, który kierunek polityczny ma szansę zwycięstwa. Aristide opuszcza prowincjonalne Plassans i wyjeżdża do Paryża, gdzie liczy na pomoc brata – Eugène – który objął stanowisko ministra. 
Pomoc brata ogranicza się jednak tylko do zapewnienia mu stanowiska w urzędzie do spraw budowlanych, nieoceniona pomoc nadchodzi jednak z zupełnie innej strony. W najlepszym możliwym momencie umiera żona Aristide'a i pojawia się jego siostra – Sidonie – która być może do tej śmierci się przyczyniła i swata go z młodą panną z dobrego domu. Renée powróciła z pensji w ciąży, którą należy zataić – świetnie uposażona wychodzi więc za Aristide'a, który przyjmuje ciążę na swój rachunek. Wszystko układa się po jego myśli – młoda żona traci ciążę, a ogromny posag pozwala mu na rozpoczęcie piramidalnie skomplikowanych spekulacji, wykorzystując zaplanowaną na wielką skalę przebudowę Paryża za panowania Napoleona III. Machlojki Aristide'a są tak skomplikowane, że sam traci kontrolę nad ilością swoich pieniędzy, jedno jest jednak pewne – jest ich tak wiele, że zarówno on, jego żona, jak i syn z pierwszego małżeństwa – Maxime prowadzą życie iście królewskie. 
Renée interesuje się tylko bankietami, nowymi kreacjami, plotkami, a jej jedynym celem w życiu jest rozkosz i przyjemność. Pod okiem zajętego męża wciąga pasierba w zakazany romans. 

Powieść Zoli to swoisty dokument Paryża z połowy XIX wieku – w najwyższych sferach dominują dekadencja, upadek obyczajów oraz spekulacje na koszt państwa. Trudno zapałać sympatią do choćby jednego bohatera – moralne zepsucie i perfidia wręcz odrzucają od wszystkich.
Drobiazgowe opisy pomieszczeń, ulic, strojów dopełniają obrazu ówczesnego społeczeństwa.

Moja ocena: 4/6

Émile Zola, Die Beute, tł. Rita Schober, 290 str., Rütten & Loening Berlin 1981.

piątek, 15 marca 2024

"Cudowne lata" Valérie Perrin


Sięgając po tę książkę (wybór mojego klubu książkowego), miałam pewne uprzedzenia, przyznaję od razu. Wiedziałam, że to nie jest mój typ literatury i czytałam tę powieść dość krytycznie. Lektura jednak utwierdziła mnie w moim zdaniu.

Perrin snuje opowieść o trójce przyjaciół, dwóch chłopcach i dziewczynie, których los złączył w wieku dziesięciu lat w szkole. Ta trójka staje się nierozłączna, poznajemy ich życie w wielu szczegółach. Ninę wychowuje dziadek, po tym, jak porzuciła ją matka. Étienne dorasta w dobrze sytuowanej rodzinie jako jeden z trójki rodzeństwa – niekochany jednak przez ojca. Adrien wychowywany jest przez samotną matkę. Wszystkie trzy rodziny traktują przyjaciół jak własne dzieci. Étienne to niezwykle przystojny, dumny chłopak, który nie przepada za nauką, Adrien natomiast to ciche, skryte dziecko, dobry uczeń i syn. Nina to bystra dziewczyna, utalentowana muzykalnie i artystycznie, pełna temperamentu, zadziorna, ale zarazem niepewna siebie i tęskniąca za matką.

Gdy przyjaciele wkraczają w dorosłość, ich relacja się zmienia, każde z nich wbrew snutym przez lata planom podąża inna ścieżką, a przyjaźń nie wytrzymuje próby czasu oraz nieszczęść, które na nich spadają. 

Perrin prowadzi narrację dwutorowo. Opowiada historię młodości tych trzech osób, przeplatając ją wspomnieniami nieznanej narratorki, która zarazem opowiada o aktualnym życiu przyjaciół. Autorka zasadziła swoją opowieść na tych dwóch wątkach, by zapewne wprowadzić element niepewności i zaskoczenia, ja jednak już po jednej trzeciej powieści domyśliłam się, kim jest współczesna narratorka. Nie zdradzając zbyt wiele z treści, przyznam, że nie bardzo podobał mi się ten zabieg, wykorzystujący pewien fakt, w takim celu. Nie mogłam się także pozbyć odczucia, że autorka manipuluje moimi emocjami, w taki a nie inny sposób konstruując powieść i dawkując informacje. Podobnie ma się rzecz z zakończeniem – nagle dostajemy całą historię pochodzenia ojca Niny, która w całkiem prosty sposób wychodzi na jaw, a przecież przez całą powieść pozostawała nierozwiązywalną tajemnicą. 

Nie zaprzeczę, że Perrin operuje potoczystym językiem i Cudowne lata czyta się dobrze i szybko. I mimo, że wczoraj skończyłam lekturę tych niemal sześciuset stron, to dziś jestem w stanie streścić je w kilku zdaniach. Rozumiem, że wszystkie opisy wydarzeń z dzieciństwa służą budowaniu beztroskiej atmosfery lat 90., ale de facto nie wnoszą nic do narracji. Zadziwiające jest także, jak szybko tak głęboka przyjaźń potrafi zniknąć. W przypadku młodych osób jest to jeszcze zrozumiałe, ale tutaj zaangażowane były całe rodziny – a nagle przyjaciele dzieci przestają odgrywać jakąkolwiek rolę. Nie przekonuje mnie też wątek sprawy dręczącej przez lata Étienne'a oraz jego cudowne i nagłe rozwiązanie po latach. Takiemu cudownemu rozwiązaniu ulega także na przykład wątek męża Niny. Im więcej czasu upływa od lektury, tym mniej przekonuje mnie ta powieść, a ja wyraźniej dostrzegam, jak grubymi nićmi jest szyta ta fabuła.  

Cudowne lata to dobre, wciągające czytadło na plażę, ale niestety nic ponad to.

Moja ocena: 3/6

Valérie Perrin, Cudwone lata, tł. Joanna Prądzyńska, 576 str., Wydawnictwo Albatros 2023.

sobota, 24 lutego 2024

"Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów" Émile Zola



Akcja powieści koncentruje się wokół Pierre'a Rougona, najstarszego syna Adélaide Fouqe. Po śmierci pierwszego męża, Adélaide związuje się z szmuglerem Macquart'em, któremu rodzi córkę Ursulę oraz syna Antoine'a. Pierre nie akceptuje przyrodniego rodzeństwa i jeszcze za życia matki sprytnie oszukuje ich, by zagarnąć spadek, dzięki któremu udaje mu się złapać dobrą partię, w postaci mieszczańskiej córki Félicité. Oboje marzą o wspięciu się po drabinie społecznej i awansie do elit Plassans – miasteczka na południu Francji, w którym mieszkają. 
Niestety pieniądze nie przynoszą im szczęścia – mimo usilnych prób ciągle tracą majątek, również kształcąc w Paryżu trzech synów. 

Pierre korzysta jednak z sytuacji politycznej we Francji i próbuje tą drogą podwyższyć pozycję rodziny oraz pomnożyć majątek. Zamach stanu w Paryżu wywołuje zamieszki w całym kraju, także w Plassans następuje mobilizacja republikanów. Jednym z nich jest młodziutki Silvère Macquart, syn przyrodniej siostry Pierre'a, która młodo zmarła. Silvère wychowuje się u babki Adélaide, która zmaga się ze starością, chorobą psychiczną i zapomnieniem. Obecność wnuka podnosi ją na duchu, a także chłopak znajduje u niej ciepło i dom. Ze swoją ukochaną, młodziutką Miette dołącza do powstańców, nie spodziewając się tragicznego zakończenia.

Nie jest to mimo dość intensywnej akcji porywająca lektura. O ile podobała mi się historia Silvère i Miette oraz ciekawiły perypetie rodziny Adélaide, to wątek polityczny nudził niemiłosiernie. Nieszczególnie interesowało mnie kto z kim i przeciwko komu walczy, wolałam czytać o rodzinnych powiązaniach i konfliktach. Zola, wedle ówczesnej konwencji, okrasza narrację licznymi opisami, długimi wywodami i historycznym kontekstem – nie wszystko to jest ważne dla zrozumienia powieści, z zasady ma budować zapewne atmosferę i ukazać pełny obraz miasta, ale niestety często nudzi.

Oczywiście nie zakończę tutaj mojej przygody z Zolą, skoro postanowiłam przeczytać wszystkie tomy, tak zrobię, świadoma, że nie wszystkie z nich trafią w mój gust.

Moja ocena: 3,5/6

Émile Zola, Das Glück der Familie Rougon, tł. Rita Schober, 292 str., Rütten & Loening Berlin 1981.

sobota, 6 stycznia 2024

"Arab Jazz" Karim Miské

 


Szukając powieści wydanych przez wydawnictwo Claroscuro ta przyciągnęła moją uwagę jako pierwsza – kryminał z religijnym tlem w wielokulturowej Francji zapowiadał się jako ciekawa powieść i faktycznie warto po nią sięgnąć. 

Arab Jazz określany jest jako kryminał, ale ja bym nie sprowadzała tej powieści tylko do tego określenia. Owszem są tu policjanci i morderstwo, ale Miské oferuje w swojej debiutanckiej książce o wiele więcej. Ahmed – to młody człowiek cierpiący na depresję. Spędza całe dnie w swoim niewielkim mieszkaniu czytając kryminały, które kupuje z drugiej ręki. Pewnego dnia podczas lektury na balkonie na jego stopach ląduje krople krwi. Okazuje się, że pochodzą one z ciała brutalnie zamordowanej sąsiadki z góry – Laury. Ahmed przelotnie znał młodą stewardesę, zajmował się jej kwiatami, zamieniał kilka słów. Słusznie obawia się, że może stać się głównym podejrzanym. Śledztwo prowadzi natomiast nietypowa para – Żydówka Rachel i pochodzący z bretońskiej rodziny komunistów Jean.

Sprawa okaże się być o wiele bardziej zagmatwana niż na początku można było sądzić i zaprowadzi policjantów w świat arabski, żydowski, a nawet świadków Jehowy. Dużo tu miejskiego kolorytu – podejrzanych zaułków, nieciekawych typów, zapyziałych sklepów. Jest także korupcja, handel narkotykami i morderstwa na zlecenie. I szaleństwo, dużo szaleństwa. Autor pokusił się nawet o przerzucenie akcji za wielką wodę, co, wbrew moim obawom, powieści nie zaszkodziło. 

Miské umiejętnie łączy te wątki, okraszając je dużą dawką odwołań do literatury (szczególnie kryminalnej) oraz muzyki (na końcu książki umieszczono listę). Nawet delikatny wątek miłosny nie zepsuł lektury, dobrze, że autor nie rozpracował go głębiej. 

Arab Jazz to ciekawa lektura, pokazująca oblicze Francji emigrantów, niejednorodnej, kolorowej, ale i brutalnej, cierpiącej i poszukującej. Warto przeczytać.


Moja ocena: 4,5/6

Karim Miské, Arab Jazz, tł. Gabriela Hałat, 407 str., Wydawnictwo Claroscuro 2017.

piątek, 27 października 2023

"Zmiana" Édouard Louis

 


Zmiana to opis życia autora, a może jego alter ego. Droga z małej mieściny, przemocowego domu, niezrozumienia do Paryża i kariery pisarskiej. Brzmi jak poprzednie książki Louisa? Jasne, bo Francuz pisze ciągle o tym samym, tu nie ma co ukrywać. Co jest jednak siłą i zaletą jego prozy, to fakt, że potrafi o tym pisać z różnych perspektyw, za każdym razem dodając nowe szczegóły i naświetlając nowe aspekty. Jak sam tytuł wskazuje, w tej książce fokus leży na zmianie z nieśmiałego chłopca, popychadła, który ukrywa swoją tożsamość płciową w pełnego sukcesów pisarza? No właśnie, tu nie ma pewności ani u autora, ani u czytelniczki. 

Louis opisuje swoją drogę, a przede wszystkim ludzi, którzy na niej stanęli - bibliotekarki, które podsunęły odpowiednie lektury, koleżanki z pracy w teatrze, Elenę, Didiera Eribona i wielu innych. Elena i jej rodzina miały największy wpływ na nastoletniego Eddy'ego, który został przyjęty ciepło w ich domu. To rodzina z wyższej klasy średniej, w której panują zupełnie inne obyczaje i zasady niż te, które dotąd znał Eddy. Chłopak stopniowo zaczyna je wszystkie kopiować - poczynając od fryzury, stroju, na zachowaniu kończąc. By nadgonić braki w wykształceniu czyta, chodzi do kina, prowadzi wielogodzinne rozmowy z Eleną. Ambicja i parcie w górę nie pozwolą mu jednak pozostać w Amiens, a spotkanie z Eribonem będzie decydującym impulsem do dopuszczenia myśli o swojej homoseksualności i oswojenia się z pomysłem wyprowadzki do Paryża. 

Louis zastanawia się przede wszystkim na tym, czy jego działania były wykorzystaniem przyjaciół i kochanków. Czy faktycznie darzył ich uczuciem, czy byli jedynie jednym ze środków, by osiągnąć założony cel. Przyznaje, że przypadkowość spotkań zaważyła na jego ścieżce. 

Tej powieści można wiele zarzucić - powtarzalność, mało wyrafinowany styl, a nawet pretensjonalność, ale ja Louisa kupuję. Można się też zastanawiać, jaki sens ma czytanie intymnych wyrzygów autora, bo choć to autofikcja, to nie mam wątpliwości, że Louis pisze o sobie, ale i to kupuję. Mam w sobie dużo empatii dla Francuza czy też jego bohatera, odnajduję w tej prozie wiele kwestii, które w jakiś sposób dotyczą mnie lub mnie poruszają, z ciekawością obserwuję, jak rozwija się ta proza. Na pewno sięgnę po kolejną powieść Louisa, choćby po to, by przekonać się, jaki temat czy postać weźmie na tapet.

Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Zmiana, tł. Joanna Polachowska, 288 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

środa, 13 września 2023

"Pamiętniki i opowieści. Moje początki" Frédéric Mistral


 

Ta książka to wspomnienia noblisty z dzieciństwa i okresu szkolnego aż do zdania matury, które spędził w Prowansji. Mistral opisuje swoją rodzinę (ojca, matkę, dziadków, ich pochodzenie, zawody) i najwcześniejsze wspomnienia. To beztroskie dzieciństwo pośród natury, wypełnione zabawami i psotami. Autor opisuje wiele z nich dość szczegółowo, przy okazji odmalowując piękno natury - kwiatów, łąk, drzew, ale i zapachów i krajobrazów. Noblista przedstawiając swoje perypetie w domu, a potem w kolejnych miejscach, gdzie pobierał nauki, skupia się przede wszystkim na swojej małej ojczyźnie.

Te opowieści przetykane są mnóstwem legend, baśni, opowieści głęboko osadzonych w prowansalskiej kulturze. Mistral przytacza pieśni i powiedzonka, szczególnie podkreślając wagę języka prowansalskiego oraz jego historyczne znaczenie. Można tu znaleźć opisy obchodzenia Bożego Narodzenia czy innych świąt oraz typowych dla tego regionu zwyczajów.

To bardzo nostalgiczna relacja, pozwalająca wyobrazić sobie życie na południu Francji w XIX wieku, ale także przekazująca ogromną miłość do Prowansji. Językowo nie jest to trudna lektura, co w przypadku noblisty z początku XX wieku jest ważną rzeczą. Cieszę się, że wybrałam tę książkę, bo faktycznie dzięki niej poznałam bliżej mało mi znany region, a przede wszystkim jego folklor i kulturę.


Moja ocena: 4/6

Frédéric Mistral, Kindheit und Jugend in der Porvance, tł. Noa Kiepenhauer, 159 str., Anaconda 2014.

wtorek, 5 września 2023

"Zmagania i metamorfozy kobiety" Édouard Louis

 


Czwarta książka Louisa to czwarte oblicze jego samego i jego rodziny. Monique to matka, o której wspominał w innych książkach, ale dopiero w tej opisuje dokładniej jej życie i tytułową metamorfozę. Louis porusza się w tym samym kręgu tematów - różnicach klasowych, biedzie, trudnościach związanych z wyrwaniem się ze środowiska, ale w każdej swojej książce nakreśla je z innej strony. W tej książce dominującym tematem jest wstyd, ale i to, że można coś ze swoim życiem zrobić. Tak jak Monique, która w wieku czterdziestupięciu lat porzuca przemocowego (kolejnego) partnera i stawia na siebie. Syn jej kibicuje i wspiera, co nadaje tej książce niewyczuwalny dotąd ton czułości. 

Niech to jednak nie będzie odczuciem mylnym. Louis jest, jak zawsze, szczery do bólu i zawarł w Zmaganiach sceny trudne i chwytające za serce, jak ta gdy matka neguje i ignoruje jego chorobę, bo zwijanie się z bólu to zachowania przynależące do wyższej klasy. To znowu obrazy z dzieciństwa, które nie tak powinno wyglądać, naznaczonego biedą, niezrozumieniem i poczuciem niższości.

Monique udaje się wyrwać z prowincji, rozpocząć nowe, inne życie w Paryżu, które jednak nie oznacza awansu do wyższej klasy. Jest jednak dla niej wyzwoleniem, uwolnieniem od przemocy i biedy.

To bardzo krótka książka, ale niosąca wiele emocji, każde zdanie to czysta treść. Tu nie ma wypełniaczy, opisów, zbędnych słów. Największą siłą jest osobisty aspekt tej prozy i szczerość autora.


Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Zmagania i metamorfozy kobiety, tł. Joanna Polachowska, 80 str., Wydawnictwo Pauza 2022.

wtorek, 11 lipca 2023

"Powrót do Reims" Didier Eribon


Po Eribona zapragnęłam sięgnąć po lekturze Annie Ernaux i Édouarda Louisa - zafascynowana ich losami i wizją świata, spostrzegawczością, wspólnotą losów, diagnozami. Eribon faktycznie ma z nimi wiele wspólnego, ale jego proza jest inna. Sięgałam po powieść autobiograficzną, a dostałam esej. Esej napisany przez filozofa i socjologa, który nie stroni od osobistych doświadczeń. 

Eribon po latach pisania, dostrzega, że nigdy nie podjął się tematu klasowości, różnicy między poszczególnymi warstwami społecznymi i trudności, jakich doświadczył w wyrwaniu się ze swojego środowiska. Powrót do rodzinnej miejscowości po śmierci ojca jest przyczynkiem do napisania tego eseju. Eribon, podobnie jak Louis przeszedł niezwykle trudną drogę jako gej, który wyrwał się ze swojego środowiska i klasy społecznej. Wychowanie w klasie robotniczej, gdzie edukacja nie odgrywała żadnej roli naznacza na życie i niezwykle utrudnia wydostanie się z utartego szlaku. Eribon nie jest tak ekshibicjonistyczny jak Louis, ale z jego wzmianek rysuje się smutny obraz domu, w którym zabrakło wsparcia i zrozumienia. Obraz człowieka, który we współczesnym świecie, w Europie, w bogatym państwie musi walczyć o godną edukację zawsze mnie rozwala, nie inaczej jest i tu. Trudno i ciężko się czyta takie opisy, ale książka Eribona to coś więcej. 

To przede wszystkim bardzo trafna diagnoza społeczeństwa. Francuz świetnie kreśli przyczyny klasowości, pokazując, że awans społeczny, opuszczenie własnego środowiska jest teraz właściwie tak samo trudne lub niemożliwe, jak kilkadziesiąt lat temu. Tutaj bardzo ciekawe są rozważania polityczne - klasa robotnicza, która tradycyjnie wybierała lewicę, nagle odwróciła się w kierunku skrajnie prawicowym. Eribon próbuje wyjaśnić przyczyny tej wolty, ale także analizuje, jak oba skrajne ugrupowania się zrównują, jak zacierają się różnice. Wiele z tych rozważań popartych jest licznymi odwołaniami i cytatami - przyznam, że czasami miałam wrażenie, że teoria się tu zapętla. Fragmenty, w których autor odwołuje się do doświadczeń osobistych i jego rodziny czytają się dużo lżej i są łatwiej strawne. 

Warto czytać Eribona, ale należy podejść do tego z odpowiednimi oczekiwaniami. To nie jest łatwa i lekka lektura, ale lektura niezwykle pouczająca. Dla mnie szczególnie ważna na tle ostatnich wydarzeń we Francji, bo pozwala zrozumieć mechanizmy, jakie działają w tym społeczeństwie, ich przyczyny i działanie. 

Moja ocena: 4/6

Didier Eribon, Powrót do Reims, tł. Maryna Ochab, 224 str., Wydawnictwo Karakter 2019.