czwartek, 24 lipca 2025
"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"
piątek, 6 czerwca 2025
"Kobiety, o których myślę nocą" Mia Kankimäki
środa, 7 maja 2025
"Wyspa snów" Heikki Kännö
Wyspa snów, czyli Sömnö to niewielka wysepka, na której Werner Berger czerpie inspiracje dla swojej sztuki i która stanowi swego rodzaju refugium w rzeczywistości i przenośni. Izaak Severin postanawia spisać historię życia słynnego malarza, Berger go fascynuje jako artysta, ale losy jego rodziny to dopiero fantastyczny materiał. Pierwsza część książki to rodzinna saga, która rozpoczyna się od dziadka Samuela Schmala, który był niespokojnym duchem marzącym o eksploracji Afryki. Ten pochodzący z biednej rodziny chłopak musi się jednak najpierw wydostać z rąk przemocowego ojca, który jest austriackim szewcem. Jego droga poprowadzi go przez Francję i Kongo do Austrii i w końcu Finlandii. Będzie to oczywiście droga pełna przygód i ciekawych postaci, które staną na jego drodze. Autor błyskotliwie i z dużą dozą humoru szkicuje te losy, tworząc coś na kształt powieści łotrzykowskiej pełnej barwnych indywiduum. Oczywiście czytamy tu o Kongu na początku XX wieku, więc nie są to łatwe kwestie, zwłaszcza, że relacjonowane są z białej perspektywy. Jeśli jednak uda się to przełknąć, można się w tej historii zatopić. Podobnie ma się kwestia z dziećmi Samuela i ich pokręconymi losami. Gdy jednak narracja dociera do współczesności i zasadza się na samym malarzu, zaczyna się robić trudniej.
Kännö pokusił się o dygresje i rozważania na tematy wielorakie, powiązane w jakiś sposób ze sztuką, szczodrze okraszone Wagnerem (którego nie trawię). Autor eksploruje szeroki wachlarz przeróżnych kwestii, takich jak poszukiwanie prawdy i doświadczanie cienkiej granicy między nią, a fantazją, duchowość w różnych jej wymiarach, zakres działania i oddziaływania sztuki itp. Przyznam jednak, że niespecjalnie do mnie trafiły te rozważania i nie wzbudziły mojego zainteresowania. Książkę wprawdzie doczytałam, pędząc zapewne na fali pierwszej, dynamicznej i pełnej kuriozalnych postaci części, ale to nagłe wyhamowanie i zmiana konceptu mnie zniechęciły.
"Wyspa snów" to bardzo obszerne dzieło, któremu odchudzenie zapewne wyszłoby na dobre. Myślę, że przydałaby się tu redakcja, bo dygresji i postaci pobocznych jest tu wiele, za wiele. Co ciekawe, to najmniej fińska powieść, jaką przeczytałam!
Moja ocena: 3/6
Heikki Kännö, Wyspa snów, tł. Artur Bobotek, 520 str., Państwowy Instytut Wydawniczy 2024.
wtorek, 11 marca 2025
"Mokradła" Maria Turtschaninoff
niedziela, 19 stycznia 2025
"Korzenie" Miika Nousiainen
niedziela, 5 stycznia 2025
"Las powieszonych lisów" Arto Paasilinna
To już trzecia powieść Paasilinny, po którą sięgnęłam i po raz kolejny dobrze się bawiłam. Fin nie zawiódł mnie w kwestii humoru i pomysłów. Ta powieść to jazda bez trzymanki i plejada niespotykanych bohaterów.
Oiva Juntunen to drobny rzezimieszek. Wraz z dwoma kumplami uknuł napad na transport sztabek złota, ale tak się ustawił, że ci dwaj poszli siedzieć, a on miał przechowywać zdobycz. Na złocie jednak żyje się tak wygodnie, że Oiva decyduje się nim nie dzielić. W tym celu zaszywa się na północy Laponii, licząc na to, że kumple nie wpadną na jego trop. Kumple może nie, ale wpadnie za to major Remes, który ma dość wojska, żony i życia, za to kocha likier pomarańczowy. By zmienić swoje losy, postanawia się zaszyć na północy Laponii. Tak, dokładnie tam, gdzie Oiva. Obaj panowie początkowo się obwąchują, nie dowierzając swoim zamiarom, ale stopniowo tworzy się między nimi kuriozalna komitywa. Gdyby przyjaźń między żołnierzem a przestępcą nie była wystarczającą dawką humoru, dołącza do nich dziewięćdziesięcioletnia kobieta, która uciekła z transportu do domu starców. Trudno sobie wyobrazić bardziej niedopasowaną trójcę! A jak wam powiem, że do nich dołączą dwie prostytutki i lis?
Las powieszonych lisów to jednak nie tylko podlana ogromną dozą sarkazmu dobra rozrywka. Paasilinna między wierszami utyka przesłanie, dla tych, którzy poza ową rozrywką szukają w powieści czegoś więcej. Jest tu o samotności, o rodzinie, o szukaniu swojej drogi w życiu, o przywiązaniu do swojego miejsca, o umiłowaniu tradycji i zapewne wiele więcej.
Polecam nie tylko wielbicielom satyry i fińskiej literatury.
Moja ocena: 4/6
Arto Paasilinna, Las powieszonych lisów, tł. Karolina Wojciechowska, 312 str., Książkowe Klimaty 2024.
sobota, 2 listopada 2024
"Niewidzialni" Pajtim Statovci
czwartek, 4 lipca 2024
"Powiedziała, że nie żałuje" Tommi Kinnunen
piątek, 27 stycznia 2023
"Lód" Ulla-Lena Lundberg
niedziela, 18 grudnia 2022
"Powieść lekarska" Riku Korhonen
piątek, 4 listopada 2022
"Oneiron" Laura Lindstedt
Co się dzieje w tym krótkim momencie między śmiercią, a opuszczeniem ciała przez duszę? Nad tym zastanawia się Lindstedt, tworząc wizję miejsca, w którym spotkało się siedem kobiet. Amerykanka, Rosjanka, Senegalka, Brazylijka, Francuzka, Holenderka i Austriaczka nagle znajdują się w miejscu bez przestrzeni i granic - same zdezorientowane próbują sobie przypomnieć własny moment śmierci.
Lindstedt balansuje między relacją sytuacji w niebycie, a opisem doczesnego życia poszczególnych kobiet, czego nie czyni chronologicznie. Stawia raczej na fragmenty, wspomnienia, urywki. Niektórym bohaterkom poświęca więcej miejsca, jak na przykład Amerykance, innym mniej (Rosjanka). Te siedem kobiet nie mogłoby się bardziej różnić. Amerykanka była znaną performerką, artystką cierpiącą na anoreksję, Polina księgową i alkoholiczką, Senegalka piękną młodą kobietą niefortunnie wplątaną w przemyt, Francuzka nosiła bliźniaczą ciążę i tkwiła w niezbyt szczęśliwym małżeństwie z bardzo bogatym mężczyzną, Holenderka wegetowała ciężko chora na raka, odrzucona i uprzednio maltretowana przez syna, a Austriaczka dopiero co wchodziła w życie.
Oneiron to eksperyment literacki - Lindstedt bada opcje tego, co może się stać po śmierci. Robi to na płaszczyźnie treści, ale i formy. Są tu różne teksty - listy, ogłoszenia, fragmenty artykułów, rozmowy, odczyty, rozważania, są różne języki i różne sposoby narracji. Powieść zaczyna się zwrotem w drugiej osobie liczby pojedynczej, co już samo w sobie nie jest często spotykanym zabiegiem, a potem będzie jeszcze bardziej ciekawie. Przyznam, że potrzebowałam trochę czasu, zanim się zorientowałam, o co chodzi w treści i do czego (mniej więcej) autorka zmierza.
Oneiron to nierówna powieść. Są tu fragmenty fantastyczne, ale i dłużyzny. To odczucie będzie jednak pewnie zależeć od zainteresowań konkretnej osoby. Niektóre życiorysy uznałam po prostu za ciekawsze od innych. Punkt ciężkości leży na losach Amerykanki i właśnie tu sporo było dłużyzn - autorka cytuje w całości jej list czy wykład, które same w sobie są ciekawe, ale w pewien sposób wybijają z rytmu. Zresztą stawianie na różne formy jest zaletą i wadą - urozmaica powieść, ale też zbacza z tropu. Nie do końca też doszukałam się sensu wprowadzania aż tylu dygresji - czasem miałam wrażenie, że autorka chce w jakiś sposób się popisać własną elokwencją.
Nie żałuję jednak lektury, powieści o kobietach zawsze mnie interesują, a eksperymenty formalne ciekawią. Lindstedt zachwyciła mnie jednak najbardziej zakończeniem - ostatni rozdział jest świetny i treściowo i formalnie, dobrze podsumowuje całą powieść i spina wszystkie opowieści klamrą. Oneiron nie będzie jednak książką dla każdego - to raczej powieść dla osób gotowych na eksperyment literacki i odrobinę fantazji.
Moja ocena: 4/6
Laura Lindstedt, Oneiron. Fantazja o kilku sekundach po śmierci, tł. Sebastian Musielak, 480 str., Wydawnictwo Poznańskie 2021.
wtorek, 20 września 2022
"Niebo w kolorze siarki" Kjell Westö
wtorek, 28 grudnia 2021
"Przejście" Pajtim Statovci
Fińska powieść, która w zasadzie z Finlandią wiele wspólnego nie ma. To raczej opowieść o emigracji, tożsamości, zagubieniu. Główny bohater Bujar pochodzi z Albanii - jego dorastanie przypada na schyłek epoki Envera Hodży. Wraz z przyjacielem Agimem snuje marzenia o ucieczce z kraju, w którym się nie da żyć. Aktualna beznadzieja i warunki w kraju kontrastują z legendami i opowieściami ojca Bujara, które przekonują o wyjątkowości i waleczności Albańczyków. Bujar niczego z tych legend nie odnajduje w swoim życiu - widzi za to biedę, kombinacje i niepewną sytuację polityczną. Widzi też, że jego transpłciowy przyjaciel nie ma szans na godne życie. Rozdziały traktujące o czasie w Albanii to najciekawsze fragmenty książki - najbardziej spójne i pełne nieznanych mi dotąd legend.
Przejście nie jest jednak powieścią chronologiczną - Bujar na swojej emigracyjnej ścieżce odwiedza wiele krajów: Włochy, Hiszpanię, USA czy Finlandię i te przeżycia przewijają się w kolejnych rozdziałach, zadaniem czytelnika jest jednak wyłuskanie z nich chronologii oraz dopowiedzenie sobie prozy życia, czyli na przykład, jak Bujar dostaje się do kolejnych krajów, skąd bierze pieniądze na życie itd. Statovci skupia się na scenach, wydarzeniach, migawkach, pomijając jednak praktyczne tło, co odbiera przeżyciom Bujara wiarygodność.
Autor skupia się na problemie tożsamości - zarówno imigranta jak i osoby transpłciowej. Tutaj poszukiwanie swojego ja, umiejscawianie się w nowej przestrzeni, poznawanie panujących w niej reguł odnosi się do obu tych aspektów. Przeżycia Bujara w kwestii poszukiwania pracy, zdobywania przyjaciół mogą być tożsame dla imigranta jak i dla osoby transpłciowej, połączenie ich to mieszanka wybuchowa. Ciekawe jest, jak otoczenie kształtuje człowieka, w każdym kraju Bujar pokazuje inne oblicze, inaczej się zachowuje i snuje inną historię swojego pochodzenia. Ukrywanie się za kolejnymi maskami, przybieranie kolejnych, nowych kreacji to możliwość wielokrotnych emigracji - zmiana kraju zawsze daje szansę na odnalezienie siebie na nowo, ale mimo usilnych prób zapomnienia o kraju pochodzenia, nie sposób go wymazać.
Przejście mnie nie zachwyciło. Doceniam tu wiele aspektów - wyżej wspomniane dzieciństwo w Albanii, ale też udział w castingu słynnego talent show w Finlandii. Nie jest wprawdzie odkryciem, że to nie dobry głos i prawdziwy talent jest w nim najważniejszy, a ciekawa osobowość. Fiński reżyser postawił więc na transpłciowość, która się sprzeda i wzruszy serca widzów. Zabrakło mi tu jednak spójności - działania Bujara nie mają punktu wspólnego, są chaotyczne jak konstrukcja powieści i nie prowadzą do żadnego katharsis. I o ile nie oczekuję od powieści pointy i punktu kulmiancyjnego, to podczas tej lektury czułam się zagubiona.
Moja ocena: 4/6
Pajtim Statovci, Przejście, tł. Sebastian Musielak, 304 str., Wydawnictwo Pauza 2020.
wtorek, 26 października 2021
"Polowanie na małego szczupaka" Juhani Karila
czwartek, 29 lipca 2021
"Po lecie wszystko będzie inaczej" Siri Kolu
Dziesięć rozdziałów to dziesięć lotów szybowcem ojca z synem i dziesięć okazji do rozmowy o sprawach błahych i trudnych. Peetu ma niecałe osiemnaście lat i czeka na operację klatki piersiowej w ramach procesu zmiany płci. Urodzony jako Petra od zawsze źle czuł się w swoim ciele, chłopięca tożsamość była dla niego oczywista. Ojciec akceptuje, że ma dwóch synów (Peetu ma starszego brata Pyry) i krótkie, lakoniczne rozmowy w chmurach zmieniają się w wymianę uczuć, bo i on dzieli się swoimi problemami z synem.
Problematyczna jest Anita, matka, która nie potrafi do końca pogodzić się z tym, że jej córka okazała się być chłopcem. Jej zachowanie i próby poradzenia sobie z transpłciowością są całkowicie nieudane, krzykliwe, chaotyczne, bolesne. Całkowitego wsparcia Peetu nie ma także w starszym bracie. Natomiast bardzo wspiera go dziewczyna Aurora, z którą mieszka.
Dzięki przemyśleniom i rozmowom chłopca poznamy jego problemy na przestrzeni lat - począwszy od wyboru przebieralni w szkole po konieczność noszenia całej dokumentacji medycznej w najbardziej błahych sytuacjach. Sporo w książce informacji na temat przebiegu tranzycji płci w Finlandii.
Rozterki i zmartwienia Peetu pozwalają wejść w głowę, w sposób myślenia osoby transpłciowej, a zarazem nastoletniej. Chłopak jest całkowicie skoncentrowany na sobie i nie ma krzty zrozumienia dla matki czy brata. Nie ulega wątpliwości, że sposób w który mama próbuje rozmawiać z Peetu, i w który wyraża swoje wątpliwości jest nieakceptowalny, ale równie przykry jest absolutny brak zrozumienia dla niej, choćby dla faktu, że chciała zatrzymać zdjęcia córki/syna z młodości. To faktycznie książka o transpłciowym nastolatku, więc jego punkt widzenia jest najważniejszy i to rozumiem, zresztą o dynamice rodzinnej nie jest tu aż tak dużo, by do końca zrozumieć niechęć Peetu do matki.
Pomysł na konstrukcję książki jest świetny. Loty szybowcem wprowadzają element kontemplacyjny, dają nić porozumienia, pozwalają na najtrudniejsze rozmowy, bo syn i ojciec siedzą jeden za drugim, nie widząc swoich twarzy. Wynoszenie ponad ziemię, pozwala spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Niestety zupełnie nie podszedł mi język autorki - odebrałam go jako dość toporny, niemelodyjny i choć lubię i cenię lakoniczność, tu ona mi zupełnie nie leżała. Historia jest naprawdę świetna i ważna, ale ten język zepsuł mi przyjemność lektury. Bardzo trudno mi ocenić tłumaczenie, bo nie znam oryginału, ale często nie leżały mi wybory tłumacza, na tytule poczynając.
Moja ocena: 4/6
Siri Kolu, Po lecie wszystko będzie inaczej, tł. Adam Sandach, 120 str., Wydawnictwo dziwny pomysł 2021.
sobota, 22 maja 2021
"Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandra Michta-Juntunen
poniedziałek, 11 stycznia 2021
"Codziennie jest piątek" Aldona Hartwińska, Iga Faurholt Jensen, Aleksandra Michta-Juntunen, Magdalena Szczepańska, Kinga Eysturland, Agnieszka Jastrząbek
wtorek, 25 września 2018
"W Dolinie Muminków" Tove Jansson
W tym tomie Muminki powoli budzą się ze snu zimowego i podczas pierwszej wiosennej wyprawy odnajdują Czarodziejski Kapelusz, który przysporzy im wielu kłopotów. Niepozorne, choć spore nakrycie głowy okaże się być bardzo kłopotliwe, a do tego jest zgubą Czarnoksiężnika, który oczywiście ją musi odzyskać. Jak najbardziej pokojowo, ma się rozumieć. Muminki jednak zbyt wiele czasu nie poświęcają na rozmyślania, wolą wyruszyć na wycieczkę jachtem, by spędzić czas na małej wyspie. Owa wyspa nie jest jednak tak samotna, jak się spodziewali, trafiają tam bowiem na wielbiących barometr Hatifnatów. Przygód będzie więcej, bo Kapelusz spowoduje zarośnięcie domku dżunglą, a dzięki przybyciu Topika i Topci, serdecznie przyjętych przez Muminków, kłopoty osiągną apogeum i rozwiązana zostanie zagadka Kapelusza.
Przyznam, że z ulgą zakończyłam lekturę tego tomu - fantastyczne przygody i wydarzenia nużyły mnie, na szczęście sytuację ratowały charaktery niektórych z postaci. I mój syn, który, właściwie ku memu zdziwieniu, słuchał z ciekawością.
Pochwalić muszę koniecznie piękne wydanie tej książki i oczywiście nastrojowe, urocze ilustracje.
Tove Jansson, W Dolinie Muminków, tł. Irena Szuch-Wyszomirska, 181 str., Nasza Księgarnia 2016.
środa, 28 grudnia 2016
"Kometa nad Doliną Muminków" Tove Jansson
sobota, 22 października 2016
"Harjunpää i kapłan zła" Matti Yrjänä Joensuu
W tej książce nic do końca nie jest wyjaśnione - przez pierwszych kilkadziesiąt stron czytelnik dopiero układa sobie w głowie porządek wydarzeń, a autor rozpoczyna wątki, porzuca je, rozkłada poszlaki, sugeruje motywy, nie dopowiada.
W mój gust autor nie do końca trafił, choć zauważam w tej książce wiele pozytywów.
Moja ocena: 4/6
Matti Yrjänä Joensuu, Harjunpää i kapłan zła, tł. Bożena Kojro, 320 str., Wydawnictwo Kojro 2005.