Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2025

"Spowita całunem" María Luisa Bombal


 

Zbiór opowiadań Marii Luisy Bombal uwiódł mnie tytułem i też tytułowe opowiadanie, zwane w posłowiu powieścią, uważam za najlepsze. Książka zawiera trzy dłuższe teksty i kilka bardzo krótkich, ale we wszystkich dominuje ten sam styl i myśl przewodnia. To historie ukazują nieszczęśliwe kobiety, zagubione w namiętności i uczuciach, kierujące się emocjami, przemierzające mgły i parki w poszukiwaniu nie wiadomo czego. 
Bombal stworzyła oniryczne teksty, w których granica między światem rzeczywistym a wyobrażonym jest płynna i w których bohaterowie, niezależnie od płci, są schematyczni i kierują się emocjami. Towarzyszy temu język kwiecisty i trudny w odbiorze. Pisząc trudny, mam na myśli raczej nudny, nie porywający, równie oniryczny jak treść.

Znając pobieżnie życiorys Bombal, nastawiałam się na teksty ukazujące kobietę jako postać wielowymiarową. Tymczasem widzę tu niezdecydowane niewiasty, kierowane uczuciami, zamknięte w swoim wewnętrznym świecie, w którym głównym wyznacznikiem działań są emocje. To nie jest typ prozy, który mnie pociąga, wiktoriańska wizja kobiet się nieciekawie zestarzała i nie mam potrzeby o niej czytać. Dostrzegam też w tych tekstach klasowość – to zawsze kobiety z wyższych warstw społecznych, które mogą oddać się swoim wizjom i emocjom, bo nie zaprzątają ich sprawy przyziemne. 

Napisałam, że tytułowe opowiadanie jest najciekawsze, a to ze względu na jego koncepcję i perspektywę – główna bohaterka leży na katafalku i czyni wiwisekcję swojego życia. Podobały mi się też powiązania między trzema najdłuższymi tekstami. Ale to niestety nie wystarczy, by wspominać tę lekturę z przyjemnością.

Moja ocena: 2/6

María Luisa Bombal, Spowita całunem, tł. Mateusz Lamch, 216 str., ArtRage 2025.

sobota, 10 maja 2025

"Do czysta" Alia Trabucco Zerán


Estela chce innego życia niż jej matka, wyjeżdża więc z rodzinnej wioski na południu Chile, by rozpocząć pracę jako gospodyni, służąca i niańka w jednym w dobrze sytuowanej rodzinie w Santiago. Señora jest w zaawansowanej ciąży, więc Estela będzie zajmować się nowonarodzoną Julią od jej pierwszych dni. Señor jest lekarzem i zwolennikiem szybkich decyzji i chłodnego chowu. Estela jest traktowana dobrze – punktualnie dostaje wypłatę, nie cierpi z powodu agresji czy nawet molestowania, ale jednak jest człowiekiem drugiej kategorii. Zawsze obecna, ale traktowana nie lepiej od psa. Señora strofuje, señor ocenia, ale to właśnie jej powierzają córkę. Estela siłą rzeczy staje się niemą obserwatorką najintymniejszych sekretów rodziny, kimś, kto zawsze jest obok, kto widzi i zamiata pod dywan to, co pod nim powinno się znaleźć. Oczami Esteli obserwujemy dysfunkcyjne relacje w tej rodzinie. Brak w niej miłości, serdeczności, ciepła. Jest samotność, chłód, brak komunikacji. 

Ta powieść to monolog Esteli – jej opowieść rozpoczyna się w dniu przyjęcia posady i jest swoistą spowiedzią przed policją? Śledczymi? Od początku wiadomo bowiem, że coś doprowadziło do śmierci dziecka, a zeznania Esteli być może pomogą wyjawić prawdę. Ta pozornie prosta kobieta widzi o wiele więcej, niż sądzą jej pracodawcy, a przede wszystkim rozumie, bo w przeciwieństwie do nich dysponuje inteligencją emocjonalną. Jej monolog może nie jest odkrywczy, wszyscy wszak wiemy, jak nędzna jest sytuacja pomocy domowych, ale mimo to ma w sobie to coś, co nie pozwala odłożyć książki. To pozornie prosty język, ale zaskakuje spostrzegawczością, celnością obserwacji i szczerością. Estela żyje w klatce niczym szczur, którego jej każe złapać señora. Ta metafora była dla mnie niezwykle uderzająca. 

Polecam. W Polsce ta powieść wyszła nakładem Wydawnictwa Czarne, pod tytułem "Do czysta" w przekładzie Tomasza Pindla.

Moja ocena: 5/6

Alia Trabucco Zerán, Mein Name ist Estela, tł. Benjamin Loy, 240 str., Hanser Berlin 2024.

piątek, 17 maja 2024

"Drżę o ciebie matadorze" Pedro Lembel

 


W 1986 w stolicy Chile działo się wiele dobrego i złego. Zmęczeni i rozwścieczeni dyktaturą Pinocheta członkowie Frontu Patriotycznego Manuela Rodrígueza planują zasadzkę i konkretne działania, by pokazać swoje niezadowolenie. W Santiago aż wrze od napięcia, mnożą się protesty, policja brutalnie tłumi wszelkie przejawy buntu. 

W tym samym Santiago mieszka podstarzały gej, transwestyta właściwie, ciotka z sąsiedztwa, który namiętnie kocha pięknego i młodego Carlosa. Carlos natomiast kocha swój Front i jego działalność. Domek homoseksualisty świetnie nadaje się do przechowywania skrzyń pełnych broni czy odbywania tajnych spotkań. Ten na wszystko się zgodzi, by zobaczyć młodzieńca. Początkowo wydaje się nawet, że nie zdaje sobie sprawy z podziemnej działalności Carlosa, ale to tylko pozory.

Równocześnie generał i jego żona spędzają weekendy w domu w górach, przygotowują urodziny i spędzają razem czas. Dla generała czas męczący, bo jego żona zasypuje go monologami, niekończącymi się monologami o strojach, wyjazdach, wróżbach, innych osobach. 

Lembel prowadzi akcję dwutorowo, kontrastując życie głównego bohatera z życiem generała. Generał i jego żona żyją w przepychu, otoczeni służbą, ale w ich otoczeniu nie widać ani miłości, ani namiętności, ani szczęścia. Główny bohater natomiast żyje skromnie, świadomy terroru w państwie, swojego starzenia się, braku perspektyw, ale kreuje dokoła świat pełen fantazji i piękna w przenośni i dosłownie, haftując przepiękne obrusy dla bogatych dam. 

Ta powieść uwodzi przede wszystkim wyjątkowym językiem. Lembel to matador języka, mistrz nad mistrze, który zaskakuje każdym zdaniem – czy to będzie monolog generałowej czy opisy fantazji seksualnych bohatera. Chilijczyk żongluje epitetami, metaforami, neologizmami, wplata w narrację wiersze i piosenki – to dosłownie językowy karnawał i absolutnie sobie nie wyobrażam, jak ciężka musiała być praca tłumacza. Niemiecki spisał się fantastycznie. 

Mimo tych wszystkich zalet ta powieść mnie nie porwała. Doceniam ją i za treść, i za język, i za niespotykanego bohatera, ale, czego bardzo żałuję, u mnie nie kliknęło. Być może ten koronkowy język był dla mnie zbyt przytłaczający? Trudno mi powiedzieć. Mimo to, warto zwrócić uwagę na tę książkę, wydaną w Polsce przez Claroscuro. 

Moja ocena: 4/6

Pedro Lembel, Torero, ich hab Angst, tł. Matthias Strobel, 215 str., Suhrkamp 2023.

piątek, 7 lipca 2023

"Straszliwa zieleń" Benjamín Labatut


Sięgając po tę powieść, spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Zwiódł mnie tytuł i fakt, że została ona wybrana jako lektura w Zamorskim Klubie Czytelniczym. Spodziewałam się dżungli, karaibskich albo choć południowoamerykańskich klimatów, a dostałam opowieść bardzo mocno osadzoną w Europie. Europie białych mężczyzn, którzy swoimi odkryciami zmieniali świat i zadziwiali sobie ówczesnych. 

Labatut poświęcił swoją powieść/esej/rozważania genialnym naukowcom - Fritzowi Haberowi, Alexandrowi Grothendieckowi, Shin'ichi Mochizukiemu, Wernerowi Heisenbergowi, Erwinowi Schrödingerowi, wspominając często o Albercie Einsteinie i Nielsie Bohrze. Powyżej zawahałam się, określając tę książkę gatunkowo - sądziłam, że sięgam po powieść, ale w trakcie lektury byłam coraz bardziej skonfundowana, myśląc wpierw, że to reportaż, następnie wątpiąc i w to, a dopiero czytając posłowie, dowiedziałam się, że autor pozwolił sobie na ułożenie rzeczywistości wedle własnych wyobrażeń, z każdym rozdziałem coraz bardziej oddalając się od faktów. 

Jako ofiara profilu mat-fiz, nienawidzę fizyki, nie rozumiem jej, nie próbuję i nie chcę się nią zajmować. Tymczasem Labatut postawił mnie przed trudnym zadaniem przedzierania się przez zawiłe opisy teorii matematycznych i fizycznych powyższych naukowców. Czytając je, zastanawiałam się wciąż, czemu ten wykład ma służyć. Początkowo sądziłam, że to mój niedostateczny fizycznie umysł nie jest zbyt giętki, by zrozumieć owe wywody, ale wraz z postępem narracji, dochodziłam do wniosku, że one niczemu nie służą, chyba że łechtaniu ego autora. Zresztą pytanie celowości napisania tej książki nie opuszczało mnie mniej więcej od połowy lektury. Początkowo sądziłam, że założeniem Chilijczyka było pokazanie szaleństwa geniuszu, przypadkowości epifanii, niezrozumienia przez innych, trudności w podążaniu za własnym odkryciem. Nie jest to jednak nowy koncept, powiedziałabym wręcz, że to idea dość oklepana, a stereotyp szalonego naukowca był mi znany już w podstawówce. Labatut przestawia naukowców ze wszystkimi ich słabościami - są choroby, niemoc, bieda, wyobcowanie, ale jest i pedofilia, pokazana dosadnie i w szczegółach. To właśnie w tych momentach zaczęłam powątpiewać w koncepcję tej książki i zaiste nie rozumiem, w jakim celu Labatut pokusił się na tak wstrętne opisy molestowania nastolatki. Jeśli chciał ukazać zwyczajność geniuszy oraz przypadkowość ich odkryć, nie sądzę, że takie zabiegi były potrzebne. Jeśli jednak jego celem było pokazanie dominacji białego Europejczyka płci męskiej, którego odkrycia zostały wykorzystane do zabicia tysięcy osób lub nikogo nie obeszły, a on sam nie był w stanie ich udowodnić - to byłabym może w stanie to zrozumieć. Zrozumieć kontrast między słabością ducha, a cudownością umysłu. Kwerenda wypowiedzi autora wskazuje jednak, że to wcale nie było jego celem, co tym bardziej odstręcza mnie od tej książki.
Zaskakującym było dla mnie, jak zgodne były w tej kwestii uczestniczki i uczestnik Zamorskiego Klubu Czytelniczego! 

Owszem, to dobra warsztatowo proza, owszem, zaimponowała mi elokwencja autora i jego wiedza matematyczno-fizyczna, ale zaskakuje mnie tak pozytywny odbiór tej książki, także wśród kobiet. A przecież Labatut praktycznie zredukował tu kobiety do roli służebnej, a samobójstwo Clary Haber zostało zaledwie wspomniane, tymczasem było protestem wobec odkryć jej męża. Odbieram tę książkę jako igraszkę autora, pewnego rodzaju prowokację, ale nie dostrzegam tu takiej literatury, jaką chciałabym czytać.

Moja ocena: 3/6

Benjamín Labatut, Straszliwa zieleń, tł. Tomasz Pindel, 232 str., Wydawnictwo Czarne 2023.

wtorek, 23 listopada 2021

"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady

 


Już dość dawno temu poznawałam literaturę wszystkich krajów Ameryki Południowej, co nie oznacza oczywiście, że nadal nie sięgam chętnie po książki z tego kontynentu. Dziobak literatury jest pierwszą pozycją, na którą się zdecydowałam w ramach programu czytaj.pl. Reportaż zawsze jest dla mnie świetnym sposobem na poznawanie innych światów, spojrzeniem na wycinek życia innych ludzi w innym mikrokosmosie. Największą siłą tej książki nie są jednak same reportaże, dzięki którym czytelnik ma okazję na chwilę wskoczyć do Peru, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku czy Chile, ale wprowadzenie i komentarze Beaty Szady. Szady umiejscawia te teksty w kontekście kulturowym i społecznym. Dostajemy więc sporą dawkę wiedzy na temat południowoamerykańskiego reportażu w ogóle. Szady szkicuje okoliczności powstania, rozwój i charakterystykę, tłumacząc przy okazji tytułowe określenie tej formy literackiej. 

O ile sam wstęp stawia na informacje dość ogólne, to przed każdy reportażem redaktorka wprowadza czytelnika w konkretny temat, ale także nakreśla portret autora. Tak dogłębne umiejscowienie tekstów w wielu kontekstach pozwala czytelni(cz)kom szybciej i płynniej zagłębić się w tekst i naturalnie dużo lepiej go zrozumieć. 

Same reportaże są różne, poruszają tematy bardzo odmienne i odzwierciedlają styl poszczególnych autorów. Na pewno każdy czytelnik czy czytelniczka inaczej je odbierze i wyselekcjonuje te, które poruszyły go/ją najbardziej. Nie powiem, że teksty są nierówne, bo trudne je porównywać, a także oceniać zdolności literackie poszczególnych autorów. Tu zdecydują upodobania, zainteresowanie danym tematem czy krajem. Szady dobrała te teksty tak, by ukazać tematy poważne, ale i błahe, a nawet humorystyczne. Tym sposobem będzie tu lekki tekst o ostatnim Hitlerze Urugwaju, który przemyca mnóstwo wiedzy na temat socjologii tego kraju, a równocześnie jest pełną dowcipu ciekawostką. W podobnym tonie utrzymany jest reportaż o narodowym napoju Pery, czyli Inca Koli czy ten o mieście bliźniąt w Brazylii.

O wiele cięższy kaliber mają teksty o życiu w Caracas w 2018 roku - reportaż długi, poruszający i przerażająco smutny. Podobnie jest z tekstem o zamachu na minibus w Salwadorze, w którym spłonęło lub zostało poważnie rannych wielu pasażerów. 

Interesującą ciekawostką są reportaże o bibliotece Pinocheta czy o dentyście Garcii Marqueza. Pozornie błahe opowieści są przyczynkiem do ukazania szerszej perspektywy. Przykładem reportażu portretowego jest natomiast tekst o urugwajskiej poetce Idei Vilarino. 

Przekrojowość tej książki pozwala na pierwsze zanurzenie się w świecie południowoamerykańskiego reportażu, ale też daje ochotę na więcej. Mam nadzieję, że powstanie kolejny tom, koniecznie z wprowadzeniem i komentarzami Beaty Szady.

Moja ocena: 5/6

Beata Szady, Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie, tł. Dagmara Luboń, Tomasz Pindel, Radosław Powęska, Nina Pluta, Katarzyna Sosnowska, Jerzy Wołk-Łaniewski, Zuzanna Jaegermann, Beata Szady, Justyna Garyga, Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Marta Szafrańska-Brandt, 312 str., Dowody na Istnienie 2021.

piątek, 8 grudnia 2017

"Kopciuszek", "Królewna Śnieżka u krasnoludków" Gabriela Mistral


Te dwie książki zachwyciły nas swoją urodą od pierwszego wejrzenia i zaskoczyły nazwiskiem autorki. Nie spodziewałam się, że chilijska noblistka pisała książki dla dzieci. Tymczasem to prawdziwe perełki literackie. Autorka spisała znane baśnie w postaci wierszy, rymowanych wprawdzie, ale jej rymy nie są oczywiste, a rytm często się załamuje, przerywając monotonię ośmiozgłoskowca. 
Taki żar bije znad ognia,
że nadpalone ma rzęsy.
Od mycia posadzek ogromnych
garbią się stale jej plecy.
W tym miejscu ukłony dla tłumaczki, Krystyny Radowskiej, która z pewnością miała przed sobą niełatwe zadanie. Bardzo podobały mi się akcenty latynoskie, takie jak nazwanie balu w Kopciuszku, fiestą. 

To nie są bajki w stylu zinfantylizowanych i uproszczonych wersji, które mają podobno ułatwić dziecku odbiór tekstu. Mistral trzyma się grimmowskiej wersji utworów, wplatając jednak w tekst wymienione wyżej nawiązania do własnej kultury, a także niesztampowe porównania. U niej "noc rozrasta się jak kałuża", a stópka jest wielkości migdała.

Co ciekawe w swojej wersji Królewny Śnieżki autorka całkowicie rezygnuje z motywu wizyt złej królowej, która próbuje otruć dziewczynę, podczas gdy w Kopciuszku pozostaje bardzo bliska oryginału. W Śnieżce bardzo szeroko rozpracowana została scena wizyty w domu krasnoludków, którzy zaskoczeni gościem, postanawiając chronić królewnę.

Obie książki są przepięknie wydane - grube, kartonowe, surowe wręcz, okładki świetnie komponują się z kreską ilustratorów. Każda z książek została opracowana graficznie przez kogoś innego, ale ich styl jest podobny i na pierwszy rzut oka nie rozpoznałam, że to dwie różne osoby.

Zarówno moje dzieci i ja lubimy taki rodzaj ilustracji, więc z przyjemnością tylko przeglądamy te książki i cieszymy nimi oko.



Obie książki to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów różnych wersji tych baśni oraz możliwość poznania noblistki od jej innej, mniej znanej, strony.

Gabriela Mistral, Królewna Śnieżka u krasnoludków, il. Carles Ballesteros, tł. Krystyna Radowska, Nasza Księgarnia 2017.
Gabriela Mistral, Kopciuszek, il. Barnardita Ojeda, tł. Krystyna Radowska, Nasza Księgarnia 2017. 

czwartek, 15 czerwca 2017

"Portret w sepii" Isabel Allende



Portret w sepii czytałam pod koniec mojego zeszłorocznego urlopu i pamiętam, że proza Allende wciągnęła mnie bez reszty. Rok później wrażenia się zatarły, ale notka o książce musi powstać :)

Allende opowiada historię życia Aurory de Valle, urodzonej w San Francisco sieroty. Jej matka umiera tuż po porodzie, a jej ojciec nie przyznaje się do bycia wyżej wymienionym, na szczęście z umierającą matką żeni się zakochany w niej od lat kuzyn. Niestety jej śmierć zadaje mu taki cios, że rusza na wojnę, a dziecko ląduje u dziadków ze strony matki i dorasta w chińskiej dzielnicy. To wspaniałe dzieciństwo, które szybko się kończy. Po śmierci dziadka dziewczynka trafia to surowej i nieprzystępnej babki Pauliny, która jest bardzo samodzielną i przedsiębiorczą kobietą. Paulina decyduje się na powrót do Chile, z butlerem w roli dystyngowanego angielskiego dżentelmena i swojego męża. Tym sposobem Autora poznaje kraj swojego ojca, otrzymuje porządną domową edukację, a jej pasją staje się fotografia. 

Autorka szczegółowo opisuje życie dziewczyny, historię wyprawy do Europy, a także nieudanego małżeństwa. To w dużej mierze powieść o sile kobiet - począwszy od obu babek po samą Aurorę. Allende równocześnie wplata w fabułę spory kawałek historii Chile i nie ukrywam, że te informacje były dla mnie bardzo interesujące. Mimo że szczegóły powieści mi umknęły to pozostały dobre wspomnienia przyjemności obcowania z dobrą prozą. 

Moja ocena: 4,5/6

Isabel Allende, Porträt in Sepia, tł. Lieselotte Kolanoske, 582 str., suhrkamp 2012.

wtorek, 30 sierpnia 2016

"Podmorska wyspa" Isabel Allende


Przełom XVIII i XIX wieku, Saint-Domingue - czas kolonializmu i fortun zbijanych na plantacjach trzciny cukrowej. Właścicielem jednej z nich jest Toulouse Valmorain, młody Francuz, który nigdy nie planował życia we francuskiej kolonii. Planowany na kilka miesięcy przyjazd do ojca okazuje się być emigracja na zawsze. Gdy ojciec umiera, Valmorain obejmuje zarządzanie plantacją, znajduje na Kubie ponętną żonę i zamierza wieść spokojne i dostatnie życie. Dla żony kupuję niewolnicę - dziecko właściwie - Zarite, zwaną Tete. To właśnie ona, a nie zadufany w sobie i słaby Valmorain, jest główną bohaterką Podmorskiej wyspy. Jej życie stanie się przyczynkiem do napisania pełnej rozmachu powieści historycznej.

Zarite jest mulatką, sierotą, która niczego bardziej nie pragnie niż wolności. Tymczasem staje się osobistą niewolnicą dony Eugenii, a po zapadnięciu przez nią na chorobę psychiczną, konkubiną Valmoraina. Allende bardzo sprawnie opisuje losy Tete, nie wpada w pułapkę sztampowych rozwiązań i unika łzawych i nieprawdopodobnych zwrotów akcji. Przede wszystkim jednak koncentruje się na przedstawieniu historii Haiti - wyrżnięcie pierwszych mieszkańców wyspy, brutalnie prowadzone plantacje, bunt niewolników, krwawe zamieszki, wiele stron dążących do zagarnięcia władzy, w dziejach tego kraju brak pozytywów. Autorka pisze także sporo o kulturze kreolskiej, o stylu życia białych, mulatów i czarnych, nie zapomina o szamanizmie i voodoo.

Po rewolucji na Saint-Domingue Valmorain przenosi się do Luizjany, gdzie ponownie wychodzi za mąż, a życie Zarite całkowicie się zmienia. Ta przeprowadzka ponownie jest przyczynkiem do szerszego spojrzenia na losy Stanów Zjednoczonych i Francji. Podczas gdy we Francji upada monarchia i Napoleon obejmuje władzę, życie we francuskiej kolonii toczy się własnym trybem. Nawet sprzedaż Luizjany Stanom Zjednoczonym nie zmienia podejścia plantatorów. I znowu Allende drobiazgowo opisuje ramy życia w Nowym Orleanie i na plantacjach. Szkicuje sytuację w jakiej znaleźli się byli niewolnicy, atmosferę panującą w wyższych sferach, a także życie na ulicy.

By skompletować ówczesny obraz świata, autorka wprowadza całą gamę ciekawych bohaterów - złośliwa i podstępna druga żona Valmoraina, jego hiszpański szwagier - bawidamek i nicpoń o dobrym sercu, Violette - była ekskluzywna kokota, doktor Parmentier i wielu innych.
Podmorska wyspa to jednak głównie powieść o kobietach - ich woli walki, sile i cierpieniach.

Mimo całego kunsztu pisarskiego Allende, trudno mi nazwać tę powieść dziełem. To w gruncie rzeczy tylko czytadło, które jednak z czystym sumieniem mogę polecić.

Moja ocena: 4/6

Isabel Allende, Die Insel unter dem Meer, tł. Svenja Becker, 552 str., suhrkamp 2011.

sobota, 29 czerwca 2013

"Minigeschichten aus Lateinamerika"



Ostatnio przeczytane opowiadania południowoamerykańskie okazały się być całkiem dobrym sposobem na szybkie zapoznanie się z prozą wielu pisarzy. Po krótkich poszukiwaniach odkryłam podobny zbiór, którego tytuł obiecywał krótkie opowiadania pisarzy z Ameryki Łacińskiej. 

Zamieszczono tu utwory autorów z Meksyku, Gwatemali, Chile, Argentyny, Peru, Kolumbii, Urugwaju, Boliwii, Kuby, Wenezueli, Panamy, Hondurasu i El Salwadoru. 
Niestety teksty zamieszczone w tej książce są bardzo krótkie, czasem to tylko kilka zdań, wyjątków z innych utworów. Wiele z nich zaskoczyło mnie ciekawą pointą, interesującym spojrzeniem na problem, ciekawym językiem ale trudno mi wypowiedzieć się na temat prozy ujętych w książce autorów. 

Traktuję tę pozycję jako inspirację do dalszych poszukiwań, skrupulatnie wynotowałam nazwiska i tytuły interesujących mnie autorów i planuję dalej eksplorować literacki krajobraz Ameryki Południowej.

Bez oceny.

Erica Engeler, Minificciones, Minigeschichten aus Lateinamerika, 135 str., dtV 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

środa, 29 maja 2013

"Explicaciones a un cabo der servicio" Opowiadania z Ameryki Południowej



Nie myślcie, że poszłam na łatwiznę czytając zbiór opowiadań i odhaczając za jednym razem kilka krajów południowoamerykańskich. Szukając tytułów do wyzwania, trafiłam w bibliotece na ten, dwujęzyczny zresztą, zbiór i od razu go wypożyczyłam.

Bardzo się cieszę z mojego odkrycia, bo lektura opowiadań była bardzo zadowalająca, a przede wszystkim stanowi dobrą bazę do dalszych poszukiwań literackich na tym kontynencie.

Najpierw przeniosłam się więc do Ekwadoru, a ten kraj przybliżyli mi Adalberto Ortiz, Carlos Béjar Portilla oraz Jorge Velasco Mackenzie. Już pierwsze opowiadanie Ortiza bardzo mnie poruszyło. Młody żołnierz, który bierze udział w walkach granicznych z Peru w 1941 roku, otrzymuje polecenie odprowadzenia dwóch więźniów do miasta Loja. Wiąże się to z samotną i uciążliwą wyprawą przez wysokie góry. Zarówno więźniowie jak i ich strażnik nękani są przez głód oraz strach. Żołnierz ma trudności w utrzymaniu autorytetu wobec Peruwiańczyków, stopniowo poddaje się lękowi, który wręcz paraliżuje każdy jego ruch i nie pozwala podejmować racjonalnych decyzji. Naprawdę świetny szkic psychologiczny! Również zachwyciło mnie opowiadanie Carlosa Béjara Portilli "Żółta taksówka" o biednym taksówkarzu, w którego samochodzie pewnego dnia goście zapominają walizki. Niechciany przedmiot przysparza tylko kłopotu, zwłaszcza, że nawet nie chcą go przyjąć na posterunku policji. Pewnego dnia kierowca otwiera bagaż.....
Wzruszający jest tekst Velasco Mackenzie'ego o starej wdowie, która w odwiedzającym ją komorniku widzi dziennikarza zainteresowanego życiem jej zmarłego męża-artysty.

Kolejne teksty przeniosły mnie do Kolumbii - oprócz znanego mi już Márqueza, miałam okazję przeczytać utowry innych pisarzy z tego kraju. Bardzo ciekawe opowiadanie napisał Pedro Gómez Valderrama o słynnej włoskiej primadonnie, która w czasie swojego światowego tournée umiera w Kolumbii. Zaskakująco magiczne i tajemnicze opowiadanie Germána Espinozy, w którym jednym z bohaterów jest słynny malarz Augusto Rivera, trafiło prosto w moje serce. Na pewno zapamiętam nazwisko tego autora!

Julio Ramón Ribeyro i Mariella Sala pokazali mi Peru. Tytułowe opowiadanie - to opowieść strażnika, który szuka pracy, lecz każda nie jest zbyt dobra dla niego. Chętnie zatapia się w snucie planów biznesowych z przypadkowo spotkanym dawnym kolegą ze szkoły, co zdecydowanie nie wyjdzie mu na dobre. Tekst Marielli Sali natomiast jest bardzo sugestywną opowieścią podróży zapchanym autobusem do pracy.

Argentyna to Julio Cortázar i Daniel Moyano. Trudno w to uwierzyć ale nie przypominam sobie czy czytałam już Cortázara - mam wrażenie, że w liceum sięgnęłam po jego opowiadania ale niestety nic nie pamiętam. Zamieszone w tym tomie opowiadanie "Drugi raz" bardzo przypadło mi do gustu. Tajemnicza instytucja wysyła wezwania. Zdenerwowani petenci czekają w korytarzu na zaproszenie urzędnika, rozmawiając o czasie oczekiwania oraz o możliwości/groźbie otrzymania kolejnego wezwania. Autor świetnie oddaje sytuację niepewności, opresji oraz poszukiwania ukojenia wśród towarzyszy niedoli
Moyano bierze na warsztat zupełnie inną tematykę - odziera dzieciństwo z niewinności. Zwiewna, elegancka i łagodna ciocia Lila kontrastuje z bandą dzieci, która gra w piłkę nożną ropuchami i maltretuje ptaki.

Urugwaj zwiedziłam z Francisco Espínolą oraz Cristiną Peri Rossi. I o ile opowiadanie tego pierwszego jako jedyne w całym zbiorze mi się nie podobało, to tekst Peri Rossi szczególnie trafił w mój gust. Narrator skarży się na owce, które nie chcę przeskoczyć przez ogrodzenie pastwiska, szczególnie złości go pierwsza owieczka, której odwaga pociągnęłaby za sobą całe stado. Okazuje się, że nie chodzi tu o prawdziwe owce lecz o sposób na zaśnięcie, a narrator dzieli się swoim problemem z kolegą z pracy.

Gwatemalę reprezentuje Rodrigo Rey Rosa, opowiadając historię chłopca, który testując istnienie Boga dusi swojego kanarka. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy nieobecność kanarka odkrywa pomoc domowa, a ojciec chłopca równocześnie znajduje ciało ptaka w domowej piwnicy. Rey Rosa tematyzuje kwestię istnienia Boga oraz diabła - na ten ostatni trop naprowadza wystraszonego chłopca niania.

I wreszcie Chile z Francisco Coloane i Isabel Allende. Coloane opisuje historię przyjaźni dwóch rybaków - Chilijczyka i Jugosłowianina. Wspólna praca, wspólny pomysł na bardziej korzystny połów ryb pozwala im na spokojne życie. Dzielą ich dopiero różnice kulturowe, każdy z nich ma inny pomysł na rozwiązanie problemu lwa morskiego, który podkrada im ryby z zarzuconych sieci.
Allende natomiast opowiada historię Tomása Vargasa - wioskowego lenia i pyszałka, który bez pardonu wykorzystuje innych i zaniedbuje rodzinę. Podczas gdy spędza on czas na grze w domino i przegrywa swój mityczny skarb, jego żona nawiązuje przyjaźń z dziewczyną, która najwyraźniej była jego przygodą na jedną noc i przybyła do wioski w zaawansowanej ciąży. Świetne opowiadanie o sile kobiet.

Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten zbiór, który dał mi świetny, przekrojowy obraz literatury południowoamerykańskiej.

Moja ocena: 5,5/6

Explicaciones a un cabo de servicio. Erklärungen an einen Wachtmeister. Erzählungen aus Südamerika, wybór Erica Engeler, 95 str., dtv 2006.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

środa, 8 maja 2013

"Amulet" Roberto Bolaño


Myślę, myślę i nie wiem co napisać. Trudno pisać o książce, która nie przypadła do gustu, nie dlatego, że jest zła czy źle napisana. Amulet nie leży w zakresie moich zainteresowań i gustów literackich. Piękna okładka i nazwisko autora mnie uwiodły, ale niestety z treścią stało się inaczej. Nie tylko jednak sama historia głównej bohaterki ale także zupełnie nie trafiła do mnie maniera pisarska Chilijczyka. 

Amulet wyrósł na bazie najsłynniejszej chyba powieści Bolaño - Dzikich Detektywów. Wątek Auxilio Lacouture, która jako jedyna przetrwała w gmachu uniwersytetu meksykańską rewolucję 1968 roku pojawił się już bowiem w tej książce.
Tutaj przewija się on ciągle, balansując na granicy marzeń i urojeń. Auxilio to Urugwajka, która po zamieszkaniu w Meksyku staje się matką meksykańskich poetów. Kobieta obraca się wśród meksykańskiej bohemy, obcuje z poetami i malarzami, stale wspominając swój pobyt w uniwersyteckiej toalecie i jej ówczesne urojenia i mrzonki. 

Trudno napisać więcej o treści Amuletu. Nie trafiła ona do mnie do tego stopnia, że trudno mi w kilku zdaniach ją streścić. Oczywiste były dla mnie nawiązania do rewolucji, przemian, poszukiwania niezależności ale świadoma jestem, że moja percepcja nie przystaje w ani jednym punkcie do pojmowania świata przez Bolaño. 

Moja ocena: 2/6

Roberto Bolaño, Amulet, tł. Tomasz Pindel, 127 str., MUZA 2011.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 3 lutego 2012

"Sztuka wskrzeszania" Hernán Rivera Letelier



Moja znajomość literatury chilijskiej ogranicza się do Isabel Allende więc z ogromną chęcią sięgnęłam po książke Rivery Leteliera. Dodatkowo zaintrygowało mnie zdjęcie na okładce - krzyże, pustynny krajobraz, kobieta w łóżku i kura. Zdumiewająca kombinacja.

Głównym bohaterem "Sztuki wskrzeszania" jest Domingo Zárate Vega lepiej znany jako Chrystus z Elqui. Przemierza on pustynię Atakama, głosząc swoje nauki, błogosławiąc, zalecając ziołolecznicze recepty na każdą dolegliwość oraz dzieląc mieszkańców na gorących jego zwolenników oraz wyśmiewających go sceptyków. Postać Chrystusa jest, delikatnie mówiąc, odstręczająca - nosi zrobione z opon sandały, płaszcz z fioletowej tafty, czarne gatki, długą brodę i włosy, rzadko się myje i nie wydziela zbyt zachęcających zapachów. Oprócz tego, że przemierza pustynię i głosi swoje nauki, chętnie zaspakaja swoje inne potrzeby z napotykanymi dziewkami, najczęściej przy przydrożnym krzaku oraz korzysta z hojności swoich zwolenników posilając się u nich. Cały swój dobytek nosi w papierowej torebce.

Domingo chce na wszelkie sposoby udowodnić swoją świętość - próbą wskrzeszenia naraża się na śmieszność, podobnie jak próbami latania. 
Poza tym brakuje mu do szczęścia jeszcze jednej rzeczy - wiernej towarzyszki. Gdy więc dowiaduje się, że w miasteczku zwanym Syf mieszka święta prostytutka Magalena, czuje, że to właśnie ona będzie idealną kandydatką. Magalena jest niezwykle pobożna, w domu czci ogromną figurę Matki Boskiej Szkaplerznej, co nie przeszkadza jej przyjmować w tym samym pomieszczeniu klientów.

Trudno określić prozę Chilijczyka jednym słowem - groteska, surrealizm i ironia przeplatają się i tworzą wybuchową mieszankę. Świetnie zarysowane postaci (tu nie mogę nie wspomnieć o Don Anonimie niezmordowanie sprzątającym pustynię) oraz niezwykle sugestywnie oddana atmosfera pustyni i zagubionej w niej miasteczek, zamieszkałych przez górników, wydobywających saletrę, czynią lekturę "Sztuki wskrzeszania" niezwykle zadowalającą. 

Można się zastanawiać czy Domingo to wariat, czy wyrafinowany hochsztapler czy faktycznie kolejne wcielenie Chrystusa, można zadumać się nad nieszczęśliwym losem Magaleny, ale przede wszystkim podczas lektury należy się uśmiechać w duchu i zachwycać niezwykle bogatym językiem autora. Jego zaskakujące porównania za każdym razem mnie zdumiewały i wywoływały uśmiech. 

Oto mała próbka prozy Rivery Leteliera:

"Chrystus z Elqui podwinął zatem swą mnisią szatę i niespiesznym krokiem najedzonego przeżuwacza pokonał dziesięć prowadzących na górę stopni. Tam zzuł sandały, rozłożył pelerynę na niedokładnie oheblowanych deskach z oregońskiej sosny i używając papierowej torby w charakterze poduszki, z suchym trzaskiem stawów i kości - jako że jego szkielet odczuwał już skutki czterdziestoczteroletniego, ruchliwego żywota - wyciągnął się jak długi, pomny, oczywiści, by głowę mieć zwrócona ku północy, stopy zaś skierowane na południe."

"Sierra Gorda, tkwiąca w samym środku czyśćca, sprawiała wrażenie wymarłej. Przywodziła na myśl fatamorganę. Jej jedynym mieszkańcem wydawało się słońce, rozłożone leniwie niczym gruby, żółty kundel na tych kilku niebrukowanych uliczkach."

Tłumaczce należą się ogromne wyrazy uznania!

Moja ocena: 4,5/6

Hernán Rivera Letelier, Sztuka wskrzeszania, tł. Barbara Jaroszuk, 246 str., Muza 2011.