Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2026

"Gdzie indziej" Yan Ge


Pisanie o opowiadaniach jest zawsze trudne, a o tych jest mi wyjątkowo trudno napisać coś mądrego. To zbiór bardzo różnorodny i są tu teksty, które zupełnie do mnie nie trafiły i takie, które uważam za dobre. Zacznę od tych dla mnie mniej interesujących, a są to opowiadania bardziej osadzone w Chinach, z historycznym kontekstem. Czytałam je poniekąd jako przypowieści z morałem. Bardzo podobał mi się zabieg uwspółcześnienia języka, wplecenia współczesnych przekleństw, który był dla tych tekstów bardzo odświeżający, ale sama treść nie była dla mnie interesująca. 

Za o wiele ciekawsze uważam opowiadania osadzone w Europie i tematyzujące różnice kulturowe czy problemy tożsamościowe. Ponownie przeczytałam z przyjemnością publikowany jest w zbiorze "Niepoprawna mnogość" tekst o dziewczynie, która nawiązuje znajomość na imprezie, by kilka godzin później dowiedzieć się, że poznany mężczyzna popełnił samobójstwo. Yan Ge świetnie analizuje poczucie własnej tożsamości osób chińskiego pochodzenia, problemy, z jakimi się borykają, a przede wszystkim przesądy, uprzedzenia, które ich dotyczą. Mimo że osadza tę tematykę w diasporze chińskiej, to jest ona na tyle uniwersalna, że dobrze się w niej odnalazłam. Kilka z opowiadań podejmuje też kwestię macierzyństwa, co było dla mnie równie interesujące. Podsumowując, wolę Yan Ge w jej chińskim wydaniu, "Kroniki dziwnych bestii" podobały mi się dużo bardziej.

Moja ocena: 3,5/6

Yan Ge, Gdzie indziej, tł. Agnieszka Walulik, 352 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

czwartek, 24 lipca 2025

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"

 


Justyna Czechowska, tłumaczka literatury szwedzkiej i norweskiej skomponowała zbiór dwudziestu pięciu opowiadań, których tematem przewodnim jest kobieta. Są tu teksty z przeróżnych stron świata, wspaniale, że zbiór nie ogranicza się tylko do Europy i USA, mamy teksty z Egiptu, Chin, Korei, Argentyny, Kanady. Dzięki tej różnorodności geograficznej uzyskujemy szeroką perspektywę na tak przecież złożony i wszechstronny temat. Co więcej, w zbiorze znalazły się też opowiadania napisane przez mężczyzn, wprawdzie tylko trzy, ale jednak zaskoczył mnie ten wybór w tak na wskroś kobiecej publikacji. Czechowska zadbała o to, by zebrane przez nią teksty objęły jak najwięcej aspektów kobiecości. Mamy dziewczynki, kobiety samotne, zakochane i nieszczęśliwe, matki i bezdzietne, kobiety kochające i zdradzane, kobiety oszukane, obsesyjne i czarownice, kobiety chore i zmarłe. 

Jak to w zbiorach bywa są tu opowiadania, które mnie szczególnie poruszyły i takie, które zupełnie do mnie nie trafiły. Dodam, że trzy z publikowanych tekstów już znałam, wśród nich wspaniałą "Żółtą tapetę", którą czytałam już kilka lat temu w oryginale. Z przyjemnością przeczytałam teksty nieznanych mi dotychczas autorek, zwłaszcza Any Marii Shua, Cory Sandel czy Nawal as-Sadawi. Nie zawiodły mnie Chimamanda Ngozi Adichie ani Margaret Atwood, które należą do moich ulubionych pisarek. Trudno jednak pisać o tak różnorodnym zbiorze, zwłaszcza, że trudno mi było go czytać. Myślę, że głównym problemem była to mnogość autorów i autorek. Sam temat jest zbyt słabym lepiszczem dla tak sporego zbioru. Kobiecość ma tak wiele aspektów, że w efekcie temat przewodni się rozpływał, a każde opowiadanie było zupełnie inne. Fakt, że bohaterkami są osoby płci żeńskiej nie wystarcza, by stworzyć spójny zbiór. Trudno było mi przeskakiwać z zupełnie innego świata, stylu i pomysłu w kolejny, a co za tym idzie czytać ten zbiór po kolei. Wyłapałam z niego kilka perełek, ale ogólnie jednak mnie rozczarował.

Rozczarował mnie też koniec książki – w momencie gdy doszłam do spisu treści zauważyłam, że w e-booku brakuje dwóch opowiadań! Nie ma tekstu Clarice Lispector ani Radki Denemarkovej! Jeszcze bym może zrozumiała, że e-book ma inną objętość, ale w spisie treści widnieją. Czuję się oszukana, bo akurat Lispector bardzo chciałam przeczytać. 

Moja ocena: 4/6

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie", wybór Justyna Czechowska, 464 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2023.

poniedziałek, 6 listopada 2023

"Kroniki dziwnych bestii" Yan Ge

 


Kroniki dziwnych bestii brzmiały na pierwszy rzut oka jak powieść bez fajerwerków. Nastawiałam się na opisy fantastycznych postaci, owszem ciekawe, pełne inwencji, zachwycające językowo, ale nie spodziewałam się, że wkoło nich zostanie utkana narracja, i to jaka narracja. Główna bohaterka to pisarka, która tytułowe bestie opisuje i uchodzi za specjalistkę od nich. Są one jednak pretekstem do opowieści o niej samej - jej samotności, utracie matki, życiu w mieście, w którym nie wiadomo, kto jest człowiekiem, a kto bestią.

Pisarka to nietuzinkowa postać, którą łączy nietypowa relacja z profesorem zoologii, u którego studiowała. Kolejne jej kontakty są także zagadkowe i podszyte, hmm, agresją, niepewnością, lękiem? Dialogi tych postaci są dla mnie, czytelniczki europejskiej, czasem obcesowe, czasem dosadne, na pewno inne, niż bym się spodziewała. Tę inność odczytuję jako różnicę kulturową, dla mnie w literaturze z krajów mi odległych, bardzo pociągającą. 

Same historie bestii skłaniają do rozważań na temat tolerancji, sposobów na radzenie sobie z innością, często drastycznych. Poniekąd od początku wiedziałam, dokąd ta powieść zmierza, ale mimo to kryła w sobie wiele tajemnic. Nostalgiczny, mroczny styl, niedopowiedzenia i zagadki są jej ogromną zaletą. Ponadto same opisy bestii - nietuzinkowe, zupełnie odmienne od tego, co czytałam dotychczas, subtelnie nawiązujące do problemów społecznych.

Warto przeczytać także posłowie tłumaczki, które pozwala umieścić tę powieść w kontekście i zrozumieć wyzwania, z jakimi zmagała się na płaszczyźnie językowej. 

Moja ocena: 5/6

Yan Ge, Kroniki dziwnych bestii, tł. Joanna Karmasz, 272 str., Tajfuny 2023.

środa, 30 sierpnia 2023

"Czy muszę odchodzić" Yiyun Li

 


Lilia to osiemdziesięciojednoletnia kobieta, która mieszka w domu spokojnej starości. Czas spędza na niezbyt inspirujących rozmowach ze współlokatorami oraz na przeglądaniu dzienników Rolanda Bouleya. Roland był jej przelotną przedmałżeńską miłostką, która zaowocowała ciążą. Lektura wspomnień byłego kochanka jest dla Lilii przyczynkiem do przeanalizowania własnej przeszłości, ale i do komentowania dziennika.

Lilia to dość trzeźwa osoba, innych traktuje ze sporą dozą sarkazmu, do siebie ma dystans, swoją przeszłość ocenia bez sentymentu i zadęcia. Roland natomiast wydaje się być zadufanym w sobie człowiekiem, który przecenia swoje umiejętności i charyzmę. Historia żadnej z tych osób nie wywiera jednak wrażenia. Przeżyli wprawdzie wiele trudnych chwil, takich jak tragiczna śmierć rodziców czy dziecka, ale nie odnalazłam tu niczego, co by mnie poruszyło. Yiyun Li uwodzi wprawdzie językiem, ciekawymi spostrzeżeniami, trafną oceną relacji międzyludzkich, ale mogę to stwierdzić na zimno, z perspektywy czasu. Podczas lektury zabrakło mi emocji, zaciekawienia, przyznam, że książkę wymęczyłam do końca, bo zupełnie mnie nie interesowało, jak się potoczy ta historia. 

O ile relacje Lilii w jakiś sposób były interesujące, to dziennik Rolanda był dla mnie nudą do kwadratu, wyznaniami zadufanego w sobie faceta, który nie wzbudził we mnie krzty sympatii. Nawet komentarze Lilii nie potrafiły wzbogacić tej lektury. Po raz kolejny przekonuję się, że kobieca perspektywa jest ciekawsza, bliższa, obejmująca więcej aspektów.

Niestety Czy muszę odchodzić będzie dla mnie książką, o której szybko zapomnę. Ale okładka piękna!

Yiyun Li, Czy muszę odchodzić, tł. Dobromiła Jankowska, 432 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

poniedziałek, 21 października 2019

"Zmiany" Mo Yan


Zmiany to powieść wspomnieniowa - noblista opisuje swoje dzieciństwo i młodość. Nie jest to relacja kompletna, przekazująca chronologicznie wszystkie detale, lecz wydarzenia, które autorowi najbardziej zapadły w pamięć, które zaważyły na jego przyszłości. Mo Yan dorastał na wsi, określa swoje pochodzenie jako biedne, nakreślając wyraźne różnice między plebsem a wyżej postawionymi urzędnikami partyjnymi. Przynależność do partii decydowała bowiem o sukcesie w życiu. Niełatwe życie w Chinach lat 60. i 70. jest oczywiście istotnym tłem tej opowieści, ale nie ono jest najważniejsze. Dorastające wtedy dziecko opisuje sceny radosne, wesołe, które nadawały życiu kolorów. To zapewne ten sam mechanizm, który decyduje też o moich wspomnieniach - stanie w kolejkach, puste sklepy nie są koszmarem tylko jednym z elementów owej rzeczywistości, czasem wręcz humorystycznym. Mo Yan był pechowym chłopcem, w szkole często trafiał na dywanik, a w piątej klasie został z niej usunięty. Mimo to wciąż do szkoły wracał, zainteresowany tym, co działo się na lekcjach i turniejami ping-ponga. 

Następnie pracował w fabryce bawełny, następnie trafił do wojska. Ta ścieżka wydawała się być pewną drogą do kariery i akceptacji. Niestety autor trafia do jednostki, która nie ma żadnego znaczenia. Jednak dopiero tam będzie mógł spełnić marzenie dzieciństwa - jeździć ciężarówką. Stary, rozklekotany gaz 51 był bowiem cudem techniki dla wszystkich dzieci w wiosce, a bycie kierowcą marzeniem wszystkich chłopców. Dzięki wojsku zobaczy też po raz pierwszy Pekin.

Mo Yan opisuje swoje dzieciństwo bezpretensjonalnie, szczerze, prosto. Jak pisałam, w pewien sposób, przypomina mi moje wspomnienia, nawet jeśli polska rzeczywistość całkowicie różniła się od chińskiej. Przemiany polityczne odgrywają ogromną rolę, mają wpływ na życie ludzi, ale tutaj pozostają w tle, na pierwszym planie pozostaje człowiek. Ciekawa, choć krótka książka, która stanowi zachęta do bliższego poznania prozy noblisty.

Moja ocena: 4/6

Mo Yan, Zmiany, tł. Agnieszka Walulik, 112 str., Wydawnictwo W.A.B. 2013.

sobota, 24 listopada 2018

"Góra duszy" Gao Xingjian


Gao Xingjian będzie pierwszym noblistą, na którym poległam. Z wielką niechęcią przebrnęłam przez blisko sto stron jego powieści i postanowiłam zrobić sobie przerwę, jednak teraz na myśl, że miałabym wrócić do lektury, czuję wręcz odrazę. Nie sądzę więc, że będę miała na tyle samozaparcia, by dalej czytać, zwłaszcza, że powieść ma grubo ponad pięćset stron. Zanim podjęłam ostateczną dezycję, przejrzałam recenzje na goodreads i z wielu dowiedziałam się, że rozdziały można w zasadzie czytać dowolnie i że niestety nie będzie lepiej. To oczywiście zupełnie zniechęciło mnie do podjęcia wyzwania.

Powieść, jak czytałam, jest w szerokim sensie autobiograficzna. Główny (?) bohater dowiaduje się, że postawiona uprzednio śmiertelna diagnoza, była błędna i wcale nie umiera na raka. Po otrzymaniu tej szczęśliwej wiadomości wybiera się w podróż. Jego celem jest odnalezienie Góry duszy, która mieści się gdzieś w terenach wysokogórskich, ale nikt nie wie dokładnie, gdzie. Każdy rozdział opisuje spotkania, obserwacje i spostrzeżenia wędrowca. Brzmi ciekawie, ale niestety takie nie jest. Autor przedstawia je w najbardziej nudny ze wszystkich sposobów, snując jakieś opowieści, które zupełnie nie mają ze sobą związku. W powieści brakuje jakiejkolwiek kontynuacji narracji, wątku przewodniego (rzekome poszukiwanie góry nie wystarcza), związku przyczynowo-skutkowego. Rozumiem, że nie jest to konieczne, by stworzyć dobrą powieść, lecz poszczególne rozdziały powinny być na tyle interesujące, by zatrzymać czytelnika. Niestety rozpływają się, nudzą. Powieści nie służy także ciągła zmiana perspektywy, narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a potem nagle w trzeciej, a nawet w drugiej. Trudno zorientować się, czy powieść traktuje o tej samej osobie. Każdy kolejny rozdział zaskakuje miejscem, postaciami, wydarzeniami. Męczył mnie ten zupełny brak kontynuacji, nie byłam w stanie odnaleźć ani jednego ciekawego aspektu w tej powieści, a jej objętość mnie odstraszała. Nie wyobrażam sobie, przebrnąć przez tyle stron tych rozważań. Kompletny niewypał!

Moja ocena: 2/6

Gao Xingjian, Der Berg der Seele, tł. Helmut Forster-Latsch, Marie-Luise Latsch, Gisela Schneckmann, 548 str., Fischer Taschenbuch Verlag 2004.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Ein UFO, dachte sie" Xiaolu Guo


Ta książka bardzo mnie zaskoczyła - zarówno treścią, jak i formą. Na chińskiej prowincji, w zacofanej wiosce, niepiśmienna mieszkanka, Kwok Yun, zauważa dziwny obiekt nad polami ryżowymi sąsiada. Jak na przykładną obywatelkę Chin przystało, zgłasza swoje obserwacje naczelniczce wioski, która ze swojej strony zgłasza sprawę dalej, równocześnie sugerując Kwok Yun, że zaobserwowała UFO. Całe wydarzenie pociąga za sobą całą lawinę konsekwencji. Przede wszystkim dokładne śledztwo, prowadzone przez dwóch agentów z narodowego urzędu bezpieczeństwa, z których tylko jeden włada miejscowym dialektem.

Jak można się domyślić wywiady z niepiśmiennymi mieszkańcami wioski, którzy często nawet dokładnie nie wiedzą ile mają lat, nie prowadzą do spektakularnych efektów. Po niecałych trzech miesiącach śledztwo zostaje umorzone, ale wioska pozostaje pod obserwacją odpowiednich urzędów.

Odpowiednie środki finansowe, które z zapyziałej i zacofanej wioski mają utworzyć prężnie rozwijającą się osadę powodują wielkie zmiany. Rok później zmiany lawinowo zmieniaj ą obraz wioski. Naczelniczka opracowała plan pięcioletni i konsekwentnie wprowadza go w życie. Jako pierwszy na polu ryżowym stanął pomnik UFO, modernizowana jest szkoła oraz stopniowo likwidowane pola i staw na rzecz kortów, basenu, supermarketów itd. Mieszkańcy zdumieni obserwują, co się dzieje z ich małą ojczyzną. Koniecznie przeczytajcie sami, jaki wpływ na wieśniaków mają te zmiany.

Bardzo podobał mi się styl autorki i forma książki. To nie jest typowa powieść, lecz zbiór protokołów z przesłuchań mieszkańców oraz oficjalne pisma skierowane do naczelniczki lub agentów, prowadzących śledztwa. Do akt dołączone są załączniki takie jak szkic wioski, projekt zmian, w treści widać dopiski, urzędowe pieczęcie. Zupełnie nie spodziewałam się takiego rozwiązania i naprawdę bardzo mi się podobało.

Ciekawa, nietypowa książka, która pokazuje Chiny od nieznanej mi dotąd strony.

Moja ocena: 5/6

Xiaolu Guo, Ein UFO, dachte sie, tł. Anne Rademacher, 222 str., Knaus 2009.

wtorek, 5 maja 2015

"Malowany welon" W. Somerset Maugham


Z wielkim ociąganiem sięgałam po tę książkę. Już dawno temu ją kupiłam, zachęcona recenzjami w blogosferze, lecz nie mogłam się wyzbyć przeświadczenia, że będzie to mdłe romansidło. Tymczasem powieść Maughama bardzo mi się podobała! 

Umieszczona w latach 20. ubiegłego wieku akcja zabierze nas do kolonialnych Chin. Piękna, zepsuta i głupiutka Kitty zbyt mocno przebiera wśród kandydatów na męża. Gdy jej młodsza i brzydsza siostra niemal ubiega ją w tej kwestii, dwudziestopięcioletnia Kitty przyjmuje oświadczony zakochanego w niej po uszy lekarza Waltera Fane'a, który pracuje w Chinach. Już podczas podróży do Chin Kitty wie, że popełniła błąd. Waltera nie kocha a poważny naukowiec przede wszystkim ją nudzi. Walter jest ujmujący, odczytuje jej wszystkie życzenia, traktuje ją jak księżniczkę ale to wszystko nie potrafi wzbudzić w niej miłości. Kitty chce żyć, chodzić na przyjęcia, plotkować z paniami o odpowiednim statusie materialnym i prowadzić beztroskie życie. Tymczasem pracujący jako bakteriolog Walter to człowiek mądry, poważny, niezwykle nieśmiały i skryty.  Rozczarowana małżeństwem Kitty z miejsca zakochuje się w ujmującym i przystojnym Karolu Townsendzie. Przyciąga on ją nie tylko swoim wyglądem, dowcipem, ale także pozycją społeczną i finansową. Walter po jakimś czasie odkrywa romans, przewiduje zachowanie Kitty i jej kochanka i podejmuje dramatyczną decyzję o wyjeździe obojga w region, gdzie panuje cholera. Kitty jest w potrzasku, pozostawiona na lodzie przez kochanka musi towarzyszyć mężowi. Kobieta śmiertelnie boi się zarazy, nie radzi sobie z lodowato uprzejmym mężem i cierpi psychicznie. Na chińskiej prowincji nie przechodzi zmiany natychmiastowej, to nie jest bowiem nieskomplikowana  powieść z morałem. Kobieta stopniowo dojrzewa, analizuje, dorasta poprzez rozmowy z tamtejszym zarządcą oraz siostrami zakonnymi. 

U Maughama nie dzieją się rzeczy nierzeczywiste  - tam, gdzie miłość nie jest możliwa, nigdy się nie narodzi. Autor przede wszystkim stara się opisać rozwój człowieka,  jego dorastanie, proces stopniowego dojrzewania i zmiany postrzegania świata. Dzięki dogłębnie nakreślonym psychologicznym portretom bohaterów Maugham tworzy książkę wyważoną, wnikliwą, daleką od banału i płytkości.

Moja ocena: 5/6

W. Somerset Maugham, Malowany welon, tł. Franciszka Arnsztajnowa, 287 str., Wydawnictwo Świat Książki 2007.

piątek, 22 lutego 2013

"Cesarzowa" Pearl S. Buck



Bardzo nie lubię pisać recenzji tak długo po ukończeniu lektury - niestety przez ostatnie prawie dwa tygodnie nie mogłam wykroić dłuższej chwili ani wykrzesać w sobie energii do pisania. A teraz pewnie część wrażeń już niestety uleciała.

Buck poświęciła swoją powieść życiu cesarzowej Tz'u Si. Kobiecie niezwykle inteligentnej, silnej i rządnej władzy. Książka Buck to jednak nie biografia lecz dogłębny rys psychologiczny tytułowej bohaterki. Niejako przy okazji czytelnik poznaje historię Chin z okresu jej panowania - to okres gdy Europejczycy zaczynają się interesować tym krajem, próbują walczyć o prawo handlu i osiedlania się. Również sytuacja wewnętrzna w Chinach nie jest najlepsza - w różnych zakątkach kraju wybuchają powstania, zachwiana jest także stabilność pochodzącej z Mandżurii dynastii panującej.

Opisując dzieje Tz'u Si Buck porusza całą gamę tematów. Jednym z nich jest kwestia tradycji - cesarzowa ceni ją ponad wszystko. Wszelakie obce wpływy odbiera jako zagrożenie kraju, jej zdaniem siła Chin leży w zachowaniu jednorodności i zamknięciu na emigrantów. Do końca swoich dni Cesarzowa nie potrafi pogodzić się z faktem, że jej kraj zamieszkują Europejczycy, którzy wywierają wpływ na jej poddanych, stawiają warunki i, w jej oczach, niszczą chińskie dziedzictwo.

Kluczowym tematem powieści jest jednak władza - władza zaborcza i dumna. Cesarzowa gotowa jest dla władzy zrobić wszystko. Szczerość jej miłości do syna blaknie, gdy chodzi o chiński tron. To pytanie przewija się przez całą powieść, a konkluzja jaka pozostaje nie przedstawia cesarzowej w pozytywnych świetle. To kobieta niezdolna do miłości, mimo że sama o głębi swego uczucia jest przekonana. Ale niezależnie czy chodzi tu o kuzyna, którego traktuje jako miłość swego życia czy o syna jej uczucie odchodzi na drugi plan, gdy zagrożone jest posiadanie tronu. Chiński tron oznacza władzę absolutną, dumę i niemal boski status. To gra warta świeczki, zwłaszcza dla osoby tak dumnej, łasej na pochwały i inteligentnej jak  Tz'u Si. Cena jaką płaci za władzę jest jednak ogromna - samotność towarzyszy jej przez całe życie, a świadomość, że nawet zainteresowanie rodziny nie jest bezinteresowne jest bolesna. Buck świetnie ukazuje rozterki tej kobiety - jej miotanie się między uczuciem i genialnym umysłem, który wszelkie słabości każe odsunąć i  konsekwentnie dążyć do celu. Cesarzową mogę podziwiać ale nie zrozumiem motywów jej postępowania. Ogranicza mnie z pewnością moja mentalność, bardzo odległa od chińskiej oraz serce matki, dla której dziecko zawasze będzie stało na pierwszym miejscu.

Pearl S. Buck zadbała o każdy szczegół powieści - niezwykle dokładnie przedstawia wygląd oraz życie w Zakazanym Mieście, dba o charakterystykę wszystkich postaci, celnie analizuje ich motywy postępowania. Cesarzowa swoją objętością i wszechstronnością zakrawa na epos o ówczesnych Chinach, a równocześnie wymaga zaangażowania czytelnika. Przyznam że mnie momentami ogarniało znużenie, które jednak przyspisuję też przesytowi prozą Buck. Przeczytałam kilka jej książek i mam wrażenie, że mimo że każda z nich traktuje o innej postaci czy okresie, wszystkie obracają się w tym samym mikrokosmosie. I nie mam na myśli tu tylko miejsca akcji ale styl pisania i postrzeganie świata przez autorkę, które bezsprzecznie ma ogromny wpływ na jej prozę.

Moja ocena: 4/6

Pearl S. Buck, Cesarzowa, tł. Krzysztof Szreyer, 496 str., Muza 2011.

niedziela, 16 września 2012

"Pałac kobiet" Pearl S. Buck

 
 
Jeśli macie ochotę na powieść o silnych, świadomych kobietach, sięgnijcie po Pałac kobiet noblistki Pearl S. Buck.
Pani Wu kończy czterdzieści lat i postanawia zmienić swoją dotychczasową rolę. Uważa, że spełniła już swoje zadanie jako matka, żona oraz głowa domu Wu. Teraz pragnie usunąć się w cień, poświęcić swój czas księgom i samodoskonaleniu. By jednak umilić życie mężowi, wyszukuje dla niego młodą konkubinę, zdolną do rodzenia dzieci. Jej decyzja szokuje wszystkich mieszkańców domu i nikt nie spodziewa się jaki będzie miała wpływ na dalsze życie.
 
Niezwykle inteligentna, bystra, posiadająca, mimo życia w izolacji, szeroki horyzont, pani Wu błędnie oszacowała potrzeby męża oraz wybranej Drugiej Pani. Swój błąd zrozumie jednak dopiero po tym, gdy pozna obcego księdza Andre. Początkowo zatrudnia go jako nauczyciela angielskiego dla swojego trzeciego syna Fengmo. To pierwszy obcokrajowiec, który przekroczył progi niezwykle tradycyjnego domu państwa Wu. Ksiądz, a przede wszystkim jego słowa, zaczynają interesować pani Wu do tego stopnia, iż po opuszczenia domostwa przez syna, sama kontynuuje lekcje. Tych dwoje prowadzi rozmowy filozoficzno-teologiczne, które są przyczynkiem do rozważań o roli kobiety i mężczyzny, o roli religii, a także o tradycji. Zdumiewający jest rozwój mentalny pani Wu, jej stopniowe dopuszczanie nowości i akceptowanie jej u synów czy synowych.
 
Pearl S. Buck napisała Pałac kobiet w latach czterdziestych, zaskakuje jednak aktualność jej spostrzeżeń oraz świeżość języka. Powieść czyta się sprawnie, przyjemnie można by powiedzieć. Szczególnie interesowała mnie kwestia stopniowego ustępowania tradycji, na rzecz nowoczesnych, rewolucyjnych poglądów. Zdumiewającym jest jak surowym zasadom podlegało życie chińskiej arystokracji jeszcze w wieku dwudziestym.
 
Napisałam, że książka Buck ma za bohaterki silne kobiety. Niewątpliwie dominuje w niej pani Wu, jednak autorka ukazuje kobiecą niezależność i siłę na różne sposoby. Mężczyźni zsuwani są na drugi plan, może tylko poza ojcem Andre. Obok pani Wu poznajemy jednak szereg innych kobiet - jej synowe: od tradycyjnej Meng, poprzez upartą Rulan i niepokorną Linyi; jej przyjaciółkę pani Kang: matronę, kochającą dzieci i gwarny dom oraz zagubioną Druga Panią. Domostwo Wu zaludniają w końcu małe kobietki - sieroty przygarniane przez ojca Andre. Taka ilość żeńskich bohaterek, to świetna możliwość ukazania wielu aspektów kobiecości. Z ciekawością odkrywałam ich postawy, adaptację do tradycji i zasad panujących w domostwie.
 
Pałac kobiet to okazja do odkrywania Chin - bez pośpiechu, w wytwornym towarzystwie.
 
Moja ocena: 5/6
 
Pearl S. Buck, Pałac kobiet, tł. Adam Chmielewski, 397 str., Wydawnictwo MUZA 2011.

czwartek, 10 grudnia 2009

"Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę" Robb Maciąg



Robert wyjeżdża do studiującej w Chinach żony. Tam okazuje się, że żona nie tylko studiuje ale również znalzała nowego partnera. Załamany Robert postanawia wybrać się w trasę. W tym celu kupuje chiński rower, skromny namiot i rusza przed siebie. Staje po 7000 kilometrach. Przez te siedem tysięcy kilometrów przemierza Chiny, Wietnam, Kambodżę i Laos (nota bene czemu Laosu brakło w tytule?). Brak tu jednak przewdnikowych informacji o zabytkach i atrakcjach.

Książka Maciąga to raczej spis migawek, próba uchwycenia chwil, ukazania krajów z innej strony. A równocześnie to zapis myśli i rozterek autora - wszak wyprawa rowerowa ma być terapią na zbolałą duszę. Maciąg dopuszcza czytelnika do najbardziej prywatnych odczuć i emocji. Pisze o swoim cierpieniu, rozczarowaniu i goryczy, ale nie odbierałam tej tematyki jako dominującej. Czasem może jako zbyt pompatyczną. Głównym tematem książki są jednak odwiedzane przez Maciąga kraje, a przede wszystkim ich mieszkańcy. Spostrzeżenia autora są ciekawe, jego spojrzenie na mieszkańców interesujące, tak że czułam lekki niedosyt, że Maciąg wybrał tak krótką formę dla swojej książki. Chętnie przeczytałabym więcej o jego wrażeniach, spotkaniach i przeżyciach. Podobało mi się również, że Maciąg nie przedstawia podróżowania tylko w róźowych kolorach - jest pot, męka, ból, kradzieże i psujący się rower. Są dobre dni, gdy autor jest pogodzony ze sobą i światem i są dni, o których najlepiej od razu zapomnieć.

Lekturę umilają liczne zdjęcia - brak tu praktycznie zabytków, są za to krajobrazy, ludzie, sceny rodzajowe. Piękne fotografie! Czyta się szybko i przyjemnie, polecam!
O dalszych podróżach Roberta i Ani można poczytać tutaj.

Robb Maciąg, Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę, 179 str., Zysk i s-ka.

czwartek, 27 sierpnia 2009

"Brama Niebiańskiego Spokoju" Shan Sa


Krótka, powiedziałabym, nowelka, wbrew oczekiwaniom, spodobała mi się. Dotąd preferowałam książki, opowiadające o Chinach dawnych, magicznych, pełnych tradycji i dostojeństwa. Nie pociągały mnie powieści osadzone w Chinach komunistycznych. W "Bramie Niebiańskiego Spokoju" akcja rozpoczyna się tuż po masakrze na placu Tian'anmen. Przypadkowy przechodzień wyciąga z obławy Ayamei, jedną z głównych incjatorek studenckiej rewolucji. Ayamei ukrywa się wpierw mieszkaniu kierowcy Wanga, który później umieszcza ją w swojej rodzinnej wiosce na wybrzeżu. Równocześnie poznajemy Zhao - przykładnego maoistę. Chłopaka ze wsi, wychowanego przez armię. Zhao oddany jest swoim przełożonym i komunistycznym ideom więc sumiennie stara się wykonać rozkaz, nakazujący mu aresztoanie Ayamei. Gdy w mieszkaniu jej rodziców trafia na pamiętniki dziewczyny, zaczyna poznawać osobę o zupełnie innym życiu niż on. Jego nieśmiałą fascynacja dziewczyną rośnie i wzbudza w nim dotąd nieznane pytania, mimo to nie usataje w poszukiwaniach buntowniczki. Ucieczka Ayamei w góry otwera świat dawnych wierzeń, nadaje książce nutę tradycyjnej chińskiej kultury. Właśnie sam, tajemniczy, koniec najbardziej mi się podobał.

Shan Sa, Brama Niebiańskiego Spokoju, tł. Krystyna Sławińska, 122 str., Muza.

czwartek, 17 lipca 2008

"Cztery życia wierzby" Shan Sa


Bardzo lubię literaturę związaną z Chinami, szczególnie opowieści pełne tradycji i zwyczajów oraz opisów chińskich krajobrazów. Książka Shan Sa powinna mnie więc zachwycić ale niecałe dwieście stron czytałam niemal trzy dni. Autorka zawarła w swojej książce cztery opwieści. Każda z nich toczy się w innej epoce ale każda w jakiś sposób dotyczy samotności i ludzkich wyborów. Autorka stara się szczegółowo opisywać otoczenie bohaterów, krajobrazy, wspomina chińskie zwyczaje. Każda historia sama w sobie jest ciekawa ale... No właśnie długo zastanawiałam się, co mi nie pasuje. Przy pierwszej historii na pewno przeszkadzał mi styl - przez chwilę nawet zastanawiałam się czy to może wina niezbyt udanego tłumaczenia. W drugiej historii autorka pisze jednak w sposób bardziej rzutki a i zdania są zgrabniejsze. Ponadto po przeczytaniu książki nie mogę się oprzeć wrażeniu, że postacie są płaskie, bez wyrazu. Podsumowując skończyałam czytać kilka godzin temu i już nie jestem w stanie szczegółowo opisać fabuły. Dla mnie niestety to niewypał.

wtorek, 12 czerwca 2007

"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See



Świetna książka, przeczytana jednym tchem. Autorka bardzo dokładnie i ciekawie opisuje życie chińskich kobiet, konwencje, którym podlegały oraz ich zwyczaje: od krępowania stóp przez wesele po śmierć. Lisa See opisuje przyjaźń - związek laotong - dwóch dziewczyn, która trwa przez całe życie, przy okazji przedstawiając przebieg dnia chińskiej kobiety, jej powinności, obowiązki i troski. To naprawdę fascynująca lektura!