Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brazylia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brazylia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2025

"Koronczarki. Klątwa rodziny Flores" Angélica Lopes


 

Zwróciłam uwagę na tę książkę, gdy ukazała się po polsku jako "Koronczarki. Klątwa rodziny Flores", w przekładzie Katarzyny Mojkowskiej. Brazylia leży w kręgu moich literackich zainteresowań, a książki o kobietach szczególnie, więc trafiła na moją listę. Angélica Lopes osadziła akcję tej powieści w prowincji Pernambuco, w niewielkim miasteczku. Tu właśnie tam grupa dziewcząt wyrabia przepiękne koronki, które stają się słynne w okolicy. Wzór i sposób ich wytwarzania podgląda pewnego dnia Victorina, a następnie uczy przyjaciółki. To zajęcie jest dla nich oknem na świat – dzięki sprzedaży mają szansę mieć swoje pieniądze, a te dają im możliwość decydowania o sobie. Dla rodziny Flores to ważne, bo podobno nałożona została na nią klątwa – kilka pokoleń wstecz męski przodek porzucił kochankę w ciąży, która obarczyła siedem pokoleń tej rodziny. Wszyscy męscy członkowie skazani są na rychłą śmierć, więc córki nie mają wielkich widoków na zamążpójście. Tymczasem jedna z przyjaciółek, Eugênia zostaje wydana wbrew jej woli za dużo starszego, majętnego wdowca, który traktuje młodą żonę jak przedmiot. Inês Flores jest narratorką tej powieści, a także jedyną osobą, która próbuje pomóc Eugênii. Zrozpaczona dziewczyna wymyśla bowiem tajny kod, który wyszywa na koronkach, by w ten sposób móc porozumiewać się z Inês.

W 2010 roku pokryty owym kodem welon trafia w ręce Alice – młodej studentki, która nie zna historii swojej rodziny. Alice jest zbuntowana, skonfliktowana z matką i skupia się bardziej na imprezach niż studiach. Jej przyjaciółka przypadkiem dostrzega dziwny haft i wzbudza w Alice zainteresowanie tajemnicą welonu. Dziewczyna wyjeżdża do Pernambuco, by spotkać się z ciotką, która ów welon przechowywała i poznać swoje pochodzenie. 

Lopes stworzyła sagę rodzinną, która zapewne ma na celu pokazanie sytuacji kobiet na przestrzeni tych kilku pokoleń. Na początku XX wieku, gdy Eugênia zostaje zmuszona do małżeństwa jest ona tragiczna – nie tylko mężczyźni, ale i własne matki i ciotki wpychają dziewczyny w ramiona przemocowych mężów, nie dostrzegają sygnałów i wymieniają się informacjami, jak złamać ducha zbyt rozbrykanych i hardych córek. To w tym czasie, w Recife, powstają pierwsze ruchy feministyczne, o których żyjące na dalekiej prowincji kobiety dowiadują się przypadkiem. W XXI wieku jest inaczej, ale nie do końca. Alice słucha w radiu historii młodej kobiety, która wyrwała się wprawdzie od partnera-kata, ale straciła dziecko. Brak tu jednak prawdziwej sagi rodzinnej – opiera się ona na opisie rzucenia klątwy i kilku zdaniach o kolejnych pokoleniach. Jako że patrzymy na wydarzenia oczyma Inês w zasadzie nie dostajemy zbyt wiele tła, a charkterystyka postaci jest szczątkowa lub groteskowa. Nie poznajemy motywacji męża Eugênii, dziwne się wydaje zaakceptowanie zdrady ciotki Firminy, nie wiadomo, skąd między Alice i matką aż taka animozja. Wszystko to jest bardzo schematyczne i konstruowane pod tezę. Wyraźnie widać, że najpierw był pomysł z kodem i koronką, a pod niego autorka wymyśliła dość przewidywalną i telenowelowatą opowieść. Nie przeczę, że czyta się to lekko, ale niedosyt po lekturze jest spory!

Moja ocena: 3/6

Angélica Lopes, Die Frauen der Familie Lopes, tł. Michael Kegler, 305 str., Hanserblau 2025.

piątek, 26 września 2025

"Brązowożółty" Paulo Scott


 

Federico i Lorenço to bracia – różni ich jednak kolor skóry. Federico ma dużo jaśniejszy odcień i może uchodzić za białego, co determinuje postrzeganie go przez innych, ale i ma realny wpływ na jego życie. To właśnie on mieszka w stolicy i angażuje się w prace komisji, która zajmuje się problemem kwot. Osoby o ciemnej skórze dzięki owym kwotom mogą łatwiej dostać się na studia, więc należy wymyślić system, który ograniczyłby oszukiwanie. Pewnego dnia Federico otrzymuje telefon od brata, który mieszka w rodzinnym Porto Alegre. Nastoletnia córka została aresztowana podczas studenckich protestów, co gorsza w plecaku miała broń. Broń ukrytą wiele lat wcześniej przez braci. Historia rodzinna staje się ilustracją kwestii rasowej – ojciec policjant jest czarnoskóry, matka natomiast biała. Federico mimo swojej jasnej karnacji czuje się jak osoba czarna, ta kwestia wydaje się rzutować na jego życie, związki i pracę. 

Paulo Scott stara się przedstawić problem rasizmu w Brazylii, gdzie ponad połowa społeczeństwa ma inny odcień skóry niż biały, z perspektywy jednej rodziny. Taka redukcja do tego mikrokosmosu pozwala namacalnie zrozumieć wpływ koloru skóry i polityki rasowej na życie jednostki. Temat ważny i ciekawie opracowany, jednak ta książka nie trafi do kanonu moich ulubionych. Brazylijczyk nie przekonał mnie narracyjnie. Ta powieść to strumień świadomości, zmiana miejsc, zmiana czasu, brak chronologii, brak wyszczególnionych dialogów. Czytało mi się to bardzo trudno i niestety rzutowało na odbiór treści. 


Moja ocena: 3,5/6

Paulo Scott, Brązowożółty, tł. Wojciech Charchalis, 223 str., GlowBook 2025.

czwartek, 24 października 2024

"Tudo é rio" Carla Madeira


 

W niewielkim brazylijskim miasteczku życie toczy się swoim rytmem. Dewotki latają do kościoła, dziwki pracują tuż obok, a pozostali szukają szczęścia i miłości w codzienności. Dalva i Venâncio są zwykłą parą, wyróżniającą się zaledwie wielką miłością. Tak wielką, że tchu brak. Jest tylko jeden problem – zazdrość. Venâncio sobie z nią nie radzi i popełnia wielki błąd, z powodu którego będzie cierpiał przez lata. 
Zupełnie inny żywot wiedzie Lucy, która jest prostytutką z zamiłowania. Uwodzi, manipuluje, uwielbia swoją pracę, co jest solą w oku dla wielu dewotek i nie tylko. 

Madeira podjęła w swojej powieści tematy niezwykle trudne – przemoc domową, zdradę, pedofilię – pokazując, jak mogą się rozwijać i istnieć we właściwie zdrowym środowisku. Autorka szkicuje historię poszczególnych bohaterów, by ukazać, dlaczego są i reagują w ten, a nie inny sposób. Nie usprawiedliwia, nie wskazuje palcem przyczyn, pozostawia czytelniczce decyzję i interpretację. Spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami, zarzucającymi jej gloryfikację przemocy czy właśnie pedofilii, ale ja czytam tę książkę zupełnie inaczej. Widzę tu obraz ludzi, którzy borykają się ze swoim losem, z tym, co zrobili źle i którzy próbują ułożyć sobie życie po tym i z tym, co się wydarzyło. Podobnie ma się rzecz z Lucy – najszczęśliwszą prostytutką świata, która w zasadzie jest niezwykle samotna, a swoje poczucie wartości buduje na zdobywaniu mężczyzn. 

Autorka w tej niewielkiej powieści ujęła bardzo szeroką gamę tematów, historii ludzkich, nie pomijając refleksji na temat życia i przedstawienia emocji najważniejszych bohaterów. Widać tu wewnętrzną walkę Dalvy i Venância, ból i cierpienie obojga. I choć nie zadawala mnie do końca zakończenie, to jest ono na tyle otwarte, że mogę z nim żyć.

Co w tej powieści najbardziej zachwyca, to język Madeiry. Operuje krótkimi, wręcz urywanymi zdaniami, które zarazem potrafią być bardzo poetyckie. Jej metafory, porównania są często zaskakujące, zwłaszcza że przeplatane są językiem bardzo potocznym, zwłaszcza gdy autorka opisuje zachowania Lucy w pracy. 

Madeira jest jedną z najpoczytniejszych autorek w Brazylii, a jej debiut odniósł ogromny sukces w tym kraju. Ja na pewno sięgnę po jej kolejne powieści.

Moja ocena: 4,5/6

Carla Madeira, Tudo é rio, 210 str, Record 2021.

poniedziałek, 1 lipca 2024

"Opowiadania wszystkie" Clarice Lispector

 


Sięgając po tę książkę, byłam uprzedzona. Mimo to bardzo chciałam dać jej szansę, bo literatura z obszaru języka portugalskiego bardzo mnie interesuje. A uprzedzona byłam po lekturze powieści Clarice Lispector W pobliżu dzikiego serca, która tak totalnie, zupełnie, absolutnie do mnie nie trafiła, że do dziś nie wiem, co przeczytałam i co autorka chciała w ogóle przekazać. 

Sześćset stron nie ułatwiało decyzji o lekturze, wspomogła mnie jednak akcja wyboru dwudziestu czterech książek na ten rok. Nadszedł więc czas zmierzenia się z tym tomiszczem. Pierwsze wrażenia nie były wcale złe! Zbiór podzielony jest na osiem części, ja zaczęłam czytać po kolei, czyli od Pierwszych opowiadań. To teksty o kobietach i ich związkach, najczęściej o związkach nieudanych, a nawet w jakiś sposób przemocowych. Te kobiety wpadają w pułapkę mężczyzn, którzy nimi rządzą, je usidlają, poddają swojemu dyktatowi. Potem przeskoczyłam do drugiej części Więzy rodzinne, ale tematyka wydała mi się być podobna. 

Na czym więc polega mój problem z tymi tekstami? Po pierwsze zupełnie mnie nie interesuje ich treść. Autorka nie potrafi mnie poruszyć, nie wzbudza we mnie żadnych emocji, jej bohaterki są mi zupełnie obojętne, a opisywane historie, w moim odczuciu, nudne. Mimo że w porównaniu z powieścią język opowiadań jest bardzo przystępny, to w żaden sposób nie jest, korzystając z nowomowy, angażujący. Spojrzawszy na opowiadania z innych części, uznałam, że już nie chcę poznawać prozy Lispector i porzucam bez sentymentów to tomiszcze. 

Bez oceny

Clarice Lispector, Opowiadania wszystkie, tł. Wojciech Charchalis, 592 str., W.A.B. 2019.

czwartek, 23 maja 2024

"Krzywym pługiem" Itamar Vieira Junior

 


W brazylijskiej prowincji Bahia, gdzieś na odludziu, na plantacji, której właściciele niewiele się nią interesują, żyją potomkowie niewolników. W zamian za pracę na polach właścicieli hacjendy, mogą postawić na jej ziemiach dom (ale nie murowany) i uprawiać własne pole (ale po godzinach pracy na pańskich ziemiach). Tak wyglądają realia postkolonializmu – pozorna wolność i swoboda, a w zasadzie wyzysk, ciężkie życie bez perspektyw na zmianę. Na los robotników ma także wpływ pogoda – susze i gwałtowne deszcze. 

Na jednej z takich hacjend dorastają dwie dziewczynki – Bibiana i Belonizja, które ulegają wypadkowi. Po nim, młodsza Belonizja traci zdolność mówienia. Ich ojciec natomiast jest lokalnym uzdrowicielem – wobec kalectwa córki jest jednak bezbronny. W domu rodziny odbywają się jednak regularne spotkania, obcuje się z duchami i magią. Vieira Junior opisuje losy dziewczyn aż do dorosłości, ich tłem są zmiany społeczne i klimatyczne, które dotykają całą wspólnotę. Autor oddaje także głos duchom, które wstępują w ciała ludzi, wpływając na ich losy.

Itamar Vieira Junior jest doktorem etnografii i to widać w tej powieści, pełnej odwołań do tradycji, zwyczajów i religijności quilombolas (potomków niewolników). Autor kładzie jednak nacisk na perspektywę kobiecą – mimo że ojciec dziewczyn, a potem mąż Bibiany próbują w jakiś sposób wpłynąć na los społeczności poprzez wspieranie edukacji i uświadamianie ludzi, że de facto wciąż są niewolnikami, to jednak kobiety są motorem działań. Ich odwaga, siła, pracowitość i chęć edukacji pozwalają mieć nadzieję na lepszą przyszłość. Brazylijczyk opisuje te postaci z ciepłem, zrozumieniem i nadzieją. Bardzo ciekawił mnie aspekt społeczny, postkolonialny tej powieść, mniej poruszył realizm magiczny i metafizyka, bo to niekoniecznie moja estetyka. 
Czytam tę powieść także jako tekst feministyczny, zrywający z patriarchatem. Jako powieść o zmianie – społecznej, mentalnej, edukacyjnej i klimatycznej. Rodzina głównych bohaterek stoi u progu tych wielkich zmian, na przełomie między uwolnieniem się od kolonializmu, wyjściem z lepianki, a samostanowieniem. 

Ta powieść mogłaby mnie zachwycić, ale niestety nie przepadam za takim metafizycznym i magicznym aspektem, choć rozumiem, że jest on tu ważny. Pokazuje jak quilombolas tłumaczyli sobie świat, ale i jak wiara chrześcijańska współgrała z wierzeniami. Ciekawa, zdecydowanie egzotyczna dla polskiej czytelniczki, rzecz.

Moja ocena: 4/6

Itamar Vieira Junior, Krzywym pługiem, tł. Eliasz Chmiel, 280 str., Wydawnictwo GlowBook 2023.

piątek, 11 sierpnia 2023

"W pobliżu dzikiego serca" Clarice Lispector


 

Bardzo cieszyłam się na moje pierwsze spotkanie z Lispector - ze względu na jej pochodzenie i historię życiową, na famę, jaką otoczone są jej książki, ale także ze względu na Brazylię. Równie bardzo chciałam, żeby proza Brazylijki mi się spodobała, żeby mnie porwała i trafiła do serca. Jak się pewnie nietrudno domyślić, tak się nie stało. Co gorsza, zupełnie, ale to zupełnie, mnie nie przekonała. Do tego stopnia, że nie jestem nawet w stanie napisać, o czym jest. Owszem, zrozumiałam, kto jest bohaterami, o co mniej więcej chodzi (miłość, poszukiwanie siebie, wychowanie), ale tylko tyle. 

W pobliżu dzikiego serca to strumień świadomości, pełen egzaltowanych zdań, spektakularnych metafor i porównań, który jednak nie jest nastawiony na jakikolwiek dialog z czytelniczką. Lispector nie sprawia wrażenia, że chce cokolwiek przekazać. Jej głównym celem wydaje się być chęć wyrażenia siebie bez próby nawiązania dialogu. Takie prawo autorki, ale tym sposobem nie ma szansy na recepcję, odbiór, zrozumienie i po spotkaniu Zamorskiego Klubu Czytelniczego wiem, że nie jestem w tym odczuciu odosobniona. 

Trudno mi coś więcej napisać o książce, której lektura była przesuwaniem oczu po literach nie składających się w jakikolwiek sens. Jedyna refleksja jaka mnie naszła to pytanie - dlaczego ta powieść była taka sensacją w latach 40.? Czy wtedy czytelnicy odczytywali ją inaczej, jak odbierali jej nieprzystępność? Rozumiem, że Lispector poruszyła tematy, które dla kobiet były tabu, ale jeśli są one pokazane w tak trudny w odbiorze sposób, dziwi mnie tak rzekomo szeroka recepcja. 

Posłowie tłumacza jest tu więc nieocenione - pozwala zrozumieć choć trochę tę prozę oraz nakreśla jej kontekst. Praca nad tą książką musiała być wyzwaniem!


Moja ocena: 2/6

Clarice Lispector, W pobliżu dzikiego serca, tł. Gabriel Borowski, 240 str., Wydawnictwo Filtry 2023.

środa, 18 stycznia 2023

"Niewidzialne życie" Martha Batalha


Niech ta zimna okładka was nie zwiedzie, bo Niewidzialne życie to powieść bardzo ciepła i zarazem gorzka. Euridice i jej siostra Guida mieszkają w Rio de Janeiro w połowie XX wieku. Ich życie zaprogramowane jest przez pochodzenie i realia - mieszczańskie, konserwatywne, a przede wszystkim bacznie obserwowane przez setki oczu. W takim życiu nie ma miejsca na żadną fantazję, a kobieta nadprzeciętnie inteligentna nie ma szans na znalezienie swojej niszy. 
Euridice i Guida - każda na swój sposób - będą próbowały przełamać to, co odwieczne i nienaruszalne. Skutek tego będzie bardzo różny, najczęściej bolesny. Szybko zrozumieją, że walka z systemem jest trudna i tak rozpocznie się życie niewidzialne. 

Batalha rewelacyjnie przedstawia życie w ówczesnym Rio, kreując barwne i różnorodne postaci. Jej język jest największym atutem tej powieści - skrzący się od humoru, zabawnych porównań, nietypowych zbitek słownych (prawdziwie wyzwanie dla tłumaczki!), ale sama fabuła także mnie zainteresowała. Kibicowałam z serca tytułowej (w oryginalnej wersji) bohaterce, której życie zdeterminowały pozornie małe wydarzenia. Zresztą Batalha bardzo ciekawie przedstawia, jak decyzje jednej z sióstr wpływają na życie drugiej, jak pozornie błahe, chwilowe decyzje zmieniają bieg całego życia. Świetnie również ukazuje, jak Euridice stopniowo porzuca kolejne pasje, nie mając sprawczości i możliwości, by rozwijać swoje talenty. To czasy, gdy słowo mężczyzny było święte, gdy szczytem spełnienia intelektualnego kobiety była opieka nad dziećmi i domem. Euridce próbuje wyłamywać się z tego schematu nawet najmniejszymi kroczkami - np. od spełniania tzw. obowiązku małżeńskiego, ale to nie wystarcza, by mogła prowadzić spełnione życie. Jej mniej utalentowana siostra paradoksalnie wychodzi na tym lepiej, sprytniej radząc sobie w świecie, którego ramy ustanowili mężczyźni. Tu ważniejszy jest podstęp niż inteligencja, zdolność manipulacji niż wiedza. Ówcześni mężczyźni to zresztą nie są demony inteligencji - na równo z kobietami wypełniają przyznane im role, najczęściej bezrefleksyjnie, powtarzając to, co mówili ich ojcowie i dziadkowie. Klasa mieszczańska to społeczeństwo ludzi uwiązanych i uwikłanych, niezdolnych do przełamania ustalonych reguł. 

Przez powieść Brazylijki się płynie - ta proza skrzy się dowcipem, czaruje, przyciąga, naprawdę trudno odłożyć tę książkę. Ja miałam przyjemność czytać tę powieść dwutorowo - każdy rozdział czytałam najpierw po portugalsku, a potem po polsku, podziwiając inwencję tłumaczki, jestem przekonana, że napracowała się nad tą książką.
Szkoda, że ta książka przeszła w Polsce bez echa, naprawdę warto po nią sięgnąć.

Moja ocena: 5/6

Martha Batalha, Niewidzialne życie, tł. Katarzyna Mojkowska, 256 str., Wydawnictwo Muza 2019.

środa, 28 grudnia 2022

"Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy" Fabiane Guimarães


 

Dwutorowa opowieść, której akcja rozgrywa się w sercu Brazylii. Cecilia jedzie do wioski, w której mieszkali jej rodzice, po tym jak otrzymała wiadomość o ich śmierci. Kobieta była ukochaną jedynaczką i równoczesna śmierć obojga rodziców ją zaskakuje, ale i powoduje u niej całą kaskadę mieszanych uczuć. Cecilia długo mieszkała w pobliżu rodziców, pracując jako weterynarka. Rzuciwszy jednak tę pracę, postanowiła przenieść się do Rio de Janeiro, by zacząć od nowa. Mimo że ojciec był poważnie chory, śmierć ją bardzo zaskakuje, zwłaszcza śmierć matki. Lekarz stwierdził zgon z przyczyn naturalnych, ale Cecilia mu nie dowierza, zwłaszcza że sąsiadka twierdzi, że w okolicach domu kręcił się kuzyn. Kuzyn, którego Cecilia nigdy nie miała. Kobieta jest bliska popadnięcia w paranoję i wtedy w domu zjawia się jeszcze ktoś - a jej dotychczasowe życie okazuje się być inne, niż sobie wyobrażała.

Równocześnie w stolicy Brazylii mieszka João, który jest weterynarzem. Jego praca polega głównie na usypianiu niechcianych zwierzaków i z pewnością nie przynosi mu satysfakcji. João jednak rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy, ponieważ samotnie wychowuje niepełnosprawnego syna i robi sobie nadzieje, że eksperymentalna terapia w Chinach pomoże uleczyć dziecko. Weterynarz wpada na coraz bardziej karkołomne, a przede wszystkim wątpliwe pomysły, jak zgromadzić pieniądze.

Ze zdumieniem zauważyłam na Lubimy czytać, że ta książka została zaklasyfikowana jako kryminał. Obawiam się, że to błąd, bo z tym gatunkiem ta powieść nic wspólnego nie ma. To nastrojowa opowieść o samotności, utracie, uwikłaniu. Guimarães porusza tu także ważne społecznie tematy - praca misjonarska, różnice klasowe, biedę wśród rdzennych mieszkańców, eutanazję zwierząt i ludzi. Brazylijka na niewielu stronach potrafi stworzyć atmosferę smutku, zagubienia, nostalgii, równocześnie poruszając tak szeroką paletę tematów. Dodatkowego smaku powieści dodaje brazylijski anturaż, ale nie ten stereotypowy, a właśnie ten nam mniej znany - małomiasteczkowy, z interioru i okolic Amazonki. 

Zaskoczyło mnie przygotowanie audiobooka - chyba pierwszy raz spotkałam się z tym, że lektor i lektorka autentycznie starali się poprawnie wymawiać imiona i nazwy własne i całkiem nieźle im to wyszło, a należy wziąć pod uwagę, że chodzi tu o brazylijską wersję portugalskiego. 

Moja ocena: 4,5/6

Fabiane Guimarães, Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy, tł. Barbara Bardadyn, czyt. Magdalena Schejbal, Bartosz Głogowski, 162 str., Wydawnictwo Labreto 2022.

wtorek, 15 lutego 2022

"Dziennik upadku" Michel Laub


 

Ta cudowna okładka na pewno przyciągnęłaby mój wzrok w księgarni. Jako skazana na ebooki, doceniam ją dopiero teraz. Książka Brazylijczyka o Auschwitz - może się zdziwicie jak ja, czytając to zdanie, a może od razu pomyślicie o masowej emigracji wojennej i powojennej. Tak zrobił dziadek narratora - uciekł z piekła Auschwitz, dopłynął do Porto Alegre, wykaraskał się z tyfusu, nie znalazł pracy jako nauczyciel matematyki, został domokrążcą, dorobił się, dobrze się ożenił, spłodził syna. Uczynił to wszystko w cieniu Auschwitz. W tym cieniu, u schyłku życia zapisał maczkiem wiele zeszytów. Stworzył w nich swoją własną encyklopedię życia, nie napisał ani słowa o Auschwitz, nie zdradził, jak się wydostał z piekła i jak dotarł do Brazylii. Przez całe życie nie wypowiedział na ten temat ani słowa, mimo to przeniósł traumę i na syna, i na wnuka.

Gdy ojciec otrzymuje diagnozę Alzheimera, syn rozprawia się z przeszłością własną i rodzinną. Głupi żart na urodzinach kolegi, w skutek którego ten spędził wiele miesięcy na rehabilitacji, zaważył na życiu i narratora i kolegi João. Wypieranie świadomości Auschwitz nie pomogło - koledzy w szkole skutecznie przypominają o tych wydarzeniach, podrzucając do tornistra karteczki z Hitlerem i Żydami. Nie pomaga także wielka kłótnia z ojcem, w której narrator odżegnuje się od wojny, nazizmu i holokaustu. Na ile jednak można wszystkie niepowodzenia i problemy zwalać na rodziną traumę? Czy alkoholizm narratora wynika z niemożności przepracowania traumy? Czy Alzheimer ojca to chęć zapomnienia o tym, co przeżył dziadek? Czy milczenie dziadka to dobry sposób na wyzwolenie się ze wspomnień? Czy to, co wydarzyło się jednostce ma w ogóle jakikolwiek wpływ na świat? Ile lat musi upłynąć, by zapomnieć? Na ile historia z João miała wpływ na życie narratora? Czy jeden głupi dowcip może mieć wieloletnie konsekwencje?

Laub rozprawia się z tymi pytaniami, uwodząc swoim stylem. Będą tu zdania dosadne, surowe, ale będą też fragmenty wręcz poetyckie. Konstrukcja powieści jest zwodnicza - podział na dziadka, ojca i syna jest płynny. Pisząc o dziadku, wnuk pisze o sobie, podobnie jest, gdy pisze o ojcu. Wyobrażam sobie, że proza Lauba była sporym wyzwaniem dla tłumacza - balansowanie między długimi, skomplikowanym zdaniami, a krótkimi wykrzyknieniami może być także trudne dla czytelnika. Warto jednak udać się w świat Lauba i poznać jego spojrzenie na Auschwitz. 


Moja ocena: 5/6


Michel Laub, Dziennik upadku, tł. Wojciech Charchalis, 192. str., Wydawnictwo Pauza 2020.

wtorek, 23 listopada 2021

"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady

 


Już dość dawno temu poznawałam literaturę wszystkich krajów Ameryki Południowej, co nie oznacza oczywiście, że nadal nie sięgam chętnie po książki z tego kontynentu. Dziobak literatury jest pierwszą pozycją, na którą się zdecydowałam w ramach programu czytaj.pl. Reportaż zawsze jest dla mnie świetnym sposobem na poznawanie innych światów, spojrzeniem na wycinek życia innych ludzi w innym mikrokosmosie. Największą siłą tej książki nie są jednak same reportaże, dzięki którym czytelnik ma okazję na chwilę wskoczyć do Peru, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku czy Chile, ale wprowadzenie i komentarze Beaty Szady. Szady umiejscawia te teksty w kontekście kulturowym i społecznym. Dostajemy więc sporą dawkę wiedzy na temat południowoamerykańskiego reportażu w ogóle. Szady szkicuje okoliczności powstania, rozwój i charakterystykę, tłumacząc przy okazji tytułowe określenie tej formy literackiej. 

O ile sam wstęp stawia na informacje dość ogólne, to przed każdy reportażem redaktorka wprowadza czytelnika w konkretny temat, ale także nakreśla portret autora. Tak dogłębne umiejscowienie tekstów w wielu kontekstach pozwala czytelni(cz)kom szybciej i płynniej zagłębić się w tekst i naturalnie dużo lepiej go zrozumieć. 

Same reportaże są różne, poruszają tematy bardzo odmienne i odzwierciedlają styl poszczególnych autorów. Na pewno każdy czytelnik czy czytelniczka inaczej je odbierze i wyselekcjonuje te, które poruszyły go/ją najbardziej. Nie powiem, że teksty są nierówne, bo trudne je porównywać, a także oceniać zdolności literackie poszczególnych autorów. Tu zdecydują upodobania, zainteresowanie danym tematem czy krajem. Szady dobrała te teksty tak, by ukazać tematy poważne, ale i błahe, a nawet humorystyczne. Tym sposobem będzie tu lekki tekst o ostatnim Hitlerze Urugwaju, który przemyca mnóstwo wiedzy na temat socjologii tego kraju, a równocześnie jest pełną dowcipu ciekawostką. W podobnym tonie utrzymany jest reportaż o narodowym napoju Pery, czyli Inca Koli czy ten o mieście bliźniąt w Brazylii.

O wiele cięższy kaliber mają teksty o życiu w Caracas w 2018 roku - reportaż długi, poruszający i przerażająco smutny. Podobnie jest z tekstem o zamachu na minibus w Salwadorze, w którym spłonęło lub zostało poważnie rannych wielu pasażerów. 

Interesującą ciekawostką są reportaże o bibliotece Pinocheta czy o dentyście Garcii Marqueza. Pozornie błahe opowieści są przyczynkiem do ukazania szerszej perspektywy. Przykładem reportażu portretowego jest natomiast tekst o urugwajskiej poetce Idei Vilarino. 

Przekrojowość tej książki pozwala na pierwsze zanurzenie się w świecie południowoamerykańskiego reportażu, ale też daje ochotę na więcej. Mam nadzieję, że powstanie kolejny tom, koniecznie z wprowadzeniem i komentarzami Beaty Szady.

Moja ocena: 5/6

Beata Szady, Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie, tł. Dagmara Luboń, Tomasz Pindel, Radosław Powęska, Nina Pluta, Katarzyna Sosnowska, Jerzy Wołk-Łaniewski, Zuzanna Jaegermann, Beata Szady, Justyna Garyga, Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Marta Szafrańska-Brandt, 312 str., Dowody na Istnienie 2021.

wtorek, 7 sierpnia 2018

"Histórias de bolso" Gonçalo Duarte


W ramach poznawania kolejnych pisarzy i krajów luzofońskich oraz szlifowania języka sięgnęłam po tę pozycję. Ta książka zawiera dwadzieścia jeden opowiadań, opracowanych dla czytelników, którzy języka się uczą. Na marginesach są tłumaczenia trudniejszych słów lub zwrotów oraz słów typowych dla innych wersji języka portugalskiego. Opowiadaniom towarzyszą także ćwiczenia, kontrolujące rozumienie treści, krótki szkic trudniejszych zagadnień językowych czy gramatycznych oraz dopasowane zadania. Autor podrzuca też kilka impulsów do dyskusji na temat poruszanych w opowiadaniach problemów.

I o ile te ćwiczenia są świetne, to mnie jednak bardziej interesowały same teksty i możliwość poznania dzięki nim wszystkich krajów portugalskojęzycznych. Tematyka opowiadań jest różnorodna, często jednak bardzo mocno związana kulturowo z danym krajem, tak jest w przypadku opowiadania pochodzącej z Wyspy św. Tomasza i Książęcej Olindy Beja, która opisuje świętowanie Dnia Portugalii 10 czerwca oraz sposób w jaki tłumacz przełożył na lokalny język przemowę kapitana. Bardzo podobało mi się opowiadanie Jorge Listopada, pisarza czeskiego pochodzenia, w którym narrator relacjonuje spotkanie z kolegą ze studiów, słynnym poetą. Zachwycający jest także tekst Berenice, w którym Ivana Arruda Leite pisze o długo planowanym weselu tytułowej Berenice, która w drodze do kościoła ląduje w brazylijskiej faweli. 

Z przyjemnością spotkałam znanych mi już pisarzy, takich jak pochodzący z Angoli José Eduarda Agualusa oraz Pepetela czy Timorczyk Luís Cardoso. 

Duarte prezentuje szeroki przekrój opowiadań i choć są to przeważnie bardzo krótkie teksty, to wystarczą, by odnaleźć wśród pisarzy swoich faworytów. Dla mnie to przede wszystkim impuls do sięgnięcia po dłuższe formy literackie pisarzy, którzy najbardziej trafili w mój gust, ale także możliwość poznania krajów, których literatura jest dla mnie trudniej dostępna, jak np. z Gwinei-Bissau. 

Nie będę ukrywać, że niektóre z tekstów były bardzo wymagające językowo, a ich głębszy sens zrozumiałam dopiero dzięki ćwiczeniom, które zmusiły mnie do powrotu do niektórych fragmentów i głębszego zastanowienia się nad sensem wypowiedzi. 

Polecam tę książkę wszystkim osobom, które uczą się portugalskiego i znudzeni są podręcznikami. To świetny sposób na pierwszy kontakt z literaturą w oryginale.

Moja ocena: 5/6

Gonçalo Duarte, Histórias de bolso, 176 str., Lidel 2016.

czwartek, 12 maja 2016

"Popcorn unterm Zuckerhut" Junge brasilianische Literatur


Bardzo cieszyłam się na ten zbiór brazylijskich opowiadań. Wyobrażałam sobie, że poznam jeszcze więcej literatury z tego kraju i liczyłam na to, że któreś z opowiadań zachwyci mnie na tyle, by poznać jego autora bliżej. Dwa miesiące po lekturze nie jestem w stanie przypomnieć sobie treści żadnego z nich. Początkowo sądziłam, że stało się tak, bo czytałam je na wyrywki w dość stresującym okresie, ale obawiam się, że chyba jednak żadne z nich nie było na tyle dobre/poruszające, by mnie zachwycić. 

Zbiór zawiera dwadzieścia tekstów, przeważnie bardzo krótkich, cała książka ma niewiele ponad sto stron! To zdecydowanie za mało, by bliżej poznać Brazylię i jej wielokulturowość. Wydawca postarał się, by wśród autorów znalazły się zarówno kobiety i mężczyźni, a przede wszystkim, by wszyscy byli stosunkowo młodzi. Z zamieszczonych na końcu książki krótkich biografii (świetny pomysł!) wynika, że niemal wszyscy urodzili się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie tylko w kwestii autorów widać sporą różnorodność, same opowiadania także utrzymane są w odmiennej stylistyce - od melancholijnych po ironiczne czy wręcz wesołe. Mimo tej troski wydawcy o różnorodność, ja jej nie odkryłam, bardziej miałam wrażenie monotonii, przypadkowego zestawienia tekstów, których największą zaletą jest dbałość o warsztat pisarski. 

Myślę, że będę wracać do tych opowiadań, nie do całego zbioru ale do pojedynczych tekstów. Mam wrażenie, że taka lektura da mi możliwość lepszego poznania każdego z autorów. Czytanie jednym ciągiem kilkustronicowych opowiadań tak przeróżnych autorów zamazało ich indywidualizm.

Moja ocena: 3/6

Popcorn unterm Zuckerhut. Junge brasilianische Literatur, 142 str., Verlag Klaus Wagenbach 2013.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

"Leichendieb" Patrícia Melo



Corumba leży gdzieś w Brazylii, na prowincji, niedaleko granicy z Boliwią. To miasto beznadziei - nikt tu nie ma pieniędzy, ani rozsądnej pracy, niewyobrażalny upał zabija wszelką inicjatywę i chęć do życia. Każdy dzień jest podobny do innego, a nerwowa atmosfera przepojona jest seksem. Właśnie tutaj zamieszkał bohater powieści Melo. Wcale nie miał takiego zamiaru, ale po tym jak praca w call-center w São Paulo doprowadziła go na skraj załamania nerwowego, tak że spoliczkował podwładną, musiał uciec od dotychczasowego życia. Tak, bezimienny bohater na wszystko ma wytłumaczenie, wszak nie jest całkiem złym człowiekiem. Sprawa jednak komplikuje się nieco gdy pewnego dnia, łowiąc ryby nad rzeką, obserwuje wypadek małego samolotu. Rozbija się on tuż przed nim, a w wypadku ginie syn miejscowego bogacza. Cała sprawa nie miałaby żadnego wpływu na życie bohatera, gdyby nie paczka z kilogramem kokainy, która leży obok ciała. Trudno oprzeć się pokusie zabrania łupu. W końcu to nie kradzież, przecież bagaż i tak pewnie wpadłby do rzeki. Dlatego warto skorzystać z okazji i poprawić swój byt - nareszcie oświadczyć się pracującej w policji dziewczynie, kupić dom i ziemię.... Planów jest wiele, ale znowu życie płata figla i wszystko komplikuje. Sąsiad wciąga go w interesy z boliwijską mafią narkotykową, które okazują się być o przynajmniej jeden szczebel za skomplikowane, do tego jest jeszcze żona kuzyna. Tego samego, który ściągnął skołowanego mężczyznę do Corumby i umożliwił start. Żona jest tak natarczywa, że trudno się oprzeć jej zalotom.... Ale to wszystko nie jest wina naszego bohatera - to tylko życie tak się układa. 

Melo opowiada historię mocno umiejscowioną w brazylijskiej prowincji, ale jest ona tylko przyczynkiem do rozważań nad dobrem i złem, do zilustrowania rozterek głównej postaci i do ukazania jak cienka jest granica między praworządnym życiem, a zboczeniem na ścieżkę przestępstwa. Autorka zaskakuje niespodziewanym zakończeniem, czyniąc z tej książki niezwykle interesującą lekturę.

Moja ocena: 5/6

Patrícia Melo, Leichendieb, tł. Barbara Mesquita, 203 str., Klett-Cotta 2013.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: