Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgia. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2026

"Wejście" Stefan Hertmans


Stefan Hertmans staje się właścicielem domu w Gandawie. To właściwie ruina, zaniedbana, opuszczona, rzeczka, przy której się mieści, została zasypana. Autora jednak coś do domu przyciąga. Intuicja? Przeczucia? A może zwykły zbieg okoliczności? Po latach Hertmans odkrywa, że właśnie w tym domu dorastał Adriaan Verhulst – jego wykładowca na studiach historycznych, profesor, u którego oblał egzamin. Autor stopniowo zaczyna badać historię domu i jej mieszkańców, ojcem nauczyciela był bowiem Willem Verhulst – skazany po wojnie SS-mann. Dzięki dziennikom jego trzeciej żony oraz córek i kochanki, bazując na rozmowach z dziećmi i krewnymi, Hertmans odtwarza życiorys Willema, który okazuje się być bardziej skomplikowany, niż początkowo można sądzić. Autor sięga do wczesnego dzieciństwa chłopca i kładzie nacisk na znalezienie przyczyn jego radykalizacji, powołując się często na belgijską historię i silny ruch niepodległościowy Flamandów. 
Willem nie jest tu jednak jedynym bohaterem, równie ważna jest jego trzecia żona Mientje, która absolutnie nie popiera działalności i przekonań męża, co stawia ją w bardzo trudnej roli. Nie tylko próbuje chronić dzieci, ale także nie uwikłać się w mężowskie działania, zachować neutralność i pod koniec wojny dystansować się od sytuacji Willema, który ciągle balansuje między nią a kochanką.

To powieść historyczna, więc Hertmans oczywiście dopisuje okoliczności, dialogi, bazuje na dokumentach, dziennikach, ale i podróżuje do opisywanych miejsc, by jak najlepiej odtworzyć opisywany świat. Mimo to chce się wierzyć, że to reportaż, dokument, autor bowiem pojawia się w tle – podczas kupowania domu, w rozmowach z notariuszem, w trudzie badawczym – czyni to jednak nienachalnie, bardzo elegancko. Jednym słowem – czyta się to świetnie. 

Hertmans nie tylko przedstawił mi życie postaci zupełnie nieznanej, ale fantastycznie nakreślił historię Belgii – spięcia narodowościowe między Flamandami i Walonami, rolę tych pierwszych podczas II wojny światowej, a także sposób, w jaki kraj się rozprawił, a właściwie nie rozprawił, z kolaboracją z nazistami. 

Świetna książka, dająca apetyt na kolejne powieści autora.
W Polsce tę powieść wyszła nakładem Wydawnictwa ArtRage, pod tytułem "Wejście", w przekładzie Alicji Oczko.

Moja ocena: 5/6

Stefan Hertmans, Der Aufgang, tł. Ira Wilhelm, 480 str., Diogenes Verlag 2022.

wtorek, 12 listopada 2024

"Ja, która nie poznałam mężczyzn" Jacqueline Harpman


 

Dziewczynka spędziła całe dotychczasowe życie w klatce, nie ma przeszłości, nie ma wspomnień. Wraz z trzydziestoma dziewięcioma kobietami tkwi w klatce, pilnowana przez milczących strażników, bez możliwości kontaktu fizycznego. Kobiety są dorosłe, ale nie mają wiele wspomnień z tego, jak znalazły się w więzieniu. Mogą tylko podejrzewać, co się stało. Jako że ich klatka umieszczona jest w podziemiach, nie znają miary czasu, ani świata, w którym żyją. Ich rytm dobowy jest sztucznie regulowany. Pewnego dnia podczas wydawania jedzenia rozbrzmiewa sygnał alarmowy, strażnicy uciekają, a kobiety zostają pozostawione same sobie. Opuszczają klatkę i zaczynają odkrywanie świata, który zastały.

Nie zdradzając zbyt wiele z treści, dodam, że akcja ogranicza się do eksplorowania i poznawania zastanego otoczenia. Opowieść snuta jest z perspektywy Dziewczynki, która nie znała świata starszych kobiet i paradoksalnie lepiej radzi sobie w tym nowym otoczeniu. Jednak to nie akcja jest tu najważniejsza, a wiele innych tematów. Po pierwsze to życie w grupie oraz kontakt fizyczny. Co dzieje się z człowiekiem, który do takiego kontaktu nie ma dostępu? A co z takim, który się go nigdy nie nauczył?  Jak zrozumieć świat, którego się nigdy nie doświadczyło? Smaki, urządzenia, uczucia, przedmioty – to wszystko jest dla Dziewczynki obce. Jaki cel będzie miało życie w takim świecie? Jak sobie poradzić z samotnością? Jaką rolę odgrywa język, cyfry, pomiary, czas? I wreszcie jaki sens ma życie w ogóle?

To książka, która stawia ogrom pytań i daje wiele do myślenia. Jedna z lepszych dystopii, jakie czytałam. Pozostanie ze mną na długo.

Moja ocena: 5/6

Jacqueline Harpman, Ja, która nie pozałam mężczyzn, tł. Katarzyna Marczewska, 180 str., ArtRage 2024.

wtorek, 21 grudnia 2021

"Kom hier dat ik u kus" Griet Op de Beeck

 


Ta powieść belgijskiej autorki to jedno z moich odkryć tego roku. Świetne studium psychologiczne dysfunkcyjnej rodziny, a przede wszystkim głównej bohaterki - Mony. Autorka opisuje życie Mony w trzech rozdziałach - jako dziecka, młodej kobiety i wreszcie kobiety po trzydziestce. Pierwszoosobowa narracja pozwala na dogłębne poznanie życia wewnętrznego Mony, jej sposobu myślenia, jej zachowania, zmartwień i trosk.

Dziewięcioletnia Mona nie ma zbyt szczęśliwej rodziny - surowa matka preferuje jej młodszego brata, nie potrafi wnieść do domu ciepła i wydaje się nie kochać męża. Mona jest zagubiona między próbami zadowolenia matki i zrozumienia domowej dynamiki. Gdy mama ginie w wypadku samochodowym, dziewczynka nie czuje żalu, zresztą nie ma na niego czasu, bo musi przejąć obowiązki domowe, opiekę nad bratem i spróbować zorientować się w nowym domowym układzie. Najpierw jest to napięcie między wiecznie nieobecnym ojcem, a babcią (matką mamy), a potem akceptacja macochy. Ojciec bardzo szybko żeni się bowiem z Marie - młodą dziewczyną, która absolutnie nie radzi sobie z rolą macochy, ani nie potrafi stworzyć nowej rodziny. Marie to osoba roszczeniowa, wysuwająca siebie i swoje problemy na pierwszy plan i manipulująca dziećmi. Ta pierwsza część książki jest chyba najlepsza - autorka świetnie oddała perspektywę dziecka, udało się jej zachować dziecięcy punkt widzenia oraz oddać zagubienie Mony. 

Druga część przedstawia Monę dwudziestokilkuletnią, która skończyła studia i podejmuje pierwszą pracę oraz poznaje partnera. Tutaj istotne są wybory Mony, z jaką osobą się związała i z jaką pracuje jako dramaturżka. Mona walczy ze swoimi demonami, tym, jak została wychowana i jakie mechanizmy zachowania zostały jej wpojone. W kontraście widzimy, jak wygląda to u jej młodszego brata, a także dalsze manipulacje Marie. Ta część jest bardzo ważna dla rozwoju Mony, ale nie ma już takiej dynamiki jak pierwszy rozdział.

Trzeci rozdział jest równie poruszający jak pierwszy. Mona ma ok. 35 lat, a jej życie dominuje choroba terminalna ojca. Dorosła Mona zaczyna rozumieć i zyskuje siłę do zmian w życiu. Tej lekcji udziela jej wiele wydarzeń: choroba ojca, ucieczka młodszej przyrodniej siostry, wsparcie brata i odkrycie tajemnicy życia ojca. Autorka niezwykle drobiazgowo opisała proces odchodzenia i umierania - te sceny pozostaną na długo w mojej pamięci.

Bardzo przypadł mi do gustu styl Op de Beeck - dość surowy, prosty, ale celny. Belgijka rewelacyjnie oddaje sposób myślenia Mony, ale przede wszystkim zachowanie Marie. Kreacja tej postaci, jej monologi, zachowanie to mistrzostwo. Bardzo podobają mi się poszczególne kreacje charakterów - wyżej wymienionej Marie, oczywiście Mony, ale i ojca czy babki. W przypadku ojca czy Mony świetnie oddana jest ewaluacja charakterów, ich rozwój i zmiany. 
Op de Beeck bez pardonu punktuje wszystkie rodzinne problemy - znęcanie fizyczne jak i psychiczne, chłód emocjonalny, brak zdolności do komunikacji. To bardzo atmosferyczna, pomimo surowości języka niezwykle emocjonalna książka, która na długo zostanie w mojej pamięci.

Moja ocena: 5/6

Griet Op de Beeck, Komm her und lass dich küssen, tł. Isabel Hessel, 448 str., btb 2016.

sobota, 9 maja 2020

"The Memories We Bury" H.A. Leuschel


Pierwsza książka Leuschel, zbiór opowiadań, mnie zaciekawiła, ale daleka byłam od zachwytu, dlatego dość sceptycznie zabrałam się za lekturę tej powieści. Obawiałam się, że nie podołam językowi, że będę czytać wiele tygodni, brnąc przez kolejne zawiłości językowe i niezbyt wartką akcję. Tymczasem ta powieść mnie zachwyciła. To naprawdę świetny kawałek prozy psychologicznej. 

Lizzie, to młoda mężatka, nauczycielka muzyki i niebawem świeżo upieczona mama. Jej ślub z Markusem był wprawdzie planowany, ale tak szybka ciąża już niekoniecznie. Lizzie cieszy się na dziecko, lekkoduch Markus niespecjalnie. Jego życie obraza się wokół pracy, imprez, beztroski, ma ochotę prezentować młodą, piękną żonę, a nie zamienić się w statecznego ojca. Lizzie natomiast to dość nieśmiała osoba, która nosi w sobie piętno niezbyt szczęśliwego dzieciństwa. Wychowana przez surową i beznamiętną matkę nie zaznała zbyt wiele miłości z jej strony. Matka traktowała ją czule tylko podczas chorób oraz gdy odkryto talent dziewczynki. Gdy jednak okazało się, że Lizzie wprawdzie jest uzdolniona, ale nie na tyle, by wygrywać konkursy i zostać gwiazdą, zainteresowanie matki wyparowało. 

Lizzie i Marcus wprowadzają się do jego reprezentacyjnego domu, gdzie ogromnym wsparciem dla młodej matki okazuje się być sąsiadka - Morag. Emerytowana pielęgniarka i matka służy Lizzie radą i wsparciem, które są tym bardziej cenne, że Markus faktycznie nie spisuje się jako ojciec. Począwszy od porodu, na który nie zdąży, na opiece nad noworodkiem skończywszy. Morag uwielbia dzieci, więc z wielką chęcią i przyjemnością wspomaga młodą sąsiadkę. Do tego kobieta nudzi się, jest już wdową, jej dzieci mieszkają osobno, nie ma wnuków, więc nie ma czym wypełnić czasu. Lizzie i jej malutki synek są dla niej darem od losu. Ten związek mógłby pozostać dobrosąsiedzką sielanką, gdyby nie sieć, jaką zaczyna wić Morag. 

Autorka drobiazgowo naszkicowała portrety psychologiczne poszczególnych bohaterów, a szczególnie Lizzie i Morag. Naprzemienna, pierwszoosobowa narracja świetnie ukazuje myśli i rozterki obu bohaterek, a przede wszystkim motywację ich działań. Widać, że Leuschel dobrze przemyślała konstrukcję swojej powieści, rozpoczynając w teraźniejszości, a potem przedstawiając wydarzenia z przeszłości, w ten sposób stopniując napięcie, choć uważny czytelnik powinien dość szybko odkryć zamiary bohaterów. Życzyłabym sobie może więcej informacji o Markusie - tutaj wiemy tylko to, co relacjonują kobiety - choć to nie on jest najważniejszy w tej powieści. 

Muszę przyznać, że ta powieść wzbudziła we mnie sporo emocji - szczególnie sceny bezpośrednio dotyczące opieki nad dzieckiem. Tutaj zastanawia też niezwykle szybki rozwój dziecka, które w wieku niespełna czterech miesięcy już siada - to chyba jedyny aspekt powieści, który bym skrytykowała. Natomiast autorka zaskakująco dobrze oddaje skomplikowane charaktery, proces manipulacji oraz sposób myślenia osób toksycznych z punktu widzenia właśnie takiej osoby, a nie ofiary. Nie pamiętam, kiedy powieść wciągnęła mnie do tego stopnia, - i to było dla mnie największych zaskoczeniem - że byłam gotowa dla niej zarwać noc, co nie zdarza mi się od dawna. 
Bardzo jestem ciekawa kolejnej powieści tej autorki - widać, że stawia na tematykę psychologiczne trudne związki międzyludzkie i zaburzenia, co idealnie trafia w mój gust literacki. Polecam!

Moja ocena: 5/6

H.A. Leuschel, The Memories We Bury, 314 str., 2020.

sobota, 8 lipca 2017

"Smerfy i wioska dziewczyn. Zakazany Las" Alain Jost, Luc Parthoens, Thierry Culliford


To komiksowy debiut na moim blogu! Od dawna zachęcałam dzieci do sięgnięcia po komiksy ale jakoś nieszczególnie mi się to udawało. Starsza przeczytała kilka albumów z serii o Yakari ale na inne komiksy nie zdołałam jej namówić. W domu mam wiele komiksów ale młodszy też jakoś nie zapałał miłością do żadnego cyklu.
Gdy podczas pobytu w Polsce zobaczył w księgarni komiksy o Smerfach stanął jak zaczarowany i kazał kupić wszystkie. Nie bardzo chciałam s ię na to zgodzić, ale obiecał, że będzie czytał i teraz dzielnie przedziera się przez nawet najcięższe teksty. Gdy kilka dni później przyfrunęła do nas paczka z opisywanym tutaj albumem prawie rozpłakał się z radości :)


W tym tomie akcja toczy się we Wiosce Dziewczyn, którą zamieszkują bardzo bojownicze, smerfastyczne można by powiedzieć, kobietki. Wioska otoczona jest wielkim murem i dziewczynom nie wolno jej opuszczać. Jak można się jednak domyślić, ciekawe i odważne dziewczyny nie wytrzymają długo w zamknięciu i w końcu dochodzi do spotkania ze Smerfami. Obie grupy ze zdumieniem i nieśmiałością doszukują się różnic i podobieństw między sobą.

Na pierwszy ogień idzie Ważniak, który wybrał się na spacer z nowymi koleżankami. Okazuje się jednak, że wśród dziewczyn nie jest aż tak ważniakowaty jak zazwyczaj ;) Także Osiłek i Ciamajda przekonują się podczas bliższego spotkania z fioletowo-włosymi dziewczynami, że koniecznie trzeba docenić ich wojowniczość i emancypację. 


Ten album zawiera pięć krótkich historii, które okazały się być idealne dla mojego siedmiolatka. Niezbyt długie, tak że nie tracił zapału podczas lektury, a równocześnie ciekawe i wciągające. Na tyle, że właśnie czytamy już trzeci album o Smerfach.

Alain Jost, Luc Parthoens, Thierry Culliford, Smerfy i wioska dziewczyn. Zakazany las, tł. Maria Mosiewicz, 44 str., Egmont 2017.

wtorek, 5 lipca 2016

"Manipulated lives" Helene A. Leuschel


Z zasady unikam książek, opublikowanych przez autorów samodzielnie. Zraziłam się do self publishingu po zjadliwych recenzjach na kilku blogach, a właściwie nie tyle po recenzjach, co po cytowanych fragmentach. Dotychczas trzy razy zrobiłam od tej zasady wyjątek, dla książek wydanych przez znane mi osoby. Manipulated lives to właśnie trzecia z tych książek, całkiem niedawno opublikowana przez znajomą. 

Tytuł wskazuje wyraźnie, że będziemy mieć do czynienia z powieścią psychologiczną, co akurat bardzo dobrze wpasuje się  w moje upodobania. Leuschel umieściła w swoim debiucie pięć nie mających ze sobą związku opowiadań - w centrum każdego z nich stoi osoba dotknięta manipulacyjnym zachowaniem bliskich. 

W pierwszym opowiadaniu - moim zdaniem najmniej udanym - autorka opowiada o mężczyźnie, przebywającym w szpitalu. Jego historię poznajemy ze spotkań z psychiatrą i listów córki. Ten człowiek miał ogromny wpływ na życie bliskich, doprowadzając do śmierci żony, mimo to nie jest w stanie rozpoznać swojego udziału w rodzinnej tragedii. W tym opowiadaniu wielokrotnie zmienia się perspektywa, co wprowadzało niepotrzebny chaos w narracji. Być może jednak potrzebowałam też czasu, by dostroić się do stylu autorki, a także przyzwyczaić do języka. Angielski nadal jest dopiero trzecim językim, w którym czytam. 

Autorka dba o ukazanie różnorodnego oblicza manipulacji. W kolejnych opowiadaniach głównymi bohaterami czyni ofiary - głównie kobiety. Celnie szkicuje ich uwikłania rodzinne i wybory, które decydują o dalszych losach. Tak jest w przypadku nastolatki Holly, która wychowuje się w niezbyt szczęśliwej rodzinie. Jedna chwila decyduje, że porzuca plan ucieczki z domu, do której przygotowywała się, pracując i oszczędzając, przez wiele miesięcy. Kilka dni później dziewczyna staje się obiektem zainteresowań szkolnego Casanovy. Mimo, że jego mechanizmy działania są ewidentne dla otoczenia, Sophie wpada w jego sidła i pozwala się wykorzystywać finansowo. 

Ciekawe jest opowiadanie o młodej kobiecie, która przypadkowo zauważa samotnie bawiącego się małego chłopca. Okazuje się, że to syn zapracowanego mężczyzny, który sam wychowuje dziecko. Sophie zaczyna się spotykać z ojcem i synem, wciąż jednak nie może dociec, co stało się matką chłopca. Gdy zaczyna ich śledzić podejrzana osoba, jej partner wyjaśnia przyczyny rozstania z byłą żoną. Odmalowuje czarny scenariusz życia z wariatką, która manipulowała jego życiem oraz groziła zabiciem dziecka. Rzcezywistość okazuje się być jednak całkiem inna. 

Bohaterami pozsotałych dwóch opowiadań są dwie starsze kobiety. Pierwsza z nich mieszka w eleganckim domu spokojnej starości, gdzie nawiązuje bliższą znajomość z nową opiekunką, której opowiada o tym jak jeden zły wybór odmienił jej życie. Także tutaj rzeczywistość okazuje się być inna, niż odmalowania przez kobietę. Lisa, ostatnia z bohaterek opowiada o swoim rodzicielstwie, przyznając że wychowała syna na tyrana. 

Widać, że Leuschel dogłębnie przemyślała wszystkie aspekty zachowań narcystycznych i manipulacyjnych, a następnie wkomponowała je w życie swoich bohaterów. Jej opowiadania są autentyczne, osadzone w bliskich każdemu realiach, w moim odczuciu jednak nieco zbyt moralizatorskie. Niepotrzebne są poniekąd fachowe wyjaśnienia opisywanych zachowań. 
Żałuję, że nie jestem w stanie napisać niczego mądrego o języku autorki. Nie czuję się na tyle kompetentna, by oceniać styl czy słownictwo w języku angielskim. Książka na pewno nie jest trudna w odbiorze, lektura nie sprawiła mi żadnych trudności aczkolwiek kilkakrotnie miałam wrażenie, że Leuschel wplata szczegóły nieistotne dla dalszej akcji.

To całkiem udany debiut, choć wolałabym, by autorka skoncentrowała się na jednym z opowiadań i stworzyła z niego powieść.

Moja ocena: 4/6

Helene A. Leuschel, Maniplulated lives, 227 str., 2016.

niedziela, 14 września 2014

"Życie mrówek" Maurycy Maeterlinck



Gdyby nie fakt, że Maeterlinck jest noblistą, nigdy w życiu nie sięgnęłabym po tę książkę. Jakimś cudem mrówki niekoniecznie znajdują się w centrum moich zainteresowań, no chyba, że maszerują przez środek mojego pokoju, co w Portugalii zdarza się dość często.

Belgijski noblista napisawszy książki o życiu pszczół i termitów zainteresował się mrówkami, jego zdaniem, najbardziej inteligentnymi owadami. Ta niewielka pozycja analizuje życie mrówek, we wszystkich jego aspektach, Maeterlinck nie zapomina o ich różnorodności, biorąc na warsztat różne gatunki. Autor powołuje się na badania licznych myrmekologów, uzupełniając je własnymi spostrzeżeniami, często stricte filozoficznymi. Ze słów noblisty wyczytać można ogromny respekt i fascynację tymi owadami, szczególnie porównania ze światem ludzi wypadają na korzyść mrówek:

"W świecie ludzkim szczęście jest przede wszystkim negatywne i pasywne; czujemy się szczęśliwi wówczas, gdy nie cierpimy. U mrówek jest ono uczuciem pozytywnym i czynnym, jak gdyby pochodziło z jakiejś innej planety. Fizycznie, czy organicznie, mrówka czuje się szczęśliwą wówczas, gdy uszczęśliwia wszystkich naokoło siebie."

Z ciekawością przeczytałam tę szczupłą książkę, aczkolwiek nie odnalazłam w niej znamion geniuszu na miarę noblisty. Lekturę umiliły mi świetne ilustracje Katarzyny Słowiańskiej - nie spodziewałam się  po tej niepozornej publikacji aż tak udanego wydania.

Moja ocena: 3/6

Maurycy Maeterlinck, Życie mrówek, tł. Adam i Maria Czartkowscy, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1992.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

środa, 30 marca 2011

"Z pokorą i uniżeniem" Amélie Nothomb


"Z pokorą i uniżeniem" to krótka powiastka, w której autorka przedstawia rok pracy w japońskiej firmie Yumimoto. Młoda Amélie-san, najwyraźniej alter ego autorki, rozpoczyna pracę jako tłumaczka, potem zostaje przeniesiona do księgowości i stopniowo co raz bardziej degradowana. Nothomb komentuje z dużą dozą ironii pracę w japońskim przedsiębiorstwie - szefów-tyranów, służalczość pracowników, tępienie indywidualności i absolutną zależność od przełożonych. Równocześnie nuda i brak konkretnego zajęcia skłania Amélie do refleksji na temat roli społecznej japońskiej kobiety czy też nad wyższością rasy japońskiej nad europejską.
Amélie przyjmuje wszelkie szykany z humorem i postanawia wytrwać wśród Japończyków, mimo ewidentnego poniżania jej przez piękną panią Mori - jej bezpośrednią szefową.

Z przerażeniem czytałam o sposobie działania japońskiej firmy, o absolutnym posłuszeństwie i służalczości. Wierzyć mi się nie chce, że tak jest w każdej japońskiej społeczności pracowników. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że w Japonii obowiązują inne, według europejskiego pojęcia ostrzejsze, normy, ale że wyglądają one tak, jak opisuje Nothomb, nie sądziłam i, muszę przyznać, nie do końca jej dowierzam.

"Z pokorą i uniżeniem" to moje trzecie podejście do tej pisarki, zdecydowanie najlepsze ale nadal nie jestem w stanie wyrobić sobie zdania na jej temat.

Moja ocena: 4/6

Amélie Nothomb, Z pokorą i uniżeniem, tł. Barbara Grzegorzewska, 84 str., Muza.

piątek, 2 kwietnia 2010

"Kabalista" Geert Kimpen


Chaim Wital jest wyjątkowo zdolnym chłopcem. Ojciec pragnie wprowadzić go w tajniki kabały ale Chaim ma inne plany i poświęca się alchemii. Przed kabałą jednak nie ucieknie. Po śmierci ojca zaczyna studiować kabałę i prędko staje się najzdolniejszym uczniem Rabbiego Kordowero - nasłynniejszego nauczyciela. Gdy do Safedu - miasta słynego z uczyonych studiujących Torę i kabałę, w którym mieszka Chaim przybywa tajmeniczy Egipcjanin Izaak Luria życie Chaima zaczyna się komplikować. Losy Chaima i Izaaka wydają się być ze sobą splecione, Chaim jednak dokonać musi trudnych życiowych wyborów. Chaim bowiem zakochuje się bez pamięci w pięknej córce Izaaka, równocześnie jednak pragnie napisać ksiażkę i zakosztować sławy. Równocześnie Chaim boryka się z zazdrością przyrodniego brata i innych studentów kabały.


Kimpen napisał powieść z bogatym tłem historycznym i naukowym. Jego powieść zawiera dużą dawkę wiedzy kabalistycznej, pełna jest informacji o judaizmie i życiu Żydów w XVI wieku. Okazuje się, że moja znajomość tematu była bardzo mała, więc przewracałam strony z ogromnym zainteresowaniem. Kimpen pisze rzutko, ze swadą, bez moralizatorstwa. Informacje naukowe i rozwaźania na temat Tory potrafi przekazać, nie nudząc czytelnika. Wątki sensacyny i miłosny pełne są emocji i porywają czytelnika.


To udana książka, ciekawa, zawierająca wiele informacji podanych w lekki sposób.


Moja ocena: 4,5/6


Geert Kimpen, Kabalista, tł. Alicja Oczko, 326 str., Cyklady.

piątek, 12 marca 2010

"Higiena mordercy" Amélie Nothomb


Prétextat Tach - to ceniony pisarz, laureat Nagrody Nobla, który stoi u końca swojego życia. Ma 82 lata i cierpi na syndrom Elzenveiverplatza - zwany także rakiem chrząstki. Nieliczne przypadki tej choroby zostały odnotowane w XIX wieku wśród morderców. Tach szczyci się jednak swoją chorobą i na kilka miesięcy przed śmiercią godzi się na udzielanie wywiadów. Swoich sił próbuje kilku dziennikarzy. Tach jednak to niełatwa sztuka. Nie zachęca jego fizjonomia - Tach jest bardzo otyły, epatuje szkaradną powierzchownością. W parze z brzydotą idzie jego charakter - złośliwy, nadęty, pyszałkowaty. Trzech pierwszych dziennikarzy zwątpi podczas wywiadu w swoje umiejętności. Dopiero czwarta osoba dostaje szansę przeprowadzenia dłuższej rozmowy, podczas której poznajemy przeszłość Tacha. Ponadto Nothomb wkłada w usta pisarza szereg komunałów o życiu, dziennikarzach, literaturze, czytelnictwie.

Można odnieść wrażenie, że autorka próbowała stworzyć powieść o percepcji literatury, osobowości pisarzy, motywach pisania i czytania. Wedle Tacha większość czytelników czyta książki, nie odkrywając ich głębi, nie rozumiejąc ich. Nothomb sugeruje czytelnikowi głębię swojej powieści, możliwość wydobycia z niej czegoś więcej niż sama akcja (której nota bene brak). Ja odebrałam jednak jej książkę jako zbiór banalnych spostrzeżeń skondensowanych w bardzo małej pigułce.

To druga książka Nothomb, po którą sięgnęłam. I drugie rozczarowanie.

Moja ocena: 2/6

Amélie Nothomb, Higiena mordercy, tł. Joanna Polachowska, 181 str., Muza.

środa, 22 lipca 2009

"Słownik imion własnych" Amélie Nothomb

Wiele recenzji na blogach zachęciło mnie do zapoznania się z tą autorką. Złapałam na podaju akurat tę książkę, więc traf chciał, że od niej zaczęłam. I niestety się rozczarowałam. I to wszystkim: historią i stylem. Nie rozumiem zupełnie celu napisania tej "powieści". Ujęłam słowo w cudzysłów, bo dla mnie to zaledwie szkic, pomysł do rozwinięcia. Historia również zupełnie niewiarygodna: młoda dziewczyna postanawia zajść w ciążę i wyjść za mąż. Męża zabija, rodzi dziecko w więzieniu i popełnia samobójstwo. Dziecko jest niezwykłe i ma nadzwyczajny talent taneczny. I tak się toczy opowieść do momentu gdy autorka postanawia ją zakończyć i chybcikiem połyka lata, kończy wątki i wpycha happy end. Brakuje mi tu jakiegokolwiek tła psychologicznego, choćby cienia motywacji postępowań bohaterów. Nothomb opowiada historię i nawet nie czyni tego zgrabnie. Podejrzewam, że chciała odwzorować sposób opowiadania dziecka ale wyszło infantylnie i nudno. Zraziłam się ale mam w domu jeszcze jedną książkę tej pani z wyprzedaży, więc w swoim czasie dostanie drugą szansę.

Amélie Nothomb, Słownik imion własnych, tł. Joanna Polachowska, 109 str., Muza.