Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2026

"Historia czytania" Alberto Manguel


Tytuł tej książki wabił mnie od dawna, bo o czym jest przyjemniej czytać, jak nie o czytaniu innych? Uwielbiam wszystkie tematy okołoksiążkowe i szeroko powiązane z czytaniem, więc bardzo chciałam tę książkę poznać. Manguel stworzył wielkie kompendium wiedzy o książkach i historii czytania z wielu perspektyw. Linią przewodnią są tu własne doświadczenia, które na początku są na pierwszym planie – dowiadujemy się wiele o edukacji i pierwszych krokach autora w sztuce czytania – a później przewijają się gdzieś w tle, podczas gdy Manguel koncentruje się na innych kwestiach.

Trudno mi sobie wyobrazić, czy jest jakiś aspekt, którego Manguel nie poruszył! Opowiada o początkach czytania na głos, o druku, pisaniu, o słuchaniu, wyglądzie i formach książek, bibliotekach, tłumaczach, zakupach, kolekcjach, funkcjach lektury i o wielu, wielu innych aspektach. Erudycja pisarza jest niesamowita, widać także ogromną pracę, jaką wykonał, przygotowując poszczególne eseje. Manguel powołuje się na konkretne postaci, wydarzenia, powieści oraz ilustruje swoje eseje dziełami sztuki przedstawiającymi osoby czytające. 

Mimo że ta książka to ogromna skarbnica wiedzy, była dla mnie w pewnym momencie przeładowana, a styl pisarza okazał się być monotonny. Mój początkowy entuzjazm szybko opadł i od połowy książki brnęłam przez kolejne eseje. Od czasu do czasu trafiałam na fragmenty, które mnie bardziej zainteresowały, ale ogólne wrażenie było bliskie znużeniu. Myślę, że te eseje bronią się czytane pojedynczo, w czasopiśmie lub w formie książkowej, ale rozłożone na dłuższy okres czasu. To taka książka, do której zagląda się od czasu do czasu, by przypomnieć sobie jakiś fakt, dowiedzieć czegoś nowego lub poprzebywać w ulubionej tematyce. Pochłaniana na raz męczy.

Moja ocena: 4/6

Alberto Manguel, Historia czytania, tł. Hanna Jankowska, 450 str., PIW 2023.

czwartek, 18 grudnia 2025

"Siedem pustych domów" Samanta Schweblin


Po wspaniałych "Ptakach", który to zbiór przeczytałam dwa razy, nastawiałam się, sięgając po "Siedem pustych domów", na fajerwerki. Te opowiadania są jednak nieco inne i nie porwały mnie aż tak jak "Ptaki". Zapewne rolę odgrywały nie tyle oczekiwania, co już brak powiewu świeżości. Wiedziałam, że będzie dziwnie i nietypowo i Schweblin nie zawodzi, kreuje sceny z życia codziennego, ale zaprawione pewną dozą szaleństwa. 

Ten zbiór zawiera siedem opowiadań, z których jedno jest wyraźnie dłuższe od pozostałych i rozdziela te sześć krótszych. Wszystkie teksty obrazują mniej lub bardziej typowe zachowania ludzkie, odwołując się do tytułowych domów, które bywają problematyczne. Widzę je jako domy fizyczne, ale też poczucie bycia w domu, odnalezienie własnego miejsca w świecie. Jest tu matka i córka, które lubią oglądać domy bogatych ludzi, aż pewnego dnia to hobby wymknie się spod kontroli. Jest ex-mąż, którego rodzice podczas zabawy z wnukami w ogrodzie byłej synowej przełamują wszelkie normy społeczne. I jest wreszcie dziewczynka, która samotnie czeka na izbie przyjęć na rodziców i siostrę. To właśnie tam wdaje się z nią w rozmowę obcy mężczyzna. Schweblin w tym opowiadaniu stworzyła atmosferę niepokoju, oczekiwania na grozę, niepewności, choć, paradoksalnie, nie brak w nim także szczypty humoru, jak w wielu pozostałych tekstach. Przyznam jednak, że pozostałe opowiadania uleciały dość szybko z mojej pamięci i nie miałam takiego poczucia wybuchnięcia mózgu jak przy "Ptakach". 

Schweblin to zdecydowanie jedna z tych pisarek, które mnie najbardziej intrygują i do których opowiadań jestem skłonna wracać wielokrotnie i tak stanie się z tym zbiorem.

Samanta Schweblin, Siedem pustych domów, tł. Tomasz Pindel, 128 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

czwartek, 24 lipca 2025

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"

 


Justyna Czechowska, tłumaczka literatury szwedzkiej i norweskiej skomponowała zbiór dwudziestu pięciu opowiadań, których tematem przewodnim jest kobieta. Są tu teksty z przeróżnych stron świata, wspaniale, że zbiór nie ogranicza się tylko do Europy i USA, mamy teksty z Egiptu, Chin, Korei, Argentyny, Kanady. Dzięki tej różnorodności geograficznej uzyskujemy szeroką perspektywę na tak przecież złożony i wszechstronny temat. Co więcej, w zbiorze znalazły się też opowiadania napisane przez mężczyzn, wprawdzie tylko trzy, ale jednak zaskoczył mnie ten wybór w tak na wskroś kobiecej publikacji. Czechowska zadbała o to, by zebrane przez nią teksty objęły jak najwięcej aspektów kobiecości. Mamy dziewczynki, kobiety samotne, zakochane i nieszczęśliwe, matki i bezdzietne, kobiety kochające i zdradzane, kobiety oszukane, obsesyjne i czarownice, kobiety chore i zmarłe. 

Jak to w zbiorach bywa są tu opowiadania, które mnie szczególnie poruszyły i takie, które zupełnie do mnie nie trafiły. Dodam, że trzy z publikowanych tekstów już znałam, wśród nich wspaniałą "Żółtą tapetę", którą czytałam już kilka lat temu w oryginale. Z przyjemnością przeczytałam teksty nieznanych mi dotychczas autorek, zwłaszcza Any Marii Shua, Cory Sandel czy Nawal as-Sadawi. Nie zawiodły mnie Chimamanda Ngozi Adichie ani Margaret Atwood, które należą do moich ulubionych pisarek. Trudno jednak pisać o tak różnorodnym zbiorze, zwłaszcza, że trudno mi było go czytać. Myślę, że głównym problemem była to mnogość autorów i autorek. Sam temat jest zbyt słabym lepiszczem dla tak sporego zbioru. Kobiecość ma tak wiele aspektów, że w efekcie temat przewodni się rozpływał, a każde opowiadanie było zupełnie inne. Fakt, że bohaterkami są osoby płci żeńskiej nie wystarcza, by stworzyć spójny zbiór. Trudno było mi przeskakiwać z zupełnie innego świata, stylu i pomysłu w kolejny, a co za tym idzie czytać ten zbiór po kolei. Wyłapałam z niego kilka perełek, ale ogólnie jednak mnie rozczarował.

Rozczarował mnie też koniec książki – w momencie gdy doszłam do spisu treści zauważyłam, że w e-booku brakuje dwóch opowiadań! Nie ma tekstu Clarice Lispector ani Radki Denemarkovej! Jeszcze bym może zrozumiała, że e-book ma inną objętość, ale w spisie treści widnieją. Czuję się oszukana, bo akurat Lispector bardzo chciałam przeczytać. 

Moja ocena: 4/6

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie", wybór Justyna Czechowska, 464 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2023.

środa, 9 lipca 2025

"To nie rzeka" Selva Almada

 


Na wyspie gdzieś w środku rzeki dzieje się wiele. Dziewczyny szykują się na imprezę, matka drży o piękne córki, mając w pamięci męską przemoc, a trzech przybyszów podczas wycieczki na ryby łowi gigantyczną płaszczkę. Historia owych trzech mężczyzn jest punktem wyjściowym tej powieści. Dla nich to ponowna wyprawa w to miejsce: dwóch z nich właśnie tam straciło przyjaciela, którego syn jest teraz z nimi. To właśnie oni łapią rybę, która od lat mieszka w tych wodach, zawieszają ją na drzewie i pozwalają jej zgnić. Dla mieszkańców wyspy to obraza, zbezczeszczenie natury i przyczynek do bójki. Dla przybyszów natomiast to wyprawa w przeszłość, by wspomnieć kolegę. Dla dziewczyn przybysze to możliwość odskoczni, poznania czegoś nowego. Dla matki źródło lęku. 

Almada prowadzi narrację nielinearnie, przeskakuje między planami czasowymi i postaciami, konfundując czytelniczkę. Ja akurat zdecydowałam się na słuchowisko, które wprawdzie jest świetnie zrealizowane, ale pozostawiło mnie z wieloma znakami zapytania, szczególnie w kwestii końca. Przesłuchałam więc je drugi raz, a następnie udałam się spotkanie Klubu Literatury Latynoamerykańskiej, które rzuciło mi na tę powieść jeszcze inne światło. 

Argentyna zasadza narrację na żywiołach – wodzie i ogniu, które definiują ową mikrospołeczność i decydują o życiu. Oba są karmicielami, ale i mają ogromną siłę destrukcyjną. Zarazem autorka porusza się na granicy między rzeczywistym a wyobrażonym, tak że pozostawia szeroki margines do dociekań i interpretacji.

Dla mnie to powieść o życiu w bliskości z naturą i jej poszanowaniu, o lęku i chęci odmiany losu, o kulturze machismo. To zarazem powieść krótka, która pozostawia niedosyt i w której to właśnie forma ściśle współpracuje z treścią. Ciekawy głos, choć nie porusza bardzo odkrywczych tematów.

Moja ocena: 4/6

Selva Almada, Kein Fluss, tł. Christian Hansen, 112 str., Berenberg Verlag 2021.

piątek, 16 maja 2025

"Sittenlehre" Martín Kohan


 

Akcja tej powieści rozgrywa się w 1982 roku w Buenos Aires. W elitarnej szkole dla najlepszych –Colegio Nacional – pracuje María Teresa. Ta młoda kobieta bynajmniej nie jest nauczycielką, do jej zadań należy pilnowanie dyscypliny na szkolnych korytarzach, w klasach, podczas przerw i apeli. To właśnie ona sprawdza mundurki, łącznie ze skarpetkami, długość włosów, sposób wypowiadania się i zachowanie uczniów i uczennic. María Teresa mieszka z matką, która spędza całe dnie na słuchaniu radia i czekaniu na wiadomości od syna, który został zaciągnięty na wojnę na Falklandach. Brat wysyła enigmatyczne pocztówki, z rzadka dzwoni. Na ulicach panuje ciężka atmosfera, rządy junty są wszechobecne. 
Kobieta całkowicie poświęca się pracy, chcąc wykonywać jak najlepiej swoje obowiązki, ciągle tropi uchybienia uczniów. Jej idée fixe stanie się pokątne palenie, o które podejrzewa chłopców. A to podejrzenie zawiedzie ją do chłopięcych toalet. Te znów staną się szaloną obsesją, która wzbudzi w niej nieznane dotąd odczucia i zapędzi w kozi róg.

Przyznam, że nie była to dla mnie całkowicie satysfakcjonująca lektura. Kohan niezwykle drobiazgowo opisuje wnętrza, zachowania, sytuacje – i może nawet ta drobiazgowość nie byłaby tak wielkiem problemem, gdyby nie była monotonna. Dodatkowo miałam problem z tym, jak autor opisuje bohaterkę. María Teresa wydaje się być ograniczona, zacofana, infantylna nawet – taka kreacja spod pióra mężczyzny w pewien sposób mnie raziła. Mimo to oceniłam tę książkę wyżej, niż sądziłam podczas lektury. Uratowała ją końcówka i samo zakończenie, które mnie całkowicie zaskoczyło. Zresztą wielokrotnie spodziewałam się, że autor inaczej poprowadzi narrację, tymczasem pozwolił jej płynąć bez żadnych fajerwerków niemal do końca. Rozumiem oczywiście ten zabieg, który zapewne miał stanowić metaforę życia w dyktaturze, sposób na przedstawienie bycia trybkiem w maszynerii, duszność i opresyjność takiej sytuacji.

W efekcie nie żałuję lektury, ale też nie polecę tej powieści z czystym sercem. 

Moja ocena: 4/6

Martín Kohan, Sittenlehre, tł. Peter Kultzen, 247 str., Suhrkamp 2010.

czwartek, 20 lutego 2025

"Nitrogliceryna niepokoju" Leila Guerriero


 

Leilę Guerriero znałam już ze zbioru reportaży "Dziobak literatury", więc chętnie sięgnęłam po ten wybór jej tekstów, przygotowany specjalnie dla polskiej czytelniczki. Potwierdziły ona, jak dobrą reporterką jest Argentynka, zastrzeżenia mam tylko techniczne, do samego doboru tekstów. Zamieszono tu trzy rodzaje reportaży: historyczne, portrety różnych postaci oraz eseistyczne zapiski o pracy reporterki. Te ostatnie są bardzo krótkie i zdecydowanie odstają od innych, pełnych reportaży. Ja traktowałam je jako przerywnik między trudniejszymi tekstami i jako możliwość poznania autorki, bo właśnie w tych esejach jest najwięcej Leili Guerriero.

Z pozostałych tekstów dowiedziałam się bardzo dużo, przede wszystkim na temat wojny o Malwiny/Falklandy oraz o ekshumacjach ofiar. To historia zupełnie w Polsce nie znana, może poza faktem samej wojny, a dla Argentynek i Argentyńczyków niezwykle traumatyczna. Fantastyczne są także portrety kobiet – żon słynnych mężów, nie skupione jednak na ukazaniu znanych postaci, ale na samych kobietach. Widać, że Guerriero potrafi tak poprowadzić rozmowę, by wyłuskać jak najwięcej informacji o nich samych. Udaje się jej pokazać osoby nietuzinkowe (jak tancerka tanga), skryte za kulisami, niedostrzegane. 

Mimo że wszystkie reportaże osadzone są w Argentynie i jej kulturze, to czyta się je bardzo uniwersalnie. Dotyczą problemów ogólnoludzkich, a gdy podejmują lokalne akcenty czy historię, to spełniają swoją funkcję poznawczą. Ja na pewno sporo się dowiedziałam.

Moja ocena: 4,5/6

Leila Guerriero, Nitrogliceryna niepokoju, tł. Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Beata Szady, 280 str., Wydawnictwo Dowody 2023.

czwartek, 30 stycznia 2025

"Trzy opowieści" César Aira


Ten zbiór zawiera trzy bardzo odmienne teksty, choć stylistycznie można w nich dostrzec pewne punkty styczne. W pierwszym opowiadaniu "Jak zostałam zakonnicą" Aira opowiada historię chłopca noszącego imię i nazwisko autora, ale używając końcówek i zaimków żeńskich, co początkowo wprawia w konsternację. Podobnie jak pierwsza scena, w której dziecko po przeprowadzce do miasta po raz pierwszy kosztuje lodów truskawkowych. Ten mistrzowsko zarysowany epizod wprowadza w świat dziecka zaniedbanego emocjonalnie, pozostawionego samemu sobie, krnąbrnego i złośliwego, jak określają je dorośli. Zagadkowy tytuł można tłumaczyć na wiele sposobów, a zakończenie opowiadania stanowi świetną narracyjną klamrę.

Drugi tekst zatytułowany "Płacz" opowiada historię mężczyzny, którego żona zdradziła z Japończykiem. Ten tekst wywołał we mnie najmniej emocji, zupełnie mnie nie zainteresował narracyjnie. Trzecie opowiadanie przedstawia zaś niezbyt ładną nastolatkę, która spędza czas, wędrując po mieście. Pewnego dnia zaczepiają ją dwie dziewczyny, punkówki, które czynią jej niedwuznaczne propozycje. Nastolatka próbuję się od nich opędzić, ale stopniowo daje się wciągnąć w konwersację i spędza z nimi bardzo niekonwencjonalny wieczór godny filmu akcji.

To środkowe opowiadanie choć wydało mi się być najmniej ciekawe, pozostaje w tym samym klimacie jak pierwsze i trzecie. Aira porusza się na granicy możliwego, popadając w absurd, surrealizm, nieuchwytność. To ten rodzaj prozy, który równocześnie denerwuje i przyciąga, zwodzi. Nigdy nie wiadomo, co będzie się kryło na kolejnej stronie. Aira doskonale panuje nad tekstem, ale i nad czytelniczką, miałam tu poczucie zabawy ze mną, wodzenia za nos, testowania moich możliwości poznawczych. Takie zabiegi mi nie przeszkadzają, ale jednak proza Argentyńczyka nie do końca ze mną rezonuje. Jako eksperyment literacki – tak, ale jako mój ulubiony pisarz – jednak nie. 

Moja ocena: 4/6

Trzy opowieści, César Aira, tł. Tomasz Pindel, 280 str., Ossolineum 2019. 

środa, 2 października 2024

"Czas much" Claudia Piñeiro

 



Inés odsiedziała piętnaście lat za zabójstwo kochanki męża. Gdy wychodzi z więzienia, zastany świat ją zaskakuje. Ona w zasadzie się zatrzymała, a na zewnątrz zaszły głębokie zmiany społeczne, technologiczne i kulturowe. Inés ma jednak pomysł na siebie, zakłada wraz z poznaną w więzieniu Rączką firmę. Ona oferuje usługi dezynsekcyjne, a koleżanka detektywistyczne. Uzupełniają się idealnie i wszystko by szło idealnie, gdyby nie pewna zaskakująca propozycja. Jedna z klientek prosi Inés o kupienie dla niej trutki. Kobieta się waha, mając w pamięci swój pobyt w więzieniu. Ta sprawa przywróci duchy przeszłości i postawi Inés przed poważnymi decyzjami i zmusi do przewartościowania swoich uczuć. Trudno więcej napisać, nie zdradzając zbyt wiele z treści, bo Czas much opiera się na pewnym elemencie zaskoczenia, a nawet wątku detektywistycznym. I to czyta się dobrze, Piñeiro potrafi zaciekawić, a nawet zaskoczyć, przy okazji wychodząc trochę dalej niż zwykła obyczajówka.

W Czasie much znajdziemy bowiem wiele wątków socjologiczno-społecznych. Na pierwszą linię wysuwa się tu LGBTQ+, nie jest to jednak powieść stricte o tym, po prostu bohaterowie są tu różni, dla niektórych ich orientacja seksualna i poczucie tożsamości płciowej jest jedną z części życia, a dla niektórych decyduje o być lub nie być. Innym ważnym tematem jest feminizm, który dla Inés jest dość nową koncepcją, ale pozwala jej dostrzec, że w momencie wyjścia z więzienia jej wyrok nie byłby już tak surowy. Pozwala jej także prowadzić z sukcesem własną firmę i być niezależną. Ważnym elementem tej powieści jest też stosunek matka - córka, tu rozważany na kilku płaszczyznach.

Te nowe dla Inés zjawiska komentowane są w międzyrozdziałach przypominających chór z greckich tragedii. To bardzo ciekawy zabieg literacki, który początkowo mnie zaskoczył, ale potem go doceniłam. W ten sposób autorce udało się ująć różne głosy, także te słyszane przez kobiety oraz pokazać różnorodność głosów feministycznych.

Co ważne. Piñeiro uniknęła ckliwego zakończenia, mimo to dając nadzieję na dobre życie bohaterek. Podoba mi się, że Czas much to powieść o kobietach, trudno tu szukać męskich, ważnych bohaterów. Argentynce udało się w stosunkowo lekkiej powieści ująć wiele tematów z różnych perspektyw, a także wpleść ciekawe zabiegi stylistyczne. Myślę tu także o tytule – muchy to jedna z fascynacji Inés, która odkrywa, że czas dla nich płynie o wiele wolniej niż dla człowieka. Ten fakt można interpretować w kontekście tej powieści na wiele sposobów, ale ten najprostszy, czyli zwolnijmy, zdecydowanie mnie przekonuje.

Moja ocena: 5/6

Claudia Piñeiro, Czas much, tł. Tomasz Pindel, 432 str., Wydawnictwo Sonia Draga 2023.

poniedziałek, 18 grudnia 2023

"Ptaki" Samantha Schweblin


Opowiadania nie są moją ulubioną formą, choć często po nie sięgam. Mój problem jest niezmiennie ten sam – krótkie narracje zbyt szybko ulatują z mojej pamięci. W przypadku Schweblin jest to jednak praktycznie niemożliwe, bo treść jej utworów jest zbyt nietuzinkowa, by ją od razu zapomnieć. 
Te teksty zaczynają się całkiem zwyczajnie, bez fajerwerków – autorka wrzuca czytelniczkę w daną sytuację, szybko i bez problemu budując klimat. Od razu wiadomo, co i jak się dzieje, aż nagle nie wiadomo nic. 

Fantazja Schweblin wydaje się nie znać granic. Na bazie całkiem zwyczajnej życiowej sytuacji Argentynka tworzy coś absolutnie kuriozalnego, zaskakującego, a czasem obrzydliwego. To coś nie dziwi w wykreowanym przez nią świecie, ale jest zupełnie nieprzystające do świata nam znanego. Ludzie się kłócą, rozwodzą, podróżują, stoją na rozdrożu ich żyć i wtedy nagle dzieje się to – trafiają w miejsce jak z horroru, ich dziecko zaczyna się zachowywać kuriozalnie czy też sami zaczynają robić coś całkowicie dziwacznego. 

Ponownie, nie jestem fanką takich fantazyjnych dziwactw, ale Schweblin mnie ujęła tym, że pisze o nich bezpretensjonalnie, mimochodem, wplata je w zwykłe życie. Podobała mi się także atmosfera niepokoju, lęku, podszyta czarnym humorem. Zarazem Argentynka wspaniale operuje piórem, jej styl jest niezwykle elegancki, elokwentny, płynny. Warto zwrócić na te teksty uwagę, choć przyznam, że mam tendencję do doszukiwania się w tym, co czytam (ukrytego) znaczenia, drugiego dna, jakiejś interpretacji, a tu raczej nie sposób (a może jednak?) czegokolwiek się doszukać.

Moja ocena: 5/6

Samantha Schweblin, Ptaki, tł. Tomasz Pindel, czyt. Marta Markowicz, Jan Marczewski, 192 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

czwartek, 22 czerwca 2023

"Wyborny trup" Agustina Bazterrica


Jeszcze nigdy prawie się, pardon, nie porzygałam podczas lektury. Uważam, że jestem w stanie znieść bardzo wiele - w literaturze preferuję naturalizm, przeczytałam dziesiątki książek o ludobójstwie, ale to co stworzyła Bazterrica przyprawiło mnie wielokrotnie o mdłości. Nie oznacza to, że jest to zła książka, wręcz przeciwnie. Argentynka napisała fascynującą i przerażającą dystopię. W tym świecie praktycznie nie ma zwierząt, ponieważ w wyniku ataku pewnego wirusa albo padły albo zostały zabite. Ludzie jednak potrzebują mięsa, by żyć (tak przynajmniej uważają). Najprostszym rozwiązaniem jest więc hodowla ludzi na mięso. Ludzi nieco zmienionych, bo pozbawionych człowieczeństwa (według tych, którzy je będą jeść) i strun głosowych, by nie manifestowali bólu.

Marco, główny bohater, pracuje w rzeźni. Kiedyś była to tradycyjna rzeźnia, ale po zmianach nie zabija się przecież już zwierząt, a ludzi. Marco jest świetny w tym, co robi. Dyskretny, szybki, skuteczny. Jego szef wysyła go do zadań specjalnych, zleca negocjacje i kontakty ze specjalnymi klientami, na przykład tymi, którzy organizują polowania. Marco mieszka sam. Kilka lat wcześniej stracił małego syna, a jego żona po tej tragedii się wyprowadziła. 

Bazterrica opisuje codzienność Marca, nie szczędząc opisów obróbki mięsa. Przy okazji wizyty kandydatów do pracy opisuje każdy krok pracy w rzeźni. To jedna ze scen, która przyprawiła mnie o mdłości, nie tylko dlatego, że traktuje o ludziach, ale dlatego, że automatycznie zmusza do myślenia o tym, co się aktualnie dzieje ze zwierzętami. Jako wieloletnia wegetarianka jestem na ten temat wyczulona i ta paralela nie była dla mnie nowa, ale sposób przedstawienia takiej wizji przez Argentynkę mnie zwyczajnie przerósł. Postawienie w kontraście sytuacji Marca, który jest w żałobie po śmierci dziecka i opiekuje się umierającym ojcem z życiem ludzi przeznaczonych na mięso jest szokujące, porażające i niestety bardzo realne.

Podczas lektury niepokoiła mnie koncepcja autorki, a raczej do czego będzie prowadzić, ale zakończenie mnie na tyle poruszyło, że bardzo długo myślałam o tej książce. Jeśli jesteście w stanie znieść takie treści, to polecam tę powieść. Daje do myślenia.

Moja ocena: 5/6

Agustina Bazterrica, Wyborny trup, tł. Patrycja Zarawska, czyt. Robert Jarociński, 272 str., Wydawnictwo Mova 2021.

sobota, 1 kwietnia 2023

"Urugwajka" Pedro Mairal

 


Lucas ma czterdzieści kilka lat, niby jest pisarzem, ale finansowo szoruje po dnie. Ma fajną żonę i kochanego synka, ale w małżeństwie też mu się nie układa. Co gorsza żona przez większość czasu utrzymywała całą rodzinę, bo Lucas pisał. Teraz jedzie do Montevideo, żeby pobrać z banku honorarium i spłacić żonę - mimo że mieszka w Buenos Aires, to pieniądze napływają do urugwajskiego banku, co jest dużo korzystniejsze finansowo.

Cała ta podróż brzmi dość karkołomnie, bo Lucas nie jest w najlepszej kondycji psychicznej, jest niemal pewny, że zdradza go żona, a pisanie powieści idzie mu jak po grudzie. Jedynym jasnym promieniem ma być spotkanie z tytułową Urugwajką, którą poznał na jakimś spotkaniu literackim i która całkowicie go zauroczyła. Dziewczyna ma na nazwisko Guerra - wojna i tak ją Lucas najchętniej nazywa. To dużo młodsza od niego piękność, która także tkwi w niezbyt łatwym momencie swojego życia, to jednak Lucasa aż tak nie interesuje. Jego mózg wypełniony jest pożądaniem i samobiczowaniem się, wspomnieniami o własnych zdradach, które oczywiście nie są tak okropne jak te żony. Lucas, jednym słowem, to typowy przykład faceta w kryzysie wieku średniego, który dostaje małpiego rozumu. Podczas pobytu w Urugwaju podejmuje nieracjonalne decyzje, zachowuje się jak nastolatek, który nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji swoich działań.

Tak, Lucas jest antypatyczny i denerwujący. Tak, każda kobieta powinna się od takiego faceta trzymać z daleka. Ale, to się po prostu dobrze czyta i z ciekawością weszłam w głowę faceta i poznałam jego tok myślenia. Nie odczuwałam sympatii do głównego bohatera, ani Guerry, ani jego żony, ale ciekawiła mnie ta historia. Mairal świetnie oddał ten charakter, jego bohater jest autentyczny i oczywiście strasznie denerwujący. Urugwajsko-argentyński anturaż to dla mnie wartość dodana tej powieści.

Na koniec jedno ostrzeżenie - zdecydowanie nie polecam audiobooka. Pechowo czyta go ten sam lektor, co Rzeczy osobiste i ponownie bez żadnego respektu dla języka obcego. Nie oczekuję znajomości hiszpańskiego, sama go nie znam, ale na litość boską, wyguglowanie wymowy słowa guerra zajęło mi mniej niż minutę. Za każdym razem gdy słyszałam odmieniane przez wszystkie przypadki i dobitnie podkreślane "u", dostawałam trzepotania przedsionków. Co gorsza nazwisko Urugwajki odgrywa w powieści ważną rolę i powtarza się nagminnie, nie pojmuję, jak można nie sprawdzić wymowy tego słowa. Jak można być tak beztroskim wobec własnej pracy?

Moja ocena: 4,5/6

Pedro Mairal, Urugwajka, tł. Barbara Jaroszuk, czyt. Filip Kosior, 160 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

czwartek, 10 lutego 2022

"Wszystkie jesteśmy Belén" Ana Elena Correa

 


Belén - młoda kobieta z dużego miasta na argentyńskiej prowincji. Kobieta jakich wiele. Ma chłopaka, ma jakąś pracę, ma kochającą rodzinę. Nie ma pieniędzy, nie ma kontaktów, nie ma ukończonej szkoły. Nie ma też możliwości ani szczęścia. Gdy dopada ją potworny ból brzucha, jedzie z matką na izbę przyjęć publicznego szpitala. Szpitala, w którym do personelu należy także policja. Policjanci dokonują segregacji pacjentów, asystują i oceniają. Gdy Belén dostaje krwotoku i ląduje na stole operacyjnym, zostaje osądzona, a gdy się budzi, aresztowana i odwieziona do więzienia. Tak. Bez procesu, bez wyjaśnień, obalała, w szoku. Wyrok - sprowokowanie poronienia. 

Historia Belén poruszyła wiele osób na całym świecie po tym, jak przypadkowo poznała ona prawniczkę Soledad, która postanowiła pomóc kobiecie już po oficjalnym procesie i jej skazaniu. Przyznam, że nie przypominam sobie tej historii, choć myślę, że na pewno jej echo do mnie dotarło. Feministka, dziennikarka i prawniczka Ana Elena Correa relacjonuje w swojej książce krok po kroku historię Argentynki, nie ograniczając się jednak do samych wydarzeń dotyczących skazanej. Książka zawiera dużo informacji o Soledad, o całym kręgu kobiet, które ją wsparły w walce o prawa Belén, a także obrazuje sytuację polityczną w Argentynie. 

Dzięki książce Correi otrzymamy pełny obraz tego, co wydarzyło się Belén, ale także sytuacji kobiet w Argentynie - aż po otrzymanie pełni prawa aborcyjnego. Belén stała się ikoną tej walki, choć sama nigdy ciąży nie przerywała i nie planowała takiego zabiegu. 

To wstrząsająca książka, niezwykle wzruszająca i poruszająca. Przyznam, że podczas lektury wiele razy miałam ciarki. Odczuwałam ogromną empatię dla Belén, która straciła grubo ponad dwa lata życia spędzone w więzieniu, ale także przez podobieństwo do sytuacji kobiet w Polsce. Historia Belén pokazuje, jak szybko niesprawiedliwe lub sporne prawo może być przyczynkiem do jego wypatrzeń, jak poglądy jednostek mogą mieć wpływ na traktowanie i osądzanie innych. To zdecydowanie ważna lektura, choć nie brak jej niedociągnięć. Językowo nie jest to bowiem majstersztyk, ani nawet porządny reportaż. To raczej relacja wydarzeń, przedruk wypowiedzi, listów, notatek, co niestety kilka razy była dla mnie mylące. Ponieważ Soledad odgrywa tu równie dużą rolę jak Belén, zdarzyło mi się mieć problem z rozróżnieniem osoby, o której w danej chwili mowa. Oczywiście ze względu na temat skłonna jestem wybaczyć autorce te niedociągnięcia, ale w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by taką książkę napisać lepiej. 


Moja ocena: 4/6

Ana Elena Correa, Wszystkie jesteśmy Belén, tł. Maja Gańczarczyk, 224 str., Wydawnictwo Karakter 2021.

wtorek, 23 listopada 2021

"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady

 


Już dość dawno temu poznawałam literaturę wszystkich krajów Ameryki Południowej, co nie oznacza oczywiście, że nadal nie sięgam chętnie po książki z tego kontynentu. Dziobak literatury jest pierwszą pozycją, na którą się zdecydowałam w ramach programu czytaj.pl. Reportaż zawsze jest dla mnie świetnym sposobem na poznawanie innych światów, spojrzeniem na wycinek życia innych ludzi w innym mikrokosmosie. Największą siłą tej książki nie są jednak same reportaże, dzięki którym czytelnik ma okazję na chwilę wskoczyć do Peru, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku czy Chile, ale wprowadzenie i komentarze Beaty Szady. Szady umiejscawia te teksty w kontekście kulturowym i społecznym. Dostajemy więc sporą dawkę wiedzy na temat południowoamerykańskiego reportażu w ogóle. Szady szkicuje okoliczności powstania, rozwój i charakterystykę, tłumacząc przy okazji tytułowe określenie tej formy literackiej. 

O ile sam wstęp stawia na informacje dość ogólne, to przed każdy reportażem redaktorka wprowadza czytelnika w konkretny temat, ale także nakreśla portret autora. Tak dogłębne umiejscowienie tekstów w wielu kontekstach pozwala czytelni(cz)kom szybciej i płynniej zagłębić się w tekst i naturalnie dużo lepiej go zrozumieć. 

Same reportaże są różne, poruszają tematy bardzo odmienne i odzwierciedlają styl poszczególnych autorów. Na pewno każdy czytelnik czy czytelniczka inaczej je odbierze i wyselekcjonuje te, które poruszyły go/ją najbardziej. Nie powiem, że teksty są nierówne, bo trudne je porównywać, a także oceniać zdolności literackie poszczególnych autorów. Tu zdecydują upodobania, zainteresowanie danym tematem czy krajem. Szady dobrała te teksty tak, by ukazać tematy poważne, ale i błahe, a nawet humorystyczne. Tym sposobem będzie tu lekki tekst o ostatnim Hitlerze Urugwaju, który przemyca mnóstwo wiedzy na temat socjologii tego kraju, a równocześnie jest pełną dowcipu ciekawostką. W podobnym tonie utrzymany jest reportaż o narodowym napoju Pery, czyli Inca Koli czy ten o mieście bliźniąt w Brazylii.

O wiele cięższy kaliber mają teksty o życiu w Caracas w 2018 roku - reportaż długi, poruszający i przerażająco smutny. Podobnie jest z tekstem o zamachu na minibus w Salwadorze, w którym spłonęło lub zostało poważnie rannych wielu pasażerów. 

Interesującą ciekawostką są reportaże o bibliotece Pinocheta czy o dentyście Garcii Marqueza. Pozornie błahe opowieści są przyczynkiem do ukazania szerszej perspektywy. Przykładem reportażu portretowego jest natomiast tekst o urugwajskiej poetce Idei Vilarino. 

Przekrojowość tej książki pozwala na pierwsze zanurzenie się w świecie południowoamerykańskiego reportażu, ale też daje ochotę na więcej. Mam nadzieję, że powstanie kolejny tom, koniecznie z wprowadzeniem i komentarzami Beaty Szady.

Moja ocena: 5/6

Beata Szady, Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie, tł. Dagmara Luboń, Tomasz Pindel, Radosław Powęska, Nina Pluta, Katarzyna Sosnowska, Jerzy Wołk-Łaniewski, Zuzanna Jaegermann, Beata Szady, Justyna Garyga, Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Marta Szafrańska-Brandt, 312 str., Dowody na Istnienie 2021.

czwartek, 9 września 2021

"Zgiń, kochanie" Ariana Harwicz

 


Książki o trudnym macierzyństwie? Jest ich sporo. Przeczytałam kilka, ale clou wszystkich był fakt, że jest w cholerę trudno, czasem ma się ochotę zamordować wszystko i wszystkich, ale trudy wynagradza miłość do dziecka. A u mnie pozostawał niesmak. Bo ta wizja mnie nie przekonuje. U niektórych wynagradza, a u niektórych nie. Wygrywa być może poczucie obowiązku, ale nie uczucie. U Harewicz nie wygrywa nikt i niczego.

Jest matka kilkumiesięczniaka pogrążona w depresji, obłędzie, szaleństwie. Uwikłana w bycie żoną i matką, zamknięta w złotej klatce macierzyństwa. Matka, która spoglądając na swoje dziecko przypomina sobie scenę seksu, gdy to mąż zdecydował o jej zapłodnieniu. Matka, która ma tak dość, że woli na to dziecko nie spoglądać. Matka, która jest kobietą pełną pragnień i potrzeb, które musi odstawić na drugi, a nawet trzeci plan. Główna bohaterka mieszka na odludziu, gdzie może uciekać w las, w przestrzeń, by wykrzyczeć swój ból. Gdzie zamknięcie w klatce rozciąga się nie tyle na dom, co na całą przestrzeń. Jej związek nie ma już żadnej jakości, najmniejsza drobnostka może być powodem karczemnej kłótni, mąż staje się ciałem obcym. 

Harwicz pisze bardzo soczyście, sensualnie, bez cenzury, brutalnie. Są tu opisy dnia codziennego, ale też niemal oniryczne wynurzenia głównej bohaterki. Jej rozbuchana emocjonalność i kobiecość, jej bunt, jej niezgoda na takie życie trwa tylko w jej wnętrzu, nie może wydostać się poza jej głowę. Na zewnątrz przytakuje mężowi i spełnia mniej lub bardziej udanie rolę żony i matki, a to, co w sobie dusi uwalnia się tylko czasem w szalonych ucieczkach. Taki wybór języka podkreśla stan bohaterki, jej wegetację na granicy jawy i szaleństwa. 

O ile z surrealistycznymi wizjami miałam pewien problem, to doceniam bardzo treść książki. Wiele zdań zostanie ze mną na zawsze. Wstrząsający jest obraz kobiety, którą może być lub stać każda z nas. Być może mijamy takie kobiety na ulicy, nie zdając sobie sprawy z tego, co dzieje się w ich wnętrzu. 
Pobyt w szpitalu psychiatrycznym niczego nie leczy, w niczym nie pomaga. Bezradność terapeutów jest obezwładniająca. 

To powieść tylko i wyłącznie o kobiecie. Męża widzimy tylko jej oczyma, brak tu jego głosu, jego wersji, ale z ciekawością przeczytałabym tę samą książkę napisaną z jego perspektywy. 

Niepokojąca powieść, która na pewno zapadnie mi długo w pamięć.

Moja ocena: 4/6

Ariana Harwicz, Zgiń, kochanie, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

czwartek, 7 czerwca 2018

"Okruchy szczęścia" Claudia Piñeiro



Na tę książkę pewnie nigdy bym nie trafiła, gdyby nie pożyczyła mi jej znajoma z DKK. Wprawdzie zakończyłam już moją przygodę z czytaniem powieści z Ameryki Południowej, ale nie oznacza to, że nie będę się już zapuszczać literacko w tamte strony. Powieść Claudii Piñeiro była tego zdecydowanie warta.

Mary Lohan, María Elena, Marilé - tajemnicza kobieta, która wraca do Argentyny po dwudziestu latach. Nie wraca z własnej woli. Została oddelegowana, by przeprowadzić w prywatnej szkole testy i rozmowy kwalifikujące ją do nadania prestiżowego statusu, ustanowionego przez jednostkę edukacyjną, dla której pracuje w USA. Mary została wybrana do tego zadania, ponieważ zna hiszpański. Nikt nie wie, że zna także szkołę i miasto, do którego leci. Rozmowy w szkole będą dla niej przyczynkiem do powrotu do przeszłości. Przeszłości niezwykle trudnej, traumatycznej.

Autorka stopniowo odkrywa przed czytelnikiem to, co wydarzyło się Mary. Wraz z jej ponownym odkrywaniem miasta i szkoły, ukazuje czytelnikowi fragmenty, okruchy przeszłości. Życie z pogrążoną w depresji matką, szybkie małżeństwo, narodziny dziecka. Dominujący, odnoszący sukcesy mąż. Życie w dostatku, realizacja w roli matki. I jeden mały błąd. Pechowy zbieg okoliczności. Zła decyzja podjęta w ułamku sekundy. To wszystko mogło zmienić życie Marilé, ale nie musiało uczynić jej potępić. Kluczową rolę odgrywają tu przyjaciele i mąż. Decyzja kobiety wydaje się być na pierwszy rzut oka niezrozumiała, a jej konsekwencje tragicznie, nie tylko dla niej.

Piñeiro opowiada jak kruche jest szczęście, jak szybko jedna sekunda może je zniweczyć i jak można sobie poukładać życie po traumie. Nie ucieka się przy tym do wielkich słów i zawiłych tłumaczeń. Jej opowieść to szkic, to przestrzeń, to prztyczek dla czytelnika, którego zachęca do powolnego odkrywania historii Marii Eleny.

Piękna, nastrojowa powieść - polecam!

Moja ocena: 5/6

Claudia Pineiro, Ein wenig Glück, tł. Stefanie Gerhold, 219 str., Unionsverlag 2016.

wtorek, 7 lipca 2015

"W krainie kolibrów" Sofia Caspari


Lubię od czasu do czasu sięgnąć po powieść historyczną - zatopić się w innym świecie, poznać nieznane mi fragmenty historii i przede wszystkim zagłębić się w opasłym tomiszczu. W krainie kolibrów zapowiadało się świetnie - Niemcy, Argentyna, emigracja. Tematy mi bliskie, a mój nos wciąż podąża za książkami z kontekstem południowoamerykańskim (chyba tylko ja jeszcze nie zapomniałam o stosownym wyzwaniu). Niestety jednak powieść Sofii Caspari mnie rozczarowała. 

Anna i Victoria płyną tym samym statkiem do Argentyny. Victoria podąża na spotkanie niedawno poślubionego męża, należy do pasażerów pierwszej klasy. Anna podróżuje z biedotą, a wyruszyła do Ameryki Południowej, by dołączyć do rodziców, siostry i męża, którzy wyjechali wcześniej. Tych dwóch kobiet nie łączy nic i pewnie nigdy by się nie spotkały, gdyby nie przypadek. Podczas silnego wiatru i deszczu Anna upada na pokładzie, na pomoc śpieszy jej Julius, znajomy Victorii. Ten młody człowiek jest dobrze sytuowanym kupcem i od pierwszego spojrzenia zakochuje się w Annie. Miłość ta jednak nie ma racji bytu, Anna jest wszak mężatką, poza tym pochodzi z innej sfery i źle czuje się w towarzystwie bogatych. Drogi pokładowych znajomych się rozchodzą i każda z tych osób zaczyna układać sobie życie w Argentynie. Victoria na położonej niezwykle daleko od Buenos Aires farmie, u boku męża, który stracił szarmancki sposób bycia, jakim oczarował ją w Paryżu oraz pod czujnym okiem zaborczej teściowej. Julius z sukcesem prowadzi interesy, a na Annę czeka rozczarowanie. Jej rodzina przybyła do Argentyny z nadzieją na tanią ziemię i założenie gospodarstwa. Niestety bezpańskiej ziemi już nie ma, a oni muszą podzielić los wielu emigrantów z Europy - osiedlają się w niewielkim domku w jednej z najgorszych dzielnic Buenos Aires, a każdy dzień rozpoczynają od szukania pracy. Mąż Anny zapada na suchoty i rodzina traci jego najwyższy zarobek. 

Sofia Caspari na ponad sześciuset stronach opisuje dalsze niezwykle zawiłe losy Anny i Victorii. Pamiętacie Niewolnicę Isaurę albo W rytmie disco czy inną dowolną telenowelę południowoamerykańską - powieść Caspari w niczym im nie ustępuje. Historie głównych bohaterek rzadko się trzymają kupy, ich ukochani (Victoria zniesmaczona zachowaniem męża prędko zakochuje się w ognistym Latynosie) pojawiają się niczym feniks z popiołów w najbardziej dramatycznych momentach (trudno się domyślić dlaczego wcześniej nagle kompletnie zniknęli z pola widzenia), bohaterki gorąco kochające swoje dzieci potrafią pozostawić je na wiele tygodni, by podobno walczyć o lepszy byt (Anna leniwie spędza czas na farmie Victorii opychając się łakociami, podczas gdy jej rodzina oraz córka są o chlebie i wodzie), zakochani w sobie Anna i Julius całują się po raz pierwszy po czterech latach spotkań, Victoria, która do codziennej toalety, a zwłaszcza do wiązania gorsetu, potrzebowała pomocy służącej, podróżuje wiele tygodni konno radząc sobie sama (nawet z gorsetem!), takich nieścisłości mogłabym wymienić wiele. 
Jeśli sięgnięcie po tę książkę w celach stricte rozrywkowych i nie oczekujecie powieści historycznej, z rozmachem napisanej sagi, wielowymiarowych charakterów to być może nawet będziecie się dobrze bawić - to typowa książka na plażę, do czytania między drinkiem z palemką, a kąpielą w morzu. Nie oczekujcie jednak, że dowiecie się jak wyglądało życie w Argentynie - Caspari co kilkadziesiąt stron przypomina sobie o scenerii oraz tle historycznym swojej powieści i serwuje czytelnikowi fakty na poziomie szkolnej czytanki. Rozmachu nie można jej tylko odmówić w kwestii przygód jakie serwuje kobietom - jest tu dosłownie wszystko, o czym wytrawna znawczyni telenowel może zamarzyć - od biedy, przez zdradę, wredną teściową, zaskakującą ciążę, morderstwo, zarazę i porwanie po happy end.

Pomijając jednak kiepską fabułę i mdłe charaktery najbardziej rozczarował mnie styl autorki.  Liczne powtórzenia w opisie postaci i ich odczuć, niespójność w szkicowaniu charakterów (wydaje się, że musiała ich cechy dostosowywać do wcześniej zaplanowanej akcji) oraz nieporadne wielokrotnie złożone zdania nie umilały lektury. Denerwowały mnie literówki oraz błędy stylistyczne i gramatyczne - wiele zdań to autentyczna kalka z niemieckiego. Czytałam wersję przedpremierową, za którą dziękuję Wydawnictwu Otwarte, i mam głęboką nadzieję, że zostały poprawione przed wydaniem. 

Moja ocena: 2,5/6

Sofia Caspari, W krainie kolibrów, tł. Paulina Filippi-Lechowska, 632 str., Wydawnictwo Otwarte 2015.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

wtorek, 17 marca 2015

"Dom z papieru" Carlos María Domínguez



Ta książka trafiła do mnie w ramach akcji Wanderbuch (czyli książka-wędrowniczka) organizowanej przez Dorotę z Bibliophilin. Jak sama nazwa wskazuje, książka wędruje wśród pewnej, wcześniej ustalonej liczby osób, a każda z nich podczas lektury dodaje swoje notatki, spostrzeżenia, uwagi. Książka rozpoczyna swoje życie, robi się coraz bardziej kolorowa, coraz grubsza, a lekturę ubogacają spostrzeżenia poprzednich czytelników. Można do książki dołączyć zakładkę, pocztówkę. To moja pierwsza przygoda w takim projekcie i bardzo mi się spodobała.

Książką-wędrowniczką jest Dom z papieru - niewielka powieść argentyńskiego pisarza. To powieść o pasji, zamiłowaniu, które przeistacza się w obsesję. Nie trudno się domyślić, że bohater tego opowiadania jest kolekcjonerem książek. Nałogowo kupuje wciąż nowe i nowe pozycje, a każdy dzień spędza na lekturze. Ten opis wydaje się wam znajomy? To koniecznie sięgnijcie po tę powieść.

Bluma Lennon, wykładowczyni w Cambridge, ginie pod kołami samochodu zagłębiona w lekturze Poezji Emily Dickinson. Kilka dni później do biura Blumy przychodzi list, który zawiera powieść Conrada Smuga cienia, wysłaną z Urugwaju. Powieść wygląda bardzo zagadkowa, oblepiona jest piaskiem i tynkiem, książka wydaje się być bardzo sfatygowana. Okazuje się, że właśnie tę książkę Bluma podarowała tajemniczemu Carlosowi podczas konferencji naukowej w Monterrey. Jej współpracownik i przyjaciel postanawia odnaleźć Carlosa i zwrócić książkę. Jego podróż prowadzi go do Argentyny i Urugwaju, gdzie spotyka kolekcjonera książek Delgado. To właśnie on opowiada mu o Carlosie Brauerze i jego pasji do książek. Pasji, która zamienia się w obsesję, która powoduje, że przekracza on pewną granicę - smugę cienia?

Powieść Domíngueza to niemal miniaturka, szkic pełen myśli, które ucieszą każdego bibliofila. Autor precyzyjnie i niezwykle trafnie opisuje to, co u każdego bibliofila powoduje przyspieszenie pulsu.
Wiele tu spostrzeżeń i dylematów, które z pewnością, dotyczą każdego miłośnika książek. Kto z nas nie narzeka na brak miejsca na półkach, kto z nas nie boryka się z katalogowaniem książek, z systemem i ustawiania? Ile razy zastanawialiście się nad celowością trzymania książek, do których nigdy nie wrócicie. Przyznam, że przechodziłam całkiem niedawno przez ten etap, wzmocniony później przez przeprowadzkę. 

Domínguez idzie krok dalej. Początkowa opowieść o niegroźnej fascynacji zamienia się w sugestywny opis psychozy, miłości, która staje się uczuciem niewolniczym, obsesji, z której nie ma ucieczki. Pamiętajcie więc, że książki mają moc, potrafią nawet zabijać...

Szkoda tylko, że książka Domíngueza to rozrywka na jeden wieczór, mam wrażenie, że otarł się tylko o temat i mógł rozwinąć go o wiele bardziej. A może celowo napiał utwór tak krótki, by zmusić czytelnika do własnych rozważań?

Moja ocena: 4,5/6

Carlos María Domínguez, Das Papierhaus, tł. Elisabeth Müller, Insel Verlag 2014.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


czwartek, 6 listopada 2014

"Fikcje" Jorge Luis Borges



Borges od dawna był na mojej liście pisarzy, których prozę koniecznie muszę poznać. Ostatnia fejsbukowa akcja, w której należało spontanicznie podać dziesięć książek, które miały na nas największy wpływ, przypomniała mi o Argentyńczyku. Poza tym nadal nie zrezygnowałam z wyzwania południowoamerykańskiego, więc pomyślałam, że przeczytanie Fikcji byłoby dobrą okazją do powrotu na ten kontynent. 

Książkę zamówiłam, przeczytałam i ... nic. Oczekiwałam odkrycia, fajerwerków, ekstazy słownej i uniesień. I nic. Opowiadania Borgesa ani mnie nie poruszyły, ani do mnie szczególnie nie dotarły, ani nie zaspokoiły mnie intelektualnie czy emocjonalnie. I wstyd mi. Bo chyba zrozumiałam ich istotę i ideę Borgesa, ale zupełnie nie spotkała się z moim postrzeganiem świata i oczekiwaniami. A tak bardzo chciałam odkryć prozę najwyższego lotu, która mną poruszy i nie pozwoli myśleć o niczym innym. I wstyd mi, bo nie poznałam się na Borgesie:(

Nawet nie jest w stanie uchwyć dlaczego tak się stało. Język opowiadań mi odpowiadał, zwłaszcza nawiązania do literatury światowej, a także starannie dobrane słowa, zgrabne zdania. Zaciekawił mnie także motyw poszukiwania nieskończoności, luster, odbicia, odkrywanie drugiego i trzeciego dna. Zachwycił mnie pomysł na opowiadanie o nieistniejącym kraju, a przede wszystkim powtarzający się motyw biblioteki. Mimo wszystko nic nie trafiło do mnie, a w trakcie lektury się nudziłam. 

Ciekawa jestem waszych opinii o Borgesie? 

Bez oceny.

Jorges Luis Borges, Fiktionen, tł. Karl August Horst, Wolfgang Luchting, Gisbert Haefs, 187 str., Fischer Taschenbuch Verlag 2013.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

sobota, 29 czerwca 2013

"Minigeschichten aus Lateinamerika"



Ostatnio przeczytane opowiadania południowoamerykańskie okazały się być całkiem dobrym sposobem na szybkie zapoznanie się z prozą wielu pisarzy. Po krótkich poszukiwaniach odkryłam podobny zbiór, którego tytuł obiecywał krótkie opowiadania pisarzy z Ameryki Łacińskiej. 

Zamieszczono tu utwory autorów z Meksyku, Gwatemali, Chile, Argentyny, Peru, Kolumbii, Urugwaju, Boliwii, Kuby, Wenezueli, Panamy, Hondurasu i El Salwadoru. 
Niestety teksty zamieszczone w tej książce są bardzo krótkie, czasem to tylko kilka zdań, wyjątków z innych utworów. Wiele z nich zaskoczyło mnie ciekawą pointą, interesującym spojrzeniem na problem, ciekawym językiem ale trudno mi wypowiedzieć się na temat prozy ujętych w książce autorów. 

Traktuję tę pozycję jako inspirację do dalszych poszukiwań, skrupulatnie wynotowałam nazwiska i tytuły interesujących mnie autorów i planuję dalej eksplorować literacki krajobraz Ameryki Południowej.

Bez oceny.

Erica Engeler, Minificciones, Minigeschichten aus Lateinamerika, 135 str., dtV 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

środa, 29 maja 2013

"Explicaciones a un cabo der servicio" Opowiadania z Ameryki Południowej



Nie myślcie, że poszłam na łatwiznę czytając zbiór opowiadań i odhaczając za jednym razem kilka krajów południowoamerykańskich. Szukając tytułów do wyzwania, trafiłam w bibliotece na ten, dwujęzyczny zresztą, zbiór i od razu go wypożyczyłam.

Bardzo się cieszę z mojego odkrycia, bo lektura opowiadań była bardzo zadowalająca, a przede wszystkim stanowi dobrą bazę do dalszych poszukiwań literackich na tym kontynencie.

Najpierw przeniosłam się więc do Ekwadoru, a ten kraj przybliżyli mi Adalberto Ortiz, Carlos Béjar Portilla oraz Jorge Velasco Mackenzie. Już pierwsze opowiadanie Ortiza bardzo mnie poruszyło. Młody żołnierz, który bierze udział w walkach granicznych z Peru w 1941 roku, otrzymuje polecenie odprowadzenia dwóch więźniów do miasta Loja. Wiąże się to z samotną i uciążliwą wyprawą przez wysokie góry. Zarówno więźniowie jak i ich strażnik nękani są przez głód oraz strach. Żołnierz ma trudności w utrzymaniu autorytetu wobec Peruwiańczyków, stopniowo poddaje się lękowi, który wręcz paraliżuje każdy jego ruch i nie pozwala podejmować racjonalnych decyzji. Naprawdę świetny szkic psychologiczny! Również zachwyciło mnie opowiadanie Carlosa Béjara Portilli "Żółta taksówka" o biednym taksówkarzu, w którego samochodzie pewnego dnia goście zapominają walizki. Niechciany przedmiot przysparza tylko kłopotu, zwłaszcza, że nawet nie chcą go przyjąć na posterunku policji. Pewnego dnia kierowca otwiera bagaż.....
Wzruszający jest tekst Velasco Mackenzie'ego o starej wdowie, która w odwiedzającym ją komorniku widzi dziennikarza zainteresowanego życiem jej zmarłego męża-artysty.

Kolejne teksty przeniosły mnie do Kolumbii - oprócz znanego mi już Márqueza, miałam okazję przeczytać utowry innych pisarzy z tego kraju. Bardzo ciekawe opowiadanie napisał Pedro Gómez Valderrama o słynnej włoskiej primadonnie, która w czasie swojego światowego tournée umiera w Kolumbii. Zaskakująco magiczne i tajemnicze opowiadanie Germána Espinozy, w którym jednym z bohaterów jest słynny malarz Augusto Rivera, trafiło prosto w moje serce. Na pewno zapamiętam nazwisko tego autora!

Julio Ramón Ribeyro i Mariella Sala pokazali mi Peru. Tytułowe opowiadanie - to opowieść strażnika, który szuka pracy, lecz każda nie jest zbyt dobra dla niego. Chętnie zatapia się w snucie planów biznesowych z przypadkowo spotkanym dawnym kolegą ze szkoły, co zdecydowanie nie wyjdzie mu na dobre. Tekst Marielli Sali natomiast jest bardzo sugestywną opowieścią podróży zapchanym autobusem do pracy.

Argentyna to Julio Cortázar i Daniel Moyano. Trudno w to uwierzyć ale nie przypominam sobie czy czytałam już Cortázara - mam wrażenie, że w liceum sięgnęłam po jego opowiadania ale niestety nic nie pamiętam. Zamieszone w tym tomie opowiadanie "Drugi raz" bardzo przypadło mi do gustu. Tajemnicza instytucja wysyła wezwania. Zdenerwowani petenci czekają w korytarzu na zaproszenie urzędnika, rozmawiając o czasie oczekiwania oraz o możliwości/groźbie otrzymania kolejnego wezwania. Autor świetnie oddaje sytuację niepewności, opresji oraz poszukiwania ukojenia wśród towarzyszy niedoli
Moyano bierze na warsztat zupełnie inną tematykę - odziera dzieciństwo z niewinności. Zwiewna, elegancka i łagodna ciocia Lila kontrastuje z bandą dzieci, która gra w piłkę nożną ropuchami i maltretuje ptaki.

Urugwaj zwiedziłam z Francisco Espínolą oraz Cristiną Peri Rossi. I o ile opowiadanie tego pierwszego jako jedyne w całym zbiorze mi się nie podobało, to tekst Peri Rossi szczególnie trafił w mój gust. Narrator skarży się na owce, które nie chcę przeskoczyć przez ogrodzenie pastwiska, szczególnie złości go pierwsza owieczka, której odwaga pociągnęłaby za sobą całe stado. Okazuje się, że nie chodzi tu o prawdziwe owce lecz o sposób na zaśnięcie, a narrator dzieli się swoim problemem z kolegą z pracy.

Gwatemalę reprezentuje Rodrigo Rey Rosa, opowiadając historię chłopca, który testując istnienie Boga dusi swojego kanarka. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy nieobecność kanarka odkrywa pomoc domowa, a ojciec chłopca równocześnie znajduje ciało ptaka w domowej piwnicy. Rey Rosa tematyzuje kwestię istnienia Boga oraz diabła - na ten ostatni trop naprowadza wystraszonego chłopca niania.

I wreszcie Chile z Francisco Coloane i Isabel Allende. Coloane opisuje historię przyjaźni dwóch rybaków - Chilijczyka i Jugosłowianina. Wspólna praca, wspólny pomysł na bardziej korzystny połów ryb pozwala im na spokojne życie. Dzielą ich dopiero różnice kulturowe, każdy z nich ma inny pomysł na rozwiązanie problemu lwa morskiego, który podkrada im ryby z zarzuconych sieci.
Allende natomiast opowiada historię Tomása Vargasa - wioskowego lenia i pyszałka, który bez pardonu wykorzystuje innych i zaniedbuje rodzinę. Podczas gdy spędza on czas na grze w domino i przegrywa swój mityczny skarb, jego żona nawiązuje przyjaźń z dziewczyną, która najwyraźniej była jego przygodą na jedną noc i przybyła do wioski w zaawansowanej ciąży. Świetne opowiadanie o sile kobiet.

Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten zbiór, który dał mi świetny, przekrojowy obraz literatury południowoamerykańskiej.

Moja ocena: 5,5/6

Explicaciones a un cabo de servicio. Erklärungen an einen Wachtmeister. Erzählungen aus Südamerika, wybór Erica Engeler, 95 str., dtv 2006.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: