środa, 28 stycznia 2026
"Historia czytania" Alberto Manguel
czwartek, 18 grudnia 2025
"Siedem pustych domów" Samanta Schweblin
czwartek, 24 lipca 2025
"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"
środa, 9 lipca 2025
"To nie rzeka" Selva Almada
Na wyspie gdzieś w środku rzeki dzieje się wiele. Dziewczyny szykują się na imprezę, matka drży o piękne córki, mając w pamięci męską przemoc, a trzech przybyszów podczas wycieczki na ryby łowi gigantyczną płaszczkę. Historia owych trzech mężczyzn jest punktem wyjściowym tej powieści. Dla nich to ponowna wyprawa w to miejsce: dwóch z nich właśnie tam straciło przyjaciela, którego syn jest teraz z nimi. To właśnie oni łapią rybę, która od lat mieszka w tych wodach, zawieszają ją na drzewie i pozwalają jej zgnić. Dla mieszkańców wyspy to obraza, zbezczeszczenie natury i przyczynek do bójki. Dla przybyszów natomiast to wyprawa w przeszłość, by wspomnieć kolegę. Dla dziewczyn przybysze to możliwość odskoczni, poznania czegoś nowego. Dla matki źródło lęku.
Almada prowadzi narrację nielinearnie, przeskakuje między planami czasowymi i postaciami, konfundując czytelniczkę. Ja akurat zdecydowałam się na słuchowisko, które wprawdzie jest świetnie zrealizowane, ale pozostawiło mnie z wieloma znakami zapytania, szczególnie w kwestii końca. Przesłuchałam więc je drugi raz, a następnie udałam się spotkanie Klubu Literatury Latynoamerykańskiej, które rzuciło mi na tę powieść jeszcze inne światło.
Argentyna zasadza narrację na żywiołach – wodzie i ogniu, które definiują ową mikrospołeczność i decydują o życiu. Oba są karmicielami, ale i mają ogromną siłę destrukcyjną. Zarazem autorka porusza się na granicy między rzeczywistym a wyobrażonym, tak że pozostawia szeroki margines do dociekań i interpretacji.
Dla mnie to powieść o życiu w bliskości z naturą i jej poszanowaniu, o lęku i chęci odmiany losu, o kulturze machismo. To zarazem powieść krótka, która pozostawia niedosyt i w której to właśnie forma ściśle współpracuje z treścią. Ciekawy głos, choć nie porusza bardzo odkrywczych tematów.
Moja ocena: 4/6
Selva Almada, Kein Fluss, tł. Christian Hansen, 112 str., Berenberg Verlag 2021.
piątek, 16 maja 2025
"Sittenlehre" Martín Kohan
czwartek, 20 lutego 2025
"Nitrogliceryna niepokoju" Leila Guerriero
czwartek, 30 stycznia 2025
"Trzy opowieści" César Aira
środa, 2 października 2024
"Czas much" Claudia Piñeiro
poniedziałek, 18 grudnia 2023
"Ptaki" Samantha Schweblin
czwartek, 22 czerwca 2023
"Wyborny trup" Agustina Bazterrica
sobota, 1 kwietnia 2023
"Urugwajka" Pedro Mairal
czwartek, 10 lutego 2022
"Wszystkie jesteśmy Belén" Ana Elena Correa
Belén - młoda kobieta z dużego miasta na argentyńskiej prowincji. Kobieta jakich wiele. Ma chłopaka, ma jakąś pracę, ma kochającą rodzinę. Nie ma pieniędzy, nie ma kontaktów, nie ma ukończonej szkoły. Nie ma też możliwości ani szczęścia. Gdy dopada ją potworny ból brzucha, jedzie z matką na izbę przyjęć publicznego szpitala. Szpitala, w którym do personelu należy także policja. Policjanci dokonują segregacji pacjentów, asystują i oceniają. Gdy Belén dostaje krwotoku i ląduje na stole operacyjnym, zostaje osądzona, a gdy się budzi, aresztowana i odwieziona do więzienia. Tak. Bez procesu, bez wyjaśnień, obalała, w szoku. Wyrok - sprowokowanie poronienia.
Historia Belén poruszyła wiele osób na całym świecie po tym, jak przypadkowo poznała ona prawniczkę Soledad, która postanowiła pomóc kobiecie już po oficjalnym procesie i jej skazaniu. Przyznam, że nie przypominam sobie tej historii, choć myślę, że na pewno jej echo do mnie dotarło. Feministka, dziennikarka i prawniczka Ana Elena Correa relacjonuje w swojej książce krok po kroku historię Argentynki, nie ograniczając się jednak do samych wydarzeń dotyczących skazanej. Książka zawiera dużo informacji o Soledad, o całym kręgu kobiet, które ją wsparły w walce o prawa Belén, a także obrazuje sytuację polityczną w Argentynie.
Dzięki książce Correi otrzymamy pełny obraz tego, co wydarzyło się Belén, ale także sytuacji kobiet w Argentynie - aż po otrzymanie pełni prawa aborcyjnego. Belén stała się ikoną tej walki, choć sama nigdy ciąży nie przerywała i nie planowała takiego zabiegu.
To wstrząsająca książka, niezwykle wzruszająca i poruszająca. Przyznam, że podczas lektury wiele razy miałam ciarki. Odczuwałam ogromną empatię dla Belén, która straciła grubo ponad dwa lata życia spędzone w więzieniu, ale także przez podobieństwo do sytuacji kobiet w Polsce. Historia Belén pokazuje, jak szybko niesprawiedliwe lub sporne prawo może być przyczynkiem do jego wypatrzeń, jak poglądy jednostek mogą mieć wpływ na traktowanie i osądzanie innych. To zdecydowanie ważna lektura, choć nie brak jej niedociągnięć. Językowo nie jest to bowiem majstersztyk, ani nawet porządny reportaż. To raczej relacja wydarzeń, przedruk wypowiedzi, listów, notatek, co niestety kilka razy była dla mnie mylące. Ponieważ Soledad odgrywa tu równie dużą rolę jak Belén, zdarzyło mi się mieć problem z rozróżnieniem osoby, o której w danej chwili mowa. Oczywiście ze względu na temat skłonna jestem wybaczyć autorce te niedociągnięcia, ale w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by taką książkę napisać lepiej.
Moja ocena: 4/6
Ana Elena Correa, Wszystkie jesteśmy Belén, tł. Maja Gańczarczyk, 224 str., Wydawnictwo Karakter 2021.
wtorek, 23 listopada 2021
"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady
czwartek, 9 września 2021
"Zgiń, kochanie" Ariana Harwicz
czwartek, 7 czerwca 2018
"Okruchy szczęścia" Claudia Piñeiro
Mary Lohan, María Elena, Marilé - tajemnicza kobieta, która wraca do Argentyny po dwudziestu latach. Nie wraca z własnej woli. Została oddelegowana, by przeprowadzić w prywatnej szkole testy i rozmowy kwalifikujące ją do nadania prestiżowego statusu, ustanowionego przez jednostkę edukacyjną, dla której pracuje w USA. Mary została wybrana do tego zadania, ponieważ zna hiszpański. Nikt nie wie, że zna także szkołę i miasto, do którego leci. Rozmowy w szkole będą dla niej przyczynkiem do powrotu do przeszłości. Przeszłości niezwykle trudnej, traumatycznej.
Autorka stopniowo odkrywa przed czytelnikiem to, co wydarzyło się Mary. Wraz z jej ponownym odkrywaniem miasta i szkoły, ukazuje czytelnikowi fragmenty, okruchy przeszłości. Życie z pogrążoną w depresji matką, szybkie małżeństwo, narodziny dziecka. Dominujący, odnoszący sukcesy mąż. Życie w dostatku, realizacja w roli matki. I jeden mały błąd. Pechowy zbieg okoliczności. Zła decyzja podjęta w ułamku sekundy. To wszystko mogło zmienić życie Marilé, ale nie musiało uczynić jej potępić. Kluczową rolę odgrywają tu przyjaciele i mąż. Decyzja kobiety wydaje się być na pierwszy rzut oka niezrozumiała, a jej konsekwencje tragicznie, nie tylko dla niej.
Piñeiro opowiada jak kruche jest szczęście, jak szybko jedna sekunda może je zniweczyć i jak można sobie poukładać życie po traumie. Nie ucieka się przy tym do wielkich słów i zawiłych tłumaczeń. Jej opowieść to szkic, to przestrzeń, to prztyczek dla czytelnika, którego zachęca do powolnego odkrywania historii Marii Eleny.
Piękna, nastrojowa powieść - polecam!
Moja ocena: 5/6
Claudia Pineiro, Ein wenig Glück, tł. Stefanie Gerhold, 219 str., Unionsverlag 2016.