Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Zelandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Zelandia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 marca 2021

"Opowiadania" Katherine Mansfield

 


Opowiadania Katherine Mansfield należą już do klasyki literatury angielskojęzycznej, ja sięgnęłam po nie dopiero teraz, w nowym przekładzie Magdy Heydel. Te nietuzinkowe teksty, w których centrum zawsze stoi kobieta, zajęły mnie na dłużej, niż się spodziewałam. Podobnie, wbrew moim oczekiwaniom, nie wszystkie opowiadania mnie ujęły. By je zrozumieć i docenić, należy poznać życiorys autorki, a także warto zapoznać się ze świetnym posłowiem tłumaczki. Wychowana w zamożnej rodzinie w Nowej Zelandii Katherine zapewnie nigdy nie osiągnęłaby sukcesów literackich, gdyby nie wyjechała do Londynu. Tam zerwała ze wszystkimi konwenansami wpajanymi jej od dzieciństwa, poznała szeroki krąg literacki, prowadziła swobodne życie, podróżowała po Europie i wreszcie zachorowała na gruźlicę, która stała się jej wyrokiem. 

Te przepełnione melancholią opowiadania czerpią z doświadczeń autorki - jej dzieciństwa w Nowej Zelandii, podróży po tym kraju, ale także wypraw do Niemiec do sanatorium i wielu innych doświadczeń. Mansfield stara się uchwycić kobiety na rozdrożu - uwikłane w zasady, konwenanse, traktowane przemocowo. Ten ostatni temat przewija się bardzo delikatnie, jest ledwie naznaczony, niemal nieuchwytny, ale bardzo poruszający. Szczególnie widać to w opowiadaniu o guwernantce, która wybiera się do pracy do Niemiec i poznaje w pociągu starszego mężczyznę, po którym nie spodziewa się złych zamiarów. Jej zaufanie, naiwność i niewiedza zostaną bez skrupułów wykorzystane, a dziewczyna zostanie naznaczona na zawsze. Podobnie jest w przypadku dwóch sióstr, które opiekowały się chorym ojcem. Pod okiem tyrana nie miały odwagi sformułować ani jednej niezależnej myśli - gdy ojciec umiera, ich lęki i niepewność są na pierwszy rzut oka komiczne, ale na drugi już przeraźliwie smutne. Trauma życia z despotą pod jednym dachem ma wpływ na całe ich życie. Nawet pozornie niewinna scena w innym opowiadaniu, gdy kochany mąż opuszcza nerwowo dom, a wszystkie kobiety czują niezwykłą ulgę, gdy znika za bramą jest poruszająca. Dopiero gdy mężczyzna znika z pola widzenia, kobiety czują się swobodnie.

Bohaterki opowiadań uzależnione od mężczyzn, położenia finansowego, roli kobiety szukają, często na próżno, poczucia spełnienia, samorealizacji. Konstrukcja opowiadań podkreśla tę rolę zawieszenia, niepewności - wchodzimy w tekst bez wstępu czy przygotowania. Mansfield wrzuca czytelnika od razu w środek życia bohaterki, brak tu tradycyjnej struktury czy narracji, co więcej bardzo często zmieniana jest perspektywa, jak na przykład w opowiadaniach nawiązujących do dzieciństwa w Nowej Zelandii. Tym sposobem czytelnik poznaje punkt widzenia wielu osób. Mansfield porusza się często na krawędzi, jej proza jest bardzo sensualna, poetycka, oparta na obrazach i zmysłach. Niemal każde z opowiadań zasadza się na symbolu - gruszy w pełni kwiatu, małej lampce w domku dla lalek czy parasolce z rzeźbioną główką. 

Mimo że nie zostałam wielbicielką prozy Mansfield, polecę wam ten tom. Warto sięgnąć po te wyjątkowe teksty, poznać postać autorki i przeczytać świetnie posłowie tłumaczki.

Moja ocena: 4/6

Katherine Mansfield, Opowiadania, tł. Magda Heydel, 424 str., Wydawnictwo Officyna 2020.

niedziela, 21 czerwca 2009

"Błogosławieni, którzy robią ser" Sarah-Kate Lynch


Czyta się tę książkę, tak jak się ogląda hollywoodzki film. Nie można oczekiwać ciekawego języka, wyrafinowanej treści czy głębokich przemyśleń. Lepiej się nastawić na bardzo lekką lektuę, idealną na plażę albo czytanie, nie wymagające nadmiernej koncentracji.
Na począku książki poznajemy bohaterów, każdego w innym rozdziale: dwóch straszych panów, wyrabiających na irlandzkiej prowincji najlepszy ser świata; wpadającego w alkoholizm yuppie, który właśnie stracił żonę i dziecko oraz młodą kobietę po przejściach, mieszkającą wraz z niekochającym ją mężem na odległej wyspie na Pacyfiku. Losy tych bohaterów są przewidywalne jak pogoda w tegorocznym czerwcu i naturlanie mniej więcej w połowie książki splatają się na wyżej wspomnianiej irlandzkiej farmie. Zbiegów okoliczności nie sposób zliczyć, tak samo jak niespodziewanych przeszkód, nie pozwalających na skonsumowanie związku głównym bohaterom. Żeby całkiem nie zniechęcić do książki oszczędzę cytowania popisów literackich pani Lynch i pochwalę ciekawe opisy produkcji sera. Podsumowując, można przeczytać ale nie mówcie, że nie ostrzegałam!

Sarah-Kate Lynch, Błogosławieni, którzy robią ser, tł. Dorota Malinowska-Grupińska, 319 str., Prószyński i S-ka.