Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2026

"Gdzie są dorośli?" Nina Lykke


 

Ida, kobieta po sześćdziesiątce, jest psycholożką która niedawno straciła matkę. To jednak nie jedyna strata w jej życiu. Kobieta jest po rozwodzie i rozstaniu z kolejnym partnerem, a przede wszystkim cierpi po utracie kontaktu z synem, który go urwał nie pozostawiając żadnego wyjaśnienia. Ida gubi się w domysłach i podejmuje wiele prób, by dowiedzieć się, dlaczego syn zdecydował się na tak radykalny krok. Wciąż doszukuje się winy w sobie, w wychowaniu, w rozwodzie, we własnym zachowaniu. Zresztą syn wciąż obwinia matkę, która według niego go do tak radykalnego rozwiązania zmusiła.

Ida wciąż pracuje jako terapeutka i ma wobec siebie wysokie oczekiwania w kwestii rozwiązywania rodzinnych konfliktów. Teoretycznie zna przecież wszystkie techniki psychologiczne oraz bezbłędnie rozpoznaje mechanizmy za wieloma zachowaniami.
Czytelniczka ma dostęp do jej gabinetu i poznaje problemy pacjentów, które są przyczynkiem do obserwacji społecznych.

Lykke celnie wytyka kwestie wychowawcze – na przykładzie wnuków Idy. Podobnie ma się kwestia z samozwańczymi coachami czy terapeutkami, którzy po kilku kursach oferują terapię niezgodną z żadnymi naukami psychologicznymi.
To także książka o samotności, o relacjach i smutku. O trudnościach w wychowaniu, o tym, że dobre chęci nie dają gwarancji sukcesu na tym polu, o umiejętnym stawianiu granic.
Spod pióra Lykke wyszła kolejna prześmiewcza powieść, w której bardzo celnie oraz z lekkością i dowcipem opisuje współczesne problemy społeczne. I w tej książce sprawdza się pomysł Norweżki na ulokowanie głównej bohaterki w centrum opisywanych kwestii i wykorzystanie jej jako przykładu. Powieść czyta się lekko, narracja skłania nawet do uśmiechu, co nie wyklucza jednak refleksji.

Moja ocena: 5/6

Nina Lykke, Gdzie są dorośli?, tł. Karolina Drozdowska, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

czwartek, 7 maja 2026

"Półbrat" Lars Saabye Christensen


"Półbrat" to powieść z kategorii tych monumentalnych, które pochłaniają czytelniczkę całkowicie i na długo. Ja spędziłam z nią blisko miesiąc i przyznam, że pod koniec byłam już nieco zmęczona, choć wciąż ciekawa, jak autor zakończy swoją narrację.

Ta blisko tysiącstronicowa powieść to swoista saga rodzinna skupiająca się na życiu dwóch braci przyrodnich. Narratorem jest tutaj młodszy z nich, noszący niespotykane imię Barnum. Poznajemy go jako osobę już dorosłą w Berlinie, domyślając się, że jest scenarzystą, nie wiemy jednak, jak do tego doszło.
W kolejnych rozdziałach akcja cofa się do czasów młodości jego matki i ojca, a Christensen relacjonuje dosyć ciekawą i nietypową historię pochodzenia Arnolda Nilssena i dosyć tragiczną historię Very. Towarzyszymy dorastaniu Barnuma, głównie z perspektywy jego relacji ze starszym bratem Fredem.
Jest ona niełatwa i naznaczona problemami osobistymi Freda, który nie może pogodzić się z tym, że nie ma ojca, że urodził się w taksówce, a także nie potrafi nawiązać dobrych stosunków z ojcem Barnuma. Christensen szkicuje postać niejednoznaczną, tajemniczą, ale Fred nie jest tu jedynym zagadkowym charakterem. '
Christensen snuje opowieść przez kilkaset stron, dążąc do mało spektakularnego finału, który nie był dla mnie zaskoczeniem. Siłą tej powieści jest zdecydowanie narracyjny rozmach, potoczystość języka, ciekawe postaci, niespotykane wydarzenia i zbiegi okoliczności, ale także opis głębokiej przyjaźni, jaka nawiązuje się między Barnumem, Peterem i Vivien. Samotny i wyśmiewany ze względu na swój niski wzrost Barnum poznaje tych dwoje dość późno. Każde z nich zmaga się ze swoimi demonami i właśnie to pozwoli im zbudować głęboką więź. Norweg pozostawia wiele niedopowiedzianych wątków, co jest dobrym zabiegiem, mocno wpływającym na wyobraźnię czytelniczki.

Jestem tą lekturą usatysfakcjonowana, faktycznie zatopiłam się z łatwością w wykreowany przez Christensena świat, ale jednak nie odczułam efektu wow.

Moja ocena: 4,5/6

Lars Saabye Christensen, Półbrat, tł. Iwona Zimnicka, 918 str., Wydawnictwo Literackie 2014.

czwartek, 9 kwietnia 2026

"Oto słońce" Gunnhild Øyehaug


Pierwsza powieść Norweżki, czyli "Czekaj, mrugaj", zupełnie mnie nie przekonała, ale postanowiłam autorce dać drugą szansę. Planując przeczytanie wszystkich książek Wydawnictwa Pauza, nie miałam zresztą wyboru. 
Gdy rozpoczęłam lekturę "Oto słońce", miałam wrażenie, że niesłusznie odżegnałam się od prozy Øyehaug. Bohaterką tej powieści jest czterdziestodziewięcioletnia Helga, samotna pisarka, która przechodzi lekki kryzys twórczy. Gdy podczas śniadania dostrzega, że do sąsiedniego domu wprowadzają się nowi lokatorzy, cieszy się na zmiany. Okazuje się jednak, że to para znanych pisarzy i trochę nie w smak jest jej mieszkać obok osób tej samej profesji. Helga początkowo nie wie, jak się zachować, ale prędzej czy później musi dojść do spotkania. Autorka od razu nawiązuje więź porozumienia z NIM, podczas gdy żona pisarza jest wręcz opryskliwa. To nagłe zauroczenie pogłębia pisarskie rozterki Helgi i skłania ją do uciekania z domu, by nie poświęcać dni na obserwację pisarza. Ta część książki faktycznie mnie zainteresowała i byłam ciekawa, jak autorka poprowadzi wątek zauroczenia Helgi.

W tym momencie jednak Øyehaug całkowicie zmienia narrację i przenosi nas w świat wyobrażony – Helga znajduje się na polu kempingowym, pełnym kur?, gdzie nawiązuje nić porozumienia z pracowniczką. W tym momencie fabuły utraciłam jej sens – owszem dokończyłam słuchania audiobooka, ale do końca nie zrozumiałam sensu tego zabiegu ani przesłania tej powieści.

Niestety proza Norweżki do mnie nie trafia, największym problemem był dla mnie ten fantastyczny odlot, które, moim zdaniem, niczemu poza konsternacją nie służy.

Moja ocena: 2/6

Gunnhild Øyehaug, Oto słońce, tł. Karolina Drozdowska, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

poniedziałek, 15 września 2025

"Ptaki" Tarjei Vesaas


Mattis ma trzydzieści siedem lat i mieszka ze starszą siostrą nad jeziorem, w niewielkiej miejscowości. Siostra utrzymuje oboje, robiąc na drutach swetry. Jest dla Mattisa matką, siostrą, opiekunką i wyrocznią. Mattis uchodzi bowiem ze wioskowego głupka, niedojdę, z którego wszyscy się podśmiechują lub traktują z pobłażaniem. Mattis ma jednak swój świat, bardzo emocjonalny, bliski naturze i rozumie o wiele więcej, niż sądzą inni, czyni to jednak na swój sposób. Mężczyzna nie potrafi podjąć żadnej pracy, dlatego spędza całe dnie na jeziorze, w łódce, rzekomo pracując jako promowy. Pewnego dnia przewozi drwala, któremu oferuje nocleg. Hege, siostra, zaskoczona gościem, przyjmuje go pod dach, a później się w nim zakochuje, co stanowi dla Mattisa ogromny szok, a nawet w pewien sposób zdradę. 

W tej powieści jednak nie fabuła jest najważniejsza, a kreacja Mattisa. Obserwujemy go oczami innych, poprzez dialogi, ale także wchodzimy w jego głowę. Vesaas stworzył mistrzowski obraz kogoś, kto myśli inaczej, widzi świat przez inny filtr i żyje w bliskości z naturą. Widać to szczególnie w dialogach – urywanych, zdaniach bez kontynuacji, słowach, które może zrozumieć tylko Hege, Mattis wydaje się być wielkim dzieckiem, które boi się burzy. Vesaas próbuje jednak ukazać, że jego percepcja świata jak i logika, pojmowania zjawisk odbiegają od tych standardowych, co nie oznacza, że są gorsze. Myśli Mattisa są niewygodne, a dialogi wymagają otwarcia umysłu. Ten wioskowy niedojda pokazuje ulotność naszych zajęć i przekonań i zachwyca niesamowitą wrażliwością na naturę i jej znaki, fascynując się ptakami. 

To książka o samotności, o próbach zadzierzgnięcia kontaktów, które skazane są na niepowodzenie, o życiu na krawędzi społeczeństwa. O ile w przypadku Mattisa nie ma szans na zmianę tego stanu, to Hege udaje się, właśnie dzięki Mattisowi, znaleźć drogę do osobistego poczucia szczęścia. Taka zmiana w tej konstelacji jest trudna dla Mattisa i rzuca pytanie: na ile Hege ma prawo do własnego szczęścia? I co zrobi z tym Mattis, gdy zacznie to rozumieć.

Kolejny świetny tom z Serii Skandynawskiej, piękna, melancholijna powieść, która nie bez przyczyny jest zaliczana do najlepszych dzieł literatury norweskiej. Bardzo chcę zobaczyć teraz polską ekranizację pt. "Żywot Mateusza".

Moja ocena: 5/6

Tarjei Vesaas, Ptaki, tł. Maria Gołębiewska-Bijak, 336 str., Wydawnictwo Poznańskie 2024.

środa, 30 lipca 2025

"Goście" Agnes Ravatn


Małżeństwo w średnim wieku ma okazję spędzić tydzień w luksusowym domu nad morzem. Fantastyczna perspektywa, która jednak nie cieszy Karin. Kobieta jest prawniczką, ale pracuje w urzędzie niewielkiej gminy i ciągle zmaga się z kompleksami. Ma poczucie, że mogła zrobić większą karierę, mieć lepszą pensję, ciekawsze życie i fajniejszy dom, równocześnie jednak dobrze się czuje na swoim spokojnym stanowisku, u boku zwykłego męża, z dwójką synów i na przedmieściach. Problemem Karin jest to, że nie może znaleźć poczucia zadowolenia w tym, co ma. Jak się dowiemy później przyczyny leżą tu między innymi w szkolnych przeżyciach. Kobieta dostrzega natomiast, że to wszystko ma jej mąż – Kai. Jest cieślą, lubi swoją pracę, potrafi się cieszyć chwilą i nie doszukuje się wszędzie drugiego dna. Jest też gotowy wykorzystać niespodziewany pobyt nad morzem, mimo że warunkiem korzystania z domu jest wybudowanie nowego tarasu. 
Cały pobyt jednak nabiera pikanterii, gdy Karin podczas spaceru poznaje sąsiadów – parę znanych w Norwegii pisarzy i jednym zdaniem otwiera niekończącą się spiralę kłamstw.

Ravatn świetnie naszkicowała wszystkie cztery postaci tej powieści, którą widzę jako dramat na deskach teatru. Te kreacje są autentyczne, życiowe, spójne. To są postaci, które niekoniecznie można polubić (i dobrze), ale tacy są ludzie, z takimi problemami się niektórzy borykają. Norweżka eksploruje tu więcej tematów niż te, z którymi zmaga się Karin. Jest jeszcze kryzys twórczy, opieka nad chorym dzieckiem, ale i segregacja mieszkaniowa, tworzenie baniek, a nawet współżycie lub nie z naturą. Mimo że jest to krótka powieść, to kipi od emocji i treści, ponadto autorce udało się stworzyć zaskakujące zakończenie. Miałam poczucie, że nie ma tu zbędnych zdań, to rzecz zwięzła, a zarazem dobitna w najlepszym, skandynawskim stylu.

Moja ocena: 5/6

Agnes Ravatn, Goście, tł. Karolina Drozdowska, 192 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

niedziela, 22 czerwca 2025

"Nie jesteśmy tu dla przyjmemności" Nina Lykke


Pierwsza wydana w Polsce powieść Lykke bardzo mnie ubawiła i przypadła so gustu, dlatego cieszyłam się na jej kolejną publikację. Tym razem Norweżka postawiła na męskiego bohatera. Knut ma pięćdziesiąt osiem lat i za sobą szczyt kariery pisarskiej. Po przełomowej powieści wprawdzie jeszcze publikował, ale bez większych sukcesów. To oznacza, że utrzymuje się ze spotkań autorskich w podrzędnych bibliotekach i w szkołach, gdzie stawia czoła znudzonym i niezainteresowanym literaturą nastolatkom. Knut mieszka sam, jego byla żona, też literatka, mieszka z Terje, pisarzem, a ich dorosły syn nie utrzymuje większych kontaktów z rodzicami. 
Knutowi nie pozostaje nic innego niż dumać nad swoim życiem, upadającą karierą i kondycją świata literackiego i w ogóle. Pewnego dnia do jego skrzynki mailowej wpada zaproszenie na festiwal literacki w Lillehammer, na którym ma wziąć udział w panelu dotyczącym niewierności w życiu i w literaturze. Knut podejrzewa, że pierwszy gość w ostatniej chwili odmówił, a on jest ostatnią deską ratunku. Do pozytywnej odpowiedzi skłoni perspektywa darmowego jedzenia i hotelu, mimo że w panelu oprócz niego wezmą udział nowy mąż byłej żony i słynna pisarka, autorka prozy autobiograficznej. Owa pisarka w swojej ostatniej książce bez ogródek opisała różne wydarzenia ze swojego życia oraz wymieniła szereg osób z imienia i nazwiska, które brały w nich udział. Trafiło też na Knuta, którego przedstawiła jako napalonego dziada, który ją molestował. Ten jest oburzony tą kreacją, bo z jego perspektywy cała sytuacja wyglądała inaczej. 

W tej powieści niewiele się w zasadzie dzieje, punktem kulminacyjnym jest ów panel, ale cała treść zasadza się na przemyśleniach Kurta na temat kondycji świata czy literatury. Spogląda także na swoje życie, doszukuje się błędów, przyczyn różnych sytuacji. W tle przewija się szereg postaci, przede wszystkim sąsiad Frank, który ma romans z żonatym Pakistańczykiem, pracującym jako lekarz, ale także redaktor i była żona. Przyznam się, że nie bawiłam się tak przy tej książce, jak przy "Ostatnim stadium", a przemyślenia Knuta często mnie zwyczajnie nudziły. Lykke przedstawia go jako dość nudnego faceta, który wszystko chętnie krytykuje (choć często słusznie!) i nie podąża za światem, choć przyznam, że ja czułam dla niego pewną sympatię. 

Fajnym smaczkiem jest natomiast nawiązanie do lekarki z "Ostatniego stadium" – przynajmniej ja je tak odebrałam.

Moja ocena: 3,5/6

Nina Lykke, Nie jesteśmy tu dla przyjemności, tł. Karolina Drozdowska, 304 str., Wydawnictwo Pauza 2025.

sobota, 15 lutego 2025

"Dni w historii ciszy" Merethe Lindstrøm


Niespieszna opowieść o starzejącym się małżeństwie wciągnęła mnie swoimi niedopowiedzeniami i skrywanymi tajemnicami rodzinnymi. Eva opiekuje się mężem, Simonem, który coraz bardziej osuwa się w demencję. Simon przestał mówić, pogrążył się w ciszy, co jest coraz większym obciążeniem dla otoczenia. Narracja jest prowadzona z perspektywy Evy, która stopniowo opowiada historię rodzinną. Poznajemy traumatyczne wydarzenia z przeszłości jej i męża. Z każdym wspomnieniem wyłania się obraz rodzinny naznaczonej minionym, ale też niewydolnej komunikacyjnie. Trzy córki małżeństwa nigdy nie poznały rodzinnych sekretów i nie rozumieją nagłej decyzji rodziców, którzy zwolnili panią, która od dawna pomagała w domu. Owa pochodząca z Łotwy kobieta stała się członkinią rodziny, przyjaciółką, towarzyszką życia, tym bardziej nagłe jej zwolnienie jest całkowicie niezrozumiałe dla córek. Czytelniczka ma szansę dość szybko domyślić się przyczyn, ale autorka niespiesznie podąża do wyjaśnienia sytuacji, nie jest to bowiem thriller czy powieść nastawiona na wartką akcję, a raczej na ukazanie psychologicznego rysu postaci.

Zaskakującym jest, jak, mimo tylu lat wspólnego życia, chłodne są relacje w tej rodzinie, ale także zupełnie nie oczekiwałam w norweskiej powieści wątku wojennego – wyniesiona przez Simona trauma, a zwłaszcza jej skutki są ciekawie ograna we współczesności. Zresztą tytułową ciszę rozumieć można także symbolicznie – to obraz tej rodziny, w której nie rozmawia się o trudnych tematach, pomija milczeniem niewygodne. 

Zaskakująca rzecz, nieco przeciągnięta, dlatego nie porwała mnie całkowicie, ale warta lektury.

Moja ocena: 4/6

Merethe Lindstrøm, Dni w historii ciszy, tł. Karolina Drozdowska, 224 str., Wydawnictwo ArtRage 2024.


niedziela, 2 lutego 2025

"Białość" Jon Fosse


Mężczyzna jedzie samochodem przed siebie, przez zatopiony w śniegu las. Dojeżdża do punktu, w którym auto już dalej nie ma możliwości ruchu. Wysiada i rusza przed siebie. Bez planu, bez celu, w las. Otacza go biały krajobraz, tak biały, że trudno w nim cokolwiek rozróżnić. Człowiek dostrzega w lesie, między drzewami, postacie, które zdają się z nim rozmawiać. 
To w zasadzie wszystko, co można o tej noweli powiedzieć. Ten tekst bowiem nie żyje treścią, a raczej budowaniem atmosfery niepokoju, próbą zanurzenia czytelniczki w hipnotycznej i wciągającej aurze. 
Przyznam, że w moim przypadku się to udało, czemu posłużyła lektura książka na jeden raz, a właściwie przesłuchanie audiobooka. 
Fosse płynnie prowadzi tę narrację, tak pozornie ubogą w treść, a zarazem tak hipnotyzującą i dającą przestrzeń do interpretacji. Norweg przekonuje, że strumień świadomości nie musi być trudny do czytania, nudny czy monotonny, wręcz przeciwnie – potrafi wciągać i pochłaniać. 
"Białość" skłoniła mnie do rozważań o końcu, samotności i nadziei. Myślę, że to nie będzie moje ostatnie spotkanie z noblistą.

Moja ocena: 5/6

Jon Fosse, Białość, tł. Iwona Zimnicka, 50 str., ArtRage 2024.

czwartek, 15 sierpnia 2024

"Człowiek, który kochał Syberię" Roy Jacobsen, Anneliese Pitz

 


Fritz Dörries był niemieckim podróżnikiem, fascynatem entomologii, który spędził około dwudziestu lat na Syberii, zbierając okazy dla europejskich muzeów. Początkowe zainteresowanie motylami przerodziło się w pasję do wszystkich zwierząt i rdzennych ludów Syberii. Dörries sam, a potem wraz z braćmi przemierzył wielokrotnie pieszo, konno, wozem, pociągiem i statkiem pół świata, by dotrzeć do najdalszych zakątków wschodniej Syberii, nie szczędził trudów, by odnaleźć najrzadsze, a także zupełnie nieznane gatunki ze świata fauny. 

Dzięki temu samozaparciu udało mu się odkryć wiele nowych, nieznanych dotąd owadów oraz spreparować tysiące zwierząt dla muzeów, zebrać setki przedmiotów codziennego użytku syberyjskich ludów i przesłać je do Europy. Dörries nauczył się rosyjskiego, zwarł wiele przyjaźni, poznał wielu zbiegów z łagrów, którzy żyli samotnie na bezdrożach, zdobył zaufanie wielu rdzennych ludów. 

Mówimy tu o postaci, która faktycznie istniała i która w połowie XIX wieku przeprowadziła te wszystkie wyprawy. Dörries pzostawił liczne pamiętniki i zapiski, które Jacobsenowi i Pitz udostępniła jego prawnuczka, a para autorów stworzyła na ich podstawie powieść przygodową, pełną opisów przyrody, zwierząt, ówczesnego stylu życia na Syberii i w Japonii. Przyznam, że zauroczyły mnie te krajobrazy, pustkowia, surowy klimat i poczułam nostalgię za tym światem. Jest jednak jedno ale. Ta powieść opowiada o sposobie zbierania i kolekcjonowania okazów z XIX wieku, który polegał na zabijaniu zwierząt (nie jestem pewna, czy nie jest tak nadal?). Przy całej miłości Dörriesa do zwierząt, zabija je i preparuje. Owszem wyraża swój podziw dla tych pięknych stworzeń, ale trzeba umieć znieść te opisy zabijania i następnych kroków. A to wszystko po to, żeby ktoś w Europie mógł zobaczyć takie wypchane zwierzę w muzeum. Z perspektywy czasu jest to trudne do przełknięcia, choć w jakiś tam sposób zrozumiałe. Mnie jednak utrudniało to lekturę. 

Niemniej cieszę się, że poznałam tę fascynującą postać i miałam okazję odwiedzić dziewiętnastowieczną Syberię.

Moja ocena: 4/6

Roy Jacobsen, Anneliese Pitz, Człowiek, który kochał Syberię, tł. Iwona Zimnicka, 314 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.

sobota, 6 lipca 2024

"Wiosenna noc. Zamek z lodu" Tarjei Vesaas

 


Nie ukrywam, że nie jestem specjalistką od norweskiej klasyki i o prozie Vesaasa nigdy wcześniej nie słyszałam. Gdyby nie Seria Skandynawska, pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła. Tymczasem okazała się być dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Wiosenna noc i Zamek z lodu to dwie osobne opowieści, które jednak wiele łączy.

Wiosenna noc wydarzyła się w pewnym leżącym na uboczu domu. Rodzeństwo nastolatków zostaje same na noc. Osiemnastoletnią dziewczynę odwiedza chłopak, czternastoletni syn, Hallstein, bardzo cieszy się ze swobody i krąży po domu i okolicach, obserwując przyrodę, żyjątka i nasłuchując lasu. Ten spokój i beztroskę zakłóca przyjazd dziwnego pojazdu. To nietypowa rodzina, w której tuż przed przyjazdem coś się wydarzyło. Kłótnia? Konflikt? Nie wiemy. Wiemy za to, że składa się z ona z ojca, jego drugiej żony oraz dwójki dzieci z poprzedniego małżeństwa. Starszemu synowi towarzyszy żona, która zaczęła rodzić. Młodsza dziewczynka jest niemal w wieku nastolatka i przypomina mu dziewczynkę z jego fantazji. Ci dziwni goście wnoszą do domu niepokój, który szczególnie skupia się na Hallsteinie, który wydaje się być wrażliwy na to, co magiczne, niespotykanie, niewytłumaczalne. Druga żona przyjezdnego mężczyzny nie chodzi i nie mówi, ale do Hallsteina się odzywa, prosząc go o pomoc. O to samo poproszą go inni członkowie tej dziwacznej rodziny, szczególnie ojciec, który kompulsywnie mówi i ciągle się krząta.

Zamek z lodu to zaś opowieść o jedenastoletnich dziewczynkach. Unn po śmierci matki przeprowadza się do ciotki i przybywa do nowej szkoły. Siss jest prowodyrką w tej klasie, lubianą dziewczynką i próbuje zintegrować Unn. Ta jednak wydaje się skrywać jakąś tajemnicę i trzyma się na uboczu. Pewnego dnia zaprasza do siebie Siss, a następnego dnia znika i zamarza w zamku z lodu, który utworzył się na pobliskim wodospadzie. Siss czuje się winna zniknięcia nowej koleżanki.

W obu tych powieściach uwodzi podobna atmosfera – oniryczna, niepokojąca, zwodnicza. Czytając Wiosenną noc, czułam się jak podczas lektury horroru czy thrillerów Stephena Kinga. Vesaas buduje taką aurę poprzez opisy przyrody, która ma tu zdecydowanie ogromną moc i wpływ na ludzkie działania. To ona potrafi przyciągać, niszczyć, zatracać. Równocześnie pojawiają się tu postaci, które mają władzę nad naturą, potrafią wywołać lub uciszyć wiatr czy deszcz. Na tę specyficzną atmosferę wpływają także dialogi – pełnie niedopowiedzeń, czasem wręcz niezrozumiałe, sugerujące jakieś przeszłe wydarzenia. 

Nie jest to może proza, którą bym się zaczytywała, ale z pewnością mnie zaskoczyła swoją nietypowością, tajemniczością i antropomorfizacją natury.

Moja ocena: 4/6

Tarjei Vesaas, Wiosenna noc. Zamek z lodu, tł. Maria Gołębiewska-Bijak, 400 str., Wydawnictwo Poznańskie 2023.

piątek, 31 maja 2024

"Miałam tak wiele" Trude Marstein


Miałam tak wiele to szeroko zakrojona opowieść o życiu Moniki – Norweżki urodzonej w latach 60., którą spotykamy co kilka lat na różnych etapach życia, poczynając od momentu, gdy miała około 13 lat.
Te etapy wyznaczają kolejni partnerzy kobiety i jej mniej lub bardziej udane związki. Monika wciąż poszukuje, pragnie znaleźć miłość idealną, związek bez skaz, a przynajmniej satysfakcjonujący ją na tyle, że zechciałaby w nim pozostać. Towarzysząc Monice, poznajemy życie jej dwóch sióstr, rodziców, cioci. 

Marstein bardzo drobiazgowo opisuje życie Moniki w tych wybranych momentach, jej postrzeganie świata, relacje z innymi, a przede wszystkim to, co się dzieje w jej głowie. Kobieta ma temat swojego postępowania wiele refleksji, niestety nie potrafi ich wprowadzić w życie. Ciągłe zmiany partnerów, podążanie za lepszą relacją niekoniecznie wychodzą jej na dobre, świadczą jednak o tym, że Monika potrzebuje drugiej osoby, by czuć się zrealizowaną, potrzebną, docenioną. 

Monika jest bohaterką, którą trudno polubić, jej decyzje są impulsywne, rzadko przemyślane, a zarazem życiowe, bo czyś nasze wybory zawsze są rozsądne? We mnie nie wzbudzała negatywnych odczuć, ale też nie kibicowałam jej, tkwiąc w przekonaniu, że nie uda się jej wyrwać z kręgu poszukiwań. Marstein stworzyła dogłębny portret psychologiczny tej kobiety, dobrze opisując jej myśli, rozterki, samodiagnozy, zwątpienia. Zarazem poznajemy rodzinę głównej bohaterki, która także na przestrzeni lat boryka się z różnymi problemami, takimi jak zdrada, śmierć, samobójstwo. Te portrety pozostałych osób także są niejednoznaczne – tu nie ma postaci całkowicie przewidywalnych (nawet siostry Moniki, które ułożyły sobie życie mają swoje momenty zwątpienia), a autorka nie daje gotowych odpowiedzi.

To bardzo opasła powieść i moim zdaniem można ją z łatwością odchudzić, bo dużo tu nic nie wnoszących opisów-wypełniaczy. To drobiazgowe informacje na temat koloru podłogi czy szklanki, jedzenia, ogrodu, jakichś roślin itd. Rozumiem poniekąd cel takiej narracji, ale po kilkuset stronach jednak mnie irytował.
Miałam tak wiele nie będzie powieścią dla każdej czytelniczki, mnie jednak opowieść o Monice wciągnęła, ciekawa byłam, jak potoczą się jej losy, ale i jej rodziny. Polecam audiobook, który jest bardzo przyjemnie przeczytany przez Monikę Chrzanowską.

Moja ocena: 4/6

Trude Marstein, Miałam tak wiele, tł. Karolina Drozdowska, 608 str., Wydawnictwo Pauza 2024.

środa, 27 marca 2024

"Kurwa, kurwa, kurwa" Linn Strømsborg


Britt ma czterdzieści kilka lat i jest autentycznie wściekła na to, jak ułożyło się jej życie. To nie jest tak, że ma wyjątkowo trudne życie, choć musiała zaliczyć pewne ciosy i traumatyczne wydarzenia, jej złość wyrasta z czegoś innego. To wina ogólnego losu kobiet, które są skazane na sprzątanie, krzątanie, ogarnianie, dbanie, martwienie się, szykowanie i nikt zdaje się tego nie zauważać. To złość na to, że mimo jak najlepszych chęci Britt wmanewrowała się w podobną sytuację i nie widzi z niej wyjścia. To złość na wiele innych kwestii jak beztroska męża, samotność, choroby, starzenie się. Przede wszystkim jednak to złość kumulowana przez lata, przełykana w łzach albo w ciszy, odsuwana w ostatni zakamarek mózgu, zamiatana w kąt. To także brak nadziei na zmianę, poczucie utknięcia i sytuacji bez wyjścia.

Britt wyjechała na wakacje z mężem, córką i paczką męża. Co roku spędzają razem wakacje w domku letniskowym, choć Britt niekoniecznie właśnie na to ma ochotę. Gdy pewnego ranka nie udaje się jej pohamować gniewu i wybucha, opuszcza domek, by zebrać myśli. Niespodziewanie jedna z przyjaciółek męża wyrusza z nią i pomaga przetrwać trudne chwile.

Strømsborg pokazuje perspektywę kilku kobiet, bo jest tu samotna przyjaciółka, która prowadzi dość niezależne życie, ale także druga koleżanka, która ma rodzinę i ewidentnie automatycznie zajmuje się na feriach kobiecymi sprawami. Zauważa to jej siedemnastoletnia córka i obserwuje jeszcze mała córka Britt. Niepostrzeżenie przypisywane są płciom konkretne role i zajęcia, czego nikt wydaje się nie zauważać.

Britt jest uosobieniem gniewu setek, tysięcy kobiet, które dzielą jej los i kumulują gniew i niezadowolenie. I choć poznajemy ważne wydarzenia z jej życia, które do takiej postawy mogły się przyczynić, to nawet bez nich jej złość jest zrozumiała. Ta powieść jest dużo lepsza od poprzedniej Nigdy, nigdy, nigdy. Napisana oszczędnym, ale nie pozbawionym emocji językiem trafi do wielu kobiet, ale powinna znaleźć się raczej w rękach mężczyzn.

Moja ocena: 6/6

Linn Strømsborg, Kurwa, kurwa, kurwa, tł. Karolina Drozdowska, 240 str., ArtRage 2023.

wtorek, 16 maja 2023

"Chwile wieczności" Kjersti Anfinnsen


Birgitte ma 90 lat, siedzi w domu, wygląda przez okno i właściwie się nudzi. Ta była kardiochirurżka już niewiele jest w stanie sama zrobić: ręce się jej trzęsą, przemieszcza się wolno, głowa już nie działa tak jak kiedyś, a po każdej czynności musi odpoczywać. Wszyscy znajomi już poumierali, rodzina jest daleko, bo Birgitte mieszka w Paryżu, więc kobieta poznaje przez internet Javiera, w którym się zakochuje.

Bigitte jest fantastyczną narratorką. Samokrytyczną, ironiczną, sarkastyczną i inteligentną. Opowiada o swoim życiu bez ogródek, nie ukrywa niczego, świetnie rozpoznaje wszystkie oznaki starzenia i je nazywa. Ta powieść nie ma ciągłej narracji, to raczej zbiór scen, myśli, spostrzeżeń Birgitte, ale czyta się to świetnie. Jak można się domyślić, każda z myśli staruszki jest trafna, dobitna i idealnie opisuje jej rzeczywistość. Autorce fantastycznie udało się wejść w głowę kobiety, oddać bolączki, ale i radości tego wieku. Anfinnsen udało się uniknąć patosu, ale i śmieszności czy sentymentalizmu. To powieść przyziemna (choć mam poczucie, że to słowo nie oddaje dobrze tego, co chcę powiedzieć), dosadna, realistyczna. Każda z nas ma jakiś obraz, wizję starości, ale rzadko pewnie posuwamy się do wyobrażenia sobie każdego dnia, poczynając od śniadania. Trudno odmalować sobie, ile czasu zajmuje każda czynność, jak wyglądają rozmowy na skype czy spacery. 

Chwile wieczności to także powieść bardzo kobieca. Birgitte wybrała w swoim zawodzie specjalizację zdominowaną przez mężczyzn, więc całe życie musiała się zmagać z mobbingiem z ich strony oraz udowadniać, że jest równie dobra, o ile nie lepsza. Kobieta nie zdecydowała się na założenie rodziny, nie związała z nikim na stałe, postawiła na pracę i ratowanie serc swoich pacjentów. Dzięki tej pracy Birgitte mogła zgromadzić zapewne pokaźne zasoby finansowe, by ułatwić sobie starość - stać ją na fryzjera i pomoc domową, na wyjście do restauracji czy na jakieś zabiegi. To oczywiście w jakiś sposób czyni jesień życia przyjemniejszą, ale odebrałam trudności i przemyślenia Birgitte jako uniwersalne, niezależnie od miejsca zamieszkania i statusu materialnego. 

Dobra, dająca do myślenia proza.

Moja ocena: 5/6

Kjersti Anfinnsen, Chwile wieczności, tł. Karolina Drozdowska, czyt. Anna Ryźlak, 252 str., Wydawnictwo ArtRage 2023.

poniedziałek, 8 maja 2023

"Wcale nie jestem taka" Marie Aubert


Prozę Aubert polubiłam od jej pierwszej książki - za trudne relacje rodzinne, świetny obraz zawirowań międzyludzkich i współczesne problemy. Nie inaczej jest w przypadku tej powieści. Linnea przygotowuje się do konfirmacji, więc będzie okazja do rodzinnego święta, na które przyjedzie ciocia z Oslo. Oczekiwanie na ten ważny dzień, to okres pełen napięć, podczas którego jeszcze trudniej poradzić sobie z własnymi problemami.

Linnea zagmatwała się w trudnej relacji przyjacielskiej i nie bardzo wie, jak z niej wyjść. Jej ojciec, Bråd, opoka rodziny, zawsze wiedzący jak postąpić, potępiający ojca, który zdradzał matkę, ma kogoś na boku i planuje opuszczenie własnej rodzinny. Hanne, siostra Bråda, przyjeżdża z Oslo po raz pierwszy po wielkiej zmianie, jaką przeszła, a do tego przywozi ze sobą swoją nową partnerkę. Hanne wciąż jest bardzo niepewna i straumatyzowana przeżyciami z dzieciństwa i okresu nastoletniego. Jej zmiana dotyczy wyglądu zewnętrznego - kobieta poddała się operacji i straciła wiele kilogramów, ale także jej psychiki. Hanne odkrywa siebie na nowo, stara się odnaleźć pewność siebie i swoją pozycję w związku. Jest jeszcze Nils - ojciec Hanne i Bråda, który pragnie zaprowadzić w rodzinie ład i spokój. 

Każda z tych osób żyje pod ogromną presją. Napięcie trudno utrzymać w ryzach, a zjazd rodzinny jest ostatnią kroplą, która przeważa szalę. Aubert fantastycznie opisuje walkę wewnętrzną każdej z tych osób, ich wybuchy, które mogą się osobom postronnym wydać przesadzone i nieadekwatne do sytuacji, ale mają swoje źródło w konkretnych przeżyciach. Bardzo podobało mi się, jak Norweżka pokazała problem otyłości i opisała przeżycia Hanne oraz to, czego doświadczała ze strony osób postronnych, ale i rodziców. 

Wcale nie jestem taka to kolejna dobra powieść spod pióra Aubert, która skłania do przemyśleń i, co mi się podoba, bezpretensjonalnie i bez zadęcia pokazuje skomplikowane relacje rodzinne. 

Moja ocena: 5/6

Marie Aubert, Wcale nie jestem taka, tł. Karolina Drozdowska, czyt. Magda Karel, 208 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

poniedziałek, 23 stycznia 2023

"Odmawiam myślenia" Lotta Elstad

 


Sięgając po tę książkę, nie wiedziałam o niej nic. Nie zdawałam sobie sprawy, że to powieść, której narracja osnuta jest wokół tematu aborcji. Trzydziestotrzyletnia Hedda wybiera się do lekarza, bo jest w niechcianej ciąży. Okazuje się, że według nowego prawa lekarz nie może jej dać bezpośredniego skierowania na zabieg, najpierw pacjentka musi przemyśleć swoją decyzję, przez trzy dni. W przypadku Heddy będzie to nawet sześć dni, bo akurat po wizycie wypada weekend. Hedda jednak nie chce myśleć, już się dość nazastanawiała, teraz myślenia odmawia i postanawia działać bez jakiegokolwiek planu.

Hedda wyjeżdża więc do Grecji, ale tam nie dociera, potem przedziera się przez Europę, gdy jej skromny budżet się kończy. Bo Hedda nie ma już pracy, mieszka w mikroskopijnym mieszkanku i wciąż kocha byłego faceta. Trudno szukać w działaniach Heddy jakiejkolwiek logiki, to najbardziej irytująca bohaterka ever. Jeśli ta książka ma być faktycznie powieścią o aborcji, to idealnie ukazuje, dlaczego Hedda się na nią powinna zdecydować. Nie wyobrażam sobie, żeby tak nieodpowiedzialna i chaotyczna osoba potrafiła wychować dziecko. Ona nawet nie potrafi zadbać o siebie, w ciążę zaszła zupełnie przypadkowo (seks bez zabezpieczeń to jest to), wypiera jakiekolwiek myśli na ten temat i zabiera się za rozwiązywanie problemu, gdy już jest za późno, a działania zaczyna od wujka google. 

Równie irytujący jest były partner Heddy jak i jej aktualny, poznany na tinderze, znajomy. Pierwszy chełpi się wiedzą i kreuje na erudytę, a drugi cierpi na kompulsywny słowotok, gadając na każdy możliwy temat. Do tego to taki sam artysta jak Hedda, który na życie zarabia na wszystkie możliwe sposoby, w większości pół-legalne. No niestety, ale mam alergię na takich ludzi, a czytanie o nich przerasta moje możliwości poznawcze.

Jeśli Elstad miała zamiar napisać powieść o problematyce aborcji, to kompletnie przestrzeliła. Spodziewałam się, że Hedda w dni przeznaczone na myślenie będzie mimo wszystko rozważać za i przeciw aborcji, albo choć przemyśli swoje życie, a tu nic z tego. Brak tu jakiejkolwiek pogłębionej refleksji z jej strony. Jedyne wartościowe momenty to gdy autorka wspomina o sytuacji kobiet w tej kwestii w różnych krajach, w tym w Polsce.

Jeśli zapomnieć o aborcyjnej tematyce, to można zakwalifikować tę książkę do lekkich lektur na temat współczesnych, pogubionych trzydziestolatków. Język Elstad jest rzutki, dobrze się czyta, więc połknęłam tę książkę szybko, niestety to jednak nie wystarczy, bym ją zaliczyła do udanych lektur.

Moja ocena: 3/6

Lotta Elstad, Odmawiam myślenia, tł. Karolina Drozdowska, czyt. Agnieszka Postrzygacz, 304 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

środa, 2 listopada 2022

"Nigdy, nigdy, nigdy" Linn Strømsborg

 


Powieść o macierzyństwie i jego roli w naszym życiu? Bardzo chętnie, wszak to temat, który mnie  interesuje i jako matki dotyczy. Główna bohaterka Nigdy, nigdy, nigdy ma 35 lat i dzieci absolutnie nie chce mieć. Nigdy nie chciała i jest pewna, że chcieć nie będzie. Czuje się dobrze ze swoim życiem, z tym, jak spędza czas i nie potrafi sobie wyobrazić zmiany, jaką nieuchronnie wprowadziłoby w nie macierzyństwo. Zgadza się z nią Philip, z którym jest od ośmiu lat. Po tych latach następuje jednak ten moment, w którym Philip swoją pewność traci i zaczyna się wahać. Sytuacji nie ułatwia fakt, że zaprzyjaźniona para spodziewa się dziecka. Główna bohaterka ma więc okazję z bliska obserwować ciążę, poród, a następnie opiekę nad niemowlęciem oraz wpływ tego na życie przyjaciół. 

Swoje nastawienie do posiadania dzieci bada jednak także na przykładzie własnej rodziny - wujek i ciotek oraz ich wnuków, dziadków z obu stron oraz rodziny Philipa. Prowadzi rozmowy z owdowiałą matką, która pragnie mieć wnuki, obserwuje rodzinne spotkania, ale nie ma to wpływu na jej opinię. 

Powieść Strømsborg pokazuje, jak aktualny jest nadal problem społecznego oczekiwania, że każda kobieta pragnie mieć dzieci, a jeśli tego pragnienia nie czuje, to na pewno kiedyś je odczuje, najpewniej, gdy będzie za późno. Ten stereotyp i ten schemat nadal istnieje, nawet w tak wyemancypowanym społeczeństwie jak norweskie. Autorka zwraca także uwagę na to, że instynkt tacierzyński odczuwają także ojcowie, co jest godne pochwały, ale to jednak nie oni noszą w sobie dziecko, rodzą i je karmią piersią. Gdy wytwarzają na partnerce presję albo choćby delikatny nacisk także wpisują się w powyższy schemat. Norweżka stara się pokazać partnerski związek, w którym oboje rodziców troszczy się o dziecko, ale mimo największego zaangażowania ojca, korzystania z butelki (ciekawe, że w książce dziecko jest karmione raz piersią, raz butelką przez długi okres, co raczej jest mało realne), to matka ponosi największy ciężar, przechodzi zapalenie piersi i niemal załamanie. 

Główna bohaterka słusznie wskazuje na fakt, że w wielu kobietach instynkt macierzyński nie pozwala odpuszczać i powoduje, że czują się niezastąpione. Z własnego doświadczenia wiem, że niestety tak to działa, bo dziecko na początku preferuję matkę, a książkowa Ella to dziecko niemal idealne i w większości przypadków tak łatwo nie będzie (choć w książce wcale nie ma sugestii, że to rodzicielstwo jest łatwe).

To powieść skupiona na jednym temacie, w której autorka stara się omówić wszystkie jego aspekty i pokazać różne postawy. Czyni to w sposób przystępny, ale i ciekawy - czyta się dobrze i lekko.

Moja ocena: 4,5/6

Linn Strømsborg, Nigdy, nigdy, nigdy, tł. Karolina Drozdowska, czyt. Anna Ryźlak, 280 str., Wydawnictwo ArtRage 2022.


piątek, 7 października 2022

"Oprzyj swoją samotność o moją" Klara Hveberg


 

Młoda wybitna studentka matematyki odkrywa pokrewną duszę w swoim profesorze. Łączy ich niebywała wspólnota zainteresowań, sposób myślenia, zdolności, zainteresowania. Ten związek przeradza się w miłość. I w tym momencie można by pomyśleć, że to oklepany wątek, historia stara jak świat, opisana setki razy. To wszystko prawda, Klarze Hveberg udaje się jednak stworzyć coś nowego, świeżego, odkrywczego, bazując z niezwykle spokojnej, niespiesznej narracji. 

Miłość i przywiązanie Rakel do starszego mężczyzny są zrozumiałe, tak samo jak fakt, że kobieta czeka, aż ukochany zdecyduje się zostawić dla niej rodzine. Ta wyjątkowa wspólnota intelektualna jest tego warta. Dla inspirujących rozmów, wspólnych badań, dyskusji, zagadek warto poświęcić wiele, zwłaszcza jeśli się jest samotnym. A Rakel samotna jest bardzo. Jej ojciec od najmłodszych lat stawiał jej intelektualne wyzwania, zapominając o warstwie uczuciowej, a matka - emigrantka, która nigdy nie odnalazła się w Norwegii, potrzebowała córki, by dawała jej poczucie sensu życia. Osierocona emocjonalnie dziewczyna potrzebowała poczucia akceptacji, czułości, zrozumienia i przewodnika. 

Autorka nawiązuje w narracji do zdolności matematycznych i muzycznych Rakel, która odkrywa, że jej historia nie jest jednostkowa. Wraz z kochankiem bada życiorys Sofii Kowalewskiej, odkrywając paralele ze swoim życiem. Takie paralele odkrywa też w innych życiorysach na przykład słynnych kompozytorów. Świat zaczyna przypominać fraktal, powielając ten sam los w różnych miejscach i sytuacjach. 

To powieść pełna nawiązań do literatury (Alice Munro!), do historii, muzyki i matematyki - powieść, która zachęca, zmusza wręcz do dalszych poszukiwań i rozważań i która na pewno była ogromnym wyzwaniem dla tłumaczki. Jej szufladkowa kompozycja jest niezwykle ciekawa i inspirująca. Zachwyciły mnie nawet takie detale jak korelacja między imieniem i nazwiskiem autorki i bohaterki. 

Powieść Norweżki ukazuje samotność osoby wybitnie uzdolnionej, która może zaspokoić poczucie wspólnoty tylko z kimś równym jej intelektualnie. To także opowieść o chorobie, która może zaważyć na całym życiu.

Piękna, wszechstronna proza.

Moja ocena: 5/6

Klara Hveberg, Oprzyj swoją samotność o moją, tł. Karolina Drozdowska, 326 str., Wydawnictwo Marpress 2021.

czwartek, 25 sierpnia 2022

"Czekaj, mrugaj" Gunnhild Øyehaug


Czekaj, mrugaj to chyba moje pierwsze całkowicie nieudane spotkanie z literaturą skandynawską. Powieść Norweżki nie tyle mnie nie zachwyciła, co wprawiła w konsternację. Książka zawiera historie, opowiedziane naprzemiennie, których bohaterkami są kobiety, każda z nich na swego rodzaju rozdrożu. Jest młodziutka Sigrid, która zakochuje się w znanym pisarzu, jest artystka Trine, która podczas swojego performance spostrzega, że macierzyństwo odgrywa w jej życiu większą rolę, niż sądziła, spotykamy także Linneę, reżyserkę, która udaje się na spotkanie z byłym kochankiem. W powieści pojawiają się także historie zbudowane na przypadku, jak na przykład utrata zęba przez Vigga, która doprowadzi do spotkania z dziewczyną, którą poznał przelotnie na pogrzebie babci. 

Od pierwszych stron zdecydowanie rzuca się w oczy forma powieści, która ma przypominać filmowe kadry. Autorka opisuje kolejne sceny z pozycji obserwatorki czy scenarzystki tworzącej didaskalia do filmu. Ta forma może być męcząca, w moim odczuciu była jednak najciekawszym aspektem książki. Same historie ani mnie nie poruszyły, ani zainteresowały, a przede wszystkim nudziły. Nie znalazłam niczego ciekawego w wielostronicowych przemyśleniach Sigrid ani w perypetiach Vigga, wnioski Trine nie były dla mnie odkrywcze, a losy Linnei mdłe. Najbardziej irytujące były jednak liczne odwołania do muzyki, kinematografii i literatury. Pisząc liczne, mam na myśli dziesiątki, jeśli nie setki. Książka jest nimi naszpikowana  i nie mają one żadnego sensu ani przeznaczenia. Miałam wrażenie, że autorka chce się popisać erudycją, pokazać, że zna cytowane dzieła? Nie wiem, ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że chciała utknąć w tę książkę wszystko, co jej przyszło na myśl, nie zastanawiając się nad celem takiego działania. Wyszedł jej niestety niezrozumiały i kiczowaty performance. 

Nie sądzę, że szybko zapomnę tę książkę. Treść zapewne tak, ale wywołała we mnie jednak sporo emocji, a przede wszystkim zaskoczenie i konsternację. Żałuję, że mi się nie spodobała, bo miała ku temu spore przesłanki. 

Moja ocena: 2/6

Gunnhild Øyehaug, Czekaj, mrugaj, tł. Anna Krochmal, Robert Kędzierski, 288 str., Wydawnictwo Pauza 2019.

niedziela, 22 sierpnia 2021

"Jeden z nas" Åsne Seierstad


 

Åsne Seierstad znałam z obu jej reportaży o Afganistanie, a jej pierwsza książka o Norwegii od bardzo dawna czekała na lekturę. Na szczęście została wybrana przez klub książkowy Polek na Obczyźnie i wreszcie ją przeczytałam. To był zresztą dobry moment, bo w tym roku przypada dziesiąta rocznica masakry.

O czym książka jest, nie trzeba pisać, nie spodziewałam się jednak, że jest aż tak opasła! Na pięciuset stronach Seierstad dokonała dogłębnej analizy Andersa Behringa Breivika. Dziennikarka bardzo drobiazgowo rozprawiła się z każdym aspektem życia przestępcy - poczynając od jego pochodzenia po wyrok. Reportaż jest ułożony chronologicznie, pomijając pierwszy, krótki rozdział, który wrzuca czytelniczkę i czytelnika bezpośrednio na Utøyę, w sam środek masakry. 

Na początku poznajemy więc rodziców i siostrę Breivika, a przede wszystkim sytuację rodzinną po jego narodzinach, problemy matki z wychowaniem dzieci, kontakty z urzędami, prośby o pomoc itd. To niełatwe dzieciństwo na pewno ukształtowało Breivika, który stał się nieśmiałym, ciągle dopraszającym się uwagi nastolatkiem. Seiersted prowadzi nas przez wszystkie etapy jego życia - przyjaciół, szkołę, działalność jako grafficiarz, zatopienie się w świecie gier komputerowych a następnie stopniową radykalizację. Doceniam bardzo drobiazgowe poszukiwania autorki i tak dokładne przedstawienie przestępcy, ale muszę przyznać, że z czasem te rozdziały robiły się nużące, szczególnie te o teoriach politycznych Andersa. Z trudem brnęłam przez streszczenia jego książki i wynurzenia na temat zalewu Europy przez islam. Oczywiście część o podłożeniu bomby pod parlamentem jak i wydarzenia na Utøyi czyta się poniekąd sama. Te wydarzenia są tak dynamiczne, tak potworne, tak porażające, że bardzo trudno książkę odłożyć, ale równie trudno czytać dalej. Seierstad przedstawia je z perspektywy Breivika, ukazując jego myśli, decyzje, a równocześnie obnażając kompletną porażkę policji, która miała szansę zapobiec aż tylu ofiarom. Te fragmenty czyta się bardzo ciężko, zwłaszcza myśli zabijanych nastolatków, a potem rozpacz rodzin. Trudno powstrzymać łzy, nie sposób zrozumieć, niemożliwym sobie wyobrazić. Seierstad towarzyszy kilkorgu nastolatkom i ich rodzinom, pokazując ich dorastanie, zaangażowanie w politykę, plany, cele, marzenia. Ten zabieg pozwala czytelniczce i czytelnikowi lepiej poznać ofiary, zrozumieć ich motywację w zaangażowanie się w politykę i oczywiście dotyka emocjonalnie. 

To nie jest łatwy reportaż, z wielu względów. Spore fragmenty są nużące, męczące, wiele jest tak poruszających, że bardzo trudno je czytać. Seierstad wykonała fantastyczną robotę, drobiazgowo relacjonując życie i działanie Breivika. Skończyłam lekturę z poczuciem, że autorka nie pominęła żadnego aspektu, równocześnie zachowując największą możliwą neutralność. 

Moja ocena: 4/6

Åsne Seierstad, Einer von uns, tł. Frank Zuber, Nora Pröfrock, 544 str., Kein & Aber Verlag 2016.

piątek, 9 lipca 2021

"Bliżej już się nie da" Monika Steinholm

 


Dwóch chłopców - Jens i Edor przeżywa trudne chwile. Jens odkrywa, że darzy uczuciem swojego najbliższego kumpla Niklasa. Chłopcy przyjaźnią się praktycznie od urodzenia, więc to odkrycie jest dla Jensa druzgoczące. Po rozmowie z rodzicami, którzy coming out chłopca przyjeli nad zwyczaj dobrze, wyjeżdża do wujka, który mieszka w domu po babci z partnerem. Ten wyjazd ma być poniekąd terapeutyczny, ale na miejscu okazuje się, że nic nie jest takie, jak miało być. Wujek jest bardzo ekscentryczny, głośny, nieskrępowany, co żenuje Jensa. Ponadto chłopak po raz pierwszy przebywa w domu dziadków po ich śmierci i boryka się z mnóstwem sentymentalnych wspomnień. 

Wujkowie zaangażowali się w organizację pierwszej parady równości w okolicy i próbują wciągnąć do przygotowań Jensa. Dla chłopaka jego homoseksualizm jest dość świeży i takie oczywiste akcje jeszcze zbyt wczesne. Jens postanawia sam zając sobie swój czas, znajdując pracę w wesołym miasteczku. Podczas jazdy motocyklem, na jednym z przystanków poznaje Edora, który zafascynowany jest maszyną. 
Edor jest zagubiony, nie potrafi się pozbierać po śmierci mamy, za którą się obwinia, nie ma dobrego kontaktu z macochą, kłóci się z ojcem, nie radzi sobie w komunikacji z dziewczyną Beate i czuje się outsiderem w swojej paczce. Stopniowo między chłopcami zaczyna rodzić się coś więcej.

Steinholm świetnie opisała niepewność nastolatków, nieporadność w ich kontaktach, wątpliwości, zmartwienia. Naprzemienna narracja uwypukla różnice między chłopcami, którzy wywodzą się z całkiem różnych domów i borykają z zupełnie odmienną przeszłością. To wakacyjne uczucie pomaga obojgu odkryć, co dla nich ważne, zrozumieć siebie, własne motywy, a także pozycje względem innych. Przynależność do paczki przyjaciół jest sprawą bardzo ważną i tutaj autorka bardzo dobrze opisała napięcia i wzajemne relacje. 

Styl autorki jest bardzo lekki, zwyczajnie nie sposób oderwać się od lektury, co na pewno będzie dużym atutem dla nastolatków, którzy zdecydują się na tę książkę. 

Polecam za temat, świetne ujęcie, naturalność i autentyczność.

Moja ocena: 5/6

Monika Steinholm, Bliżej już się nie da, tł. Joanna Barbara Bernat, 240 str., Wydawnictwo dziwny pomysł 2021.