Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meksyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meksyk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2026

"Wściekłe suki" Dahlia de la Cerda



Dzięki mojemu klubowi książkowemu wreszcie sięgnęłam po ten zbiór opowiadań meksykańskiej autorki Dahli de la Cerdy i żałuję, że zrobiłam to tak późno! Jestem zachwycona tymi opowiadaniami, stylem, a przede wszystkim poruszanymi tematami. Autorka w dwunastu 12 opowieściach przedstawiła przeróżne kobiety. Są takie, które są nieprzyzwoicie bogate i bardzo biedne, ciemiężone i takie, które same są ciemiężycielkami, są kobiety bite, gwałcone, samotne, zaginione. Są kobiety mściwe i głęboko zranione.

Większość z tych tekstów napisana jest w formie opowieści, czyli bohaterki relacjonują swoje życie hipotetycznemu słuchaczowi lub słuchaczce, a czytelniczka ma wrażenie, że wraz z nimi przysłuchuje się tej opowieści. Autorka przywiązuje tu dużą wagę do dopasowania stylu do statusy społecznego i wykształcenia każdej z bohaterek.
Meksykanka sięga w swoim zbiorze po tematy bardzo aktualne dla Meksyku. Jest to aborcja, przemoc, narkobiznes, zaginięcia kobiet, morderstwa i gwałt. Co ciekawe, wiele z tych opowiadań łączy się ze sobą, pokazując perspektywę różnych osób na to samo wydarzenie, np. ofiary, jej przyjaciółki czy ochroniarki.

De la Cerde operuje dość potocznym językiem, ale bardzo celnym, świetnie wprowadzając czytelniczkę w narrację. Nie potrzebuje wielu stron, by opowiedzieć to, co ważne i by naszkicować dany problem. Te opowiadania są wprawdzie głęboko osadzone w meksykańskim społeczeństwie i tamtejszych realiach, ale mimo to nie brak im uniwersalizmu. To, co przydarza się ich bohaterkom może w większości zdarzyć się gdziekolwiek.
Interesujące jest to, że autorka nie skupia się tylko na najbiedniejszych kobietach, oddaje także głos tym uprzywilejowanym, córkom baronów narkotykowych, których życie także jest naznaczone przemocą.

Ostatnie opowiadanie pokazuje, jak wielka jest skala przemocy w Meksyku. Autorka pomiędzy wierszami wylicza i cytuje statystyki dotyczące zaginięć, morderstw, gwałtów. Wszystkiego tego, co dotyka Meksykanki.

To dość krótki zbiór, mimo to wywiera ogromne wrażenie. Niezwykle udany debiut!

Moja ocena: 6/6

Dahlia de la Cerda, Wściekłe suki, tł. Katarzyna Okrasko, 184 str., Wydawnictwo Filtry 2024.


piątek, 3 kwietnia 2026

"Puste domy" Brenda Navarro


Dwie matki, jedno dziecko. Pierwsza z nich ma niezłe życie, męża Hiszpana i niechcianą ciążę. Nagle też staje się matką dziewczynki, siostrzenicy męża. To on decyduje, że to właśnie oni będą najlepszą nową rodziną dla pół-sieroty. Ciąża jest trudna, bolesna, wymagająca, ale rodzi się piękne dziecko. Niestety nie bez problemów. Kobieta wchodzi w rolę matki, a gdy traci to dziecko, wpada w rozpacz. Druga kobieta pochodzi z nizin społecznych, jest zaradna, potrafi się utrzymać, na partnera wybiera jednak typowego macho, który nie chce dać jej córki. Wtedy bierze los w swoje ręce i staje się matką pięknego chłopca. Niestety nie bez problemów. 

Te stojące na dwóch różnych biegunach meksykańskiego społeczeństwa kobiety łączy wiele. Obie pogrążają się w rozpaczy – po stracie dziecka, obie mają nieudolnych partnerów. Na różny sposób, ale każdy z nich zostawia je samym sobie, oczekując zaangażowania, nie dając nic. Te bohaterki otoczone są całym szeregiem kobiet: matką, która nie kocha, babką, która traci córkę, dziewczynką, która traci matkę, matką, która traci syna. Dla żadnej z nich nie ma szczęśliwego wyjścia. Każda z nich zmaga się z poczuciem straty. 

Ważnym tematem jest też klasowość – dwie główne bohaterki pochodzą z bardzo odmiennych warstw społecznych, obie ocierają się o tę najbogatszą. Mężem pierwszej z nich jest Hiszpan, który w Meksyku jako emigrant ma znacznie wyższy status niż jego żona mogłaby kiedykolwiek uzyskać w jego ojczyźnie. Siostrzenica natomiast wprowadza do powieści element kataloński.  

Brenda Navarro w tej niewielkiej powieści poruszyła wiele tematów, równocześnie nie pozostawiając czytelniczki z poczuciem przeładowania. To rzadka sztuka i niezwykły kunszt literacki. Cała powieść jest bardzo spójna i autentyczna, zwraca także uwagę na bardzo aktualny w Meksyku problem uprowadzeń ludzi. 

Mnie zaskoczył także język Navarro – dosadny, dobitny, celny. Autorka świetnie na tej płaszczyźnie odmalowała różnice klasowe między bohaterkami, nomen omen, bezimiennymi. 

Świetna książka!

Moja ocena: 6/6

Brenda Navarro, Puste domy, tł. Agata Ostrowska, 160 str., ArtRage 2025.

piątek, 9 maja 2025

"Jedyna córka" Guadalupe Nettel


Alina i Laura przyjaźnią się od lat, obie są także pewne, że ich plan na życie nie obejmuje posiadania dzieci. W pewnym momencie Alina jednak zmienia zdanie, podczas gdy Laura obstaje przy swoich przekonaniach. To ona jest narratorką tej powieści i z jej perspektywy obserwujemy różne relacje rodzicielskie. Po pierwsze jest to macierzyństwo jej przyjaciółki, która skonfrontowana zostaje w ciąży z perspektywą urodzenia nieuleczalnie chorego dziecka. Jej sąsiadka natomiast boryka się z depresją i wychowaniem syna, który regularnie wpada w złość i zdecydowanie nie jest łatwym dzieckiem. Mamy też relację Laury z jej matką, która angażuje się w kolektywie kobiet. I wreszcie relacje ze świata zwierząt – Laura obserwuje ptaki, które na jej balkonie założyły gniazdo.

Nettel postawiła na pierwszoosobową, szczerą narrację. Laura jest świadoma, że jej decyzja nie jest popularna, a jej niechęć do dzieci może budzić opór, dlatego udaje jej się utrzymać relacje z kobietami, które są matkami. Kobieta ma w sobie zrozumienie, przyzwolenie na wiele sposobów życia i to jest clou tej powieści. Autorka bada i przedstawia różne podejście do macierzyństwa, ukazując jego trudne strony, niełatwe decyzje, a przede wszystkim decyzje niepopularne. Tu widać, że można żałować podjętych decyzji, że bycie matką to trudności, wysiłek, rozpacz, zmęczenie, zniechęcenie. Zarazem jednak nie ma melodramatu, klepania po plecach i tkliwości. 

To książka, która dotyka i porusza jakieś struny, niezależnie, czy się ma za sobą doświadczenie rodzicielstwa czy nie. Pokazała mi też, jak łatwo oceniamy czyjeś decyzje (bo wiele było dla mnie niezrozumiałych) i jak mądrze potrafiła się zachować Alina. Dlatego w pierwszej lini to rzecz o relacjach, o wsparciu, o byciu dla innych, o czynach, które pomagają, a nie o słowach, które ranią. 
Polecam. W Polsce powieść ukazała się pod tytułem "Jedyna córka", w przekładzie Barbary Bardadyn, w wydawnictwie Bo.wiem.

Moja ocena: 5/6

Guadalupe Nettel, Die Tochter, tł. Michaela Meßner, 280 str., Luchterhand Literaturverlag 2025.

piątek, 13 września 2024

"Tańczymy już tylko w Zaduszki" Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Hawranek i Opryszek przekonali mnie lata temu swoją książką o Urugwaju. Satysfakcja z tej lektury skłoniła mnie do sięgnięcia po ich zbiór reportaży z Ameryki Łacińskiej. Autorzy zabierają czytelniczkę do Kolumbii (cztery razy), Peru (również cztery razy), Meksyku, Ekwadoru (dwa razy), Boliwii, Wenezueli, Brazylii i Paragwaju, wybierając tematy chwytliwe, kontrowersyjne, dla osoby nie znające tego regionu być może zaskakujące lub nieznane. 

Piszą więc o peruwiańskich nielegalnych kopalniach, młodocianych prostytutkach, o przesądach i wróżbach, o protestach na wenezuelskich ulicach, o mieście Gabriela Garcii Marqueza, o regionie dotkniętym demencją, o sekcie, która stawia na ayahuaskę, o odległych wioskach w górach, o zbieraczach lodu w Andach, o niemieckiej kolonii w Paragwaju itd., itp. Wiele tu ciekawostek i zaskakujących faktów – mimo że interesuję się tym regionem, nie o wszystkim wiedziałam. Autorzy potrafią pisać, ich reportaże są potoczyste, czyta się je błyskawicznie. Dbają o detale, wplatają mimochodem opisy ludzi czy otoczenia, żonglują między własnymi spostrzeżeniami, a wypowiedziami mieszkańców danego regionu czy miasta. W moim odczuciu ta książka spełniła swój cel, pokazała mi światy, których nie znam. Mam jednak pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim językowe – nie podoba mi się częste używanie określeń Indianin i Indianka i to w kontekście, gdy nie są potrzebne, a wręcz oceniające. Wyłapałam też kilka błędów językowych. 

Można temu zbiorowi zarzucić niewielki kontekst, zawężone spojrzenie, tendencyjny wybór tematów, ja jednak nie do końca się z tym zgadzam. Koncepcja tej książki – wybór z wielu krajów –nie pozwala na pogłębienie tematów i naświetlenie wszystkich perspektyw. Ja ją widzę jako opis jednostkowego doświadczenia Marii Hawranek i Szymona Opryszka, którzy dane miejsce odwiedzili, porozmawiali z ludźmi, sami spróbowali swoich sił przy pracy czy innym eksperymencie. To perspektywa polska i subiektywna, która zapewne z założenia wyklucza pogłębione badania całkowitej sytuacji politycznej i społecznej danego kraju. Widzę tę książkę jako przyczynek do dalszych, własnych poszukiwań i badań, jako ciekawą lekturę, która może być wstępem do pasji, podróży, choćby książkowej.

Moja ocena: 5/6

Maria Hawranek, Szymon Opryszek, Tańczymy już tylko w Zaduszki, 287 str., Wydawnictwo Znak 2016.

niedziela, 16 czerwca 2024

"Czas huraganów" Fernanda Melchor

 


La Matosa – prowincjonalne miasteczko w Meksyku, w którym ton nadaje bieda, brak perspektyw, brutalność i lęk. To tam banda dzieciaków odkrywa w rzece rozkładające się ciało Wiedźmy. W kolejnych rozdziałach Melchior będzie odkrywać warstwa po warstwie życie w mieście i poszukiwać mordercy Wiedźmy.

Okaże się, że Wiedźma była ratunkiem kobiet, zwłaszcza tych w niechcianej ciąży, i postrachem mężczyzn, zwłaszcza tych, którzy ukrywają swój homoseksualizm. W La Matosie żyje się z dnia na dzień, zarabia na podstawowe potrzeby, poza tym pije, ćpa i uprawia seks, a czasem morduje, bije i gwałci. Tu nie ma miejsca na czułość, oznakę miłości czy jakiegokolwiek pozytywnego uczucia, nie ma niczego poza kłótnią, nienawiścią i rozpaczą. Matki wyzywają dzieci, dzieci rodzeństwo, mężczyźni kobiety, kobiety mężczyzn. Zaufania i wsparcia nie można odnaleźć także u jakichkolwiek służb, które są skorumpowane i w ogóle nie są zainteresowane pomocą komukolwiek, czy to będzie szpital, opieka społeczna czy policja.

Melchor szkicuje ten świat bez perspektyw w bardzo specyficzny sposób. Jej narracja jest pospieszna, pędzi w długich zdaniach, których nie sposób przerwać. Te zdania to gorączkowe słowa, wulgaryzmy, wyzwiska, epitety. Nie ma tu wyróżnionych dialogów, nie ma zabiegów ułatwiających czytanie, mimo to nie sposób odłożyć tę książkę, co więcej, nie sposób nabrać powietrza i odetchnąć. Czytelniczka czuje się wręcz zmuszona, by podążać z autorką i zagłębiać się w świecie La Matosy. To podróż bardzo ciężka, przypomina zatapianie się w bagnie. To podróż bez nadziei, bez perspektyw i bez jakiejkolwiek szansy na poprawę lub zmianę losu. To beznadzieja wyuczona, ciągnąca się przez lata, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Czas huraganów to jednak nie tylko powieść o braku perspektyw i dorastaniu w najmniej uprzywilejowanym środowisku, jakie można sobie wyobrazić. To także powieść o przejmującym lęku i wstydzie. Lęku przed tym, że ktoś odkryje prawdziwą seksualność, lęku przed wyrwaniem się z wyuczonych schematów, lęku przed staniem się pośmiewiskiem. Wstyd obejmuje podobne kwestie – wstyd wykorzystywanego dziecka, wstyd homoseksualisty ukrywającego swoją tożsamość, wstyd kobiet za mężczyzn nieudaczników, wstyd noszony do kościoła, obmodlony i przemilczany. 

Melchor pisze wprawdzie o meksykańskiej mieścinie, ale jej powieść zdaje się być uniwersalna. Taka La Matosa może istnieć wszędzie, na każdym kontynencie. Czytanie o ludzkiej słabości i niemocy jest bardzo przygnębiające, ale Melchor robi to w tak mistrzowski sposób, że naprawdę bardzo warto.

Moja ocena: 5/6

Fernanda Melchor, Czas huraganów, tł. Katarzyna Sosnowska, 280 str., Wydawnictwo Mova 2021.

niedziela, 11 czerwca 2023

"To nie jest Miami" Fernanda Melchor


Fernanda Melchor opisała swoją książkę jako spis historii, które się wydarzyły. Bez pretensji do stworzenia reportażu. Ja odbieram to jako kokieterię, bo wiele z zawartych tu opowieści bardzo się w tehn gatunek wpisuje.

Melchor zabiera nas do Meksyku, a konkretnie do stanu Veracruz, ukazując istotę życia w tym państwie. Snując swoje historie, odkrywa esencję meksykańskiej duszy, nakreśla to, co porusza Meksykanki i Meksykanów, bada mentalność swoich krajan. Każdy rozdział to inny świat, inna historia i inna problematyka. Melchor obraca się wokół narkobiznesu, porwań, morderstw, uchodźców, biedy, fanatycznej religijności itd. To nie jest Meksyk, jaki znają turyści, a brutalny świat, w którym każdy walczy o przetrwanie i swoje miejsce. 

Kolejne rozdziały czyta się jak powieść, Melchor uwodzi swoim stylem, zmysłem obserwacji. Co ważne nie upiększa, ale też nie stawia na sensacyjność i gloryfikację tego co złe. Pisze tak, że kupiłam jej historie od pierwszej strony. Oczywiście nie każda zostanie ze mną, ale opowieść o królowej karnawału, która poćwiartowała swoje dzieci czy o dziewczynie opętanej przez diabła to majstersztyki, które trudno wyrzucić z pamięci. Bardzo trafił do mnie także tytułowy tekst, który idealnie opisuje los uchodźców, szukających mitycznego Miami. Niestety Meksyk Miami nie jest, ani rajem, czego dowodzi Fernanda Melchor.

Moja ocena: 4,5/6

Fernanda Melchor, To nie jest Miami, tł. Tomasz Pindel, czyt. Anna Ryźlak, 180 str., Wydawnictwo ArtRage 2023.

piątek, 28 stycznia 2022

"Archiwum zagubionych dzieci" Valeria Luiselli

 


Przed lekturą unikam czytania recenzji i blurbów, ale siłą rzeczy obiło mi się o uszy, że to książka o uchodźcach. Spodziewałam się więc reportażu skupiającego się na dzieciach przybywających do USA z krajów położonych na południe od tego państwa. Nic bardziej mylnego! Archiwum zagubionych dzieci to powieść - wielowarstwowa, napisana pięknym i różnorodnym językiem. Powieść, która uwodzi i zwodzi. Powieść pięknie przetłumaczona. I powieść, którą można odczytywać na wiele sposobów i na wielu płaszczyznach, o czym przekonałam się podczas ostatniego klubu książkowego Wydawnictwa Pauza. 

Powieść Luiselli ma wiele znamion reportażu, to jednak głęboko przemyślana powieść, która obejmuje także płaszczyznę graficzną i fotograficzną oraz zawiera w sobie dziesiątki odwołań do innych książek i tekstów. Autorka opowiada o szczególnej rodzinie. To rodzina patchworkowa, rodzice poznali się podczas wspólnej pracy przy nagrywaniu odgłosów Nowego Jorku. Teraz z dwójką dzieci wyruszają na południe - ojciec będzie pracował nad swoim projektem o Apaczach, mama na swoim o dzieciach przekraczających nielegalnie granicę, a przy okazji chce odszukać córki znajomej, które w ten sposób przybyły do USA i zaginęły. 
Road trip rodziny będzie trwał długo - wypełnią go rozmowy z dziećmi, wspólne słuchanie muzyki i audiobooków, czytanie książek i poznawanie nowych miejsc. Nie będzie podczas niego jednak bliskości między rodzicami. Ta podróż to obraz rozkładu tego związku. Luiselli bardzo delikatnie poddaje tropy, pokazując jak stopniowo partnerzy oddalają się od siebie. To także opowieść o tym, jak dzieci na swój sposób rozumieją wydarzenia, o których opowiadają rodzice, kanalizując swoje przemyślenia przez zabawę, a także jak bardzo odczuwają fakt, że w związku rodziców coś nie gra.
To wreszcie powieść o tytułowych zaginionych dzieciach - o tragedii tysięcy dzieci, które przekraczają same granice i giną na pustyni. Luiselli zbliżyła się do tego tematu z ogromnym wyczuciem i empatią.

To książka, która wymaga wielokrotnej lektury, by odkryć jej wieloznaczeniowość, doszukać się wszystkich nawiązań, smaczków i podtekstów. Przyznam, że ogromnie zaskoczyło mnie jej zakończenie, choć już sama lektura dostarczyła mi wielu zaskoczeń - przede wszystkim w warstwie formalnej. Widać, że autorka dogłębnie przemyślała każdy aspekt swojego utworu. Archiwum stymuluje, haczy, zmusza do rozważań, nie pozostawia obojętnym.

Moja ocena: 5/6

Valeria Luiselli, Archiwum zagubionych dzieci, tł. Jerzy Kozłowski, 528 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

wtorek, 23 listopada 2021

"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady

 


Już dość dawno temu poznawałam literaturę wszystkich krajów Ameryki Południowej, co nie oznacza oczywiście, że nadal nie sięgam chętnie po książki z tego kontynentu. Dziobak literatury jest pierwszą pozycją, na którą się zdecydowałam w ramach programu czytaj.pl. Reportaż zawsze jest dla mnie świetnym sposobem na poznawanie innych światów, spojrzeniem na wycinek życia innych ludzi w innym mikrokosmosie. Największą siłą tej książki nie są jednak same reportaże, dzięki którym czytelnik ma okazję na chwilę wskoczyć do Peru, Urugwaju, Wenezueli, Meksyku czy Chile, ale wprowadzenie i komentarze Beaty Szady. Szady umiejscawia te teksty w kontekście kulturowym i społecznym. Dostajemy więc sporą dawkę wiedzy na temat południowoamerykańskiego reportażu w ogóle. Szady szkicuje okoliczności powstania, rozwój i charakterystykę, tłumacząc przy okazji tytułowe określenie tej formy literackiej. 

O ile sam wstęp stawia na informacje dość ogólne, to przed każdy reportażem redaktorka wprowadza czytelnika w konkretny temat, ale także nakreśla portret autora. Tak dogłębne umiejscowienie tekstów w wielu kontekstach pozwala czytelni(cz)kom szybciej i płynniej zagłębić się w tekst i naturalnie dużo lepiej go zrozumieć. 

Same reportaże są różne, poruszają tematy bardzo odmienne i odzwierciedlają styl poszczególnych autorów. Na pewno każdy czytelnik czy czytelniczka inaczej je odbierze i wyselekcjonuje te, które poruszyły go/ją najbardziej. Nie powiem, że teksty są nierówne, bo trudne je porównywać, a także oceniać zdolności literackie poszczególnych autorów. Tu zdecydują upodobania, zainteresowanie danym tematem czy krajem. Szady dobrała te teksty tak, by ukazać tematy poważne, ale i błahe, a nawet humorystyczne. Tym sposobem będzie tu lekki tekst o ostatnim Hitlerze Urugwaju, który przemyca mnóstwo wiedzy na temat socjologii tego kraju, a równocześnie jest pełną dowcipu ciekawostką. W podobnym tonie utrzymany jest reportaż o narodowym napoju Pery, czyli Inca Koli czy ten o mieście bliźniąt w Brazylii.

O wiele cięższy kaliber mają teksty o życiu w Caracas w 2018 roku - reportaż długi, poruszający i przerażająco smutny. Podobnie jest z tekstem o zamachu na minibus w Salwadorze, w którym spłonęło lub zostało poważnie rannych wielu pasażerów. 

Interesującą ciekawostką są reportaże o bibliotece Pinocheta czy o dentyście Garcii Marqueza. Pozornie błahe opowieści są przyczynkiem do ukazania szerszej perspektywy. Przykładem reportażu portretowego jest natomiast tekst o urugwajskiej poetce Idei Vilarino. 

Przekrojowość tej książki pozwala na pierwsze zanurzenie się w świecie południowoamerykańskiego reportażu, ale też daje ochotę na więcej. Mam nadzieję, że powstanie kolejny tom, koniecznie z wprowadzeniem i komentarzami Beaty Szady.

Moja ocena: 5/6

Beata Szady, Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie, tł. Dagmara Luboń, Tomasz Pindel, Radosław Powęska, Nina Pluta, Katarzyna Sosnowska, Jerzy Wołk-Łaniewski, Zuzanna Jaegermann, Beata Szady, Justyna Garyga, Bogumiła Lisocka-Jaegermann, Marta Szafrańska-Brandt, 312 str., Dowody na Istnienie 2021.

niedziela, 24 marca 2019

"Labirynt samotności" Octavio Paz


Spotkanie z Octaviem Pazem niestety nie należy do udanych. Wybrałam jego esej, ponieważ nie jestem wielbicielką poezji, ale niestety nie byłam w stanie przeczytać tej książki do końca.

Paz skupia się na charakterystyce Meksykanina - jego cech, sposobu bycia, zachowania na emigracji. Noblista drobiazgowo opisuje przeróżne typy Meksykanów, ich wspólne cechy, motywy działania, przyczyny takich, a nie innych zachowań. Wiele miejsca poświęca typowo meksykańskim świętom, sposobom ich obchodzenia, znaczeniu dla meksykańskiej kultury. Swoje rozważania popiera historią, głębokimi studiami socjologicznymi i antropologicznymi, świetnie rozpisuje swoje argumenty - to nie są słowa rzucane na wiatr czy podejrzenia, to solidnie przemyślane kwestie. Co ciekawe tytułowa samotność jest według Paza podstawą kultury meksykańskiej. 

Dla osób zainteresowanych Meksykiem czy chociażby Ameryką Środkową to zapewne niezwykle ciekawa lektura. Potrafię sobie wyobrazić, że gdyby ten esej traktował np. o Portugalczykach, pochłonęłabym go z wielką ciekawością. Niestety nie miałam dotychczas kontaktu z żadnymi Meksykanami i zapewne z tego powodu nie potrafiłam rozsmakować się w wywodach noblisty. 

Podsumowując, niestety nie byłam w stanie dokończyć lektury tej książki, którą czytałam wspólnie z autorką blogu Jeden Akapit. Spróbuję jednak sięgnąć po poezję Paza, żeby móc ze spokojnym sumieniem potwierdzić, że zapoznałam się z tym noblistą w pełni.

Moja ocena: 2/6

Octavio Paz, Das Labyrinth der Einsamkeit, tł. Carl Heupel, 220 str., Suhrkamp Verlag 1990.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

"Przepiórki w płatkach róży" Laura Esquivel


Książkę podsunęła mi znajoma z DKK, inaczej pewnie bym nigdy po nią nie sięgnęła, raczej nie jestem grupą docelową dla historii miłosnych. I faktycznie nie zostanę fanką tej powieści, aczkolwiek jest to całkiem przyjemna i ciekawe skoncypowana lektura. 

Esquivel stworzyła powieść pulsującą od emocji, zmysłową, pełną zapachów i smaków - prawdziwą ucztę dla zmysłów. Akcja rozgrywa się na meksykańskiej hacjendzie prowadzonej żelazną ręką przez Mamę Elenę. Jej trzy córki całkowicie znajdują się w jej władzy, najbardziej jednak cierpi najmłodsza, która według rodzinnej tradycji jest skazana na opiekę nad matką do jej śmierci. Tita cierpi, ale jak siostry poddaje się woli rodzicielki. Skrycie kocha nadal Pedra, który żeni się z jej najstarszą siostrą. Emocje, uczucia i zmysłowość realizowane są tu w kuchni - wychowana w tym miejscu Tita (matka nie miała mleka) uwielbia gotować i ta czynność nadaje jej życiu sens. 

Każdy rozdział powieści oznaczony jest innym miesiącem i rozpoczyna się innym przepisem, aczkolwiek te miesiące wydają się nie korelować z czasem akcji. Umieszczenie jednak przepisów jest bardzo ciekawym zabiegiem, ponieważ przygotowywanie każdego dania ściśle powiązane jest z akcją, a jedzenie tej potrawy wywołuje u smakoszy różne doznania emocjonalne. 

Sama akcja powieści odgrywa rolę podrzędną - to bardziej książka o uczuciach. Surowości, oziębłości, zemście, przyjaźni i miłości. Mnie jednak najbardziej uwiodły kulisy - wojna meksykańsko-amerykańska, życie na hacjendzie (choć właściwie nie wiadomo z czego kobiety żyją?), sposoby leczenia i wychowania. Mniej ciekawiły mnie opisy przyrządzania potraw, bo niemal wszystkie kręciły się wokół zabijania, skubania, ćwiartowania zwierząt, co samo w sobie mnie odstręcza, a w sumie ani jedna z opisanych potraw nie wywołała we mnie ślinotoku.

Cieszę się jednak, że przeczytałam tę książkę, bo jej odmienna konstrukcja była dla mnie nowością, poza tym nie często czytam książki z Meksyku, no i miałam znowu okazję czytać po angielsku.

Moja ocena: 4/6

Laura Esquivel, Like water for chocolate, tł. Carol Christensen i Thomas Christensen, 222 str., Blak Swan 1993.

sobota, 29 czerwca 2013

"Minigeschichten aus Lateinamerika"



Ostatnio przeczytane opowiadania południowoamerykańskie okazały się być całkiem dobrym sposobem na szybkie zapoznanie się z prozą wielu pisarzy. Po krótkich poszukiwaniach odkryłam podobny zbiór, którego tytuł obiecywał krótkie opowiadania pisarzy z Ameryki Łacińskiej. 

Zamieszczono tu utwory autorów z Meksyku, Gwatemali, Chile, Argentyny, Peru, Kolumbii, Urugwaju, Boliwii, Kuby, Wenezueli, Panamy, Hondurasu i El Salwadoru. 
Niestety teksty zamieszczone w tej książce są bardzo krótkie, czasem to tylko kilka zdań, wyjątków z innych utworów. Wiele z nich zaskoczyło mnie ciekawą pointą, interesującym spojrzeniem na problem, ciekawym językiem ale trudno mi wypowiedzieć się na temat prozy ujętych w książce autorów. 

Traktuję tę pozycję jako inspirację do dalszych poszukiwań, skrupulatnie wynotowałam nazwiska i tytuły interesujących mnie autorów i planuję dalej eksplorować literacki krajobraz Ameryki Południowej.

Bez oceny.

Erica Engeler, Minificciones, Minigeschichten aus Lateinamerika, 135 str., dtV 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

czwartek, 7 stycznia 2010

"Pieśń ślepców" Carlos Fuentes

Ta niewielkich rozmiarów książeczka zawiera siedem opowiadań Fuentesa. I mimo że większość z nich bardzo mi się podobała, trudno mi zebrać myśli i je zrecenzować.

Fuentes bierze na warsztat stosunki międzyludzkie, opisuje zawikłane związki, pokazując ich drugie dno. Na pozór jasne sprawy, okazują się być zupłnie inne. Brzmi strasznie banalnie, ale tak opowiadania Fuentesa odebrałam. Nie sposób jednak przybliżyć treść bez zdradzenia puenty.

Mamy więc przykładne małżeństwo, które co niedziela chadza na wymuszone obiady do rodziców żony, gdy tymczasem męża łączy coś więcej z teściową. Poznajemy chłopca, wychowywanego przez "rozpustnego" dziadka, żyjącego z młodzą od siebie kobietą, którego postanawiają zaprowadzić na dobrą drogę pobożne ciotki. W ostatnim, najciekawszym opowiadaniu Fuentes ukazuje zahukaną starą pannę, która wybiera się na pierwszy w życiu urlop - rejs statkiem. Na statku poznaje wielką miłość i podczas jednego z postojów bierze ślub. Niestety nie wszystko jest takie, jakim to widzi bohaterka.

Fuentes demaskuje na pozór pobożne, przykładne związki. Ukazuje zgniliznę, skrzętnie chowane tajemnice i obłudę bohaterów.
Nie znam innych utworów Fuentesa ale myślę, że warto zacząć przygodę z tym pisarzem od tych krótkich form. Dają apetyt na więcej:)

Moja ocena: 4/6

Carlos Fuentes, Pieśń ślepców, tł. Kalina Wojciechowska, 245 str., Czytelnik.