Słowa Tazmamart długo nie zapomnę. Nie zapomnę jego straszliwej aury, porażającego znaczenia, towarzyszącej mu dusznej atmosfery. Tazmamart to marokańskie więzienie. Nie, nie więzienie. Twierdza, dziura, ciemnica, grób.
W nim umieszczono Salima i jego towarzyszy. Dożywotni pobyt w tym miejscu jest karą za pucz w pałacu króla Hassana II. Pucz niezaplanowany przez nich, do pałacu jechali nieświadomi zamiarów dowódców. Po dwuletnim pobycie w więzieniu, zostają przewiezieni do Tazmamart, gdzie wegetują bez światła, godnego pożywienia, bez kontaktu z bliskimi, wśród robactwa i skorpionów, bliscy obłędu.
Powieść Tahara Ben Jelloun opiera się na autentycznej relacji jednego z więźniów, który przeżył osiemnaście lat w Tazmamart. Salim opisuje szczegółowo życie w celi - organizację dnia, role, jakie przejęli poszczególni więźniowie, np. liczenie upływu czasu, nauka Koranu, języków, opowiadanie powieści. Oczyma Salima obserwujemy zachowanie współtowarzyszy, ich umieranie i wpadanie w obłęd. Salim opisuje każdego z nich, ich sposoby na przetrwanie, charaktery, umiejętności.
Najwięcej miejsca zajmują jednak myśli Salima. Czytelnik dowiaduje się jak wypracowuje sobie swoje sposoby na przetrwanie, jak zajmuje myśli, pogrąża się w swoistej medytacji, recytacji Koranu, modlitwie i wspomnieniach. Dzięki nim poznajemy jego przeszłość, rodzinę i życie przed uwięzieniem.
Jeśli myślicie, że "To oślepiające, nieobecne światło" to powieść napisana surowym, dosadnym językiem, to się mylicie. Od pierwszych stron z kart książki aż bucha od poetyckich porównań. Dla mnie to był szok, że tak kolokwialnie się wyrażę. Spodziewałam się niemal reporterskiej relacji, porażającej w swojej prostocie, a dostałam delikatny, poetycki język, którym autor oddał jedne z najmroczniejszych, najtragiczniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać.
Lektura obowiązkowa!
Moja ocena: 6/6
Tahar Ben Jelloun, Das Schweigen des Lichts, tł. Christiane Kayser, 256 str., BvT 2007.