Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malezja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 maja 2012

"Bambus läßt sich nicht brechen" Rüdiger Siebert



Zbiór Sieberta zawiera jakiego reportaże publikowane już wcześniej w niemieckiej prasie. Pisane w latach osiemdziesiątych teksty zostały na cele tego zbioru ponownie opracowane. Autor kładzie szczególny nacisk na zmiany społeczno-gospodarcze oraz warunki życia najbiedniejszych obywateli na Filipinach, w Indonezji, Malezji i Tajlandii. Dodać należy, że książka powstała we współpracy z organizacją terre des hommes, która wspiera dzieci żyjące w ciężkich warunkach.

Podczas lektury należy pamiętać, że Siebert pisał swoje reportaże około trzydzieści lat temu. Kraje Azji Południowo-Wschodniej rozwijają się tak szybko, że wiele z uwag autora nie ma już przełożenia na rzeczywistość. Jednocześnie zaskakująco wiele spostrzeżeń jest uniwersalnych, jak na przykład informacje historyczne, zarys rozwoju danego kraju czy stosunki społeczne. Każdy z krajów zaciekawia swoim indywidualnym rysem.

Pierwsza część książki poświęcona jest Filipinom, rządzonym przez Ferdinanda Marcosa. Siebert koncentruje się między innymi na kwestii zamieszek między ludnością chrześcijańską i muzułmańską na Mindanao - z jednej strony opisuje niewyjaśnione zniknięcia ludzi, samowolkę armii, a z drugiej strony zwykłych ludzi, ich codzienne problemy, dzień dziewczyny pomagającej najbiedniejszym. Niektóre z reportaży to krótkie impresje - autor obserwuje beztrosko śmiejące się dzieci czy walkę kogutów. Bardzo podobała mi się historia podróży zdezelowanym busem po niebezpiecznej drodze, podczas której podróżujący cudem uniknęli wypadku, mimo to jednak ze stoickim spokojem obserwowali poczynania kierowcy, który za pomocą zardzewiałego gwoździa naprawił autobus oraz ruszyli z nim dalej. Nie wątpię, iż dla autora była to jedna z najbardziej stresujących podróży w życiu. Nie brak w zbiorze także spostrzeżeń na temat najważniejszego środka lokomocji na Filipinach czyli jeepney. Te fantazyjnie ozdobione i polakierowane przerobione jeepy służą Filipińczykom nie tylko w Manilii, ale także na innych wyspach. Najsmutniejsze reportaże opowiadają o życiu dzieci w slumsach - dzieci, które wykonują ciężką pracę przekopując śmietniska w poszukiwaniu zdatnych do użytku przedmiotów; dzieci, które na śmietnisku się urodziły i w ciągu całego życia nie widziały niczego innego.

Indonezja jest mi krajem mało znanym. Podczas lektury nie mogłam w duchu kiwać głową, potwierdzając spostrzeżenia autora lub rozpoznając opisywane miejsca. Siebert analizuje sytuację zaopatrzenia kraju w ryż - opisuje rozwój gospodarki i eksplozję urbanizacyjną w Jakarcie, nie pomija skutków nieprzemyślanego rozrostu miasta. Świetny jest reportaż o roli bambusa w życiu codziennym Azjatów. Ta niewiarygodna roślina jest wykorzystywana (podobnie jak palmy kokosowe) na wszystkie możliwe sposoby. 

Tylko jeden reportaż poświęcony jest Singapurowi. Z ciekawością przeczytałam (znaną mi już wprawdzie) historię powstania tego niewielkiego państwa. Siebert opisuje ówczesny boom budowlany w Singapurze - już wtedy zaskoczony był stopniem rozwoju tego tygrysa Azji Południowo-Wschodniej. Czytelnik jednak uśmiechnie się, wiedząc jak dalece Singapur zmienił się w ciągu ostatnich trzydziestu lat.

Kolejna część poświęcona jest Malezji z chińską mniejszością (a czasami nawet większością), jej kolonialną przeszłością (vide cmentarz w Penang) i z dawno minionymi problemami - wszak Kuala Lumpur to metropolia high-tec. Siebert zwraca uwagę na brak wiedzy o ochronie środowiska - wycinanie lasów, niekontrolowane wydobywanie miedzi na zboczach największego szczytu Azji Południowo-Wschodniej Mount Kinabalu czy niezwykle nieprzyjazne środowisku kopalnie cyny.

I wreszcie Tajlandia. Jeden z reportaży zaskakuje aktualnością - problem powodzi w Bangkoku nie jest nowy. Od lat mieszkańcy borykają się ze skutkami likwidacji kanałów. Siebert ponownie obraca się wśród podobnej gamy tematów - wykorzystanie dzieci jako siła robocza, bieda rolników uprawiających ryż, rozwój miast kosztem natury oraz napływ taniej siły roboczej ze wsi. Rolnicy, którzy porzucają swoje domostwa i uprawę roli, skuszeni szybkim zarobkiem na licznych budowach w Bangkoku, szybko pozostają bez środków do życia i lądują w slamsach.

Pomimo pewnej jednostronności tematyki dobrze czyta się reportaże Sieberta. Autor potrafi uchwycić chwile, umiejętnie podsumować swoje obserwacje oraz dobrze przedstawić przyczyny opisywanych fenomenów i procesów społecznych. Z przyjemnością czytałam o miejscach mi znanych ale  zdecydowanie wolałabym by teksty były bardziej aktualne.

Moja ocena: 4/6

Rüdiger Siebert, Bambus läßt sich nicht brechen, 215 str., Arena Verlag1986.

czwartek, 10 grudnia 2009

"Faktoria jedwabu" Tash Aw


Uff, przebrnęłam. Tak, przebrnęłam. Gdyby nie pochlebne słowa Doris Lessing, wydrukowane na obwolucie, gdyby nie miejsce akcji, mieszczące się w Malezji i gdyby nie pozytywna recenzja Zosika, to pewnie porzuciłabym lekturę jeszcze przed połową.

"Faktoria jedwabiu" to debiutancka powieść młodego Malezyjczyka - właściwie powieść całkiem interesująca ale mnie jednak trochę rozczarowała. Tash Aw nie potrafił zainteresować mnie do tego stopnia, by żal było mi odkładać książkę. Raczej musiałam motywować się do ukończenia lektury.
Autor opisuje życie Johhny'ego - wioskowego spryciarza i samouka, komunisty i karierowicza, widziane oczyma jego syna, żony i najlepszego przyjaciela. Każdy z narratorów pokazuje nam zupełnie inną postać. Johnny jako ojciec to niemal rzezimieszek, spekulant, typ spod ciemnej gwiazdy. Syn odziera legendarną wśród mieszkańców Malezji postać ze wszelkich pozytywnych cech. Właśnie ten pierwszy nagatywny obraz bohatera, naszkicowany przez jego syna, rzutuje na odbiór całej książki.
Snow, piękna żona Johnny'ego, przedstawia bowiem już zupełnie inną postać. Johnny, pochodzący z zupełnie innej warstwy społecznej, fascynuje i pociąga ją. I mimo, że krótka fascynacja zamiera, Snow pozytywnie wyraża się o swoim mężu.
I w końcu najlepszy przyjaciel - Anglik Peter - opisuje losy Johnny'ego. Jednak w tej ostatniej części, Johnny schodzi nieco na drugi plan. Najistotniejsza staje się wyprawa na wyspy Siedem Dziewic, w której udział wzięli właśnie Johnny, Snow, Peter, tajemniczy Japończyk oraz Honey - angielski właściciel kopalni. Wyprawa pełna jest niedmówień i tajemniczych wydarzeń, a autor pozostawia czytelnikowi wiele miejsca na spekulacje.
Każdy z narratorów opisuje te same wydarzenia, naturalnie z innego punktu widzenia, i dopiero Peter dopełnia ten obraz, tłumacząc niejasne sytuacje i kompletując obraz bohaterów. Właśnie ta ostatnia część najbardziej mnie zainteresowała. Peter, mieszkający w domu starców, nie tyle wspomina dawne wydarzenia, co ukazuje Malezję, widzianą oczyma kolonisty. Kolonisty zafayscynowanego Azją - dla mnie to jeden z najciekawyszch aspektów książki. Z każdej strony starałam się wysupłać informacje dotyczące ówczesnej Malezji, jej mieszkańców i przemian, zachodzących w kraju.
Peter, zapalony botanik, dodatkowo wzbogaca swoją opowieść mnóstwem informacji o azjatyckiej florze, jako że podjął się zaprojektowania ogrodu w domu starców.

Nie przekonał mnie język powieści - nie mogę autorowi nic zarzucić, zabrakło mi jednak lekkości pióra na kartach książki. Za to zachwyciła mnie struktura powieści - każdy z trzech narratorów inaczej opowiada, każdy z nich inaczej spogląda na te same wydarzenia. Kolejni narratorzy uzupełniają opowieść, ukazując jej różne aspekty. Wszak dla każdego z nich coś innego spełnia największą rolę. Za to wielkie brawa dla autora! Ciekawa jestem jak Tash Aw spisał się w swojej drugiej powieści i niewykluczone, że mimo mojego sceptyzmu po nią sięgnę.

Tash Aw, Die Seidenmanufaktur Zur schönen Harmonie, tł. Pociao i Roberto de Hollanda, 446 str., rowohlt.

piątek, 25 września 2009

"Matka ryżu" Rani Manicka


Z respektem spoglądałam na powieść malezyjskiej autorki - ponad pięćset stron drobnym drukiem odstraszało mnie od tygodni.
Wzięłam ją ze sobą na urlop, ale i tu musiała poczekać na swój czas. Jaka szkoda, że nie sięgnęłam po nią wcześniej!! Bardzo mi się podobała!
Manicka opowiada historię pewnej rodziny. Poznajemy na początku jej centralną postać - Lakshmi. Dziewczyna mieszka na Cejlonie, gdzie wraz z matką
spędza szczęśliwe dzieciństwo. W wikeu czternastu lat wychodzi za mąż za wdowca, źyjącgo w Malezji. Rezolutna dziewczyna od razu odkrywa, że jej matka
została oszukana i jej mąż nie jest tą osobą, której się spodziewała. Lakshmi nie poddaje się rozpaczy, bierze los w swoje ręce i z zapałem zabiera się do urządzania
ubogiej chatki. Manicka opisuje życie Lakshmi, jej dzieci, wnuków i prawnuczki. Nie brzmi to spektakularnie, a jednak powieść niesamowicie wciąga. Myślę, że zawdzięcza to po części swojej konstrukcji. Manicka pozwala opowiadać historię rodziny jej poszczególnym członkom. Każda relacja utrzymana jest w formie wspomnień, co pozwala snuć domysły na temat zakończenia powieści. Najwięcej relacji pochodzi od Lakshmi, ale później przeplatają je opowieści jej dzieci, wnuków. Manicka pozwala powtarzać niektóre wydarzenia, tak że czytelnik otrzymuje opisy z różnych punktów widzenia. Moim zdaniem to najciekawszy aspekt powieści.
W tle zawikłanej historii rodziny, poznajemy również wydarzenia ówczesnej Malezji. Lakshmi przybywa do kraju z początkiem lat trzydziestych XX wieku - kraju tradycyjnego, porośniętego dżunglą, kraju, w których współźyje ze sobą wiele narodowości. Najbardziej poruszające są opisy II wojny światowej i okrutnej inwazji japońskiej. Dla mnie wszystkie te fakty były szalenie ciekawe, zwłaszcza, że Malezję bardzo chętnie odwiedzam, a Kuala Lumpur należy do jednych z moich ulubionych miast.
Jednym słowem polecam!

Rani Manicka, Töchter des Monsuns, tł. Anke Caroline Burger, 512 str., Fischer.