Już za chwile Wielkanoc- czyli wiosna w pełni- w prawdzie na paznokciach powinny wylądować jakieś pisanki, zajączki, kurczaczki- ja jednak postawiłam na wiosenny, kwiecisty akcent z Orly w roli głównej.
Jaki lakier robi ostatnio furorę na blogach? Chyba odpowiedź jest całkiem jasna- Key Lime Twist od Orly!
Gdy nosiłam ten lakier na paznokciach za oknem była burza, potwornie lało i nie było żadnej nadziei na prawdziwe promienie słoneczne- jedynie mogłam się grzać w świetle bijącym od moich paznokci.
Na neony zachorowałam gdy zobaczyłam u B. lakier Orly-Glowstick. Gdyby nie fakt że na chwilę obecną szkoda mi wydać ponad 30zł na tamtą buteleczkę na pewno była by moja- niestety nie jest, a ja musiałam poszukać taniego odpowiednika. W przydomowych drogeriach można znaleźć pełno neonowych lakierów tańszych marek- ja jednak nie szukałam pierwszego lepszego neonu- szukałam neon, który swą konsystencją mnie zainteresuje (a tu miałam wysokie wymagania)
Ale jadę z postami, normalnie sama siebie zadziwiam. No ale staram się nadrobić zaległości za czerwiec :)
Dzisiaj mam kolejne mani do pokazania- geometryczne oczywiście- bo Marchewki lubią trójkąty :)
I pastele.
No i jestem- po całym tygodniu wróciłam do świata internetowego. W końcu mam stałe łączę internetowe i będę się już regularnie tu pojawiać. Niestety nie będzie tak często jak kiedyś gdyż na nowo znalazłam pracę (w końcu!). No ale nie o tym mam dzisiaj pisać.
Jak wiecie (albo i nie) uwielbiam pastelowe odcienie - zwłaszcza upodobałam sobie delikatne zielonkawe kolory- i to on dzisiaj gra główną rolę, a konkretnie mowa o lakierze Amande Defile od Bourjois z serii So Laque Glossy
Remont trwa- dla tego też moje paznokcie zostały skrócone do minimum, a na tych króciuchnych płytkach za wiele się nie dzieje. Nie mam czasu na ich malowanie. Z tej racji przeszukuję dysk w poszukiwaniu zalegających prac by coś wam pokazać (aby nikt o Marchewce nie zapomniał)
Trochę mi zajęło stworzenie tego tutorialu, bo w końcu obiecałam go ponad dwa tygodnie temu (KLIK), ale jest- tutorial z różami
Ostatnio miałam szał na gradient na paznokciach- po wnikliwym przeszperaniu sieci w poszukiwaniu inspiracji postanowiłam zrobić kolorowy gradient- każdy paznokieć w innych kolorach.
Wizja była piękna- efekt na paznokciach... słaby. Przede wszystkim źle dobrałam kolory- wyszło zdecydowanie za ciemno.
Użyte lakiery to:
H&M- Check Me Out, Come Along With Me, Blue My Mind, I'm Not A Kiwi, Bella's Choice Tom Coat Seche Vite
Dodatkowo na zdjęciach w ogóle nie widać gradientu na palcu wskazującym i środkowym.
Po chwili jednak stwierdziłam ze to mani całkowicie mi się nie podoba i dodałam wzorki
Niestety tęczowy gradient nie jest moim najlepszym mani jakie wykonałam do tej pory... no ale co poradzić.
A z innej beczki...
To dzisiaj byłam w bibliotece wypożyczyć niezbędne książki do licencjatu... i co? Najważniejsza książka utknęła w szybie windy i będzie dopiero na poniedziałek!
Jak pech to pech.
Jako że mam naprawdę sporo nowości dzisiaj dodaję jeszcze jedną notkę.
Będąc w Holandii cierpiałam katusze czytając posty dziewczyn z zakupami biedronkowymi gdzie można było dostać za dobre pieniądze kosmetyki Bella. Jako że mam z tej firmy kilka rzeczy nie pogardziła bym zakupem błyszczyka czy to lakieru. Byłam pewna że ja się na nic nie załapię po powrocie do Polski... a tu zdziwienie! Nie dosyć że wszystko było to jeszcze przecenione! I takim oto sposobem stałam się właścicielką przecudownego błyszczyku i podkładu matującego- za błyszczyk i podkład dałam ok 10zł.
Będąc w Holandii cierpiałam katusze czytając posty dziewczyn z zakupami biedronkowymi gdzie można było dostać za dobre pieniądze kosmetyki Bella. Jako że mam z tej firmy kilka rzeczy nie pogardziła bym zakupem błyszczyka czy to lakieru. Byłam pewna że ja się na nic nie załapię po powrocie do Polski... a tu zdziwienie! Nie dosyć że wszystko było to jeszcze przecenione! I takim oto sposobem stałam się właścicielką przecudownego błyszczyku i podkładu matującego- za błyszczyk i podkład dałam ok 10zł.
Błyszczyk pachnie cudownie. Niestety jeszcze nie wiem jak się sprawdzi podkład- nie powiem bym spodziewała się cudów, kupiłam go bo mój stary podkład jest na wykończeniu, a ten był na tyle tani że chętnie go wypróbuje :)
Kolejną nowością są lakiery H&M, które kupiłam w czerwcu na allegro totalnie przez przypadek.
Znalazłam jakąś aukcję z lakierami H&M z 6 neonowymi odcieniami- była to licytacja i stała na 35zł- stwierdziłam że co mi szkodzi zalicytować- wiedziałam że te lakiery stoją za 15zł więc całkiem się opłacało.
Potem okazało się że byłam jedyną osobą co zalicytowała tą aukcję no i wygrałam.
Zapłaciłam i czekałam na przesyłkę... czekałam i czekałam... i czekałam... okazało się że były jakieś problemy z tym sprzedawcą i czekałam aż do sierpnia!
No ale opłaciło się bo dostałam aż 8 lakierów!
Wyliczyłam że całość tego zestawy wyniosła by mnie w sklepie 120zł! A tu zapłaciłam wraz z przesyłką 40zł.
No... i postanowiłam że robię detoks od lakierowych zakupów (nawet nie kupiłam lakierów w biedronce chociaż kilka kolorów mnie kusiło)
Znowu boli mnie ząb/dziąsło... obawiam się powtórki z majówki gdzie to cały tydzień siedziałam w domu z pliczkiem jak u chomika i potwornym bólem... ehh po co te ósemki w ogóle są? Chyba tylko by bolało.
No ale przeżyję. Tymczasem cieszę się ostatnimi dniami w Holandii bo do końca tygodnia powinnam być już w Polsce (mam nadzieję że moje psiapsiuły co to czytają cieszą się niezmiernie)
Dzisiaj byłam na przedostatnim maratonie po centrum, a jutro kolej na Schiedam.
Nie powiem bym nie była mocno rozczarowana tym że nie udało się znaleźć pracy... no ale co poradzić- pewnie gdyby nie licencjat to została bym tu wraz z T do końca września... a tak to trzeba się szybko bronić i szukać pracę w kraju.
No ale koniec tych nudnych wywodów, które raczej was nie interesują.
Pora na moje nowe mani z wykorzystaniem już wam znanych lakierów, które ostatnio sobie sprawiłam- czyli mojej miłości essie orange it's obvious i dwóch lakierów essence I'm so very i little miss sunrise.
Metoda na "panele", którą podpatrzyłam u mojego guru od malowania pazurków czyli Pshiiit . Inny tutorial na zrobienie czegoś takiego znajdziecie TU Ja osobiście zrobiłam swoje mani na podstawie 2 tutoriala z moją ulubioną techniką malowania na taśmie- jedyne co zmieniłam to sposób naklejania pasków- tu podpatrzyłam na tutku u Pshiiit.No ale koniec gadania. Oto efekt:
Wszystko wygląda ładnie z daleka... niestety z bliska porobiły się dziwne bąble... Można to zobaczyć na zdjęciu poniżej.
Dzisiaj przychodzę do was z mani zmalowanym moimi nowymi nabytkami.
Mani banalnie proste, tylko mocno brudzące skórki- porobiłam na płytce plamki każdym odcieniem lakierów, które wczoraj zakupiła i przykryłam kawałkiem foli bądź reklamówki- po odklejeniu (od razu) wychodzi nam rozmazana ciapka.
Mi ta ciapka się spodobała a mój T stwierdził że wyglądają trochę jak płomienie.
Niestety aparat trochę mnie zawiódł i daleko tym zdjęciom do oryginału jaki mam na pazurkach
A na koniec moje wczorajsze nabytki w osobnych wydaniach- na każdy palec inny. Niestety... znowu aparat mnie zawiódł i kolory wyszły całkowicie inne niż rzeczywiście... dla tego zdjęcie podciągnięte... a i tak mój essie jest bardziej marchewiasty niż wyszedł na zdjęciu.
Mani banalnie proste, tylko mocno brudzące skórki- porobiłam na płytce plamki każdym odcieniem lakierów, które wczoraj zakupiła i przykryłam kawałkiem foli bądź reklamówki- po odklejeniu (od razu) wychodzi nam rozmazana ciapka.
Mi ta ciapka się spodobała a mój T stwierdził że wyglądają trochę jak płomienie.
A tu moja prawa łapka- o dziwo wyszła lepiej niż lewa co mi się praktycznie nigdy nie zdarza! Niestety lewą ręką ciężko zrobić mi zdjęcia dłoni dla tego z całej masy zdjęć wybrałam tylko jedno
Niestety aparat trochę mnie zawiódł i daleko tym zdjęciom do oryginału jaki mam na pazurkach
A na koniec moje wczorajsze nabytki w osobnych wydaniach- na każdy palec inny. Niestety... znowu aparat mnie zawiódł i kolory wyszły całkowicie inne niż rzeczywiście... dla tego zdjęcie podciągnięte... a i tak mój essie jest bardziej marchewiasty niż wyszedł na zdjęciu.
Jak chyba każda lakieromaniaczka nocami śniłam o lakierach essie, które jak dla mnie były zbyt drogie bym na jakikolwiek mogła sobie pozwolić. Nie ma co- jak zaczynałam fazę lakierową powiedziałam sobie że nie wydam na lakier więcej niż 15zł, co jak na razie całkiem nieźle mi wychodziło bo w całym moim zbiorze najdroższy lakier był chyba za 10zł. No... do dzisiaj... bo dzisiaj mój najdroższy lakier kosztuje całe 5 euro czyli na polskie 20zł- a jest nim właśnie essie!
Nie ukrywam że jadąc do Holandii liczyłam na jakieś lakierowe łupy- coś czego w Polsce nie znajdę, albo właśnie na jakieś lakiery, które w Polsce znajdę, ale które będą tańsze niż u nas. Zawiodłam się i to mocno- bo właściwie nic nowego nie odkryłam- żadnej ciekawej firmy, której nie ma u nas, żadnych tańszych lakierów- wszystko w podobnych cenach tylko że w euro... fakt- jak bym w końcu znalazła pracę (bo nadal jestem bezrobotna i coraz bardziej wątpię w to czy jakąkolwiek posadę znajdę) i zarabiała te 8 euro za godzinę to pewnie pokupywała bym sobie lakierów za 10 euro bez żadnych skrupułów... no ale jak nie pracuję i pomyślę że 10 euro to całe 40 zł to jakoś zapał opada (za 10 euro są tu właśnie essie).
No ale dzisiaj udało mi się znaleźć sklep w którym były śliczne buteleczki moich wymarzonych lakierów w cenie, na którą mogłam się porwać- czyli 5 euro... no i kupiłam jeden :)
Wszystkie moje zakupy prezentują się tak:
Nie ukrywam że jadąc do Holandii liczyłam na jakieś lakierowe łupy- coś czego w Polsce nie znajdę, albo właśnie na jakieś lakiery, które w Polsce znajdę, ale które będą tańsze niż u nas. Zawiodłam się i to mocno- bo właściwie nic nowego nie odkryłam- żadnej ciekawej firmy, której nie ma u nas, żadnych tańszych lakierów- wszystko w podobnych cenach tylko że w euro... fakt- jak bym w końcu znalazła pracę (bo nadal jestem bezrobotna i coraz bardziej wątpię w to czy jakąkolwiek posadę znajdę) i zarabiała te 8 euro za godzinę to pewnie pokupywała bym sobie lakierów za 10 euro bez żadnych skrupułów... no ale jak nie pracuję i pomyślę że 10 euro to całe 40 zł to jakoś zapał opada (za 10 euro są tu właśnie essie).
No ale dzisiaj udało mi się znaleźć sklep w którym były śliczne buteleczki moich wymarzonych lakierów w cenie, na którą mogłam się porwać- czyli 5 euro... no i kupiłam jeden :)
Wszystkie moje zakupy prezentują się tak:
| moim łupem padł kolor o nazwie orange it's obvious |
| I'm so very i little miss sunrise |
Na tym lakierku dzisiaj jednak nie skończyłam. Kupiłam też dwa lakiery od essence w nowej odsłonie serii colour &go- czerwień, która przypomina mi papryczkę chili i żółty, który idealnie mi do tej czerwieni pasował. Już mam pomysł na mani z ich użyciem :)
Do tego kupiłam też róż do policzków za całe 0.50 euro (czyli 2 zł) od Catrice i balsam do ust od essence, który jest nowością w ich asortymencie.
Ostatnio jedyne co wrzucam to mani. Ale co poradzić gdy kochany T jakoś nie może mi zrobić zdjęć- a kolejnych w domu już nie chcę- przynajmniej nie w Koszalinie. Nie ma tu za bardzo warunków.
No ale mogę się pochwalić że mój blog zyska na jakości zdjęć gdyż podwędziłam mojemu tacie lustrzanę :) w zamian zostawiłam im mój aparacik- mam nadzieję że polubią się i lustrzanka zostanie ze mną na dłużej.
Właściwie zdjęcia robione lustrzanką możecie podziwiać na moim blogu od tego posta, ale wszystko było robione u rodziców i nie miałam pewności czy pozwolą mi wziąć ją na stancję.
No ale koniec o aparacie- przejdźmy do mojego mani.
Zrobione znowu metodą na "worek". Wcześniej nie mogłam znaleźć tutoriala- ale teraz to nadrabiam :)
No i moje mani
Jedna warstwa bazowa pomarańczowym lakierem Softer+ jedna warstwa lakierem essence 95 wanna be your sunshine + top coat
Za pomocnika posłużył mi wisiorek z Housa za jedyne 14zł :)
No i na koniec- pragnę zaprosić wszystkie lakieromaniaczki na stronę, której zadaniem będzie zebrać w jednym miejscu wszystkie pasjonatki mani, lakierów i wzorków na paznokciach! Projekt powstał z pomocą blogeri Paramore
Na stronę wejdziesz klikając baner.
Wczoraj pokazywałam wam moje dwa maluchy od miss sporty.
Jako że stały i się na mnie patrzyły musiałam zmyć moje ostatnie granatowe mani i coś zmalować za ich pomocą.
Najpierw chciałam zrobić ombre... ale nie takie zwykłe, gąbkowe tylko postanowiłam zrobić za pomocą szerokiego pędzla- na pewno gdzieś w sieci widziałyście gifa gdzie dziewczyna maluje paznokieć na raz 3 kolorami. A że jestem dusza artystyczną i w moim domu jest pełno pędzli od razu poleciałam znaleźć odpowiedni i zabrałam się do roboty.
Lewa ręka wyszła świetnie! na prawdę byłam zadowolona z efektu. Niestety prawej za chiny nie mogłam zrobić. I nie wiem czy to była wina lakieru czy mojej nieumiejętności władania lewą ręką. No nie wyszło więc sfotografowałam szybko efekt z lewej ręki i zmyłam wszystko by stworzyć coś innego dużo łatwiejszego.
Na samym dole recenzja lakierów
No i zrobiłam, a efekty poniżej:
Jako że stały i się na mnie patrzyły musiałam zmyć moje ostatnie granatowe mani i coś zmalować za ich pomocą.
Najpierw chciałam zrobić ombre... ale nie takie zwykłe, gąbkowe tylko postanowiłam zrobić za pomocą szerokiego pędzla- na pewno gdzieś w sieci widziałyście gifa gdzie dziewczyna maluje paznokieć na raz 3 kolorami. A że jestem dusza artystyczną i w moim domu jest pełno pędzli od razu poleciałam znaleźć odpowiedni i zabrałam się do roboty.
Lewa ręka wyszła świetnie! na prawdę byłam zadowolona z efektu. Niestety prawej za chiny nie mogłam zrobić. I nie wiem czy to była wina lakieru czy mojej nieumiejętności władania lewą ręką. No nie wyszło więc sfotografowałam szybko efekt z lewej ręki i zmyłam wszystko by stworzyć coś innego dużo łatwiejszego.
Na samym dole recenzja lakierów
No i zrobiłam, a efekty poniżej:
Najpierw ombre
A tu jest ten pędzel o którym pisałam
A teraz kolejne mani, które stworzyłam za pomocy taśmy klejącej
I ostatnie zdjęcie z top coat matującym od essence
A teraz mała recenzja:
Mam dwa lakiery o nr 452 i 453 z czego tutaj recenzja bardziej dotyczy żółtego czyli 453
Lakier jest dobrze kryjący niestety jest bardzo gęsty co mocno utrudnia malowanie. By sprawnie szło trzeba co chwilę maczać pędzelek w lakierze bo inaczej brzydko się ciągnie i smuży. Do końca nie wiem czy to ja trafiłam na takie buble (szczerze malowałam całą płytkę tylko żółtym, pomarańczowym robiłam tylko zdobienia), czy one takie są bo to moje pierwsze lakiery tej firmy.
Na pewno na plus jest to że mają fajne szerokie pędzelki co pozwala na raz pomalować praktycznie całą płytkę- chyba ze ma się szerokie paznokcie, wtedy będzie ciężej. Szybko schną i mają ładne kremowe wykończenie.
Co do koloru- w buteleczce kolor jest lekko pastelowy- taka żółć z odrobiną bieli... nie wiem jak to opisać, za to na paznokciu kolor robi się żywszy, bardziej intensywny.
Ale czy je mogę polecić? Po żółtym stanowczo nie, zobaczymy jak zachowa się pomarańczowy.