Essie Haute In The Heat Collection to wprawdzie to kolekcja letnia, ale jak dla mnie te dwa odcienie były idealne na jesień- i dla tego dopiero teraz je prezentuję.
Ikat Print mnie ostatnio całkowicie zauroczył- znowu mam fazę na tego typu zdobienia, a moją kopalnią inspiracji jest jak zawsze niezastąpiona Pshiiit, od której podpatrzyłam dzisiejsze zdobienie.
Na neony zachorowałam gdy zobaczyłam u B. lakier Orly-Glowstick. Gdyby nie fakt że na chwilę obecną szkoda mi wydać ponad 30zł na tamtą buteleczkę na pewno była by moja- niestety nie jest, a ja musiałam poszukać taniego odpowiednika. W przydomowych drogeriach można znaleźć pełno neonowych lakierów tańszych marek- ja jednak nie szukałam pierwszego lepszego neonu- szukałam neon, który swą konsystencją mnie zainteresuje (a tu miałam wysokie wymagania)
To dziwne... ale tak jak króliki w bajkach kochają marchewki to w rzeczywistości nie jest to ich najlepszy przysmak. Na przykład moja Lilo za marchewkami nie przepada- zje je jak nic innego nie ma w misce, ale tak to najpierw wyje wszystko inne...
No ale nie o królikach miałam pisać...
Chyba ostatnio mam brak weny bo od pięciu dni nic ciekawego nie zmalowałam i jedyne co mogę wam pokazać to swatche. Mam jednak nadzieję że niedługo się to zmieni i zrobię obiecany tutorial z różami. Tymczasem zapraszam na post z pomarańczką od MIYO.
Lately I have no inspiration because there is nothing interesting around... So I painted a little thing called swatch. However, I hope that this will change soon and I'll do the promised tutorial with roses. Meanwhile, I invite you to post with 'orange' from MIYO.
Jakiś czas temu chwaliłam się na FB moimi małymi zakupami w sklepie bornprettystore - sprawiłam sobie karuzelę ćwieków tasiemkę do zdobień i dwa neonowe lakiery świecące w ciemności Od dawna czaiłam się na takie cudeńka, ale to co dostępne jest w Polsce jakoś mnie nie zachwycało więc cały czas zwlekałam z zakupem. Jednak przy zakupach w zagranicznym sklepie uległam ich urokowi i sprawiłam sobie dwie buteleczki
Ostatnio chwaliłam się moimi łupami z Rossmanna. Wychodząc ze sklepu najbardziej cieszyłam się z zakupu lakieru od MaXfactor. Niestety w domu troszkę mnie rozczarował, a moim najlepszym łupem okazał się różowy lakier od wibo (można wszystkie moje łupy zobaczyć TU).
MaxFactor zawiódł mnie bardzo pod względem krycia- kryje naprawdę fatalnie, a na domiar złego bardzo mocno smuży. Może nie była bym też tak zła na krycie gdyby było tego lakieru więcej- a jest go naprawdę mało i po jednym użyciu widać mocno jego ubytek w buteleczce.
No ale odcień lakieru jest prześliczny, idealny brzoskwiniowy odcień, jakiego od dawna szukałam. Bardzo fajnie się maluje malutkim pędzelkiem, który według mnie mógł by być lekko miększy, dzięki czemu pewnie by tak mocno nie smużył.
Podsumowując?
Słabe krycie, mało wydajny, mocno smużący, drogi... raczej więcej lakierów z tej serii nie kupię... na pewno nie w cenie 17.99 za tak małą buteleczkę (niestety nigdzie nie mogę znaleźć objętości buteleczki) chociaż kolory mają przecudowne.
Pora na zdjęcia- baza + 3 warstwy MaXfactor mini nail polish nr 2 + Top Poshe
A wy lubicie lakiery od MaXfactor?
Tak chciałam iść do pracy... a teraz tak bardzo chciała bym mieć wolne.
Pracuje ledwo tydzień a mam już wyrobione prawie 60h... prawie codziennie mam po 12h, a wolne dopiero w poniedziałek i to tylko jeden dzień by potem znowu cały tydzień tyrać...
Umieram na ból nóg i brak czasu, nie wspominając o tym że właściwie nic nie jem bo nie mam na to czasu, a na zupki chińskie nie chce już patrzeć.
Nie wiem czy długo tak wytrzymam... mówię sobie że pociągnę tak tylko miesiąc, ale jeśli nie znajdę nic innego to będę musiała zostać dłużej... ehh
Wczoraj znalazłam dosłownie chwilkę na to by pomalować paznokcie- miałam o dziwo na 14 do pracy i tylko 7h stania i uprzykrzania się ludziom wchodzącym do sklepu.
Postawiłam na beż z pomarańczowymi "oczkami"
do zdobienia użyłam:
essence: I love Berlin (czarny nr 5) colour&go walk of fame (34) i hazelnut cream pie (06)
miss sporty: nr 452 i biały lakier do końcówek ET Voila
Top Coat Seche Vite
No i chciałam się pochwalić moimi łupami z ostatniej limitki essence Wild Craft.
Już dawno nie trafiłam na pełne stoisko tej marki z nową limitką, zawsze trafiałam na same resztki, z których z reguły nic mnie nie kusiło.
Teraz udało mi się dorwać wszystko na co się czaiłam czyli pomadkę, najjaśniejszy lakier z serii i śliwkowy cień do powiek. Jeśli jesteście ciekawe słoczy to zapraszam na blog Lusterko EM
Jako że mam naprawdę sporo nowości dzisiaj dodaję jeszcze jedną notkę.
Będąc w Holandii cierpiałam katusze czytając posty dziewczyn z zakupami biedronkowymi gdzie można było dostać za dobre pieniądze kosmetyki Bella. Jako że mam z tej firmy kilka rzeczy nie pogardziła bym zakupem błyszczyka czy to lakieru. Byłam pewna że ja się na nic nie załapię po powrocie do Polski... a tu zdziwienie! Nie dosyć że wszystko było to jeszcze przecenione! I takim oto sposobem stałam się właścicielką przecudownego błyszczyku i podkładu matującego- za błyszczyk i podkład dałam ok 10zł.
Będąc w Holandii cierpiałam katusze czytając posty dziewczyn z zakupami biedronkowymi gdzie można było dostać za dobre pieniądze kosmetyki Bella. Jako że mam z tej firmy kilka rzeczy nie pogardziła bym zakupem błyszczyka czy to lakieru. Byłam pewna że ja się na nic nie załapię po powrocie do Polski... a tu zdziwienie! Nie dosyć że wszystko było to jeszcze przecenione! I takim oto sposobem stałam się właścicielką przecudownego błyszczyku i podkładu matującego- za błyszczyk i podkład dałam ok 10zł.
Błyszczyk pachnie cudownie. Niestety jeszcze nie wiem jak się sprawdzi podkład- nie powiem bym spodziewała się cudów, kupiłam go bo mój stary podkład jest na wykończeniu, a ten był na tyle tani że chętnie go wypróbuje :)
Kolejną nowością są lakiery H&M, które kupiłam w czerwcu na allegro totalnie przez przypadek.
Znalazłam jakąś aukcję z lakierami H&M z 6 neonowymi odcieniami- była to licytacja i stała na 35zł- stwierdziłam że co mi szkodzi zalicytować- wiedziałam że te lakiery stoją za 15zł więc całkiem się opłacało.
Potem okazało się że byłam jedyną osobą co zalicytowała tą aukcję no i wygrałam.
Zapłaciłam i czekałam na przesyłkę... czekałam i czekałam... i czekałam... okazało się że były jakieś problemy z tym sprzedawcą i czekałam aż do sierpnia!
No ale opłaciło się bo dostałam aż 8 lakierów!
Wyliczyłam że całość tego zestawy wyniosła by mnie w sklepie 120zł! A tu zapłaciłam wraz z przesyłką 40zł.
No... i postanowiłam że robię detoks od lakierowych zakupów (nawet nie kupiłam lakierów w biedronce chociaż kilka kolorów mnie kusiło)
Znowu boli mnie ząb/dziąsło... obawiam się powtórki z majówki gdzie to cały tydzień siedziałam w domu z pliczkiem jak u chomika i potwornym bólem... ehh po co te ósemki w ogóle są? Chyba tylko by bolało.
No ale przeżyję. Tymczasem cieszę się ostatnimi dniami w Holandii bo do końca tygodnia powinnam być już w Polsce (mam nadzieję że moje psiapsiuły co to czytają cieszą się niezmiernie)
Dzisiaj byłam na przedostatnim maratonie po centrum, a jutro kolej na Schiedam.
Nie powiem bym nie była mocno rozczarowana tym że nie udało się znaleźć pracy... no ale co poradzić- pewnie gdyby nie licencjat to została bym tu wraz z T do końca września... a tak to trzeba się szybko bronić i szukać pracę w kraju.
No ale koniec tych nudnych wywodów, które raczej was nie interesują.
Pora na moje nowe mani z wykorzystaniem już wam znanych lakierów, które ostatnio sobie sprawiłam- czyli mojej miłości essie orange it's obvious i dwóch lakierów essence I'm so very i little miss sunrise.
Metoda na "panele", którą podpatrzyłam u mojego guru od malowania pazurków czyli Pshiiit . Inny tutorial na zrobienie czegoś takiego znajdziecie TU Ja osobiście zrobiłam swoje mani na podstawie 2 tutoriala z moją ulubioną techniką malowania na taśmie- jedyne co zmieniłam to sposób naklejania pasków- tu podpatrzyłam na tutku u Pshiiit.No ale koniec gadania. Oto efekt:
Wszystko wygląda ładnie z daleka... niestety z bliska porobiły się dziwne bąble... Można to zobaczyć na zdjęciu poniżej.
Dzisiaj przychodzę do was z mani zmalowanym moimi nowymi nabytkami.
Mani banalnie proste, tylko mocno brudzące skórki- porobiłam na płytce plamki każdym odcieniem lakierów, które wczoraj zakupiła i przykryłam kawałkiem foli bądź reklamówki- po odklejeniu (od razu) wychodzi nam rozmazana ciapka.
Mi ta ciapka się spodobała a mój T stwierdził że wyglądają trochę jak płomienie.
Niestety aparat trochę mnie zawiódł i daleko tym zdjęciom do oryginału jaki mam na pazurkach
A na koniec moje wczorajsze nabytki w osobnych wydaniach- na każdy palec inny. Niestety... znowu aparat mnie zawiódł i kolory wyszły całkowicie inne niż rzeczywiście... dla tego zdjęcie podciągnięte... a i tak mój essie jest bardziej marchewiasty niż wyszedł na zdjęciu.
Mani banalnie proste, tylko mocno brudzące skórki- porobiłam na płytce plamki każdym odcieniem lakierów, które wczoraj zakupiła i przykryłam kawałkiem foli bądź reklamówki- po odklejeniu (od razu) wychodzi nam rozmazana ciapka.
Mi ta ciapka się spodobała a mój T stwierdził że wyglądają trochę jak płomienie.
A tu moja prawa łapka- o dziwo wyszła lepiej niż lewa co mi się praktycznie nigdy nie zdarza! Niestety lewą ręką ciężko zrobić mi zdjęcia dłoni dla tego z całej masy zdjęć wybrałam tylko jedno
Niestety aparat trochę mnie zawiódł i daleko tym zdjęciom do oryginału jaki mam na pazurkach
A na koniec moje wczorajsze nabytki w osobnych wydaniach- na każdy palec inny. Niestety... znowu aparat mnie zawiódł i kolory wyszły całkowicie inne niż rzeczywiście... dla tego zdjęcie podciągnięte... a i tak mój essie jest bardziej marchewiasty niż wyszedł na zdjęciu.
Jak chyba każda lakieromaniaczka nocami śniłam o lakierach essie, które jak dla mnie były zbyt drogie bym na jakikolwiek mogła sobie pozwolić. Nie ma co- jak zaczynałam fazę lakierową powiedziałam sobie że nie wydam na lakier więcej niż 15zł, co jak na razie całkiem nieźle mi wychodziło bo w całym moim zbiorze najdroższy lakier był chyba za 10zł. No... do dzisiaj... bo dzisiaj mój najdroższy lakier kosztuje całe 5 euro czyli na polskie 20zł- a jest nim właśnie essie!
Nie ukrywam że jadąc do Holandii liczyłam na jakieś lakierowe łupy- coś czego w Polsce nie znajdę, albo właśnie na jakieś lakiery, które w Polsce znajdę, ale które będą tańsze niż u nas. Zawiodłam się i to mocno- bo właściwie nic nowego nie odkryłam- żadnej ciekawej firmy, której nie ma u nas, żadnych tańszych lakierów- wszystko w podobnych cenach tylko że w euro... fakt- jak bym w końcu znalazła pracę (bo nadal jestem bezrobotna i coraz bardziej wątpię w to czy jakąkolwiek posadę znajdę) i zarabiała te 8 euro za godzinę to pewnie pokupywała bym sobie lakierów za 10 euro bez żadnych skrupułów... no ale jak nie pracuję i pomyślę że 10 euro to całe 40 zł to jakoś zapał opada (za 10 euro są tu właśnie essie).
No ale dzisiaj udało mi się znaleźć sklep w którym były śliczne buteleczki moich wymarzonych lakierów w cenie, na którą mogłam się porwać- czyli 5 euro... no i kupiłam jeden :)
Wszystkie moje zakupy prezentują się tak:
Nie ukrywam że jadąc do Holandii liczyłam na jakieś lakierowe łupy- coś czego w Polsce nie znajdę, albo właśnie na jakieś lakiery, które w Polsce znajdę, ale które będą tańsze niż u nas. Zawiodłam się i to mocno- bo właściwie nic nowego nie odkryłam- żadnej ciekawej firmy, której nie ma u nas, żadnych tańszych lakierów- wszystko w podobnych cenach tylko że w euro... fakt- jak bym w końcu znalazła pracę (bo nadal jestem bezrobotna i coraz bardziej wątpię w to czy jakąkolwiek posadę znajdę) i zarabiała te 8 euro za godzinę to pewnie pokupywała bym sobie lakierów za 10 euro bez żadnych skrupułów... no ale jak nie pracuję i pomyślę że 10 euro to całe 40 zł to jakoś zapał opada (za 10 euro są tu właśnie essie).
No ale dzisiaj udało mi się znaleźć sklep w którym były śliczne buteleczki moich wymarzonych lakierów w cenie, na którą mogłam się porwać- czyli 5 euro... no i kupiłam jeden :)
Wszystkie moje zakupy prezentują się tak:
| moim łupem padł kolor o nazwie orange it's obvious |
| I'm so very i little miss sunrise |
Na tym lakierku dzisiaj jednak nie skończyłam. Kupiłam też dwa lakiery od essence w nowej odsłonie serii colour &go- czerwień, która przypomina mi papryczkę chili i żółty, który idealnie mi do tej czerwieni pasował. Już mam pomysł na mani z ich użyciem :)
Do tego kupiłam też róż do policzków za całe 0.50 euro (czyli 2 zł) od Catrice i balsam do ust od essence, który jest nowością w ich asortymencie.
W te wakacje jestem pod sporym wpływem azteckiego trendu co widać dosyć dobrze patrząc na moją letnią garderobę jak i przyglądając się moim poczynaniom na pazurkach. Jeden wpis z azteckim mani już był- można go podejrzeć TU, nie jest to jednak łatwy wzorek na szybko więc nie gości tak często jak bym chciała ale przed wczoraj udało mi się coś takie zmalować. Paski wyszły zadziwiająco równe- a to za sprawą metody malowania lakieru na taśmie samoprzylepnej i wycinanie pasków z niej- nie wpadłam wtedy jeszcze na pomysł by od razu na tym namalować zygzaki- przez co te już nie są tak idealne. Ale i tak jestem mega zadowolona z efektu.
3 lakiery- essence color&go wanna say hello (brązowy) eveline Colour SHOW nr 625 (błękit) i Softer nr 13 (pomarańcz)
Też jesteście pod wpływem azteckich trendów? Podobają wam się takie wzory na paznokciach?
Ostatnio jedyne co wrzucam to mani. Ale co poradzić gdy kochany T jakoś nie może mi zrobić zdjęć- a kolejnych w domu już nie chcę- przynajmniej nie w Koszalinie. Nie ma tu za bardzo warunków.
No ale mogę się pochwalić że mój blog zyska na jakości zdjęć gdyż podwędziłam mojemu tacie lustrzanę :) w zamian zostawiłam im mój aparacik- mam nadzieję że polubią się i lustrzanka zostanie ze mną na dłużej.
Właściwie zdjęcia robione lustrzanką możecie podziwiać na moim blogu od tego posta, ale wszystko było robione u rodziców i nie miałam pewności czy pozwolą mi wziąć ją na stancję.
No ale koniec o aparacie- przejdźmy do mojego mani.
Zrobione znowu metodą na "worek". Wcześniej nie mogłam znaleźć tutoriala- ale teraz to nadrabiam :)
No i moje mani
Jedna warstwa bazowa pomarańczowym lakierem Softer+ jedna warstwa lakierem essence 95 wanna be your sunshine + top coat
Za pomocnika posłużył mi wisiorek z Housa za jedyne 14zł :)
No i na koniec- pragnę zaprosić wszystkie lakieromaniaczki na stronę, której zadaniem będzie zebrać w jednym miejscu wszystkie pasjonatki mani, lakierów i wzorków na paznokciach! Projekt powstał z pomocą blogeri Paramore
Na stronę wejdziesz klikając baner.
Wczoraj w końcu wróciłam do Koszalina po ponad tygodniowym pobycie u rodziców w Słupsku.
Jako że mój kochany T od razu musiał iść do pracy postanowiłam wraz z nim pojechać do tutejszego centrum handlowego (tak się złożyło ze T tam pracuje) z zamiarem odwiedzenia znajomych z dawnej pracy i od razu sprawdzenie czy w lokalnej naturze jest już dostępna nowa limitowana seria od essence.
Nie uwierzycie ale z całej limitki został tylko jeden lakier- żółty i topy... no i testery pomadek i cieni... ehh... no ale natura postanowiła wyprzedać wszystkie produkty jakie zostały już wycofane ze sprzedaży więc udało mi się wyhaczyć mazaki do zdobień paznokci, na które od jakiegoś czasu chorowałam i zachwalany przez wszystkich eyeliner w żelu o kolorze zielonym.
Następnie w drodze do domu zahaczyłam o rossmana by sprawdzić czy i tam już są dostępne kosmetyki essence- no i są... ale też właściwie nic z nich nie zostało za to kupiłam szary lakier od wibo.
Na poniższym zdjęciu jest jeszcze pomarańczowe cudo nieznanej mi wcześniej firmy Softer o nr 13. Powiem szczerze ze kolor pomarańczowy był poszukiwany prze zemnie od dłuższego czasu i jedyne co udawało mi się dostać to kolory bardziej czerwone niż pomarańczowe- za to ten jest idealny.
Bez lampy
Niestety co do samego lakieru to mam małe zastrzeżenie- a mianowicie jego długi czas schnięcia. Naprawdę strasznie długo schnie, a potem jeszcze dłużej twardnieje... i top przyśpieszający wysychanie niewiele daje.
Kryje przy dwóch warstwach, ale myślę że co niektórzy i 3 by położyli bo widać malusieńkie prześwity (ja nie chciałam ryzykować z obawy na jeszcze dłuższe schnięcie). Sam lakier dobrze się rozprowadza na płytce, nie ciągnie się i nie rozlewa na skórki ma ładne kremowe wykonczenie. Ma zwyczajny pędzelek dobrze trzymający się w ręce. Co do trwałości to zapewne nie będzie dane mi sprawdzić patrząc na ostatnie tempo zmieniania kolorów na pazurkach.
Jako że mój kochany T od razu musiał iść do pracy postanowiłam wraz z nim pojechać do tutejszego centrum handlowego (tak się złożyło ze T tam pracuje) z zamiarem odwiedzenia znajomych z dawnej pracy i od razu sprawdzenie czy w lokalnej naturze jest już dostępna nowa limitowana seria od essence.
Nie uwierzycie ale z całej limitki został tylko jeden lakier- żółty i topy... no i testery pomadek i cieni... ehh... no ale natura postanowiła wyprzedać wszystkie produkty jakie zostały już wycofane ze sprzedaży więc udało mi się wyhaczyć mazaki do zdobień paznokci, na które od jakiegoś czasu chorowałam i zachwalany przez wszystkich eyeliner w żelu o kolorze zielonym.
Następnie w drodze do domu zahaczyłam o rossmana by sprawdzić czy i tam już są dostępne kosmetyki essence- no i są... ale też właściwie nic z nich nie zostało za to kupiłam szary lakier od wibo.
Na poniższym zdjęciu jest jeszcze pomarańczowe cudo nieznanej mi wcześniej firmy Softer o nr 13. Powiem szczerze ze kolor pomarańczowy był poszukiwany prze zemnie od dłuższego czasu i jedyne co udawało mi się dostać to kolory bardziej czerwone niż pomarańczowe- za to ten jest idealny.
| na zdjęciu brakuje eyeliner gdyż o nim zapomniałam w chwili robienia zdjęcia. |
Dwie warstwy plus top coat
Z lampąBez lampy
Niestety co do samego lakieru to mam małe zastrzeżenie- a mianowicie jego długi czas schnięcia. Naprawdę strasznie długo schnie, a potem jeszcze dłużej twardnieje... i top przyśpieszający wysychanie niewiele daje.
Kryje przy dwóch warstwach, ale myślę że co niektórzy i 3 by położyli bo widać malusieńkie prześwity (ja nie chciałam ryzykować z obawy na jeszcze dłuższe schnięcie). Sam lakier dobrze się rozprowadza na płytce, nie ciągnie się i nie rozlewa na skórki ma ładne kremowe wykonczenie. Ma zwyczajny pędzelek dobrze trzymający się w ręce. Co do trwałości to zapewne nie będzie dane mi sprawdzić patrząc na ostatnie tempo zmieniania kolorów na pazurkach.