Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragon. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lipca 2019

Gorączka i krew

Po serii książek, które były niezłe, ale nie urywały wiadomej części ciała, przyszedł ten moment, kiedy mogę napisać: Ale czaaad! Rewelacja! Ekstra! Bo naprawdę powieść "Gorączka i krew" jest świetna. Wciąga czytelnika niepomiernie i trudno się od niej oderwać. Jest w niej coś takiego, co trzyma jak magnes i za żadne skarby nie chce puścić. Ta powieść to kryminał z domieszką thrillera, posypanego odrobiną magii. Takiej ciężkiej, czarnej i przerażającej magii. Coś wspaniałego. 
Po otwarciu książki, czytelnik momentalnie wpada w wir wydarzeń. Pierwsze akapity powodują ciarki na skórze. Stare domostwo na pustkowiu otoczone drutem kolczastym. W środku młoda dziewczyna, maltretowana przez dwójkę okrutnych braci Salaville, walczy o życie. Braciszkowie przywiązali ją do łóżka i okaleczają jej ciało, ale w taki sposób, aby maltretowana Eloise jak najdłużej była świadoma. Brutalnie okaleczana nie zdaje sobie sprawy, że na terenie posiadłości znajduje się kilkadziesiąt innych rozczłonkowanych ciał, które łączy jedno. Wszystkie są pozbawione skóry na twarzy. Dwójka policjantów - Alexandre Vauvert i Eva Svarta - rozpaczliwie próbują pomóc Eloise, co kończy się strzelaniną. Dziewczyna zostaje uratowana, jednak oprawcy giną. Może to i dobrze... Przynajmniej policjanci mają pewność, że więcej dziewczyn nie zginie. Nic bardziej mylnego. 
Eva Svarta jest Albinoską. Skrywa tajemnicę, która prześladuje ją przez całe życie. Okazuje się, że jej wspomnienia mają wiele wspólnego z tajemnicą, która pcha nieznane moce do morderstw. Jednak - aby uwolnić się od demonów przeszłości - Eva musi przejść bardzo wiele. Właściwie ociera się o śmierć. Co łączy Evę z brutalnymi morderstwami? 
Bardzo, bardzo mi się podobało. Zwykłe klasyczne śledztwo przeradza się w mroczny wyścig z nieznanymi mocami, które są naprawdę przerażające i niosą śmierć. Po drodze do rozwiązania zagadki, czytelnik musi uporać się z elementami gotyckiej mitologii i węgierskimi legendami. Robi się mrocznie i przeraźliwie, trochę jak w opowieściach o Draculi. A kiedy jeszcze poznajemy historię Elżbiety Batory, robi się naprawdę strasznie. A jeżeli do tej wybuchowej mieszanki dodamy jeszcze wilki, które są nosicielami ludzkich dusz, i groźne bóstwa przechodzące do naszego świata przez lustra... Uwierzcie mi, że lektura tej książki budzi prawdziwy strach - głęboki i pierwotny. 
Uczucie trwogi potęguje budowa książki. Zbudowana jest z kilku sporych części, w skład których wchodzą krótkie rozdziały. Rzadko kiedy ich objętość przekracza kilka stron, a często zajmują zaledwie pół strony, no może troszkę więcej. Taka budowa powoduje, że cały czas coś się dzieje. Czytelnik nie ma chwili wytchnienia. Cały czas musi gonić, uciekać i pokonywać własne słabości wraz z bohaterami powieści. Trudno było mi odłożyć powieść, a kiedy nie mogłam czytać, ciągle towarzyszyła mi ciekawość, co będzie dalej. 
Na pewno „Gorączka i krew” to nie jest typowy kryminał. Owszem – jest ofiara (a właściwe sporo), jest zabójca i para sympatycznych policjantów ściągających przestępców. Różnica polega na tym, że zabójca nie jest tuzinkowy, ofiar jest wiele, a policjanci wyjątkowo wyraziści. Moją ogromną sympatię zyskała Eva, której albinizm dodawał powieści wyjątkowego i specyficznego uroku. Niby nic takiego – ot choroba genetyczna, która każdemu mogła się przytrafić – a jednak w połączeniu z ciemną magią i czarnymi potworami, postać Evy jest bardzo kontrastowa i dodaje powieści wyjątkowego smaczku. 
Kochani szukajcie i czytajcie! Zapewniam niesamowitą przygodę, emocję i lekturę, której długo nie zapomnicie.

piątek, 17 maja 2019

Kwiaciarka

Kiedy skończyłam lekturę pierwszego tomu "Kwiaciarki" z niecierpliwością tupałam nóżkami z ciekawości, co będzie dalej. Autor nie pozostawił wątpliwości, co do kontynuacji powieści. Na szczęście drugi tom - trochę bardziej opasły niż pierwszy - czekał na półce, więc nie miałam daleko. 
Tym razem autor dużo bardziej skupił się na tytułowej kwiaciarce. Gabriela wraz z matką - po wykonaniu kary śmierci na ojcu - stają się osobami potępionymi. Nie mogą znaleźć pracy, nie mogą wynająć mieszkania. Cała sytuacja zmusza kobiety do zmiany nazwiska, bo tylko dzięki temu jest szansa na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Ponownie spotykamy też Pawła Gireta, który pod zmienionym nazwiskiem szuka dowodów, które umożliwią zrehabilitowanie jego i ojca Gabrieli. Należy jednak z całą stanowczością podkreślić, że w drugim tomie pierwsze skrzypce gra Hrabia Albert de Lussan, brat pani de Lagarde. To on w pociąga za sznurki i to dzięki niemu wszystko kończy się szczęśliwie. 
Lektura drugiego tomu nie była już tak zachwycająca jak pierwszego. Pozostał zachwyt nad fabułą i bogactwem słowa jednak człowiek, jak to człowiek – oczekuje czegoś więcej. Więcej nie było, za to denerwowały mnie cudowne zbiegi okoliczności, które pozwalały naszym bohaterom wyjść z każdej opresji obronną ręką. Na każdym zakręcie paryskiej ulicy spotykały się właśnie te osoby, których spotkanie było konieczne, aby fabuła mogła toczyć się dalej. Jeżeli zaistniała potrzeba znalezienia czegoś na ulicy – na pewno właściwa osoba znajdzie potrzebny przedmiot. A już sposób, w jaki Wielki Dzieciak wszedł w posiadanie dokumentów, które pozwoliły doprowadzić fabułę do szczęśliwego końca przekroczył granicę mojej tolerancji. Zaciskałam zęby i tłumaczyłam sobie, że w bajkach tak bywa, ale jakoś do mnie ten argument nie docierał. Miałam wrażenie, że autor bardzo już chciał zakończyć powieść, więc po prostu ułatwiał sobie pisanie jak tylko mógł. 
Pomijając bajkowe sploty wydarzeń – reszta książki jest nadal przepiękna. Nadal opisy budzą mój zachwyt, a mnogość bohaterów i wątków daje sporą radość z lektury. Rozwija się wątek kwiaciarki, rozwijają się wątki miłosne, rozjaśnia się również tajemnica morderstwa, przez co rehabilitacja niesłusznie skazanych Pawła i Jana jest jak najbardziej możliwa. Na przeszkodzie stoi czarny charakter – Hrabina de Lagarde, która zrobi wszystko, aby jej córka odziedziczyła majątek po swoim wuju. Posuwa się do najgorszych przeczy i to właśnie ją gubi. 
Niestety trochę zachwiana zostaje równowaga pomiędzy dobrem, a złem, ponieważ tak naprawdę rozwiązanie wszystkich tajemnic jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki sile pieniądza. Hrabia Albert de Lussan jest człowiekiem nieprzeciętnie bogatym i tak samo nieszczęśliwym. Swojego majątku dorobił się w Indiach, jednak nie było mu dane cieszyć się życiem szczęśliwym Po ukąszeniu przez węża został prawie całkowicie sparaliżowany, Wówczas naszła go myśli o tym, że nie pieniądze sią najważniejsze, a rodzina i przyjaciele. Przypomniał sobie, że przed wielu laty zostawił kobietę i malutką córeczkę, nie zapewniając im żadnych warunków do godnego życia. Teraz ruszyły go wyrzuty sumienia i postanowił odnaleźć córkę i matkę. Nie trudno się domyślić, kto jest tą córką… 
Niestety poszukiwania córki bez sporek gotówki byłyby niemożliwe. Hrabia wydaje na poszukiwania niezłą fortunę i właściwe wszystko załatwia przez pieniądze. To, co było przyczyną wszelkiego zła w pierwszym tomie, teraz jest koniecznym elementem tego, aby wszyscy żyli długo i szczęśliwe. 
Jeżeli czytelniku przeczytałeś pierwszy tom „Kwiaciarki” niewątpliwie sięgniesz po drugi. To konieczne, aby zaspokoić swoją ciekawość jak potoczą się losy wszystkich bohaterów powieści. Ale jeżeli już pierwszy tom nie przypadł Ci do gustu, to daj sobie spokój. Drugi jest troszkę słabszy od pierwszego, a przez to, że obszerniejszy, zdarzają się chwile monotonni i nudy. Całość jednak – godna polecenia.