Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. młodsze przedszkolaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. młodsze przedszkolaki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2013

"Biegnij dynio, biegnij" Eva Mejuto, André Letria

 A było tak:
- O tą to na pewno!  Triumfalnie obwieścił mój syn na widok dyni biegnącej pośród opasłych bibliotecznych zbiorów. Tuż po powrocie do domu, jeszcze w kombinezonach-czapach-szalikach, choć już po wstępnym przewertowaniu łupów, przybiegł wystraszony.
- Schowaj ją głęboko. Ja zamknę oczy, a ty schowaj.
- Dlaczego, kochany?
-Tam dużo groźnych zwierząt otwiera paszcze! Ja tego nie czytam.

A trzeba przyznać, że paszcz w Dyni... co niemiara. Genialnych paszcz. Paszcz-arcydzieł André Letria. Odważnych, mocnych, okraszonych brutalnością. I to co uwielbiam: namalowanych. Z widocznymi pociągnięciami pędzla, fakturą farby.



Są więc wilk, niedźwiedź i lew. Trzy głodne bestie gotowe pożreć babcię. Ha! Babcię nie byle jaką. Swawolną, portugalską staruszkę, kobiecą wersję rodzimego Szewczyka Dratewki (w kabaretkach!), która sprytnym fortelem utrze nosy strasznawym stworom. 

Dodam, że mój strachulec nie rozstaje się z Dynią... (w rzeczywistości więcej w niej śmiechu niż trwogi), a ja codziennie wywijam hołubce wraz ze szczerbatą babcią na iberyjskim weselu wnuczki. Oj dana, dana!



TAKO, 2012

czwartek, 7 lutego 2013

"Kamilka ma braciszka" Aline de Petigny, Nancy Delvaux

Jak przygotować kilkulatka na pojawienie się rodzeństwa? Jak oswoić z nadchodzącą rewolucją? Jak łagodnie zdetronizować nasz kochany pępek świata, nie serwując dodatkowych lęków? Oczywiście rozmawiać. Słuchać, słyszeć, rozwiewać wątpliwości. W sposób subtelny, dostosowany do wieku. I znów z pomocą przychodzi literatura. Znów, dobierana ostrożnie, z największą uwagą. 

Kamilkę... wyłowił mój syn. Czy wspominałam o jego talencie do  nonszalanckiego odsiewania grafomańskich wyrobów książkopodobnych? Tak było i w tym przypadku. 

Kamilka... z dużą łagodnością przeprowadza przez wszystkie etapy oczekiwania na rodzeństwo. Nie pomija początkowych szeptów i podejrzanych uśmiechów rodziców, którzy nie wiedzą jak przekazać TĄ wiadomość (a gdy wreszcie to robią, nie lekceważy sprzecznych emocji dziecka - ekscytacji poplątanej z niepewnością). Uwypukla mijający czas i wreszcie wizualizuje moment pierwszej wizyty u mamy i braciszka w szpitalu. To prawda, nieco idealistyczny (ach te francuskie szpitale!), ale nie oszukany. Jest tu pierwsze karmienie piersią, jest konieczność pozostania kilka dni "by upewnić się czy wszystko w porządku". Jest też zupełnie naturalne zbliżenie się starszej córki do taty. I jest najważniejsze: 

"Wiesz, Kamilko - mówi tata - jeśli kiedykolwiek odniesiesz wrażenie, że zajmujemy się Tobą trochę mniej niż zwykle, powinnaś nam o tym powiedzieć. Ty po raz pierwszy będziesz starszą siostrą, a my po raz pierwszy mamy dwoje dzieci i będziemy potrzebować pomocy. Możemy popełniać błędy, ale będziemy się z mamą bardzo starać. Jestem pewien, że będziesz wspaniałą siostrą."


Grafag, 2009

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Łódeczka" Randall de Seve, Loren Long

"Pewien chłopiec miał łódeczkę. Zrobił ją z puszki, korka, żółtego ołówka i białej szmatki. Oto historia tej łódeczki"

Historia niepozorna, a jakże pojemna. Dosłownie - o łódeczce, która pewnego dnia zrywa się ze sznurka i wypływa na otwartą przestrzeń jeziora. Tą o której skrycie marzyła. Tą, która okazuje się nieprzyjazna i pełna zaskakujących przygód. Która nie daje poczucia bezpieczeństwa (jak chłopiec), a wzbudza ogromną tęsknotę. 
Między słowami - o sile przywiązania, o bolesnej stracie, o pokusie roztaczania nadmiernej opieki ("szklanego parasola"), o potrzebie niezależności. I o pięknych powrotach. Bo łódeczka wraca - dużo silniejsza, bogata w cenne doświadczenia. Teraz już dobrze wie, gdzie chce być. A chłopiec? Chłopiec dalej trzyma łódeczkę na sznurku, ale co jakiś czas pozwala jej trochę samej popływać.

Lubię takie proste historie. Współczesne przypowieści przesycone wachlarzem emocji. Bez krzty zadęcia dydaktycznego, a przecież wielopoziomowe, przemycające ważkie treści. 
A moje dziecko? Nie miało wyboru, wpadło po uszy (po cichu zdradzę: mieszkamy nad morzem, a jego grupa przedszkolna to... "marynarze"). 

Zerknijcie jeszcze na wyśmienite ilustracje Lorena Longa, wykonane klasyczną techniką malarską.
                                       

Wydawnictwo STENTOR, 2008

środa, 28 marca 2012

"Super-Charlie" Camilla Läckberg

Nie tak dawno temu, w pewnym bardzo zwyczajnym mieście, a konkretnie: w bardzo zwyczajnym szpitalu, urodziło się bardzo zwyczajne niemowlę. Charlie. Za oknem kilka zwyczajnych gwiazd rozświetlało całkiem zwyczajne czarne niebo. I nagle wydarzyło się coś. Coś co na zawsze przerwało zwyczajność. 

"Daleko w kosmicznych przestworzach dwie gwiazdy zabłąkały się i wpadły na siebie. Tu, na Ziemi nic nie było słychać. Jeśli akurat ktoś nie spał, i spojrzał w niebo, mógł zobaczyć jak gwiazdy eksplodują i zostaje z nich tylko lśniący gwiezdny pył, który w oka mgnieniu znikał gdzieś w przestworzach. Jednak trochę spadło na Ziemię i dostało się przez szpitalne okno do pokoju, gdzie spał Charlie. Gwiezdny pył osiadł na śpiącym niemowlaku, który nie miał pojęcia, że od tej chwili nie będzie już zwyczajnym niemowlakiem..."

Super-Charlie szybko nauczy się ukrywać swoje super moce (w trosce o zdrowie psychiczne swojej rodziny), by później skwapliwie z nich skorzystać. Przy okazji ukruszy konserwatywny mit starszego brata, odwracając role i przejmując odpowiedzialność za wydobywanie z opresji swojego rodzeństwa.

Przyznam, że miałam nie lada kłopot z oceną Super-Charliego. Puściłam więc go w świat. I tak, z rąk do rąk, od przedszkolaków po szkołę podstawową wędrował w celach czysto naukowych, a do mnie spływały zgodne recenzje. 8/10. To finalny wynik nadany Super-Charliemu przez moich respondentów. Wcale niebagatelny i - jak mniemam - podrasowany wrażeniem, jakie wywierają ilustracje (efektowne, dopracowane, w specyficznym disney'owskim stylu).

A na koniec ciekawostka. Camilla Läckberg, szwedzka autorka powieści... kryminalnych, które od lat osiągają czołowe miejsca na listach (nie tylko skandynawskich) bestsellerów, prywatnie ma dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa, Willa i Meję (to ich poznajemy w książce jako rodzeństwo nad-niemowlaka). W 2010 roku Läckberg ponownie wychodzi za mąż (książkowy tata policjant), a na świecie, w pewnym bardzo zwyczajnym szpitalu, pojawia się Charlie. Super-Charlie.


Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012

środa, 21 marca 2012

"Czyja babcia?" Stina Wirsen

Pamiętacie misia? Koślawego, zmechaconego kłębka. Jakie kłody pod nogi rzuci mu tym razem autorka? W jak skrajne stany go wpędzi? Czym zmaltretuje? Ano: dzieleniem się. Przyznacie, dla dwulatka kaliber to potężny. Zwłaszcza, jeżeli przedmiotem sporu jest... babcia. No właśnie. Czyja babcia?*

Mocna lektura. Eksperymentalna. Podobno też kontrowersyjna (podobno istnieją dzieci, które nie wymiotują równie malowniczo jak kuzynka misia, podobno z ich ust nigdy przenigdy nie wybrzmiewają słowa "głupi", "brzydki" - to te migawki oburzają oburzonych). A przecież nie o tym to opowieść. Przewrotnie, Czyja babcia? to czysta empatia.  I... bardzo mądra babcia.

*


Wydawnictwo STENTOR, 2008 

wtorek, 6 marca 2012

"Kto jest samotny?" Stina Wirsen

Czyżby kolejna miałka, banalna książeczka wylosowana ze piętrzącego się stosu dumnie (i szumnie) zwanego bajkoterapią? Nic z tych rzeczy. Niech Was nie zmyli jej rozmiar! Kto jest samotny? to wielki potencjał w małym formacie. To książka nie tyle do prze-czytania, ile do prze-rozmawiania. Inspirująca, prowokująca. I niełatwa. Bo wbrew opinii dorosłych (czyżbyśmy już zapomnieli?) niełatwe jest życie dziecka. A właściwie misia. 

Miś jest sam, choć tego nie chce (spójrzcie tylko na jego spojrzenie z okładki). Aby wybrnąć z niewygodnej sytuacji postanawia znaleźć sobie kompana do zabawy - dzwoni do ptaka, kota, królika. Niestety żaden z nich nie ma ochoty na towarzystwo misia. To boli. Boli zwłaszcza kategoryczne i pozbawione skrupułów NIE w wydaniu królika. Kompletnie nieczułego na prośby i rozpaczliwą desperację ("głupi, głupi królik!"). Miś jednak nie poddaje się, szuka innego sposobu na samotność. Wyciąga kredki. Stopniowo, krok po kroczku, bazgroł po bazgrole, przesycone złością ("brzydkie, brzydkie!") pokreślone rysunki nabierają kolorów, łagodności. I wtedy do drzwi dzwoni kot. Zaprasza misia do zabawy. Nie zgadniecie co zrobi miś. Miś odmówi. Teraz jest sam, bo chce być sam.


Wydawnictwo STENTOR, 2008

piątek, 2 marca 2012

"Buziaki, całusy, pocałunki..." Carina Bodstrom

Jakimi czytelnikami są Wasze dzieci? Zachłannie połykającymi każdy tekst - od metek, etykiet na butelkach, przez gazetki reklamowe, na książkach skończywszy? Dla których czytanie to niemal czynność fizjologiczna? Czy może czytelnikami elitarnymi, selektywnie i według nikomu nie znanych kryteriów rozdzielającymi pulę miłości do książek? 

Czas na coming out. Mój syn to zdecydowanie typ drugi. Zadzierający nosa, nieprzewidywalny w wyborach. W stanie permanentnego niedosytu. Ale! Jeżeli w ręce wpadnie mu książka z tym CZYMŚ (niemożliwym do zidentyfikowania i wychodzącym poza wszelkie ramy logiki), wtedy fali uwielbienia nie ma końca. Tak było z Bintą, Melą, czy Mamokiem, które, otoczone nieprawdopodobną czcią, do dziś zajmują honorowe miejsce na półeczce z książkami. Ostatnio dołączyły do nich Buziaki, całusy, pocałunki... Najszlachetniejszy skarb. Moje dziecko zabiera je do przedszkola i na spacer (ba, ma je przy sobie przemierzając bezkresny dystans salon-kuchnia!), pilnuje jak oka w głowie; z nimi je, bawi się, i - rzecz jasna - śpi. Czy istnieje lepsza rekomendacja?


Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012

środa, 29 lutego 2012

"Kreska i Kropek" Jarosław Mikołajewski

"Był sobie raz Kropek. Nazywał się Kropek, ponieważ był chłopcem. Kropek dowiedział się, że jest Kropkiem, nie Kropką, w chwili, gdy spotkał Kreskę. Trudno powiedzieć, co powiedziało mu, że jest chłopcem, lecz gdy zobaczył Kreskę... poczuł się inaczej, niż kiedy się bawił z Dwukropkiem... Wielokropkiem... Przecinkiem... Myślnikiem... Średnikiem."

Przedziwne, prawda? I w tym zdziwieniu (które otula i nie opuszcza nawet po zamknięciu książki) tkwi moc Kreski i Kropka. Kto by przypuszczał! Kto podejrzewał nudną interpunkcję o wariackie harce i wymyślne igraszki! Spokojnie, historia to urocza, w żadnym razie gorsząca. Bliższa przyjaźni niż... No właśnie. Tu kolejny majstersztyk - niejednoznaczność i pełna dowolność interpretacji. A ilustracje? Obejrzyjcie, to czary. 

Przyznam, że Kreska i Kropek uwiodła mnie, omotała. Mojego syna mniej, ale tym lepiej. Jest moja. Moja!


Wydawnictwo Austeria, 2010

środa, 15 lutego 2012

"Mój ukochany" Beatrice Alemagna

Króciusieńka. Na jeden haust. Ale wciąż perełka. Przede wszystkim ze względu na osobliwe ilustracje "spod igły". W Ukochanym Beatrice Alemagna, jak wytrawna krawcowa łączy skrawki przeróżnych tkanin (od szorstkiego lnu, po eteryczną koronkę), nitki, filc, agrafki, guziki, cekiny, by stworzyć tytułowego dziwoląga. Ni to pies, ni świnia. Ani szczur, ani lew. Wytykany, mylony, ciut zmęczony brakiem tożsamości. W pewnym momencie na swojej drodze spotka równie cudacznego królika. A ten, w przeciwieństwie do wszystkich nie pyta, nie drąży, nie dziwi się. Nie podśmiewa.

- Cześć, uwielbiam twoją grubą sierść.
- Ale nie chcesz wiedzieć kim jestem?
                                                          - Jesteś moim ukochanym.

Ładne, prawda? I jakie niewspółczesne. Niemodne. Patrzeć sercem. Kochać intuicyjnie. Jakie dziecięce!


Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2006

wtorek, 7 lutego 2012

"Dawno temu w Mamoko" Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Po sukcesie Miasteczka Mamoko (uparcie poprawianego przez mój komputer na Maroko) węszymy w jego średniowiecznej odsłonie. Przeczesujemy historyczną wioskę, wędrujemy brukowanymi uliczkami, śmiało zerkamy do zakamarków podzamcza, kluczymy po pałacu, by wkroczyć do wytwornej sali balowej. Z równym zapałem i częstotliwością.

Fabuła to gęsta i pokaźna, choć opowiedziana jedynie siedmioma rozkładówkami. A na nich ilustrowane reality show w wersji retro. Są więc rycerze (Kichot z Bananic, Zofia val Kiria), księżniczki (Jadwiga Futerko), poddani (m.in. Hasa syn Hassana) i nadworni grajkowie (Dobrosław Wyjec). Jest wróżka (Basia Kociołek), czarnoksiężnik (Baltazar Kozak), a nawet smok - jak na smoka przystało - porywający króla (Władysława III). Bajecznie! Takie rzeczy tylko u Mizielińskich.

Ach! By zadurzyć się w Dawno temu... nie trzeba znać Miasteczka Mamoko. To dwie niezależne pozycje. W sam raz na mrozy. Na wylegiwanie się pod wełnianym kocem z kubkami gorącego kakao. I niestety: w sam raz na chorowanie.


Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011

niedziela, 29 stycznia 2012

"Miasteczko Mamoko" Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Nieprawdopodobna książka nieprawdopodobnych ilustratorów. Ach. Feria barw, niemal nieskończona szczegółowość, splatające się losy prześmiesznych bohaterów, POMYSŁ. I cóż za tytuł. Och. A wszystko bez jednego słowa.

O czym to? A o czym nie? To prostsze. Zatem nie o czytaniu z zamkniętymi oczami, nie o sztampie i braku inicjatywy (także dziecka). Klasyka gatunku picture book (o którym tu) po polsku. Ponagradzana wzdłuż i wszerz.

W naszej domowej rzeczywistości dzień bez Miasteczka Mamoko nie ma prawa bytu. Co więcej, z niegasnącą fascynacją połykamy Dawno temu w Mamoko. Postać po postaci, centymetr po centymetrze. Tak więc bez śladu zażenowania przyłączam się do chóru wyśpiewującego peany na cześć Mizielińskich. Hip hip hurrra! 


Wydawnictwo Dwie Siostry, 2010

sobota, 21 stycznia 2012

"Esben i duch dziadka" Kim Fupz Aakeson, Eva Eriksson

Niełatwo tłumaczyć dzieciom śmierć. W dodatku: śmierć ukochanego Dziadka. Tego, z którym stroiło się miny gdy babcia smażyła wątróbkę na kolację i przeklinało tylko wtedy, kiedy ona tego nie słyszała. Dziadka, z którym można było budować zamki z piasku, łowić ryby i zasypiać na nudnym filmie w kinie. Wreszcie Dziadka, który trzymał cukierki w górnej szufladzie komody, łaskotał tak, że można było się udusić lizakiem, który czasem śmierdział papierosami i znał brzydką piosenkę o pupach pań. Nie przekonują wtedy zapewnienia mamy, że Dziadek jest teraz aniołem (Dziadek w niebie? W białej sukni? Ze skrzydłami?), czy taty, że Dziadek zostanie pogrzebany w ziemi i zniknie (Dziadek zamieni się w proch?). Przekonuje za to... sam Dziadek. I pożegnanie.

Esben... to taki first aid kit. Niekoniecznie na co dzień. Na pewno w razie potrzeby. Nie przeoczcie jej.


Media Rodzina, 2006

piątek, 13 stycznia 2012

"Od A do Z" Janusz Minkiewicz

A było Atletą, ciężary nosiło...
B było Brzuchate, bo tak się roztyło..
 
Poznajecie? Poczciwy, ponad półwieczny duet Janusz Mincewicz - Bohdan Wróblewski, tu odświeżony przez Dwie Siostry. W nowej oprawie edytorskiej i kartonowej (dziecioodpornej) wersji. 

Dla mnie, to sentymentalna podróż w dzieciństwo. Dla mojego dziecka- najpewniej staromodne wykopalisko. Oldschool. Ale jaki to oldschool! Szlachetny, stylowy, ani odrobinę nie przeterminowany. Klasyczna pierwsza świeżość drugiej młodości.

Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011

środa, 11 stycznia 2012

"Wielkie pytanie" Wolf Erlbruch

Jesteś po to, by przytulić się do chmur (pilot).
Jesteś, by śpiewać swoją piosenkę (słowik).
Abym mogła cię rozpieszczać (babcia).
Jesteś, bo jesteś (kamień).
Żeby świętować swoje urodziny (brat).
Aby pewnego dnia móc policzyć do czterech (trójka).
Jesteś tutaj, ponieważ kocham cię (mama).

A Ty?
Dlaczego jesteś?


Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2006

wtorek, 3 stycznia 2012

"Mrówka wychodzi za mąż" Przemysław Wechterowicz

Mrówka ma tylko jedno marzenie: wyjść za mąż. Ortodoksyjne feministki  wzdrygają się. A mrówka sączy kawę w stylowym szlafroczku, poprawia makijaż, biega po kropelki uspokajające i przebiera w sznureczku kandydatów. Za każdym razem, gdy już już ma wypowiedzieć sakramentalne "tak!", dostrzega rażące niedoskonałości swych amantów. I oto: mrówka faraona znika ze swoją kompanią wojskową, pasikonik zostaje pożarty przez ptaka, wilk przypomina sobie, że jest już żonaty, słoń okazuję się odrobinę za duży, goryl - zbyt cichy, szop pracz - nieodpowiedzialny, rekin to pracoholik, pies bokser - maminsynek, a kangur - zbyt często ogląda się za innymi mrówkami. Zrezygnowana Mrówka marzy tylko o relaksującej kąpieli. Pechowo z kranu nie leci ani jedna kropelka wody. Ostatkiem sił dzwoni do hydraulika (notabene: mrówkojada!), a gdy ten staje u ich drzwi, w jej serce trafia strzała. Już już ma powiedzieć "tak!", gdy wtem mrówkojad obejmuje ją wpół i zamyka jej usta długim, namiętnym pocałunkiem. Od tej chwili żyją długo i szczęśliwie. Zupełnie jak w filmie (na ostatniej stronie pod hasłem wystąpili mamy nawet wymienionych wszystkich aktorów matrymonialnego castingu wraz z ich łacińskimi nazwami).

Uśmiałam się przy Mrówce setnie. Przemysław Wechterowicz ("Lukrecja") i Ola Woldańska stworzyli książkę pełną smaczków, zaskakujących zwrotów akcji i nietypowych rozwiązań. Udowodnili, że szufladka picturebook - z reguły przeznaczona dla najmłodszych dzieci - jest otwarta również dla dorosłych czytelników i ich dalece wysublimowanych gustów. No właśnie... Mam nieodparte wrażenie, że Mrówka sprawia tysiąckroć więcej uciechy mi, niż mojemu dziecku. 

Warto dodać, że Polskie Towarzystwo Wydawców Książek ogłosiło Mrówkę Najpiękniejszą Książką Roku 2009, a jej ilustracje zostały wyróżnione przez polską sekcję IBBY w konkursie Książka Roku 2009.


Wydawnictwo Czerwony Konik, 2009

czwartek, 29 grudnia 2011

"Co za szczęście! Co za pech!" Thomas Halling, Eva Eriksson

Jest piękny, słoneczny dzień. Amanda wybiera się na spacer (CO ZA SZCZĘŚCIE! Gdyby została w domu, okropnie by się nudziła), skręca w lewo (CO ZA SZCZĘŚCIE! Gdyby skręciła w prawo, na głowę spadłaby jej doniczka z kwiatami) i przechodzi przez ulicę (CO ZA SZCZĘŚCIE! Gdyby szła chodnikiem, spotkałaby groźnego, zaślinionego psa). Po udanej przechadce wraca prosto do domu (CO ZA SZCZĘŚCIE! Gdyby nie to, zostałaby na dworze po zmierzchu) i kładzie się spać (ależ miała dzisiaj szczęście! Chociaż... nigdy się o tym nie dowiedziała. Co za pech!).

REWIND (przewracamy książkę do góry nogami, zaczynamy od początku. A właściwie od końca).

Jest piękny słoneczny dzień. Amanda wybiera się na spacer (CO ZA PECH! Gdyby została w domu, pysznie by się bawiła), skręca w lewo (CO ZA PECH! Gdyby skręciła w prawo, dostałaby piękny balon) i przechodzi przez ulicę (CO ZA PECH! Gdyby szła chodnikiem, mogłaby pogłaskać milutkiego psa). Po udanej przechadce wraca prosto do domu (CO ZA PECH! Gdyby nie to, zobaczyłaby fantastyczne fajerweki) i kładzie się spać (ależ miała dzisiaj pecha! Chociaż... nigdy się o tym nie dowiedziała. Co za szczęście!).

Ta sama droga, dwa scenariusze możliwych wydarzeń: pechowy i szczęśliwy. Czy na pewno? Polecam wszystkim tym, których nadal gnębi dylemat: czy szklanka jest do połowy pusta czy pełna? I tym wiecznie gdybającym. O tak, zwłaszcza tym.

Thomas Halling igra z naszym wyobrażeniem o tradycyjnym formacie książki dziecięcej (początek, rozwinięcie opowieści, morał). Ukuwa dwa niezależne początki dwóch opowieści (toczących się wyłącznie w sferze przypuszczeń i osłanianych przez dwie okładki), których dwa - pozornie różne - zakończenia spotykają się dokładnie w samym środku książki, by przynieść refleksję o względności naszych subiektywnych ocen. Mało tu tekstu, sporo sugestywnych ilustracji niezawodnej Evy Eriksson (m.in. Mela na zakupach, Jak tata pozazał mi wszechświat). I sporo żonglerki tym, co tak naprawdę nigdy się nie wydarzyło.

Ach! Co za szczęście! Co za pech! zdobyło statuetkę NAJLEPSZEJ KSIĄŻKI DZIECIĘCEJ 2010  w konkursie Empiku "Przecinek i kropka" (co ciekawe i dość nietypowe dla plebiscytów literackich, wyboru dokonali czytelnicy, nie: profesjonalne jury).


Wydawnictwo EneDueRabe, 2010

poniedziałek, 26 grudnia 2011

"Jak narysować psa? Instrukcja dla dzieci" Pietruszka i Murzyn

Mamo/tato narysuj mi psa! Albo księzniczkę! Albo samolot! Dinozaura! Syrenkę! Kota! Fryderyka Chopina! Wóz strażacki! Świętego Mikołaja! Adama i Ewę!

Nie potraficie? Lub (o zgrozo!) nie jesteście zadowoleni z efektów? To pozycja dla Was. Tu zawijas, tam zygzak, kilka łuków, kropka, kreska i CZARY-MARY, mamy psa! To pestka. Jak podpowiadają autorzy "if you can draw a line, you can draw everything" (jeśli umiesz narysowac linię, umiesz narysować wszystko). Sami spójrzcie:


(w książeczkach dodatkowo każdy ruch komentowany jest przez żyrafę Grażynkę i ptaszka Gwarka, przezabawną parę)

Mamy psa i samolot. I apetyt na jeszcze.

środa, 21 grudnia 2011

"Mała książka o włosach" Pernilla Stalfelt

Włosy: elastyczne, nitkowate wytwory naskórka ssaków (Encyklopedia PWN). Są wszędzie - na głowie, rękach, nogach, pod pachami, na klatce piersiowej. Wokół twarzy (wtedy nazywamy je brodą), oczu (rzęsy). Nad ustami (wąsy) i oczami (brwi). W nosie, w uszach, na łonie. 

Włosy, włosy, wszędzie włosy. Rany ile włosów! Robimy z nich fryzury i peruki, golimy je, stroszymy, farbujemy, tracimy. Rozczesujemy z kołtunów, walczymy z łupieżem, siwizną i rozdwojonymi końcówkami. Czasem wpadają do zupy, a naelektryzowane - przyklejają się do balonów.

Książeczka ciekawostka. W słynnej serii Bez tabu. I naprawdę bez tabu czy kontrowersji. Ot do śmiechu. 


Wydawnictwo Czarna Owca, 2010

sobota, 17 grudnia 2011

"Igor i lalki" Pija Lindenbaum

Recenzenci huczą "kolejna autorska książka obrazkowa Pii Lindenbaum o przełamywaniu stereotypów i przekraczaniu granic - tych wewnętrznych i tych narzuconych. Książka dla wszystkich, którzy buntują się przeciw jedynie różowym dziewczynkom i jedynie niebieskim chłopcom" (źródło).

Czy na pewno? 

Wprawdzie Igor, na przekór kulturowym normom, oczekiwaniom przedszkolnych kolegów czy aspiracjom taty, a nawet wbrew początkowej ignorancji ze strony dziewczynek, ma wybitnie niemęskie (i z jakiegoś powodu wstydliwe dla niego samego) hobby - lubi bawić się lalkami. I o tym to książka. Ale czy jej celem jest nawoływanie do porzucenia społecznie ukonstytuowanych ról płciowych, do odwagi w wykraczaniu poza naturalne grupy odniesienia i tym samym, tworzeniu nowej jakości?

Moim zdaniem nie. To raczej terapeutyczne ukojenie, traktat o tym, że każdy jest inny i to jest w porządku. Sama autorka przyznaje"kiedy mówię, że trzeba dzieciom pokazać, co jest dobre a co złe, chodzi mi też o to, żeby wiedziały, że mają prawo być takie, jakie są".

I znów: to ksiązka adresowana bardziej do nas, rodziców. Wtłaczających dzieci w sztywne ramy (nie bez powodu Igor nie zdradza tacie dlaczego dziś do jego plecaka nie zmieści się piłka), hamujących ich nieskrępowane zabawy "bo nie wypada". A w przedszkolu Igora dzieci - chwilowo pozbawione nadzoru dorosłych - bawią się pysznie. Ich roboty tną krew i wybuchają, lalki zamarzają w lodówce, po czym ożywają, by urodzić klopsiki [sic!].

Na koniec wisienka na torcie: obłędne ilustracje Pii Lindenbaum. Dynamiczne, kolorowe, w charakterystycznym nusiowym stylu (Nusia z resztą w Igorze i lalkach pojawia się wielokrotnie jako postać drugoplanowa).


Wydawnictwo Zakamarki, 2009

środa, 14 grudnia 2011

"Miffy" Dick Bruna

Dwoje spiczastych uszu, duża głowa, kropki jako oczy i krzyżyk jako buzia. Miffy. Mała, biała króliczka. A właściwie leciwa staruszka, która pomimo upływu czasu nie traci na popularności czy aktualności (przypominając trochę Lassego). Przeciwnie, wiek jej służy - przez lata zmieniała swój wygląd, a nawet płeć (ostatecznie Dick Bruna uznał, że kształt sukienki jest ciekawszy do rysowania niż kształt spodenek), stając się ikoną ilustracji dziecięcej. I choć do Polski zawitała nieco spóźniona (bo dopiero trzy lata temu), zdążyła już zaskarbić serca najmłodszych.

Od narodzin Miffy, tj. od 1955r. powstało ponad 30 historii, przetłumaczonych na prawie 50 języków (m.in. surinamski, zulu, łacinę, Bralille'a i wiele innych). Cały urok Miffy tkwi w jej absolutnej prostocie. Dick Bruna kieruje się zasadą: "mniej to więcej. To, co jest ważne, to zredukowanie wszystkiego do samej esencji, tak, żeby żadna linia nie była zbędna. Każdy kształt porusza wyobraźnię. Oto jest sztuka prostoty: sztuka pomijania".

Miffy to projekt niezwykle konsekwentny. Wszystkie książeczki z serii wyglądają identycznie: po lewej stronie na białej karcie widniej czterowersowy rymowany tekst, po prawej - obrazek. Każdy bohater ilustracji obrysowany jest wyrazistą czarną linią (Bruna wykonuje je ręcznie, używając pędzla i atramentu, przez co kontury są nieco rozedrgane) i wybarwiony w charakterystyczny sposób - z użyciem czterech podstawowych kolorów: niebieskiego, czerwonego, żółtego i zielonego. Równolegle z papierową Miffy istnieje jej kreskówkowe alter ego, wiernie oddające książkowy wizerunek.

Miffy to preludium do właściwych przygód króliczki. Bowiem w Miffy Miffy pojawia się po raz pierwszy. Pewnej nocy ciche pukanie do drzwi budzi Pana i Panią królik. Ich sennym oczom ukazuje się anioł, który zwiastuje narodziny Miffy.
Trzeba przyznać, że ta dość odrealniona, choć bardzo ciepła i nastrojowa opowieść wyjątkowo trafnie wpisuje się w przedwigilijny czas. Może warto od niej zacząć?


Wydawnictwo Format, 2008