Jestem kawoszką. Przyznaję się bez bicia. Dlatego upał nie upał, poranek czy wieczór zawsze jest dobry moment na kawkę. Tym razem wariacja na temat hiszpańskiej leche leche, która w oryginale jest mała mleczną kawką ok 100-150 ml ze słodkim mlekiem skondensowanym na dnie przykryta warstwą kawy i spienionym mlekiem. Leche y leche to mleko i mleko. Będąc w Hiszpanii popijaliśmy nią każdego ranka churrosy, a popołudniami robiliśmy poprawkę bez churrosów.
Nasza domowa wersja na upał to duże latte ze skondensowanym mlekiem na dnie jak w leche leche i gałką lodów. Mniam!
Oryginalna, hiszpańska wersja w moim starym poście z Teneryfy. Zapraszam!
Jak zrobić warstwową latte, tudzież leche leche domowym sposobem:
Zaparzam kawę w kawiarce typu włoskiego. Podgrzewam mleko 3,2% w metalowym kubku i mocno spieniam (mam ręczny, mały spieniacz z Ikei). Na dno szklanki wlewam skondensowane mleko słodzone - ok. 5-7 mm, wlewam spienione mleko i trochę nakładam piany łyżką i po ściance szklanki wlewam cienkim strumieniem kawę. Powinny zrobić się piękne 4 warstwy, a przy zwykłej latte 3. Czyli: skondensowane mleko (opcjonalnie), gorące mleko, kawa i mleczna piana.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 lipca 2014
poniedziałek, 16 września 2013
To Lubię!
Lubię chodzić do kawiarni. W Wawie mam kilka swoich ulubionych, do których lubię wracać. Postanowiłam o takich miejscach napisać. Lubię te małe i klimatyczne, ale te większe bardziej nowoczesne powiedzmy, które powstały ostatnio, ale daleko im od sieciówek. Jeśli pojawi się do tego dobre ciacho (najlepiej tort bezowy lub brownie - a co? Nie będziemy sie rozdrabniać) to już super opcja.
Jednym z takich ulubionych miejsc jest kawiarenka To Lubię przy ul. Freta, między Starym, a Nowym miastem. Trafiłam tam lata temu, gdy poszukiwalam miejsca kawowego, w którym nie można palić tylko rozkoszować się zapachem parzonej kawy. To Lubię było nielicznym wtedy takim miejscem. Teraz obowiązuje zakaz palenia, na szczęście nie kawy.
W To Lubię parzyli i chyba parzą do tej pory Illy. Dla mnie troszkę kwaśna, ale z mlekiem idealna. Do kawki polecam bezę z bitą śmietaną i owocami, ciastka owsiane, sernik z porzeczką, czy brownie. W niedziele jest tort bezowy, ale niestety nie z kremem odpowiednim do tego tortu tylko z bitą śmietaną. Oprócz tego można zjeść ciepłe bułeczki z różnymi pastami (jajeczna, twarożkowa, z szynką) o każdej porze dnia i inne wytrawne rzeczy. Tradycyjnie do picia jeszcze szejki, czekolady i herbaty oraz miody i grzańce. Polecam kufel herbaty z imbirem i cytrusami w wersji zimowej i letniej z lodem.
Miejsce jest niewielkie (w bocznej wieży Kościoła Dominikanów). Na dole 3 stoliki plus miejscówka w oknie i na górze chyba 4 z kącikiem dla najmłodszych. Bielone ściany, ciemne drewno jak w zakonnym refektarzu, ale ciepła dodaje przemiła obsługa, słoje z ciastkami i wiklinowe kosze z kwiatami na zewnatrz. Na wynos można zakupić domowe konfitury, miody pitne dominikańskie, ciastka owsiane i magazyn "W drodze" ;)
Polecam! I do zobaczenia!
Jednym z takich ulubionych miejsc jest kawiarenka To Lubię przy ul. Freta, między Starym, a Nowym miastem. Trafiłam tam lata temu, gdy poszukiwalam miejsca kawowego, w którym nie można palić tylko rozkoszować się zapachem parzonej kawy. To Lubię było nielicznym wtedy takim miejscem. Teraz obowiązuje zakaz palenia, na szczęście nie kawy.
W To Lubię parzyli i chyba parzą do tej pory Illy. Dla mnie troszkę kwaśna, ale z mlekiem idealna. Do kawki polecam bezę z bitą śmietaną i owocami, ciastka owsiane, sernik z porzeczką, czy brownie. W niedziele jest tort bezowy, ale niestety nie z kremem odpowiednim do tego tortu tylko z bitą śmietaną. Oprócz tego można zjeść ciepłe bułeczki z różnymi pastami (jajeczna, twarożkowa, z szynką) o każdej porze dnia i inne wytrawne rzeczy. Tradycyjnie do picia jeszcze szejki, czekolady i herbaty oraz miody i grzańce. Polecam kufel herbaty z imbirem i cytrusami w wersji zimowej i letniej z lodem.
Miejsce jest niewielkie (w bocznej wieży Kościoła Dominikanów). Na dole 3 stoliki plus miejscówka w oknie i na górze chyba 4 z kącikiem dla najmłodszych. Bielone ściany, ciemne drewno jak w zakonnym refektarzu, ale ciepła dodaje przemiła obsługa, słoje z ciastkami i wiklinowe kosze z kwiatami na zewnatrz. Na wynos można zakupić domowe konfitury, miody pitne dominikańskie, ciastka owsiane i magazyn "W drodze" ;)
Polecam! I do zobaczenia!
niedziela, 4 sierpnia 2013
Czas na kawkę...
Dziś sennie. Marzy mi się kawa i tort bezowy :)
Taki zestaw w jedynej sieciówce, której uległam. Czas się ruszyć do greencoffee.
Taki zestaw w jedynej sieciówce, której uległam. Czas się ruszyć do greencoffee.
piątek, 20 lipca 2012
sobota, 2 października 2010
historie kuchenne cz. 1
Nie ma jak poranna kawa i zaległa lektura... pod warunkiem, że nie zlecą się wcześniej inni smakosze :)
sobotnio-poranne pozdrowienia!
wtorek, 29 czerwca 2010
chłodzenie kawowo-kokosowe :)
Po podróży warszawską komunikacją miejską z pracy do domu uruchamiam niemałe chłodzenie. Zaczynając od zewnątrz po chłodzenie od środka.
Zagłębiając się w szczegóły chłodzenia "od środka" - polecam niedokończoną poranną małą czarną, czyli:
- do blendera wlewamy zimną szklankę mleka
- niedokończoną filiżankę małej czarnej z rana ;p
- wrzucamy 10 kostek lodu
- dodajemy 2 łyżki sosu kokosowego
- miksujemy i po przelaniu do szklanki sączymy frappe kawowo-kokosowe :)
smacznego!
Z miłości do kogoś bliskiego można się podzielić, a nawet udekorować szklankę szczyptą cynamonu tudzież zaszaleć z lodowym serduszkiem ;p
niedziela, 28 marca 2010
kawa dla Ireny i Wiesława
Niedzielnego wiosennego poranka, kiedy to Irena zbudziła się niby o tej samej godzinie co zwykle Wiesław uświadomił swoją piękność, że jednak jest godzina później.
- "O! rzesz ty Słodki! - przecież o tej porze zwykle pijam już kawę!"
Wiesław zadygotał... Nie lubi jak Irena się złości - szkodzi to jej urodzie. Popędził do kuchni i zaparzył poranną kawkę. Z namaszczeniem otworzył nową puszkę słodkiego mleka, spienił porcyjkę mniej tłustego specjalnie dla Ireny i już po chwili wparadował z dumą do salonu niosąc na srebrnej tacy kawę dla siebie i swojej ukochanej.
Irena zapiała z radości i rzuciła się w ramiona Wiesława całując go prosto w dziobek.
- "Wiedziałam, że mogę zawsze na Ciebie liczyć Wiesławie!" - zawołała radośnie.
Rozsiedli się wygodnie na pufie z liści bananowca i delektowali się poranną kawą. Ulubiona czarna Wiesława i słodka z mlekiem i pianką Ireny. Spoglądali na siebie z miłością aż do ostatniej kropli... i jeszcze dłużej.
sobota, 13 marca 2010
duża z pianką!
Sobota jest tym dniem, w którym mogę spokojnie celebrować poranną kawę. W zeszłym tygodniu trele mele kawowe morele, a teraz... ale od początku.
Ostatnio w czasie poszukiwania nowej lodówki, której zakup tymczasem przesunął się w czasie ku niewiadomej przyszłości, trafiłam w pewnym sklepie ze sprzętem AGD na "spieniacz do mleka".
Proste ustrojstwo, a ile radości... :) Ot niewielki kubeczek w cenie dwóch wyjść na kawę, z akumulatorem i kręcącą się sprężynką.
Mając tylko włoską kawiarkę, a nie typowy ciśnieniowy ekspres, teraz mogę sobie robić puszystą pianę na... cztery! palce :)
Zatem małe celebrowanie dużej z pianką i cynamonem i... do roboty!
sobota, 6 marca 2010
trele mele kawowe morele
Jak dobrze zacząć dzień...?
... wolny dzień zaznaczam, czyli weekendową sobotę.
Przede wszystkim wstać o godzinie bliżej nieokreślonej i co najważniejsze nie tej co zwykle. Zaparzyć kawkę i celebrować ją co najmniej dłuższą chwilę w niecodziennej oprawie. W tą sobotę padło na morele. Była to może trochę przesadzona fantazja, bo oprócz kawy, mleka i kilku moreli do blendera wlałam też sok brzoskwiniowy i pomarańczowy - niby niewiele, ale następnym razem zostanę tylko przy morelach :]
W-Zetka i kawka...hmmmmm.... takie poranne terele morele.
czwartek, 25 lutego 2010
Hola!
Dziś odbyła się moja pierwsza lekcja hiszpańskiego. Już czuję, że nie te lata jak na naukę od zera, ale mam nadzieję, że mimo wszystko czegoś się nauczę :) Zaczynam się też obawiać, że mój francuski spowoduje, że kompletnie mi się wszystko będzie myliło... bo mam wrażenie, że jest wiele wspólnego...
Po powrocie z pracy i później z lekcji dopingowałam naszej sztafecie przy... kawce zainspirowanej niedawnym wypadem na Kanary. Przedstawiam moją wersję leche y leche :)
Udała się - wyszła jak "z obrazka" mimo, że nie mam ekspresu do kawy nie marząc nawet o spieniaczu do mleka.
Na spód wlewamy ok 0,5 cm - 1 cm zagęszczonego mleka słodzonego, później wlewamy latte z pianką lub czarną kawę, a później spienione mleko. Smacznego - słodkiego!
Hasta pronto!
czwartek, 17 września 2009
kawa korzenno-pomarańczowa
Wyszło pysznie, aromatycznie... korzenno-pomarańczowo! Zatem zabieram się do dalszej pracy... przede mną długa noc przed komputerem, angielski do zrobienia i trzeba się jeszcze spakować - wybywam na weekend grzybowy :)
Pozdrawiam!
piątek, 31 lipca 2009
Kici-Kawka :)
Kawa z lodami to raj dla łasuchów-kawoszy... czyli dla mnie :)
Oto nowa wariacja z lodami Kit-Kat. Nie dość, że słodkie, to z czekoladowymi chrupkami. :))Mniam!

Kici-Kawka to:
1 filiżnka mocnej kawy
1 szklanka chudego mleka
2 kopiaste łyżki lodów Kit-Kat lub np. czekoladowych
Całość miksujemy w blendzerze. Można dodać jeszcze lodu, aby całość była bardziej zimna.Po wlaniu do szklanek dokładamy 2 kulki lodów na wierzch. Dodajemy jakąś czekoladową słodycz do ozdoby lub z lodów wyjmujemy parę kuleczek Kit-Katowych.
Ehhh... to było grzeszne! MIAU!
Oto nowa wariacja z lodami Kit-Kat. Nie dość, że słodkie, to z czekoladowymi chrupkami. :))Mniam!
Kici-Kawka to:
1 filiżnka mocnej kawy
1 szklanka chudego mleka
2 kopiaste łyżki lodów Kit-Kat lub np. czekoladowych
Całość miksujemy w blendzerze. Można dodać jeszcze lodu, aby całość była bardziej zimna.Po wlaniu do szklanek dokładamy 2 kulki lodów na wierzch. Dodajemy jakąś czekoladową słodycz do ozdoby lub z lodów wyjmujemy parę kuleczek Kit-Katowych.
Ehhh... to było grzeszne! MIAU!
poniedziałek, 20 lipca 2009
pireuska
Pireuska powstała w upalną sobotę, kiedy spodziewaliśmy się gości. Upalny dzień dał nam w kość. Spać się chciało, a gorącej kawy się raczej nikt nie chciał. Zatem zrobiłam kawę w ekspresie i ostudziłam. Na mały włoski ekspres wsypałam 6 łyżeczek kawy aromatyzowanej - czekoladowej. Po wystudzeniu przelałam do blendera, dodałam nalewki cynamonowo-goździkowej, którą kiedyś kupiłam w okolicach Piresusu. To ponoć tamtejszy przysmak. Później dodałam zimnego, prawie zmrożonego mleka do wartości 0,5 l. Zmiksowałam. Powstała smaczna kawa z dużą pianką. Po przelaniu do wysokich szklanek dodałam lody bakaliowe, udekorowałam ciasteczkiem piernikowym. Pycha!
Zatem:
- mocna kawa z ekspresu - około 1 filiżanka
- odrobina nalewki cynamonowo-gożdzikowej (jeśli nie mamy przy parzeniu kawy dodajemy cynamonu i goździków)
- zimne mleko - prawie zmrożone lub mleko i kostki lodu (ok. 2-3 szklanki w zależności jak mocna ma być całość)
- 2-3 kulki lodów np. bakaliowych, śmietankowych.
- ciacho do dekoracji.
Smacznego!
Zatem:
- mocna kawa z ekspresu - około 1 filiżanka
- odrobina nalewki cynamonowo-gożdzikowej (jeśli nie mamy przy parzeniu kawy dodajemy cynamonu i goździków)
- zimne mleko - prawie zmrożone lub mleko i kostki lodu (ok. 2-3 szklanki w zależności jak mocna ma być całość)
- 2-3 kulki lodów np. bakaliowych, śmietankowych.
- ciacho do dekoracji.
Smacznego!
niedziela, 5 lipca 2009
Poranna z pianką
Dziś wstałam o 5 rano, aby zobaczyć co w lesie piszczy... Taki upał w ciągu dnia, że aż miło wejść do mokrego, chłodnego lasu. Szkoda, że nie wzięłam aparatu - słońce pięknie przebijało się przez drzewa. Grzybków jeszcze nie ma - przynajmniej nie za wiele. Te, które są zostały dla robali, a niech się najedzą! - później może nie będą tyle żarły i zrobi się pyszne zapasiki na zimę :)
Póki co marzę o kawce... Tak z rana polecam kawę zmiksowaną w blenderze z mlekiem i esencją waniliową (zamiast cukru), a na wierzchu parę migdałów do schrupania.
To do następnego "blenderowania"!
Subskrybuj:
Posty (Atom)