Alexandre-Gabriel Decamps Jagdhunde 1839 Oil on canvas, Musee du Louvre
Łzy rzęsiste lały mi się z oczu, kiedy przed paru laty czytywałam licznie w prasie zamieszczane relacje z życia i działalności Bożeny Wahl. Ona, to znaczy p.Wahl, znana ongiś i podziwiana wielce artystka malarka, kobieta piękna, przedstawicielka warszawskiego high life'u zamieniła jakiś czas temu swoją rolę kobiety uwielbianej w stołecznym światku, na rolę opiekunki nad bezdomnymi zwierzętami, w zapomnianej przez ludzi wiosce pod Rawą Mazowiecką, gdzie założyła Przytulisko dla psów i kotów.
Ponieważ same łzy to mało, co roku wraz z mężem przekazywaliśmy nasz skromny, jednoprocentowy datek od podatku dochodowego na rzecz tej Fundacji, a ja w miejscowej prasie namawiałam co wrażliwsze na zwierzęcą krzywdę osoby, aby poszły w nasze ślady. Czasem też sięgamy do portfela aby doraźnie wspomóc najbardziej potrzebujących.
Choć nie prowadzę żadnych statystyk, a więc nie wiem ile osób mnie odwiedza, na tym blogu na stałe umieszczone jest łącze do schroniska w Boguszycach Małych. Chodzi mi o to, aby przypominać, że problem zwierząt bezdomnych istnieje. Że jeśli nawet tylko jedna osoba pomoże, i wcale niekoniecznie tej właśnie fundacji, to będzie to plus jedna osoba, a nie zero.
Przyznaję, że od wielu miesięcy nie odwiedzałam wirtualnie Przytuliska p.Wahl. Ale ponieważ właśnie zamierzam rozliczyć się z Fiskusem za ubiegły rok postanowiłam popatrzeć, co też słychać w Boguszycach, u psów i kotów.
A tam... o Boże Święty! Wielkie zamieszanie. Zmiany. Oskarżenia. Pomównienia. Dowody. Brak dowodów. Pani Wahl odwołana. Nowy Zarząd. Nowa Rada. Pani Bożena zakładniczką we własnym domu. Dochodzenia. Pani Wahl nową fundację zakłada.
A co ze zwierzętami?! Podobno dobrze. Podobno lepiej, niż dotychczas. Komu wierzyć? Kto ma rację? O co ta wojna? Wzburzona przeokropnie i prawie przekonana o winie dotychczasowej zarządzającej i właścicielki ziemi, na której znajduje się schronisko, napisałam do nowego Zarządu z pytaniami o rozliczenie tej aferalnej sprawy. Z odpowiedzi dowiedziałam się, że postępowanie prokuratorskie trwa, materiały prasowe nie zostały ocenione pod kątem rzetelności dziennikarskiej przez Radę Etyki Mediów, a wielotysięczna kwota pieniężna w dalszym ciągu jest nierozliczona, a więc nie wiadomo, czy została spożytkowana na potrzeby zwierząt, czy na inne cele.
Dziś, kiedy już trochę ochłonęłam po tych bulwersujących wiadomościach, sięgnęłam ponownie do materiałów prasowych. Barbara Pietkiewicz, wiadomo, jak pisze wierzy się jej każdemu słowu (artykuł w "Polityce" z sierpnia 2009 tu można przeczytać). W "Gazecie Wyborczej" 9 grudnia 2009 materiał "Bitwa na psim polu" zamieściła Anna Wacławik-Orpik (tekst tutaj). Zdaje się być obiektywny. Ale znów nie dać wiary słowom, zapewnieniom nowego Zarządu? Dlaczego?
Wniosek jest tylko jeden: U nas, jak zwykle, kiedy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, chodzi o pieniądze. Tylko dlaczego, na miły Bóg, zawsze najsłabsi na tym ucierpieć muszą?
Pytanie: Jak funkcjonuje prawo, w tym przypadku to o organizacjach pożytku publicznego, że dochodzić może do sytuacji, w których latami nikt nikogo, za nic nie rozlicza?
I refleksja. Jesteśmy dopiero na początku drogi prowadzącej do budowania społeczeństwa obywatelskiego. Między innymi ten jeden procent podatku, oddany do naszej dyspozycji, miał temu budownictwu służyć. Ilu z nas podobne sprawy skutecznie do tego zniechęcą?
Oczywiście w tym roku przekazuję, jak obiecałam, swój 1% na Fundację "Ostatnia szansa", wierząc, że to o psy chodzi. Może kiedyś wybiorę się do Boguszyc Małych, aby naocznie przekonać się, kto jest dobry. Dla zwierząt.