Pytanie o relacje między prawdą a zmyśleniem w literaturze posłużyło za kanwę powieści Juana Marse, "Dziewczyna w złotych majtkach". Oto starzejący się pisarz, Luys Forest, który resztę swojego życia spędza w małej miejscowości Calafell, spisuje swoją biografię. Znienacka w jego życiu pojawia się wyjątkowo niesforna siostrzenica, Mariana, która oferuje mu przepisywanie jego wspomnień. Dzięki jej dociekliwości i trudnym pytaniom wiele spraw okazuje się być zupełnie innymi niż się wpierw wydawało, włącznie z tytułowymi złotymi majtkami. I to jeszcze jest w miarę ciekawe.
Sama powieść już aż tak ciekawa nie jest. Dawno nie wynudziłam się tak przy żadnej książce. Do tego erotyka, którą wydawnictwo Znak reklamowało książkę w materiałach promocyjnych, nie jest jakoś specjalnie powalająca. Ot, stary człowiek przygląda się młodej dziewczynie i jej przyjaciołom (oraz ich wspólnym igraszkom), a na końcu okazuje się, że też jeszcze może. Może tak było pod koniec lat 70., może w zestawieniu z wątkami politycznymi w Hiszpanii ta książka mogła budzić jakieś kontrowersje. Drugie moje wrażenie było takie, że autor wyszedł od jakiejś swojej erotycznej fantazji i próbował do niej coś naprędce dobudować. Z mojej perspektywy - nic specjalnie mocnego, a wręcz wrażenie, że aby podrasować niespecjalnie porywającą książkę, na koniec potrzebna była jakaś patologia - w końcu nic tak nie służy sztuce, jak ona (co widać zwłaszcza w przypadku polskich filmów z ostatnich lat, które zostały obwołane najlepszymi). Ogólne wrażenie: przereklamowane. Choć przyznam, że okładka ładna i intrygująca.
A może ktoś z Was miał zupełnie inne odczucia przy lekturze tej książki? A jeśli dopiero planuje przeczytać, proszę, aby podzielił się swoimi wrażeniami.
Juan Marre, Dziewczyna w złotych majtkach, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010.