Człowiek jest istotą doludną, a ja - zajmujący się umarłym światem Mazur - byłem zawsze odludkiem. Pisałem o tym, o czym chciałbym porozmawiać z kimś, kto chciałby mnie zrozumieć, albo w tym rozumieniu siebie mi pomógł. Jednak kto całe życie przeżył poza domem, zachowuje się ta, jakby się skradał i jakby nie chciał, aby go dostrzeżono, że jest tak blisko. To po części wynikało z mojej natury, z darowanej mi od dzieciństwa samotności, ale zależało też od okoliczności, w jakich żyłem. Kto chce zaznaczyć własną obecność, musi zachować dystans wobec innych. Lecz potem okazuje się, że nie ma już tych, do których chciałby się zbliżyć. Gdzieś są coraz młodsi, zajęci swoimi sprawami. Są właścicielami innych doświadczeń, a może też innego już świata, w którym mazurska grupa etniczna, rozproszona do cna, należy już tylko do legend.
Symbolem tego odosobnienia pisarza jest cmentarz w Dobrzyniu, dawniej zarośnięty i zaniedbany, gdzie pisarz odwiedzał groby swoich bliskich, ale też chował się przed światem. W niepodległej Polsce, gdy regionalne różnice przestają być zwalczane, a z dumą podkreślane, cmentarz w Dobrzyniu zostaje odsłonięty poprzez wycięcie kępy otaczających go drzew, a nagrobki zostają odnowione. Spory udział ma w tym sam pisarz, który dzięki swojej twórczości jest już znaną publicznie osobą, a zatem ma duży wpływ na opinię i działania innych. To może być też metafora jego pisarstwa - podtrzymywanie pamięci o tym, co bezpowrotnie minęło. Świetna, bardzo osobista i refleksyjna książka.
Erwin Kruk, Spadek. Zapiski mazurskie 2007-2008, Oficyna Retman, Dąbrówno 2009.