Moja książka jest już dostępna od niemal dwóch lat. Przeczytało ją w tym czasie spore grono osób. Dokładnie trudno oszacować ilu tych czytelników może być. Wiem tylko ile książek sprzedaliśmy. Jednak osoby, które książkę kupiły to nie jedyni czytelnicy, bowiem "23 kilometr" znajduje się dzisiaj w kilkudziesięciu bibliotekach i tu wszelkie nasze spekulacje się kończą. Nie znamy statystyk czytelnictwa w bibliotekach. Wiadomo tylko, że ono istnieje. Potwierdzeniem na to są zaproszenia na spotkania autorskie i konkretne pytania w ich trakcie, związane z tym co ta książka opisuje. Czyli uczestnicy spotkania wcześniej książkę czytali.
Najczęściej pytania dotyczą zakończenia książki, czyli śmierci Vilego. Czytelnicy pytają jak to możliwe, że młody zdrowy pies umiera nagle i to na samym początku wyścigu. To jest chyba najtrudniejsze pytanie, na które sami długo nie mogliśmy znaleźć odpowiedzi. wydawało nam się, że Vili musiał mieć jakąś ukrytą chorobę, bardzo długo obstawialiśmy tętniaka w mózgu, czy sercu. Jednak, kiedy dotarł do nas raport z sekcji zwłok Vilego, to okazało się, że nie dręczyły go żadne tego typu problemy. Mało tego, nie znaleziono w jego organizmie niczego, co mogłoby być przyczyną śmierci. Pozornie jego śmierć zaczynała wyglądać bardzo tajemniczo. Można by zadawać rozmaite pytania. Może był przemęczony, może dostawał jakieś leki, choćby te uznawane za doping w sporcie psich zaprzęgów. Otóż nic z tych rzeczy. Vili był dobrze przygotowany do sezonu, odpowiednio wytrenowany. Odpowiednio oznacza ni mniej, ni więcej tylko tyle, że treningu było w sam raz. Nie było więc mowy o przemęczeniu. Vili był w znakomitej formie zarówno w trakcie wyprawy treningowej odbytej w lutym na jeziorze Inari, jak i przed samym startem. Nawet na kilka minut przed jego śmiercią, opisuję to w książce, nic nie wskazywało na tragedię, która nastąpić miała dosłownie za moment.
Mimo to wciąż znajdują się osoby, które obarczają nas winą za śmierć Vilego. Nie czynią tego jednak w trakcie spotkań, w cztery oczy. Robią to "zza węgła", znad klawiatury, siedząc w domowym zaciszu i wymyślając niestworzone historie. Niestety najczęściej są to nasi znajomi, którzy przestali nimi być już jakiś czas temu. Mamy taki klubik "fanów", który bardzo się uaktywnił po szwedzkiej wpadce. Nawet nie będziemy się zastanawiać, co spowodowało ich przejście na "złą stronę mocy". Oni lubią rozpowszechniać mit padaczkowy. Otóż według ich wersji, Vili cierpiał na padaczkę, a ja zaciągnąłem go mimo to do Norwegii i tym samym zabiłem. Po pierwsze żadna z tych osób Vilego nawet na oczy nie widziała, Vili był z nami zaledwie półtora miesiąca, które spędził w większości w Finlandii, a więc nie miała najmniejszego pojęcia jaki to był pies, jak się zachowywał, jak biegał i jak się regenerował po biegu.
Tak to już jest, że najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy wiedzą najmniej.
Dlatego, w każdym razie, dementuję te plotki. Vili nie cierpiał na żadną chorobę, ukrytą, czy jawną. Był zdrowy i w pełni sprawny. W czasie treningów w Inari, przebiegł z całym zespołem niemal pięćset kilometrów i był jednym z najsilniejszych psów. W ogóle to był jeden z najsilniejszych biegaczy, z jakimi spotkaliśmy się w życiu. Zabiła go natomiast niewydolność serca, która pojawiła się w tym pechowym momencie na dwudziestym trzecim kilometrze trasy wyścigu Finnmarkslopet.
Jak wiemy takie śmierci się zdarzają, zarówno wśród zwierząt, jak i wśród ludzi sportowców.
Nie wiedzą tylko tego, jak widać, albo nie chcą wiedzieć rozmaici hejterzy. Spotkałem się z opinią jednego z nich, że cała moja książka jest wymyślona i oparta na kłamliwej wersji śmierci Vilego. Nawet do tego dochodzi. Jak to traktować? Chyba tylko spuścić w toalecie, bo nie warto brać takich rzeczy do siebie i zatruwać sobie życia. Hejterzy niech się bawią internetem, to on jest ich jedynym teatrem działań. Poza nim nie istnieją. I to by było na tyle o nich. No może jeszcze to, że w "23 kilometrze" dziewięćdziesiąt procent książki poświęcone jest innym sprawom, niż śmierć Vilego. Ta pojawia się na samym końcu. Wypadałoby zatem najpierw książkę przeczytać, a dopiero potem ją ewentualnie krytykować.
Książka jest wciąż dostępna, przed nami kolejne spotkania autorskie, na których będzie dobra okazja porozmawiać o tym dlaczego start w wyścigu skończył się tragedią. Rozmawiamy o tym nie tylko zresztą w trakcie tych spotkań, bo i zdarza się, że ktoś zapyta o to w internecie. Tam też jesteśmy dostępni. To nie są żadne tajemnice, a nawet wręcz przeciwnie. Może dzięki naszym doświadczeniom ktoś zrozumie swoją tragedię, czy nawet jej zapobiegnie. To drugie jest niestety znacznie trudniejsze, bowiem w przypadku Vilego nie sposób było tego przewidzieć. Nawet w komentarzu do autopsji, norwescy lekarze napisali, że taka chwilowa niewydolność jest niezwykle trudna, o ile nie niemożliwa, do wychwycenia w badaniu ambulatoryjnym. W przypadku Vilego tak się stało. Badania, które przeszedł przed wyjazdem nie wskazały niczego niepokojącego.
Jak w takim razie zapobiec takim nieszczęściom w przyszłości? trudno powiedzieć. Tutaj nawet uprawianie sportu przez psa nie jest wyłączną przyczyną śmierci. Ona może dopaść psiaka również w zabawie, czy podczas spaceru.
Opowiadała nam pani weterynarz, która zajmuje się naszymi psami, jak to kiedyś przyszedł do jej gabinetu pan z suczką. Normalną, na oko zdrową, kilkuletnią. Przyszła na szczepienie. Pani doktor nabrała do strzykawki szczepionkę, odwraca się do suczki, a ta leży na podłodze. Zaczęła ją reanimować, ale bezskutecznie. Zwierzątko umarło. Być może była to reakcja serca na stres związany z przyjściem do lecznicy?
Takich opowieści po śmierci Vilego usłyszeliśmy mnóstwo. Wiele osób pisało do nas o swoich przypadkach z psami. To jest okropne, jak wielu ludzi straciło swojego zwierzaka w taki nagły sposób. Życie jest nieprawdopodobnie kruche, aż trudno w to uwierzyć, dopóki samemu się przez taką tragedię nie przejdzie. Oby Was i nas one omijały z daleka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 października 2017
niedziela, 4 grudnia 2016
"23 kilometr" idealnym pomysłem na prezent
"23 kilometr" - jedyna taka książka na polskim rynku wydawniczym idealnym pomysłem na świąteczny prezent
:)
To opowieść o podróży przez życie psim zaprzęgiem, o pasji, miłości i rodzinie, która wbrew przeciwnościom losu konsekwentnie dąży do realizacji obranych celów i marzeń. To książka podróżnicza, ale też o życiu, o szukaniu siły w sobie, która pozwoli podnieść się po niezliczonej ilości upadków i niepowodzeń, i oczywiście o psach - wspaniałych przyjaciołach na wspólnej ścieżce życia.
Od 25 lutego 2016, kiedy to "23 kilometr" miał swoją premierę w Kinoteatrze Rialto w Katowicach odbyliśmy ok. 50 spotkań autorskich i prelekcji w bibliotekach, domach kultury i na festiwalach podróżniczych. Spotkaliśmy mnóstwo zakręconych, niezwykle ciekawych i inspirujących osób. A reakcje, które wywołuje "23 kilometr" przeszły nasze najśmielsze oczekiwania:
"to jedna z najważniejszych książek, jakie czytałam w ostatnich latach, polecam!!"
Mirosława
"(jestem) zafascynowany i w sposób oczywisty wzruszony Państwa wysiłkiem i działaniem, dyktowanym wielkim sercem i humanizmem, którego próżno szukać we współczesnym świecie"
"(jestem) zafascynowany i w sposób oczywisty wzruszony Państwa wysiłkiem i działaniem, dyktowanym wielkim sercem i humanizmem, którego próżno szukać we współczesnym świecie"
Maciej
"Jedna z bardziej interesujących książek jakie ostatnio przeczytałam. (...) Czytając czuje się tą wielką pasję i miłość do zwierzaków"
Irena
Dziękujemy za te słowa. Są one dla nas olbrzymią motywacją do dalszych działań.
"23 kilometr" - wyłącznie do kupienia u nas. Jej koszt to 35 zł plus 10 zł za wysyłkę priorytetową pocztą.
Zamówienia prosimy składać na info@syberiada-adventure.com
Zamówienia prosimy składać na info@syberiada-adventure.com
Kilka recenzji:
"Piękna, wzruszająca, dosadna. O oddaniu, miłości i poświęceniu. Wyciska łzy i rwie dusze w cichej bezsilności. Historia zmagania się z wszelkimi przeciwnościami losu, by ostatecznie dać nadzieję na lepsze jutro..."
Alina
Alina
"Książka jest GENIALNIE napisana - tak jak powinna być pisana książka o podróży i życiu. Zachęcam każdego do przeczytania książki "23 kilometr" - bo naprawdę warto!"
Irek
Irek
"Historia prawdziwa, szczera, wzruszająca. Pełna energii, pozytywna, motywująca ale także i smutna. Czyli taka jak życie. Wciągająca od początku do ostatniej kartki.(...) pasjonująca historia niezwykłej rodziny. Tak, na pewno motywuje do działania. A autorowi można pozazdrościć uporu i wiary w to co robi. Świetna robota, polecam każdemu do przeczytania!"
Kazimierz
Kazimierz
"Przyniosłam
dzisiaj do domu... Miałam tylko "rzucić okiem" na
początek , obejrzeć "obrazki" żeby zastanowić się
kiedy podjąć próbę "bliższego poznania materiału"....
Po pierwszej stronie uznałam że zastanawianie się jest już
bezprzedmiotowe :) Gratuluję :)"
Katarzyna
I fragment książki:
"Wpatrywaliśmy
się oboje w ciemną, nieprzeniknioną dal. Przed nami było
Inarijarvi. Pierwszy raz zobaczyliśmy jezioro. Zobaczyliśmy
zaledwie tyle ile widać było w świetle reflektorów. Jednak ten
drobny wycinek wtedy wystarczył. Zresztą nie to co było widoczne
miało znaczenie. Od jeziora wiał wiatr. Dość mocny, jednostajny
podmuch idący z mroku. Czuć było w tym wietrze długą drogę jaką
przebył. Czułem w nim ogrom przestrzeni jaka rozciągała się w
ciemnościach, gdzieś tam daleko, gdzie wzrok nie mógł sięgnąć.
Przestraszyłem
się. Poczułem prawdziwy lęk. Taki pierwotny strach głęboko w
sercu.
-
Jak my damy radę objechać to jezioro - pomyślałem wtedy. Tak
naprawdę pierwszy raz od czasu kiedy zaczęliśmy planować tę
wyprawę nagle ogarnęły mnie wątpliwości. Było bardzo zimno,
dwadzieścia parę stopni poniżej zera. Do tego dość mocno wiało.
I to coś, co trudno opisać. Jakaś groza."
etykiety
23 kilometr,
Daleka Północ,
Dom Psiego Seniora,
książka,
opowieści,
pisanie,
podróże,
prelekcja,
psie zaprzęgi,
psy,
rozwój osobisty,
spotkanie autorskie
wtorek, 23 sierpnia 2016
17 Południk
17 Południk Dolnośląski Festiwal Podróżników. 3 września to właśnie w jego trakcie rozpoczniemy jesienną sesję spotkań z maszerską opowieścią. Tym co odróżni ją od wiosenno-letniej będzie Trylogia Norweska i opowieść o naszych planach na najbliższą zimę.
A tak piszą o tym festiwalu jego organizatorzy na stronie www.17poludnik.pl
"Dolnośląski Festiwal Podróżników - 17 Południk, którego nazwa pochodzi od południka przebiegającego przez stolicę Dolnego Śląska, i który od czterech lat odbywa się w malowniczo położonej miejscowości Pasterka w Górach Stołowych, tuż przy granicy z Republiką Czeską, to miejsce spotkań wyjątkowych osobowości, unikatowych prelekcji i nieszablonowej edukacji. Co roku gromadzi ludzi ciekawych świata – eksploratorów najodleglejszych zakątków naszego globu, pasjonatów aktywnej turystyki, miłośników dalekich stron i innych kultur, ale także tych, którzy jeszcze nie zaczęli swojej wielkiej, podróżniczej przygody i dopiero poszukują swoich inspiracji."
O tym co w trakcie festiwalu będzie się działo także cytujemy za stroną www.17poludnik.pl
"Pasterka - Góry Stołowe - 02-04.09.2016 r.
Trzy festiwalowe dni wypełni
szereg atrakcji, z których jak zwykle najważniejsze będą prelekcje i
spotkania z podróżnikami. W tym roku zapowiadają się one wyjątkowo
ciekawie. I tak, podwodny fotograf Bartosz Stróżyński,
nagradzany na wielu prestiżowych konkursach fotograficznych, takich jak:
International Photography Awards, Por el Planeta Competition, European
Wildlife Photographer of the Year, czy też Wielki Konkurs Fotograficzny
National Geographic, opowie nam o swojej fascynacji Antarktydą i Arktyką. Marek Pindral, autor kilku książek podróżniczych, zabierze w nas do Omanu, gdzie jak w baśniach Szeherezady, spędził ponad 1001 dni i nocy. Z Aleksandrem Hanuszem,
który ze szczególną pasją oddaje się pływaniu morskiemu małymi,
własnoręcznie wykonanymi łódkami, z anglosaska zwanymi dinghy,
wybierzemy się w pełną perypetii, pierwszą, polską wyprawę przez Ocean Atlantycki na odkrytopokładowej mieczówce. Agnieszka i Mateusz Waligóra opowiedzą nam o swojej rowerowej podróży przez Amerykę Południową i Australię,
wyróżnioną w kategorii „Wyczyn Roku”na festiwalu Kolosy. 2 lata, 2
kontynenty, 16.000 km rowerem, 7 wysokich gór i milion przygód. Daria i Krzysztof Nowakowscy pokażą nam daleką północ,
gdzie ze swoimi psami spędzają każdą zimę, organizując wyprawy i
zmagając się z najdłuższymi w Europie wyścigami psich zaprzęgów. Paulina Franczak-Sherpa i jej urodzony w Himalajach mąż - Nima Sherpa - licencjonowany przewodnik górski i wspinacz wysokościowy, zabiorą nas do Nepalu,
abyśmy się przekonali jak dziś wygląda ten kraj, rok po wielkim
trzęsieniu ziemi, w którym życie straciło tysiące jego mieszkańców, a w
gruzach legło kilkaset tysięcy budowli. Do odległej Jakucji,
zobaczyć jedne z największych dziur na świecie – gigantyczne kratery
kopalni diamentów na północy Syberii, wybierzemy się z wytrawnym
podróżnikiem - Jurkiem Arsobą. A Anna Sieradzka i Lucyna Leszkiewicz, autorki bloga podróżniczego „Panny na wygnaniu”, opowiedzą nam o swojej rocznej wędrówce po Azji Południowo-Wschodniej
- o wizytach u mniejszości Hmong i Akha, o wspólnym, suto zakrapianym,
biesiadowaniu z mieszkańcami kambodżańskiego plemienia Kreung, o
mieszkaniu z laotańską rodziną pod jednym dachem, o zgłębianiu
balijskich tradycji, o „weseleniu się” na Indonezyjskim Flores i o
poznaniu „Łowców głów” na Borneo.
Wszystkie pokazy będą prezentowane na dużym ekranie, w specjalnie przygotowanym namiocie festiwalowym dla kilkuset osób, gdzie oprócz miejsc siedzących będzie także sporo miejsca do rozłożenia karimat. Poza pokazami w programie znajdzie się również wiele dodatkowych atrakcji, takich jak: projekcje filmowe, konkursy z nagrodami, górska wycieczka, czy też wielkie, festiwalowe ognisko, które płonąc będzie do białego rana.
Wszystkie pokazy będą prezentowane na dużym ekranie, w specjalnie przygotowanym namiocie festiwalowym dla kilkuset osób, gdzie oprócz miejsc siedzących będzie także sporo miejsca do rozłożenia karimat. Poza pokazami w programie znajdzie się również wiele dodatkowych atrakcji, takich jak: projekcje filmowe, konkursy z nagrodami, górska wycieczka, czy też wielkie, festiwalowe ognisko, które płonąc będzie do białego rana.
A wszystko to w wyjątkowej atmosferze i
niepowtarzalnym otoczeniu Gór Stołowych, w maleńkiej i niezwykle
urokliwej miejscowości, położonej gdzieś na „końcu świata”."
Nam nie pozostaje nic innego, jak wszystkich serdecznie zaprosić do Pasterki.
etykiety
23 kilometr,
Daleka Północ,
eventy,
festiwal podróżników,
książka,
Laponia,
mushing,
opowieści,
podróże,
prelekcja,
spotkanie autorskie,
Trylogia Norweska
piątek, 1 lipca 2016
Jesienne spotkania
Zawitamy do wielu bibliotek w całej Polsce. Znowu odwiedzimy Śląsk i to zarówno Górny jak i Dolny.
Właśnie na Dolnym Śląsku rozpoczniemy wrześniowe spotkania od udziału w Festiwalu 17 Południk w schronisku Pasterka w Górach Stołowych. Tam będziemy od 2 do 4 września, a już 5 zajrzymy do klubu Namaste w Katowicach. To nie koniec naszych rajdów po Śląsku, bo spotkamy się jeszcze w kilku bibliotekach, między innymi w Wodzisławiu Śląskim. Te spotkania jeszcze umawiamy.
Jeśli chodzi o festiwale to dwa czekają nas w październiku. Najpierw 22 października festiwal Górski Adrenalinium w Żywcu, a dzień później krakowski Festival Travenalia.
W listopadzie czeka nas jeszcze sławny Explorers Festival w Łodzi.
To tyle z tych potwierdzonych i zaklepanych spotkań.
Wiele innych jeszcze ustalamy. Propozycji jest sporo.
Spotkania jesienne będą trochę inne od tych, które mamy już za sobą. W ich trakcie będziemy więcej opowiadać o tym co przed nami, niż za.
To spotkania autorskie, więc wszędzie będzie z nami "23 kilometr". Sporo osób miało już okazję przeczytać tę książkę, a mieć ją będzie jeszcze więcej. Nam tymczasem chodzi już po głowie pomysł na następną. Wiemy o czym i jak powinna być napisana. To będzie bardziej podróżnicza książka. Bardziej niż "23 kilometr", który z założenia miał być opowieścią o życiu.
Ta nowa książka powstanie jednak dopiero wtedy, kiedy tę naszą podróż, a raczej ten jej fragment który planujemy, się wreszcie odbędzie.
Trzymajcie kciuki za realizację naszych planów.
środa, 29 czerwca 2016
Jak napisać książkę?
Kolejna wątpliwość to wartość historii, którą chciałoby się spisać. Może ona jest nudna? Może nie potrafię jej opowiedzieć?
Każdy, kto ma w sobie choćby trochę samokrytyki musi mieć takie wątpliwości zanim przystąpi do pisania.
Te wątpliwości musimy jednak porzucić jeśli chcemy cokolwiek napisać, a tym bardziej później to opublikować.
Załóżmy optymistycznie, że przeszliśmy już przez ten wstępny etap. Wmówiliśmy sobie, że nasza historia jest niezwykła, że czytelnicy nie mogą się doczekać, kiedy będą mogli się w niej zanurzyć, a my potrafimy ją opisać tak by wzbudzić zachwyt ich i krytyków.
No to piszemy! Trzeba zacząć od planu. Pomyśleć, czy narrację wolimy prowadzić jednym ciągiem, czy też lepiej będzie podzielić ją na rozdziały. To drugie rozwiązanie, moim zdaniem, ułatwia ogarnięcie całości tematu. Łatwiej wraca się do poszczególnych partii tekstu, choćby po to by go poprawiać. Ma to wielkie znaczenie, bo wracać z poprawkami będziemy często i długo. Ja nie zdawałem sobie wcześniej kompletnie sprawy ile razy będę tekst poprawiał i zmieniał. Często to co napiszemy dzisiaj jutro wygląda już nieco inaczej. Do tego dochodzi całe mnóstwo błędów i literówek.
Tekst co prawda pójdzie do korekty, ale warto ułatwić jej maksymalnie pracę i usunąć tyle błędów ile tylko damy radę. Na usunięcie wszystkich nie liczmy. Po wielokrotnym czytaniu własnego tekstu przestajemy cokolwiek zauważać. Wszystko wydaje nam się dopracowane i gotowe do składu. Jakże się mylimy!
Kiedy mamy już plan i wiemy w jaki sposób chcemy naszą historię spisać, to możemy zaczynać. Z planami jednak różnie bywa. Pisanie to proces twórczy, więc niekiedy dajemy się ponieść emocjom podczas pisania i odchodzimy od planu. Czasem nawet porzucamy go w ogóle i tworzymy nowy. Nie jest to proste, ale w końcu chodzi o nasze "dzieło", więc warto poślęczeć nad nim dłużej. Dajmy czytelnikom to na co nas naprawdę stać. Choćby to miało dużo dłużej trwać.
Kiedy już skończymy, mam na myśli taki ostateczny koniec pisania książki, czyli napisaliśmy ją, samodzielnie ileś tam razy zrobiliśmy korektę i pozmienialiśmy te fragmenty, które zmienić było warto, to wysyłamy tekst do korekty fachowcom.
Oni też muszą mieć na to sporo czasu, a nam nie wolno ich poganiać. Książka przechodzi pierwszą korektę, potem drugą i w zasadzie jest gotowa do składania.
Po tym etapie dostajemy to, co można już wysłać do drukarni. Pierwszy raz widzimy własny tekst tak, jak będzie on wyglądał po wydrukowaniu. Póki co w elektronicznej wersji, ale to już jest to.
Po tym etapie pozostaje już tylko książkę wydać. Wysyłamy pliki do drukarni i nie możemy się doczekać kiedy dostaniemy ją do ręki. Ten moment jest najcenniejszy. To nad czym pracowaliśmy ileś tam czasu, co wymyśliliśmy sobie sami, wreszcie się materializuje. Możemy książkę wziąć do ręki, przekartkować, postawić na półce. Świetne uczucie.
Potem jednak zaczynają się schody. Wysyłamy pierwsze egzemplarze czytelnikom i przeżywamy prawdziwe katusze. Czekamy z niecierpliwością na ich werdykt. Na pierwsze recenzje. To już nie jest takie fajne :)
No chyba, że te recenzje są pozytywne. Wtedy jest zwyczajnie bosko.
Polecam wszystkim to uczucie.
piątek, 24 czerwca 2016
Przyszłość zbliża się wielkimi krokami
Na całym świecie mamy teraz wyjątkowy czas. Coś się zmienia, albo przynajmniej zmieniać próbuje. Do głosu dochodzą idee, które dawno uznaliśmy za wymarłe. Jakże się wszyscy myliliśmy.
My nie o tym jednak dzisiaj. Chociaż korci strasznie, by zabrać głos w sprawach istotnych dla ludzkości, a zwłaszcza dla Europejczyków i nas Polaków.
Dzisiaj jednak napiszemy jedynie o nas samych. O naszej przyszłości. Niebawem nadejdzie czas kiedy ogłosimy nasz nowy projekt. Jeszcze raz spróbujemy zmierzyć się z tym wszystkim co dotąd było nieosiągalne, albo nam wciąż się wymykało. Jeszcze raz spróbujemy. Z jakim efektem? To się okaże.
W każdym razie nasza przyszłość nadciąga nieuchronnie. Młyny czasu mielą i jeśli chcemy jeszcze coś osiągnąć to nie możemy czekać bez końca.
Tym razem jednak to co planujemy mieć będzie wpływ na cale nasze dalsze życie. Nadchodzi bowiem czas wyborów i decyzji takich z gatunku "albo, albo". A raczej "albo wszystko, albo nic".
Ostatnie dwa lata były trwaniem w uśpieniu. Nędza finansowa rodziła mnóstwo problemów i nie pozwalała działać. Nie dawała szans na realizację jakichkolwiek planów. Musieliśmy to przetrwać. I zrobiliśmy to. Wciąż żyjemy, chronimy nasze zwierzaki. Dzięki pomocy wielu osób stało się to możliwe. Także dzięki pomocy ludzi wydaliśmy wreszcie "23 kilometr" Ta książka otworzyła coś w nas. Wyruszyliśmy z nią w Polskę, poznaliśmy wiele świetnych osób. Jakże tego potrzebowaliśmy!
Trzydzieści spotkań autorskich minęło w ekspresowym tempie. Następne czekają nas już we wrześniu. Książka i inne nasze działania, jak choćby bazarek Darii, pozwalają nam utrzymać psy, utrzymać Dom Psiego Seniora. Starcza z tego na tyle tylko i aż na tyle.
Pracujemy ciężko, wciąż szukamy sposobów na sprzedaż "23 kilometra". Szukamy miejsc na spotkania.
Utrzymanie stada psów i kotów wymusza pracę na okrągło, więc tak właśnie pracujemy. Szczęśliwi, że mamy za co utrzymać zwierzaki. Rok temu tak dobrze nie było.
To jednak nie wszystko. Kończymy pracę nad naszym najnowszym projektem. Ten projekt ma dać nam szansę na utrzymanie się w poważnym mushingu. Na realizację ambitnych planów, na dotarcie do mediów i sponsorów. Pragniemy sukcesów z naszym psim zespołem, bo wiemy że ten sukces ułatwi nam codzienną egzystencję i pozwoli podnosić stopę życiową naszych zwierząt. Zwłaszcza, że wszystko mamy w opłakanym stanie. Od samochodu po kojce i dom. Wszystko wymaga natychmiastowego remontu, inaczej się zawali.
Dlatego potrzebujemy sukcesu. Wtedy będzie nam łatwiej promować "23 kilometr", będzie się on lepiej sprzedawał itd. Napiszemy też drugą książkę, a może i trzecią, i w efekcie tego wszystkiego oddalimy się od biedy na bezpieczną odległość. Taką mamy nadzieję.
Nie myślcie jednak, że strach o zapewnienie bytu nam i zwierzakom to jedyne co nas pcha do wyczynów na Dalekiej Północy. Może to i tak zabrzmiało w poprzednim akapicie. Ale nie. To co nas popycha i motywuje to coś znacznie bardziej skomplikowanego. I nie jest to na pewno kasa. Nam się naprawdę wciąż chce! Chce to zresztą za mało powiedziane. Czujemy taką nieprawdopodobną potrzebę wyruszenia na szlak, zmierzenia się z naturą i własnymi słabościami. To tak silne uczucie, że żadne potknięcia nie były go w stanie nawet nadkruszyć. Może nawet wręcz przeciwnie?
Szlak, życie na nim to coś niezwykle istotnego i kuszącego. Coś co śni się po nocach. I co napawa smutkiem, że tak rzadko jest nam dane.
Na szlaku wszystko jest łatwiejsze. Nie ma problemów życia codziennego. Jest tylko przestrzeń i nasz zespół, który mknie przed siebie w jedności psich i ludzkich dusz. Wspólnych celów. Tylko tam, na długim szlaku możemy wejść w psi świat, w którym nie ma trosk o przyszłość. Jest tylko tu i teraz. I nic ponadto. Tak żyją psy i tak żyć nie potrafimy my ludzie. Tylko na szlaku możemy się z nimi zrównać.
To jest nasza motywacja i cel. Miedzy innymi.
Jednak zdajemy sobie sprawę, że nasz projekt może nie znaleźć wsparcia i przepaść z kretesem. Dlatego będziemy walczyć o niego z całych sił, bo to może być nasz ostatni projekt, jeśli się nie powiedzie. Nie wiemy bowiem, czy starczy nam sił na kolejną próbę w jakiejś nieokreślonej przyszłości. Strasznie dużo nas kosztowało utrzymanie się na powierzchni przez ostatnie dwa lata i chyba już nie pozbieramy się po kolejnej porażce.
Z tego powodu napisaliśmy wyżej "albo wszystko, albo nic".
To jednak, mamy nadzieję, ostateczność. A wszystko ułoży się tak jak powinno i dokonamy czynów wielkich i szlachetnych, aby znów nadać życiu wspaniałych barw i sensów.
Bądźcie z nami. Będzie ciekawie.
My nie o tym jednak dzisiaj. Chociaż korci strasznie, by zabrać głos w sprawach istotnych dla ludzkości, a zwłaszcza dla Europejczyków i nas Polaków.
Dzisiaj jednak napiszemy jedynie o nas samych. O naszej przyszłości. Niebawem nadejdzie czas kiedy ogłosimy nasz nowy projekt. Jeszcze raz spróbujemy zmierzyć się z tym wszystkim co dotąd było nieosiągalne, albo nam wciąż się wymykało. Jeszcze raz spróbujemy. Z jakim efektem? To się okaże.
W każdym razie nasza przyszłość nadciąga nieuchronnie. Młyny czasu mielą i jeśli chcemy jeszcze coś osiągnąć to nie możemy czekać bez końca.
Tym razem jednak to co planujemy mieć będzie wpływ na cale nasze dalsze życie. Nadchodzi bowiem czas wyborów i decyzji takich z gatunku "albo, albo". A raczej "albo wszystko, albo nic".
Ostatnie dwa lata były trwaniem w uśpieniu. Nędza finansowa rodziła mnóstwo problemów i nie pozwalała działać. Nie dawała szans na realizację jakichkolwiek planów. Musieliśmy to przetrwać. I zrobiliśmy to. Wciąż żyjemy, chronimy nasze zwierzaki. Dzięki pomocy wielu osób stało się to możliwe. Także dzięki pomocy ludzi wydaliśmy wreszcie "23 kilometr" Ta książka otworzyła coś w nas. Wyruszyliśmy z nią w Polskę, poznaliśmy wiele świetnych osób. Jakże tego potrzebowaliśmy!
Trzydzieści spotkań autorskich minęło w ekspresowym tempie. Następne czekają nas już we wrześniu. Książka i inne nasze działania, jak choćby bazarek Darii, pozwalają nam utrzymać psy, utrzymać Dom Psiego Seniora. Starcza z tego na tyle tylko i aż na tyle.
Pracujemy ciężko, wciąż szukamy sposobów na sprzedaż "23 kilometra". Szukamy miejsc na spotkania.
Utrzymanie stada psów i kotów wymusza pracę na okrągło, więc tak właśnie pracujemy. Szczęśliwi, że mamy za co utrzymać zwierzaki. Rok temu tak dobrze nie było.
To jednak nie wszystko. Kończymy pracę nad naszym najnowszym projektem. Ten projekt ma dać nam szansę na utrzymanie się w poważnym mushingu. Na realizację ambitnych planów, na dotarcie do mediów i sponsorów. Pragniemy sukcesów z naszym psim zespołem, bo wiemy że ten sukces ułatwi nam codzienną egzystencję i pozwoli podnosić stopę życiową naszych zwierząt. Zwłaszcza, że wszystko mamy w opłakanym stanie. Od samochodu po kojce i dom. Wszystko wymaga natychmiastowego remontu, inaczej się zawali.
Dlatego potrzebujemy sukcesu. Wtedy będzie nam łatwiej promować "23 kilometr", będzie się on lepiej sprzedawał itd. Napiszemy też drugą książkę, a może i trzecią, i w efekcie tego wszystkiego oddalimy się od biedy na bezpieczną odległość. Taką mamy nadzieję.
Nie myślcie jednak, że strach o zapewnienie bytu nam i zwierzakom to jedyne co nas pcha do wyczynów na Dalekiej Północy. Może to i tak zabrzmiało w poprzednim akapicie. Ale nie. To co nas popycha i motywuje to coś znacznie bardziej skomplikowanego. I nie jest to na pewno kasa. Nam się naprawdę wciąż chce! Chce to zresztą za mało powiedziane. Czujemy taką nieprawdopodobną potrzebę wyruszenia na szlak, zmierzenia się z naturą i własnymi słabościami. To tak silne uczucie, że żadne potknięcia nie były go w stanie nawet nadkruszyć. Może nawet wręcz przeciwnie?
Szlak, życie na nim to coś niezwykle istotnego i kuszącego. Coś co śni się po nocach. I co napawa smutkiem, że tak rzadko jest nam dane.
Na szlaku wszystko jest łatwiejsze. Nie ma problemów życia codziennego. Jest tylko przestrzeń i nasz zespół, który mknie przed siebie w jedności psich i ludzkich dusz. Wspólnych celów. Tylko tam, na długim szlaku możemy wejść w psi świat, w którym nie ma trosk o przyszłość. Jest tylko tu i teraz. I nic ponadto. Tak żyją psy i tak żyć nie potrafimy my ludzie. Tylko na szlaku możemy się z nimi zrównać.
To jest nasza motywacja i cel. Miedzy innymi.
Jednak zdajemy sobie sprawę, że nasz projekt może nie znaleźć wsparcia i przepaść z kretesem. Dlatego będziemy walczyć o niego z całych sił, bo to może być nasz ostatni projekt, jeśli się nie powiedzie. Nie wiemy bowiem, czy starczy nam sił na kolejną próbę w jakiejś nieokreślonej przyszłości. Strasznie dużo nas kosztowało utrzymanie się na powierzchni przez ostatnie dwa lata i chyba już nie pozbieramy się po kolejnej porażce.
Z tego powodu napisaliśmy wyżej "albo wszystko, albo nic".
To jednak, mamy nadzieję, ostateczność. A wszystko ułoży się tak jak powinno i dokonamy czynów wielkich i szlachetnych, aby znów nadać życiu wspaniałych barw i sensów.
Bądźcie z nami. Będzie ciekawie.
etykiety
23 kilometr,
Dom Psiego Seniora,
książka,
media,
mushing,
nasze psy,
natura,
sport,
spotkanie autorskie,
syberiada na co dzień,
wyprawa,
wyścig,
zwierzęta
piątek, 10 czerwca 2016
Coś niesamowitego
Jest coś niesamowitego w tym poczuciu, potrzebie uczestniczenia, choćby raz na jakiś czas, w wielkiej przygodzie. W czymś co wymyka się codziennemu życiu, jego problemom dnia powszedniego. To coś co woła z głębi duszy głosem potężnym tak, że nie potrafimy się oprzeć temu wołaniu. I wyruszamy po przygodę. Im trudniej tym lepiej, im bardziej skomplikowane, tym lepsze. Tym więcej satysfakcji przynoszące.
Skąd się to bierze?
A któż to wie? Niemal na każdym spotkaniu z czytelnikami słyszymy pytanie - po co to robicie? Próbujemy znaleźć odpowiedź. Tylko, że nie jesteśmy do końca przekonani, czy dobra odpowiedź w ogóle istnieje. A po co oddychamy, po co kochamy? Zastanawiamy się nad tym kiedykolwiek? Nigdy! No właśnie.
Przygoda pozwala obcować z pięknem świata. Pozwala na nie się otworzyć, przewietrzyć duszę i umysł. Zapomnieć o złu panoszącym się wszędzie, tylko nie tam, gdzie jesteśmy sam na sam z naturą. Może to właśnie tak uzależnia? Może to jest sensem konieczności podejmowania kolejnych wyzwań? Tym bardziej, że wyzwania dominują nasze postępowanie, nasze życie. Musimy wszak żyć z tym nie tylko w czasie wyprawy, ale przez cały czas. Trzeba swoje życie dostosować do tego. Wymyślić jakiś sposób na takie życie. Przecież musimy jeść, płacić rachunki, zarabiać na to wszystko zwyczajnie.
Tylko po to, by raz na jakiś czas pożyć najprawdziwszą pełnią życia tam na szlaku. Szlaków jest nieskończoność i każdy z nich oferuje rzeczy nieprawdopodobnie piękne i nieskończenie prawdziwe. Wszystkie z nich chcielibyśmy odkryć, choć wiemy, że na to życia nam nie starczy. Zbyt ich wiele, a ono zbyt krótkie. Ale przynajmniej trzeba próbować. Przecież to droga na szczyt jest sensem, nie on sam.
W "23 kilometrze" jest taki fragment:
"Co jest takiego w przygodzie, że
ludzie gotowi są dla uczestnictwa w niej tak wiele poświęcić? Ci,
którzy nie mają tak silnej pasji do działania, często szukają
odpowiedzi na to pytanie.Przeciwnie niż ci, którzy pasji
podporządkowali całe swoje życie. Choć tak naprawdę to
stwierdzenie nie jest prawdziwe. Trudno bowiem mówić o poświęcaniu
życia dla pasji, bo to właśnie nasze życie jest ową pasją i
codziennym jej realizowaniem. Przecież wciąż i uparcie staramy
się, aby wszystkie jego chwile były jej częścią właśnie, żeby
wszystko, co robimy, prowadziło do jednego i tego samego celu. Taka
jest prawda."
czwartek, 9 czerwca 2016
Takie tam podsumowanie
Fot. Centrum Promocji Dialogu w Janikowie
Wczoraj, w domu kultury w Górsku, zakończyliśmy wiosenno-letni cykl spotkań z "23 kilometrem".
Jaki ten cykl był? 27 spotkań w bibliotekach dużych i małych, w domach kultury, w klubach podróżników i na festiwalach podróżniczych. 27 okazji do opowiedzenia naszej historii.
Opowiadaliśmy ją w różnych miejscach i przy rozmaitej frekwencji. Były miejsca gdzie stawaliśmy przed ponad dwustu osobową publiką, i były takie, gdzie słuchało nas osób kilkanaście.
Dziękujemy wszystkim organizatorom za pracę włożoną w te spotkania, w ich promocję, wykonanie plakatów i prowadzenie wydarzeń na Facebooku. Dziękujemy.
Teraz czekają nas nieco "martwe" miesiące. Wiadomo wakacje. Po nich jednak ruszamy pełną parą. Kilka spotkań mamy już umówionych, jednak nad większością przestrzeni w kalendarzu właśnie pracujemy. Umawiamy spotkania w różnych miejscach. Tak jak wcześniej. Będą znowu duże miasta, będą też małe miejscowości. Wszędzie gdzie jest biblioteka możemy się pojawić i my :)
Przy okazji spotkań, ale nie tylko, "23 kilometr" trafił do sporej liczby czytelników. Co nas cieszy, także biblioteki biorą tę książkę do swoich księgozbiorów. Skoro biorą, to znaczy, że książka nie jest zła. W końcu pracownicy bibliotek to fachowcy od literatury, więc wiedzą co dobre :)
Najważniejszym wydarzeniem jesieni będzie dla nas udział w Explorers Festivalu. Na tą prestiżową imprezę chcemy się szczególnie przygotować. Nie będzie to proste, bo przecież na każdym z naszych spotkań dajemy z siebie wszystko. Niezależnie ile osób nas słucha, my staramy się prowadzić każde spotkanie na takim samym poziomie. Nie zawsze opowiadamy to samo i w taki sam sposób, bo choćby dla psychicznej higieny, staramy się nie mówić tego samego w każdym miejscu. Dlatego każda opowieść jest mniej, czy bardziej różna od poprzedniej. Niemniej staramy się zawsze, aby poziom tej opowieści był zawsze wysoki.
W przypadku Explorera różnica będzie dotyczyć jedynie filmu, nad którym pracujemy od pewnego czasu, i który tam właśnie chcemy zaprezentować.
Wraz z jesiennymi spotkaniami zmienimy też częściowo tematykę spotkań. Oprócz opowieści o tym co było, zaczniemy także mówić o planach na najbliższy sezon. Widzowie usłyszą o nich, dowiedzą się co dalej z Syberiadą, i jakim szlakiem pójdziemy przez następne kilka lat. Te plany są arcyciekawe, więc stopniowo będziemy poświęcać im coraz więcej czasu i uwagi.
Dzisiaj dziękujemy wszystkim za zaproszenia w różne miejsca, dziękujemy za aktywne uczestnictwo w spotkaniach, za pytania, za zainteresowanie książką i w ogóle tematem, który poruszamy.
Dziękujemy i do zobaczenia po letniej przerwie.
Wczoraj, w domu kultury w Górsku, zakończyliśmy wiosenno-letni cykl spotkań z "23 kilometrem".
Jaki ten cykl był? 27 spotkań w bibliotekach dużych i małych, w domach kultury, w klubach podróżników i na festiwalach podróżniczych. 27 okazji do opowiedzenia naszej historii.
Opowiadaliśmy ją w różnych miejscach i przy rozmaitej frekwencji. Były miejsca gdzie stawaliśmy przed ponad dwustu osobową publiką, i były takie, gdzie słuchało nas osób kilkanaście.
Dziękujemy wszystkim organizatorom za pracę włożoną w te spotkania, w ich promocję, wykonanie plakatów i prowadzenie wydarzeń na Facebooku. Dziękujemy.
Teraz czekają nas nieco "martwe" miesiące. Wiadomo wakacje. Po nich jednak ruszamy pełną parą. Kilka spotkań mamy już umówionych, jednak nad większością przestrzeni w kalendarzu właśnie pracujemy. Umawiamy spotkania w różnych miejscach. Tak jak wcześniej. Będą znowu duże miasta, będą też małe miejscowości. Wszędzie gdzie jest biblioteka możemy się pojawić i my :)
Przy okazji spotkań, ale nie tylko, "23 kilometr" trafił do sporej liczby czytelników. Co nas cieszy, także biblioteki biorą tę książkę do swoich księgozbiorów. Skoro biorą, to znaczy, że książka nie jest zła. W końcu pracownicy bibliotek to fachowcy od literatury, więc wiedzą co dobre :)
Najważniejszym wydarzeniem jesieni będzie dla nas udział w Explorers Festivalu. Na tą prestiżową imprezę chcemy się szczególnie przygotować. Nie będzie to proste, bo przecież na każdym z naszych spotkań dajemy z siebie wszystko. Niezależnie ile osób nas słucha, my staramy się prowadzić każde spotkanie na takim samym poziomie. Nie zawsze opowiadamy to samo i w taki sam sposób, bo choćby dla psychicznej higieny, staramy się nie mówić tego samego w każdym miejscu. Dlatego każda opowieść jest mniej, czy bardziej różna od poprzedniej. Niemniej staramy się zawsze, aby poziom tej opowieści był zawsze wysoki.
W przypadku Explorera różnica będzie dotyczyć jedynie filmu, nad którym pracujemy od pewnego czasu, i który tam właśnie chcemy zaprezentować.
Wraz z jesiennymi spotkaniami zmienimy też częściowo tematykę spotkań. Oprócz opowieści o tym co było, zaczniemy także mówić o planach na najbliższy sezon. Widzowie usłyszą o nich, dowiedzą się co dalej z Syberiadą, i jakim szlakiem pójdziemy przez następne kilka lat. Te plany są arcyciekawe, więc stopniowo będziemy poświęcać im coraz więcej czasu i uwagi.
Dzisiaj dziękujemy wszystkim za zaproszenia w różne miejsca, dziękujemy za aktywne uczestnictwo w spotkaniach, za pytania, za zainteresowanie książką i w ogóle tematem, który poruszamy.
Dziękujemy i do zobaczenia po letniej przerwie.
środa, 18 maja 2016
Promocja książki
Za nami 23 spotkania autorskie w całej Polsce. Bydgoszcz, Wrocław, Katowice, Rybnik, Kraków, Toruń. To tylko kilka dużych miast, do których dotarliśmy. Było też sporo mniejszych jak Mława, Mogilno, Sępólno Krajeńskie itd.
Jutro Warszawa, a pojutrze Bochnia.
Wszędzie spotykamy się z zainteresowaniem i miłym przyjęciem. Pada wiele pytań, nierzadko trudnych. Są takie pytania, na które nie ma prostej odpowiedzi. Jak choćby pytanie "po co?". Po co to robimy?
Tłumaczymy za każdym razem jakie są powody tego, że tkwimy w mushingu tyle lat i wciąż daje nam to przyjemność. To jednak najtrudniejsze z pytań. Jak odpowiedzieć na nie w zrozumiały dla wszystkich sposób? Jak w takiej odpowiedzi zawrzeć wszystkie emocje, dla których go uprawiamy? Te emocje są i będą i to, jak już wiecie z rozmaitych naszych tekstów, nie zawsze są emocjami pozytywnymi. Jednak ważniejsze powinny być te dobre. No i satysfakcja. Można ją znaleźć po setkach przebytych kilometrów w śnieżycach, wichurach i wielkim mrozie. Wierzcie nam, można mieć satysfakcję, że dało się radę w takich warunkach.
W książce znajdziecie więcej na ten temat. Także o roli psów w naszym życiu. O tym jak są dla nas ważne. Nie ma spotkania, w trakcie którego byśmy o tym nie mówili. Każdy kto miał okazję nas posłuchać musiał zwrócić uwagę na to ile czasu w tych opowieściach poświęcamy psom. Nie może być inaczej, bo to one są głównymi bohaterami tej historii. Wiemy o tym doskonale i tę wiedzę staramy się przekazać innym. Mamy nadzieję, że z dobrym skutkiem.
Tutaj najświeższa recenzja, z wczoraj:
" Jedna
z bardziej interesujących książek jakie ostatnio przeczytałam. Mnóstwo
ciekawych informacji szczególnie dla kogoś , kto tak jak ja o sportach
zaprzęgowych ma zerowe raczej pojęcie. Czytając czuje się tą wielką
pasję i miłość do zwierzaków. Panie
Krzysztofie dziękuję za książkę i dedykację. Liczę, że dopniecie
Państwo swego i dopiszecie ciąg dalszy to znaczy opowieść o wyścigu od
początku do końca . Czekam na "500 kilometrów bezdrożami Laponii "
Książkę możecie zamawiać pisząc maila na info@syberiada-adventure.com.
wtorek, 19 kwietnia 2016
Za horyzontem
| Tanda |
Dzisiaj czeka nas prelekcja w ramach cyklu podróżniczego Za horyzontem organizowanego przez Regionalne Centrum Kultury w Kołobrzegu.
Dosłownie za chwilę się tam wybieramy.
To drugie po gryfińskim Włóczykiju spotkanie z pasjonatami podróży na północy Polski. Ponadto w Kołobrzegu jeszcze, jak dotąd, nie mieliśmy okazji się znaleźć, więc tym ciekawsza będzie to wyprawa.
Będzie to czternaste spotkanie z naszej serii, którą realizujemy od 25 lutego. Rozpoczęliśmy w Katowicach, byliśmy już we Wrocławiu, Rybniku, Gryfinie, Bydgoszczy, czy Mławie, żeby wymienić choćby kilka z odwiedzonych miast. Wybieramy się jeszcze do wielu innych.
Wszędzie tam opowiadamy o psich zaprzęgach, o życiu z pasją i humanitarnym, w najlepszym tego słowa pojęciu, traktowaniu zwierząt.
Dla nas nie istnieje mushing uprawiany kosztem zdrowia, czy życia psów. Taki mushing w naszym pojęciu nie ma prawa do egzystencji. Tylko szacunek do zwierząt i miłość do natury powinny skłaniać ludzi do uprawiania tej dyscypliny.
Dlatego w trakcie naszych spotkań zawsze padają słowa o psich emerytach, którzy nie muszą obawiać się o swój los na starość. O obowiązku dbania o psy na każdym etapie ich życia.
Powtarzamy też słowa o odpowiednim przygotowaniu psów do długodystansowego biegania i o niezbędnych zabiegach, które psom się należą w jego trakcie. Nie wszyscy maszerzy o tym pamiętają, więc tym bardziej musimy o tym mówić.
Nie inaczej będzie też dzisiaj w Kołobrzegu. Tak jak wszędzie, gdzie się pojawiamy, aby głosić dobre słowo o psich bohaterach Dalekiej Północy.
etykiety
23 kilometr,
książka,
mushing,
nasze psy,
natura,
opowieści,
pasja,
pisanie,
podróże,
prawa zwierząt,
prelekcja,
psie zaprzęgi,
psy,
sport,
spotkanie autorskie,
zwierzęta
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
"23 kilometr" dla Domu Psiego Seniora
Budujemy kojce z książek. Dokładnie, właśnie tak!
Książka "23 kilometr" zamienia się w dowolne rzeczy potrzebne do naprawy, czy budowy kojców. Teraz na przykład każda książka to jedna płyta onduliny, która pokrywa dach kojców. Stary dach trochę się już sypie i przecieka gdzieniegdzie, więc niezbędne jest nowe pokrycie.
Kupując "23 kilometr" budujecie razem z nami nowy dach na Domu Psiego Seniora.
Poza tym dostajecie do ręki wartościową książkę, opisującą niebanalną historię, która będzie miała dalszy ciąg.
Nasza książka otrzymuje bardzo pozytywne recenzje i to zarówno od czytelników jak i fachowców od literatury. Recenzje zwłaszcza tych pierwszych są wręcz entuzjastyczne. Dlatego z czystym sumieniem polecamy naszą książkę. Możemy zapewnić, że jest warta każdej złotówki, którą na nią wydacie.
Dodamy jeszcze, że nie jest to opowieść tylko i wyłącznie dla "psiarzy". Znajduje się w niej o wiele więcej ciekawych treści niż tylko opis życia z psami. To książka o życiu w ogóle, o pasji i uporze w realizacji własnych celów. Zobaczcie sami przez co można przejść, dążąc do realizacji marzeń. To jest naprawdę bardzo ciekawa historia.
"23 kilometr" można kupić tylko i wyłącznie u nas, przynajmniej na razie. Wystarczy napisać do nas na info@syberiada-adventure.com podając adres do wysyłki i imię do dedykacji. My odeślemy Wam dane do wpłaty, a po niej książkę pod wskazany adres.
Dlaczego nie ma tej książki w księgarniach? Oczywiście ze względu na pieniądze. Księgarnie oferują takie warunki, że z punktu widzenia naszych zwierzaków są one nie do przyjęcia. Po pierwsze duży rabat, wiadomo księgarnia też musi zarobić. Po drugie termin płatności. Zapłacą dopiero po sprzedaży książki, o ile ją sprzedadzą. Książki autora nieznanego potrzebują aktywnej promocji. Trzeba przy nich stać i je zachwalać, jak każdy nowy towar. Tego w księgarni, gdzie znajdują się tysiące książek nikt nie zrobi.
Dlatego póki co "23 kilometr" jest do kupienia wyłącznie u nas. Czy to mailowo, czy w trakcie naszych spotkań autorskich.
Zapraszamy do zakupów, to tylko 39 zł plus wysyłka.
środa, 23 marca 2016
Spotkania z książką
| Sala wykładowa biblioteki w Solcu Kujawskim |
Zakończyliśmy pierwszy etap cyklu spotkań autorskich. Mamy za sobą premierę książki, mamy występ na festiwalu podróżniczym i kilka spotkań w bibliotekach. Teraz chwila przerwy. Wszyscy myślą już o nadchodzących świętach, więc do kwietnia nie ruszamy się z domu.
Reasumując możemy napisać, że zainteresowanie jest duże, na spotkania przychodzą ludzie, którzy są zainteresowani tematem, ale niekoniecznie coś na ten temat słyszeli wcześniej. Dzięki temu mają okazję spotkać coś nowego i ciekawego.
Serce rośnie kiedy widzimy ciekawość świata u ludzi. Kiedy na festiwal podróżniczy przychodzą tłumy, kiedy biblioteka wypełnia się ludźmi.
Biblioteki to w dzisiejszych czasach miejsca kwitnące jak nigdy. Pełne twórczych pasjonatów, którym bardzo się chce. To wielka przyjemność móc się z nimi spotkać. W tych bibliotekach stoją nierzadko kolejki po książki. I to mimo zatrważających statystyk czytelnictwa w Polsce. Kto czyta ten czyta, a kto nie sięga po książkę ten cofa się cywilizacyjnie i pod każdym innym względem zresztą również.
Biblioteki robią wspaniałą robotę. Organizują mnóstwo imprez propagujących czytelnictwo. Imprez edukacyjnych dla dzieci i dorosłych. Spotkań z ciekawymi ludźmi różnych profesji. W wielu bibliotekach działają uniwersytety trzeciego wieku, do których uczęszcza coraz więcej seniorów. Niekiedy pojawia się problem gdzie ich wszystkich pomieścić.
Pod tym względem nasz kraj pięknieje. I oby tak było dalej. I oby nikt nawet nie próbował tego zepsuć!
niedziela, 13 marca 2016
Autopromocja
Czy warto przeczytać "23 kilometr"? Czy w tej książce jest coś, czemu można poświęcić trochę spędzonego na lekturze czasu?
Mamy pierwsze recenzje, które są zdecydowanie na tak. Oto kilka z nich:
"Na wstępie pragnę pogratulować Panu Krzysztofowi bardzo udanego debiutu autorskiego. Książkę oceniam bardzo pozytywnie. Jestem nią zachwycony. Jest to książka, którą chciałoby się czytać jednym tchem od początku do końca. Ja jednak czytałem ją powoli, delektując się każdą jej stroną jak przepyszną potrawą, którą chce się jak najdłużej smakować i napawać się jej doskonałym smakiem. Dzięki temu można oddać się wyobraźni i być z jej bohaterami, wyobrazić sobie te przeżycia, których doświadczyli. Doskonała kompozycja książki. Dotyka najpierw sportowej przeszłości autora, dalej tłumaczy czym jest pasja i skąd wzięło się zamiłowanie do Mushingu. Ukazuje zamiłowanie do zwierząt, również do koni, całej rodziny a przy tym jest wspaniałą książką przygodową, napisana prostym i zrozumiałym językiem. Dodatkowo zawiera szereg pięknych zdjęć. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom psów, szczególnie tych zaprzęgowych, ale również każdemu innemu czytelnikowi. Z niecierpliwością oczekuję Drugiej części „23 Kilometr’a”. Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku oraz podziękowaniami za dedykację."
- Jacek Dziamski z Poznania
"Witam! Dziękuję serdecznie za otrzymane książki z dedykacjami. Swoją już zaczęłam czytać i bardzo mnie zainteresowała :) Pozdrawiam cieplutko i życzę powodzenia we wszystkich Państwa poczynaniach.
- Krystyna
"Książka jest GENIALNIE napisana - tak jak powinna być pisana książka o podróży i życiu (a nie byłem-widziałem) !! (...) Ja zachęcam każdego do przeczytania książki "23 kilometr" - bo naprawdę warto !"
- Irek Kapler
"Pasjonująca lektura o życiu, celach, pokonywaniu własnych słabości i trudności rzucanych przez los. O emocjach, życiu ze zwierzakami, oddaniu. O wzlotach, upadkach, traceniu i odzyskiwaniu wiary w siebie, w ludzi, w to co się robi .... O wyprawie, zaprzęgach... :) Warto wybrać się na spotkanie z autorem :) https://web.facebook.com/events/1093955380644354/"
- Agnieszka Brzozowska
"(...) Czyta sie z ciarkami biegajacymi po plecach, czyta sie otwierajac oczy na to, czym moze byc Pasja przez duze "P". Jakie czlowiek jest w stanie podjac kroki, jakie wyrzeczenia, jakie postanowienia i jaka heroiczna walke. Mushing. Niby wiemy co to, ale mnie nagle otwarly sie oczy- jak mozna przygotowac sie do zimna i polubic mroz, jak trzeba sie ubierac zeby dac rade w kilkudniowej podrozy saniami, kiedy temperatura spada do minus czterdziestu stopni, jak rozmawiac ze soba albo o czym myslec kiedy jedzie sie setki kilometrow przez sniezna lub lodowa pustynie i nie ma do kogo ust otworzyc. (...) nie spodziewalam sie takich wrazen i takiego przeniesienia mnie w grozny i ryzykowny, a jednak swiat basni. O trudzie i zacietosci, o pracowitosci i samozaparciu. o PASJI dowiesz sie z tej ksiazki bardzo wiele. Wiec Moi Drodzy- ja Kunegunda Rosomak serdecznie Wam ja polecam. Mozna ja kupic przez internet. Mozna pojechac na spotkanie z Daria i Krzysztofem- daty i miejsca spotkan sa na stronie. (...)
Zapraszam i prosze- nie pozwolmy zmarnowac tego piecia sie pod gore, z glebokiego dolu, zeby stanac na brzegu i zaczerpnac swiezego powietrza oraz zobaczyc przestrzen, gdzie wszystko dobre moze sie wydarzyc. Panstwo Nowakowscy zasluzyli na to- na wolnosc, spokoj i laur zwyciestwa. Ciesze sie, ze pozwolili mi byc ze soba. Jestem z Nich dumna. Polecam i jeszcze raz polecam:)"
- Kunegunda Rosomak
piątek, 11 marca 2016
Wielki sen
Nie ma co owijać w bawełnę. Najwyższy czas nazwać wszystko po imieniu. Ujawnić się z planami.
Zaczniemy tak:
Od zbyt wielu lat jesteśmy w mushingu, aby nie dorobić się solidnego pakietu marzeń i pomysłów na mega projekty. Zbyt długo. Otóż naszym celem jest stworzenie potężnego zespołu psów i ludzi. Potężnego w sensie jego możliwości, nie ilości. Zespołu, który bez śladu kompleksów będzie potrafił stawić czoła największym wyzwaniom jakie niosą ze sobą jedynie długodystansowe wyścigi i wyprawy. To jednak nie wszystko. Ten zespół ma także w ciągu kilku najbliższych lat dogonić norweską czołówkę zaprzęgowców i choć trochę ich pogonić. Oczywiście marzy nam się zwycięstwo w którymś z tych najdłuższych w Europie wyścigów psich zaprzęgów. Zdajemy sobie jednocześnie i w pełni sprawę jak jest to trudny do zrealizowania cel. Właśnie ze względu na tę trudność nim się zajmujemy.
Krótko mówiąc tworzymy zespół, ciężko pracujemy, startujemy w wyścigach, osiągamy sukcesy i niezbędną do życia satysfakcję z tego co się robi.
Mamy wiedzę i doświadczenie. Jesteśmy odpowiednio zmotywowani i gotowi do przejścia na znacznie wyższy poziom. Moment na to jest idealny. Znamy już swoje możliwości, znamy też wszelkie realia. Możliwość popełnienia błędu w przygotowaniach zmalała do minimum. To bardzo istotne, aby nie zniszczyć szans jeszcze przed startem.
Życie układa nam się tak, że nie możemy pozwolić sobie na luźne podejście do mushingu. Albo zajmiemy się nim na najwyższym poziomie, albo zakończymy tę przygodę. Nie pójdziemy żadną pośrednią drogą. Większość naszych psów to emeryci, a wyścigowy zaprzęg potrzebuje zasilenia młodymi psami. Nie przyjmiemy jednak do kennelu ani psiego ogona jeżeli nie będzie ewidentnych szans na realizację naszego ambitnego planu. W innym przypadku usiądziemy sobie z emerytami na ławeczce w słońcu pod domem, a świat nie zobaczy na czele wyników Finnmarkslopet polskich nazwisk. Nie to nie.
Szukamy sponsorów. Poważnych sponsorów, którzy są w stanie dostrzec nasz potencjał i wpisać go w swoją wizję kreowania wizerunku własnej marki. Nie będziemy wchodzić we współpracę z firmami, które nie mają takiej wizji. Pasja za pasję, inaczej nie ma to sensu. My włożyliśmy w mushing całe swoje i naszych psów życie. Poświęciliśmy je rezygnując świadomie z wielu innych możliwości, które niesie współczesny świat, więc albo robimy to poważnie, albo wcale. Taka idea będzie przyświecać nam w tym nowym etapie naszego zaprzęgowego życia. Szkoda, że tak późno to zrozumieliśmy.
Sprzedajemy też książkę. Teraz to główne nasze zajęcie. Książka podoba się czytelnikom. Mamy same pozytywne, a czasem nawet entuzjastyczne recenzje. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, żeby ją kupić i przeczytać.
Organizujemy dużo spotkań autorski i prelekcji. Przychodzi na nie, aby nas posłuchać mnóstwo ludzi. To daje nadzieję, że nasza idea dotrze do jakiejś części ludzi, a wtedy okaże się co dalej.
Nasi Drodzy, doszliśmy w działalności z psami do końca pewnego etapu. Na tej mecie znaleźliśmy się z całym bagażem uzbieranym po drodze. Czy okaże się ona metą etapu, czy całej drogi to zależy od pieniędzy. W zasadzie tylko od nich. No i zdrowia, ale to póki co jeszcze nam dopisuje. Będą, więc pieniądze, będzie dalsza droga, sukcesy i wspomniana wcześniej satysfakcja. Nie będzie pieniędzy to zostaniemy w domu z emerytami. Będzie szkoda, ale co zrobić.
Wszystko w rękach finansów. To trochę obrzydliwe, że wartość człowieka w sumie zależy od tego czy ma on pieniądze, aby tę wartość móc zaprezentować. Taki jednak głupi jest ten świat i szybko się na lepszy nie zmieni.
Kupujcie zatem książkę, czytajcie i polecajcie ją innym. My za to będziemy mogli dawać Wam radość w pięknych relacjach z wielkich tras i w kolejnych książkach. Polecamy się Waszej pamięci.
Mushing to potwornie ciężki rodzaj ludzkiej aktywności. Trudność nie polega na zmaganiach z ciężkimi warunkami, mrozem, śniegiem, czy wielkim dystansem na szlaku. Do tego przygotowujemy się w czasie treningów. Prawdziwą trudnością są emocje, które ten rodzaj działalności wymusza na ludziach. Psy żyją bardzo krotko, kilkanaście ich lat przy kilkudziesięciu naszych to ogromna dysproporcja. Śmierć jest obecna więc w każdej chwili. Robimy coś pięknego z psami, a jednocześnie one umierają i znikają z naszego życia. Jakby ich nigdy nie było. Zostają tylko zdjęcia i wspomnienia. Normalny człowiek ma z psią śmiercią do czynienia góra kilka razy w życiu. My, bywa, kilka razy każdego roku. To jest największa trudność mushingu. Tego nie możemy przetrenować, oswoić. Pierwsza śmierć naszego psa zaprzęgowego, Adji to była trauma, której ślady wciąż nosimy w sercach, ale każda następna wcale nie była mniejsza. Wciąż opłakujemy Acia, którego nie już z nami trzy lata. Saby nie ma dwa, a wciąż o niej rozmawiamy. Nie wspomnę nawet Vilego, którego śmierć omal nas nie zniszczyła. Teraz odeszła Juma, znowu wywołując falę żalu. Nie sposób uodpornić się na psią śmierć. Na ludzką bezradność.
etykiety
23 kilometr,
Finnmarkslopet,
książka,
mushing,
nasze psy,
pasja,
pisanie,
prelekcja,
psie zaprzęgi,
sponsorzy,
sport,
spotkanie autorskie,
wyprawa,
wyścig
wtorek, 1 marca 2016
Jak kupić książkę?
Z "23 kilometrem" przerobiliśmy już wiele. Była zrzutka, była przedsprzedaż, była i prośba o wsparcie. To wszystko już za nami. Książka jest, czeka w paczkach na czytelników. Trzeba teraz do nich dotrzeć.
Organizujemy spotkania autorskie. Dwa wielkie za nami, jutro kolejne, tym razem dużo mniejsze, bo w małej miejskiej bibliotece w Bydgoszczy. Potem będą następne. Na spotkaniach będzie można książkę kupić bezpośrednio od nas.
Nie tylko tam zresztą. Cały czas jest ona dostępna także w internecie. Wystarczy napisać do nas maila, zamówić egzemplarz, bądź kilka, podać adres do wysyłki i wpłacić na nasze konto 39 zł za książkę i 10 zł za wysyłkę Pocztą Polską lub 5 zł za wysyłkę InPostem.
Zapraszamy do zakupów. To może być idealny pomysł na prezent na Wielkanoc.
poniedziałek, 29 lutego 2016
Po premierze
Mamy za sobą dwa pierwsze spotkania z "23 kilometrem" . 25 lutego w Katowicach przyszło nas posłuchać 160 osób w niesamowitej scenerii Kinoteatru Rialto. Spotkanie to zorganizował Irek Kapler w ramach cyklu Rialto w Podróży. Świetna atmosfera, sporo pytań od widzów i dedykacji wpisanych do książek.
Mówiło także o niej Radio Katowice, a jeden egzemplarz książki powędrował do słuchacza, który udzielił poprawnej odpowiedzi na konkursowe pytanie.
Premierę zatem książka ma za sobą.
Dwa dni później byliśmy już na festiwalu podróżniczym Włóczykij w Gryfinie. Przenieśliśmy się dosłownie na drugi koniec Polski, w okolice Szczecina.
W Rialto byliśmy jedynymi prelegentami tamtego dnia. Na Włóczykiju trafiliśmy w prawdziwy kocioł. Trzy sale oddalone o około 100 metrów od siebie. Trzy prelekcje jednocześnie i około sześciuset osób przemieszczających się w przerwach pomiędzy salami. W tym wszystkim my, z pokazem zaplanowanym na sam koniec. Mieliśmy wystąpić o 20.30, ale ze względu na mały poślizg, wystartowaliśmy z opowieścią prawie o 21.
Prezentowanie własnej historii na festiwalu to zupełnie inna "bajka". Trzeba czekać, aż skończy prelegent przed nami, potem w ekspresowym tempie przekazać własne materiały i zacząć. Na dodatek widzowie mają porównanie jak opowiadali poprzednicy i jest ryzyko, że usłyszy się potem, że "tamta opowieść była fajniejsza". Nic takiego nie dotarło na szczęście do naszych uszu, ale presja jest. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Za miesiąc drugi z festiwali, na którym będziemy mieli przyjemność się zaprezentować.
W ferworze spotkań nie robiliśmy zdjęć. Dlatego dorzucimy je tutaj jak już jakieś do nas dotrą.
środa, 24 lutego 2016
Nowy rozdział
Jutro otwieramy w jakimś stopniu nowy rozdział w naszym życiu. Pierwsze spotkanie autorskie z pierwszą własną książką, to nie jest coś, co przeżywa się często. Raczej raz w życiu. Druga książka, jeśli ją napiszemy, będzie już drugą książką.
Ta pierwsza jest w całości nasza. Sam ją napisałem, sami znaleźliśmy ludzi, którzy zrobili korektę i skład. Uczestniczyliśmy także w projektowaniu okładki. Wreszcie umówiliśmy się z drukarnią i zleciliśmy druk. Wszystko to odbyło się bez żadnych pośredników. I udało się. Teraz czekamy już tylko na opinie czytelników. Czekamy oczywiście z niemałym niepokojem. Na szczęście znamy już kilka z nich. Są pozytywne. Nie ma wiele równie wspaniałych rzeczy na świecie ponad satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Ta jest ogromnie ważna dla nas ludzi.
Jutro pierwsze spotkanie, potem następne i jeszcze kolejne. Sporo ich pojawiło sie w naszym kalendarzu. Umówiliśmy je w różnych miejscach. W bibliotekach, w domach kultury, ale także na festiwalach podróżniczych. czy klubach podróżników, a nawet targach turystycznych. Wszystkie one są równie ważne i na wszystkich z nich damy z siebie wszystko. Niezależnie do ilu osób będziemy mówić.
W przeddzień wyruszenia w Polskę z "23 kilometrem" odczuwamy oczywiście pewien niepokój, tremę. Dzieje się tak pomimo sporego doświadczenia w takich "występach" jakie posiadamy. Przecież od 2010 prowadziliśmy dużo prelekcji. Jednak ten cykl jest inny. Mamy przecież książkę, czyli pozostawimy po sobie trwały ślad, nie tylko ulotne, wypowiedziane słowa. Książka zostanie i będzie musiała się obronić sama. To zupełnie nowe doświadczenie.
Ta pierwsza jest w całości nasza. Sam ją napisałem, sami znaleźliśmy ludzi, którzy zrobili korektę i skład. Uczestniczyliśmy także w projektowaniu okładki. Wreszcie umówiliśmy się z drukarnią i zleciliśmy druk. Wszystko to odbyło się bez żadnych pośredników. I udało się. Teraz czekamy już tylko na opinie czytelników. Czekamy oczywiście z niemałym niepokojem. Na szczęście znamy już kilka z nich. Są pozytywne. Nie ma wiele równie wspaniałych rzeczy na świecie ponad satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Ta jest ogromnie ważna dla nas ludzi.
Jutro pierwsze spotkanie, potem następne i jeszcze kolejne. Sporo ich pojawiło sie w naszym kalendarzu. Umówiliśmy je w różnych miejscach. W bibliotekach, w domach kultury, ale także na festiwalach podróżniczych. czy klubach podróżników, a nawet targach turystycznych. Wszystkie one są równie ważne i na wszystkich z nich damy z siebie wszystko. Niezależnie do ilu osób będziemy mówić.
W przeddzień wyruszenia w Polskę z "23 kilometrem" odczuwamy oczywiście pewien niepokój, tremę. Dzieje się tak pomimo sporego doświadczenia w takich "występach" jakie posiadamy. Przecież od 2010 prowadziliśmy dużo prelekcji. Jednak ten cykl jest inny. Mamy przecież książkę, czyli pozostawimy po sobie trwały ślad, nie tylko ulotne, wypowiedziane słowa. Książka zostanie i będzie musiała się obronić sama. To zupełnie nowe doświadczenie.
poniedziałek, 22 lutego 2016
Włóczykij 2016
Dwa dni po spotkaniu w ramach Rialto w Podróży, przeniesiemy się na drugi koniec Polski w okolice Szczecina, aby wziąć udział w Gryfińskim Festiwalu Miejsc i Podróży Włóczykij.
To już dziesiąty Włóczykij, który co roku skupia na swoich scenach rozmaitych podróżników oraz wielu widzów.
Na jego stronie napisano:
" 11 dni festiwalu, co najmniej 120 prelegentów i ponad 100 wydarzeń. Tak w największym skrócie wyglądać będzie jubileuszowy 10. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij, który odbędzie się w Gryfinie w terminie od 25 lutego do 6 marca 2016 r.
Od lat "kręgosłupem" programu festiwalu są spotkania z ludźmi, którzy opowiadają o swoich wyprawach, dziełach oraz przedsięwzięciach realizowanych w różnych częściach świata. Tradycji stanie się zadość i tym razem nie będzie inaczej. Gryfino stanie się miejscem gdzie przecinać się będą szlaki reportażystów, etnologów, alpinistów czy miłośników ekstremalnej turystyki rowerowej. Pośród gości swój udział w imprezie zapowiedzieli m.in. jeden z najbardziej cenionych polskich współczesnych pisarzy Andrzej Stasiuk, a także Przemek Kossakowski, autor popularnych programów "Szósty zmysł" oraz"Inicjacja".
Na festiwalu zagra blisko 10 grup muzycznych m.in.: Fruitcakes, Tabu, GRUFF!, a regionaliści zabiorą widzów m.in. do Barlinka. Jeden dzień festiwalu odbędzie się również po niemieckiej stronie. W programie nie zabraknie także wielu innych wydarzeń, takich jak: degustacje potraw, pokazy filmów świata, warsztaty dla dzieci i młodzieży, ekstremalny rajd na orientację na 50 i 100km oraz Bal Włóczykija.
Organizatorami imprezy są: Gryfiński Dom Kultury, Zakrzywienie Czasoprzestrzeni, Urząd Miasta i Gminy Gryfino"
Nic dodać, nic ująć. Kto jeszcze może, niech rusza do Gryfina. Do zobaczenia.
Po spotkaniu będzie możliwość zakupu naszej książki.
Po spotkaniu będzie możliwość zakupu naszej książki.
niedziela, 21 lutego 2016
8 marca 2014
Wiatr szalał coraz bardziej z każdą chwilą. Pchał przed sobą mokre masy śniegu padającego obficie od kilku godzin. Sanie stawiały duży opór, z którym walczyć musiało siedem już teraz psów i ja. Napieraliśmy jednak uparcie przed siebie. Nie mieliśmy zresztą innego wyjścia. Mój zespół musiał dotrzeć do Jotki. Mimo wszystko.
W Jotce byli ludzie. I bezpieczeństwo.Tak bardzo potrzebne po tym co się stało.
Między mną a psami panowało milczenie. Żadnych słów, dźwięków, nawet komend, kiedy zaprzęg zbliżał się do skrzyżowania szlaków. Dante wiedział dokąd biec. Wyręczał mnie ze wszystkiego. Kochany pies. Prowadził zaprzęg jak doświadczony, znający doskonale teren przewodnik, a przecież był w tym miejscu pierwszy raz w życiu. Tak jak ja i reszta psów.
Szliśmy wszyscy za nim. Ja, Zuza, Tanda, Henia, Arina, Pips i DeDee. Ufaliśmy jego intuicji.
W taki sposób przyszło temu wielkiemu liderowi rozstać się z najdłuższymi wyścigami. Odcinek z Alty do Jotki to był jego popis.
Miało być inaczej. Ten wyścig miał być ostatnim Dantego, ale pierwszym z wielu naszego zespołu. To on miał nas wprowadzić na długodystansowe "salony". Wyszło zupełnie inaczej. Los zakpił z naszych marzeń. Wyśmiał nasze poświęcenie i lata ciężkiej pracy. I nic nie mogliśmy na to poradzić. Przynajmniej nie wtedy.
Posuwaliśmy się powoli, często robiąc przerwy. Okropny ładunek w saniach zbyt mocno obciążał nasze siły i morale. Znalazłem się na samym dnie mojej duszy. Dobiłem na poziom tak niski, na jakim nie znalazłem się jeszcze nigdy w dorosłym życiu. I nie mogłem leżeć na tym dnie bezczynnie. Musiałem działać, bo mogło wydarzyć się coś jeszcze gorszego. Do Jotki brakowało nam jeszcze kilku kilometrów, więc miałem chwilę, aby poradzić sobie z psychiczną masakrą. Okiełznać ją na chwilę chociaż, aby móc dalej walczyć.
Do Jotki dotarliśmy z burzą śnieżną dosłownie na plecach. Teraz musieliśmy już tylko przetrwać. I nic więcej.
To może być fragment początku dalszej części opowieści. Kontynuacja historii opowiedzianej w "23 kilometrze". Przecież przetrwaliśmy ostatecznie i historia potoczyła się dalej. Jej koniec nie jest jeszcze pewny, ale ona się toczy po swojemu. Ta historia zostawia po sobie ślady, wyraźne, nie pozwalające o wielu sprawach nigdy zapomnieć. Wystawia też rachunki, które trzeba spłacać na różne sposoby. Niektóre też trzeba wyrównać kiedyś, aby zaznać spokój. Tak jak te z Finnmarkslopet. Tam trzeba wrócić i odczynić ten wyścig, to miejsce. Muszę się tam kiedyś znowu znaleźć. Zwłaszcza w TYM miejscu. Nie zaznam bez tego spokoju.
sobota, 20 lutego 2016
Premiera "23 kilometra"
Pierwsi czytelnicy już czytają książkę, kolejni dostaną ją do rąk w najbliższym czasie. Sukcesywnie wysyłamy "23 kilometr" do czytelników. Sporo jest tych wysyłek. W każdą książkę trzeba wpisać dedykację, więc chwilę to trwa. Każdego dnia jednak wysyłamy za pośrednictwem poczty kolejne egzemplarze. Do końca przyszłego tygodnia powinniśmy jednak uwinąć się z wysyłkami.
Tymczasem wielkimi krokami zbliża się pierwsze spotkanie autorskie. Już 25 lutego o godzinie 19 będziemy mieli niezwykłą przyjemność zaprezentować książkę publiczności na żywo w Kinoteatrze Rialto w Katowicach. Będzie to oficjalna premiera "23 kilometra". Miejsce wymarzone na taką uroczystość.
Rialto jest najstarszym kinem na Śląsku. Rozpoczęło swoją działalność w 1913 roku, w obiekcie specjalnie zbudowanym w tym celu. Z powodzeniem działa do dziś, opierając się konkurencji multipleksów. Udaje się ta sztuka dzięki ciekawemu repertuarowi, organizacji rozmaitych festiwali filmowych, górskich, fotograficznych, impres podróżniczych, czy sceny kabaretowej. Funkcjonuje w Rialto także Klub Seniora.
Odbywają się tam także koncerty wielu gwiazd naszego rynku muzycznego.
25 lutego także my będziemy mieli wielką przyjemność opowiedzenia o naszej pasji i zaprezentowania książki w tym historycznym i pięknym miejscu.
Patronat medialny nad naszym spotkaniem objęło Radio Katowice, gdzie dziś o godzinie 14.15 będziecie mogli o imprezie posłuchać, a także Klub Podróżników Namaste z Katowic.
Zapraszamy serdecznie wszystkich, którzy mogą dotrzeć do Katowic na to wyjatkowe spotkanie z historią Śląska i z naszą pasją. Do zobaczenia w Rialto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)