Pokazywanie postów oznaczonych etykietą premiera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą premiera. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2017

Spokojnie, to tylko Kot ("Wszystko wina kota" Agnieszka Lingas-Łoniewska)

PREMIERA 24.05.2017

"Wszystko wina kota" Agnieszka Lingas-Łoniewska
wyd. Novae Res
rok: 2017
str. 400
Ocena: 6/6



Chyba nikt nie ma wątpliwości, że uwielbiam książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Jestem jedną z jej najzagorzalszych fanek. Z przyjemnością sięgam po każdą kolejna powieść, kiedy tylko ujrzy światło dziennie (a jeśli to możliwe, to nawet nim je ujrzy). Z Kotem nie było inaczej i choć wiedziałam, że jak zwykle powinnam spodziewać się niespodziewanego, to tym razem dałam się podejść i zaskoczyć. Kiedy i czym? O tym, odrobinę poniżej.

Róża Mak jest topową, polską pisarką. Każda napisana przez nią powieść robi furorę. Czytelniczki szaleją, nakład wyczerpuje się w trybie ekspresowym. Wówczas Róża przebija sobie sama piątkę i zasiada do kolejnej historii, która chwyci za serca rzeszę fanek. Bo w sumie, co więcej może zrobić? Książki od dawna sprzedają się niemalże same, ona robi research i pisze kolejną i kolejną i kolejną… Na spotkania autorskie nie jeździ. Wywiady przeprowadza wyłącznie elektronicznie. A to wszystko dlatego, że w życiu prywatnym, wcale nie jest Różą Mak. Jest Lidią Makowską, nieco szaloną i ekscentryczną wrocławianką posiadającą niepokornego, wędrującego po sąsiadach kota. Przy czym należy doprecyzować, że owy kot wędruje tylko do jednego, mieszkającego za ścianą sąsiada – dodajmy – mega seksownego mężczyzny, przez wtajemniczonych zwanego Surferem.  

Po postawieniu ostatniej kropki w najnowszej powieści Lidia jak zwykle oddaje się chwili rozpusty. W domu odwiedzają ją najlepsze przyjaciółki, na stole pojawia się wino i ulubione zakąski. Impreza trwa, niemal do białego rana. Niedługo po zapadnięciu dziewczyn w sen, do drzwi wejściowych zaczyna się ktoś dobijać. Ten straszny człowiek, który wyrywa Lidię z objęć Morfeusza, to przystojniak zza ściany. Trzymający Jamesa. I zadający to niezręczne pytanie "Czy to pani kot?". Pauza. Przedłużająca się cisza. Jakby tu odpowiedzieć? Jak uniknąć krępującego tłumaczenia się? Te i wiele innych pytań przebiega przez głowę Lidii mimo oparów alkoholowych. By dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy szalonej autorki i jej seksownego sąsiada, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść mojej ulubionej autorki – Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, zatytułowaną Wszystko wina kota!

Nie będę ukrywać – kocham tę książkę. Bawiłam się świetnie podczas lektury Kota i cały czas wspominam perypetie jego, jak i kluczących wokół siebie Lidii i Jeremiego. Nie mogę nie wspomnieć, że w książce znajdziemy również historie trzech przyjaciółek bestsellerowej autorki. Każda z nich jest wyjątkowa. Każda przeszła swoje w życiu. Każda stoi w miejscu, z którego ruszyć może w dwie różne strony. Które ścieżki wybiorą? Jak te decyzje wpłyną na ich dalsze życie? O tym niewątpliwie więcej w przewspaniałym Kocie.

Agnieszka Lingas-Łoniewska przez całą powieść nie spuszcza z tonu. Daje nam możliwość zarówno zrywania boków ze śmiechu jak i niejednokrotnie uronienia łzy. Czytelnika czeka więc prawdziwy emocjonalny rollercoster. To jest to, co tygryski lubią najbardziej, więc zdecydowanie i z całego serca polecam. Naprawdę warto!


Sil


7 kwietnia 2017

Wytrwałość ("Zły Romeo" Leisa Rayven)



"Zły Romeo" Leisa Rayven
wyd. Otwarte
rok: 2017
str. 440
Ocena: 5/6



Zwykle nie wiemy, co nas czeka. Każdy kolej krok może przynieść niespodziewane konsekwencje. Nie zawsze jesteśmy zaskoczeni, zazwyczaj jednak nie jesteśmy pewni, co będzie dalej. Zdarza się jednak, że jakiś cichy głosik, może siódmy zmysł podpowiada nam, że to, co właśnie się dzieje, zmieni nasze życie na zawsze. To, czy to będzie zmiana na lepsze czy gorsze, trudno zwykle stwierdzić. Jedno jest jednak pewne – ona nastąpi. I będzie wielka.

Cassandra Taylor od dawna marzy tylko o jednym – dostać się do najlepszej szkoły dla przyszłych aktorów – Grove. Niestety, jej marzenia są skutecznie tłamszone przez nastawionych na jeden cel rodziców – dziewczyna ma zdobyć konkretne, porządne wykształcenie, tak by nie martwić się o przyszłość. To, że dziewczyna znalazła się na przesłuchaniu do wymarzonej szkoły to niemal cud. Gdyby nie obiecała rodzicom odwiedzenia w tym czasie innej uczelni, zapewne nic by z tego nie wyszło. A tak – siedzi teraz na podłodze korytarza i zastanawia się, co tu tak w zasadzie robi. Bo na pewno nie czuje się tak pewna, dojrzała i doświadczona jak inni przybyli na casting. Dlatego gdy tylko nadarza się okazja, Cass wchodzi w swą rolę i stara się, by cala grupa ją polubiła. Nie rozumie tylko zachowania tego chłopaka… który jak ona od początku stał na uboczu… taki przystojny… i patrzący na nią z taką złością. Przecież nawet się nie znają, a on zachowuje się jakby mu wymordowała co najmniej połowę rodziny. To jego zachowanie to jeszcze nic wielkiego, w porównaniu z tym, co dzieje się dalej i jak traktuje ją ten intrygujący skądinąd chłopak. Co wpłynęło na jego podejście do Cassie? Czy to możliwe, by ta dwójka, jeśli dostanie się do wymarzonej szkoły, zostanie przyjaciółmi? A może połączy ich niespotykana chemia, która nie pozwoli im być daleko od siebie? Jak rozwinie się i zakończy ta niezwykła historia? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po Złego Romea, czyli debiutancką powieść Leisy Rayven.

Cassie i Ethan od początku znajomości działają na siebie dość intensywnie. Z lektury wręcz bucha buzującymi między nimi emocjami. Dzięki temu, oraz dzięki podzieleniu akcji na nie do końca oczywiste teraz i na początku jeszcze bardziej tajemnicze wtedy, autorka intryguje czytelnika. Wciąga go w mętną nieco fabułę i zachęca do jej śledzenia. Z każdą kolejną stroną powieści poznajemy coraz lepiej Cass i Ethana i krok po kroku dowiadujemy się, co zaszło między nimi lata temu. Co spowodowało, że z początkowych wrogów stali się znajomymi, przyjaciółmi, a w końcu kimś więcej. I co ostatecznie doprowadziło do zastanej obecnie sytuacji? Jedynym sposobem, na odkrycie tajemnic tej dwójki jest sięgnięcie po Złego Romea i zaczytanie się w nim. A gwarantuję, oderwać się od lektury będzie trudno.

Nie będę ukrywała, bardzo czekałam na tę powieść i gdy w końcu dane mi było jej przeczytanie, nie posiadałam się z radości. Zresztą, większość książek wydawanych przez Otwarte i klasyfikujących się do serii Moondrive tak na mnie działa. I zwykle mnie nie zawodzą. Zły Romeo tak jak i pozostałe – nie tylko nie zawodzi ale i cieszy. Nie mówię, że powieść czytało się fenomenalnie. Czasem przeskoki w czasie nieco mnie męczyły. Czasem nie umiałam się połapać w tym, co teraz się dzieje, gdzie tak naprawdę są bohaterowie. Gdzie jestem ja. Ostatecznie jednak wszystko pojęłam i chyba nawet pokochałam. Ujęła mnie szczególnie końcówka. Po zakończeniu lektury odczułam lekkie uczucie żalu. Czegoś mi brakowało. Ale dzięki temu mogę sama kreować ten brak. Tworzyć w głowie niekończące się dalsze ciągi. Takie powieści lubię. Takich powieści chciałabym czytać więcej. Zdecydowanie polecam.


Sil

24 stycznia 2017

Gwiazdka z nieba ("Boys from Hell" Agnieszka Lingas-Łoniewska)

PREMIERA 2.02.2017


"Boys from Hell" Agnieszka Lingas-Łoniewska
wyd. Novae Res
rok: 2017
str. 272
Ocena: 6/6

Na książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej czeka się jak na koncert ulubionego zespołu. Jak na spotkanie z najlepszymi przyjaciółkami. Jak na narodziny dziecka. Wyczekuje się ich z utęsknieniem, liczy się miesiące, dni, godziny do daty premiery. A gdy ta w końcu nastaje – radości nie ma końca. Macie tak? A tak mam. Nawet, jeśli wcześniej miałam już okazję przeczytać daną powieść. Teraz z niecierpliwością wyczekuje premiery Boys from Hell, choć przeczytałam ją już kilka razy. Ostatni raz miał miejsce kilka tygodni temu i mogę powiedzieć jedno – powieść wciąż wzbudza we mnie takie same emocje, jak za pierwszym razem. Jakie? O tym odrobinę poniżej. A reszta? Resztę musicie poznać na własnej skórze.

Anna Scott nie wyobrażała sobie, że kiedyś jeszcze będzie musiała zamieszkać w rodzinnym mieście. Od lat uczęszczała do prywatnych szkół i mieszkała w najwyższych standardów internatach. Spotykała się tylko i wyłącznie z "odpowiednimi" ludźmi. Choć bez bliskich – żyła tak jak chciała. Wszystko zmieniło się tuż przed rozpoczęciem przez nią nauki w klasie maturalnej. Ojciec wygrał wybory na burmistrza Freeport i ściągnął córkę do domu. Tak oto osiemnastoletnia Anna znalazła się w tym maleńkim miasteczku w Teksasie i musiała zacząć radzić sobie z zupełnie nową sytuacją życiową. Na miejscu nie miała żadnych koleżanek, nikogo nawet nie znała, a tych, których poznała w szkole, wolałaby nie znać. Sama starała się nie wywyższać, ale wszyscy traktowali ją właśnie jak dziewczynę z wyższych sfer. Za plecami nieustannie słyszała szepty, a nawet ciche dogryzanie. Kto w takich warunkach chciałby żyć? Na pewno nie główna bohaterka Boys from Hell. Bo Anna to nie tylko dziewczyna z dobrego domu, ale i zbuntowana, nieokiełznana, a nawet lekko szalona nastolatka, która pragnie od życia tego, co dla niej najlepsze. I dokładnie wie o co jej chodzi. Przynajmniej tak się jej wydaje, bo wiele w jej przemyśleniach zmienia spotkanie pewnego motocyklisty. Dobrze umięśnionego, przystojnego, wydawałoby się niebezpiecznego i starszego od niej – motocyklisty.

Jak już wcześniej wspomniałam – książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej są wyczekiwane, a także niezapomniane. Historia Anny i Jaxa krążyła we mnie od chwili, gdy pierwszy raz ją przeczytałam. Sięgając po nią teraz wciąż czułam te same emocje, to samo pulsowanie krwi, niecierpliwość i, co dziwne, niepewność co do dalszych losów bohaterów, choć przecież je znałam. Ale przecież, zawsze coś mogło się zmienić, prawda? Cóż, ja już teraz wiem, a wy wkrótce się dowiecie, jak naprawdę kończy się powieść Boys from Hell. Jedno jest pewne, zakończenie jest zaskakujące, ale na pewno nie rozczarowujące.

Najnowszą powieść Agnieszki-Lingas-Łoniewskiej czyta się niemal na jednym wdechu. Wciąga od pierwszych słów napisanych przez autorkę i trzyma czytelnika w swych okowach, aż do ostatniej postawionej kropki. A gdy już dotrze się do zakończenia, to człowiek żałuje, że nastąpiło ono tak szybko, tak nagle. Boys from Hell to kolejna świetna pozycja w dorobku Lingas-Łoniewskiej, zdecydowanie godna polecenia i zapamiętania jako świetny przykład połączenia romansu i dramatu. Czy można ją zaliczyć do tak popularnego teraz new adult? Według mnie bezsprzecznie. Szczerze zachęcam do lektury. Naprawdę warto.

Sil



13 stycznia 2017

Wybrańcy losu "Naznaczeni śmiercią" Veronica Roth)

PREMIERA 17.01.2017

"Naznaczeni śmiercią" Veronica Roth
Seria: ?
Tom: I
wyd. Jaguar
rok: 2017
str. 536
Ocena: 5/6


Veronica Roth to już niemal legenda wśród autorów dystopii. A przecież ma na swoim koncie tylko jedną serię. Dziwne? A może wcale nie? W końcu Niezgodna to naprawdę coś wielkiego. Świetna książka, świetna seria filmowa. To nieuchronnie prowadzi nas do jednego – czy kolejne powieści autorki osiągną taki sam sukces, jak te już osławione? Chyba czas się o tym przekonać.

Akos Kereseth i Cyra Noavek żyją w jednej galaktyce. Ba, na jednej planecie. Ich rodziny przewodzą dwóm walczącym ze sobą narodom, z których jednej nie jest uznawany przez Zgromadzenie. Różni ich niemal wszystko. Język. Styl życia. Wychowanie. A jednak coś ich łączy, oboje są wybrankami Losu, jako jedni z nielicznych nie są w stanie wpłynąć na swoje życie. Ile wersji przyszłości by nie analizować, ich losy zawsze układają się tak samo. W rodzinie Keresethów losów dzieciom się nie wyjawia. Noavekowie ujawniają je w pewnym wieku. Cyra poznała więc swój los już jakiś czas temu, zresztą tez stosunkowo wcześniej uzyskała dostęp do swojego daru, który w jej przypadku okazał się przekleństwem. Akos nie poznał jeszcze ani swego daru, ani tym bardziej losu. To jednak zmienia się w dniu, w którym Zgromadzenie postanawia w trakcie emisji ujawnić losy wszystkich wybrańców. Tak oto, w jednej chwili, szczegóły z ich życia poznają wszyscy mieszkańcy galaktyki. Niektórych ujawnienie tych informacji będzie kosztować życie. Wśród Thuvhe wybucha panika. Dzieci w panice zabierane są ze szkoły, nikt nie wie, co tak naprawdę się dzieje. Keresethowie przewożeni są do domu. Okazuje się jednak, że nie jest on już bezpieczną przystanią. Czekają tam na nich Shoteccy żołnierze, którzy mają misję do wykonania – zabrać dzieci z najważniejszymi losami – średnie i najmłodsze. Reszta się nie liczy. No, może poza ich matką – Wyrocznią. Ona się jednak nie pojawia, a odkrycie kto jest kim okazuje się nie być niczym skomplikowanym. Niestety, w wyniku napaści ginie ojciec Akosa, wszystko również wskazuje na to, że matka mogła odebrać sobie życie sama. Chłopcy zabrani zostają za Przepiórzycę, za Dział, do okrutnego Ryzeka Noavek, władcy Shotetów. A tam, tam dopełnią się losy chłopców. Wszystko przynajmniej na to wskazuje.

Nie będę ukrywała, nie od razu spodobali mi się Naznaczeni śmiercią. Początki były dla mnie dość trudne i nie zawsze zrozumiałe. Autorka stworzyła w powieści zupełnie nowy świat, ba – całą galaktykę. Przypisała narodom języki (na szczęście ich nie używała!), nazwy, zwroty. Trudno było mi się połapać co jest czym i kto jest kim. Co gdzie jest, jak to wszystko wygląda. Cóż, trochę więc trwało nim powieść mi wciągnęła. Ale jak już to zrobiła, to nie potrafiłam się powstrzymać i czytałam. Czytałam, aż skończyłam. A teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na pojawienie się drugiego tomu, który, mam nadzieję, odpowie na liczne pytania, które postawiono przed czytelnikami w Naznaczonych śmiercią.

Po zakończeniu lektury na pewno mogę powiedzieć jedno – autorka wiedziała co robi, pisząc tę powieść. Całość, po początkowych trudach, czyta się zdumiewająco dobrze. Bohaterowie są niezwykle przyciągający i przekonujący w swych kreacjach. Niezwykle łatwo zawierzyć ich słowom, a potem… potem pozostaje nam tylko zastanawiać się, czy zaufaliśmy właściwej osobie. Czy na pewno czarny charakter jest tym złym? A może ten dobry okaże się najgorszym z możliwych? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po Naznaczonych śmiercią autorstwa Veroniki Roth. Z całego serca polecam.


Sil

28 października 2016

Nowe rozdanie ("Nowe pokolenie" Agnieszka Lingas-Łoniewska)

"Nowe pokolenie" Agnieszka Lingas-Łoniewska
Seria: Zakręty losu
Tom: 4
wyd. Novae Res
rok: 2016
str. 284
Ocena: 6/6



Niemal dokładnie tok temu spacerowałam po Krakowskim rynku i wsłuchiwałam się w głos mojej przyjaciółki autorki – Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Opowiadała mi o swoim nowym pomyśle, którego uwieńczenie właśnie trzymam w dłoniach, a niedawno skończyłam je czytać – zresztą po raz kolejny.

Minęło kilkanaście lat od wydarzeń wieńczących trylogię Zakrętów losu. Bracia Borowscy, wraz ze swoimi rodzinami, wciąż mieszkają w pięknym Wrocławiu. Nie da się zaprzeczyć, że są przeszczęśliwi i nic ich nie niepokoi. Wciąż jednak czekają na ruch ze strony wroga. Bo przecież – ONI nigdy nie zapominają. Nie wybaczają. Nie zostawiają w spokoju. Dlatego właśnie Łukasz i Krzysztof są tak ostrożni. Od najmłodszych lat uczyli swoje dzieci, by wzajemnie o siebie dbały i zawsze były blisko siebie. Równocześnie nigdy im nie zdradzili, dlaczego tak bardzo im zależy, by się nawzajem chroniły. Jak podchodziła do tego owa młodzież? Czasem poważnie główkowali, w czym rzecz z tą rodzicielską nadopiekuńczością. Zwykle jednak przymykali na nią oko i ewidentnie ignorowali. Zżyli się ze sobą i dobrze się dogadywali. Banda naprawdę była ze sobą zgrana. Oczywiście nie zawsze układało się między nimi idealnie szczególnie, że nie wszyscy byli połączeni ze sobą więzami krwi.

Iga nie wiedziała, jak zapanować nad płomieniem, który spalał ją od środka.
Olga ciągle się miotała między pragnieniem buntu a wpojonym jej posłuszeństwem.
Kamil taił coś przed wszystkimi.
Kacper nie chciał, by jego uczucia wyszły na jaw, choć był niemal pewien, że są odwzajemnione.

Kiedy wszyscy zajęli się dręczącymi ich problemami, przestali być czujni i ostrożni. Co gorsza – przestali stanowić jedność. A tylko to chroniło ich jako rodzinę. Stali się więc bezbronni i podatni na ingerencję z zewnątrz, a to doprowadziło ich przed oblicze śmierci.

Czy Banda Borowskich, prawdziwe Nowe Pokolenie wykaraska się z kłopotów, w które bezmyślnie się wpakuje? Czy cała historia skończy się dobrze? Kto tak naprawdę zagraża ich bezpieczeństwu? By się tego dowiedzieć koniecznie musicie zapoznać się z najnowszą powieścią Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, czyli czwartym tomem Zakrętów losu.

Muszę się wam do czegoś przyznać. Nigdy nie należałam do teamu zapaleńców, którzy pragnęli poznać dalsze losy Braci Borowskich. Dla mnie ta opowieść była definitywnie zamknięta. W sumie to zamknęła się po drugim tomie. Nie mówię, że nie podobała mi się Historia Lukasa. Oczywiście, że się podobała! Ale przed jej powstaniem nie czułam zniewalającej potrzeby poznania jej. Zresztą – Lukasa polubiłam bardzo późno. Na pewno znacznie późnij, niż zdobył serce autorki. Widziałam też, jak wiele kosztowała Agnieszkę Lingas-Łoniewską praca nad finałem serii. Całkiem możliwe, że w związku z tym, jak wiele Lukas z niej wyciągnął – nie planowała powrotu do tej opowieści. Aż… poczuła potrzebę, by przedstawić nam Nowe Pokolenie. Dziś jej za nie dziękuję. Już nie wyobrażam sobie Zakrętów losu bez Igi, Kacpra, Olgi i Kamila. Stali się oni dla mnie równie ważni jak ich rodzice.

Tej historii na pewno potrzebny był czas. Dzięki temu, że czwarty tom ukazał się dopiero teraz, emocje miały czas opaść, a czytelnicy przywykli do myśli, że kontynuacji nie będzie. Dlatego wydaje mi się, że Nowe Pokolenie nie tylko z entuzjazmem, ale i z przekonaniem, że dokładnie tego w tej serii brakowało. Ostatni tom dopełnia tę historię. Jest wspaniały i wciągający, można go czytać wciąż i wciąż i dalej nie ma się dość. Agnieszka Lingas-Łoniewska jak nikt potrafi czytelnikowi przekazać ogrom emocji: miłość, namiętność i napięcie towarzyszy nam na każdym kroku. Nie będę ściemniać. Nowe Pokolenie warte jest każdej poświęconej mu minuty. Zdecydowanie polecam.

Sil


3 października 2016

Płot ("Chłopak z sąsiedztwa" Kasie West)

PREMIERA 12.10.2016

"Chłopak z sąsiedztwa" Kasie West
wyd. Feeria Young
rok: 2016
str. 341
Ocena: 5/6


Czasem poszukiwanie czegokolwiek mija się z celem. Czasem wszystko, czego pragniemy i potrzebujemy znajduje się tuż za mitycznym płotem.
Zwykle nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele posiadamy, póki tego nie stracimy. Jednak gdy już upadniemy, to czy podnosząc się będziemy w stanie odzyskać straconą szansę?

Charlotte Reynolds to… dziewczyna. Tak, w stu procentach dziewczyna. W zasadzie nie ma w tym stwierdzeniu nic niezwykłego, tylko czy ona na pewno się tak czuje? Od urodzenia dorastała z samymi chłopakami. Jedynym żeńskim odnośnikiem w jej życiu była matka, która zmarła, gdy Charlie miała sześć lat. Nic więc dziwnego, że dziewczyna nie tylko czuje się, ale też zachowuje jak chłopczyca.
W życiu Charlie poza rodzinom i przyjacielem liczy się tylko jedno – sport. Biegi, koszykówka, baseball – wszystko dobre. Nic jej nie jest straszne. Nawet szybka jazda samochodem. A może właśnie jej powinna się wystrzegać? Bo właśnie od szybkiej jazdy zaczynają się jej problemy. Mimo tego, a może właśnie dlatego, że jej tata jest policjantem, nie udaje jej się wyłgać od kolejnego mandatu. Ojciec nie kryje swojego wzburzenia i stawia twarde warunki. Charlie musi sama zarobić na te wydatki. Do tego musi odpracować wartość o jaką ojcu zostanie podniesiona składka ubezpieczenia auta. Dziewczyna jest załamana, w końcu dopiero co zaczęły się wakacje, na które miała tak wiele ciekawych planów. Teraz ze względu na pracę będzie musiała je zredukować. A może nie uda się jej znaleźć żadnego zarobku? Niestety, i ten plan spala na panewce – bo dorywcze zajęcie udaje się jej zdobyć w ciągu jednego przedpołudnia. Praca niby tylko kilka dni w tygodniu, ale przede wszystkim popołudniami. Z tego powodu Charlie nie może wieczorami biegać, a tylko odpowiednie zmęczenie fizyczne zapewniało jej noce bez koszmarów. I właśnie wtedy pojawia się rozwiązanie, czyli płot.

Chłopak z sąsiedztwa autorstwa Kasie West to bardzo fajna, wciągająca, a także mało skomplikowana powieść o dorastaniu i walce nastolatków z dręczącymi ich problemami. Historię Charlie czyta się z przyjemnością, a jedyną niewiadomą stanowią koszmary, które dręczą główną bohaterkę. Dziwiła mnie w zasadzie tylko jedna kwestia – podejście Charlie do własnych problemów. Dziewczyna jest naprawdę zżyta z rodzeństwem, i nikomu przez lata nie wspomniała o tym, że nie potrafi przespać spokojnie nocy. Bracia i przyjaciel też nigdy nie zastanawiali się, dlaczego ona tak wiele poświęca sportowi, również wieczorami. Charlie dopiero nocą, pod płotem, wyznaje z czym się od lat boryka. Ta nietypowa spowiedź pozostaje jednak tajemnicą jej i chłopaka z sąsiedztwa i nie ma szans wypłynąć za dnia.

Czy dziewczyna poczuje się kiedyś tak, jak każda jej rówieśniczka czuć się powinna? Czy zainteresuje się nią jakikolwiek chłopak? Czy dojdzie do tego, skąd biorą się jej senne koszmary? By znaleźć odpowiedź na te, oraz na inne pytania, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Kasie West zatytułowaną Chłopak z sąsiedztwa. Gorąco polecam.

Sil



23 września 2016

Miejsce na miłość robi ból ("Bez winy" Mia Sheridan)

PREMIERA 28.09.2016

"Bez winy" Mia Sheridan
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 418
Ocena: 5/6



Na Bez winy przyszło mi chwilę poczekać. Nie dlatego, że nie udało mi się jej przeczytać przed premierą – co to, to nie. Ale to, czy w ogóle będę ją czytać – stało dość długo pod znakiem zapytania. Na szczęście przyszedł dzień, w którym nie tylko poinformowano mnie, że będę miała możliwość jej recenzowania, ale i od razu otrzymałam niezbędny plik. I tak oto, niezwłocznie po zakończeniu poprzedniej lektury, zaczęłam zapoznawać się z najnowszym dziełem Mii Sheridan.

Kira Dallaire od roku się ukrywa. Unika znajomych ludźmi, a w szczególności ojca, który rok wcześniej zmienił jej życie w piekło. Teraz, po jej powrocie z Afryki zanosi się na powtórkę z rozrywki. Za wszelką cenę chce, by dziewczyna tańczyła jak on jej zagra. Ona jednak nie ma zamiaru się z tym godzić. Chce powiedzieć głośne nie, ale nim wybrzmi ono z jej ust, planuje zabezpieczyć swoje tyły. Do tego jednak potrzebuje wsparcia. Jedyna nadzieja w babci, a raczej w majątku, który zostawiła jej w spadku. Nie ma jednak łatwej drogi do tej fortuny. Jedna – wiek, jest nie do przyspieszenia. Druga – ślub, jest niemal niemożliwa do realizacji. W końcu, by wyjść za mąż, trzeba mieć za kogo. A Kira ewidentnie nie ma. Niby może poszukać męża z ogłoszenia, ale czy to wyjście z sytuacji? Nie za bardzo. Na szczęście, niemal jak gwiazdka z nieba, spada jej w banku ON. Przystojny i ewidentnie skrzywdzony przez życie. Ale nie tylko przez życie… ON – Grayson Hawthorn. Tylko, czy mężczyzna przystanie na nietypową propozycję? Czy da wiarę historii, którą opowie mu Kira. Czy zdecyduje się poświęcić kilka miesięcy swojego życia, by zacząć wszystko od nowa? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po przez wielu wyczekiwaną powieść, jaką jest Bez winy, autorstwa Mii Sheridan.

Powiem szczerze, z jakiegoś (zupełnie niezrozumiałego dla otoczenia i mnie samej) powodu, wymyśliłam sobie, że Bez winy jest kontynuacją Bez słów. Długo utwierdzałam się w tym przekonaniu, z niecierpliwością oczekując premiery tej książki. Zastanawiałam się, których bohaterów autorka weźmie na celownik. Co wymyśli. Jak to opisze. Podczas gdy ja roiłam sobie te niestworzone historie ogół mojego blogerskiego otoczenia dobrze wiedział, że te dwie powieści, poza autorką, nie mają nic ze sobą wspólnego. Dobrze chociaż, że zostałam uświadomiona jeszcze przed rozpoczęciem czytania. Mimo wszystko szkoda, że powieść jednak nie była kontynuacją Bez słów. Nie mówię, że była zła, ale ja bym chętnie przeczytała kolejną część. Bo Bez winy, to zdecydowanie zupełnie inna bajka. Inna historia. Inne podejście do tematu. Nawet (w mojej opinii) nieco gorsza niż Bez słów. Nie wciąga tak mocno. Nie intryguje tak bardzo. Nie budzi takiej obsesji, jaką budziło we mnie Bez słów. W związku z tym czytało mi się ją odrobinę gorzej, a co za tym i odrobinę dłużej niż poprzednią powieść autorki. Akcja rozwijała się w spodziewanym przez czytelnika kierunku. Oczywiście nie brakowało zwrotów akcji, ale nie powalały one na kolana, nie ścinały krwi w żyłach i nie budziły we mnie takich emocji, jakich się spodziewałam. Zakończenie było piękne, ale jednak dość przewidywalne.

Nie chcę by ktoś pomyślał, że ta książka mi się nie podobała. Bo podobała się. Ale nie dorównała poprzedniej. Może gdybym przeczytała ją przez poprzednią, moje odczucia byłyby inne. A tak, pozostaje mi tylko powiedzieć, że Bez winy to bardzo fajna książka, godna uwagi tej jesieni. Zachęcam.

Sil


31 sierpnia 2016

Oko za oko ("Zbrodnie pozamałżeńskie" Agnieszka Lingas-Łoniewska, Daniel Koziarski)

PREMIERA 31.08.2016

"Zbrodnie pozamałżeńskie" Agnieszka Lingas-Łoniewska, Daniel Koziarski
wyd. Novae Res
rok: 2016
str. 368
Ocena: 5/6

Oj, nie będę wam ściemniać, nie zakochałam się w tej powieści od pierwszego wejrzenia. Ani drugiego. Ani nawet dziesiątego. To chyba po prostu nie jest książka do kochania.
Niestety, po prostu bardzo długo źle się ją czytało.

Przez niemal połowę czasu jej poświęconego nosiłam się z myślą, by odłożyć ją na półkę i już do niej nie wracać. Nigdy! Powstrzymywała mnie jedynie osoba samej autorki. Przecież Agnieszka Lingas-Łoniewska, moja ulubiona autorka, nie mogła napisać czegoś, czego nie jestem w stanie przeczytać. Prawda? Agnieszko, czy mogłabyś mi zrobić coś takiego? A jednak, jeszcze w wieczór przed tym, jak skończyłam lekturę przeklinałam autorkę i marzyłam, by zacząć czytać coś innego. Coś mniej obciążającego, mniej naszpikowanego złością, złośliwością... nienawiścią wręcz. W zasadzie wszyscy bohaterowie byli straszni, niejednokrotnie podli, okrutni, zakłamani. Brudni wręcz. Wciąż gdy o nich myślę, widzę ich umorusanych w błocie. Albo we własnych fekaliach. Ble. Chciałam poczytać coś fajnego, Zbrodni pozamałżeńskich do tej grupy, wybaczcie - nie zaliczyłam i dalej nie zaliczam. Ale jak już wspomniałam, to nie jest powieść do lubienia, kochania czy do ustawienia jej w rankingach fajności czy wręcz zajebistości. Zbrodnie są po to, by pokazać czytelnikowi, jak nisko można upaść, nawet wówczas, gdy uważa się, że wciąż się wznosi. Niby wszystko jest super, niby się rozwijamy, , znaczymy coraz więcej... a w rzeczywistości, nie zdając sobie z tego sprawy, spadamy. Dno odkrywamy jednak zbyt późno, przecież już dawno na nim leżymy. Umoczeni. Skreśleni przez wszystkich. 

Marcin jest bardzo znanym piłkarzem jednego z warszawskich klubów. Niejednokrotnie powoływany do kadry, powoli szykuje się do przejęcia przez duży, zagraniczny klub. W kraju osiągnął już w zasadzie wszystko co mógł, a wiecznie przecież żyć nie będzie. W końcu tendencja wzrostowa się skończy, wtedy szanse na transfer zmaleją i to znacznie. Chłopak robi więc wszystko, by z meczu na mecz wypadać coraz lepiej. I to mu wychodzi, szkoda tylko, że po powrocie do domu nikt z nim nie świętuję sukcesu. Nie żeby nie miał z kim, w końcu jest żonaty. Tylko ona, żona... niekoniecznie podziela jego miłość do sportu. Wie, że gdyby nie piłka nożna nie żyliby na takim poziomie jak obecnie. Nie przeszkadza jej to jednak w wypominaniu mężowi, że nie ma studiów. Że brak wykształcenia bardzo źle o nim świadczy, że nie ma z nim o czym rozmawiać, bo są na różnych poziomach intelektualnych. Ona w końcu pracuje na uczelni, pisze doktorat. Pisze książkę. Jest KIMŚ. A on, byle celebryta od sześciu boleści, uganiający się za szmacianką. Totalne zero, w jej mniemaniu oczywiście. Para zupełnie niedobrana, a jednak wciąż przy sobie trwająca. Dlaczego? Co oni do siebie czują? Jakie sekrety tają? By dowiedzieć się nie tylko tego, ale i wielu innych, niejednokrotnie bardzo zaskakujących rzeczy, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej napisanej wspólnie z Danielem Kozierskim. 

Myślę, że moja recenzja może być dla was dość sprzeczna. Z jednej strony wysoka ocena. Z drugiej strony narzekanie i na fabułę i ba bohaterów... W ogóle na wszystko. Czy to normalne? Rączej nie. Czy ta książka jest normalna? Zdecydowanie nie. Do tej pory sama nie wiem co o niej myśleć. Stanowi ona dla mnie nie lada zagwozdkę. Jak wcześniej pisałam, niewiele brakowało, a książka nie tylko zostałaby odłożona na półkę, ale wcześniej zostałaby doszczętnie zniszczona. Taką złość czułam podczas czytania. A potem jakby się coś zmieniło, odetkało. I zaczęło się ją czytać wyśmienicie. Akcja stała się wartka i zaskakująca. Zachowania bohaterów było nie tylko nieprzewidywalne, ale również totalnie nielogiczne i szokujące. Aż się chciało wiedzieć, co jeszcze można w tym całym bigosie znaleźć. Co jeszcze autorzy dla nas przygotowali, co wymyślą w następnym rozdziale, jakiego asa trzymają w rękawie. Jedno jest pewne, choć część akcji można wyczuć i sobie samemu wydrukować to... na niektóre pomysły nie wpadłby nikt. W sumie więc trudno się dziwić, że autorów jest dwóch.

Zbrodnie pozamałżeńskie odkrywają przed czytelnikiem zdecydowanie inną twarz Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Czy gorszą? Tego chyba jedna osoba nie może jednoznaczne stwierdzić. O tym trzeba przekonać się na własnej skórze. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak zachęcić do przeczytania dzieła tego nieoczywistego i wybuchowego duetu autorskiego.

Sil

18 lipca 2016

Coś prawdziwego ("Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff)

PREMIERA 17.08.2016


"Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff
wyd. Moondrive
rok: 2016
str. 360
Ocena: 5,5/6

"Ty nic nie tracisz. Wracasz do swojej rzeczywistości i mnie tam nie ma"1)

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta książka będzie aż tak dobra. Szczególnie, że przez pierwszych kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt stron wcale się taka nie wydawała. Ciągnęła mi się niemiłosiernie i poważnie zastanawiałam się nad odłożeniem jej na półkę. Zaczynałam żałować, że ta bardzo mi na niej zależało. Na szczęście ten dziwny, metaliczny wręcz posmak niechęci do powieści dość szybko i niezauważalnie przeminął, a pozostało tylko wszechogarniające pragnienie dowiedzenia się czegoś więcej. W ten sposób w niecałą dobę połknęłam Wyśnione miejsca.

Waverly Camdenmar jest wybitnie inteligentną, wręcz genialną siedemnastoletnią uczennicą liceum Morgana. W zasadzie przeszła już niemal cały program nauczania, zrobiła wszystkie kursy podstawowe i niemal wszystkie rozszerzone. Brakuje dla niej zajęć pozalekcyjnych. Obsesyjnie biega, a w trakcie tak zwanych okienek dyżuruje w recepcji szkolnych pedagogów. Jest wolontariuszką, członkiem samorządu i współtwórcą wszystkich szkolnych imprez. Z nauką jest do przodu, zadania domowe robi z miesięcznym wyprzedzeniem. Czasem otwiera zeszyty i zastanawia się, czy to naprawdę ona zrobiła te zadania. A może zrobił je za nie ktoś inny? Waverly nie może spać. Przytłacza ją ogrom jej własnych myśli, których nie potrafi w nocy wyłączyć. Przeciąża się więc jak może, dzięki czemu czasem zyskuje dwie, może trzy godziny lekkiego snu, nigdy takiego, który pomógłby jej poważnie wypocząć. A naprawdę tego potrzebuje. Zaczyna więc szukać rozwiązań nietypowych. Przeszukuje Internet i… postanawia wprowadzić swoje ciało w stan podobny do hipnozy. Potrzebuje tylko świeczki i metodycznego odliczana wstecz. Czy ten zabieg się powiedzie? Czy dzięki niemu Waverly w końcu zaśnie? Czy dane jej będzie wypocząć? A może wciąż będzie tym idealnym cyborgiem, za którego wszyscy w szkole ją uważają? Może w trakcie próby ratowania samej siebie zniszczy to, co budowała przez tak wiele lat? A może uda się jej odnaleźć prawdziwą Waverly, która od lat uwieziona była w jej głowie? Czy w trakcie tej szalonej i specyficznej wędrówki coś się w niej zmieni? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po powieść Brenny Yovanoff zatytułowaną Wyśnione miejsca. Ta książka nie tylko otworzy przed wami drzwi do zupełnie nowego, zdawałoby się niemożliwego do zaistnienia, świata, ale i rozwali was na kawałeczki. Tylko, czy potem uda wam się potem poskładać te części w całość?

Niby powinnam wiedzieć, czego się spodziewać po książce z Moondrive'a, a jednak takiego obrotu spraw zupełnie nie przewidziałam. Gdy świeczka Waverly powoli się wypalała cierpiałam wraz z dziewczyną. I modliłam się, by to, co czekało na nią na progu jawy i snu miało szansę powodzenia w szarej rzeczywistości. Czasem dużo łatwiej otworzyć nam się przed kimś, gdy wydaje nam się, że to, co właśnie się dzieje nie jest rzeczywiste. Sama przeprowadzam w głowie miliony rozmów z dziesiątkami osób. Czasem jestem świadoma, że to tych dyskusji nigdy nie doszło. Czasem jednak te rojenia mieszają mi się z rzeczywistością i już nie wiem, czy to "wygadanie" było prawdziwe czy nie. Czy ta druga osoba wie co czuję? A może tylko mi się wydawało, że to właśnie przed nią otworzyłam moje serce? Waverly dość szybko wpada w pułapkę własnych uczuć i nie wie, czy może ufać samej sobie. Choć nocami jej lepiej, w ciągu dnia wciąż udaje, wciąż i wciąż popełnia te same błędy. Nakręca samą siebie i stara się przekonać, że tak jest lepiej. Że to, co przynosi noc nigdy nie powinno mieć miejsca. Z czasem jednak coraz częściej odlicza czas do wieczornego rytuału. Tylko, czy dane jej będzie cieszyć się nim do końca życia? A jeśli nie, to czy uda się jej przenieść to, co dobre we śnie, do tego, co nie zawsze dobre w ciągu dnia?

Wyśnione miejsca są nierealne, trudne do ogarnięcia, ale równocześnie piękne, delikatne i tak strasznie kruche. Na początku trudno się w nich odnaleźć, jednak gdy już się w nich człowiek zagłębi, nie chce ich opuszczać. Wrastają w nas, stają się częścią naszej duszy. Zostają z nami na zawsze. Ze mną zostaną na pewno. Z całego serca polecam wam lekturę tej powieści. Warto poświęcić jej każdą sekundę i delektować się czasem z nią spędzonym.

Sil


1) str. 320

8 lipca 2016

Smak Karru ("Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew)

PREMIERA 20.07.2016

"Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew
Seria: Tannie Maria Mystery
Tom: I
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 480
Ocena: 5/6

Czasem każdy ma ochotę przy książce się pośmiać, a nie tylko martwić i dręczyć tym, co przyniesie kolejna strona i jakie będą dalsze losy bohaterów. Nawet ja. Zwykle nie sięgam ani po obyczaje, ani tym bardziej po książki, które określane są mianem lekkich lektur na wakacje. Jakoś trudno mi przez takie przebrnąć i zrozumieć ich sens. Bywa jednak tak, że właśnie takiej lektury mi potrzeba. Jak się okazało, tak właśnie było tym razem.

Tannie Maria jest kobietą w sile wieku, która żadnej pracy się nie boi. No dobra, niektórych się boi, ale niemal z każdej opresji znajdzie wyjdzie. Jest idealnym połączeniem swojej matki (znakomitej kucharki) i ojca (reportera). Tannie Maria uwielbia gotować, a wymyślonymi przez siebie daniami dzieli się z mieszkańcami Ladismith w rubryce kulinarnej w miejscowej gazecie. Niestety, przychodzi dzień, w którym szef wszystkich szefów zarządza zmianę. Okazuje się, że najpopularniejszym działem we współczesnej gazecie jest rubryka z poradami miłosnymi. Jej szefowa Hattie przeanalizowała wszystko wzdłuż i wszerz. Miejsca na tę rubrykę nie znalazła. Niestety, "góra" zamiast się z nią zgodzić, kazała jej zlikwidować kącik z poradami kulinarnymi. Tannie Maria miała się więc pożegnać z pracą… No chyba, że przejmie prowadzenie rubryki z poradami miłosnymi. To właśnie wtedy kobieta wpada na genialny pomysł. Będzie radzić ludziom, za pośrednictwem przepisów. W końcu na każdą bolączkę może pomóc dobre jedzenie, prawda? Z takiego założenia wychodzi Tannie i zaczyna nowy dla siebie etap dziennikarstwa. Nie spodziewa się jednak, że jej porady mogą doprowadzić ludzi na skraj – jedni skierują się we właściwym kierunku, inni udadzą się w tę bardziej mroczną stronę. Jak zakończy się ta szalona, nieprzewidywalna i przezabawna powieść? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Przepisy na miłość i zbrodnię.

Przyznam, że podchodziłam do tej książki dość sceptycznie. Jak już wcześniej wspominałam, zwykle nie sięgam po tego typu powieści. Nie przepadam za tym "lekkim klimatem". Przyszedł jednak u mnie czas na i taką lekturę. Teraz, po odłożeniu historii Tannie Marii na półkę nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Może nie wstrząsnęła ona moim światem, może nie sprawiła, że zarwałam noc, czy też łkałam przez połowę powieści – ale zdecydowanie dobrze bawiłam się, gdy czytałam to, co stworzyła Sally Andrew.

Przepisy na miłość i zbrodnię czyta się bardzo dobrze. Książka jest napisana lekkim piórem, w jednej chwili zaczyna się rozdział, a kolejnym jest się pięć kolejnych do przodu. Na twarzy częściej gości nam uśmiech niż strach czy konsternacja. Nawet bardzo trudne, czy przerażające sceny przedstawione są w taki sposób, że nie można się przy nich źle bawić. Ja bawiłam się bardzo dobrze. A jaka byłam przy tym głodna… nawet sobie nie wyobrażacie. Główna bohaterka naprawdę miała wiele znakomitych przepisów, które chętnie zastosowałabym we własnej kuchni. Może nawet będę miała ku temu okazję, w końcu Sally Andrew pod koniec powieści te wszystkie przepisy podała. Na końcu znajduje się również słowniczek słów używanych przez bohaterów. Akurat to nieco bym zmieniła, takie przypisy wolę mieć w tekście, szczególnie gdy czytam e-booka. Ale, to tylko taka mała uwaga. Książka naprawdę mi się podobała i szczerze mogę ją polecić.


Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

4 lipca 2016

Wszystko w porządku ("Chłopak na zastępstwo" Kasie West)

PREMIERA 06.07.2016

"Chłopak na zastępstwo" Kasie West
wyd. Feeria Young
rok: 2016
str. 400
Ocena: 5/6

Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd
W tej samej głowie czasem przypomina mnie
Ale ma siłę, jaką miewa mało kto
A kiedy trzeba umie głośno mówić "nie".1)

Nie minęła dłuższa chwila, a ja ponownie zostałam wciągnięta w pewną książkową historię. Może to nie była opowieść rodem z tych wykreowanych przez Colleen Hoover, ale jednak też wyjątkowo porywająca. Dlatego też, z sobotnich planów na szycie inne takie prania, zrobiło się całodzienne leniuchowanie z książką w ręku. Jaką? O tym nieco poniżej.

Gia Montgomery jest siedemnastoletnią przewodniczącą samorządu uczniowskiego w liceum do którego uczęszcza. Jest śliczna i bardzo popularna. Wszystko wskazuje na to, że będzie tegoroczną królową balu maturalnego. Tyle osób głosowało na nią w wyborach do samorządu, ma tylu znajomych i tylu przyjaciół. Co złego może się stać, kiedy bajka trwa? Cóż, bajka może się na przykład szybko urwać. Jeszcze przed rozpoczęciem balu, ale już po odebraniu Gii z domu i dowiezieniu jej na parking przed budynkiem, w którym on się odbywał, Bradley informuje Gię, że ich związek nie ma sensu i musza go przerwać. I to nie jutro, czy w nocy. Tylko teraz zaraz. Czemu? Bo Gia po dwóch tygodniach niewidzenia się z chłopakiem, zamiast powiedzieć "wspaniale wyglądasz", rzuciła "moje przyjaciółki padną". No i jeszcze rozprawiała o tym, jak to w końcu udowodni, że jej chłopak-student naprawdę istnieje. Ciągle ona, ona i ona. Bradley nie wytrzymał tej ciągłej paplaniny i zakończył związek tak szybko, jak mógł. Nie zmartwił go nawet fakt, że jechał na tę imprezę trzy godziny i teraz tyle samo będzie musiał wracać, tak bardzo chciał jak najszybciej zapomnieć o tym związku. I tak oto świat Gii legł w gruzach w ciągu kilku sekund. Nie tylko nie miała z kim pójść na imprezę, to jeszcze nie miała jak wrócić do domu. Po prostu świetnie. Kiedy więc dziewczyna widzi, że na parkingu poza nią, jest jeszcze jakiś chłopak w samochodzie, w jej głowie rodzi się plan. Iście szatański i nieco… dziecinny? Ale mimo to, ma on całkiem sporą szansę na powodzenie, szczególnie, że ów chłopak dość szybko przystaje na plan Gii. Tylko, czy wikłanie się w siatkę kłamstw na pewno jest jedynym rozwiązaniem? Czy obawa przed utratą przyjaciół jest rzeczywista i czy tylko z jej powodu powinno się zbaczać z wcześniej obranej ścieżki? Wreszcie, czy podejście dziewczyny do życia i wydawałoby się bliskich jej ludzi, jest właściwe? Może wewnątrz siebie Gia jest zupełnie inną osobą? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Chłopaka na zastępstwo.

Gdzieś w powyższym tekście wspomniałam, że zachowanie głównej bohaterki było miejscami dziecinne. Nie będę kłamać, naprawdę tak było. Miało to jednak miejsce na początku książki i było (przynajmniej według mnie) celowym działaniem autorki. Nie przepadałam za tą dziewczyną na początku. Zastanawiałam się nawet, jak Kasie West mogła obrać ją na główną bohaterkę powieści. Kto mógł polubić tak płytką i snobistyczną dziewuchę? Na pewno nie ja. A jednak, z każdą kolejną stroną lubiłam ją coraz bardziej, a w końcu uświadomiłam sobie, że nie mogę sobie przypomnieć, co mnie w niej tak bardzo na początku denerwowało. Przecież całkiem fajna z niej dziewczyna. A jej przyjaciółki, a przynajmniej niektóre z nich, faktycznie traktują ją dość dziwnie. Nawet chwilami się z nią utożsamiałam, choć mamy ze sobą naprawdę bardzo mało wspólnego.

Książkę skończyłam czytać już kilka godzin temu, a na ustach wciąż błąka mi się uśmiech. Chłopak na zastępstwo to naprawę fajna lektura, godna polecenia szczególnie nastolatkom, choć myślę że i niejedna dojrzała czytelniczka znajdzie w niej coś dla siebie.

Sil


1) Sylwia Grzeszczak - Tamta dziewczyna

30 maja 2016

Zacząć od nowa ("Alive. Żywi" Scott Sigler)

PREMIERA 2.06.2016

"Alive. Żywi" Scott Sigler
Seria: Generacje
Tom: 1
wyd. Feeria Young
rok: 2016
str. 384
Ocena: 5,5/6


I'm waking up to ash and dust
I wipe my brow and I sweat my rust
I'm breathing in the chemicals

I'm breaking in, shaping up, then checking out on the prison bus
This is it, the apocalypse1)

Budzi cię… nagły, przeszywający ból. Coś jest nie tak. Nie tak powinnaś się budzić w dniu swoich dwunastych urodzin. Otwierasz oczy. Jest ciemno. Tak zupełnie, absolutnie ciemno. I jakoś zupełnie głucho. Każdy kolejny ruch powoduje kolejną dawkę bólu. Coś cię gryzie w szyje, wbija w nią swoje…zęby? To coś cię zabija. Nie możesz na to pozwolić. Ale… twoje ręce są unieruchomione. I nogi też. Robisz więc wszystko co w twojej mocy, by uwolnić choć jedną dłoń. Kosztuje cię to wiele. Może nawet zbyt wiele. Krew się leje, ale w końcu to się udaje. Tym czasem stwór podobnie wbija się w twoją szyję, chwytach go i… rozgryzasz. Zaciskasz szczęki i gryziesz tak długo, aż przestaje się wić. Wypluwasz więc czym prędzej to, co z niego wypłynęło. Kolejne minuty to dla ciebie istna agonia, ale w końcu uwalniasz drugą rękę i nogi. Musisz jeszcze tylko uratować siebie. Bo już wiesz, że leżysz w trumnie. Ktoś cię w niej zamknął, wołasz rodziców, ale oni nie reagują. Nie przychodzą. Może wcale ich z tobą nie ma? Wiesz tylko, że musisz się czym prędzej wydostać z tej skrzyni. Tylko, czy poza tą trumną będzie lepiej, czy gorzej?

Powyższa sytuacja – jak z najstraszniejszego horroru, przytrafiła się Em. Em nie wie jak naprawdę ma na imię, wie tylko to, co wyczytała na swojej skrzyni: M. Savage. To ostatnie słowo oznacza jednak dzikusa. Em nie chce byś postrzegana w ten sposób. Za wszelką cenę stara się więc, by nikt nie wołał ją po nazwisku. W pomieszczeniu, w którym znajduje się jej trumna, przechowywanych jest jeszcze 11 takich samych. I zdecydowanie nie są one puste. Z jednej dobiega krzyk. Pewnie podobnie brzmiała ona sama, gdy nawoływała rodziców. Robi więc wszystko co w jej mocy, by wydostać tę dziewczynę z zamknięcia. Tak oto Em poznaje T. Spingate. W kolejnych pojemnikach znajdują się zarówno żywi nastolatkowie – ale wciąż śpiący, jak i martwe skorupy, które przed zniszczeniem lub wysuszeniem były małymi dziećmi. To jednak nie jest najgorsze, bo strachem napawa dopiero to, co znajdują w kolejnych salach, gdy w końcu udaje im się obudzić tych, którzy przeżyli. Każdy ocalały jest przekonany, że ma w tym dniu urodziny. I że to jego dwunaste urodziny. Ich ciała nie wyglądają jednak na dwunastoletnie, tylko na kilka lat starsze. Ubrania które mają na sobie są zdecydowanie za małe. W koszulach brakuje guzików, rękawy sięgają łokci, spódniczki i spodnie są za krótkie. Wszystko jest nie takie, jak powinno. Jest przerażające. Nowo powstała grupa wie jednak, że muszą znaleźć kogoś, kto im pomoże, kto ich uratuje. Muszą więc wyruszyć na poszukiwania. Co znajdą w niekończącym się jasnym korytarzu? By się tego dowiedzieć koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Scotta Siglera zatytułowaną Alive.

Nie będę ukrywać, że połknęłam tę książkę w iście ekspresowym tempie. Czyta się ją znakomicie. Zwroty akcji są… zdumiewające, zachwycające i przerażające. Im więcej się dowiadujemy, im głębiej brniemy w opowieść, tym bardziej nas ona fascynuje. I tym mniej prawdopodobna się wydaje. Jednak mimo tej nierealności chcemy więcej i więcej. Bo zaczynamy żyć tym, co czują i przeżywają bohaterowie. Chcemy rozwiązać ich zagadkę. Chcemy się dowiedzieć, kto zamknął ich w trumnach i dlaczego nigdzie nie spotykają starszych od siebie osób. Chcemy wiedzieć wszystko. A gdy w końcu się tego dowiadujemy, nie potrafimy ogarnąć tego umysłem. Książka jest znakomita, zdecydowanie zachęcam do jej przeczytania.

Sil

1) Imagine Dragons - Radioactive



16 maja 2016

Zabij mnie delikatnie ("Piętno Midasa" Agnieszka Lingas-Łoniewska)

PREMIERA 10.06.2016

"Piętno Midasa" Agnieszka Lingas-Łoniewska
rok: 2016
str. 356
Ocena: 6/6

Jak co dzień rano, bułkę maślaną
Popijam kawą, nad gazety plamą
Nikt mi nie powie, wiem co mam zrobić
Szklanką
o ścianę rzucam, chcę wychodzić
Na klatce stoi cieć, co się boi
Nawet odkł
onić, miotłę ściska w dłoni
Ortalion szary chwytam za bary
I przerażonej twarzy krzyczę prosto w nos!

Chciałbym być
sobą
Chciałbym być
sobą wreszcie 1)

Karma to suka. Nie da się z tym stwierdzeniem polemizować, szczególnie po lekturze najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej zatytułowanej Piętno Midasa. Autorka pisała tę książkę przez kilka lat. Nie ukrywa, że sprawiła jej ona niemały problem, niejednokrotnie trudno jej było podążać ścieżką, którą obrała dla bohaterów. Nie zawsze wiedziała, co dalej powinno się wydarzyć. Najczęściej jednak była najzwyczajniej w świecie przemęczona tym wszystkim. Niewątpliwie Piętno Midasa przemaglowało Agnieszkę. Pokuszę się nawet o sformułowanie, że tej powieści na raz nie dało się napisać. Dojrzewała ona w głowie autorki, a teraz, gdy oddana została w ręce czytelników, dojrzewa dalej – tym razem w naszych umysłach. Czy jest taka, jaką widzieć ją chciała jej twórczyni? Czy swoim wnętrzem pożre nas? Zmieli? Zmieni? By się tego dowiedzieć… trzeba ją zgłębić. Jedno jest pewne, po jej lekturze już nic nie będzie takim, jakim było wcześniej.

Największą pasją Jakuba Rojalskiego jest fotografia. Nie jest może wybitnym specjalistą, może nie osiągnął międzynarodowej sławy, ale zdecydowanie wie co robi. Pejzaże, portrety, imprezy okolicznościowe. Nic nie jest mu straszne. Ale… nie przyjmuje wszystkich zleceń jak leci. Coś musi go do danej pracy przyciągnąć, coś musi go zainspirować. A potem wychodzą z tego wspaniałe fotografie, które przedstawiają coś prawdziwego. Podczas jednego z takich zleceń Kuba poznaje Karolinę Linde, która niemal od razu przypada mu do gustu - i nie ma tu co ukrywać – ze wzajemnością. Bohaterowie, już nie pierwszej młodości, zaczynają odkrywać siebie nawzajem. Oboje mają jednak sporo sekretów, związanych zarówno z ich przeszłością jak i teraźniejszością. I nie planują ich sobie nawzajem wyjawiać. Tylko, czy w takim związku można żyć?

Midas od bardzo wielu lat pracuje dla mafii. Jest jednym z najlepszych na świecie płatnych zabójców. Nigdy nie pozostawia po sobie śladu, który mógłby naprowadzić śledczych na jego trop. Tylko jego prawdziwy i pierwszy mocodawca wie, kim naprawdę jest Midas i jak się z nim skontaktować. To on podsyła mu kolejne zlecenia, wyznacza kolejne cele i wypłaca gażę. Midas nie pyta, Midas działa. Bo karma jest suką. A on szuka zemsty. Może nie byłby teraz tym, kim jest, gdyby nie tragedia sprzed lat. To ona sprawiła, że stał się jeszcze bardziej bezwzględny i morderczy. Tylko czy człowiek, którym się stał, to jeszcze ludzka istota? Czy czuje? Czy jest w stanie wyciągnąć rękę do potrzebujących? Pomóc, gdy inni nie dają rady? Czy praca, którą wykonuje nie sprawi, że zapomni jakim kiedyś był człowiekiem? Że miał dla kogo żyć? Dla kogo się uśmiechać? Kogo kochać? Czy dane mu będzie się zemścić, a jeśli tak, to czy vendetta przyniesie mu ukojenie?

Piętno Midasa to nie jest łatwa powieść. Nie czyta się jej od tak – bez problemu. Nie połyka się jej w całości, jak jakieś ckliwe romansidło, w którym brak większego sensu. Do tej książki trzeba się przygotować, trzeba ją przeżywać. Może nawet trzeba pójść za przykładem autorki. Ona pisała Midasa kilka lat, może lekturę należy rozłożyć na wiele części? Ja po raz pierwszy tak właśnie ją czytałam. Zdanie po zdaniu, akapit po akapicie, rozdział po rozdziale. Niejednokrotnie kolejne rozdziały dzieliły między sobą lata świetlne. To wszystko przez nią, przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską, która właśnie w ten sposób dawkowała mi tę powieść. Dzięki temu niezwykle zżyłam się z Jakubem, Karoliną (którą wciąż w myślach nazywam Dorotą, zupełnie nie wiem dlaczego?) oraz Midasem. Zżyłam się też z wieloma innymi, pobocznymi bohaterami, których dzięki Agnieszce poznałam niemal od podszewki. Jednych pokochałam, a innych znienawidziłam. Myślę, że po lekturze Piętna Midasa i wy będziecie mieli podobne odczucia. 

Cała powieść jest dokładnie taka, jaka powinna być. Zapiera dech w piersiach, wywołuje wypieki na policzkach. Czasem wyciska z czytelnika łzy, a kiedy indziej generuje szalony huragan złości. W zasadzie po tej lekturze słowo Midas stało się dla mnie synonimem ogromu emocji. Tych jak najbardziej pozytywnych, jak i tych przerażająco złych. Piętno Midasa to połączenie wielu gatunków literackich i to w tej książce tak bardzo mi się podoba. Dla mnie powieść nie może być zbyt przesłodzona. Ale nie może też być tylko i wyłącznie kryminałem czy thrillerem. W Piętnie autorka idealnie to wypośrodkowała. Wciąż chcę więcej, choć wiem, że więcej nie dostanę. Bardzo dziękuję za tę powieść. Jest wspaniała. Jest prawdziwa. Oby więcej takich. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić wam tę lekturę. Naprawdę warto, szczególnie, że w Piętnie Midasa autorka wraca do tego, co jej najlepiej wychodzi, czyli klimatów mafii, strzelanin, rozlewu krwi, z wyraźnym, choć nie przerysowanym wątkiem miłosnym. Zachęcam. 


Sil

1) Perfect - Chcemy być sobą


Baza recenzji Syndykatu ZwB

18 stycznia 2016

Trudna miłość (Jesteś moja, dzikusko" Agnieszka Lingas-Łoniewska)

PREMIERA 3.02.2016

"Jesteś moja, dzikusko" Agnieszka Lingas-Łoniewska
wyd. Novae Res
rok: 2016
str. 318
Ocena: 6/6

Miłość jest bardzo delikatnym i tajemniczym uczuciem. Nie wiem, czy na świecie istnieje choć jeden człowiek, który mógł zdecydować, czy chce, czy też nie chce się zakochać, a w finale pokochać drugą osobę. Cóż począć, w końcu serce nie sługa, nie możemy mu powiedzieć, że do tej konkretnej osoby nie możemy pałać uczuciem.

Anthony Tolland ma wszystko. Rodzice są bardzo bogaci, wspólnie prowadzą międzynarodową, bardzo dobrze prosperującą firmę. Na co dzień mieszka z matką we Wrocławiu, ojciec większą część roku spędza w USA, ale stara się aktywnie uczestniczyć w życiu syna. Uczęszcza do prywatnego liceum, w którym niemal wszyscy uczniowie to dzieci bogatych i znaczących ludzi. Nie jest łatwo przetrwać w takim otoczeniu, trzeba sobie wyrobić pewne nawyki. I mieć twarde pewne tylne części ciała. Tony w szkole radzi sobie doskonale. Jest porywczy i kąśliwy, a do tego aż nadto inteligentny. No i niezwykle przystojny. Dziewczyny widzą się w jego łóżku, chłopaki pragną mieć go za przyjaciela. Kiedy okazuje się, że w jego rodzinnym domu pojawi się od dawna nie widziana córka przyjaciółki mamy, chłopak wie, że musi stanąć na wysokości zadania. W końcu tej "przybranej" siostrze właśnie zmarła matka i nie wiadomo, kim jest jej ojciec. Tylko ten pomysł, że miała pójść do jego liceum niezupełnie mu pasował. Natka nie wyglądała na taką, która poradziłaby sobie wśród snobek i córek bogatych tatusiów. By jej wejście do "ekipy" przeszło sprawnie i bezproblemowo, Antek postanowił zawrzeć pakt z diabłem, a raczej diablicą, który później odbił się nie tylko na nim, ale i na wszystkich jego bliskich. W tym oczywiście, na Natalii. Czy ta dwójka poradzi sobie w nowej sytuacji? Czy przybrana siostra może się stać kimś więcej? Jak odróżnić przywiązanie do członka rodziny od prawdziwej miłości? Czy piętrzące się przeciwności losu oraz dwa wybuchowe charaktery to dobra podstawa stabilnego i mogącego przetrwać lata związku? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej zatytułowaną Jesteś moja, dzikusko.

Ostatni będą pierwszymi, tak się mówi, prawda? W tym wypadku tendencja jest odwrotna. Pierwsza książka, którą napisała autorka, pojawia się na rynku siedem lat po jej powstaniu. Jest to już dwudziesta druga pozycja tej autorki i coś czuję, że na pewno nie ostatnia. Fanom Trudnej miłości (pod tym tytułem Jesteś moja, dzikusko była publikowana w sieci) długo przyszło czekać na tę wspaniałą powieść. Trzeba jednak przyznać, że w czasach, gdy ona powstawała, na rynku było niewiele powieści z gatunku Young i New Adult, do których spokojnie można ją zaliczyć. Dzikuska to opowieść o dwójce młodych ludzi, którzy stoją nie tylko na progu życiowych wyborów, ale i wielkich dramatów, tragedii, a czasami wręcz koszmarów. Zarówno bohater (z którego perspektywy dane jest nam obserwować wszystkie wydarzenia) jak i główna bohaterka, skrywają również przed sobą liczne sekrety. Z każdym kolejnym krokiem trudniej im je wyjawić, a każdy unik przed ich wyjawieniem zmusza ich do następnych kłamstw. Dobrego związku na wzajemnym oszukiwaniu zbudować się nie da. Nie pozostaje więc nic innego, jak życzyć bohaterom, by im się udało. Mimo wszystko.

Gdy czytałam Trudną miłość siedem lat temu – pokochałam tę książkę pierwszą prawdziwą miłością. Wcześniej zapoznałam się z Brudnym światem (drugą powieścią Agnieszki Lingas-Łoniewskiej) i choć bardzo obawiałam się akcji, która będzie działa się w Polsce, okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Autorka świetnie zaprezentowała cudowny i urzekający Wrocław. Z każdą kolejną jej książką poznajemy lepiej Dolny Śląsk i bardziej go kochamy. Aż trudno uwierzyć, że wszystko tak naprawdę zaczęło się od Dzikuski.

Z czystym sumieniem polecam tę powieść. Jak dla mnie – jest to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam, a na pewno jedna z najlepszych tej autorki. Rozkochajcie się w Tonym i Natce. Niech pochłonie was ich świat. Niech ich trudna miłość stanie się i waszym udziałem.


Sil