Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierre rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierre rene. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2016

Pierre Rene, cienie do powiek No 60 Jeans oraz No 100 Mysterious

Pokażę Wam dziś dwa cienie Pierre Rene, które dostałam od Magdaleny. Cienie, na które zdecydowanie warto zwrócić uwagę.

Kilka lat temu miałam jedynkę marki - metaliczny cień w odcieniu 118 Treasure Island (klik). Tamten miał kiepskie opakowanie z wysuwaną pacynką, był woskowy w dotyku i choć doskonale napigmentowany, uwielbiał się osypywać. Nie wiem, czy dwa sprezentowane mi cienie są z tej samej serii, ale jeśli tak, to fajnie, że marka je ulepszyła. Opakowanie jest tu dużo praktyczniejsze, a same cienie lepiej zmielone, co zminimalizowało problem osypywania (wystarczy otrzepać pędzelek). Kosmetyki są mokrawe, niemal kremowe w dotyku, naprawdę rewelacyjnie napigmentowane, ładnie się aplikują, rozcierają i łączą z cieniami innych marek - jest naprawdę dobrze. 

60 Jeans to metaliczny kolor niebieskich dżinsów, a 100 Mysterious to perłowy zgaszony fiolet.

jeśli o pigmentację chodzi, taki Rimmel, Essence, Catrice, Astor czy Maybelline mogą się schować - Pierre Rene pod tym względem bije ich cienie na głowę


Przyznaję, że na co dzień rzadko sięgam po tego typu kolory, ale nowe zabawki skłoniły mnie do chwilowego zerwania z rutyną. Co zresztą zamierzam od czasu do czasu robić. Spójrzcie zatem, jak łączyłam opisywane dzisiaj cienie z innymi mazidłami z mojej kosmetyczki.


#1
Cienie Too Faced z paletki Jingle All The Way plus dwukolorowa kreska wykonana cieniami Pierre Rene. Tegorocznej wiosny często będę robić taką kreskę <3



#2
60 Jeans na górnej powiece w towarzystwie sleekowych zieleni i brązów oraz fioletowej kredki; 100 Mysterious na dolnej powiece. Kiedyś często nosiłam takie makijaże, obecnie już nie czuję się w nich zbyt pewnie.



#3
Brzoskwiniowo-złoty cień L'Oreal (Color Infllible 004 Forever Pink) na 2/3 ruchomej powieki plus 100 Mysterious w zewnętrznym kąciku oraz jakiś cień taupe w załamaniu plus kreska kredką Classics (205) z Golden Rose; 100 Jeans na dolnej powiece w połączeniu ze złotkiem. Tę propozycję nosiło mi się najlepiej z całej czwórki.




#4
Proste, jednocieniowe smokey z cieniem 100 Mysterious w roli głównej, z dodatkiem złotej kreski wykonanej cieniem Sleek na beżowej kredce.


Magdaleno, dziękuję za zwrócenie mojej uwagi na Pierre Rene. Zwykle będąc w Naturze przechodziłam koło szafy marki obojętnie, bo nie przyciąga mnie szczególnie szata graficzna ich kosmetyków. A to,  jak widać, błąd.

wtorek, 3 lipca 2012

Pierre Rene, pomadka Hydra Elegance, No 02 Bloosom

This lipstick has been purchased in Poland. Pierre Rene is a Polish brand.
***

Wczoraj pokazywałam Wam brzoskwiniowy róż Catrice; dziś pasująca do niego pomadka :)

Pomadkę dostałam od kochanej Maggie :* Przyznam, że na początku bałam się tego koloru; wydawał mi się zbyt odważny i zbyt jaskrawy. Ale kilka prób i komplementów dalej (jakby nie było, pomarańcz wydobywa niebieskość tęczówki) stopniowo do odcienia pomadki się przekonałam. Do samego produktu Pierre Rene niestety nie do końca :(


Według producenta: 



Maggie przysłała mi pomadkę w odcieniu 02 Bloosom. Jest to modny w tym sezonie odcień jaskrawego pomarańczu.



Największym atutem tej pomadki jest właśnie komplementogenny kolor :) Kolejnym plusem jest fakt, że produkt nie wysusza ust.

Niestety dalej nie jest już tak różowo...  Zacznijmy może od opakowania - jest bardzo niefunkcjonalne. Pomadkę otwieramy przesuwają srebrny guziczek w dół. Trzeba jednak robić to ostrożnie i z wyczuciem, bo wystarczy jeden gwałtowny ruch i guziczek wypada :/ Poza tym obawiałabym się nosić produkt w torebce z obawy, że opakowanie się rozleci. Dalej: szminka, wbrew obietnicom producenta, ma okropny, plastikowy smak i zapach. Do tego sztyft jest bardzo miękki, więc podczas aplikacji trzeba uważać, żeby go nie złamać. Pomadka jest tak miękka i kremowa, że nierównomiernie rozprowadza się na ustach - miejscami zostaje więcej produktu, miejscami mniej. Zawsze po aplikacji poprawiam makijaż palcem, bo pędzelka do ust się jeszcze nie dorobiłam. Szminka ma niefajną tendencję do zbierania się w bruzdach oraz do przenoszenia się na zęby. Kiedy się zjada, znika od środka, ale pozostaje na obrzeżach ust. Noszenie jej wiążę się z koniecznością częstych kontroli stanu makijażu i uzębienia.

Nie wiem, czy tylko mój kolor się tak zachowuje, czy cała seria jest dość trudna w obsłudze...

[tutaj niedokładnie ją roztarłam, ale nie zauważyłam tego przy robieniu zdjęć; wrzucam, co mam]


Trwałość określiłabym jako standardową: dwie godziny bez jedzenia i picia. 
Pomadka kosztuje 14,99 zł / 5 g.


Wyglądam w niej tak:


Podobam się Wam w pomarańczy na ustach? 




Wiem, że dopiero co byłam w Polsce, ale w nocy przyjeżdżam znowu, yay! W weekend czeka mnie wesele kuzynki :)

wtorek, 8 maja 2012

Pierre Rene, cień metallic, 118 Treasure Island

This product has been purchased in Poland. Therefore, I wrote a review only in Polish. However, if you have any questions or would like me to translate this review for you, drop me a line. I will be delighted to help :)
***

Cień dostałam od kochanej Maggie :* Coś mi świta, że w liceum, czyli jakieś 8-10 lat temu, miałam matowy, fioletowy cień marki, i że był on bardzo kiepsko napigmentowany. Dlatego nie spodziewałam się zabójczej pigmentacji po tym metaliku, i tu zostałam niesamowicie zaskoczona. Ale po kolei.

Cień o wadze 1,5 grama dostajemy w plastikowym (dość tandetnym) opakowaniu przypominającym nieco rozwiązanie zastosowane w cieniach Inglot vertigo - mam na myśli wbudowaną w wieczko pacynkę. Opakowanie dość opornie się otwiera i trzeba uważać, żeby nie rozorać pacynką cienia. Niestety nie wiem, ile cień kosztował, ale nie sądzę, żeby była to kwota rujnująca portfel; do tego sam produkt jest bardzo dobrej jakości.


Cień jest jakby woskowy w dotyku. Przy tym jest grubo zmielony, co przekłada się na jego największą wadę - produkt koszmarnie się osypuje. Jest to najbardziej osypujący się cień, z jakim się spotkałam, więc używając go najlepiej zacząć makijaż od oczu, a dopiero potem przejść do makijażu twarzy. Poza tym nie mam do produktu żadnych zastrzeżeń. 118 to cudny metaliczny niebieski, który mieni się nieco na turkusowo. Pigmentacja jest genialna! Cień dorównuje poziomem pigmentacji moim ukochanym Sleekom i Inglotom. Do tego na bazie trzyma się w nienaruszonym stanie przez kilkanaście godzin - dłużej niż moje Sleeki. Produkt nie znika przy blendowaniu i dobrze łączy się z innymi cieniami. Jestem z tego cienia bardzo, bardzo zadowolona. Maggie, dziękuję :*



A oto dowód, że trochę cień pomaltretowałam:

1.Zwykła kreska. Byłam w szoku, bo wyglądała idealnie przez około 10 godzin i dopiero po upływie tego czasu zaczęła się kserować, a to wyczyn przy opadającej powiece.



2. Tu w wydaniu papuzim: żółć, nasz bohater, dwa fiolety, zieleń.



3. Tu z kolei trochę spokojniej :)



Znacie cienie Pierre Rene? Co o nich sądzicie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...