Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organique. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2018

Organique, SPA & WELLNESS, terapia wyszczuplająca / kawa, serum do ciała

Bardzo lubię wszelkie sera "antycellulitowe" czy "wyszczuplające". Nie dlatego, iż wierzę, że schudnę i zgubię pomarańczową skórkę od samego smarowania się tego typu specyfikami, ale dlatego, że zazwyczaj świetnie ujędrniają skórę. Mój budżet pozwala mi na trzymanie się drogeryjnej półki, ale marzyło mi się coś o krok wyżej. Marzenie zostało spełnione przez moje kochane Dziewczyny (:*) i zawitało u mnie w formie prezentu gwiazdkowego.

My, oh my. Zapowiadała się naprawdę intrygująca przygoda, ale trochę nie wyszło.


Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Mamy bardzo ładną szatę graficzną, pudełko z potrzebnymi nam informacjami, opakowanie z wygodną pompką, i brązowy żel o przyjemnym, kawowym zapachu, który, na szczęście, mimo swojego koloru nie barwi ubrań (albo ja tego nie zauważyłam). Póki co wszystko gra. Aplikacja nie przysparzała żadnych trudności, produkt dość szybko się wchłaniał i u mnie nie dawał efektów termicznych. Po każdym użyciu skóra na udach, brzuchu, pośladkach i boczkach robiła się na chwilę czerwona, ale nie towarzyszyło temu, w moim przypadku, żadne pieczenie, mrowienie czy jakiekolwiek inne niemiłe sensacje. Skóra robiła się przyjemnie gładka w dotyku.


Czas na "ale". I to nie małe "ale", lecz "ALE". KOSMETYK SKOŃCZYŁ SIĘ PO DZIESIĘCIU UŻYCIACH. A nakładałam go raczej w dość małych ilościach. Jeszcze nigdy nie miałam tak niewydajnego serum antycellulitowego. Szczerze się zdziwiłam, kiedy pompka ni z tego ni z owego wypluła ostatnią porcję kosmetyku. Dlatego niniejszą notkę potraktujcie jak opis pierwszych wrażeń, bo nie widzę siebie kupującej trzech tubek tego specyfiku miesięcznie, nawet pomimo dość ciekawego składu. Fajnie było poznać, nie powiem, i żałuję, że nawet nie zdążyłam po tym jednym opakowaniu stwierdzić, czy kosmetyk mnie zadowolił, czy jednak nie. No cóż.

Znacie?

wtorek, 21 czerwca 2016

Organique, Basic Cleanser, peeling enzymatyczny

Na enzymatyczny peeling Organique miałam ogromną ochotę od bardzo, bardzo dawna, ale zakup ciągle odkładałam (w sumie sama nie wiem, czemu). W sukurs przyszła mi przyjaciółka, która podarowała mi kosmetyk w prezencie urodzinowym. W końcu doczekał się notki!

Producent:
Peeling enzymatyczny zalecany jest szczególnie do pielęgnacji cery naczynkowej, wrażliwej i podatnej na podrażnienia mechaniczne. Nie zawiera drobinek ścierających, delikatnie zmiękcza i złuszcza naskórek za pomocą enzymów z owoców papai i ananasa. Zawarta w nim biała glinka wnika w pory skóry i skutecznie oczyszcza z nadmiaru sebum i zanieczyszczeń. Ekstrakty roślinne z krwawnika, prawoślazu, melisy oraz GemmoCalm® pozyskiwany z bardzo młodych, wyselekcjonowanych, pączków czarnej porzeczki, łagodzą podrażniony naskórek, redukują zaczerwienienia oraz przywracają komfort wrażliwej skórze. Po wykonaniu peelingu enzymatycznego skóra jest wygładzona i rozjaśniona (klik).

Cena: 76 zł/100 ml.


Kosmetyk zamknięto w charakterystycznym dla marki, estetycznym plastikowym słoiczku z gustowną aluminiową nakrętką. Ma postać białawej gęstej pasty o delikatnym, przyjemnym zapachu. Ma mojej twarzy produkt nie wysycha i nie daje żadnych niepożądanych efektów typu podrażnienie naczynek. A czytałam, że u niektórych osób takie podrażnienie wystąpiło.

Jestem z peelingu bardzo zadowolona. Wprawdzie nie mogę powiedzieć, że złuszcza na takim samym poziomie jak peeling mechaniczny, ale też nie jest tak, że nic nie robi. Dobrą robotę odwala tu glinka, która rzeczywiście wyciąga ze skóry brud, sebum i różne inne syfki. Po użyciu kosmetyku moja skóra jest przyjemnie miękka i gładka w dotyku, pory delikatnie ściągnięte, a w bonusie twarz rzeczywiście ma lepszy, bardziej wyrównany koloryt. Stosuję mazidło dwa razy w tygodniu, dzięki czemu cera nie jest zanieczyszczona i odwdzięcza się w miarę ładnym wyglądem.

Trudno mi się doszukiwać tu wad. Wprawdzie testerska ciekawość wciąż pcha mnie w różne rejony, ale myślę, że do kosmetyku Organique będę jeszcze powracać, gdyż działa i jest nieproblematyczny w użyciu - zwłaszcza jeśli zmywa się go pod prysznicem.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Organique, Anti-age, maska do włosów zniszczonych i farbowanych

Maskę dostałam w prezencie od Słomki. Strasznie się ucieszyłam, bo od dawna chciałam ją wypróbować, ale jakoś nie było nam po drodze...Wiecie, 150 ml kosztuje około 40 zł. Skąpiłam, bo znam tańsze maski. I pewnie jeszcze długo bym skąpiła i trochę czasu zajęłoby mi zweryfikowanie, czemu ten kosmetyk ma tylu wielbicieli, gdyby nie moja nieoceniona przyjaciółka. Dziękuję :* Moje włosy z maską baaardzo się polubiły.

Producent zapakował maskę do plastikowego (uff, kafelki się cieszą) słoika z gustowną aluminiową nakrętką. Do tego zielona etykieta i przyjemny wizualnie produkt gotowy!

Mazidło ma postać białego, gęstawego kremu. Pięknie pachnie winogronami. Ja na jedną aplikację zużywam ilość wielkości orzecha włoskiego i sięgam po maskę raz na tydzień, więc wystarczyła mi na dobrych kilkanaście tygodni stosowania.


Maskę ocenię z perspektywy osoby o włosach obecnie średnio- (prawie nisko-) porowatych i zdrowych. Jest to produkt bardzo treściwy i nie mogę nakładać go na skalp, gdyż w takim przypadku funduje mi oklap. To samo dzieje się, jeśli nakładam maskę na dłużej niż 10 minut. U mnie bardziej sprawia się jako odżywka - ale właśnie dlatego, że włosy mam w dobrej kondycji i nie potrzebują aż takiego odżywienia. Po kilku minutach z maską moje włosy są ogromnie przyjemne w dotyku, gładkie, sypkie i lśnią jak szalone.Ogromnie mi się podoba ten efekt!

Wierzę, że maska mogłaby do pewnego stopnia zregenerować zniszczone włosy, ale nie mam jak tego zweryfikować.

wtorek, 29 lipca 2014

Mydło glicerynowe Organique.

Mydło dostałam od Asi (Kosmetyczny-Przekładaniec). Kostka wystarczyła mi na około miesiąc stosowania raz dziennie do umycia całego ciała.


Produkt ze swojej podstawowej funkcji, czyli mycia, wywiązuje się należycie. Zresztą jeszcze nie spotkałam się z mydłem, które by nie myło :P

Mydła albo nie wysuszają skóry, albo usuwają naturalną warstwę lipidową i zostawiają skórę ściągniętą i "skrzypiącą". Tutaj mamy do czynienia z tą drugą sytuacją, więc bez balsamu/oliwki po kąpieli się nie obejdzie.

Kostka dobrze się pieni. Pianka jest przyjemnie kremowa.

Konkretna wersja ze zdjęcia ma cytrusowy, w założeniu orzeźwiający zapach. Ów jest jednak trochę zbyt intensywny i trochę za bardzo kojarzący się ze środkami do mycia toalety, więc niewielu osobom naprawdę przypadnie do gustu....

Jednym słowem, produkt jest poprawny. Znam lepsze, ale też i dużo gorsze mydła.

piątek, 20 września 2013

Organique, SPA & Wellness, alage mask papaya (maska algowa papaja)

O swoim uwielbieniu dla masek algowych Organique pisałam tu już nieraz. Opisywaną dzisiaj wersję z papają dostałam od kochanej Stri :* O ile kocham maski żurawinową i borówkową, wersja z papają okazała się jeszcze lepsza od tych dwóch znakomitych zawodniczek!


Standardowo maski dostajemy w dużej saszetce o pojemności 30 g (koszt opakowania to, o ile się orientuję, 19,90 zł). Ilość ta spokojnie wystarcza na 5-6 zastosowań, a nie na 2, jak chciałby producent. Produkt ma postać proszku, którego porcję należy rozdrobnić z wodą mineralną i natychmiast zaaplikować na twarz. Po 15 minutach zdejmujemy maskę jak maseczkę peel-off. Prościzna.

Zauważyłam, że sam proszek różni się barwą w zależności, od owocowego wyciągu, który ma zawierać. Tak więc maska żurawinowa jest różowa; borówkowa - fioletowa, a wersja z papają ma barwę morelową. Taka ciekawostka. Proszek lekko pachnie surową rybą - ale naprawdę bardzo delikatnie. Zapach nie odbiera przyjemności z zabiegu domowego SPA.


Maskę stosowałam zawsze po peelingu enzymatycznym, żeby skóra wyciągnęła z alg jak najwięcej dobra. Działanie wersji z papają jest naprawdę zachwycające. Nie tylko cudnie chłodzi skórę (co bardzo uspokaja naczynka i rumień), ale enzymy w niej zawarte sprawiają, że skóra jest maksymalnie oczyszczona, pory - czyste i ściągnięte, a koloryt skóry pięknie wyrównany. Ewentualne wypryski są jakby mniejsze, a buzia jest tak niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku, że ma się ochotę nie przestawać jej głaskać. Ja jestem totalnie oczarowana działaniem tej maski. Dla mnie nie ma wad.

UWAGA, pamiętajcie, żeby nakładać algi na skórę grubą warstwą. Jeśli maskę nałożymy za cienko, będzie problem z łatwym zdjęciem jej z twarzy.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Organique, SPA & Wellness, blueberry algae mask (maska algowa borówka)

 Po zetknięciu z żurawinową maską algową marki pokochałam algi Organique. Wersję borówkową dostałam dawno temu od Piękności Dnia. Zauroczyła mnie tak samo, jak jej różowa koleżanka, więc w tym poście oczekujcie peanów :)

Maski przychodzą do nas w dość dużych saszetkach o pojemności 30 g. Wersja żurawinowa miała postać różowego proszku; w wersji borówkowej proszek jest pastelowo fioletowy.


 Rzeczony proszek należy rozdrobnić z wodą mineralną. Maseczek algowych nie wzbogacamy olejami, ale możemy zaaplikować olej na skórę pod maskę, żeby uzyskać jeszcze lepszy efekt.

Maski ani razu nie udało mi się rozmieszać tak, żeby nie było żadnych grudek, ale ostatecznie w niczym to nie przeszkadza - działanie maseczki jest rewelacyjne nawet jeśli zdarzy nam się zostawić jakieś grudki. Rozdrobnioną z wodą porcję nakładamy na twarz na około 15 minut, po czym ściągamy jak maskę peel-off. I tu uwaga, warto kłaść maskę grubą warstwą. Za cienka warstwa nie będzie chciała łatwo zejść. Resztki produktu usuwamy zwilżonym wacikiem.

Rozdrobniona maska delikatnie zalatuje rybą, to w końcu algi. Niemniej zapaszkowi temu bardzo daleko do smrodku spiruliny i nie odbiera przyjemności z domowej sesji SPA.



Działanie maski jest świetne. Po pierwsze, podczas kiedy mamy ją na buzi, odczuwamy mocny efekt chłodzenia. Nie muszę chyba mówić, jak dobrze reagują na to naczynka (uspokajają się, rumień znika, dzięki czemu po zdjęciu maski koloryt cery jest wyrównany) i jakie to przyjemne po upalnym dniu :) Poza tym maska delikatnie oczyszcza cerę (choć na pewno nie w takim stopniu, jak glinki) i ściąga pory. Po użyciu kosmetyku skóra jest też przyjemnie gładka, napięta i rozświetlona. Normalnie produkt bez wad!

Aha, producent zaleca użycie połowy zawartości opakowania na jedną sesję. Dla mnie to zdecydowanie za dużo produktu jak na jeden raz. Mi saszetka spokojnie wystarcza na 5 zastosowań. Koszt saszetki to 19,90 zł. Zdecydowanie warto :)

wtorek, 7 maja 2013

Organique, mydło oliwkowe z Aleppo (5-8 % zaw. oleju laurowego)

Mydło sprezentowała mi około 1,5 roku temu Przyjaciółka. Jest to zdecydowanie najwydajniejszy kosmetyk z jakimkolwiek się do tej pory zetknęłam. Mydło stosuję do mycia twarzy dwa razy dziennie i zostało mi jeszcze 1/3 tej samej kostki, kupionej 1,5 roku temu... Oczywiście podzieliłam ją sobie na mniejsze kawałki.


Mydło jest twarde. Pieni się dobrze, bardzo szybko wysycha. Pewnie dlatego jest tak wydajne. Trzeba tylko uważać, żeby do mydelniczki nie dostała się woda, bo kostka może rozmięknąć i rozciapać się.

Mydło z zewnątrz jest brązowawe, a w środku soczyście zielone. Pachnie ziołowo, przyjemnie.


Uwielbiam myć tym  produktem twarz. Zostawia ją przyjemnie czystą, a przy tym nie ściąga nadmiernie skóry, choć oczywiście trzeba po jego zastosowaniu zaaplikować na twarz tonik/hydrolat i krem. Jeśli chodzi o właściwości antybakteryjne, wierzę, że produkt je w jakimś stopniu ma, ale nie zauważyłam spektakularnego działania w tym kierunku. Wypryski i tak mi wychodzą pod wpływem różnych czynników i goją się w takim samym tempie, jak zawsze.

Zdecydowanie wolę myć twarz tym mydełkiem niż zwykłymi, drogeryjnymi żelami, które zawsze nadmiernie wysuszały mi skórę. Poza tym mydło nie podrażnia mi naczynek, a to dla mnie bardzo ważne. Jestem z produktu ogromnie zadowolona, choć kiedy za kilka miesięcy wykończę kostkę, odpocznę sobie od niego troszkę. Po takim czasie potrzebuję chwilowej odmiany ;)


sobota, 21 stycznia 2012

Organique, maska algowa z żurawiną

This (fantastic) cranberry algae mask by Organiqe is available in Poland and, therefore, I wrote a review only in Polish. However, if required I can add an English translation. Just let me know!
 
 **************************************************************************
Maseczkę dostałam od Lady In Purplee :* Było to moje pierwsze (i już wiem, że nie ostatnie!) zetknięcie z algami. Krótko: maseczka jest genialna.
 
Do nabycia oczywiście w sklepach Organique za 19,90 zł.  Zawartość wystarczyła mi na 5 zastosowań na twarz i szyję, czyli na 5 tygodni (czytałam, że zaleca się stosowanie maseczek algowych nie częściej niż raz w tygodniu). 

Jak widać na zdjęciach, maseczka to różowy proszek, który należy rozdrobnić z wodą mineralną (lub dowolnym hydrolatem) i od razu nałożyć na twarz, ponieważ bardzo szybko wysycha. Proszek przyjemnie pachnie suszoną żurawiną. Ja trzymałam maskę na buzi przez 15 minut, a potem ściągałam jak maseczkę peel-off. Maska wysychając na twarzy mocno ściąga nam skórę, więc np. uśmiechanie się jest niemożliwe, a i mówienie jest dość trudne.

Co do działania: wow! Po pierwsze, przez cały czas, kiedy mamy maskę na buzi, odczuwamy przyjemne chłodzenie, które świetnie koi rumień (naczynkowcy wiedzą, o czym mówię). Po drugie, maseczka ma rzeczywiście działanie liftingujące - już po pierwszym użyciu płytkie bruzdy na moim czole były widocznie wygładzone (efekt utrzymywał się przez około 2 dni). Po trzecie, produkt ściąga pory i tonizuje skórę. Po czwarte, skóra jest rozświetlona i wygładzona. Nie zgodzę się jedynie z tym, że maska nawilża - moja skóra chętnie przyjmowała krem nawilżający. Ja jestem zachwycona i już kupiłam kolejne opakowanie. Serdecznie polecam!
 


Ha ha, maseczkowy potwór :D

niedziela, 25 grudnia 2011

Organique, mydło kokosowe

O kokosowym mydle Organique już Wam wspominałam, kiedy dostałam je od Hexxany (:*). Nasza kochana Lady In Purplee (:*) pamiętała, że mydełko bardzo przypadło mi do gustu. Postanowiłam skrobnąć kilka słów na temat tego cudeńka, ponieważ wiele z Was nie czytało tamtej minirecenzji :)

Mydełko, które posiada(ła)m należy do kategorii mydeł odżywczych, o których Organique pisze: "Mydła na bazie najwyższej jakości gliceryny organicznej oraz ekstraktów roślinnych, olejów i dodatków ziołowych. Wykazują właściwości odżywcze i nawilżające, doskonale myją i pielęgnują nawet bardzo wrażliwą skórę bez efektu jej podrażnienia. Szeroka gama kolorów, zapachów i składników naturalnych daje możliwość doboru mydła odpowiedniego do indywidualnych upodobań oraz rodzaju skóry."

Nabyć je można oczywiście w sklepach marki, ale niestety nie wiem, ile kosztują.

Mydło Organique zmieniło moje nastawienie do mydeł. Wcześniej mydło kojarzyło mi się z  twardą, dobrze pieniącą się kostką, która wysusza skórę i zostawia na niej tępy osad. Z tego tytułu dość szybko porzuciłam mydła na rzecz żeli pod prysznic. Mydełko Organique nie ma jednak nic wspólnego ze zwykłymi mydłami drogeryjnymi.  Jeszcze przed użyciem jest niezwykle kremowe i miękkie w dotyku. W trakcie mycia wytwarza się delikatna piana, a procesowi temu towarzyszy obłędny (naturalny!) zapach kokosa. Coś niesamowitego :) Po kąpieli skóra nie jest nieprzyjemnie ściągnięta, ale o tej porze roku i tak wsmarowuję w nią jakieś masło ;) Mydło nadaje się również do mycia twarzy - jest delikatne i nie wysusza skóry. Jednym słowem, cud miód i orzeszki :) Kostka ze zdjęcia wystarczyła mi na trzy tygodnie codziennych kąpieli. 

Zdecydowanie warto wypróbować. Sama mam ochotę bliżej zapoznać się z innymi wariantami zapachowymi :) Lady, dziękuję :*


**************************************************************************
I coś dla tych z Was, które lubią herbatę :) Po przylocie do Polski zwróciłam w Rossmannie uwagę na herbaty Tea Club i kupiłam kilka do spróbowania. Od pierwszego łyku zauroczyła mnie herbata  rum & wiśnia. Jest to mieszanka kandyzowanych owoców wiśni, rodzynek i hibiskusa. Herbata uwiodła mnie cudownym wiśniowym aromatem i słodkim smakiem. Osobiście kocham wiśnie, a tu są one wzbogacone hibiskusem i rodzynkami, co dodaje smakowi herbaty głębi. Poezja. Ja nie dość, że cieszę się tym smakiem do ostatniej kropelki, to jeszcze na końcu zjadam te pyszne cząstki owoców. Polecam :)


************************************************************************
Widziałam u części z Was posty z prezentami. Ja w tym roku (zgodnie z życzeniem) znalazłam pod choinką trochę ciuchów: cztery eleganckie koszule, spódnicę i tunikę. Kosmetycznych prezentów otrzymałam sztuk jeden - zestaw do kąpieli z Douglasa :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...