Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki polskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2019

Annabelle Minerals, podkład matujący i kryjący

Jakieś trzy lata temu przez blogi przetoczyła się fala zachwytów odnośnie podkładów Annabelle Minerals. Opinie były tak dobre, że włączyło się we mnie natychmiastowe chciejstwo. Róże Annabelle nie do końca się u mnie sprawdziły, bo były na mnie bardzo nietrwałe (klik), ale podkłady to zupełnie inna historia i sama nie wiem, czemu dopiero teraz o nich wspominam. I mimo że kilku podkładom mineralnym poświęciłam trzy dni temu posta (klik), uznałam, że Annabellki zasługują na osobny wpis. Bo tak - SĄ ŚWIETNE.

Od producenta:
"Marka Annabelle Minerals zrodziła się z marzeń i chęci do czerpania z natury tego, co najlepsze. Naszą pasją jest wydobywanie piękna z otaczającej nas rzeczywistości, dlatego też misją Annabelle Minerals stało się dążenie do tego, by każda kobieta uwierzyła, że nosi w sobie piękno. Piękno, które jest odbiciem jej duszy. Ufamy, że ma ono wiele odcieni i jest w każdej z nas – niezależnie od naszego wieku, koloru skóry czy rozmiaru ubrań, który nosimy."(klik)

Do wyboru mamy trzy wykończenia - rozświetlające, matujące i kryjące - i mnogość tonów i odcieni. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja na przykład metodą prób doszłam do wniosku, że najbardziej pasuje mi żółta gama GOLDEN.


Testowałam wersje matującą i  kryjącą. Muszę powiedzieć, że obie bardzo mi odpowiadają. Podkład matujący trzyma na mojej tłustej cerze mat przez około 6 godzn, a potem w zasadzie muszę tylko bibułką poprawić czoło. Wersja kryjąca daje na twarzy piękne satynowe wykończenie, bluruje pory, ładnie kryje, a przy tym wygląda jak druga skóra. Strefę T muszę potraktować bibułką po około 5 godzinach. Po poprawkach oba podklady wyglądają genialnie do końca dnia; nie ciastkują się, nie zbierają w liniach na twarzy. Cud, miód i orzeszki. UWIELBIAM.

 Golden Fairest przypomina odcieniem kolor mojej szyi.

Przepraszam, że efekt po jest w delikatnym makijażu; zapomniałam się lol.


A tu jeszcze małe porównanie odcieni różnych marek:



Moim zdaniem Annabelle ma jedne z najlepszych i najtrwalszych podkładów mineralnych na rynku.

czwartek, 19 grudnia 2019

Ulubieńcy pielęgnacyjni ostatnich miesięcy - pielęgnacja ciała | Soap & Glory, Rituals, Naturativ, White Flowers, Mydlarnia Cztery Szpaki, Wellness & Beauty, Biolaven, Nutka

Kilka postów temu przedstawiłam Wam swoich ulubieńców w kategorii pielęgnacja twarzy (klik). Dziś wspomnę jeszcze o kilku świetnych kosmetykach do pielęgnacji ciała.


#1
Soap & Glory, Breakfast Scrub 


Jest to peeling solno-cukrowo-owsiany. Pachnie i wygląda jak owsianka. I jakkolwiek na całe ciało ze względu na zapach (nie chciałam pachnieć owsianką) i wspomniane kilka postów temu problemy neurologiczne kosmetyku nie stosowałam, scrub ten genialnie sprawdzał się do złuszczania skóry dłoni i stóp, które to kończyny były po zabiegu gładziutkie, przyjemne w dotyku i subtelnie natłuszczone.


#2
Rituals, The Ritual of Ayurveda, smoothing hand balm


Dostałam go w prezencie od Przyjaciółki. Jeden z niewielu kremów do dłoni, który dla rzeczonych dłoni robił coś dobrego. Były po nim nawilżone, natłuszczone i przyjemne w dotyku przez dłuższy czas.


#3 
Naturativ, bust and cleavage peeling; slimming anti-cellulite serum

Oba kosmetyki były prezentem od Hexxany.


Peeling jest delikatny (idealny do skóry biustu i dekoltu), ale skuteczny. Jest też wielofunkcyjny - z powodzeniem stosowałam go nie tylko zgodnie z przeznaczeniem, ale też dodawałam do szamponów w celu złuszczenia skóry głowy, i byłam bardzo zadowolona z efektów.


A serum wyszczuplająco-antycellulitowe spełnia moje oczekiwania pod tym względem, że widocznie i odczuwalne ujędrnia i uelastycznia skórę. Sprawia też, że jest przyjemna w dotyku. 


#4
White Flowers, Błoto z Morza Martwego


Kolejny wielofunkcyjny kosmetyk. Można stosować go na twarz jako mocno oczyszczającą maseczkę, ale dla moich naczynek to za wiele. Można stosować go jako maskę oczyszczająco-złuszczającą na ciało, np. uda, brzuch, pośladki. Ładnie napina skórę. Można w końcu dodawać błoto do szamponu do włosów w celu maksymalnego oczyszczenia skalpu i odbicia włosów od nasady. Działa. Serdecznie polecam.


#5
Olejki do ciała, Mydlarnia Cztery Szpaki, superlekki olejek do ciała śliwka + wanilia; Wellness & Beauty,  the secret of oriental, olejek do ciała i masażu



Oba olejki genialnie sprawdzały się u mnie do nawilżenia i natłuszczenia skóry ciała po kąpieli. Oba pięknie pachniały (MCS marcepanem, a WB słodko, orientalnie), oba dawały mi dużo radości, oba "robiły robotę" i oba były bardzo szybkie w obsłudze.



#6
Higiena intymna, Biolaven, żel do higieny intymnej; Nutka, emulsja do higieny intymnej


Oba produkty doskonale radziły sobie z powierzonym im zadaniem bez podrażniania i wywoływania alergii. Biolaven to słabo pieniący się żel o winogronowym zapachu. Nutka to dobrze pieniąca się emlusja o przyjemnym zapachu - oba delikatne acz skuteczne, świetne też do mycia twarzy.





Znacie któryś z tych produktów?

sobota, 14 grudnia 2019

Ranking naturalnych mydełek eksfoliujących | Lawendowa Farma, Ministerstwo Dobrego Mydła, Miodowa Mydlarnia, Kostka Mydła

Ze względu na jakieś niezidentyfikowane problemy z nerwami nie mogę używać klasycznych scrubów do ciała. To znaczy mogę, ale okupuję to bardzo nieprzyjemnym, wielogodzinnym mrowieniem wnętrza dłoni. To samo dzieje się przy kontrastach zimno-ciepło, na przykład jeśli wrócę zimą do domu z zimnymi dłońmi i umyję je w ciepłej wodzie... Brrr. Jest to sprawa genetyczna, po tacie. Anyway, jeśli chodzi o eksfoliację ciała, znalazłam idealną dla siebie metodę peelingów w mydle. Uwielbiam je, bo są naturalne, generują bardzo mało odpadków, w większości robią solidną robotę, a przy tym nie zostawiają bałaganu w łazience. Oczywiście po każdej sesji z tego typu mydełkiem trzeba zadbać o porządne nawilżenie skóry.

Dziś opowiem Wam o mydełkach, które towarzyszły mi w ostatnich miesiącach. Wszystkie oprócz Lawendowej Farmy dostałam w prezencie od Hexxany, ale sama również kupiłam na zapas trzy kolejne kostki kawowego mydła Ministerstwa.


Miejsce pierwsze: Lawendowa Farma, Kawa z Cynamonem, mydło ręcznie robione metodą na zimno.


To mydło to mój absolutny ulubieniec i wieloletni towarzysz. Pierwszy raz napisałam Wam o nim na blogu (klik) w 2013 roku! I dalej wszystko, co na jego temat naskrobałam jest aktualne. Mydło pięknie pachnie cynamonem i naprawdę mocno eksfoliuję skórę - na granicy bólu. To bardzo mocny, solidny zdzierak.


Miejsce drugie: ex aequo Ministerstwo Dobrego Mydła i Miodowa Mydlarnia
 

Mydło kawa Ministerstwa Dobrego Mydła ma kakaowo-kawowy zapach i jest mocnym zdzierakiem eksfoliującym skórę na granicy bólu. Robi tak samo dobrą robotę, co mydełko Lawendowej Farmy i zajęło drugie miejsce tylko dlatego, że produkt LF ma, moim zdaniem, nieco ładniejszy zapach. Lubię korzenne aromaty po prostu.


Kostki Miodowej Mydlarni mają piękny i zaskakująco poręczny kształt słonecznika, co zapomniałam uwiecznić na zdjęciu.


Mydło Peeling Morelowy przepięknie, słodko pachnie i jest zdecydowanie najmocniejszym zdzierakiem z całego tego towarzystwa. Jestem w stanie masować sobie nim cellulit na udach, tyłku i brzuchu, ale nic poza tym, a sam masaż jest naprawdę bolesny. Wrażliwcy nie mają się co do niego zbliżać.



Mydło Kawa Cynamonowa z Miodem pachnie kawą z nutką cynamonu. Właściwościami zbliżone jest do kawowych kostek Lawendowej i Ministerstwa, więc nie będę się powtarzać.


Miejsce trzecie: Kostka Mydła


Nie zrozumcie mnie źle, jest to nadal świetne mydło. Jest też odczuwalnie bardziej nawilżające od całej opisanej reszty ze względu na białą, natłuszczającą część. Pachnie kakaowo. Umieściłam je na dalszym miejscu ze względu na to że, po pierwsze, ma mniej eksfoliujących drobin niż reszta, a co za tym idzie - słabsze działanie złuszczające (nadal dobre i odczuwalne); po drugie, im mniejsza kostka, tym zdziera słabiej; a po trzecie, jako jedyne pod koniec rozpadło się na wiele małych kawałków.


Miejsce czwarte: mydło Cynamon Ministerstwa Dobrego Mydła


Do mydła Cynamon mam kilka zastrzeżeń. Raz, że nie pachnie cynamonem (zapach jest delikatny i z niczym mi się nie kojarzy), a dwa - na samym początku kostka ściera naskórek na granicy bólu, ale z każdym kolejnym myciem złuszczanie jest coraz słabsze (zapewne spada zagęszczenie złuszczających drobin),  by w końcu mydło tylko delikatnie łaskotało i masowało skórę. Szkoda.


Z oferty LF korzystam od lat, a MDM miałam na celowniku. Bardzo, bardzo się jednak cieszę, że Asia vel Hexxana zwróciła moją uwagę na Miodową Mydlarnię i Kostkę Mydła, bo są to nasze rodzime manufaktury oferujące naprawdę doskonałe, polskie kosmetyki. 

Macie jakieś doświadczenia z naturalnymi mydełkami? Podzielicie się ze mną swoimi ulubieńcami?

wtorek, 10 grudnia 2019

Średniaki, zwyklaki, przeciętniaki... | Chanel, Estee Lauder, Wibo, Nabla, Biotanique, Bandi, La Roche-Posay, Sun Ozon, Perfecta, Evree

Dziś o kosmetykach ani dobrych, ani złych. Średnich do bólu.


#1
Chanel, Vitalumiere, loose powder foundation with mini kabuki brush


Sypki podkład Chanel dostałam od Hexxany. Producent zapakował go w dobrej jakości plastkowe pudełko z siateczką, przez którą mamy nabierać proszek na pędzel.


Dołączony kabuki brush nie podbił mojego serca. Daleko mu do miękkości pędzli firm produkujących minerały, a do tego jest dość mały, więc trzeba się namachać podczas aplikacji. Szybko poszedł w odstawkę.


Nie wiem, jaki mam kolor podkładu, bo nie widzę takiej informacji na opakowaniu. Wiem, że jest on odpowiednio jasny, ale niestety wpada w różowe tony, co do mnie nie pasuje. Pomagam sobie używając żółtego pudru wykończeniowego, który początkowo załatwia sprawę. Tuż po aplikacji na twarz kosmetyk daje wykończenie satynowego matu, ale już po około 3 godzinach zaczynam się wyświecać, a podkład wyraźnie ciemnieje i pomarańczowieje. Natomiast po całym dniu noszenia wygląda ciężko i ciastkowato. Jeśli już po niego sięgam, to na krótsze wyjścia.


#2
Estee Lauder, Enlighten EE cream, 01 light


Ten krem też dostałam od Hexxany. Uważam, że może sprawdzić się na cerach suchych i być może normalnych. Na mojej tłustej nie jest optymalny. Ma leciutkie krycie, ale jeśli chcemy tylko lekkiego wyrównania kolorytu cery, daje radę samodzielnie. Niezależnie jednak, czy użyję go bez podkładu czy pod podkład, już po około dwóch godzinach zaczyna się na mnie brzydko wyświecać,  a pod koniec dnia, kiedy robię demakijaż, okazuje się, że w międzyczasie zupełnie ulotnił mi się z twarzy - a wszystko to po utrwaleniu pudrem. Kolejny kosmetyk z kategorii podkładów, po które ewentualnie sięgam na krótkie wyjścia.



#3
Nabla, Close Up Stay Full Smooth Concealer, Ivory


I kolejny kosmetyk, który miałam okazję poznać dzięki Hexxanie. Jak widzicie, ma on typowe dla korektorów opakowanie z wielkim gąbkowym aplikatorem (wielkością aplikator przypomina ten od korektora Conceal & Define z Revolution). Odcień Ivory wbrew nazwie nie jest bardzo jasny i wpada w żółte tony. Moim problemem w tym przypadku jest zbyt duże krycie. Nie zetknęłam się wcześniej z bardziej kryjącym korektorem. Ma w sobie tyle pigmentu, że osobiście nie potrafię porządnie rozetrzeć pod okiem nawet minimalnej ilości produktu (mowa o główce szpilki, jak by ktoś się zastanawiał) - wygląda maskowato, odnacza się, no i wysusza mi skórę. Nie jest też kompatybilny z lekkimi podkładami do ukrywania niedoskonałości - tu również się odnacza i ciastkuje. Swoją drogą nigdy w życiu bym się nie spodziewała, że ja, posiadaczka widocznych zasinień od chronicznego niedosypiania, będę narzekać, że korektor jest ZBYT KRYJĄCY. Co za ironia!


#4
Wibo, matująco-utrwalający puder ryżowy do każdego typu cery


Ten puder dostałam z kolei od Justyny. Wbrew nazwie kosmetyk ani nie matuje, ani nie utrwala makijażu, ale sprawdza się w roli bazy pod sypki podkład mineralny i tylko w takim charakterze z niego korzystam.

#5
Biotanique, oczyszczający żel micelarny oraz łagodny żel do mycia twarzy.


Oczyszczający żel micelarny zapakowano do buteleczki z funkcjonalną pompką. Kosmetyk ma piękny, świeży, cytrusowy zapach. W kontakcie ze skórą nie pieni się ani nie emulguje, i dość trudno go spłukać, bo maże się po skórze. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby rzeczywiście spełniał obietnice producenta i "z łatwością usuwał makijaż i inne zabrudzenia", ale w takim charakterze produkt zawodzi na całej linii. Nie jest w stanie dobrze usunąć ze skóry lekkiego podkładu mineralnego, o makijażu oczu już w ogóle nie wspominając. Sprawdza się natomiast dobrze do delikatnego, porannego mycia twarzy, kiedy do zmycia ma jedynie kurz i resztki nocnej pielęgnacji.


Ten, kto stwierdził na opakowaniu, że to łagodny żel, chyba nigdy go nie stosował. Jest to ten rodzaj kosmetyku, który po myciu zostawia skórę twarzy skrzypiącą, ściągniętą i wołającą o tonik i krem. Zapach ma jakiś nieszczególny; taki typowy drogreryjny rypacz z tego żelu.


#6
Bandi, boost care, koncentrat z aktywną witaminą C


Bandi zaoferowało poprawne serum. Ma ono przyjemną konsystencję, doskonale nadaje się pod makijaż, lekko nawilża i wygładza skórę, ale osobiście znam kosmetyki tego typu, które dają o wiele bardziej spektakularne efekty niż serum boost care - chociażby LIQ CC. Serum Bandi trochę rozświetla cerę, ale nie jest to żaden efekt wow, a na przebarwienia czy wyrównanie kolorytu cery nie ma najmniejszego wpływu. Daję temu mazidłu też ogromnego minusa za bardzo intensywny perfumeryjny zapach. Po co on w kosmetyku do twarzy?


#7
 La Roche-Posay, cicaplast baume bs SPF 50


Dużą zaletą kremu La Roche-Posay jest widoczne działanie otulająco-łagodzące, co sprawia, że mimo cięższej konsystencji dobrze nosi się w sezonie jesienno-zimowym, nawet pod makijażem (na mojej tłustej cerze makijaż zazwyczaj spływa z tego typu kremów). Niestety po każdej aplikacji i późniejszym wieloetapowym myciu skóry znajduję na twarzy nowe wypryski - nawet jeśli robię dłuższe przerwy od produktu. Z tego tytułu nie sięgam po niego regularnie. Nie rozumiem też zastrzeżenia producenta, że to nie jest produkt chroniący przed słońcem (patrz etykieta). Przecież zawiera SPF 50?


#8
Sun Ozon, fluid przeciwsłoneczny do twarzy i dekoltu z efektem matującym SPF 30 oraz SPF 50



Tu mamy filtry dostępne każdego roku w Rossmannie w bardzo dobrej cenie. Mają one dość lekką konsysytencję (SPF 30 jest nieco lżejszy niż SPF 50), choć obiecywanego na opakowaniu matu nie dają. Dobrze nadają się pod makijaż. Mam jednak wrażenie, że nie są aż tak skuteczne, jak bym sobie życzyła. Do tego przy stosowaniu przez kilka dni pod rząd (przypominam, że skórę oczyszczam dokładnie i wieloetapowo) wysypywało mnie po nich, a poza tym zauważyłam, że po kilku godzinach noszenia wywołują u mnie rumień. Osobiście nie będę do nich wracać, choć wiem, że mają szerokie grono zwolenników.


#9 
GlamGlow, Glowstarter, rozświetlający preparat nawilżający


Preparat był częścią zestawu, który dostałam w prezencie od Kasi. No i cóż, nie jest to moje pierwsze zetknięcie z marką (klik) i nadal uważam, że kreują się na coś lepszego niż oferują. Ma to być kosmetyk luksusowy i z wyższej półki, a jest to zwykły, przeciętnie nawilżający krem z dodatkiem miki, który poprawnie sprawdza się pod makijażem. Nic, nad czym miałabym piać z zachwytu - nawet jeśli przyszedł do mnie w holograficznym opakowaniu.


#10
Perfecta, extra oils, silikonowe rękawiczki krem-olejek do rąk, paznokci i skórek


Dużą zaletą tego kremu jest wygodne opakowanie z pompką i delikatny, kosmetyczny zapach. Niestety moim suchym dłoniom pomaga tylko doraźnie i na krótko; niedługo po aplikacji skóra jest ponownie sucha i ściągnięta.


#11
Evree, cukrowy peeling do ust oraz multifunkcyjny balsam



Tak, wiem, że Evree już nie jest dostępne stacjonarnie, ale niedobitki można znaleźć w sieci. Osobiście uważam, że nawet za te niewielkie pieniądze nie warto sobie zawracać głowy. Wprawdzie mazidełka  mają naprawdę przyjemny zapach pomarańczy, ale peeling ma w sobie ogromne, mocno drapiące drobiny, które ścierają za mocno powodując ból, a do tego zawarte w nim olejki lubią rozlewać się poza obręb ust i robić bałagan na twarzy, a balsam to totalny okluzyjny zwyklak, który ust czy skórek nam nie zregeneruje. To już zdecydowanie lepiej sięgnąć po Tisane.

Czy ktoś dotrwał do końca moich wywodów? 

piątek, 22 listopada 2019

Trzy hity Internetu, które mnie rozczarowały: Polny Warkocz i ich oczyszczający koncentrat z olejem lnianym oraz rumiankowa esencja micelarna; D'Alchemy Age Delay Eye Concentrate

Dziś pomarudzę. Ośmielę się skrytykować wielkie hity blogosfery. Tyle się naczytałam pochwał pod ich adresem, a u mnie było średnio lub kiepsko. Strasznie nie lubię tego typu sytuacji, ale co zrobić - muszę wtrącić swoje trzy grosze i dolać dziegciu do tej beczki miodu.

Zacznijmy od bardzo popularnej marki o pięknej nazwie Polski Warkocz i jej dwóch flagowych produktów: emulsji oczyszczającej i esencji micelarnej. 


Jestem ogromną fanką olejków i emulsji hydrofilnych. Używam ich do pierwszego etapu demakijażu, czyli wstępnego rozpuszczania i usuwania całego mejkapu (potem "poprawka" micelem i mycie twarzy żelem bądź mydłem). Mam swoich ulubieńców w tej kategorii, które z tego zadania wywiązują się w przynajmniej 95%, zostawiając po sobie jedynie resztki do usunięcia micelem. Mam tu na myśli wielce skuteczne i nieuderzające po kieszeni olejki myjące z Biochemii Urody oraz E-Naturalne, o których wielokrotnie wspominałam na blogu. Ze względu na obietnice na etykiecie po Polnym Warkoczu spodziewałam się podobnej, satysfakcjonującej skuteczności. A tu zonk. Tak, kosmetyk emulguje. Tak, kosmetyk jest delikatny i nie podrażna skóry czy oczu, ani ich nie wysusza. ALE makijażu tym produktem nie usuniemy nawet przy dwukrotnym myciu. Kolorówka na twarzy miesza się ze sobą w kolorowe błocko i robi się mało malowniczy bałagan, którego nie da się usunąć wodą, a trzeba sięgnąć po większą artylerię. Nie tak miało być - kosmetyk miał skrócić mi czas demakijażu do minimum, nie go wydłużać. Słowo ostrzeżenia - skoro trudno nim usunąć nawet delikatny makijaż mineralny, zapomnijcie o tuszu do rzęs.... Acha, trafiło mi się felerne opakowanie z zaciętą pompką, więc musiałam przelać kosmetyk do innej butelki, co też nieco mnie zdenerwowało.



W dalszej kolejności uczepię się popularnej rumiankowej esencji micelarnej. Ponownie nie mogę narzekać na brak delikatności wobec naskórka i śluzówek z jej strony - micel nie podrażnia, nie wysusza, do tego ma przyjemny rumiankowy zapach. No ale jest mało skuteczny. Dodajmy do tego niewielką pojemność i okazuje się, że mamy do czynienia z niewydajnym przeciętniakiem. Z tej kategorii  o wiele lepiej, szybciej i skuteczniej zmyję makijaż świetnymi micelami Vianka czy Sylveco. Moim zdaniem Polny Warkocz nawet nie depcze im po piętach.



No i sławny koncentrat D'Alchemy, hicior wielu osób. Bardzo długo wisiał na mojej wish-liście, aż został mi sprezentowany przez Hexxanę. Towarzyszył mi przez ponad pół roku cowieczornego stosowania, więc nie wystawiam swojej opinii pochopnie. Nie jest to zły kosmetyk, ale też nie zauważyłam po nim żadnego widocznego działania w kierunku obiecywanego przez producenta rozświetlenia skóry pod oczami, czy ujędrnienia i wygładzenia naskórka. Nie zauważyłam też pogorszenia stanu skóry, ale przecież nie o to chodzi. Co więcej, w moim przypadku mazidło nie okazało się też żadnym tytanem nawilżenia. Przy stosowaniu na noc co prawda nie zwróciłam na to uwagi, ale kiedy parokrotnie użyłam kremu na dzień pod makijaż, ze zdumieniem obserwowałam, jak z upływem czasi skóra pod korektorem coraz bardziej mi się odwadniała i wyglądała sucho i ciężko, co nie miało miejsca w przypadku kremu, po który sięgałam na dzień... Jeśli zdarzy mi się wrócić do D'Alchemy, a nie zarzekam się, że to nie nastąpi, będę go stosować jako serum pod inny krem celem podkręcenia jego działania, choć producent nie wspomina o takiej potrzebie. Niemniej Agata tak zrobiła i była zadowolona.

Nie chciałam nikogo urazić swoim marudzeniem, ale nic nie poradzę, że mnie te hiciory internetów w sobie nie rozkochały...

środa, 31 lipca 2019

Żegnam bez szczególnego żalu: Evree, Black Rose, detoksykująca czarna maska do twarzy

Internety donoszą, że spółka zajmująca się produkcją kosmetyków Evree, Mincer Pharma i kilku innych marek zbankrutowała, stąd mazidła te zniknęły ze sklepowych półek, choć jeszcze jakieś resztki kupić można w sieci. Jeśli chodzi o Evree, specjalnie mnie to nie boli, bo żaden ich kosmetyk mnie szczególnie nie zachwycił, detoksykującej maski nie wyłączając.

Jak ostatnio coraz częściej mi się zdarza, zapomniałam swoją sztukę obfocić, a byłam przekonana, że sesję jej zrobiłam. Niestety musiało mi się to przyśnić, bo w pamięci aparatu ani śladu sesji-widmo. Wybaczcie więc, że pożyczam zdjęcie, żeby było wiadomo, o jakim mazidle właśnie się produkuję (oczywiście podając źródło), a po alternatywną opinię i świetne zdęcia, w tym składu, zapraszam na bloga Agnieszki - o tu :) U Niej kosmetyk ten sprawdził się o wiele lepiej niż u mnie.




Zacznę od pozytywów. Producent umieścił maskę w wygodnej w użyciu tubce o przyjemnej szacie graficznej. Kosmetyk miał kremową konsystencję i nie wysychał na twarzy, nie trzeba więc było pilnować zwilżania. Różany zapach odbierałam jako przyjemny. Doceniałam też fakt, że ta maska to gotowiec, więc nie musiałam sama niczego mieszać, przygotowywać. Skład był całkiem niezły, choć znalazło się w nim kilka substancji unikanych przez bardziej ortodyksyjnych użytkowników kosmetyków.

Maska miała też spory minus - zawsze przez kilka minut po nałożeniu piekły mnie policzki i czasem wyskakiwał mi na twarzy delikatny rumień. Ze względu na czarny kolor mazidła (odpowiedź producenta na wielką popularność węgla w kosmetykach) najlepiej zmywało mi się produkt po prostu pod prysznicem, co by zminimalizować konieczność sprzątania.

A efekty stosowania tego kosmetyku raz-dwa razy w tygodniu u mnie były zauważalne, ale nic spektakularnego.
Maska coś tam oczyszczała cerę i wchłaniała sebum, jak każda pierwsza lepsza glinka. Na dłuższą metę jednak moja cera nie wyglądała po niej dużo lepiej, nie była jakoś lepiej oczyszczona, nie świeciła się mniej, pory nawet nie spróbowały się obkurczyć choć na pięć minut po zabiegu.... Jak mówiłam, nic specjalnego.

wtorek, 16 lipca 2019

Norel Dr Wilsz, slimming, krem wyszczuplający z kompleksem antycellulite na kruche naczynka

Dlaczego sięgam po kosmetyki antycellulitowe/wyszczuplające/ujędrniające? NIE dlatego, że wierzę, iż mnie magicznie odchudzą i usuną cellulit. Oczekuję od nich ujędrnienia skóry - i tyle. Nie jestem naiwna i wiem, że bez zdrowego odżywiania i ćwiczeń nie schudnę od samego wcierania kosmetyków. O ile z regularnym ćwiczeniem 3-4 razy w tygodniu nie mam kłopotu, to jedzeniowe grzeszki są u mnie na porządku dziennym i wiem, że jeśli tego nie zmienię, nie zgubię cellu i nie schudnę.


Producent zapakował swoją lekką emulsję w kolorze złamanej bieli do biało-zielonej tubki.  Nie ma problemu z wydobyciem i dozowaniem kosmetyku, który ma przyjemny, delikatny, świeży zapach. Wchłania się względnie szybko.


Stosowałam krem raz dziennie, wieczorem, przez okres około dwóch miesięcy, z tego względu, iż z rana ogarniając siebie i córę przed szkołą nie mam czasu na jakiekolwiek nadprogramowe czynności, a nie będę sobie skracać i tak krótkiego już snu, żeby wysmarować się antycellulitowym serum, nawet jeśli takie są zalecenia producenta.
Nawet przy takim używaniu widziałam pożądane przeze mnie efekty:  skóra ud, pupy i brzucha była jędrna, elastyczna, ładnie nawilżona i ogromnie przyjemna w dotyku. Wplywu na naczynka nie zaobserwowałam (mam ich na nogach sporo); cellu nie ruszył się z miejsca, ale za to ponosi odpowiedzialność moje uzależnienie od energetyków. I tak - polecam.

czwartek, 27 czerwca 2019

Orientana, bio olejek do biustu 16 roślin ajurwedy

Dla tych, co nie pamiętają, moim absolutnym hitem do pielęgnacji piersi jest ten olejek z Mazideł. Niestety nie zawsze jest on dostępny, ale znalazłam godnego zastępcę, bio olejek do biustu z Orientany.


Jest on co prawda dużo jaśniejszy w kolorze oraz sporo lżejszy w konsystencji od mojego wspomnianego ulubieńca, ale za to nie tylko w stopniu zadowalającym nawilża, natłuszcza i uelastycznia skórę biustu, ale też pięknie pielęgnuje skórę dekoltu. Moja jest niezmiernie podatna na zapychanie i wiele kosmetyków powoduje w tym rejonie powstanie pola minowego pryszczowego. Nic takiego nie miało miejsca podczas stosowania olejku Orientany. Skóra na moim dekolcie wyglądała wręcz podejrzanie ładnie i gładko.


Skład kosmetyku wygląda bardzo ładnie - jest to głównie mieszanka różnych ogólnie chwalonych olejów. Można się nieco czepiać zapachu - tu dominuje olej jojoba, a on nie pachnie przyjemnie, ale dla mnie liczy się głównie działanie produktu, a tu nie miałam większych zastrzeżeń. Żałuję, że olejek mi się skończył po dwumiesięcznej, cowieczornej przygodzie.

Aha, opakowanie jest plastkowe, więc nie zachodzi niebezpieczeństwo zrobienia sobie krzywdy w razie upuszczenia, a pompka działa sprawnie. Pod sam koniec można olejek bez problemu po prostu wylać na dłoń, co by go zużyć do ostatniej kropli.

Fajny, godny wypróbowania kosmetyk do biustu. Znacie?

wtorek, 11 czerwca 2019

Fitomed, mydlnica lekarska, żel ziołowy do higieny intymnej

Oto jest. Kolejny, obok zawodników Sylveco, Vianek, Naturativ i Organic Life, żel do higieny intymnej, KTÓRY MNIE NIE PODRAŻNIA. Ta da bum tsssss.


Producent zamknął swój bezbarwny, nieperfumowany żel w plastikowej butelce z korkiem na zatrzask. Jej ciemny kolor ogranicza dostęp światła do produktu.

Kosmetyk ma niezwykle delikatną bazę bez silnych detergentów. Co za tym idzie, prawie się nie pieni. Mimo to robi swoją robotę - myje, odświeża, a przy tym po jego użyciu nie występuje u mnie żaden nieprzyjemny świąd czy pieczenie. Uffff. Bardzo polecam osobom z niezwykle kapryśnymi okolicami intymnymi.

czwartek, 6 czerwca 2019

Bielenda, Botanic Spa Rituals, olejek do ciała len zwyczajny + rozmaryn

Jeśli regularnie mnie poczytujecie, wiecie że do nawilżania ciała najchętniej wybieram olejki i oliwki. Uwielbiam nakładać je na wilgotną jeszcze po kąpieli skórę. Gwarantuje mi to zadowalający poziom nawilżenia, zazwyczaj bez nadmiernie tłustego filmu (choć to zależy już od konkretnego produktu).

To samo mogę powiedzieć o maluchu z Bielendy - nie tłuści. W zasadzie bardzo polubiłam się z tym olejkiem, choć pokochałabym go bezgranicznie, gdyby był nieco tańszy.... Trzy dyszki bez grosza w Rossmannie za 75 ml to, umówmy się, nie jest deal życia. Zwłaszcza, że świetne olejki Alterry mają podobną cenę, a jest ich w opakowaniu 100 ml. Najlepiej po prostu polować na promocję.


Cała seria Botanic Spa Rituals, obejmująca kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała, ma charakterystyczne zielone opakowania o podobnej szacie graficznej. Olejkowa butelczyna została wyposażona w wygodny w użyciu korek typu "press". Nie miałam żadnych problemów z dozowaniem produktu. Olejek nie należy do ciężkich tłuściochów i nie zatłuszcza piżamy czy pościeli,  jest bezbarwny i ma przyjemny, słodkawy zapach.



Stosowałam produkt na skórę całego ciała w oszczędnych ilościach samodzielnie (można go też dodawać do mazideł do ciała, ale ja takowych nawet nie miałam na stanie) co wieczór przez nieco około miesiąc, bo na tyle wystarczyło mi te 75 ml. Skóra była w tym czasie w doskonałej kondycji - była nawilżona, elastyczna i megaprzyjemnie gładka w dotyku. Mam ochotę jeszcze kiedyś wrócić do tego kosmetyku.

czwartek, 30 maja 2019

IOSSI, rozświetlające serum do twarzy z geranium, cyprysem i witaminami C i E

Rozświetlające serum IOSSI dostałam w prezencie od Justyny. Czytałam na jego temat dość mieszane opinie - ja byłam z kosmetyku bardzo zadowolona, choć przyznaję, że pod kątem rozświetlania miałam już intensywniej działające produkty. Poza tym serum potrzebowało odpowiedniego toniku, by naprawdę pokazać, że warto po nie sięgnąć.

O tym wszystkim za chwilę. Najpierw zobaczcie, co na temat swojego specyfiku ma do powiedzenia producent:

Nowa odsłona bestsellerowego serum rozświetlającego, wzbogacona o niezwykle stabilną formę witaminy C.
Dzika Róża to esencjonalne serum, które wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych i widocznie poprawia kondycję oraz koloryt skóry. Już po kilku dniach zauważysz, że Twoja skóra jest gładka, zregenerowana i rozświetlona.

Nowa,wyjątkowo stabilna forma witaminy C (Ascorbyl Tetraisopalmitate) ma bardzo wszechstronne działanie: przeciwstarzeniowe, rewitalizujące i rozjaśniające. Chroni również przed wpływem promieni UV. Dzięki synergii z witaminą E wzmacnia stymulację syntezy kolagenu i ceramidów. Połączenie to wspiera także regenerację podrażnionej skóry.
Zawarty w serum organiczny olej z dzikiej róży to remedium dla skóry suchej i spiętej. Skwalan z trzciny cukrowej zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, zmiękcza ją, łagodzi i utrzymuje wysoki poziom nawilżenia. Dodatek olejku cyprysowego poprawia ukrwienie oraz gospodarkę wodną skóry, działa kojąco i relaksująco. Wyjątkowy zapach serum to zasługa olejku z geranium, który rozbudza zmysły przygotowując je na wyzwania nadchodzącego dnia.

Dla każdego typu cery, szczególnie naczynkowej.
Działanie: wzmocniona, elastyczna skóra o zdrowym kolorycie.
Konsystencja: lekki olejek.
Zapach: kwiatowy z nutą róży geranium.
Stosowanie: raz dziennie wmasuj 2-3 krople olejku w wilgotną skórę twarzy. Stosuj samodzielnie lub razem z kremem.
Przeciwwskazania: ze względu na zawartość niektórych olejków eterycznych nie polecamy kobietom w pierwszym trymestrze ciąży.

Ingredients:
Rosa Canina (dzika róża) Fruit Oil*, Simmondsia Chinensis (jojoba) Seed Oil*, Borago Officinalis (ogórecznik) Seed Oil*, Vitis Vinifera Seed (winogrona) Oil, Triticum Vulgare (zarodki pszenicy) Germ Oil, Avena Sativa Kernel Oil, Squalane, Hydrogenated Farnesene, Helianthus Annuus Seed Oil & Beta-Carotene, Ascorbyl Tetraisopalmitate (stabilna witamina C), Natural Mixed Tocopherols & Helianthus Annuus Seed Oil (naturalna witamina E), Hippophae Rhamnoides Fruit (rokitnik) Oil, Helichrysum Italicum (kocanka) Flower Extract, Calendula Officinalis (nagietek) Flower Extract, Pelargonum Graveolens Flower (geranium) Oil, Cupressus Sempervirens (cyprys) Oil, Cymbopogon Martini (palmaroza) Herb Oil, Santalum Spicata Wood (drzewo sandałowe) Oil, Salvia Officinalis (szałwia) Oil, Anthemis Nobilis Flower (rumianek) Oil, Citral**, Citronellol**, Farnesol**, Geraniol**, Limonene**, Linalool**
*z kontrolowanych upraw organicznych
**naturalne składniki olejków eterycznych
Wszystkie kosmetyki IOSSI produkowane są z naturalnych i organicznych składników, bez szkodliwych dodatków i sztucznych barwników. Powstają z naturalnych składników roślinnych dlatego u osób wrażliwych mogą wywoływać reakcję uczuleniową. Posiadają badania i dokumentację uprawniające do sprzedaży na terenie U.E.
IOSSI. Kosmetyki doskonałe z natury.
(klik)



Pachnący geranium, żółty w kolorze, dość gęsty olejek został zamknięty w szklanej buteleczce z ciemnego szkła. W tych kwestiach nie mam zastrzeżeń - jest estetycznie, praktycznie, zapach odebrałam jako przyjemny, a pipeta działała bez zarzutu.

30 ml produktu wystarczyło mi na niecałe 5 miesięcy cowieczornego stosowania. Jak zaleca producent, aplikowalam go na zwilżoną wcześniej tonikiem twarz. Najpierw był to różany tonik IOSSI, ale to konkretne połączenie nie dawało mi wystarczającego uczucia nawilżenia. Kiedy natomiast zaczęłam aplikować serum na wodę z płatków róży od Venus (zawiera glicerynę i jest w odbiorze niemal jak kwas hialuronowy), mazidło IOSSI pokazało moc. Budziłam się z cerą, która była odświeżona, nawilżona, przyjemnie napięta, o ładnym kolorycie (uspokojony rumień i naczynka) i lekko, ale zauważalnie rozświetlona.  Nie aż tak, jak po serach z witaminą C od Filorgii czy LIQ CC, ale efekt rozświetlenia jednak miał miejsce. Mnie osobiście serum IOSSI bardzo dobrze służyło bez żadnych nieprzyjemnych niespodzianek, więc nie przyłączam się do negatywnych głosów.

Znacie?

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Phenome, non-drying cleansing foam

Dziś przychodzę z rekomendacją dla miłośników pianek do mycia twarzy. Otóż non-drying cleansing foam z Pheonome jest naprawdę przyjemna, a miałam okazję się o tym przekonać dzięki Hexxanie.

Może nie jest to najważniejsza sprawa, ale pianka ma bardzo przyjemny acz delikatny, słodki zapach. Co ważniejsze, rzeczywiście po umyciu twarzy nie ma uczucia przesuszenia i ściągnięcia naskórka.


Przyznam, że zwykle nie sięgam po delikatne dla skóry pianki do wieczornego zmywania z twarzy resztek całodniowych brudów. W tej roli wolę wykorzystywać naturalne mydła bądź żele. Nie mam podstaw podejrzewać, że pianki są mniej skuteczne, ale mam taką niewytłumaczalną psychiczną blokadę. W związku z tym piankę Phenome oddelegowałam do porannego zmywania nocnej pielęgnacji i w tej roli sprawdziła się bez zarzutu, a dzięki swojej delikatności i ładnemu zapachowi fundowała mi chwilę przyjemności z rana. Okazała się też wydajna, gdyż korzystałam z jej dobrodziejstw przez dobre cztery miesiące.

Acha, opakowanie ma ładne, wygodne i funkconalne.

Naprawdę nie ma się czego czepiać.

Znacie?

środa, 17 kwietnia 2019

Bandi, Trichoesthetic, tricho-peeling oczyszczający do skóry głowy

Przysięgłabym, że robiłam temu kosmetykowi sesję zdjęciową, ale chyba ją sobie wyobraziłam, bo zdjęć nie ma ani na laptopie, ani w aparacie. Za dużo na głowie i takie mamy efekty. Wybaczcie zatem, ale muszę pożyczyć fotografię produktu u źródła, czyli ze strony producenta. 

Dlaczego w ogóle kupiłam ten specyfik? Raz, że czytałam o nim sporo dobrego. Dwa, był w promocji. Trzy, szukałam pomocy przy łusce, tłustym łupieżu i wrażliwym skalpie, a zaciekawił mnie opis tego, co produkt ma robić:

Normalizujący peeling do skóry głowy. Preparat oczyszcza i przygotowuje skórę do wchłaniania składników aktywnych. Dzięki zawartości mocznika i kwasu mlekowego peeling skutecznie usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka i zanieczyszczenia zewnętrzne tworzące na powierzchni skóry warstwę krystalizacyjną. Po wykonaniu peelingu skóra intensywniej wchłania składniki stosowanych odżywek, zwiększa się skuteczność prowadzonych terapii. Preparat nie zawiera parabenów, a kompozycja zapachowa pozbawiona jest alergenów.

Przeciwwskazania:
Nadwrażliwość na którykolwiek za składników preparatu. Należy unikać kontaktu preparatu z oczami i błonami śluzowymi. Nie zaleca się stosowania chemii fryzjerskiej (farbowania i trwałej ondulacji) przez tydzień po zastosowaniu Tricho-peelingu. W przypadku stosowania preparatu na nieowłosioną skórę głowy, zalecana jest ochrona przed ekspozycją słoneczną i promieniowaniem UV.
Składniki aktywne (w kolejności alfabetycznej): alantoina, kwas mlekowy, mięta pieprzowa, mocznik

INCI / składniki
Aqua/Water, Propylene Glycol, Urea, Olive Oil PEG-7 Esters, Lactic Acid, Sodium Chloride, Polyacrylate Crosspolymer-6, Polysorbate 20, Allantoin, Mentha Piperita Leaf Extract, Triacetin, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Tropolone, Sodium Hydroxide, Parfum/Fragrance



Producent zapakował swój wyrób do butelki z barwionego na niebiesko szkła, z aplikatorem w postaci pipety. Kosmetyk ma postać lekko żelowego płynu i kwiatowy zapach. Aplikujemy z pipety bezpośrednio na skórę głowy i wmasowujemy. Pozwalamy działać przez 10 minut i zmywamy.

Bardzo, bardzo, bardzo liczyłam na wspomniane usuwanie "nadmiaru zrogowaciałego naskórka i zanieczyszczeń zewnętrznych tworzące na powierzchni skóry warstwę krystalizacyjną". Właściwie tylko takiego działania od produktu oczekiwałam. A on nic. Nic nie robił, nawet nie ruszył łuski i tłustego łupieżu w najmniejszym stopniu, co mnie ogromnie frustrowało. Zwłaszcza, że sięgałam po niego częściej niż raz w tygodniu (u mnie co drugie mycie). Żadnych efektów to nie dało niestety. Tyle dobrego, że kuracja nie pogłębiła moich problemów ze skórą głowy, ale przecież miała pomóc!

Nie polecam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...