Pokazywanie postów oznaczonych etykietą higiena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą higiena. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 maja 2016

Madara, vitalising soap wild fruit

Mydło/żel pod prysznic Madary również był częścią prezentu wielkanocnego od Hexxany. Miałam już odświeżające mydło tej marki (klik), które było naprawdę świetne, więc nie spodziewałam się żadnych powodów do kręcenia nosem.  Czy słusznie?

Producent zapakował swój wyrób w nieprzezroczystą, zieloną butelkę z pompką. Pompka działała bez zarzutu i była wygodna w stosowaniu, za co ogromny plus.

200 ml kosmetyku wystarczyło mi na miesiąc cowieczornych kąpieli.

Produkt ma postać białawego żelu i dobrze, jak na kosmetyk organiczny, się pieni. Co do zapachu... cóż, ten jest dość intensywny i charakterystyczny w dziwny sposób; z gatunku takich, które się albo kocha, albo nienawidzi. Jeśli polubisz, zużyjesz żel z przyjemnością; jeśli nie - nie dasz rady. Aromat ten bardzo trudno mi opisać. Mydło pachnie jednocześnie orzeźwiająco i jeszcze-jakoś. Nie wiem, jak pachnie owoc pigwy, ale czuję w produkcie nuty jakiegoś przejrzałego owocu. Jest to naprawdę dziwna mieszanka i przez kilka myć musiałam się do niej przyzwyczajać, by w końcu ją polubić.





Madara słynie z naturalnych i organicznych składów, więc składowi puryści powinni być zadowoleni. Jest krótko i ładnie.







Ze swojego głównego zadania - mycia i odświeżania skóry - mydło wywiązuje się bez zarzutów. Dodatkowo nie wysusza skóry i nie dzieje się nic złego, jeśli pominiemy po kąpieli smarowanko czymś nawilżającym.







Gdybym miała wybierać między mydłem odświeżającym a dziś opisywanym witalizującym, postawiłabym jednak na to pierwsze. Raz, że miało przyjemniejszy dla mojego nosa zapach (ale to, wiadomo, rzecz subiektywna), dwa - dzięki dodatkowi mięty lekko chłodziło, co przy obecnej pogodzie jest pożądanym efektem ;)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Scottish Fine Soaps, Orange soap

Jestem ogromną fanką mydeł. Opisywaną dziś sztuką uraczyła mnie Hexxana. Ponieważ nie miałam wcześniej do czynienia z tą dość sławną w sieci marką, ochoczo zabrałam się do testów.


Pierwsze wrażenie mydełko robi bardzo dobre. Otrzymujemy je w świetnej, metalowej puszeczce, która może robić za mydelniczkę, ale nam służy do przechowywania gumek i spinek córeczki. Kostka ma wygodny kształt i idealną wielkość, więc jest poręczna. Produkt ładnie się pieni, dobrze myje i nie wysusza skóry.

Jedyne moje zastrzeżenie dotyczy zapachu. Liczyłam na aromat soczystego owocu pomarańczy, ale niestety tego nie otrzymałam. Mydło pachnie raczej kwiatem pomarańczy z mydlaną nutą. 

Moje pierwsze spotkanie ze Scottish Fine Soaps zaliczam do udanych.

wtorek, 18 listopada 2014

Nesti Dante, IRIS soap

Mydło dostałam w prezencie od Hexxany.


Na zdjęciu widzicie dużą, dwustu gramową kostkę, która wystarczyła mi na ponad dwa miesiące cowieczornych kąpieli. Mydło zapakowane było w ładny, fioletowo-biały papierek, ale oczywiście przełożyłam je sobie do mydelniczki. Nie mogłam jej zamknąć do końca przez jakieś 3 tygodnie - tak duża jest ta kostka...

Kostka pachnie irysowo z mydlaną nutą, przyjemnie. Pieni się obficie, a pianka jest zbita i kremowa.

Jedynym minusem produktu jest fakt, że musiałam po jego użyciu natychmiast nawilżyć skórę, bo, jak wiele mydeł, trochę wysusza. Innych zastrzeżeń nie mam.

wtorek, 29 lipca 2014

Mydło glicerynowe Organique.

Mydło dostałam od Asi (Kosmetyczny-Przekładaniec). Kostka wystarczyła mi na około miesiąc stosowania raz dziennie do umycia całego ciała.


Produkt ze swojej podstawowej funkcji, czyli mycia, wywiązuje się należycie. Zresztą jeszcze nie spotkałam się z mydłem, które by nie myło :P

Mydła albo nie wysuszają skóry, albo usuwają naturalną warstwę lipidową i zostawiają skórę ściągniętą i "skrzypiącą". Tutaj mamy do czynienia z tą drugą sytuacją, więc bez balsamu/oliwki po kąpieli się nie obejdzie.

Kostka dobrze się pieni. Pianka jest przyjemnie kremowa.

Konkretna wersja ze zdjęcia ma cytrusowy, w założeniu orzeźwiający zapach. Ów jest jednak trochę zbyt intensywny i trochę za bardzo kojarzący się ze środkami do mycia toalety, więc niewielu osobom naprawdę przypadnie do gustu....

Jednym słowem, produkt jest poprawny. Znam lepsze, ale też i dużo gorsze mydła.

poniedziałek, 3 lutego 2014

HexxBOX British Edition with 1001 Pasji and ULA-LA-BEAUTY: Madara, Refreshing Soap

Zgodnie z obowiązującym mnie regulaminem brytyjskiej edycji HexxBOXA recenzja jest w języku angielskim. Na ewentualne pytania chętnie odpowiem w komentarzach.
***
As you may know, I was chosen by Asia from 1001 Pasji blog to test out three products sponsored by ULA-LA-BEAUTY.

I am going to start with Refreshing Soap by Madara. I must confess, I haven't been familiar with the brand before. It turns out that Madara is a Latvian brand which offers a wide range of organic, ECOCERT-certified cosmetics. So far, so good!
Those of you who read my blog regularly know that I love organic skin care. When it comes to body soaps, I want a product that smells good and cleanses my skin effectively without drying it. I have normal skin but certain products can leave it stripped off of its lipid barrier, an effect I don't particularly like. If you want to know whether Refreshing Soap met my expectations, read on.
As you can see, the soap comes in an aesthetic, green, plastic, recyclable bottle with a pump. The bottle looks opaque, yet you can easily see how much product is left inside.

On the bottle you will find all the essential information concerning the product, such as what it is for, how to use it, its volume, etc.

The pump works well till the end. No complaints whatsoever packaging-wise; it is very user-friendly.

This is a 250 ml bottle. I have finished the product within 25 days (I used it once a day). I needed 7-9 portions to cleanse my whole body. 

The soap doesn't foam. Upon contact with wet skin it turns into a kind of emulsion.









The soap is clear and has gel-like consistency. It smells very minty. This is what mint leaves, not menthol, smell like. The fragrance is very natural and very refreshing.







A fresh, natural aromatherapy body soap with Northern Peppermint essential oil and Algae extract. Cleanses deeply, yet gently. Skin feels refreshed and subtly fragranced, your body and mind feel recharged and energized.

Well, let me tell you, all these promises are fulfilled. The product does cleanse your skin and it is gentle. I usually use a moisturiser after having a shower but there were a few occasions when I didn't do it and my skin wasn't unpleasantly dry. I even washed my face with it couple of times and it wasn't dry after either. Cool! Additionally, the soap is really refreshing. Not only does it smell of mint, it leaves a subtle cooling sensation, which is always refreshing, right? And yes, after a shower with this product my mind did feel recharged and energized. I have no complaints whatsoever.


I am not qualified to analyse the ingredients. However, the list of ingredients is short and I don't see anything suspicious here. The product boasts ECOCERT certificate.

You can buy this soap HERE. It costs £9.99. I think it's an ideal product for all those of you who, like me, love organic skin care. Remember about that cooling sensation though. I know it's not everybody's cup of tea.


Bonus:

czwartek, 5 grudnia 2013

dr.organic, Organic Aloe Vera Toothpaste (aloesowa pasta do zębów)

Pastę dr.organic kupiłam w sklepie Holland&Barret. Zapłaciłam za nią coś pomiędzy 4 a 5 funtów za 100 ml. Produkt wystarczył mi na około 6 tygodni stosowania dwa razy dziennie.



Producent zapakował kosmetyk w standardową tubkę. Korek jest odkręcany – czego nie lubię, bo mi wiecznie wszystko leci z rąk i nie inaczej było w tym przypadku.

Pasta jest przezroczysta i bezbarwna. Ma postać rzadkawego żelu. Smak ma cudowny – bardzo miętowy i odświeżający. Ale uwaga – mentol bardzo mocno chłodzi, co może być nie na rękę osobom z wrażliwymi zębami... 



Mimo braku SLS-ów pasta dobrze się pieni. W ogóle kupiłam ją właśnie ze względu na naturalny skład. Produkt o wiele bardziej przypadł mi do gustu niż opisywane tu wcześniej naturalne pasty Babuszki Agafii czy Lavery (zainteresowanych odsyłam do etykiety pasty do zębów). Mnie kosmetyk w żaden sposób nie podrażnił, ale uczulam, że zawiera dużo aloesu, na który wiele osób jest uczulonych.



Jeśli chodzi o działanie, muszę przyznać, że pasta genialnie odświeża oddech. Podczas jej stosowania nie miałam żadnych problemów z dziąsłami, aftami, próchnicą, ani tym podobnych atrakcji. Pasta ma być wybielająca, ale nie wiem, czy tak działa, bo nie narzekam na kolor swoich zębów... Kosmetyk byłby moim ideałem, gdyby nie fakt, że dość szybko po umyciu zębów (po kilku godzinach) zbierała mi się na nich płytka nazębna. A ja myję kły dwa razy dziennie, więc w tej kwestii produkt mnie zawiódł :( Sądzę, że pasta będzie idealna dla osób, które po szczoteczkę i pastę sięgają częściej niż dwa razy dziennie...

poniedziałek, 8 lipca 2013

Tuli, mydło naturalne mleczne

Dziś będzie króciutko o szóstym i ostatnim mydle Tuli, z którym miałam do czynienia. To mydło również mnie nie zachwyciło...

  • kostka wystarczyła mi na 3 tygodnie cowieczornych pryszniców
  • mydło ma delikatny, "mydlany" zapach - nic szczególnego i na pewno zapachem  nie umila kąpieli
  • produkt wysuszał mi skórę
  • kostka nie pieniła się za dobrze, musiałam spieniać ją w dłoniach
  • produkt myje skórę, czyli spełnia swoją podstawową rolę

Z oferty mydlarni poznałam mydła miodowe, owsiankę, czekoladowe, kokosowe, mleczne i z jedwabiem. Z tych sześciu tylko mydło kokosowe w miarę przypadło mi do gustu. Produkty mają może i przyjazne składy, ale brakowało im walorów zapachowych, nie były umilaczami kąpieli. Z tego tytułu przygodę z Tuli uważam za zakończoną.

piątek, 7 czerwca 2013

Tuli, mydło naturalne kokosowe

Pierwsze mydło Tuli, z którego jestem zadowolona i nie mam się czego czepiać. Kostka świetnie się pieni, dobrze spełnia swoją funkcję i ma przyjemny zapach. Nie pachnie kokosem, ale zapach jest słodkawy, "czysty". Mydło wykończyłam w trzy tygodnie codziennego stosowania na całe ciało.











Spójrzcie jeszcze na ten skład. Króciutki i przyjazny skórze :)

środa, 22 maja 2013

Lawendowa Farma, Makowy Duet, mydło ręcznie robione metodą na zimno


Kolejne mydło z Lawendowej Farmy, które ogromnie polubiłam.


Makowy duet to kostka koloru beżowego, w której zatopiono duże ziarna maku. Raczej nie nadaje się do twarzy, gdyż ziarna mogą być zbyt szorstkie na tę wrażliwą część ciała. Stosowałam kostkę codziennie do mycia ciała, gdyż ziarna owe fundowały mi ogromnie przyjemny masaż. Moim zdaniem to mydło to nie typowy peeling, a masażer właśnie. Masażowi towarzyszą niebiańskie doznania zapachowe, ponieważ mydło pachnie pomarańczami i goździkami. Zapach kojarzący się z Bożym Narodzeniem, ale nawet wiosną dawał mi dużo radości.



Mydło obficie się pieni, przez co skończyło mi się po 3 tygodniach codziennych kąpieli. Produkt myje skórę bez nadmiernego jej wysuszania, choć ja po kąpieli odczuwałam potrzebę wysmarowania się olejkiem. Do tego kostka ma świetny, naturalny skład, więc stosowałam ją bez obaw, że zaszkodzi maluszkowi. Kostka kosztuje 11 zł.

Ze swojej strony serdecznie polecam :)

środa, 10 kwietnia 2013

Tuli, mydło naturalne z jedwabiem

Dzisiaj będzie króciutko, bo i kolejne mydło Tuli mnie nie zachwyciło, więc po co się rozpisywać ;)

  • dobrze się pieni
  • spełnia swoją rolę - myje
  • pachnie dziwnie: słodko i jakby ziołowo zarazem (brak aromaterapii pod prysznicem)
  • zużyłam kostkę w 3 tygodnie (wieczorny prysznic)
  • nie wysusza skóry, ale również jej nie nawilża
  • kosztuje 10 zł/95 +/-5 g
Mam jeszcze jakieś kostki Tuli w zanadrzu, ale niewiele się po nich spodziewam. Te mydła po prostu mi nie podeszły i tyle.

poniedziałek, 11 marca 2013

Tuli, mydło naturalne czekolada

 Od producenta:

działanie:   wyjątkowość tego mydła wynika z użycia do jego produkcji masła kakaowego i czekolady (90% zawartości ziarna kakaowego). Masło kakaowe jest doskonale wchłaniane. Głęboko wnika w skórę i regeneruje ją dzięki dużej zawartości kwasu oleinowego. Natłuszcza, wygładza, nadaje skórze połysk i gładkość. Ziarna kakaowca są uznanym źródłem przeciwutleniaczy, neutralizujących działanie wolnych rodników niszczących komórki skóry. Kosmetyki zawierające czekoladę podobno ujędrniają  i wyszczuplają ciało. To efekt działania zawartej w ziarnach kakaowca kofeiny. Mydło świetnie się pieni i pachnie wanilią i czekoladą. 
wskazania:  wszystkie rodzaje skóry, także szczególnie wysuszona, zwiotczała, pozbawiona blasku,
stosowanie:  całe ciało (źródło)


Jeśliby mnie kto zapytał, czy polubiłam rzeczone mydło Tuli, powiedziałabym: "ot, mydło". Spełnia swoją rolę i tyle. Tylka nie urywa.

Jak widać, mydło ma apetyczny, czekoladowy kolor. Niestety zapach z obiecanym aromatem czekolady i wanilii nie ma nic wspólnego. Dla mnie to mydło pachniało... ziołowo. Zapach nie był ani przyjemny, ani nieprzyjemny, choć na pewno nie spodobałby się zwolenniczkom kąpielowych umilaczy. 

Mydło myje skórę i jej nie wysusza. Mimo tego po kąpieli zwykle odczuwałam potrzebę zastosowania jakiegoś mazidła do ciała.

Mydło dość słabo się pieni. Łatwiej było je spienić w dłoniach niż przy kontakcie z mokrą skórą. A ponieważ spieniałam je w dłoniach dość intensywnie, kostka wystarczyła mi na jedyne 2,5 tygodnia codziennego stosowania raz dziennie.

Kostka o wadze 95 +/- 5 g kosztuje 10 zł. Skład naturalny.

Osobiście raczej nie przewiduję powrotu.

środa, 20 lutego 2013

Lush, Porridge (mydło owsiankowe)

Owsiankowe mydło Lusha było świetnym prezentem gwiazdkowym.


Bardzo polubiłam się z tym mydełkiem, choć nie jest całkiem bez wad.


Moja kostka miała trochę nieporęczny kształt, więc podzieliłam ją na dwa kawałki. Mydło jest koloru kawy z mlekiem i zawiera w sobie dużo drobinek owsa. Pachnie niesamowicie smakowicie - spożywczo (jak owsianka, miód i pomarańcze), bardzo słodko. Zapach ubóstwiałam. Dodatkowo mydło w przekroju wygląda równie smakowicie, jak pachnie.


Mydło jest bardzo miękkie jak na tego typu produkt. Dodajmy do tego fakt, że bardzo obficie się pieni (zawiera SLS), a od razu można słusznie wnioskować, że nie jest najwydajniejsze na świecie. Mi wystarczyło na niecałe trzy tygodnie codziennego stosowania na całe ciało.

Kostka doskonale myje skórę nie zostawiając na niej ani śladu mydlanego osadu. Po kąpieli skóra nie jest wysuszona, ale zwykle czułam potrzebę zastosowania jakiegoś mazidła do ciała dla pełnego komfortu. Drobinki owsa w czasie kąpieli lekko masują skórę, ale produktu nie można w żadnym razie nazwać peelingiem. Niestety po każdej kąpieli w brodziku zostawało mnóstwo tego owsa, choć porządne spłukiwanie dawało radę (nie musiałam od razu sprzątać prysznica ze ścierą, jak to bywało w przypadku domowego peelingu kawowego).

Skład przedstawia się następująco:

Kostka kosztuje Ł2,95/100 g.

Podsumowując, bardzo dobre mydełko o rewelacyjnym, smakowitym zapachu i właściwościach masujących. Nie jest może najwydajniejsze i trochę brudzi brodzik (owies), ale ogólnie przypadło mi do gustu i cieszę się, że je poznałam.

Miałyście jakieś doświadczenia z mydełkami Lush?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...