Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2019

Dermalogica, precleanse balm

Balsam do wstępnego usuwania brudów (w tym makijażu) z twarzy miałam okazję poznać dzięki Hexxanie. Wcześniej niespecjalnie lubiłam się z tego typu kosmetykami, ponieważ te, które testowałam, nie emulgowały pod wpływem wody i trzeba było się trochę natrudzić z usunięciem ich z twarzy. A ja, przyznaję, nie mam do tego cierpliwości. Produkt marki Demalogica okazał się jednak inny. Świetny pod każdym względem.


W miękkiej tubce ze sporym ujściem mieszka gęsta, biała, nieperfumowana emulsja o zapachu swoich składników. Przy takiej konsystencji sprawdzi się wyłącznie tubka bądź słoiczek, a ten ostatni byłby najmniej higienicznymm rozwiązaniem z możliwych, więc cieszę się z decyzji producenta. 

Balsam nakładamy na twarz jako wstępny etap przed dalszym myciem. Masujemy chwilę buzię wraz z oczami, a następnie zmywamy wszystko letnią wodą. Pod wpływem wody kosmetyk emugluje i łatwo go usunąć ze skóry. Produkt doskonale rozpuszcza codzienne zabrudzenia, w tym nawet maskarę czy kreski bez efektu zamglenia wzroku. Przy tym w najmniejszym stopniu nie wysusza naskórka, a wręcz zostawia po sobie uczucie komfortowego nawilżenia. Bez problemu można zmyć nim makijaż na kilka godzin przed dogłębnym wieczornym myciem twarzy. Świetny, świetny, świetny zawodnik.

Dołączonej silikonowej myjki nie używałam. Szybko mi się gdzieś zapodziała...

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Yoskine, płyn micelarny nawilżający

Ach, Yoskine, tak obco brzmiące, a takie swojskie - czyli kosmetyki Dax Cosmetics stylizowane na azjatyckie. Jakoś mnie to nie kręci, ale micel trafił do mnie przez ręce brata, który dostał go jako dodatek do zakupów. Przygarnęłam zatem niechcianą flaszkę, a co!

No i z tą flaszką jest pewien problem. Otóż, żeby otworzyć kosmetyk, trzeba ukręcić mu łeb wieczko/nasadkę, a potem to to nie chce już się na nim trzymać. Dziwne. Mnie się nasadki nie udało z powrotem nałożyć na pompkę, więc przez te kilka tygodni używania, flaszka pozostała bez czapeczki. 

Moving on. Design flaszki jest oh-tak-uroczy i oh-jak-to-luksusowo-wygląda, tylko ta nasadka wszystko psuje. Ha! Wspomniana pompka działa sprawnie.


Jeśli o działanie chodzi, to nie mogę się przyczepić. Micel dobrze domywa niewodoodporny makijaż twarzy i oczu, a przy tym jest dość delikatny i nie podrażnia skóry. Nie lepi się. Po demakijażu ust zostawia na nich piołunową goryczkę, ale większość miceli tak ma. Co do obietnic producenta dotyczących detoksykacji komórkowej, nawilżania i wygładzania - ładne hasełka, ale micel to micel, a nie esencja czy krem. W tych kwestiach nie nastawiałabym się na cuda.

Skład:


Jest woda, kwas hialuronowy, pantenol, alantoina, kilka ekstraktów, ale są też i PEGi, i DMDM Hydantoina, i substancje zapachowe.... Purtystki składowe nie będą zadowolone. Ja z działania zadowolona byłam, ale nie mam parcia na powrót do tego kosmetyku, bo wolę jednak pewnej chemii unikać, a poza tym taki Vianek/Sylveco/Biolaven są też łatwiej dostępne i przyjaźniejsze dla portfela.

poniedziałek, 26 marca 2018

Mixa, Ekspert skóry wrażliwej, Płyn micelarny skóra zaczerwieniona

O płynach micelarnych nigdy nie piszę elaboratów. Albo są skuteczne i nie podrażniają, albo nie. Płyn Mixa zalicza się do tej pierwszej grupy.


Micel ma typową dla tego typu kosmetyków postać bezbarwnego płynu, a mieszka w przezroczystej butelce. Dziwnie pachnie i to w moim odczuciu największy jego minus. Poza tym sprawdza się bardzo dobrze: szybko, skutecznie i bez podrażniania skóry czy oczu usuwa niewodoodporny makijaż. Uwaga - lubi się pienić.

Osobiście nie zawuażyłam żadnego wpływu tego kosmetyku na moje zaczerwienienia (rumień i te sprawy), ale też nie z tą myślą go kupiłam, więc nie ma to dla mnie większego znaczenia.


Płyn micelarny Mixy to dobry zawodnik, ale jednak wolę micele Vianka, gdyż mają ładniejsze składy i zapach. Ot i tyle.

środa, 18 października 2017

Sylveco, lipowy płyn micelarny

Na lipowy płyn micelarny skusiłam się ze względu na ogrom pozytywnych opinii. Kupiłam kosmetyk w Naturze. I wiecie co? Dołączam się do grona zachwyconych konsumentów :)


Produkt zapakowano do brązowej, plastikowej butelki z estetyczną etykietką i wygodną klapką. Otwór dozujący nie jest ani za duży, ani za mały, dzięki czemu nie marnujemy cennej zawartości. Sam kosmetyk ma lekko żółtawe zabarwienie i bardzo dziwnie pachnie lipą z jakąś drażniącą nutą. Zapach to w moich oczach jedyny minus płynu.


Do działania nie mam zarzutów. Micel skutecznie usuwa niewodoodporną kolorówkę, a przy tym nie podrażnia oczu ani skóry, nie wysusza i ma bardzo ładny skład. Naprawdę dobra propozycja naszej rodzimej marki.

A w skrócie:
  • wygodne i estetyczne opakowanie
  • produkt polski
  • ładny, naturalny skład
  • działa skutecznie, ale łagodnie
  • nie podrażnia, nie wysusza.
Wiem, że na temat kosmetyku wypowiedziało się wieeeele osób, no ale sama też musiałam go pochwalić. Bo po prostu na to zasługuje.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Dermedic, Angio Preventi, płyn micelarny skóra wrażliwa, naczynkowa

Będąc w czerwcu w drogerii Hebe kupiłam krem z filtrem SPF 50 marki Dermedic. Do kremu dodano gratis w postaci małej butelki płynu micelarnego do skóry wrażliwej i naczynkowej, takiej jak moja.

Do opakowania produktu nie mam zastrzeżeń. Jest estetyczne i funkcjonalne. Dozowanie kosmetyku nie sprawiało żadnego problemu.


Ze swojego podstawowego zadania, czyli demakijażu, micel wywiązuje się bez zarzutu. Szybko i skutecznie radzi sobie z niewodoodpornym makijażem twarzy i oczu bez żadnych podrażnień.

Ale! Producent obiecuje też właściwości kojące i łagodzące (nie zaobserwowałam) oraz łagodzenie objawów rozszerzonych naczynek, cokolwiek to znaczy, co jest oczywiście bzdurą. Niemniej jest to przyzwoita woda micelarna o krótkim, niezłym składzie. A do pielęgnacji, umówmy się, służą inne kosmetyki niż micel.

piątek, 23 czerwca 2017

Anida, medisoft, emulsja micelarna do mycia twarzy

O emulsji przeczytałam u Basi (klik). Basia bardzo mnie swoim wpisem zainteresowała, więc przy okazji kupiłam własną butelkę w aptece Dbam O Zdrowie za poniżej 10 zł (kosmetyk był wtedy w promocji).


Produkt zamknięto w funkcjonalnej butelce ze sprawnie działającą pompką. Jeśli o konsystencję chodzi, sztuka Basi miała postać mleczka, moja - białej wody. Kosmetyk był na tyle rzadki, że zdarzało mu się uciekać mi z dłoni zanim nauczyłam się z nim obchodzić. Myjadło nie ma wyraźnego zapachu; nie pieni się.

Emulsję stosowałam dwojako - do porannego mycia twarzy, gdzie sprawdziła się doskonale, oraz do wstępnego rozupszczania makiajżu przed doczyszczeniem micelem i myciem twarzy czarnym mydłem afrykańskim. Z tym drugim zadaniem radziła sobie średnio. Podkład mineralny zmywała dobrze; żeby porządnie rozpuścić podkłady płynne oraz makijaż oczu, musiałam myć twarz emulsją dwukrotnie. Oddam temu kosmetykowi, że jest łagodny, nie podrażnia, nie obdziera skóry z warstwy hydro-lipidowej, ale do wstępnego rozpuszczania makiajżu wolę jednak olejki myjące. Kwestia osobistych preferencji.

Podsumowując, może emulsją aż tak zachwycona nie jestem, ale uważam, że to solidny, łagodny i przystępny cenowo kosmetyk. Nie wykluczam, że jeszcze się u mnie pojawi. Dodam, że jest o wiele skuteczniejsza niż popularny żel micelarny z Biedronki.

środa, 12 kwietnia 2017

Evree, różany płyn micelarny

Moja cera zdaje się, z małymi wyjątkami, lubić z różanymi kosmetykami. Po udanym spotkaniu z różanym micelem Bielendy postanowiłam wypróbować propozycję Evree. Płyn kupiłam w Rossmannie za niecałe 15 zł.


Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że kosmetyk ma różany zapach i konsystencję bezbarwnej wody. Działania kojącego, ściągającego pory, ujędrniającego i nawilżającego nie jestem w stanie stwierdzić, bo, umówmy się, micel nie jest ostatnim krokiem w mojej pielęgnacji. Faktem jest, że jeśli pomiędzy użyciem tego produktu (czyli demakijażem) a zastosowaniem nocnej pielęgnacji wystąpi u mnie kilkugodzinna przerwa, nie odczuwam dyskomfortu z powodu suchej i ściągniętej cery.

Ze swojego podstawowego zadania, usuwania makijażu i codziennych zanieczyszczeń, micel wywiązuje się prawidłowo. Jest skuteczny i nie wymagą tarcia ani tego typu rzeczy. Generalnie nie podrażnia, chyba że wacik jest zbyt mocno nasączony i trochę produktu dostanie się do oka - wtedy może szczypać. Nie zdarzało mi się to jednak nagminnie, gdyż staram się nie marnować swoich kosmetyków i nie używać w przesadnych ilościach.

Skład wygląda następująco:


Nie znam się na chemii kosmetycznej, ale widzę tu wiele pożądanych substancji, takich jak hydrolat różany, micele, kolagen, kwas hialuronowy, wyciąg z liści aloesu, pantenol, kwas mlekowy czy alantoina. Wiem, że wiele osób unka DMDM hydantoiny jako konserwantu; ja nie demonizuję.

Przyzwoity micel.

piątek, 23 września 2016

Taaj Paris, Himalaya, micellar water

Mój demakijaż jest dwuetapowy. Zwykle najpierw rozpuszczam mejkap za pomocą olejku/żelu myjącego, a potem "poprawiam" micelem. Przez około pięć  miesięcy (pojemność ogromnej butli to 500 ml) tym micelem był produkt Taaj Paris - marki, o której istnieniu nie miałam pojęcia do dnia, kiedy tę wodę micelarną przysłała mi Hexxana.


Szata graficzna jaka jest, każdy widzi. Na etykiecie znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. Korek na zatrzask jest wygodny w stosowaniu, ale niestey dziurka dozująca jest dość duża i w pośpiechu często wylewało mi się zbyt dużo produktu, który ma oczywiście konsystencję wody. Jest też perfumowany, ale ja czuję tu alkohol, choć w składzie go nie ma. Dziwne.

Do działania nie mam zastrzeżeń. Micel radził sobie dobrze zarówno jako drugi, jak i pierwszy etap demakijażu. Bez problemu  można zrobić nim pełny demakijaż i przystąpić do oczyszczania skóry. Nie podrażniał mi oczu.

Jedynie skład nie zachęci purystów. Zawartość wody z Himalajów jest co prawda na plus, jak również ekstrakty z rumianku, rozmarynu i zielonej herbaty. Są one jednak umieszczone po substancji zapachowej, co oznacza, że nie ma ich w składzie zbyt wiele. Puryści nie będą też zachwyceni obecnością PEGu, glikolu propylenowego czy Disodium EDTA.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Vis Plantis, Herbal Vital Care, płyn micelarny 3 w 1

Kosmetyki marki Vis Plantis, należącej do Elfa Pharm, dostać można w Naturze. Dla laika wydają się one być ciekawe składowo i zachęcają nietuzinkowymi czasem substancjami aktywnymi, np. w ofercie jest krem do twarzy z syntetycznym peptydem mającym być odpowiednikiem jadu żmii. Nie o kremie dziś jednak, a o kosmetyku tak podstawowym i potrzebnym jakim jest micel.

Jeśli miałabym ten produkt scharakteryzować za pomocą trzech przymiotników, powiedziałabym, że jest skuteczny, łagodny i szybki. I na tym można by w zasadzie zakończyć niniejszą opinię.


Dodam jednak, że butelka ze względnie miękkiego plastiku jest bardzo funkcjonalna (korek na zatrzask) i łatwa w obsłudze, gdyż otwór wylotowy nie jest zbyt duży i nie powoduje marnowania produktu.

Bezbarwna ciecz o konsystencij wody nie jest perfumowana i pachnie jedynie sumą swoich skłaników. Płyn lekko się pieni. Micel nie podrażnia oczu ani skóry twarzy, nie zapchał mnie. Nie wiem tylko, jak skuteczny jest w przypadku wodoodpornych kosmetyków, gdyż takich nie używam.

Bardzo fajny, niezwykle skuteczny polski wyrób. Znacie?

wtorek, 22 marca 2016

Green Pharmacy, Płyn micelarny 3 w 1 Owies

Micela Green Pharmacy kupiłam w zeszłym roku w Naturze. Skusiły mnie trzy czynniki: po pierwsze był w promocji, po drugie - ma dużą pojemność (500 ml), co oznacza, że wystarczy na dłużej, a po trzecie - nigdy wcześniej go nie miałam, a uwielbiam testować nowości.


Producent wlał swój płyn do plastikowej, przezroczystej butelki zakończonej klapką. Funkcjonalnej całości dopełnia estetyczna szata graficzna.

Kosmetyk ma postać wody i nie jest perfumowany, za co u mnie duży plus. Działa dobrze - dokładnie usuwa niewodoodporny makijaż oczu i twarzy bez żadnego podrażniania. Na co dzień nie jest jednak głównym środkiem, który stosuję do demakijażu - moja rutyna wygląda tak, że najpierw na szybko rozpuszczam makijaż olejkiem myjącym lub żelem Isany, a potem "poprawiam" tym micelem. Z nadanej mu przeze mnie roli wywiązuje się znakomicie.


Obiektywnie rzecz ujmując, jest to dobry, skuteczny micel produkcji polskiej, o dobrej korelacji pojemność-cena. Jedyne, czego w nim nie lubię to to, że się pieni. Nie powinno mnie to jednak powstrzymać przed powrotem do tego kosmetyku.

niedziela, 27 grudnia 2015

NUDE Skincare, perfect cleansing oil face & eyes

Olejek hydrofilny Nude miałam okazję wypróbować dzięki Hexxanie. Było to naprawdę ciekawe doświadczenie, które jednak pokazało mi, że znam lepsze produkty tego typu.


Listę zastrzeżeń otwiera opakowanie. Pomijam już fakt, że jest nieprzezroczyste i z grubego plastiku, więc nie daje możliwości śledzenia zużycia. W tym egzemplarzu dodatkowo były problemy z pompką, która nie chciała pompować produktu. Ostatecznie odkręcałam ją i wylewałam porcję na dłoń.

Zapach olejku jest bardzo ładny, uprzyjemnia jego stosowanie.

Moje drugie zastrzeżenie to fakt, że olejek nie emulguje się zbyt dobrze. Chyba ma w sobie za mało emulgatora, więc nie zmienia się w kontakcie z wodą w mleczko. Właściwie w ogóle nie zmienia swojej konsystencji i jakkolwiek radzi sobie z rozpuszczeniem makijażu, mamy poczucie, że rozpuszczamy go samym tłustawym olejem, nie emulsją. Po zmyciu wodą na twarzy zostaje dość ciężki i mocno wyczuwalny poolejkowy film. Na szczęście nie ma mgły na oczach.

Ciekawie było poznać nowy kosmetyk, z kategorii olejków hydrofilnych znam jednak lepsze i skuteczniejsze - na przykład olejki z BU czy e-naturalnie.

wtorek, 17 listopada 2015

Bielenda, uszlachetniony olejek arganowy do oczyszczania i mycia twarzy + sebu control complex

Preparat w formie lekkiego HYDROFILNEGO olejku przeznaczonego do OCZYSZCZANIA I MYCIA skóry twarzy ze skłonnością do niedoskonałości, przebarwień, nadmiernego wydzielania sebum oraz cery mieszanej i tłustej.
Działanie
Zawiera niezwykle efektywne połączenie szlachetnego olejku arganowego z regulującymi i matującymi właściwościami sebu control complex, co sprzyja znacznej poprawie jakości naskórka, jego odnowie i ograniczeniu nadaktywności gruczołów łojowych. Wyjątkowa lekka olejowa formuła zamieniająca się pod wpływem wody w delikatną piankę, skutecznie rozpuszcza wszelkie zanieczyszczenia podatne na działanie tłuszczu i wody:  zmywa makijaż,  upłynnia sebum,  oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i odświeża ją.
Efekt
Olejek daje efekt satynowej miękkości naskórka,  wygładzenia, nie obciąża skóry przy jednoczesnej natychmiastowej redukcji uczucia suchości i dyskomfortu.
Stosowanie
Zwilżyć skórę twarzy i dłoni. Nanieść na dłonie niewielką ilość olejku (1-2 dozy), równomiernie rozprowadzić na skórze, aż do powstania delikatnej pianki, dokładnie spłukać skórę letnią wodą. W razie dostania się produktu do oczu, obficie przemyć je  wodą.



Nie wiem, czy pamiętacie, ale ponad 3 miesiące temu pisałam o innej wersji tego olejku - z pro retinolem (klik). Byłam z tamtego zetknięcia z produktem Bielendy dość zadowolona, ale wersję sebu control polubiłam bardziej. Wprawdzie działaniem olejki niewiele się różnią, ale bohater dzisiejszej notki ma moim zdaniem o wiele przyjemniejszy, świeższy zapach, który bardziej przypadł mi do gustu.

Opakowanie jest takie samo, jak poprzednio: plastikowa butelka ze sprawnie dzialającą pompką. Na wstępne rozpuszczanie makijażu, bo tak używam olejków hydrofilnych, potrzebna mi jedna porcja, dzięki czemu 140 ml produktu wystarcza mi na 3,5 miesiąca codzienego stosowania. Kosmetyk bardzo dobrze rozpuszcza makijaż twarzy i inne zanieczyszczenia (np. sebum), ale z oczami radzi sobie nieco gorzej, czego nie mam mu za złe, bo i tak zawsze "poprawiam" micelem. Jestem ogromną zwolenniczką dwuatepowego demakijażu. Za plus poczytuję produktowi, że nie zostawia niechcianej mgły na oczach.

Formuły olejku nie nazwałabym, jak chce producent, lekką, gdyż jego bazą jest parafina. Parafina w porównaniu z wieloma naturalnymi olejami jest tłustsza i cięższa. Pod wpływem wilgoci olejek zmienia się w mleczną emulsję, którą przez chwilę masuję twarz, a następnie wszystko zmywam ciepłą wodą. Skóra twarzy rzeczywiście nie jest wysuszona, choć obiecywanego wygładzenia raczej nie przypisywałabym temu produktowi. Nie wierzę też, iż ma on wpływ na redukcję produkcji sebum. O tej porze roku moja tłusta cera sama z siebie produkuje go mniej, niż w ciepłe miesiące; nie sądzę, że kosmetyk, który ma krótkotrwały kontakt ze skórą, może tak zadziałać.

Mnie zawarta tu parafina nie szkodzi, tj. nie mam po niej wysypu. Jednak, jak wspomniałam, zawsze po użyciu tego olejku sięgam po micel.

Zostawię Was z tą samą konkluzją, jak po opisaniu pierwszego olejku myjącego Bielendy, z którym miałam do czynienia: nadal zdecydowanie wolę naturalne olejki hydrofilne (moje ulubione to te z BU), ale olejków Bielendy nie skreślam, gdyż spełniają wyznaczoną im przeze mnie rolę, a są dużo łatwiej dostępne od moich ulubieńców (i odpadają koszty przesyłki).

środa, 29 lipca 2015

Bielenda, uszlachetniony olejek arganowy do oczyszczania i mycia twarzy +pro retinol

Z opakowania (nie dało się zrobić dobrego, wyraźnego zdjęcia, na którym widać by było wszystkie te informacje):


Preparat w formie lekkiego HYDROFILNEGO olejku przeznaczonego do OCZYSZCZANIA i MYCIA skóry twarzy, która w wyniku starzenia i czynników zewnętrznych traci swoją naturalną sprężystość, jędrność i elastyczność. Zawiera niezwykle efektywne połączenie łagodnych substancji myjących, szlachetnego olejku arganowego z bogactwem pro-retinolu, co sprzyja znacznej poprawie jakości naskórka, jego regeneracji i odbudowie. Wyjątkowa lekka olejowa formuła zamieniająca się pod wpływem wody w delikatną piankę, skutecznie rozpuszcza wszelkie zanieczyszczenia podatne na działanie tłuszczu i wody: zmywa makijaż, upłynnia sebum, oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i odświeża ją. Olejek daje efekt satynowej miękkości naskórka, wygładzenia, nie obciąża skóry przy jednoczesnej natychmiastowej redukcji uczucia suchości i dyskomfortu.
Olejek współgra z naturalnym odczynem naszej skóry, nie wysusza jej i nie narusza jej naturalnej bariery ochronnej.
STOSOWANIE: zwilżyć skórę twarzy i dłoni. Nanieść na dłonie niewielką ilość olejku (1 dozę), równomiernie rozprowadzić na skórze aż do powstania delikatnej pianki, dokładnie spłukać skórę letnią wodą. W razie dostania się produktu do oczu, obficie przemyć je wodą.

Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glycine Soya (Soybean) Oil, PEG-20 Glyceryl Trisostearate. Argania Spinosa Kernel Oil, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Tocopheryl Acetate Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Parfum (Fragrance)

Olejek kupiłam w Rossmanie na promocji i zapłaciłam za niego około 14 zł. Normalnie kosztuje 17,99 zł/140 ml. Przed zakupem sprawdziłam skład i świadomie zdecydowałam się na kosmetyk oparty o parafinę. Jeśli jak ognia unikacie tej substancji, ostrzegam. Ja uwielbiam wstępnie rozpuszczać makijaż olejkiem hydrofilnym, a akurat nie miałam możliwości zamówienia sobie ulubieńców z Biochemii Urody czy E-naturalnie, więc postawiłam na propozycję drogeryjną.

I powiem Wam, że sprawdza się wcale nieźle. Wprawdzie olejek nie przebija wspomnianych wyżej zawodników, to nie ta liga, ale jeśli potrzebne nam jest coś od ręki, co dostępne jest normalnie w drogeriach, czemu nie.

Ponieważ produkt bazuje na parafinie, jest wyraźnie tłustszy i cięższy od naturalnych odpowiedników. Jest też dość mocno perfumowany, a aromat mogę opisać jako ciężki, słodki i kwiatowy. W połączeniu z wodą olejek zamienia się w białą emulsję.

Producent w pierwszej kolejności obiecuję poprawę jakości naskórka. Cóż, po wspólnych 3,5 miesiącach (cowieczorne stosowanie) takiego działania nie zauważyłam, ale też i na nie nie liczyłam. W końcu jest to głównie produkt myjący, który ma krótki kontakt ze skórą. Trzeba myśleć realistycznie. Mnie zależało na kosmetyku, który wstępnie rozpuści makijaż, po czym szybka poprawka micelem i demakijaż skończony. I tu olejek Bielendy sprawdza się przyzwoicie, skutecznie rozpuszczając makijaż twarzy i pozbywając się sebum. Producent nie zaleca go do mycia oczu, ale ja się do tego zalecenia nie zastosowałam i nie miałam z tego tytułu większych nieprzyjemności w postaci podrażnień. Niestety w przypadku makijażu oczu olejek nie dorównuje naturalnym kolegom i zawsze robi mi się panda,z którą szybko rozprawiam się micelem. Parafina zawarta w składzie nie spowodowała u mnie wysypu, ale zawsze dobrze spłukiwałam olejek wodą, po czym przecierałam twarz micelem. Warto dodać, że kosmetyk nie wysusza skóry i nie odczuwam żadnego ściągnięcia czy suchości po zastosowaniu produktu.

Cieszę się, że przetestowałam ten kosmetyk. Mam łatwo dostępną, drogeryjną alternatywę dla ukochanych naturalnych olejków hydrofilnych na czasy, kiedy z różnych powodów nie mogę ich sobie zamówić. Ba! Bielenda zadowoliła mnie na tyle, że kupiłam ich kolejny olejek hydrofilny, tym razem w wersji sebum control. Jestem ciekawa, jak sprawdzi się ten  gagatek, bo składy dość znacząco się różnią...

piątek, 17 lipca 2015

Micele dwa: L'Oreal, Skin Perfection Micellar Water vs. Garnier, Micellar Cleansing Water

Nie wiem, czy wiecie, ale w UK wody micelarne pojawiły się kilka lat później niż w Polsce. Serio, nie żartuję niestety. Ponieważ szczerze nie znoszę mleczek do demakijażu, przez kilka lat micele sprowadzałam z naszego kraju. Do tej pory moim ulubieńcem była woda micelarna Bourjois, ale muszę przyznać, że propozycje L'Oreal i Garnier sprawują się równie dobrze, a do nich mam teraz lepszy dostęp niż do Burżujka.

Swoje butle kupiłam w drogerii Savers za 2,99 funtów każda. A różnią się pojemnością - micel L'Oreal o pojemności 200 ml kosztuje tyle samo, co odpowiednik Garniera o pojemności 400 ml.


Oba micele zostały zapakowane w plastikowe, przezroczyste butelki z klapką. Butelka od L'Oreal jest płaska i prostokątna; opakowanie Garniera to fajna, pękata butelczyna. Żadna z butelek nie sprawia problemów przy dozowaniu produktu - otwory nie są za duże. Oba micele mają postać przezroczystej wody.

Porównując składy obu produktów zauważymy, że są one niemal identyczne. Jedynie jeden ze składników, Poloxamer 184, w micelu L'Oreal jest na czwartym, a u Garniera na szóstym miejscu w składzie.


W działaniu obu produktów nie ma praktycznie żadnej różnicy. No, może micel L'oreal o sekundę szybciej rozpuszcza makijaż oka niż brat z Garniera (brat, bo Garnier należy przecież do koncernu L'Oreal). Przy obu potrzebuję po płatku na każde oko i dwa płatki na twarz, aby usunąć makijaż do czysta. Produkty ładnie odświeżają skórę nie pozostawiając lepkiego filmu. Najbardziej jednak lubię stosować je do "poprawek" po wstępnym rozpuszczeniu makijażu olejkiem hydrofilowym. Wtedy wystarczy mi jeden nasączony micelem płatek i buzia i oczy są czyste.

Oba micele sprawdzają się u mnie tak samo dobrze, dlatego zapewne pozostanę przy Garnierze, który wychodzi o połowę taniej od swojego niemal identycznego odpowiednika z L'Oreal.

sobota, 21 marca 2015

E-naturalne, hydrofilowe olejki myjące (migdał, migdał i krokosz)

Kocham olejki myjące. Dzięki nim demakijaż przebiega szybko, a do tego ani cera, ani oczy nie cierpią. Od kiedy sięgam po tego typu produkty bardzo wzmocniły mi się rzęsy, na przykład. Myślę że to od tego, że już nie katuję ich wacikami i pocieraniem, nawet najdelikatniejszym z delikatnych.

Olejku hydrofilowe z e-naturalne z miejsca stały się moimi ulubieńcami i przebiły nawet konkurencję z BU, chociaż skłamałabym, gdybym powiedziała, że olejków BU już nie lubię.


Olejki z e-naturalne bardzo szybko i skutecznie rozpuszczają makijaż (zawsze dla pewności poprawiam oczy micelem). Są bezzapachowe. Najbardziej pokochałam je za to, że nawet jeśli w trakcie demakijażu musimy otworzyć oczy, bo, na ten przykład, jest z nami w łazience maluch, który może w każdej chwili wpaść w tarapaty, olejki nie wywołują żadnego podrażnienia, a nawet mgły na oczach. Są niezwykle delikatne, względnie nietłuste i bardzo skuteczne. UWIELBIAM.

Opisuję dwie wersje razem, bo w działaniu nie widzę żadnych różnic. Olejek migdał kosztuje 11,90 zł, a wersja z krokoszem - 13,90 zł. Są wydajne - każde opakowanie wystarczyło mi na przynajmniej 3 miesiące stosowania.

sobota, 11 października 2014

Nivea, Sensitive 3 w 1 płyn micelarny

Z jakiegoś powodu nie przepadam szczególnie za twarzową pielęgnacją marki Nivea. Kupiłam jednak płyn micelarny, kiedy był w promocji. Normalnie kosztuje chyba w okolicach 16-17 zł / 200 ml, ale mogę się mylić.

Okazuje się, że to dobry produkt jest.

  
Micel jak micel, jest bezbarwny i ma konsystencję wody. Umieszczono go w funkcjonalnym, przezroczystym opakowaniu z klapką. Nie ma problemów z dozowaniem. Płyn nie jest perfumowany, ale ma zapach swoich składników.

Do działania naprawdę nie mogę się przyczepić. Micel z łatwością radzi sobie z niewodoodpornym makijażem twarzy i oczu, nie podrażnia i nie wywołuje mgły. Naprawdę nie znalazłam w nim wad. no, może mógłby być nieco tańszy...


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dwa micele: Bourjois versus Be Beauty

Stwierdziłam, że nie będę pisać osobnych postów na temat tych dwóch tanich wód micelarnych, a po prostu je ze sobą porównam. Jedna z nich jest moim ulubieńcem od lat. Krótki skok w bok tylko utwierdził mnie w moich odczuciach.

Zacznijmy od ceny. Propozycji Biedronki nie da się chyba przebić, bo 5 zł za 200 ml to naprawdę tanio. Jednakowoż micela Bourjois drogim nazwać nie można (ok. 15 zł/250 ml).



Oba produkty zapakowano w plastikowe, przezroczyste butelki. Opakowanie micela Be Beauty ma zamknięcie typu press, podczas gdy micel Bourjois to klapka zwieńczona kulką. Ta kulka to tutaj słabe ogniwo, bo lubi się po jakimś czasie odłamać. Nie ma problemu z wydobyciem obu kosmetyków. Dozowanie również jest proste, na wacik nie wylewa się zbyt dużo produktu.

Nie podoba mi się fakt, że micel Be Beauty jest perfumowany. Nie widzę sensu dodawania potencjalnych alergenów w postaci substancji zapachowych do produktów do twarzy. Na tym polu bezwonny micel Bourjois zdecydowanie wygrywa.


Ten sam micel wygrywa również samym działaniem, gdyż pozbywa się makijażu zdecydowanie szybciej i przy mniejszym nakładzie wacików niż konkurent z Be Beauty. Ten drugi ostatecznie też robi robotę, ale wymaga dużo więcej czasu i cierpliwości. Do poprawek po szybkim demakijażu olejkiem myjącym natomiast oba dobrze się nadają. Żaden z nich nie podrażnia mi oczu, ale czytałam, że pozycja z Biedronki czasem może to robić - cóż, nie u mnie. Oba z powodzeniem mogą zastąpić tonik.

Micelu Bourjois używam od lat, zużyłam wiele butelek i jak na razie jest moim absolutnym ulubieńcem w tej kategorii. Propozycji Be Beauty nie udało się zrzucić go z piedestału.

wtorek, 25 lutego 2014

Zrób Sobie Krem, Olejek hydrofilny czarnuszka-migdał

Dziś opowiem o naturalnym, niesamowicie wydajnym produkcie, który towarzyszy mi we wstępnym demakijażu od około 4 miesięcy.

Co mam na myśli pisząc o wstępnym demakijażu? U mnie oczyszczanie twarzy to proces kilkuetapowy, co daje mi pewność, że pozbyłam się ze skóry wszelkiego brudu. Olejek myjący stanowi pierwszy etap. Rozpuszczam nim wstępnie makijaż, po czym poprawiam micelem. Potem myję twarz pianką/żelem, a następnie tonizuję skórę i stosuję krem.

Olejek czarnuszka-migdał kupiłam za 11,90 zł/120 ml. Znajdziecie go tutaj.


Ja swój olejek przelałam do pojemnika z pompką z Rossmanna, co niesamowicie ułatwiło mi dozowanie. Do wstępnego demakijażu wystarcza mi jedna pompka produktu,stąd rewelacyjna wydajność.

Olejek jest dość tłusty i pachnie... oleiście (wąchaliście kiedyś olej słonecznikowy? to taki zapach). Mogłam dodać do niego kilka kropli jakiegoś olejku eterycznego - pachniałby przyjemniej. W połączeniu z wodą zamienia się w emulsję, która jednak jest w dalszym ciągu tłusta. W porównaniu z olejkami hydrofilnymi z BU produkt z ZSK jest tłustszy, cięższy i mniej przyjemnie pachnie.

Czy działa? Owszem, działa. Szybko rozpuszcza makijaż twarzy; na oczy potrzebuje dwie minutki. Czasem nie do końca radzi sobie z nieowodoodpornymi tuszami czy trwalszymi kredkami. Nie zostawia mgły na oczach, chyba że dostanie się do worka spojówkowego.

Olejek jest godny polecenia, ale wolę jednak tego typu kosmetyki z oferty Biochemii Urody :)

wtorek, 8 stycznia 2013

Bioderma Sensibio Solution Micellaire - rozliczenie z kosmetykiem-legendą

Micel Biodermy to w blogosferze kosmetyk-legenda cieszący się sporym gronem zachwyconych użytkowniczek. W związku z jego popularnością od długiego czasu chciałam go wypróbować, ale cena oscylująca w okolicach 50 zł skutecznie mnie zniechęcała. Tak, wiem, że kosmetyk bywa w promocjach, ale przyjeżdżając do Polski kilka razy w roku nie jestem najlepsza w ich namierzaniu. Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy moja Przyjaciółka, znana w blogosferze jako Słomka, podarowała mi go na urodziny. Dziękuję :*

Może opiszę właściwości kosmetyku w punktach:
+ funkcjonalne i przyjemne dla oka opakowanie
+ produkt bezzapachowy, łagodny dla skóry i oczu
+ nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze
+ ze swojego zadania wywiązuje się bez zarzutu - szybko i skutecznie usuwa makijaż oczu i twarzy; tonizuje skórę

Niewątpliwie jest to świetny micel. Nie mam mu nic (poza ceną) do zarzucenia. ALE nie widzę żadnej różnicy w działaniu między tym micelem Biodermy a moim faworytem od lat - czterokrotnie tańszym micelem Bourjois. Oba są w moim odczuciu równie skuteczne...

Dla zainteresowanych skład micela Biodermy:


poniedziałek, 26 listopada 2012

Biochemia Urody, olejek myjący - drzewko herbaciane

W lipcu pisałam Wam o pomarańczowym bracie dzisiejszego olejku (KLIK), który wciąż uwielbiam :) Wersję z olejkiem z drzewa herbacianego kupiłam (11,80 zł/120 ml) w celu przyrównania do wersji pomarańczowej i przekonania się, czy będzie równie dobra. Cóż, jest :D

Wszystko, co ma na temat produktu do powiedzenia producent, znajdziecie TUTAJ.


Olejek jest bezbarwny, trochę mętny. Ma bardzo intensywny zapach olejku eterycznego z drzewa herbacianego. Przyznaję, że na początku musiałam się przyzwyczaić do tego aromatu. Teraz już mnie nie rusza :] Jako olejek hydrofilny produkt w kontakcie z wodą zamienia się w kremową emulsję. Nie pieni się.

Osobiście olejku używam do demakijażu (a nie do mycia twarzy). Zwilżam lekko twarz, po czym wilgotnymi dłońmi rozprowadzam olejek na buzi. Minutkę spędzam również na demakijażu oczu. Olejek szybko i bezproblemowo rozpuszcza cały makijaż twarzy i prawie cały makijaż oczu. Zwykle zostają mi na powiekach i rzęsach jakieś pozostałości tuszu i eyelinera, które szybciutko usuwam micelem. Potem normalnie myję buzię mydłem Aleppo. Zastrzegam, że niestety nie wiem, jak olejek radzi sobie z kosmetykami wodoodpornymi, bo takowych nie używam.

Moim zdaniem demakijaż za pomocą olejku zabiera o wiele mniej czasu niż mizianie się płatkami nasączonymi micelem/mleczkiem. Dodatkowym atutem jest fakt, że produkt ten jest naturalny, delikatny dla skóry (nie podrażnia, nie zapycha, NIE WYSUSZA) oraz oczu (nie podrażnia, nie szczypie; uwaga: należy go dobrze spłukać wodą - jeśli tego nie zrobimy, produkt może zostawić po sobie mgłę). Co więcej, mam wrażenie, że od kiedy używam tych olejków do demakijażu, wzmocniły mi się rzęsy.

Swoją funkcję (demakijaż) olejek spełnia bez zarzutu. Jeśli jednak liczycie na antyseptyczne, antybakteryjne, łagodzące i przeciwzapalne działanie eterycznego olejku z drzewka herbacianego, tutaj jest ono naprawdę znikome. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że produkt ma jedynie chwilowy kontakt ze skórą. Logiczne ;) Tak więc nie zauważyłam, żeby olejek koił mi rumień, czy pomagał wypryskom się zasuszyć. Ale nie taka jego rola.

Tym razem butelczynę wykończyłam w 2,5 miesiąca, czyli wydajność w dalszym ciągu zadowalająca.

Oba olejki - i pomarańczowy, i drzewko herbaciane - sprawują się jednakowo dobrze. Właściwie różnią się tylko zapachem. Oba polecam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...