Jakkolwiek uwielbiam klasyczne cienie prasowane, zdarza mi się eksperymentować z cieniami w kremie. Co z tego, że mam tłuste, opadające powieki, teoretycznie niesprzyjające takowym formułom? Ciekawość i tak pcha mnie w nieznane rejony. Poza tym na rynku pojawiły się "kremówki", które według zapewnień producentów są trwałe. Moja budowa oka (tak, jednak są jakieś zalety posiadania hooded eyes...) czyni ze mnie wręcz idealną testerkę takich kosmetyków, bo poprzeczka postawiona jest wysoko.
Dzisiaj porównam dla Was kremowe cienie trzech popularnych marek. Pamiętajcie, że to subiektywne odczucia i możecie się ze mną nie zgadzać.
Trzecie miejsce w moim subiektywnym rankingu przypadło cieniom Scandaleyes Eye Shadow Paint Rimmela.
Jeśli chodzi o kwestię najważniejszą, czyli trwałość, to nie mam tym cieniom absolutnie nic do zarzucenia. Po aplikacji zastygają i potrafiły się utrzymać na moich powiekach przez około 12 godzin bez zmian, tj. nie bladły i nie zbierały się w załamaniu powieki.
Wszystko inne jednak sprawiło, że posiadane przez siebie dwie sztuki oddałam koleżance-blogerce. Po pierwsze, kupiłam kolory, które zupełnie do mnie nie pasowały. Czemu? Bo wybór kolorystyczny jest bardzo ograniczony, a nie chciałam kolejnego złotego i kolejnego brązowego cienia w kosmetyczce. Po drugie, miałam kłopoty z aplikacją. Otóż cienie błyskawicznie zastygają, a wtedy nie da się ich już rozetrzeć. Dodatkowo srebro i fiolet miały tendencję do tworzenia prześwitów, a jednocześnie nie można było budować koloru i krycia za pomocą kolejnych warstw, ponieważ nałożenie drugiej warstwy powodowało rolowanie się pierwszej i jeszcze większe prześwity. Gąbkowy aplikator okazał się nieprecyzyjny. Słowem, obsługi tego kosmetyku zdecydowanie trzeba się nauczyć.
Cena pojedynczej sztuki to 4,99 funtów. Dodam, że czytałam wiele pochlebnych opinii na temat odcienia Rich Russet (ponoć bardzo dobrze się z nim pracuje), ale nie jestem w stanie tego potwierdzić.
Drugie miejsca w moim zestawieniu trafiło do cieni Color Edition 24 hr Bourjois, które są najdroższe spośród omawianych tu produktów (6,99 funtów).
Tutaj na pewno muszę pochwalić Bourjois za wybór kolorów. W linii znajdziemy zarówno klasyczne, jak i oryginalne odcienie (np. brąz z drobinkami bordo, khaki) . Opakowanie odpowiada mi bardziej niż w przypadku cieni Rimmel opisanych powyżej, bo cienie w kremie najbardziej lubię aplikować po prostu palcem. Te nie zastygają też tak szybko, jak poprzednicy, więc można sobie spokojnie z nimi popracować. W dotyku są dość twarde i zbite (trochę jak kremowe cienie Essence, które kiedyś były w ofercie tej taniej marki), ale bezproblemowo przenoszą się na powiekę.
Posiadam dwa kolory: lekko metaliczne złoto 02 Or desir oraz absolutnie piękny brąz z bordowymi drobinkami 05 Prune nocturne. Jeśli nakładam na 05 słabiej napigmentowane cienie prasowane, drobinki prześwitują.

Jedyne, co mam tym cieniom do zarzucenia to fakt, że są mniej trwałe niż produkty pozostałych dwóch firm. Po około 8-9 godzinach od aplikacji zaczynają się delikatnie rolować.
And the winner is... Czy ktoś jest zaskoczony, że najbardziej upodobałam sobie Color Tattoo z Maybelline? W UK mają tę samą cenę, co cienie Scandaleyes Rimmela - 4,99 funtów za sztukę.
Z posiadanych przez siebie sztuk serdecznie ODRADZAM zakup matowego fioletu Endless Purple. Ma tępą konsystencję i tworzy prześwity podczas aplikacji.Trudno się z nim współpracuje, a efekty są zupełnie niewspółmierne do naszych wysiłków.
Permanent Taupe, On and On Bronze oraz Creamy Beige uwielbiam.
On and On Bronze to brązowe złoto o mocno błyszczącym wykończeniu. Permanent taupe, szarawy brąz, jest matowy. To samo tyczy się wielbłądziego brązu Creamy Beige - czymkolwiek miał być ten efekt skóry z nazwy, dla mnie ten cień ma po prostu matowe wykończenie.
W dotyku cienie są zdecydowanie bardziej miękkie, niż kremówki Bourjois. Oprócz fioletu dobrze się aplikują i nie zastygają od razu, dając nam czas na roztarcie granic. Na moich powiekach są też bardzo trwałe - bywa, że do demakijażu nic się z nimi nie dzieje, ale też czasem zaczynają się delikatnie rolować po jakiś 10 godzinach. Nie wiem, od czego to zależy.
Jakkolwiek zdarza mi się nosić Prune nocturne, Permanent Taupe, oraz On and On Bronze solo w towarzystwie kreski, najbardziej lubię cienie w kremie w charakterze kolorowej bazy pod cienie prasowane w celu podbicia ich koloru, dlatego ta formuła zyskała stałe miejsce w mojej kosmetyczce.
A Wy- lubicie cienie w kremie?