W mojej kosmetyczce przez długi czas gościły odsypki pudrów Vichy i Clinique. Odsypkę pudru Vichy dostałam od
Hexxany a odsypkę pudru Clinique udostępniła mi
Smokyeveningeyes. Dzięki Dziewczyny!
Ja wiem, że każdy z tych pudrów ma spełniać inne zadanie, ale postanowiłam opisać je w jednym poście, gdyż używałam ich naprzemiennie w tym samym czasie. Właśnie wykończyłam obie odsypki :)
Na wizażu o Vichy Dermablend przeczytamy:
"
Puder sypki utrwalający, przedłuża trwałość
podkładu korygującego do 16 godzin. Transparentny po nałożeniu,
zmikronizowany, nie podkreśla nierówności powierzchni skóry.
Jeden, śnieżnobiały odcień. Pudełeczko z puszkiem.
Bez środków zapachowych. Testowany na skórze wrażliwej. Stosowany przez
dermatologów i chirurgów plastycznych. Hipoalergiczny. Nie powoduje
powstawania zaskórników. Nie wywołuje trądziku.
Skład: Talc, Methylparaben, Titanium Dioxide, Iron Oxides, CI 77891, CI 77491, CI 77499, CI 77492 (09.05.2008)
Cena: 67zł/ 28g" (klik)
A o pudrze Clinique Redness Solutions:
"Ten kremowy puder działa dwufazowo:
natychmiast neutralizuje zaczerwienienie z automatycznie dopasowującym
się żółtym odcieniem, a następnie łagodzi podrażnienie opatentowaną
mieszanką kofeiny, kory magnolii oraz ekstraktu z grzybów i grejpfruta. W
komplecie z antybakteryjnym pędzlem.
Cena: 24GBP / 24g" (klik)
Jeśli chodzi o kwestie cenowe, puder Clinique jest, jak widać, droższy od pudru Vichy. Oba natomiast mają bardzo duże pojemności, jest to więc inwestycja na długi okres czasu. Mogłam to ocenić nawet po swoich odsypkach - nie były pojemnościowo ogromne, a wystarczyły mi na miesiąc każda.
O opakowaniach produktów siłą rzeczy napisać nic nie mogę.
Vichy Dermablend ma postać białego proszku. Jest transparentny i nie bieli, chyba że nałożony w bardzo dużej ilości. Jest drobniej zmielony niż puder Clinique. Ten drugi charakteryzuje się żółtym zabarwieniem, dzięki czemu delikatnie maskuje zaczerwienienia na twarzy (przydatna sprawa przy cerze naczynkowej). Oba pudry dają ładne, matowe ale naturalne wykończenie. Nie robią ciasta na twarzy, nie podkreślają porów i nie mają właściwości komedogennych. Żadnych podrażnień również nie odnotowałam.
Vichy Dermablend to puder fiksujący, utrwalający. Jego zadaniem jest przedłużenie trwałości podkładu. I to robi. Jeśli chodzi o pożądane matowienie (mam cerę bardzo tłustą), mat utrzymuje się na mojej twarzy do pięciu godzin; mniej kiedy jest bardzo ciepło. W porównaniu z innymi pudrami jest to bardzo dobry wynik. Chyba na razie nie stosowałam niczego, co przebiłoby te 5 godzin.
Clinique Redness Solutions ma przede wszystkim ujednolicać koloryt cery. Ze swoim zadaniem radzi sobie bardzo dobrze, gdyż, jak już wspominałam, delikatnie maskuje zaczerwienienia na twarzy (nie mówimy tu o kryciu, a maskowaniu!). Jeśli chodzi o działanie matujące, mogę tym pożądanym wykończeniem cieszyć się do czterech godzin.
Oba pudry spełniają swoje zadania. Z obu byłam zadowolona, choć wciąż szukam beztalkowego sypańca, który zmatuje mnie na większą część dnia :)