No i dopadło mnie.
Jesienne przesilenie. Szczęśliwie tylko jednodniowe, czwartkowe i od wczoraj znów jest lepiej. Neurolog powiedział, że jestem zdrowa i skoro moje zawroty głowy nie pojawiły się od 1,5 miesiąca to nie wie jak mi pomóc, ale jeśli wrócą - mam się do niego zgłosić.
Wyleżałam się w łóżku, podrzemałam i wygrzałam. A w piątek dość wczesna pobudka, żeby zawieźć L. na dworzec i wyprawić do naszej stolicy na koncert, a następnie wyprawa do Ustronia :D Zimno, słonecznie i bardzo wesoło. Mnóstwo liści, w których Mała K. się porządnie wyszalała, dużo przytulania i wspólne zasypianie. Do tego mnóstwo pytań, często zaskakujących jak na 2,5 latkę. Teraz jest etap "dlaczego?" i "a co?", a Mała K. potrafi być rozbrajająca. I wśród ogólnego zgiełku, pisków i śmiechów, podczas chwili odpoczynku w lesie padło pytanie -
a dlaczego w lesie jest tak cicho? Mamy przyjechać "z mężem" jak to mówi mój wujek, najlepiej na Mikołaja :)
mały Skrzacik biegający po lesie, bo "liście tak fajnie hałasują"
Chciałabym czasem dostrzegać to, co widzą dzieci. Poznawać świat na nowo. Dać się zaskoczyć i nie przewidywać. Jednak moje metryczka jest nieubłagana i muszę starać się zachowywać jak dorosły i odpowiedzialny człowiek, ale zawsze pozostaje mi uśmiechanie się do ludzi i zadawanie sobie prostych pytań w głowie oraz wymyślanie starych, dobrze znanych potraw na nowo. Jutro będę robić spaghetti, w wersji na deser! A dzisiaj odgrzebałam zdjęcie i przepis ze stycznia, na pierwszy urodzinowy tort L.
Tort, który robiłam w Nowy Rok po całym dniu na nartach i wieczornym spotkaniu z siostrą i szwagrem L., który doprowadził mnie do łez, ale wyszedł i zachwycił zarówno bliskich L., jak i moich, no i oczywiście solenizanta. Chociaż dla mnie był lekko niedopracowany i mógł wyjść jeszcze lepszy, to usprawiedliwiam się, że to przecież był pierwszy tort jaki zrobiłam w życiu!
Zimowy tort cytrynowy!
Składniki na biszkopt, tortownica 26cm:
-8 jajek
-szklanka cukru
-szklanka mąki pszennej
-niecała 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
Przepisu na biszkopt szukałam długo, aż w końcu zdecydowałam się
na ten ;) Przede wszystkim skusiła mnie jego prostota, brak proszku do pieczenia czy sody, bez których też pięknie rośnie i sekret wykonania, który zadziwia wszystkich ;) Jak się potem okazało - intuicja dobrze mi podpowiedziała, i jeśli potrzebuję upiec jasny biszkopt - wybieram ten przepis.
Białka rozdzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę z szczyptą soli. Pod koniec ubijania stopniowo dodajemy cukier, stale ubijając. Następnie dodajemy żółtka, ciągle ubijamy.
Tutaj poleciały moje pierwsze łzy, bo przez nieuwagę do białka musiało dostać mi się trochę żółtka, i po ubiciu piany oraz wsypaniu cukru - cała masa pięknie siadła i trzeba było lecieć do sklepu po jajka, o 22 w Nowy Rok.
Mąki przesiewamy i dodajemy do ciasta, możemy to zrobić na wolnych obrotach miksera albo ręcznie używając ubijaczki do jajek.
Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia albo smarujemy tłuszczem (tylko spód), wylewamy ciasto i pieczemy w ok 165 stopniach przez ok 40 minut (bądź dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Teraz czas na sekret wykonania - przygotować sobie koc, złożyć kilka razy. Gorący biszkopt wyciągamy z piekarnika i upuszczamy formę z nim na ten koc z wysokości 50-60 cm :) Brzmi to nietypowo, ale faktycznie działa - tracimy w ten sposób powietrze z ciasta i nie powinno klapnąć. Wstawiamy do uchylonego piekarnika do wystudzenia.
Krem (do przełożenia jednej warstwy):
-szklanka mleka
-sok z 2-3 cytryn
-2 czubate łyżki mąki pszennej
-2,5 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
-2 jajka
-pół szklanki cukru
-190g miękkiego masła
W garnuszku zagotować pół szklanki mleka z cukrem. Drugie pół miksujemy z mąkami i jajkami na gładką masę, wlać do wrzącego mleka i mieszać cały czas, gotując na niedużym ogniu i czekać cierpliwie aż zgęstnieje.
Tutaj drugi raz się prawie popłakałam, bo oczywiście chciałam, żeby mi ten budyń zgęstniał od razu, więc dosypałam trochę więcej mąki. Nie dość, że musiałam się uporać z grudkami to jeszcze było czuć, że masa jest na mące zrobiona.
Po wystudzeniu do budyniu dodajemy sok z cytryny i miksujemy na najwyższych obrotach.
Masło ubijamy na puszystą masę, stopniowo dodajemy do niego budyniową masę. Wstawiamy do lodówki do stężenia.
Biszkopt przekrawamy na trzy części i nasączamy sokiem cytrynowym z wódką. Dolny blat wysmarowałam kremem cytrynowym, górny bitą śmietaną (nie pamiętam ile jej ubiłam, ale chyba 375 ml 30% + śmietanfix jest ilością odpowiednią). Cały tort został oblany białą czekoladą - użyłam dwóch tabliczek, ale powinny być min. 3, bo biała czekolada nie kryje tak dobrze, jak mleczna. Dół udekorowany startą skórką z cytryny, góra jak widać - bita śmietana oraz kupne ażurki i literki czekoladowe :)
Najlepiej smakował następnego dnia, jak się porządnie schłodził.
I powiem Wam, że robienie tortów to najlepsza nauka pieczenia. Po pierwsze biszkopt to mimo wszystko wymagające ciasto (moi rodzinni mistrzowie ciasta drożdżowego z biszkoptem sobie nie radzą), poznajemy wtedy możliwości naszego sprzętu - mikserów, blenderów i piekarników. Zazwyczaj przekładane kremem - człowiek uczy się trochę cierpliwości oraz łączenia odpowiednich ilości składników. Poprzez robienie polewy - tutaj najlepszą nauką był drugi urodzinowy tort L., o nim też coś napiszę z czasem :) Oraz poznanie się na bitej śmietanie - ile, jak długo, ile wytrzyma itd.
Życzę wszystkim pięknego, mroźnego dnia! A ja zaraz będę zbierać się na obiad u babci, potem odebrać L. z dworca i cieszyć się popołudniem.