photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 kwietnia 2014

z okazji Dnia Czekolady - pieczony mus czekoladowy z Manufaktury Czekolady

Lubię kiedy dużo się dzieje, ale czasem dzieje się zbyt dużo, by wszystko móc połączyć. Niestety doświadczam tego w ten weekend, który cały mam zaplanowany pysznymi wydarzeniami, ale i tak jedno z nich przeszło mi koło nosa - warsztaty czekoladowe w Manufakturze Czekolady. Na pocieszenie dostałam wczoraj słodką przesyłkę z zestawem gorzkich czekolad, idealnie na dzisiejsze święto - Dzień Czekolady.
Manufaktury Czekolady chyba nie muszę przedstawiać, bo każda miłośnik czekolady słyszał o tej polskiej fabryce przywiązującej najwyższą wagę do ziaren kakaowca, które wykorzystują w swojej produkcji. W paczce znalazłam czekolady wyprodukowane z ziaren ekwadorskich, dominikańskich i kolumbijskich, o różnej procentowej zawartości kakao z serii Grand Cru, czyli czekolad bez dodatków. Mimo tego, że ziarna kakaowca zależnie od miejsca uprawy smakują inaczej, co też przekłada się bezpośrednio na zróżnicowany smak tabliczek, chyba nie umiałabym wybrać, która z czekolad posmakowała mi najbardziej. Postanowiłam z tabliczek (lub tego co z nich zostało) wydobyć mocny, czekoladowy aromat przygotowując intensywny w smaku pieczony mus czekoladowy.
Przepis jest dość prosty, a efekt zachwycający i zależnie od długości pieczenia możemy mieć wilgotny, lekko ścięty mus albo mocniej wypieczone puszyste ciasto.





niedziela, 26 stycznia 2014

czeko szarlotka

Podobno kobiety są bardzo niezdecydowane. Ja na ogół nie mam tego problemu, doskonale również wiem co chcę na siebie włożyć, ale czasem zdarza się, że nie umiem zdecydować co dobrego przygotować w kuchni. Ostatnio mój dylemat dotyczył weekendowego ciasta: brownie czy szarlotka? Ostatecznie stwierdziłam, że zrobię po prostu czekoladową szarlotkę ;) Jest dobra, spałaszowaliśmy ją ze smakiem, chociaż dalej uważam, że do czekolady lepiej pasują gruszki.
Jako inspirację wzięłam przepis ze Słodkich Fantazji, natomiast na blaszkę 22cm ciasta wyszło za dużo, więc polecam raczej wziąć tortownicę 24-26cm i dodać 2 jabłka do masy.




Składniki:
- 2 szklanki mąki pszennej
- 6 łyżek kakao
- 250 g miękkiego masła
- 7-8 łyżek cukru
- 4 żółtka
- 3 łyżki kwaśnej śmietany 

Masa:
- ok 1 kg kwaśnych jabłek (antonówka lub szara reneta)
- 25 g masła
- cynamon do smaku
- 50 g posiekanej czekolady deserowej


Z pierwszej części składników wyrabiamy ciasto (masło siekamy z mąką, następnie dodajemy pozostałe) - oryginalnie masła była tylko kostka, ale miałam problemy z wyrobieniem ciasta, więc dodałam go ciut więcej. Jeśli będzie zbyt lepkie dodajcie mąki. Chłodzimy.
Jabłka obieramy i kroimy na średniej grubości plastry. Wkładamy do garnka, dodajemy 25g masła, cynamon i dusimy przez ok 15 minut. Studzimy i mieszamy z posiekaną czekoladą.
2/3 ciasta wykładamy na spód blachy i podpiekamy ok 10 minut w 180 stopniach. Następnie wykładamy jabłka, resztę ciasta ścieramy na górę i pieczemy ok 35-40 minut w 180 stopniach. Po ostudzeniu można oprószyć cukrem pudrem.




wtorek, 31 grudnia 2013

paleo love - czekolada na diecie?!

Każdy, kto przechodził kiedyś na dietę musiał zmierzyć się ze słodkim wyzwaniem - rzuceniem czekolady. Myślę też, że każdy, kto czyta składy produktów przed ich zakupem często odkłada słodką tabliczkę na półkę, bo najwięcej w czekoladzie jest cukru.
Ja na diecie nie jestem, ale dbając o zdrowie moje i L. staram się nie sięgać po sklepowe słodycze. Oczywiście nie zawsze to wychodzi, ale moje zainteresowanie dietą paleo pokazało mi, że czasem można przygotować porządny przez nas produkt w zdrowszej wersji. Ostatnio sprawdziłam przepis na czekoladę, która składa się z 3 głównych składników. Główną motywacją były zdjęcia z wpisu Moniki, bo stwierdziłam, że taka czekolada może się sprawdzić na Święta w mojej rodzinie, jako prezent albo nieduży poczęstunek.
Nie oczekujcie po tym przepisie słodkiego ulepku o smaku mlecznej czekolady. Ta czekolada jest gorzka, jednak główny smak możemy nadać jej sami - ja dosypałam sporo wiórków kokosowych i dodałam jagody goi. Ale możecie dodać cynamonu, chilli, orzechy czy rodzynki.

Bazą jest olej kokosowy, który jest jednym z najzdrowszych zarówno do smażenia, jak i do wypieków, do spożywania łyżką czy do stosowania do pielęgnacji ciała! Jest bardzo trwały, nie jełczeje, do tego posiada właściwości lecznicze, przeciwzapalne czy antybakteryjne. Jest łatwo trawiony, jest bardzo dobrym źródłem energii i pobudza metabolizm. Jest do dostania w lepszych supermarketach na działach z żywnością orientalną lub bio, ale także na allegro. Jak w przypadku większości olejów możemy wybrać albo rafinowany albo nierafinowany. Pierwszy jest tańszy, nie smakuje i nie pachnie kokosem, za to ma mniejsze wartości zdrowotne, jednak wciąż dobrze się sprawdza jako olej i źródło kwasów nasyconych. Drugi droższy, bardziej kokosowy, ale z medycznego punktu widzenia jest też bardziej wartościowy. Który lepszy? Zależy do czego ;) Myślę, że rafinowany spokojnie się sprawdzi, bo i tak jest dużo lepszy niż większość używanych przez nas tłuszczy.
Olej kokosowym ma stałą formę do ok 25 stopni, potem zaczyna się topić. Oznacza to, że w temp. pokojowej czekolada nie powinna popłynąć :)




***

Mam nadzieję, że mijający rok był dla Was dobry.
Życzę Wam udanej zabawy lub odpoczynku
dziś wieczorem
oraz wszystkiego dobrego na kolejne
12 miesięcy!

poniedziałek, 28 października 2013

mega czekoladowo - mississippi mud cake

Jeżeli nie jedliście tego ciasta to nie wiecie co znaczy "ciasto czekoladowe". Kojarzone z błotnistymi terenami Mississippi, bo stamtąd się wywodzi, potrafi nieco zaskoczyć, bo nie jest ciężkie. Jest po prostu niesamowicie czekoladowe ;)
Nad przepisem wiele nie myślałam. Jeśli chodzi o klasyki to warto je odtwarzać z dobrych receptur, tym razem pomocny przepis znalazłam tutaj. Trochę go zmodyfikowałam, bo nie miałam więcej masła w domu. Moja rodzina była zachwycona tym wypiekiem.
Świetnie smakuje jeszcze ciepłe z niestężałą polewą, ale jeszcze lepiej, kiedy spędzi noc w lodówce.








Składniki:
-200 g masła
-250 g gorzkiej czekolady
-2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
-180 ml wody
-300 g mąki pszennej
-1 łyżeczka sody oczyszczonej
-pół łyżeczki proszku do pieczenia
-70 g kakao
-szklanka cukru
-4 jajka
-120 ml jogurtu
-2 łyżki oleju

Tortownicę 22cm smarujemy masłem i wykładamy całą (spód i boki) papierem do pieczenia. Ja wyłożyłam jednym arkuszem, dzięki temu moje ciasto było w całości dość nierówne. 
W rondelku rozpuszczamy masło, czekoladę, wodę i kawę. Studzimy.
W dużej misce mieszamy mąkę, sodę, proszek, cukier i kakao. Dodajemy jajka roztrzepane z jogurtem i olejem, a następnie masę czekoladową. Mieszamy dokładnie i przelewamy do formy.
Pieczemy w 160 stopniach, przez 50-70 minut. Tym razem najlepszym wyznacznikiem jest lekko wilgotny patyczek, ale nie oblepiony mokrym ciastem ;)

Polewa:
-tabliczka czekolady
-50 ml kremówki

Gotujemy śmietankę i wrzucamy do niej czekoladę. Mieszamy i oblewamy nasze ciasto.

poniedziałek, 23 września 2013

czekoladowy tort z malinami

Kolejny sezon urodzin się skończył jak co roku wielką imprezą pod koniec września. I jak od kilku lat postanowiłam odciążyć moją mamę z przygotowań tortów. Siostra zażyczyła sobie schwarcwaldzki, a ja chciałam od dawna zrobić czekoladowy z malinami. To zrobiłam :) Jest intensywny - tak warto go opisać. Chciałam przełamać smak kremu alkoholem, ale na imprezie miały gościć dzieci, więc się powstrzymałam (szczególnie, że w drugim już nieco było).
Tutaj tylko jedno zdjęcie w trakcie pracy, bo dekoracje możecie znaleźć tutaj :)



Składniki na tort 16 cm:
- 4 jaja
- 1/2 szklanki cukru
- 1/2 szklanki mąki
- czubata łyżka kakao
- czubata łyżka mąki ziemniaczanej
- pół tabliczki roztopionej i przestudzonej czekolady

- 250g mascarpone
- 150ml kremówki
- 150g gorzkiej czekolady
- 1/4 szklanki cukru pudru
- małe opakowanie malin
- mały kieliszek wódki (pominęłam, bo na urodzinach gościły dzieci)

- herbata malinowa bądź sok malinowy

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie dodajemy powoli cukier, stale mieszając. Po uzyskaniu lśniącej piany dodajemy żółtka i ubijamy. Na koniec delikatnie dodajemy przesiane mąki oraz czekoladę Masę przekładamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok 35-40 minut. Po upieczeniu wyciągamy ciasto i opuszczamy na koc na podłogę z wysokości ok 50 cm. Wstawiamy do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Przekrawamy na trzy części.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i studzimy. Wlewamy ją do mascarpone, miksujemy. Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem na sztywno i mieszamy z masą czekoladową. Wstawiamy na ok. godzinę do lodówki.

Blaty nasączamy herbatą, nakładamy masę i maliny. Potem drugi biszkopt i powtarzamy.
Do oblania możecie przygotować ganache czekoladowy.

środa, 4 września 2013

Kulinarne chwile w Wiedniu

Niespodziewanie tydzień temu nadarzyła się okazja do krótkiego wypadu do Wiednia. Długo się nie zastanawiając zaplanowaliśmy z L. wyjazd na trzy dni. W Wiedniu, inaczej niż tylko przejazdem, byliśmy po raz pierwszy, więc musieliśmy z całego natłoku informacji w przewodnikach wybrać te, które najbardziej nas zainteresowały. Oczywiście ważnym punktem na mojej liście było jedzenie. Jednak mając niewiele czasu na rozeznanie tematu stwierdziliśmy, że nie będziemy planować dokładnie miejsc, gdzie, co i kiedy zjemy, a postawimy na odrobinę improwizacji pamiętając o wskazówkach co warto wybrać.


Jednym z naszych planów było skosztowanie typowego wiedeńskiego fastfoodu, czyli słynnych kiełbasek w cieście. Udało się nam to już pierwszego dnia, bo budek z tego typu jedzenie jest dość sporo. Nasza oferowała także przeróżne rodzaje langoszy i bardziej obiadowe potrawy. Przyznam, że dla obojga z nas był to chyba jeden z najbardziej tłustych obiadów w życiu, bo wszystko smażone na głębokim tłuszczu. Ja wybrałam kiełbaskę z frytkami (3,50EUR + 2EUR), a L. stwierdził, że spróbuje Wienerschnitzel (6,90EUR), czyli standardowego schabowego, które w Austrii osiągają niezłe rozmiary.




Do innych rzeczy, których tym razem nie udało nam się skosztować, a podobno warto spróbować, należy dość popularna chińszczyzna, sprzedawana za kilka euro na wynos oraz wszelkiego rodzaju gulasze i zupy gulaszowe.
W chwilach większego głodu zawsze można także podejść do budki z pizzą sprzedawaną na kawałki czy zamówić pomysłowe zapiekanki.



Muszę także wspomnieć o idealnym napitku do tłustych potraw, czyli piwie, które bardzo lubię i zawsze staram się próbować przy okazji odwiedzin miejsc zagranicznych.
Tym razem wybrałam Zipfer do jednego z obiadów oraz Murauer w trakcie wieczornego wyjścia do pubu, gdzie zamówiłam je do zapiekanki. Zasmakowało mi drugie i powoli zaczynam żałować, że nie pomyślałam o zakupie kilku butelek w sklepie.



Osobiście uważam, że od wienerschniztla, o wiele ważniejsze jest spróbowanie wiedeńskich ciast i ciasteczek :) To stąd przecież pochodzi słynny Tort Sachera, a niemniejszą sławę posiada Apfelstrudel.
Kawiarni i piekarni w Wiedniu jest naprawdę dużo, więc jest w czym wybierać. Ceny ciasta zaczynają się od 1,50-2EUR, natomiast mogą ładnie szybować w górę, jak np. Tort Sachera w Hotelu Sacher za chyba 11EUR ;) Dlatego postanowiliśmy nie próbować oryginalnego wypieku, a zadowolić się tylko jego wersją z sieci cukierni Aida (jedna z nic znajduje się przy Stephansplatz). Wzięliśmy także tort Mozarta (oba ciastka po 2,90EUR) i zjedliśmy je na ławce w parku.
Spróbowaliśmy także szaszłyków owocowych oblaną czekoladą (3EUR). Tuż przed wyjazdem odwiedziliśmy także jedną z kawiarni w centrum, ale o niej napiszę kilka słów następnym razem.







Kolejnym ważnym punktem w naszej wycieczce był Naschmarkt, czyli największy wiedeński targ, gdzie wbrew pozorom jest wielka mieszanina kuchni wielu państw. Po jednej stronie ciągną się stragany i sklepiki z rybami, owocami i warzywami, wypiekami, przyprawami i przetworami z różnych stron świata, a po drugiej jest restauracja za restauracją, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie i można zjeść całkiem fajne śniadanie.
Typowe wiedeńskie śniadanie w kawiarni to rogaliki lub kajzerki z miodem bądź dżemem, jajko na miękko gotowane w szklance lub omlet cesarski. Niestety z tych przysmaków nie jem ani jajek na miękko, a omlet odrzucił mnie sposobem podania tj. z rodzynkami i powidłami śliwkowymi, za którymi nie przepadam. Jeśli jednak Wy nie macie takich oporów to uważam, że powinniście spróbować :) Za spory omlet (podejrzałam w kawiarni) zapłacimy ok 8EUR, zależnie od miejsca. A za śniadanie z jajkiem kolejne tyle.








Wyjechaliśmy z uczuciem niedosytu, ale mamy już rozpoznany temat i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wrócić do Wiednia i skosztować pozostałych przysmaków. Tymczasem o wiedeńskiej atmosferze przypominać nam będą jedne z najsłynniejszych i najsłodszych pamiątek – Mozart kugeln :) Sprzedawane w supermarketach i w każdym sklepie z pamiątkami na Starym Mieście.


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

krem snickers domowy

Każdy ma smaki związane z dzieciństwem. Smaki przywołujące wspomnienia, odrobinę nostalgii, które przywołują uśmiech na twarzy. Najgorzej, kiedy ulubione przysmaki znikają z półek sklepowych.
Kto pamięta kocie języczki? Albo Milky Way Magic Stars (do dostania na allegro)?
Dla mnie jednym z takich smaków, który obecnie nigdzie nie jest dostępny, jest krem snickers. Idealne połączenie słodkiego karmelu ze słonymi orzechami i masłem orzechowym oraz kremu orzechowo-czekoladowego, układające się warstwami i mieszające się na kanapce. Na samą myśl aż się rozpływam!
Po kilku latach bez tego kremu i ostatnim dniu dziecka powiedziałam sobie: "Dość. Muszę go przygotować w domu!". Przepis jest banalnie prosty - wykorzystałam przepis Siaśki, który umieściła u siebie Mania, ale następnym razem zmienię proporcje, bo nie wykorzystałam całego masła orzechowego, a zabrakło mi nieco smaku czekoladowego.




Na słoik ok 0,6l potrzebujemy (już wg. moich proporcji):
- puszkę mleka skondensowanego słodkiego albo gotowej masy krówkowej
- 200-250g prażonych, solonych orzeszków ziemnych 
- 150g orzeszków laskowych
- 150g czekolady (pół na pół gorzka z mleczną)

Jeśli nie mamy gotowej masy to gotujemy mleko przez ok 2h we wrzącej wodzie, pilnując by puszka była stale przykryta w całości wodą.
Orzeszki ziemne blendujemy na masło orzechowe - nie musi być idealne gładkie, z małymi kawałkami nawet lepsze :)
Czekoladę roztapiamy. Orzeszki laskowe prażymy na patelni, a następnie oczyszczamy z łupinek i blendujemy. Następnie orzechy laskowe mieszamy z roztopioną czekoladą.
Do słoika nakładamy na przemian masy.


***
Podróż minęła całkiem sprawnie, ale oczywiście nie bez przygód. Zaczęło się od braku wyświetlenia numeru peronu na tablicy informacyjnej i startu z Gliwic z 20 minutowym opóźnieniem, co groziło spóźnieniem się na drugi, nocny, pociąg. W nocnym mieliśmy szczęście trafić na grupę baranów drących się przez pół nocy (aż policję trzeba było wezwać!), a jechaliśmy 1 klasą. Na przyszłość chyba jednak wybierzemy wagon sypialny. Władysławowo przywitało nas deszczem, po dojechaniu do naszej miejscowości pogoda się nieco poprawiła, ale i tak pierwszy spacer na plażę został zaliczony w grubych bluzach. Na szczęście po obiedzie mogliśmy się szybko spakować i ruszyć w słońcu nad wodę :) Dziś odwiedzamy Gdańsk, bo już kilka lat minęło od ostatniej wycieczki, a potem relaksujemy się przez resztę tygodnia. Oby czas nieco zwolnił!










piątek, 26 lipca 2013

lody nutellove

Rzadko kiedy jemy kanapki na słodko. Mamy miód od zaprzyjaźnionego pszczelarza, który świetnie pasuje do białego twarogu, znajdzie się też w lodówce słoiczek dobrego dżemu, ale nie znikają szybko, bo rzadko po nie sięgamy. Jeśli mam ochotę na nutellę to bardzo przepłacam kupując malutkie opakowanie wystarczające na jedną kanapkę. Wyjątek robimy w trakcie wyjazdów, wakacji etc. W chacie w górach, po wieczornym wejściu, na stole czekały na nas smakołyki. Byliśmy dość głodni, więc nutella została na sam koniec. A w trakcie rozmowy o czekoladowym kremie L. rzucił, że widział ostatnio lody nutellowe i chętnie by ich spróbował. 

Zbierałam się kilka dni, żeby znaleźć chwilę i je przygotować. Mimo, że nie ma dużo pracy przy nich, to jednak trzeba być obecnym i co pewien czas zajrzeć do zamrażalnika. Są intensywne, czekoladowo-orzechowe i bardzo słodkie. 



Składniki na ok 1l lodów:
- średni słoik nutelli (350g)
- niecałe 2 szklanki kremówki
- 2/3 szklanki mleka 3,2%

Wszystkie składniki mieszamy do połączenia się i chłodzimy. Schłodzone miksujemy kilka minut, przelewamy do pudełka na lody i mrozimy. Miksujemy co godzinę przez pierwsze 4-5 godzin, żeby lody napowietrzać i rozbijać kryształki lodu. Zajadamy ze smakiem :)


***
Jutro nie wstaję z łóżka. Będę spać i spać, bo po ostatnich dwóch tygodniach mam dość. Weekend w Warszawie był intensywny - dużo spraw, mało czasu, więc w niedzielę wieczorem byłam jeszcze bardziej zmęczona niż w tygodniu. Niestety jestem bardzo wrażliwa na wszelkie przemęczenia i zbyt małą ilość snu, więc teraz rezygnuję z większości planów weekendowych i odpoczywam. Zamierzam się też cieszyć chwilą spokoju w kuchni i wykorzystać kolejną sporą porcję jagód :)
2weeks!

wtorek, 9 lipca 2013

mali-czeko, połączenie idealne

 Zaplanowałam tort na niedzielę na urodziny dziadka, ale okazało się, że restauracja i tego zabrania ze sobą zabrać. Tort miał być z malinami, musem czekoladowym i... nie zdradzę wszystkiego, bo wciąż zamierzam go upiec ;) Pozostała jednak ochota na połączenie malin i czekolady. Z pomocą mi przyszło nasze sobotnie poranne wyjście, śniadanie w mieście. Pałaszując kanapkę z pesto, mozzarellą, szynką suszoną i suszonymi pomidorami zobaczyłam w gablotce tartę z czekoladowym kremem i malinami. Doskonale wiedziałam za co się zabiorę po powrocie do domu.
Krem ma nieco musową konsystencję. Smakuje dobrze zaraz po przygotowaniu, ale jeszcze lepiej, jeśli wstawicie na kilka godzin do lodówki. Nie dałam dużo cukru, bo chodzi o intensywność czekolady połączoną z kwaskowatym smakiem malin. Przyznam, że wolę to połączenie od truskawek i czekolady.



Składniki na tartę 22-24cm:
-3/4 kostki masła
-niecałe 2 szklanki mąki
-4 łyżki cukru pudru
-2 łyżki śmietany
-2 tabliczki gorzkiej czekolady
-250 ml kremówki
-opakowanie mascarpone
-cukier puder do smaku
-ok 40-50 dag malin

Masło siekamy z mąką, a następnie zagniatamy ze śmietaną i cukrem pudrem na elastyczne ciasto. Chłodzimy w lodówce przez ok pół godziny. Następnie wykładamy nim formę, nakłuwamy i pieczemy ok 15 - 20 minut w 200 stopniach.

Czekoladę podgrzewamy razem z kremówką i chłodzimy. Mascarpone ucieramy z cukrem pudrem (na początek 2-3 łyżki, potem możecie dodać więcej), dolewamy masę czekoladową i miksujemy na gładką masę. Wylewamy na spód, dekorujemy malinami i chłodzimy.




***
Jak minął weekend? Kilka szczegółów już zdradziłam wcześniej ;) W sobotę musieliśmy się wyspać, a po pobudce stwierdziliśmy, że lodówka prawie pusta, więc idziemy wykorzystać wypełnioną kartę stałego klienta do Mięty. Był to chyba najciekawszy punkt dnia, bo potem sprzątanie, projekt, odpoczywanie ;) W niedzielę byliśmy zaproszeni do restauracji z okazji urodzin dziadka, a po powrocie wybraliśmy się na rolki. 

Wyzwanie na najbliższy czas? Zorganizowanie się tak, żeby mieć siły na sprzątanie mieszkania w tygodniu, bo jak spojrzałam w kalendarz to weekendy mamy zaplanowane do połowy września...

niedziela, 5 maja 2013

tort truskawkowy na czekoladowym biszkopcie

Przygotowałam podobny tort już w zeszłym roku na urodziny Młodej, jednak nie doczekał się wpisu. Tym razem w nieco innej formie został przygotowany na niedzielny obiad u rodziny L. Truskawki jeszcze przedsezonowe, ale dzięki temu bardzo ładnie się prezentują. Nie jest słodki, stosunkowo lekki i truskawkowy (to chyba najlepsze). Musicie mi wybaczyć brak zdjęcia przekroju, ale nie było jak go sfotografować.


Składniki na formę 16cm:
-4 małe jajka (bądź 3 duże)
-pół szklanki drobnego cukru
-niecałe pół szklanki mąki pszennej
-czubata łyżka kakao
-czubata łyżka maki ziemniaczanej
-30g startej, gorzkiej czekolady
-250g mascarpone
-150g ricotty
-300ml kremówki
-śmietanfix
-cukier puder do smaku
-słoik konfitury truskawkowej
-truskawki (ok 0,5 kg)
-2 łyżki soku z cytryny
-3 łyżki białego wina

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka dzielimy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na puszystą pianę. Stale ubijając dodajemy cukier, a kiedy piana stanie się błyszcząca dodajemy żółtka i chwilę jeszcze ubijamy. Przesianą mąkę wsypujemy razem z kakao i czekoladą, a całą masę delikatnie mieszamy do połączenia składników. Przelewamy do foremki. Pieczemy przez 30-35 minut, a po wyjęciu upuszczamy na koc z wysokości pół metra. Studzimy, po wystudzeniu wyciągamy z formy i przekrawamy na trzy części.

Ricottę ucieramy z dwiema łyżkami cukru pudru, dodajemy stopniowo mascarpone. Kremówkę ubitą ze śmietanfixem dodajemy do mascarpone i mieszamy. Odkładamy ok 1/3 masy. Do pozostałej części dodajemy 1/3-1/2 słoiczka konfitury oraz trochę pokrojonych truskawek. Wszystko mieszamy i próbujemy, jeśli jest za mało słodkie można dosypać jeszcze cukru. 

Pozostałą konfiturę przekładamy do garnuszka, dodajemy wina oraz soku z cytryny, podgrzewamy i mieszamy aż do uzyskania w miarę jednolitej masy. 

Biszkopt smarujemy konfiturą, nakładamy masę i wygładzamy. Kładziemy kolejny biszkopt i powtarzamy. Cały tort smarujemy odłożoną 1/3 masy i dekorujemy truskawkami. 



***
Wróciliśmy :) Wypad był bardzo udany, pomimo braku pogody. Spacery po górach były krótkie, ale my i tak się nie nudziliśmy. Było ognisko, był grill, karty, przeróżne zabawy, mnóstwo śmiechu i relaksu. Jedyne czego żałuję, to faktu, że tak szybko nam minęło! Ledwo co przyjechaliśmy, a już trzeba się było pakować z powrotem.
W końcu udało nam się także zrealizować pewien pomysł, który miałam w głowie od dzieciństwa - hamak. Nigdy nikomu nie było po drodze się za to zabrać, ale L. przed wyjazdem stwierdził, że trzeba spróbować :)
A teraz powrót do codzienności...







kieliszki na jajka mogą być też do wódki ;)


środa, 24 kwietnia 2013

sernik na spodzie z oreo

Postanowiłam przygotować dwa serniki na Wielkanoc. Na jeden z nich pomysł miałam od razu, jednak nad drugim musiałam się zastanowić. Stwierdziłam, że nie będę mocno kombinować z przepisem, w końcu na Boże Narodzenie upiekłam sernik idealny, potrzebuję tylko pomysłu na dodatki do niego. Polewa czekoladowa to naprawdę jedno z najlepszych wykończeń sernika. Skoro już jego góra miała być ciemna, to spód też może być. Zamiast herbatników pokruszyłam oreo, a wszyscy z ciekawością się pytali: "Ale ten spód to nie jest spalony?".




Składniki na tortownicę 26cm:
-200g oreo
-10dag masła
-1,4kg twarogu - u mnie kg trzykrotnie mielonego półtłustego + 0,4kg tłustego do zmielenia
-6 jajek
-1 i 1/3 szklanki cukru
-opakowanie cukru waniliowego
-3 czubate łyżki mąki
-mały jogurt
-1,5 tabliczki czekolady
-50ml kremówki

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. Oreo kruszymy i mieszamy z roztopionym masłem. Wykładamy formę i podpiekamy 8-10 minut w piekarniku. Wyjmujemy blachę i zwiększamy temperaturę do 250 stopni.
Ser ucieramy z cukrami, kolejno dodajemy jajka i miksujemy. Dodajemy mąkę, a na koniec jogurt - tu już wystarczy po prostu wymieszać. Wylewamy na spód z ciasteczek, przykrywamy folią aluminiową i pieczemy przez 12-15 minut w 250, następnie ściągamy folię, zmniejszamy temperaturę do 150 i pieczemy kolejne 45-60 minut (zależnie od tego czy wolicie bardziej dopieczony czy nieco mniej). Oblewamy polewą, studzimy i wstawiamy na noc do lodówki, żeby stężał i nieco osiadł. 

***
Kolejny tydzień mija i JUŻ znowu środa. Jutro trzeba zacząć ustalać szczegóły majówkowego wyjazdu, bo został tylko tydzień. Jestem pewna, że weekend minie szybko, bo ostatnio Mała K. miała czwarte urodziny i prawdopodobnie wybierzemy się z L. w odwiedziny, żeby pójść na lody, plac zabaw i trochę się sobą nacieszyć. Drogi jest ponad godzinę, więc chcemy spędzić na miejscu jak najwięcej czasu. A potem poniedziałek, wtorek, który spędzę w pracy, na pakowaniu oraz pieczeniu tortu na roczek i jedziemy :) 

piątek, 22 lutego 2013

mini snickers pie

Rzadko kiedy mam ochotę na popularne batony, do tego staram się jak najbardziej ograniczać kupne słodycze. Zdarzają się jednak czasem dni, kiedy nie ma to dla mnie znaczenia, a baton może uratować cały dzień. Mam na myśli wypady na narty czy całodzienne wycieczki. Po powrocie ze Szwajcarii okazało się, że zostało nam kilka Snickersów i coś trzeba z nimi zrobić. Przypomniała mi się pewna tarta i postanowiłam ją przygotować, ale z małą zmianą - w wersji mini.
Są słodkie, intensywne i ciężko zjeść jedną sztukę. Szczerze przyznam, że mi bardziej smakowała wersja, gdzie zapomniałam dorzucić snickersa ;)


Składniki na ok 8 mini tart:
-100g herbatników albo ciasteczek oreo
-30g masła
-30g czekolady
-łyżka kakao w przypadku herbatników

-pół opakowania serka mascarpone
-pół puszki ugotowanego mleka skondensowanego lub gotowej masy kajmakowej
-150ml kremówki
-2-3 snickersy

Herbatniki mielimy, masło roztapiamy z czekoladą i łączymy w herbatnikami i kakaem. Wykładamy masą foremki mocno ją dociskając i chłodzimy.
Mascarpone miksujemy z masą kajmakową, dodajemy pokrojonego w drobne kawałki jednego czy półtorej snickersa i nakładamy na schłodzony spód. Śmietanę ubijamy na sztywno, nakładamy na górę i układamy pozostałe pokrojone kawałki snickersa. 




poniedziałek, 28 stycznia 2013

orzechowa chwila zapomnienia z nutellą

Powoli się ogarniam, łapię rytm. Większość rzeczy już zdana, czekam na pozostałe wyniki. Na dobry początek tygodnia zagniatanie kruchego ciasta z dodatkiem zmielonych orzechów, jeden z ulubionych kuchennych zapachów. No i odrobina popularnego kremu ;) 
A, nowy tort z ostatniego weekendu tutaj.


Składniki na ok 20 ciastek:
-200g mąki
-100g zimnego masła
-50g zmielonych orzechów włoskich
-50-80g cukru pudru (zależnie jak słodkie lubicie)
-2 pełne łyżki śmietany 18%

Masło siekamy z mąką i zagniatamy z pozostałymi składnikami na gładką masę. Chłodzimy w lodówce przez pół godziny. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, z ciasta odrywamy niewielkie kulki i formujemy placuszki, układamy na blasze i pieczemy ok 15 minut.

sobota, 19 stycznia 2013

mini sachera torte

Nazywana królową tortów, sławna i uwielbiana. Mnie szczególnie nie zachwyciła, więc dlatego tyle zwlekałam z jej upieczeniem. Nie zrozumcie mnie źle - ciasto jest bardzo smaczne, jednak sława jest nieco przesadzona. Ostatnio miałam ochotę na coś czekoladowego, coś więcej niż brownie. Dwa blaty, wykrawaczka do pączków, ulubiona konfitura, no i polewa. Tort Sachera w wersji mini! Idealna na chwilę odpoczynku od uczelni ;)
Podaję przepis na ciasto w normalnym rozmiarze - 24cm. Ja upiekłam 16cm i użyłam wykrawaczek o średnicy 8cm - wyszły mi dwa torciki + resztki. Używając tych wykrawaczek do ciasta 24cm powinno wyjść 5 torcików (a może i więcej, jeśli Wam się uda optymalnie wyciąć ciasto).
Niestety, przepis nie zawiera proszku do pieczenia, dlatego trzeba uważać przygotowując ciasto, a i tak może się zdarzyć zakalec.


Składniki na formę 24cm:
-200 g gorzkiej czekolady
-125 g masła
-8 żółtek
-8 białek
-szczypta soli
-140 g cukru pudru
-125 g mąki pszennej, przesianej + łyżka stołowa kakao

-słoik konfitury morelowej
-200g gorzkiej czekolady + 100ml kremówki na polewę

Gorzką czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej. Masło roztapiamy. Żółtka ucieramy trzepaczką, dodajemy roztopione masło i czekoladę, mieszamy.
Białka z solą ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier i jeszcze chwilę ubijamy. Dodajemy 1/3 piany do masy czekoladowej i stopniowo wsypując mąkę mieszamy delikatnie, aż składniki się połączą. Dodajemy pozostałą pianę i delikatnie mieszamy ciasto.
Ciasto przekładamy do dwóch form 24cm wyłożonych papierem - jeśli nie możecie ich piec jednocześnie to najlepiej zrobić połowę ciasta, a potem drugą ;)
Pieczemy w 180 stopniach ok 35 minut - do suchego patyczka.
Kremówkę podgrzewamy, kiedy będzie bardzo ciepła dodajemy połamaną czekoladę i mieszamy do rozpuszczenia. Studzimy. 

Po przestudzeniu smarujemy jeden blat konfiturą morelową, nakładamy drugi. Oblewamy polewą. 
Jeśli będziecie wycinać mniejsze torciki to najpierw należy wyciąć okręgi z ciasta, a potem przełożyć i oblać polewą.


***
Kolejny semestr za mną. Sesyjną zabawę zaczynam już w poniedziałek. Jestem ciekawa czy zdarzy się tydzień cudów? Szczerze wątpię i liczę, że chociaż COŚ uda mi się popchnąć do przodu. I jak mantrę powtarzam alpyalpyalpyalpyalpyalpy. A L. w poniedziałek ma egzamin inżynierski :)
Ze zdrowiem lepiej, wczoraj mroźne spacery i wieczorna zumba, dzisiaj cały dzień zakopuję się w MIKRO, a jutro chyba wygra chęć nad rozsądkiem - snowboard?

niedziela, 2 grudnia 2012

paryski sernik Davida Lebovitza

Po skończeniu "Słodkiego życia w Paryżu" pojawił się przede mną problem - który z przepisów Lebovitza wykorzystać jako pierwszy? Wahałam się pomiędzy ciastem czekoladowym a sernikiem, w końcu stanęło na serniku podanym z gorącą czekoladą ;) Jest niezwykle kremowy, delikatny, a jego sekret tkwi w temperaturze pieczenia - zaczynamy od 260 stopni, żeby następnie zejść do 100. Mam wrażenie, że z dodatkiem kandyzowanej skórki pomarańczowej i czekolady stanie na świątecznym stole ;)

Składniki na blachę 22cm, z moimi drobnymi modyfikacjami:
-60g masła
-180g ciastek digestive 
-850g sera sernikowego (dobrej jakości!)
-100g jogurtu naturalnego
-4 jajka
-1,5 łyżki mąki
-skórka otarta z 1/2 cytryny
-3/4 szklanki cukru
-łyżeczka ekstraktu z wanilii 

Ciasteczka mielimy na drobno i mieszamy z roztopionym masłem. Wykładamy nimi spód formy i pieczemy przez 8-10 minut w 180 stopniach. Wyjmujemy blachę i rozgrzewamy piekarnik do 260 st. C.
Ser ucieramy z cukrem ok minuty na wolnych obrotach miksera, dodajemy po kolei jajka, skórkę z cytryny, wanilię i mąkę. Na koniec mieszamy z jogurtem, najlepiej za pomocą łyżki - nie chcemy napowietrzyć masy. Nakładamy masę na ciasteczkowy spód. Pieczemy przez 11 minut w 260 stopniach*, następnie zmniejszamy temperaturę do 100 (przyznam, że dałam 120-130, bo przy 100 to mój piekarnik prawie nie grzeje) i pieczemy kolejne 40 minut. Sernik ma mieć upieczone boki, a być lekko niedopieczony na środku. Jeśli jednak uznacie, że jest za mało dopieczony to zwiększcie temperaturę np. do 140 i potrzymajcie jeszcze kilka czy kilkanaście minut. Wyjmujemy go z piekarnika, studzimy i wstawiamy do lodówki na całą noc.

*Jeśli macie mocne grzanie górne albo nieduży piekarnik to warto przykryć sernik folia aluminiową, żeby się nie spiekł.



***
Nadszedł grudzień, moje projekty leżą, a oba mam prezentować w przeciągu najbliższych trzech tygodni. Zamiast o nich, myślę o prezentach gwiazdkowych, Kukbuku i nowym miejscu w Gliwicach. I o ośnieżonych górach, tęsknie przeglądając zdjęcia z ostatnich ferii.
Musze się w końcu zebrać w sobie i zacząć pracować nad wszystkim, czekając na czerwone wstążki w śnieżynki.

środa, 28 listopada 2012

pieczony łosoś w sosie czekoladowym

Jednym z moich ulubionych filmów jest "Czekolada". Jest w nim kilka scen, które uwielbiam. Należy do nich urodzinowa uczta u Armande, przygotowana przez Vianne i Josephine, gdzie czekolada towarzyszy każdemu z dań. U mnie ostatnio towarzyszyła łososiowi. Połączenie nietypowe, ale po łososiu z truskawkami chętniej sięgam po odrobinę słodyczy do tej ryby.



Składniki na 4 porcje:
-0,5kg filetu z łososia norweskiego
-masło i sól
-2 tabliczki gorzkiej czekolady, dobrej jakości!
-1/2 szklanki wytrawnego wina
-1/2 szklanki miodu pitnego
-2-3 łyżeczki soku z cytryny
-1/2 łyżeczki cynamonu
-1/2 łyżeczki mielonych goździków
-1/2 łyżeczki słodkiej papryki
-chilli do smaku

Łososia myjemy, dzielimy na 4 części, każdą pakujemy z masłem (łyżka na porcję) i odrobiną soli w folię aluminiową i pieczemy w piekarniku 20-25 minut w 200 stopniach.
W garnuszku grzejemy miód pitny z winem, sokiem z cytryny, cynamonem, papryką i goździkami aż odparuje (powinno go ubyć tak z połowę, sos ma być gęsty, mój wyszedł trochę za gęsty). Następnie ściągamy z ognia, dodajemy czekoladę i mieszamy do rozpuszczenia i zgęstnienia sosu.
Łososia z sosem obsypujemy szczyptą chilli i podajemy np. z cytrynowym kuskusem albo ziemniaczanym puree.

czwartek, 22 listopada 2012

Czekoladziarnia w Gliwicach, czyli mój zimowy raj

Kiedy rok temu dowiedziałam się, że w Gliwicach otworzyli Czekoladziarnię od razu wybraliśmy się tam z L. Stała się chyba moim ulubionym miejscem w Gliwicach, które zawsze proponuję na popołudniowe spotkania ze znajomymi lub na wyjście z gośćmi. Nasze wyjście z Alą było kwestią czasu.
Czekoladziarnia znajduje się kilkadziesiąt metrów od gliwickiego Rynku, na rogu ulicy Krupniczej. Lokalizację ma naprawdę świetną, myślę, że to jeden z istotnych czynników wpływających na ich popularność.




Lokal nie jest duży, składa się z dwóch sal. Pierwsza w stylu secesyjnym, z pięknymi starymi kaflami aż po sam wysoki sufit, z drewnianymi okrągłymi stołami oddzielonymi od siebie wiklinowymi parawanami, dzierganymi obrusami i pięknymi drewnianym kontuarem. Do tego przygaszone światło i nastrojowa muzyka. Druga sala jest nieco bardziej współczesna - trochę cegły, stoły zrobione ze starych maszyn do szycia (jak będę mieć większe mieszkanie to sobie taki sprawię!). Większość stolików jest przeznaczona dla dwóch osób, jest nawet samotny fotel. Są jednak trzy większe stoły dla 4-5 osób. Ostatnio jak byliśmy z L. i jego siostrą to była ekipa 10 osób ;)









Menu jest tradycyjne, podłużna karta (albo kilka) znajduje się na każdym stoliku. Znajdziemy w nim tylko dwa rodzaje czekolady - słodką włoską oraz gorzką z Manufaktury Czekolady. Są dwa rozmiary porcji: 50ml i 120ml oraz kilka dodatków: bita śmietana, maliny, dzika róża i orzeszki. Na początku rozmiar i cena nieco mi nie współgrały - za filiżankę wielkości espresso czekolady gorzkiej płacimy 5,50, a za standardową filiżankę 9,50. Jednak wynika to tylko z tego, że w wielu lokalach podaje się czekoladę z proszku albo słabej jakości i człowiek jest przyzwyczajony do sporej porcji czekopodobnego napoju za taką cenę. Tutaj większa filiżanka pozwala się zasłodzić kremową, gęstą czekoladą. Jest także kilka kaw, herbata czarna z dodatkami, napoje zimne. 
Do jedzenia mamy ciasta od Good Cake - stałym bywalcem jest ciacho czekoladowe (przynajmniej jest zawsze kiedy tutaj przychodzę), ciasteczka maślane z czekoladą i zdarzają się różne tarty. W czasie kiedy siedzimy pojawia się dostawa z tartą. Są także czekoladki, nieraz o bardzo nietypowych smakach - miałam okazję kiedyś zjeść czekoladkę z serem pleśniowym :) oraz czekolada w tabliczkach z Manufaktury.






Ja zamawiam ciasto czekoladowe (które razem z tartą cytrynową uwielbiam) oraz małą gorzką z malinami i bitą śmietaną. Ala także bierze ciasto czekoladowe i małą gorzką z dziką różą. Cóż za cudowne połączenie! Po takiej ilości słodyczy mam ochotę napić się czegoś mniej słodkiego - wybieram herbatę z malinami (kubek 330ml - 4,80zł) i biorę na skosztowanie czekoladę z nadzieniem malinowym z chilli (ależ mam malinowy dzień ;)). Ala bierze kawę białą i wisienkę w czekoladzie. Jedyną rzeczą, której mi brakuje są kanapki lub coś wytrawnego do zjedzenia. Przyszłyśmy tutaj przed południem, ja bez drugiego śniadania (i wyjątkowo po marnym pierwszym), więc byłam trochę głodna.
Na stołach stoją pojemniki z cynamonem i chilli, którymi można sobie doprawić napój, cukier jest w saszetkach w cukiernicy, a do każdej czekolady dostajemy ziarno kakaowca :)

Przy pierwszej wizycie zastanawialiśmy się z L. co się stanie z lokalem w lecie - gorąca czekolada jest świetna na jesień czy w zimie, natomiast latem ciężko się pije. Sprawdziliśmy - w lecie są różnego rodzaju desery, lody oraz kawy mrożone z czekoladą i malinami (pyszne!). 












Lokal jest naprawdę popularny. Musiałyśmy łapać luki pomiędzy przyjściem kolejnych gości, żeby zrobić zdjęcia wnętrza ;) Raz zdarzyło mi się, że był pełny i musiałam udać się do innego miejsca. Odbywają się tutaj różne akcje np. spotkania robótkowe, a w najbliższą sobotę od godz. 11 odbywa się tutaj Drugie Śniadanie, na które zamierzam się wybrać. 

Jeżeli będąc w Gliwicach macie ochotę na czekoladę - tylko tutaj.