Przyznam szczerze, że w mojej kuchni brakuje zup. Zupy, które są jednak dość ważnym posiłkiem dla organizmu, robię raz albo dwa w tygodniu (o ile mam czas) i dostaję od mamy, która gotuje wielki gar zupy dla pułku żołnierzy kilka razy w tygodniu. Wynika to głównie z tego, że nie czuję się pewnie w tej dziedzinie i mam opanowane trzy zupy - ogórkową, grzybową oraz krem z brokułów.
Wiem, że dużo osób słysząc o zielonych warzywach na "b" ucieka, gdzie pieprz rośnie, ale brokuły są pycha, a dobrze doprawione mogą stać się pyszną, zdrową i pożywną zupą. Krem zazwyczaj jest podawany z grzankami albo groszkiem ptysiowym, ale zastanawiałam się ostatnio jakby to urozmaicić. I zamiast grzanek podałam do brokułowej przysmak Alzacji - tarte flambee.
Flammekueche lub flammkuchen (fr. tarte flambée) – tradycyjne alzackie danie w formie tarty na bazie ciasta chlebowego, cebuli, skwarków i śmietany. Napotkać można też flammekueche z różnymi dodatkami, jak tarty emmentaler, biały ser, ślimaki, czy inne, bardziej egzotyczne dodatki, ograniczone jedynie wyobraźnią kucharza. Nazwa flammekueche (lub flammenkueche, a także flammenkuche i flamm'kueche) oznacza "pieczona w ogniu"; jest to związane z faktem, iż podczas pieczenia w piecu, płomienie dochodziły do brzegów tarty pozłacając je.
Składniki na krem z brokułów i tarte flambee dla dwóch osób:
- jeden, spory brokuł
- litr wody
- kostka rosołowa
-1,5 szklanki mąki
-3-4 dag drożdży
-pół szklanki letniej wody
-3 łyżki oliwy
-tłusta śmietana (zmieszałam 30% z 18%, żeby otrzymać fajny krem)
-20 dag boczku
-duża cebula
-5-7 pieczarek
-ser żółty
-sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Zaczynamy od wyrabiania ciasta.
Mąkę łączymy z drożdżami, wodą i oliwą, wszystko razem zagniatamy (tutaj odbiegamy od tradycji i mamy bardziej ciasto do pizzy niż chlebowe). W razie potrzeby dolewamy jeszcze trochę wody albo dosypujemy mąki. Zostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Tutaj dodam, że tradycyjnie warto ciasto zostawić na całą noc w lodówce, bo dobrze mu to robi, ale ja nie miałam na to czasu ;)
Brokuł należy pokroić na drobne kawałki, do garnka wrzucamy kwiaty oraz miększe i dobrze wyglądające elementy łodygi, zalewamy litrem wody, wrzucamy kostkę rosołową i gotujemy ok. 20 minut.
W tym czasie kroimy pieczarki, cebulę i boczek. Wszystko wrzucamy na patelnię, dolewamy oliwy i podgrzewamy przez kilka minut. Śmietanę mieszamy z solą, pieprzem i gałką.
Rozgrzewamy piekarnik do 250-260 stopni. Ciasto dzielimy na dwie części. Rozsypujemy trochę mąki na blacie i rozwałkowujemy na cienki placek, w miarę okrągły, ale nieregularny.
Nakładamy placek na natłuszczoną blachę, smarujemy sosem śmietanowym i nakładamy zawartość patelni. Rozkładamy równomiernie, a na koniec posypujemy startym serem.
To samo robimy z drugą częścią ciasta. I obie blachy wsadzamy do piekarnika na ok. 15 minut, ale głównym kryterium powinny być przypieczone brzegi i chrupkość ciasta. Jeśli pieczecie jedno nad drugim warto po kilku minutach zamienić blachy poziomami ;)
W czasie pieczenia odlewamy część wody z brokułów (mniej więcej połowę) i miksujemy/blendujemy brokuły. Normalnie można roztopić serek kremowy i go dodać albo dosypać trochę mąki ze śmietaną, ale tym razem dodałam kilka łyżek sosu śmietanowego do
flammkuchen i zrobił się pyszny krem. Odlaną wodę można w razie potrzeby dolać, jeśli zupa byłaby za gęsta.
Kiedy tarta się upiecze podajemy z ciepłą zupą oraz oliwą do przyprawienia (chociaż są "tradycjonaliści", którzy lubią ketchup). Myślę, że danie jest idealne na obiad w domu, jako alternatywa dla pizzy oraz na obiad dla gości, bo jest proste, oryginalne i pyszne ;)
***
Jutro jedziemy w góry, chociaż pogoda mnie trochę niepokoi. Mam nadzieję, że nie skończy się tak, że przez tydzień będziemy siedzieć w domku i palić w piecu ;)
Trzeba się spakować i jeszcze muszę upiec dziś rogaliki z czekoladą i ciasto czekoladowe z gruszkami. Pochwalę się wypiekami jak dotrę za tydzień do miejsca, gdzie będzie internet.
A to tak, bo mam ochotę!