photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 czerwca 2014

wiosenny wege krem z kalafiora

Są pewne produkty, do których potrzebuję nabrać dystansu, by ponownie po nie sięgnąć. Ostatnio mogę zaliczyć do tej grupy także kalafiora. Od kilku lat prawie go nie jadałam, a ostatnio uwielbiam razem z fasolką szparagową w towarzystwie smażonej bułki tartej. 
Kilak dni temu wybrałam się na nasz gliwicki targ i oprócz truskawek, fasolki, rzodkiewki i szczypiorku skusiłam się na kalafiora. Początkowo chciałam podać go w formie tradycyjnej, ale później stwierdziłam, że przygotuję zupę krem. Świetne danie na lekką kolację albo jako część wiosennego obiadu. Żeby nadać jej bardziej wyrazistego smaku doprawiłam curry oraz świeżą pietruszką.





czwartek, 14 marca 2013

ossstrrrrry krem z pieczonej papryki

Tak jak zapowiedziałam po pierwszej wizycie w gliwickiej Mięcie - wpadam co jakiś czas. Najczęściej po kanapki, ale ostatnio odwiedziliśmy Miętę w porze obiadowej. Ja wybrałam małą sałatkę, L. wziął wrapa - były całkiem smaczne, ale bez szaleństw. Natomiast tym, co nas bardzo zaskoczyło była zupa dnia - tajski krem z pieczonej papryki. Krem, o którym już wiele słyszałam, ale wciąż nie miałam okazji go przygotować. Był przepyszny! Co prawda nie wiem czym objawiała się jego "tajskość", ale stwierdziłam, że koniecznie muszę spróbować przygotować go w domu. L. tylko dopowiedział, że powinnam dorzucić chili, żeby było ostro.
Krem jest bardzo sycący, delikatnie łączy słodki smak pieczonej papryki z ostrymi wrażeniami po czosnku i chili. L. stwierdził, że o to właśnie mu chodziło i muszę przygotowywać zupę częściej.



Składniki na 2-3 porcje:
-3 papryki (najlepiej 2 czerwone i jedna żółta)
-kilka ząbków czosnku
-pół papryczki chili (a jeśli ostry to Wasze drugie imię to nawet całą)
-ok 0,6l bulionu warzywnego
-oliwa, sól, liść laurowy
-dla złagodzenia smaku łyżka jogurtu greckiego przy podawaniu

Paprykę myjemy, kroimy na pół, wycinamy gniazda nasienne, układamy na blaszce, polewamy odrobiną oliwy, posypujemy solą i pieczemy w 200 stopniach przez ok 30 - 40 minut aż stanie się miękka.
Upieczoną paprykę wkładamy do foliowego woreczka, zawiązujemy i zostawiamy na 15 minut. Dzięki temu przy obieraniu skórka znacznie łatwiej będzie odchodzić.
Obrane papryki wrzucamy do gotującego się bulionu, dodajemy lekko rozgnieciony ząbek czosnku, liść laurowy, posiekane chili (jak zawsze ostrzegam - siekajcie w rękawiczkach i uważajcie na błony śluzowe!) i gotujemy przez 10 minut. Wyjmujemy liść laurowy oraz czosnek i odlewamy szklankę płynu. Dodajemy posiekany ząbek czosnku i wszystko miksujemy odpowiednią przystawką z ostrzami na krem. Jeśli wychodzi za gęsty - dolewamy nieco odlanego wcześniej bulionu. Jeżeli chcecie możecie jeszcze doprawić, ale nam nic więcej nie trzeba było :)
U nas został podany w towarzystwie quesadillas z kurczakiem i pomidorami.


***
Dzisiaj najgorszy dzień - 9 godzin na wydziale. Na szczęście przygotowane zarówno śniadanie jak i lunchbox. Ulubiona tortilla z wędzony łososiem, koktajl szpinakowy oraz kurczak curry z cukinią. 
A od jutra weekend! Zamierzamy w tym czasie wykorzystać resztki zimy, czyli jedziemy na stok :) L. razem z kolegami będzie startował w zawodach narciarskich dla informatyków :p A ja zamierzam zakończyć sezon snowboardowy. 

piątek, 4 stycznia 2013

narciarskie jadło - zupa gulaszowa

Każdy, kto uprawia sport wie, jak ważne są odpowiednie posiłki. Szczególnie w przypadku długich wypadów na rower, wycieczek górskich czy całego dnia spędzonego na  stoku. 
Moje wspomnienia związane z wypadami na narty są bogate w tosty, bułki z kotletem, czekoladę i sycące dania jednogarnkowe. Jako dziecko zawsze chciałam frytki w barze przy stoku, bo zamawiane przez rodziców zupy wcale mi się nie podobały. Do flaków, które zamawiała Rodzicielka wciąż nie mogę się przekonać, za to wszelkie gulasze i zupy gulaszowe (wybór Tatusia) uwielbiam. Są proste w przygotowaniu, a ich największą zaletą jest to, że im więcej razy odgrzewane tym lepiej smakują ;) Wystarczy więc zrobić jeden wielki gar zupy gulaszowej i mamy ciepły, sycący obiad na najbliższe 2-3 dni. 
Ostatnio stałam się posiadaczką cudnych misek - zawsze mi się podobały takie z jednym solidnym uchwytem, więc musiałam ugotować dobrą zupę i się pochwalić ;)


Składniki na ok 4 porcje:
-25dag wołowiny
-20dag wieprzowiny
-duża cebula
-duża, czerwona papryka
-duża, żółta papryka (ewentualnie zielona)
-opcjonalnie ziemniak
-1/2 papryczki chili + rękawiczki bądź foliowe woreczki
-przecier pomidorowy lub sok pomidorowy (ok 1,5 szklanki)
-woda lub bulion
-czosnek
-majeranek
-słodka papryka

Mięso kroimy w kostkę, w garnku rozgrzewamy oliwę i wrzucamy mięso. Kroimy cebulę w piórka i po chwili dorzucamy do mięsa, czekamy aż się zeszkli. Zalewamy mięso z cebulą wodą lub bulionem - tyle, by płyn zakrył mięso i gotujemy. Po pół godzinie dorzucamy pokrojone papryki i ziemniaki oraz dolewamy przecier/sok pomidorowy. Kiedy mięso i warzywa staną się miękkie doprawiamy przyprawami, przeciśniętym czosnkiem i papryczką chili pokrojoną w drobne paseczki. Przy krojeniu papryczki warto założyć rękawiczki albo chociaż foliowe woreczki - kapsaicyna zawarta w papryczkach może poparzyć palce. Jeśli jednak kroicie bez rękawiczek to pamiętajcie, żeby nie zbliżać rąk do oczu czy nosa. 




***
Z okazji urodzin L. wybraliśmy się do kina na "Hobbita". Słyszałam wiele opinii przed seansem, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Nie będę się rozpisywać o filmie, bo myślę, że większość z Was fabułę zna :) Nam się film podobał. Nie jest to "Władca Pierścieni", ale ciężko oczekiwać porównywalnie świetnego filmu, skoro książki się różnią. Niektóre dialogi były nieco przydługie, ale mimo to czas w kinie nam się nie dłużył.

niedziela, 18 marca 2012

Le Gruyere i zupa serowa

Powoli zaczynamy wykańczać nasz zapas serów z narciarskiej wyprawy. Zostało jeszcze opakowanie sera do zapiekania oraz "śmierdziuszek" Gruyere, który jest bardzo dobrze topliwym serem i mam pomysł na jego wykorzystanie. W zeszłym tygodniu naszła mnie ochota na dobrą, kremową zupę. Po namyśle stanęło na zupie serowej. Delikatnej, kremowej, z serków topionych. Z nutką aromatycznego, charakterystycznego aromatu sera Gruyere. Podawana z grzankami podbiła mój zmysł smaku.



Składniki:
-litr bulionu
-10 dag serka topionego
-garść startego sera żółtego
-1/3 szklanki mleka
-jajko (albo i dwa)
-nieco soli, pieprzu i gałki muszkatołowej
-kromka chleba/kawałek bułki na grzanki


Do gorącego buliony wrzucamy pokrojony w kostkę serek topiony. Garść startego sera zalewamy mlekiem, żeby ser trochę rozmiękł. Zupę mieszamy aż serek topiony się rozpuści, wtedy dodajemy żółty razem z mlekiem. Mieszamy do rozpuszczenia i wyłączmy gaz. Odstawiamy na 5-10 minut, a następnie wbijamy jajka i szybko mieszamy, żeby się nie ścięły. Na koniec doprawiamy.
Pieczywo kroimy w kostkę i podpiekamy na patelni, wrzucamy do zupy i smacznego.


***
Weekend mija wspaniale! Piątkowy wieczór spędziliśmy w restauracji razem z kolegami z pracy L., próbując różnych smakołyków - my wybraliśmy tagliatelle ze szpinakiem oraz solę na plackach ziemniaczanych. Nie siedzieliśmy do późna, bo mi o 22 zaczęły się oczy kleić ;)
W sobotę rano zdążyłam upiec ciasto, potem zumba, a po powrocie pojechaliśmy ze świerkiem do moich dziadków. Zasadzony w ogrodzie jest, mamy nadzieję, że się przyjmie. Dziadkowie postanowili wykorzystać L. do przesadzenia i przestawienia jeszcze kilku rzeczy. Po pracy herbata i ciacho w ogrodzie. Do tego trzeba było ogarnąć mieszkanie i przebrać typowo zimowe rzeczy, żeby je zanieść do moich rodziców. Z wiosennych porządków zostały jeszcze okna do umycia, ale tym zajmiemy się za tydzień albo za dwa.
Sobotni wieczór spędziliśmy u moich rodziców robiąc wspólnie sushi tzn. my i Rodzicielka, bo Tatuś i Młoda gardzą rybą. 
Dzisiaj kolejny piękny dzień, L. po śniadaniu jedzie odwiedzić babcię, ja pewnie do kościoła. Wieczorem kino. A w międzyczasie może rower?

Udanego tygodnia ;*

wtorek, 13 grudnia 2011

zimowa zupa dla miłośników czasu i czosnku

Po intensywnym weekendzie przyszedł nowy tydzień. Razem z nim poranne wstawanie, kiedy w mieszkaniu jeszcze ciemno. Wizja liczenia całek o 8 rano (na szczęście zrobił to za nas program komputerowy), a potem dość przyjemne 1,5h spędzone na sali wyłożonej materacami, czyli judo. Po powrocie do domu i zrobieniu obiadu...lekki zawrót głowy i reszta dnia spędzona na odpoczynku, z bardzo smacznym akcentem na kolację (nie ma to jak pyszny, domowy, cieplutki chlebek). Dzisiaj dzień, w którym nie mam ochoty na nic. Brak ochoty i czasu na przygotowanie obiadu, więc musiałam znaleźć coś prostego, smacznego, pożywnego i poprawiającego humor.

Stali czytelnicy na pewno wiedzą od jakiego poprawiacza humoru jestem uzależniona. Nie wiem czy wiecie, że razem z czekoladą, pierogami z jagodami, ogórkami kiszonymi i sushi na mojej liście kuchennych cudów w czołówce znajduje się czosnek. Składnik dzielący smakoszy na dwie grupy - jedzących i uciekających jak najdalej od tych pierwszych.

Ja należę do osób, które czosnek uwielbiają. Jest to moja ulubiona przyprawa do kanapek (grzanki z czosnkiem i masłem), jak i przeróżnych obiadów. Powiem Wam, że L. miał na początku mały problem z ilością czosnku, którą dodaję, na (JEGO) szczęście się przekonał i oboje jesteśmy teraz wielbicielami tych aromatycznych ząbków. Dzisiaj jednak postanowiłam uczynić z czosnku główny składnik. Przepysznej, rozgrzewającej, szybkiej i poprawiającej humor zupy czosnkowej. Dziękuję za przepis Kalinie, u której przyuważyłam te pyszności i mogłam wzbogacić mój repertuar zup (z trzech do czterech).



Składniki:
-litr wody
-kostka rosołowa
-czosnek, duuuużo czosnku (6-8 ząbków)
-2-3 trójkąciki serka topionego 
-trochę sera żółtego (najlepiej dobrze się ciągnący po rozpuszczeniu)
-sól, pieprz

Gotujemy wodę, wrzucamy kostkę rosołową, a następnie serki topione (pilnujemy, żeby się rozpuściły). Czosnek przeciskamy przez praskę, 3/4 podsmażamy na maśle na patelni, a następnie wrzucamy z pozostałą częścią i gotujemy przez kilkanaście minut. Pod koniec solimy, pieprzymy oraz wrzucamy ser żółty i gotujemy aż do momentu, kiedy ser będzie się ciągnął. Podajemy od razu, cieplutką w towarzystwie grzanek (u mnie bruschetta, dla urozmaicenia smaku).





***
I cały dzień bez L. dzisiaj. Od rana siedzi w pracy, wpadnie na chwilę zjeść obiad (w czasie kiedy będę miała korki) i potem jedzie do Sosnowca na pierwszą próbę z zespołem, zobaczyć czy da się nawiązać trwalszą współpracę. Chociaż ja i tak najbardziej lubię jak śpiewa mi na ucho ;)
A dzięki odwołanym zajęciom ze statystyki mogę jutro rano wybrać się znów na zumbę :D 
Bawię się woskiem, i z połączenia kolorowych podgrzewaczy (które też się okazały oszukane, dlatego kolory są o wiele jaśniejsze niż chciałam) z kieliszkiem wyszło mi coś takiego:







niedziela, 3 lipca 2011

na codzień i od święta, czyli krem z brokułów i tarte flambee

Przyznam szczerze, że w mojej kuchni brakuje zup. Zupy, które są jednak dość ważnym posiłkiem dla organizmu, robię raz albo dwa w tygodniu (o ile mam czas) i dostaję od mamy, która gotuje wielki gar zupy dla pułku żołnierzy kilka razy w tygodniu. Wynika to głównie z tego, że nie czuję się pewnie w tej dziedzinie i mam opanowane trzy zupy - ogórkową, grzybową oraz krem z brokułów.
Wiem, że dużo osób słysząc o zielonych warzywach na "b" ucieka, gdzie pieprz rośnie, ale brokuły są pycha, a dobrze doprawione mogą stać się pyszną, zdrową i pożywną zupą. Krem zazwyczaj jest podawany z grzankami albo groszkiem ptysiowym, ale zastanawiałam się ostatnio jakby to urozmaicić. I zamiast grzanek podałam do brokułowej przysmak Alzacji - tarte flambee.

Flammekueche lub flammkuchen (fr. tarte flambée) – tradycyjne alzackie danie w formie tarty na bazie ciasta chlebowego, cebuli, skwarków i śmietany. Napotkać można też flammekueche z różnymi dodatkami, jak tarty emmentaler, biały ser, ślimaki, czy inne, bardziej egzotyczne dodatki, ograniczone jedynie wyobraźnią kucharza. Nazwa flammekueche (lub flammenkueche, a także flammenkuche i flamm'kueche) oznacza "pieczona w ogniu"; jest to związane z faktem, iż podczas pieczenia w piecu, płomienie dochodziły do brzegów tarty pozłacając je.




Składniki na krem z brokułów i tarte flambee dla dwóch osób:
- jeden, spory brokuł 
- litr wody
- kostka rosołowa
-1,5 szklanki mąki
-3-4 dag drożdży
-pół szklanki letniej wody
-3 łyżki oliwy
-tłusta śmietana (zmieszałam 30% z 18%, żeby otrzymać fajny krem)
-20 dag boczku 
-duża cebula
-5-7 pieczarek
-ser żółty 
-sól, pieprz, gałka muszkatołowa  

Zaczynamy od wyrabiania ciasta. Mąkę łączymy z drożdżami, wodą i oliwą, wszystko razem zagniatamy (tutaj odbiegamy od tradycji i mamy bardziej ciasto do pizzy niż chlebowe). W razie potrzeby dolewamy jeszcze trochę wody albo dosypujemy mąki. Zostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Tutaj dodam, że tradycyjnie warto ciasto zostawić na całą noc w lodówce, bo dobrze mu to robi, ale ja nie miałam na to czasu ;)

Brokuł należy pokroić na drobne kawałki, do garnka wrzucamy kwiaty oraz miększe i dobrze wyglądające elementy łodygi, zalewamy litrem wody, wrzucamy kostkę rosołową i gotujemy ok. 20 minut.
W tym czasie kroimy pieczarki, cebulę i boczek. Wszystko wrzucamy na patelnię, dolewamy oliwy i podgrzewamy przez kilka minut. Śmietanę mieszamy z solą, pieprzem i gałką.




Rozgrzewamy piekarnik do 250-260 stopni. Ciasto dzielimy na dwie części. Rozsypujemy trochę mąki na blacie i rozwałkowujemy na cienki placek, w miarę okrągły, ale nieregularny.



Nakładamy placek na natłuszczoną blachę, smarujemy sosem śmietanowym i nakładamy zawartość patelni. Rozkładamy równomiernie, a na koniec posypujemy startym serem.
To samo robimy z drugą częścią ciasta. I obie blachy wsadzamy do piekarnika na ok. 15 minut, ale głównym kryterium powinny być przypieczone brzegi  i chrupkość ciasta. Jeśli pieczecie jedno nad drugim warto po kilku minutach zamienić blachy poziomami ;)



W czasie pieczenia odlewamy część wody z brokułów (mniej więcej połowę) i miksujemy/blendujemy brokuły. Normalnie można roztopić serek kremowy i go dodać albo dosypać trochę mąki ze śmietaną, ale tym razem dodałam kilka łyżek sosu śmietanowego do  flammkuchen i zrobił się pyszny krem. Odlaną wodę można w razie potrzeby dolać, jeśli zupa byłaby za gęsta.

Kiedy tarta się upiecze podajemy z ciepłą zupą oraz oliwą do przyprawienia (chociaż są "tradycjonaliści", którzy lubią ketchup). Myślę, że danie jest idealne na obiad w domu, jako alternatywa dla pizzy oraz na obiad dla gości, bo jest proste, oryginalne i pyszne ;)

***
Jutro jedziemy w góry, chociaż pogoda mnie trochę niepokoi. Mam nadzieję, że nie skończy się tak, że przez tydzień będziemy siedzieć w domku i palić w piecu ;)
Trzeba się spakować i jeszcze muszę upiec dziś rogaliki z czekoladą i ciasto czekoladowe z gruszkami. Pochwalę się wypiekami jak dotrę za tydzień do miejsca, gdzie będzie internet.



A to tak, bo mam ochotę!