photo 1_zpsf71e6e78.png photo 2_zpsa04d1f5f.png photo 3_zps76d47384.png
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

tort cytrynowy z kremem mascarpone

Od kilku lat początek roku jest dla mnie imprezowy, gdyż mój L. ma urodziny :) Razem z planowaniem Sylwestra planuję także tort bądź torty, które upiekę na początku stycznia by móc świętować. Decydujące zdanie ma L., bo to w końcu jemu tort powinien smakować, a jego ulubionym jest cytrynowy. W tym roku po raz kolejny (chyba trzeci) piekłam właśnie taki tort, jednak tym razem zamiast zrobić cytrynowy budyń postanowiłam połączyć mascarpone z lemon curdem. Jak wyszło? Przepysznie :)


























Składniki na formę 22cm:
-5 jajek
-3/4 szklanki cukru
-3/4 szklanki mąki pszennej
-1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

Krem do przełożenia:
-500g mascarpone
-250ml kremówki
-3 cytryny
-3 jajka
-pół kostki masła
-3/4 szklanki cukru

Krem do pokrycia:
-1/2 kremu do przełożenia
-pół kostki miękkiego masła
-tabliczka białej czekolady

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie dodajemy cukier stale miksując i po kilku minutach żółtka. Na koniec delikatnie mieszamy z przesianymi mąkami. Przelewamy do formy i pieczemy ok 35 minut (do suchego patyczka). Wyjmujemy z piekarnika i upuszczamy na podłogę z wysokości 50-60cm i studzimy w lekko otwartym piekarniku.

Cytryny i jajka myjemy. Z cytryn ocieramy skórkę i wyciskamy sok. Sok gotujemy ze skórką i cukrem. Jajka wbijamy do miski i ubijamy chwilę, aż się nieco napuszą. Wlewamy do gotującego się soku i stale mieszamy do zgęstnienia. Na koniec dodajemy pół kostki masła i mieszamy do połączenia składników. Studzimy.
Ubijamy kremówkę (nie musi być mocno sztywna), następnie miksujemy z mascarpone i kremem cytrynowym. Jeśli jest za kwaśne to możecie dodać kilka łyżek cukru pudru, jeśli za mało cytrynowe to nieco soku z cytryny.

Biszkopt przekrawamy na trzy części. Układamy spód i nakładamy 1/3 kremu. Następnie drugi biszkopt i 1/3 kremu. Na górę ostatni biszkopt.

Czekoladę rozpuszczamy i studzimy. Miękkie masło ubijamy kilka minut aż będzie nieco bielsze i napowietrzone. Dodajemy masło i czekoladę do pozostałej 1/3 kremu i smarujemy nim cały tort z wierzchu. Górę udekorowałam kilkoma plasterkami cytryny i startą skórką.



sobota, 28 grudnia 2013

Cafe Diglas, Wiedeń

Ostatnio po raz kolejny mieliśmy przyjemność odwiedzić Wiedeń. Wyjazd i odwiedziny świątecznych jarmarków nocą od dawna był moim celem i cieszę się, że udało nam się wyrwać na kilka dni. Jak zawsze przy takich wyjazdach stołowaliśmy się "na mieście", odwiedzając także klimatyczne wiedeńskie kawiarnie. Tak jak przy okazji naszej poprzedniej wizyty postanowiliśmy wybrać się do jednej z bardziej znanych kawiarni, z tych z historią. Wiem już mniej więcej, gdzie się one znajdują na mapie starego miasta, ale tak jak ostatnio wybraliśmy ją całkiem przypadkiem.



Cafe Diglas swoje początki ma w 1875r., a miejsce przy Wollzeile zajmuje od 1923r.
Wystrój ma dość typowy i bardzo wiedeński - ciemne drewno, bordowe obicia i krzesła, małe stoliczki, kontuar na wejściu z wystawionymi ciastami.
Udało nam się znaleźć miejsce, mimo sporego zatłoczenia i co ciekawe, była zatłoczone głównie osobami mówiącymi po niemiecku, a turystów było raczej niewielu.











Ja zamówiłam kawę białą, L. poprosił o latte i dwie porcje Esterhazy torte, bo nie wiedziałam na co innego się zdecydować, a to ciasto ostatnio bardzo mi smakowało. Niestety okazało się, że przepis z Cafe Griensteidl jest smaczniejszy, ale zjedliśmy ze smakiem. Do kawy, jak wszędzie w Wiedniu, dostaliśmy szklaneczkę wody.







Uwielbiam oglądać takie miejsca i patrzeć na szczegóły - lampki, prawie kryształowe żyrandole, z których zwisają przedmioty kuchennego użytku czy biało-czarne grafiki na ścianach. Nie mogło także zabraknąć światełek w świątecznym klimacie. Atmosfera sprawiała, że aż nie chciało się wychodzić :)








wtorek, 15 października 2013

WuZetka tortem została

Jeden z najbardziej charakterystycznych polskich wypieków. Jest kilka teorii skąd pochodzi nazwa - jedna mówi, że to od nazwy trasy przy Warszawie, gdzie była cukiernia z tymi ciastkami, inni, że od Wypiek Z Kremem. Ja znam ją najbardziej ze sklepowego skrótu W-Z i pamiętam, że czasem mama kupowała ją w drodze z pracy, a ja nie mogłam doczekać się deseru. Osobiście uważam, że jest jednym z najlepszych przykładów, że w prostocie tkwi siła - kakaowy biszkopt, konfitura wiśniowa, bita śmietana i polewa czekoladowa. Kto by pomyślał, że stworzą tak przepyszne połączenie?
U mnie w nieco innym kształcie i bez charakterystycznego kleksa śmietany na górze, ale i tak jest smacznie!




Składniki na blachę 22cm:
- 4 jajka
- 2/3 szklanki cukru
- 2/5 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki kakao
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- pół słoika konfitury wiśniowej
- nieco nalewki wiśniowej
- 500ml kremówki
-2 śmietanfixy
- 2 łyżki cukru pudru
- tabliczka gorzkiej czekolady
- 4 dag masła

Piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Pod koniec dodajemy cukier, a po zmiksowaniu dodajemy żółtka. Na koniec delikatnie mieszamy z mąkami i kakao.
Przelewamy do formy i pieczemy przez 35 minut. Po wyciągnięciu blachy upuszczamy ją z niewielkiej wysokości na blat bądź podłogę.Czekamy aż ciasto przestygnie.
Masło roztapiamy z czekoladą na małym ogniu i odstawiamy do przestygnięcia.
Ciasto przekrawamy na pół, dolną część nasączamy nalewką oraz smarujemy obficie konfiturą. Śmietanę ubijamy na sztywno z cukrem pudrem i fixami, a następnie rozsmarowujemy (starczy jej także na dekorację, ja po prostu o tym zapomniałam). Na górę kładziemy drugi biszkopt i smarujemy polewą czekoladową.


poniedziałek, 23 września 2013

czekoladowy tort z malinami

Kolejny sezon urodzin się skończył jak co roku wielką imprezą pod koniec września. I jak od kilku lat postanowiłam odciążyć moją mamę z przygotowań tortów. Siostra zażyczyła sobie schwarcwaldzki, a ja chciałam od dawna zrobić czekoladowy z malinami. To zrobiłam :) Jest intensywny - tak warto go opisać. Chciałam przełamać smak kremu alkoholem, ale na imprezie miały gościć dzieci, więc się powstrzymałam (szczególnie, że w drugim już nieco było).
Tutaj tylko jedno zdjęcie w trakcie pracy, bo dekoracje możecie znaleźć tutaj :)



Składniki na tort 16 cm:
- 4 jaja
- 1/2 szklanki cukru
- 1/2 szklanki mąki
- czubata łyżka kakao
- czubata łyżka mąki ziemniaczanej
- pół tabliczki roztopionej i przestudzonej czekolady

- 250g mascarpone
- 150ml kremówki
- 150g gorzkiej czekolady
- 1/4 szklanki cukru pudru
- małe opakowanie malin
- mały kieliszek wódki (pominęłam, bo na urodzinach gościły dzieci)

- herbata malinowa bądź sok malinowy

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie dodajemy powoli cukier, stale mieszając. Po uzyskaniu lśniącej piany dodajemy żółtka i ubijamy. Na koniec delikatnie dodajemy przesiane mąki oraz czekoladę Masę przekładamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok 35-40 minut. Po upieczeniu wyciągamy ciasto i opuszczamy na koc na podłogę z wysokości ok 50 cm. Wstawiamy do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Przekrawamy na trzy części.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i studzimy. Wlewamy ją do mascarpone, miksujemy. Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem na sztywno i mieszamy z masą czekoladową. Wstawiamy na ok. godzinę do lodówki.

Blaty nasączamy herbatą, nakładamy masę i maliny. Potem drugi biszkopt i powtarzamy.
Do oblania możecie przygotować ganache czekoladowy.

piątek, 6 września 2013

Cafe Griensteidl, Wiedeń

Myśląc o Wiedniu zawsze myślałam o zabytkowych miejscach – Opera, Schonbrunn, dom Mozarta czy liczne kościoły, które wciąż wyglądają wspaniale, nadając temu miastu niepowtarzalną atmosferę. Zapomniałam jednak, że nie tylko stare budowle budują atmosferę miasta. Są to przede wszystkim miejsca, gdzie spotykają się ludzie, a w Wiedniu są to liczne kawiarnie z historią. Do naszej trafiliśmy tuż przed wyjazdem, w trakcie spaceru po Starym Mieście, kiedy patrząc na zegarek stwierdziliśmy, że mamy jeszcze pół godziny do zagospodarowania i można by coś zjeść. Niewiele się zastanawiając weszliśmy do najbliższej kawiarni – Cafe Griensteidl i znaleźliśmy się w nieco innym świecie.



Cafe Giensteidl, Michaelerplatz 2, Wiedeń


Potężne drzwi i bordowe dywany. Meble wykonane z ciemnego drewna, a przy niewielkich stolikach miejsce można zająć na siedzeniach obitych w bordowy aksamit. Jeszcze tylko ciemnoczerwone gerbery na stole i elegancko ubrany pan kelner pod muszką podaje nam kartę.









 Od razu przeszliśmy do sekcji deserów i kaw. Po chwili zastanowienia zamówiliśmy Apfelstrudel (3,50EUR), Esterhazytorte (4,20EUR) oraz dwie kawy – dla mnie Melange z mlekiem i pianką, a dla L. Latte macchiato (4,00 i 4,65EUR).







Apfelstrudel nas nie zachwycił, bo był zimny. A przecież my, Polacy, wiemy najlepiej, że jak ciasto z jabłkami to na ciepło, najlepiej w towarzystwie lodów i sosu :) Być może, gdybyśmy zamówili wersję z sosem waniliowym (coś koło 6-7EUR) to smakowałoby nam bardziej.
Natomiast torcik, o którym niewiele wiedziałam wcześniej, okazał się być przepyszny. Cienkie orzechowo-migdałowe placki przełożone kremem maślanym aż rozpływały się w ustach. Później doczytuję, że to kolejny słynny austriacko-węgierski wypiek stworzony na cześć węgierskiego księcia.
Do tego dobra kawa i od razu humor przed nadchodzącą podróżą się poprawił.






Siedząc w kawiarni i ciesząc się spokojem zaczęłam się zastanawiać od kiedy istnieje to miejsce? I jaka jest jego historia? Po powrocie do domu nadrobiłam swoje braki i dowiedziałam się, że kawiarnia powstała w 1847 roku i była miejscem spotkań wielu ówczesnych artystów (jak większość XIX wiecznych kawiarni). Aż żal było wychodzić z tego miejsca i wracać do zatłoczonego centrum Wiednia.





wtorek, 4 czerwca 2013

ombre rose cake

Jeżeli ktoś wpada czasem na Sugarcraft world to już wie co takiego (i w jaki sposób) przygotowałam dla mojej mamy na 26 maja. Było to małe wyzwanie, ale ja przecież je bardzo lubię ;)
Tort w różach powstał, bo bukiet róż jest za zwykły. Do tego w ten wypiek włożyłam mnóstwo serca, więc nie mógł się nie udać. Co prawda miał kilka niedoskonałości, ale i tak robi wrażenie.
Sam tort jest dość zwykły - jasny biszkopt, odrobina lemon curd oraz bita śmietana z truskawkami. Wychodzę z założenia, że co za dużo to niezdrowo i nie chciałam przeładować tego wypieku smakami.

Nie chcę się powtarzać, więc poniżej podam potrzebne składniki i  przepis na tort, a jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami dekoracji to zapraszam tutaj.



Składniki na formę 16cm: 
- 4 jajka
- 2/3 szklanki cukru
- 2/3 szklanki mąki pszennej
- łyżka mąki ziemniaczanej
-lemon curd do posmarowania biszkoptów (ale można pominąć)
-20-30 dag truskawek
- 350 - 400 ml kremówki (+usztywniacz)

Krem na róże:
- opakowanie mascarpone (250g)
- opakowanie serka sernikowego bądź typu "Bieluch" (250g)
- 400 ml kremówki (+usztywniacz)
- cukier puder do smaku

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka rozdzielamy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie dodajemy powoli cukier, stale mieszając. Po uzyskaniu lśniącej piany dodajemy żółtka i ubijamy. Na koniec delikatnie dodajemy przesiane mąki. Masę przekładamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok 35-40 minut. Po upieczeniu wyciągamy ciasto i opuszczamy na koc na podłogę z wysokości ok 50 cm. Wstawiamy do uchylonego piekarnika do ostygnięcia.

Biszkopt przekrawamy na trzy części. Spód smarujemy lemon curdem, na to nakładamy ubitą na sztywno śmietanę z truskawkami. Biszkopt na górę i postępujemy tak jak wcześniej. Jeżeli zostało Wam nieco śmietany możecie nią posmarować tort z wierzchu czy z boków. Nie jest to jednak konieczne, bo od smarowania kremem zaczyna się dekoracja ;)

Krem do udekorowania tworzymy bardzo prosto - wystarczy zmiksować mascarpone z serkiem, ubitą śmietaną oraz cukrem pudrem.
Tak jak napisałam przy opisie dekorowania - możecie także użyć tradycyjnego kremu maślanego albo wersji na bazie bezy szwajcarskiej, ja jednak wybrałam bezpieczny i sprawdzony krem (wiedziałam, że się uda i nie spłynie).





niedziela, 5 maja 2013

tort truskawkowy na czekoladowym biszkopcie

Przygotowałam podobny tort już w zeszłym roku na urodziny Młodej, jednak nie doczekał się wpisu. Tym razem w nieco innej formie został przygotowany na niedzielny obiad u rodziny L. Truskawki jeszcze przedsezonowe, ale dzięki temu bardzo ładnie się prezentują. Nie jest słodki, stosunkowo lekki i truskawkowy (to chyba najlepsze). Musicie mi wybaczyć brak zdjęcia przekroju, ale nie było jak go sfotografować.


Składniki na formę 16cm:
-4 małe jajka (bądź 3 duże)
-pół szklanki drobnego cukru
-niecałe pół szklanki mąki pszennej
-czubata łyżka kakao
-czubata łyżka maki ziemniaczanej
-30g startej, gorzkiej czekolady
-250g mascarpone
-150g ricotty
-300ml kremówki
-śmietanfix
-cukier puder do smaku
-słoik konfitury truskawkowej
-truskawki (ok 0,5 kg)
-2 łyżki soku z cytryny
-3 łyżki białego wina

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Jajka dzielimy na białka i żółtka. Białka ubijamy ze szczyptą soli na puszystą pianę. Stale ubijając dodajemy cukier, a kiedy piana stanie się błyszcząca dodajemy żółtka i chwilę jeszcze ubijamy. Przesianą mąkę wsypujemy razem z kakao i czekoladą, a całą masę delikatnie mieszamy do połączenia składników. Przelewamy do foremki. Pieczemy przez 30-35 minut, a po wyjęciu upuszczamy na koc z wysokości pół metra. Studzimy, po wystudzeniu wyciągamy z formy i przekrawamy na trzy części.

Ricottę ucieramy z dwiema łyżkami cukru pudru, dodajemy stopniowo mascarpone. Kremówkę ubitą ze śmietanfixem dodajemy do mascarpone i mieszamy. Odkładamy ok 1/3 masy. Do pozostałej części dodajemy 1/3-1/2 słoiczka konfitury oraz trochę pokrojonych truskawek. Wszystko mieszamy i próbujemy, jeśli jest za mało słodkie można dosypać jeszcze cukru. 

Pozostałą konfiturę przekładamy do garnuszka, dodajemy wina oraz soku z cytryny, podgrzewamy i mieszamy aż do uzyskania w miarę jednolitej masy. 

Biszkopt smarujemy konfiturą, nakładamy masę i wygładzamy. Kładziemy kolejny biszkopt i powtarzamy. Cały tort smarujemy odłożoną 1/3 masy i dekorujemy truskawkami. 



***
Wróciliśmy :) Wypad był bardzo udany, pomimo braku pogody. Spacery po górach były krótkie, ale my i tak się nie nudziliśmy. Było ognisko, był grill, karty, przeróżne zabawy, mnóstwo śmiechu i relaksu. Jedyne czego żałuję, to faktu, że tak szybko nam minęło! Ledwo co przyjechaliśmy, a już trzeba się było pakować z powrotem.
W końcu udało nam się także zrealizować pewien pomysł, który miałam w głowie od dzieciństwa - hamak. Nigdy nikomu nie było po drodze się za to zabrać, ale L. przed wyjazdem stwierdził, że trzeba spróbować :)
A teraz powrót do codzienności...







kieliszki na jajka mogą być też do wódki ;)


sobota, 19 stycznia 2013

mini sachera torte

Nazywana królową tortów, sławna i uwielbiana. Mnie szczególnie nie zachwyciła, więc dlatego tyle zwlekałam z jej upieczeniem. Nie zrozumcie mnie źle - ciasto jest bardzo smaczne, jednak sława jest nieco przesadzona. Ostatnio miałam ochotę na coś czekoladowego, coś więcej niż brownie. Dwa blaty, wykrawaczka do pączków, ulubiona konfitura, no i polewa. Tort Sachera w wersji mini! Idealna na chwilę odpoczynku od uczelni ;)
Podaję przepis na ciasto w normalnym rozmiarze - 24cm. Ja upiekłam 16cm i użyłam wykrawaczek o średnicy 8cm - wyszły mi dwa torciki + resztki. Używając tych wykrawaczek do ciasta 24cm powinno wyjść 5 torcików (a może i więcej, jeśli Wam się uda optymalnie wyciąć ciasto).
Niestety, przepis nie zawiera proszku do pieczenia, dlatego trzeba uważać przygotowując ciasto, a i tak może się zdarzyć zakalec.


Składniki na formę 24cm:
-200 g gorzkiej czekolady
-125 g masła
-8 żółtek
-8 białek
-szczypta soli
-140 g cukru pudru
-125 g mąki pszennej, przesianej + łyżka stołowa kakao

-słoik konfitury morelowej
-200g gorzkiej czekolady + 100ml kremówki na polewę

Gorzką czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i roztapiamy w kąpieli wodnej. Masło roztapiamy. Żółtka ucieramy trzepaczką, dodajemy roztopione masło i czekoladę, mieszamy.
Białka z solą ubijamy na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier i jeszcze chwilę ubijamy. Dodajemy 1/3 piany do masy czekoladowej i stopniowo wsypując mąkę mieszamy delikatnie, aż składniki się połączą. Dodajemy pozostałą pianę i delikatnie mieszamy ciasto.
Ciasto przekładamy do dwóch form 24cm wyłożonych papierem - jeśli nie możecie ich piec jednocześnie to najlepiej zrobić połowę ciasta, a potem drugą ;)
Pieczemy w 180 stopniach ok 35 minut - do suchego patyczka.
Kremówkę podgrzewamy, kiedy będzie bardzo ciepła dodajemy połamaną czekoladę i mieszamy do rozpuszczenia. Studzimy. 

Po przestudzeniu smarujemy jeden blat konfiturą morelową, nakładamy drugi. Oblewamy polewą. 
Jeśli będziecie wycinać mniejsze torciki to najpierw należy wyciąć okręgi z ciasta, a potem przełożyć i oblać polewą.


***
Kolejny semestr za mną. Sesyjną zabawę zaczynam już w poniedziałek. Jestem ciekawa czy zdarzy się tydzień cudów? Szczerze wątpię i liczę, że chociaż COŚ uda mi się popchnąć do przodu. I jak mantrę powtarzam alpyalpyalpyalpyalpyalpy. A L. w poniedziałek ma egzamin inżynierski :)
Ze zdrowiem lepiej, wczoraj mroźne spacery i wieczorna zumba, dzisiaj cały dzień zakopuję się w MIKRO, a jutro chyba wygra chęć nad rozsądkiem - snowboard?

środa, 26 września 2012

sugarcrafting - domowa masa cukrowa po raz pierwszy

Styl angielski to coraz modniejszy sposób zdobienia tortów, polegający na dekoracji tortu masami cukrowymi. Jest to trend bardzo popularny w Wielkiej Brytanii czy w Stanach, a ostatnio przeniósł się także do Polski. Jedyny problem jest taki, że w krajach zagranicznych jest zupełnie inne spojrzenie na wypieki*, w tym także torty urodzinowe. Szukając licznych informacji o tortach w tym stylu na zagranicznych stronach napotykałam przepisy głównie na grube biszkopty przełożone kremem maślanym albo keksy czy babki. Wniosek jest jeden - pyszne torty w milionie smaków przekładane kremami różnego rodzaju to raczej typowe torty w Polsce. Zdobienie masą cukrową zyskało taką popularność, bo można przy jej pomocy stworzyć cuda, tylko mam wrażenie, że za granicą wygląd i smak nie zawsze idą w parze. Postanowiłam się z tym zmierzyć i przygotować smaczny tort, który przy okazji zyskałby zupełnie inny wygląd dzięki masie cukrowej.


Jakie torty się nadają do takiej dekoracji? Te bardziej stabilne tzn. ciężko mi sobie wyobrazić obkładanie tortu bezowego. Natomiast jeśli robimy tort z masą na maśle czy czekoladzie - nie ma żadnego problemu. W przypadku bitej śmietany - albo można połączyć z jakimś serkiem (w moim torcie było to mascarpone), dodać usztywniacz do śmietany czy żelatynę. 

Masę cukrową kładziemy na krem maślany. Jest to bardzo ważne szczególnie w przypadku tortów przełożonych śmietaną, owocami czy mocno nasączonych, bo masa cukrowa zacznie chłonąć wodę i może się rozpuszczać. Także należy tort posmarować z wierzchu, bardzo dokładnie, cienką warstwą kremu. Na tort 26 cm zrobiłam krem z miękkiej kostki masła, pół szklanki cukru pudru i pół roztopionej tabliczki białej czekolady - ubijamy masło z cukrem, pod koniec dodajemy przestudzoną czekoladę, smarujemy tort i chłodzimy. Przed nakładaniem masy cukrowej należy tort wyjąć chwilę wcześniej z lodówki. Krem jest praktycznie niewyczuwalny pod masą.


Długo zastanawiałam się czy kupować masę cukrową czy zrobić ją samodzielnie. Wybrałam drugą opcję, bo zakup masy na tort o średnicy 26cm to koszt ok 40zł**, a zrobienie w domu to koszt 1kg cukru pudru i opakowania glukozy, którą można kupić praktycznie w każdym hipermarkecie (albo na dziale z cukrami albo na dziale ze zdrową żywnością w Auchan). Niestety, nie jest to aż takie łatwe jak mi się wydawało ;) Przepis wzięłam z forum Tortolandii.

Składniki na masę: (ja na tort 26cm i drobne dekoracje wykonałam przepis x1,5)
-ok 80 dag cukru - szczerze przyznam, że nie wiem ile ja dałam, ale na pewno mniej, ok 65dag zamiast 80
-70ml zimnej wody
-4 łyżeczki żelatyny
-10dag glukozy
-2 łyżeczki Planty

Żelatynę wsypujemy do garnuszka i zalewamy wodą, odstawiamy na 5 minut. Następnie umieszczamy garnuszek nad parą wodną i rozpuszczamy żelatynę, dodajemy glukozę, a po chwili Plantę i chwilę mieszamy. Zdejmujemy przed całkowitym rozpuszczeniem się Planty i studzimy do temperatury pokojowej. Do miski wsypujemy połowę cukru pudru, dodajemy naszą masę z żelatyny i mieszamy. Kiedy masa 'złapie' cukier puder możemy zacząć wyrabiać rękoma.
Teoretycznie masa powinna bez problemu łapać cukier, ale będzie się to działo stopniowo, więc cukier też dodajemy stopniowo. Jak napisałam wyżej, w mojej masie znalazło się znacznie mniej cukru pudru niż zakłada przepis. Przyznam, że był to powód do stresu, bo w pewnym momencie cukier nie chciał się wchłaniać, a ja gniotłam, gniotłam i gniotłam, a ręce zaczynały boleć. Na szczęście była magiczna rada - dodaj trochę Planty, dzięki czemu masa wraca na właściwy tor. Moczyłam także delikatnie opuszki palców, żeby nieco rozmiękczyć masę i wcisnąć jak najwięcej cukru do środka. Niestety, założyłam, że jak zrobię masę z 80dag to wystarczy. A tu się okazało, że jest masy znacznie mniej i robiłam ją jeszcze drugi raz, z połowy składników.

Masę można przechowywać w lodówce, szczelnie opakowaną w folię. Jeśli będzie za twarda trzeba ją ogrzać - chwila w mikrofalówce, nad parą wodną albo zagniatanie. Kuchenki mikrofalowej nie posiadam, a trzymanie nad parą wiele nie pomogło. Szczerze przyznam, że dodatkowe zagniatanie otrzymanej kuli (blisko kilogramowej) było kolejną męką. Potem przyszła pora na rozwałkowanie - zgodnie z przepisem na blacie posmarowanym Plantą, grubość ok 3-5mm. Pierwsze podejście skończyło się porwaną masą. Stwierdziłam - nie panikować. Nieco wody, nieco Planty, nieco dosypałam cukru i uzyskałam fajną masę, którą postanowiłam podsypać mąką ziemniaczaną i tym razem rozwałkowała się bez większych problemów. Nawinęłam ją na wałek i przeniosłam na tort. Teraz przyszła pora na ułożenie masy i odcięcie nadmiaru, bardzo pomocny okazał się nóż do pizzy.


Niestety, w jednym miejscu masa mi się nieco rozerwała. Niewielkie pęknięcia czy naderwania można naprawić przykładając gorący nóż do masy, ale w przypadku większych zostawia to mało estetyczny ślad. Dodatkowo nieco za bardzo wykroiłam masę i w kilku miejscach wystawał spód tortu. Na szczęście zostało trochę masy ze ścinków, dzięki czemu postanowiłam zrobić wstążkę i zakryć moje błędy - wstążkę posmarowałam wodą i przykleiłam do tortu ;) Z reszty masy uformowałam motylki. Użyłam dwóch barwników - najpierw w kolorze cielistym, a następnie fiolet jagodowy. Sprawdziłam tym samym dwa rodzaje barwników - w żelu i w proszku. Z barwnikiem w żelu nie było żadnych problemów - trzeba było tylko zagnieść masę z odrobiną barwnika. Natomiast czytałam sporo, że barwniki w proszku zostawiają nieestetyczne plamki, smugi etc. Dlatego nasypałam barwnik na masę i rozsmarowałam ją mokrym palcem. W jednym miejscu pojawiło się intensywniejsze przebarwienie, a tak to nie było problemów :) Motylki posmarowałam srebrnym barwnikiem w proszku, delikatnie się mieniły. Przykleiłam je zwykłym lukrem.



jagodowy fiolet pozdrawia!

Domowe przygotowanie masy (łącznie z robieniem motylków oraz kremu maślanego) zajęło mi ok 2h i skończyło się bólem przedramion, a mój prawy łokieć prawie mnie zabijał przez resztę dnia. Mój problem prawdopodobnie wynikał z tego, że dałam nieco za dużo żelatyny - łyżeczka łyżeczce nierówna. Następnym razem spróbuję dać 3.5 i poproszę L. o pomoc przy zagniataniu :)
Tort przechowywałam w lodówce przez kilka godzin. W obawie o to, żeby nie powstała tzw. rosa postanowiłam na wszelki wypadek zakryć tylną ścianę lodówki kawałkiem kartonu. Podobno pomaga. Natomiast moja mama trzymała pozostałą część noc i pół dnia, bez żadnych udziwnień i nic się z nim nie stało.

Jeśli chodzi o smak masy - co tu dużo mówić, to praktycznie sam cukier. Albo można zrobić mniej słodki krem albo zrezygnować ze zjadania masy.

Muszę jeszcze wspomnieć o przydatnych narzędziach. Jakiś czas temu za kilka złotych kupiłam w Ikei biały, plastikowy komplet do tortu - łopatkę do nakładania oraz taką dość długą, wąską packę/łopatkę, która jest moją najlepszą przyjaciółką przy robieniu tortów. Świetnie się sprawdza przy smarowaniu i wygładzaniu mas. Wiem też, że przy najbliższej okazji kupię nóż cukierniczy, co znacznie ułatwi mi przekrawanie biszkoptu i wyrównywanie.
Drugim przydatnym narzędziem okazał się nóż do pizzy (i długa linijka oraz metr krawiecki). Zaopatrzyłam się także w specjalny wałek. Jednak wałek dużych rozmiarów kosztuje ok 100zł, więc za znacznie mnie kupiłam 'wałeczek' 25 cm, który niestety nie okazał się przydatny (żałuję, że nie kupiłam tego noża :p). Musiałam polegać na tradycyjnym, drewnianym wałku, który obsypany mąką ziemniaczaną spisał się bardzo dobrze.
Kolejną inwestycją będą packi cukiernicze, służące do wygładzania ciasta.


*Mam znajomą Szkotkę piekącą tradycyjne anglosaskie wypieki dla gliwickich kawiarni, które są zazwyczaj niskie, zbite i bardzo przesłodzone. Można także spojrzeć na przepisy Nigelli - mokre, intensywnie słodkie ciasta. Oglądam także różne programy o cukiernikach ze Stanów, tam właśnie każdy tort jest przekładany masą maślaną.

**Mówię o cukierniczych sklepach internetowych. Można zamawiać masę znacznie taniej z hurtowni, ale są to spore ilości, a zazwyczaj takich człowiek nie potrzebuje.

PS Zawsze lepiej zrobić więcej masy i ją zachować czy nawet wyrzucić niż zrobić za mało i potem kombinować ;)

niedziela, 23 września 2012

jagodowy Rafaello w motylach

Wczoraj była impreza urodzinowa Rodzicielki i moja dla rodziny. Większość jedzenia przygotowała Rodzicielka, ale ja postanowiłam zrobić tort. Stwierdziłam także, że będzie to idealna okazja, żeby rozpocząć moją przygodę z masą cukrową. Muszę przyznać, że podchodziłam dość sceptycznie do tego typu tortów. Jednak zmieniłam zdanie w tej kwestii i wiem, że tort może prezentować się świetnie obłożony tą masą, a do tego pysznie smakować. Dzisiaj napiszę tylko o torcie, natomiast masie cukrowej poświęcę kolejny wpis :)
Nie wiem czemu wpadło mi do głowy połączenie dwóch smaków - jagód i kokosu, ale było bardzo udane :)




Biszkopt 26cm: tradycyjnie przepis na biszkopt rzucany z Moich Wypieków, innych nie piekę :)
-7 dużych jajek
-szklanka mąki pszennej
-1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
-3/4 szklanki cukru

Jajka rozdzielamy, ubijamy białka na sztywną pianę. Pod koniec dodajemy cukier, chwilę ubijamy i dodajemy żółtka. Na koniec delikatnie mieszamy z przesianymi mąkami. Pieczemy w 170 stopniach przed 40 minut. Zaraz po upieczeniu wyjmujemy blachę i zrzucamy na koc z wysokości ok pół metra. Potem wstawiamy z powrotem do piekarnika i studzimy. Jak biszkopt wystygnie wyjmujemy go z formy.





Krem, nasączenie i przełożenie:
-500g mascarpone
-500g kremówki 36%
-2/3 szklanki cukru pudru (orientacyjnie, dosłodźcie do smaku)
-pół szklanki likieru kokosowego
-szklanka wiórków kokosowych

-1/3 szklanki likieru kokosowego
-1/3 szklanki wody
-konfitura jagodowa - jeden słoik starczył mi na jeden blat ciasta

Schłodzoną kremówkę ubijamy na sztywno, dodajemy mascarpone, a następnie cukier puder do smaku. Na koniec dolewamy likier kokosowy oraz wiórki, mieszamy do połączenia składników. Biszkopt przekrawamy na 3 części. Dwie z nich nasączamy likierem wymieszanym z wodą i smarujemy konfiturą jagodową. Ja miałam tylko jeden słoik, więc stwierdziłam, że tylko jeden blat nią posmaruję, natomiast o wiele lepiej by się prezentowały oba przełożone. Nakładamy połowę masy i równo rozsmarowujemy, na to drugi blat, druga część masy i trzeci blat. Chłodzimy w lodówce, najlepiej całą noc.

Mój tort został udekorowany masą cukrową, pod nią jest krem maślany. Jednak o tym napiszę kolejnym razem. Alternatywą dla takiej dekoracji może być ganache z białej czekolady i kremówki albo posmarowanie bitą śmietaną i obsypanie świeżymi jagodami, bezami albo wiórkami kokosowymi :)


PS Wybaczcie mi tę kretyńską literówkę na zdjęciach, już nie mam jak tego poprawić :( Ale widzę, że tak się wszystkim tort spodobał, że tylko jedna osoba na to zwróciła uwagę :D