Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

Jesień niech trwa ...

Z jej życia zniknął na stałe już kilka lat temu, z jej osobistego komputera nie dawno. Dopiero wczoraj się zorientowała, ze od jakiegoś czasu nie ma go na Face boku i zrobiło jej się naprawdę żal. To jedyne co ją z nim obecnie łączyło, te krótkie informacje , które znajdowała w sieci. Że leci do Polski, że wraca na Wyspy. Czego dziś słucha, jaki ma nastrój. Oglądała zdjęcia. Że zeszłej nocy znów zachlał mordę, o tym wolała nie czytać, ale czytała i zastanawiała się kim teraz jest , czasem po prostu nie dowierzając w jego puste słowa. Mimo to chciała wiedzieć, chciała mieć pewność, że żyje i nic mu nie jest, że te jego balansowanie na granicy kiedyś się skończy. Ten jego ciągły krok od śmierci. Ostro żył. Wciąż chciała, aby był szczęśliwy. Czy tęskniła? Nie, nie tęskniła. Czasem po prostu brakowało jej tego poczucia wolności , które jej dawał, a którego brakuje jej w tym nowym życiu. On po prostu mówił : Rób co chcesz. Rób jak uważasz. Ale nie, nie w tym sensie, ze gówno mnie obchodzi co robisz i czego chcesz w życiu, on po prostu nigdy-nie-bywał - zaborczy. Nigdy! Bo ona mężczyzn, którzy próbowali trzymać ją krótko na smyczy omijała. Już taka była nieokiełznana i tylko on potrafił ją zrozumieć i ugłaskać. Tę jej szarpaninę, kiedy chwytała za aparat i gnała tam gdzie jest niebezpieczeństwo, gdzie ból, ludzkie nieszczęście, wojna i strach w oczach kobiet i dzieci. Wciąż była dobrą reporterką, nawet bardzo. Przymknęła oczy i pomyślała o tych setkach emaili, które do siebie napisali. Jak ciężko czasem było utrzymać taki związek „za wszelką cenę”. Dopiero nie dawno zdała sobie sprawę, że to jej wina, po prostu brakło jej sił i to zakończyła. Krótko, dosadnie, jednym cięciem. Nie kocham Cię już ! Ale to nie była prawda, jej po prostu brakło cierpliwości w tym wszystkim. Bo ile można czekać kiedy znikał i wracał do jej życia ponownie?? Wtedy pragnęła go naprawdę. Życia z nim, nieważne gdzie. Była gotowa na wszystko kiedy uciekała z nim w październiku. Kiedy musiała wracać do swojego życia kilka miesięcy później już nie była taka pełna wiary i optymizmu. Jak to niektórzy mówią życie to nie bajka. Teraz się cieszy, że nikt już o to nie pyta, gdzie zniknęła i z kim. Odpowiadała, że Egipt, że Turcja, przez moment Afganistan potem Rosja. Była w swoim żywiole, jak zawsze, tam gdzie się coś dzieje. Tematów nie brakowało. Setki nowych zdjęć do kolekcji pełne rozpaczy i emocji. Tylko czasem kiedy siedziała w brudnym pokoju hotelowym nadsłuchując skąd odchodzą strzały myślała o tym mieszkaniu na parterze. Pięćdziesiąt cztery metry ich wspólnego raju. Dwa pokoje bez mebli i zasłon, tylko gruby materac, mały przenośny telewizor i kosz na ubrania. Łazienka z małą wanną, kuchnia bez lodówki. Była zima, żywność chowała za oknem. To nic, najważniejsze, że wreszcie mogli być razem. Mogli zasypiać razem, tylko to się liczyło, ucho przy uchu słuchając jak przez cienką ścianę sąsiad brzdąka cicho na gitarze. Czasem ktoś ten koncert przerywał głośno waląc w rury. Echo wtedy niosło w całym pionie, a oni śmiali się do rozpuku. Czasem czytali razem leżąc pod kocem na materacu. Czasem po prostu pakował ją w starego fiata uno i jechali na poszukiwania skarbów, brali stary wykrywacz, który kiedy kupił od znajomego i łazili godzinami po polach i lasach. Na trzydzieste urodziny kupił jej nie najnowsze perfumy Natalii Portman lub Salmy Hayek, ale starą lampę na biurko. Żeby mogła pisać, także w nocy. Kochała stare rzeczy. Rano jak już wychodził, jeszcze taką zaspaną zawsze całował w brzuch, tak na dzień dobry i długo tulił na progu. Biegła potem przez całe mieszkanie, żeby jeszcze zobaczyć go z okna, jak odjeżdża. Kiedyś po prostu nie wrócił o stałej porze, ani w nocy ani na drugi dzień. A ona szalała z niepokoju, obdzwoniła wszystkie szpitale i posterunki policji w okolicy. Potem przysłał właścicielkę mieszkania, która skrupulatnie liczyła wszystkie klosze w mieszkaniu, stan licznika i opłaty do uregulowania za ostatni miesiąc. Jej świat się zawalił. Umowa najmu kończyła się i musiała się wynieść , właścicielka dała jej trzy dni. Trzy. Przez pierwsze dwa na zmianę przeleżała na podłodze pod kaloryferem , na podłodze pod oknem. Materac. Jak pies czekając na swojego pana. Trzeciego dnia posprzątała mieszkanie, umyła podłogi, zrobiła makijaż i wyszła zamykając za sobą drzwi. Klucze wrzuciła do skrzynki na listy tak jak obiecała. Tylko wychodząc przed blokiem nie zauważyła, ze jego samochód wciąż tam stał na parkingu przy drugiej klatce. To dopiero był smutny widok. Nie takiego życia sobie z nim wyobrażała. Najgorsze w tym wszystkim było to, że znów zaufała i dała się ponieść emocjom. Zakochała się , ale to nie było prawdziwe jej życie. Teraz dopiero po latach w końcu poczuła, że znalazła swoje miejsce na ziemi. Czasem tylko wydaje jej się, że udało jej się zapomnieć o wszystkim, a czasem wciąż go czuje między swoimi udami. Na plecach, jego dłonie znów we włosach. Tylko wtedy jej poduszka jest mokra od łez.

czwartek, 20 marca 2014

Pierwszy Dzień Wiosny Dniem Szczęścia ....

Cudownie się dziś złożyło. Mamy Pierwszy Dzień Wiosny i Dzień Szczęścia więc uczmy się cieszyć z rzeczy drobnych czekając na piątek, czekając na pierwszy majowy deszcz, pierwszy opadający liść, łagodny podmuch wiatru po upalnym dniu. Pierwszy płatek śniegu za oknem by czekać na lato po ostrej zimie. Wyjście do lasu kiedy w powietrzu unosi się zapach wiosny, puszczają pąki, pierwsze kwiaty i kiedy zaczyna soczysta trawa cieszyć nasze oczy. Biegajmy po rosie czekając na szczęście, czekając na piękne chwile, kolekcjonujmy je razem. Kto wybiera się w tą podróż w poszukiwaniu szczęścia i swojej drogi ?? A powyżej moje ostatnie prace z myślą o Świętach i kołnierzyk dla znajomej. Niedawno powstał drewniany kogut, którego czeka jeszcze malowanie, ale chciałam Wam go już pokazać. Pozdrawiam serdecznie w ten radosny dzień, dziękuję wszystkim za odwiedziny, życzę wszystkiego dobrego. Houk ! Aneta

sobota, 23 marca 2013

Wspomnienia ...

Niedawno w sieci natknęłam się na to zdjęcie i serce na chwilę zamarło. To miejsce mojego dzieciństwa, którego już nie ma. Oprócz tego, że szalało się z naszą paczką na podwórku co raz to wymyślając nowe zabawy jeździłam na wieś do siostry mojej babci i biegałam nad rzekę. Nad rzeką bywało się częściej, kąpało, opalało i już nigdy potem nie miałam takiej opalenizny jak wtedy w dzieciństwie. Kochałam tą małą wysepkę, na której "biwakowałyśmy". Z minionym czasem wysepka powiększała się i zarastała trawą. Rzeka miała dwa biegi, pośrodku była wspomniana wysepka, na którą przechodziliśmy przez wodę w najpłytszym miejscu, nawet kiedy potem już jej nie było, bo zmieniono bieg rzeki to chodziliśmy tam ucząc się palić pierwsze papierosy, albo na pierwsze randki. Robiliśmy też ogniska, ale to na drugim brzegu rzeki, bliżej pól. Koledzy w długimi piórami przy akompaniamencie gitar, bluesowo-rockowe kawałki. Najniebezpieczniej było przy starym młynie, który potem rozebrano i ślad jaki po nim pozostał to stara sosna, która tam jeszcze rośnie. Przez rzekę płynęła tama, którą już nie pamiętam dokładnie i właściwie dlaczego wysadzono. I właśnie wtedy zmieniono ten bieg rzeki. Przypomina mi się, że był to koniec lat 80, albo początek 90 roku i być może ma to związek z Wojskami Radzieckimi, które tu wówczas stacjonowały. Młyn rozebrano, bieg rzeki zmieniono, miejsce po tamie zarosły krzewy zrobiła się pustka i tylko dziecięce wspomnienia zostały. Dziś to miejsce wygląda tak ... Jak dla mnie to mało ciekawie. Spójrzcie ten drugi dom mieszkalny przysłaniały drzewa, których też już nie ma. Nie mam pojęcia dlaczego wciąż wycina się drzewa. Niemcy daleko przed wojną je sadzili, a my karczujemy. To boli. Zrobiono tam zalew dla wędkarzy, a kiedyś całe rodziny korzystały z tego miejsca. Było pięknie. Oprócz tych fajnych chwil były też momenty tragiczne. Miałam 11 lat jak koleżanka mówi do mnie "chodź tam do rzeki". Poszłam. Rzeka miejscami była zdradliwa, miała doły i zdradliwe prądy. Do dziś nie mam pojęcia jak to się stało, że stałam po kolana w wodzie, a za chwilę tonęłam, myślę, że musiałam wpaść w jakiś wir, ale wiem, że to musiało być naprawdę blisko brzegu gdyż raczej byłam roztropnym dzieckiem i nie chodziłam tam gdzie wiedziałam, że nie można. Wynurzając się z wody pamiętam, że taki chłopak, który potem wyjechał do Stanów, że krzyczał, że ktoś tonie. Wyciągnął mnie Pan, któremu będąc już dorosłą miałam okazję podziękować. Raz też był taki przypadek, że pijany mężczyzna wziął moje dwie kuzynki na dach tego młyna i kazał im skakać do wody. Zgroza ! Ja z nimi nie poszłam, one też nie skoczyły, skoczył on sam i wypłynął mi koło stóp z twarzą do wody. Na początku myślałam, że chce mnie rozbawić, ale potem ruszając jego ciało stopą zorientowałam się, że jest coś nie tak. Ten jeden skok zniszczył jego życie. Niedawno pisałam Wam o spotkaniu z Karoliną, która ma śpiewać moje wiersze. I tak wspominałyśmy chwile na Młynarskiej, chwile z dzieciństwa i zgadałyśmy się o tym zdarzeniu i się okazało, że Karolina też tam wtedy była, a ten Pan to był ktoś z jej rodziny. Jak widzicie rzeka, którą kochałam, która była częścią mojego dzieciństwa była też bardzo zdradliwa i trzeba było uważać na każdym kroku. Pamiętam też strach z tego dnia, kiedy się topiłam i od tamtej pory mam tak, ze nie wchodzę do wody jeśli jej nie znam, jeśli nie czuję gruntu, czasem mam taki lęk, że mnie zaraz pociągnie w czarną mroczną przepaść... To tyle na dziś. U mnie pięknie i śnieg przestał padać. Wyszło słońce, sąsiadka widzę, że myje okna. Szalona, bo jest na dworze -9 st. C, zaraz pewnie przyklei się do tej szyby i odtaje dopiero po Świętach hihi. Zmykam rozpalać w piecu, temperatura w pokoju spadła i czuję mały chłód. Dziś sobotę spędzam pod pledem, robiąc sobie maraton filmowy i szydełkując. Trzymajcie się ciepło... Houk! Aneta

piątek, 8 marca 2013

Kobieta pod różną postacią ...

Witajcie. Dziś szczególny dzień dla mnie, nie tyle co szaleję na punkcie Święta 8 marca i oczekuję bukietów i dziesiątki życzeń od Panów, ale dziś łączę się z kobietami, które ciężko pracują czasem ponad swoje siły na całym świecie. Które są prześladowane, katowane, które tak z poświęceniem wychowują swoje dzieci, dbają o ognisko domowe, które walczą o przetrwanie, o byt. Również myślę o tych kobietach bohaterkach, którym nie brakuje odwagi, ani siły jak np. pierwsza Polka, która zdobyła Biegun, żona Marka Kamińskiego, ani tych, które są twórcze. Bardzo lubię poezję kobiecą może dlatego, że jako kobieta bardziej ją rozumiem. Niezmiernie cenię sobie Kaśkę Nosowską za teksty, ostatnio też Peszek. Ale ja nie o tym chciałam pisać. Nigdy o tym tutaj nie wspominałam, ani nie mówiłam, z wielu powodów, poza tym kobieta, która doznaje przemocy domowej w naszym kraju - to wstyd, o tym się nie mówi. I tutaj dziś wszystkim kobietom, które doznają upokorzenia lub są krzywdzone psychicznie, fizycznie lub w jakikolwiek inny sposób mówię, żeby walczyły o siebie z całych sił, żeby się nie poddawały nigdy. Ciężko mi o tym pisać, ale i ja, którejś październikowej nocy musiałam uciekać wraz z dziećmi na drugi koniec Polski. Dziś zrobiłabym to samo jeszcze raz. Moja walka o siebie trwała bardzo długo, nie tylko, żeby stanąć na nogi, bo życie się toczy dalej, ale sprawy sądowe ciągły się latami. Pięć, sześć, siedem długich lat, byłam już dla siebie jak prokurator czy adwokat. Sama pisałam pisma, na tym gruncie musiałam uczyć się wszystkiego, walczyć o sprawiedliwość, przerwać milczenie, w środowisku, w którym jestem nikt nie chciał uwierzyć, nikt nie chciał słuchać. Nikt nie pomógł. Prawo jest skonstruowane tak, a nie inaczej. Ale nie wolno się poddawać. Nigdy. Fotografia utrzymywała mnie na powierzchni. Dzieci były moją siłą. Pasje, ale brakowało mi pozytywnego nastawienia do świata. Dziś jestem kim innym. Jestem sobą. Naprawdę warto walczyć i uwolnić się z gównianego związku. Mi się udało, bo może dlatego, ze mam charta ducha, ale też jestem typem buntowniczki i nie godziłam się na "tamto życie". Chciałam też być szczęśliwa !!! Udało się ! Wszystkim kobietom życzę nadziei, siły, miłości,radości, szacunku do samych siebie. Nie bójcie się niczego.Jestem z Wami. Pięknych chwil ! A.