... nie tylko wyczekany weekend nadszedł, ale i paczka a w niej... zapomniana przeze mnie upragniona niegdyś J-Doll Joseph Splatz. Po odpakowaniu jej pudełka, za pierwszym wrażeniem wydała mi się dziwna, taka "mangowa". Za drugim razem gdy obracałam ją na wszystkie sposoby, odczucia nie zmieniły się...
niestety zastanawiam się nad jej sprzedażą....
Kiedy ją zamawiałam byłam jeszcze na etapie lalek Barbie i innych im
podobnych. Teraz kiedy bez reszty wciągnęłam się w dyniogłowe, J-Doll
przestała mnie intrygować. Jeszcze trochę popatrzę na nią w stanie
nienaruszonym i jak niczego nie poczuję, wystawię na All.
W
międzyczasie poczułam miętę do nieznanego mi do tej pory, wszędobylsko
atakującego mnie z monitora wizerunku chińskiej dziewczyny, która jest
mieszanką Blythe i Pullip... i tym oto sposobem padłam ofiarą lalki
Tangkou, którą zamówiłam wczoraj na dobranoc. Lala w drodze, powinna być
w środę więc czekam na nią z niecierpliwością. Fascynuje mnie w niej
to, że przypomina Blajtkę, od których na razie trzymam się z daleka...a
które zaczynają mnie powoli interesować, ba nawet zaczynają mi się
podobać (!)
pozdrowienia słoneczne zostawiam!
p.s. muszę przyznać, że nawet fotogeniczna z niej bestyjka :P