wtorek, 17 maja 2011
Ta, którą nigdy nie byłam
Tytuł: Ta, którą nigdy nie byłam
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Seria z miotłą
Rok wydania: 2008
Stron: 445
Moja ocena: 5/6
"Rzeczywiście tak było. Miałam to w genach.
A mimo to nigdy nie brałam pod uwagę, że mogłabym być szalona. Wręcz przeciwnie, zawsze byłam pewna, że nie mam w tym kierunku predyspozycji. Nie słyszę głosów i nie żyję w świecie pełnym znaków i tajnych przesłań, ja tylko zamykam czasem oczy i obserwuję Marie. Moje życie, choć przecież nie moje. Mój świat, który jest innym światem. Inna rzeczywistość, która czasem - ale tylko czasem! - bywa żywsza i prawdziwsza niż ta, w której ja sama żyję." s. 54
"Zrobiło się cicho. Tracimy siebie, pomyślałam. Teraz znów będziemy samotni. Potem usłyszałam swój własny głos.
- A mój sekret jest taki, że nie wiem, jak mam na imię.
Udało się. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w moją stronę.
- Nie wiesz, jak masz na imię?
Per był naprawdę zdziwiony. Przygryzłam wargę. Muszę uważać. Nie powiedzieć za dużo.
- Mama nazywa mnie Mary, a tata Marie. Nigdy nie udało im się pogodzić w kwestii mojego imienia...
Anna wyglądała na przejętą.
- A w szkole? Jak tam cię nazywają?
Wzruszyłam ramionami.
- Jedni nauczyciele nazywają mnie Mary, a inni Marie.
Torsten zapytał przyciszonym głosem:
- A kim chcesz być? Mary czy Marie?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
- A czy to zależy od tego, czego chcę? - zapytałam i rzuciłam mu spojrzenie. - Czy imię człowieka nie powinno być czymś oczywistym?
Torsten wiercił obcasem w żwirze, właśnie miał odpowiedzieć, ale przerwał mu Sverker:
- To my będziemy cię nazywali MaryMarie..." s.114-115
"Marie stoi na peronie w Orebro i czeka na pociąg do Sztokholmu, wcisnęła ręce głęboko w kieszenie kurtki i wygląda na rozgniewaną. Uważa, że za dużo myślę o Sverkerze, sama chce sortować wspomnienia, przebierać w nich i niektóre odrzucać. Królowa zapomnienia. Królowa, która ma wszelkie powody po temu, by zapomnieć." s. 120
"Czasami usiłowałam przekonać siebie samą, że dokładnie wiem, co robię. Obojętność to najlepsza zemsta, a gdybym otwarcie okazała, jak bardzo jestem zazdrosna, straciłabym ostatnie resztki szacunku do swojej osoby. Niestety, nigdy nie udało mi się siebie samej przekonać. A przecież nie byłam tylko tchórzliwa. Nie tylko nie byłam w stanie. Nie wiedziałam raczej, jak i według jakiego prawa mogę czegoś od niego żądać.
Poza tym to był przecież Sverker. Ze wszystkim, co to oznaczało." s.150
"Sissela spoważniała.
- Wiesz, co myślę? - spytała
- Nie
Zgasiła niedopałek.
- Że niektóre kłopoty są cichsze od innych" s. 178
"Ja nie zrzędziłam. Nigdy. Obserwowałam go w milczeniu i nie mogłam się nadziwić. Rok po roku. Romans po romansie. Sverker naprawdę wierzył, że któregoś dnia spotka wielką miłość, kobietę, która stanie się światłem dla jego oczu i podporą dla jego rąk, istotę nadającą sens jego istnieniu, małą gosposię, która nosi w sobie całe jezioro akceptacji i nieustannie z niego czerpie, po to, by nawadniać jego uschnięty ogród." s. 182
"Czy z przyjaźnią jest tak jak z miłością: że ten, kto ma już przyjaciół, z łatwością zdobywa nowych, tak jak ten, którego kiedyś ktoś kochał, będzie też kochany przez innych?" s.201
"Wolność. Na co mi ona?
Po to by wieczorem czekać w parku na tą, którą nie jestem?" s. 221
"Sverker i ja nigdy nie szliśmy w jednym rytmie wzdłuż Drottninggatan w czwartkowy wieczór w październiku. Nie wiedzieliśmy nawet, że można tak zrobić. Od samego początku myśleliśmy, że małżeństwo zostało ustanowione po to, by dać człowiekowi innego człowieka, przed którym będzie miał sekrety" s. 222
"Chciałam być najlepsza. To była absolutna konieczność, musiałam być najlepsza ze wszystkich, żeby nie czuć się najgorsza" s.227
"Jednocześnie zaczęłam pogardzać Sverkerem, jego sentymentalizmem, łzami, frazesami o miłości. To nie są prawdziwe uczucia, jedynie rażące imitacje. Gdyby naprawdę mnie kochał, nie przerywałby mi, gdy tylko otworzę usta. Nie popchnąłby mnie na zlewozmywak, kiedy był w złym humorze i nie zostawiałby samej w domu wieczór po wieczorze, noc po nocy.
Jednak nic nie mówiłam i nic nie robiłam. Nie odeszłam.
Dlaczego?
Ponieważ ten, kto nie ma siebie, musi mieć kogoś. Jakkolwiek by mu z nim było" s. 292
wtorek, 25 stycznia 2011
GRINGO wśród DZIKICH PLEMION - Wojciech Cejrowski
"Dlaczego akurat zakochani nie kłamią? Pewnie dlatego, że jedno pragnie drugiemu zaimponować. Żadne nie chce wyjść na durnia, który nie wie, gdzie w jego mieście jest dworzec albo która jest godzina. Popisują się więc przed sobą, a przy okazji udzielają prawdziwych informacji mnie" s. 73
"Tylko farina przez wiele tygodni nie poddaje się ani robakom, ani pleśni, ani zgniliźnie.
to dlatego, że zawiera śladowe ilości cyjanku. To z jego powodu przed spożyciem surowy maniok płucze się wielokrotnie w wodzie, potem osącza i odciska, ale mimo tych wszystkich zabiegów odrobina cyjanku zawsze pozostaje. Dzięki niemu tubylcy nie zapadają na wiele chorób przewodu pokarmowego, które uśmiercają przybyszów spoza dżungli. Maleńkie dawki cyjanku przyjmowane doustnie, codziennie, przez całe życie, chronią Indian przed atakami ameby, tasiemca, łagodniejszych odmian cholery, czerwonki itp. Za to nawet choroby płuc - lekka grypa, angina, albo nawet zwykły katar - powalają ich od razu i często na zawsze. s. 197-198
"Człowiek przez całe swoje życie paple. I wygaduje tyle różnych bzdur... Muszę wziąć przykład z Indian - mniej słów, a więcej znaczących dźwięków, których nie słychać. Więcej ciszy... która mówi. s.206
piątek, 21 stycznia 2011
Dziękuję za wspomnienia - Cecelia Ahern
"... Im dłużej żyłam, tym bardziej przekonywałam się, że ludzi nigdy naprawdę nie nużą przebieranki i udawanie, nieważne, ile lat minęło od dzieciństwa. Nasze kłamstwa stają się po prostu bardziej wyrafinowane, oszukańcze słowa elokwentne." s.58
"Poślubienie miłego człowieka oznacza miłe małżeństwo, ale nigdy nic więcej. Miłe małżeństwo jest w porządku, lecz tylko jeżeli ma się też inne rzeczy w życiu" s. 98
Cecelia Ahern "Dziękuję za wspomnienia"; Świat Książki 2010; s. 383
piątek, 14 stycznia 2011
Marzycielka z Ostendy - Eric-Emmanuel Schmitt
Wystarczyło się rozejrzeć, by móc potwierdzić jej słowa. Tysiące woluminów piętrzyło się na półkach w salonie, napierając nawet na jadalnię. [...]
Chociaż nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak przebywanie w otoczeniu zadrukowanego papieru, to jednak ta biblioteka, nie wiedzieć czemu, wprawiała mnie w zakłopotanie. Tomy wyglądały majestatycznie, oprawiono je w skórę lub płótno z precyzją i dbałością, tytuły i nazwiska autorów wytłoczono złoconymi literami. Książki różnej wielkości ułożono według porządku, który wskazywał na wyrobiony gust, a jednak..." s.13-14
"- Z wielkiej miłości nie da się wyleczyć." s.20
"Chociaż nic nie robiła, nie wydawała się bezczynna. Rozmaite emocje odbijały się w jej oczach, myśli spinały i rozprężały skórę na czole, usta powstrzymywały tysiące słów, które chciały się z nich wyrwać. Przepełniona bogatym życiem wewnętrznym Emma Van A. była rozdarta między stronicami otwartej powieści, którą trzymała na kolanach, i marzeniami, które zalewały ją, kiedy zwracała głowę ku zatoce. Odniosłem wrażenie, że widzę dwa statki, statek myśli i statek książki, które od czasu do czasu, kiedy opuszczała powieki, wpływały na te same wody, zlewające się w jedną falę. Po chwili jej statek wracał na wcześniej wytyczoną trasę. Czytała, by nie dryfować samotnie. Nie po to, by wypełnić wewnętrzną pustkę, ale by dać upust nazbyt wybujałej wyobraźni. Literatura była dla niej niczym upuszczanie krwi, pomagała zapobiec gorączce..." s.21
"Gerda miała rację. Emma żyła gdzie indziej, nie wśród nas. Czyż ułożenie jej głowy - pod kątem, z odchyloną ku górze twarzą, wątłą szyją - nie sprawiało wrażenia, że jej marzenia ważą zbyt dużo?
Właśnie od czasu tej rozmowy nazywałem ją w sekrecie marzycielką... marzycielką z Ostendy." s. 26-27
"Marzycielka z Ostendy" Eric-Emmanuel Schmitt, wydawnictwo Zysk, 2009, stron: 315
środa, 5 stycznia 2011
Ulisses z Bagdadu - Eric-Emmanuel Schmitt
"Wziął mnie za rękę i poprowadził do małego pomieszczenia pod domem. Tam odkryłem skarb mego ojca - książki, które kilka lat wcześniej kazano mu wycofać z biblioteki." s. 21
"Synu, są dwa rodzaje emigrantów: ci, którzy zabierają zbyt wiele bagażu, i ci, którzy wyjeżdżają bez niczego" s. 27
"Łatwo zgadnąć, że wszyscy byliśmy w niej zakochani. Ja - bardzo.
Bojąc się odrzucenia, nie okazywałem mego zachwytu. Zadowalałem się płomiennymi spojrzeniami, przedłużonym muśnięciem dłoni. Wpatrując się w nią, często głęboko wzdychałem; po błysku, który pojawił się w jej źrenicach, czułem, że odbierała sygnał. " s. 38
"Nie zamykała natomiast ust, gdy rozmawialiśmy o jej miłości do angielskiego, który opanowała do perfekcji. Odkryliśmy też wspólne zamiłowanie do Agathy Christie. [...] - Cóż może uspokajać bardziej, niż ten świat domowych zbrodni, wyrafinowanych, artystycznie wyreżyserowanych, dokonywanych przez inteligentnych przestępców stosujących zmyślne trucizny. Dla nas, żyjących w zwierzęcym świecie zdominowanym przez siłę, jest w tym coś cudownie egzotycznego" s. 47
"Czy aby natura nie przewidziała tego wszystkiego? Być może w swej zwierzęcej mądrości do lęku dorzuciła pożądanie, pragnienie żywe, nabrzmiałe, pomnożone przez niebezpieczeństwo, to nie dające się opanować napięcie, które zapewnia zwycięstwo seksu nad śmiercią? Krótko mówiąc, wojna była nieskończenie bardziej erotyczna niż dyktatura" s. 51
"Chwila wahania. Trochę się wstydziłem, więc próbowałem zyskać na czasie.
- Grota ... Dziwna nazwa na dancing, co?
- To damski dancing.
- Te, które weszły, nie wyglądały na młode.
- Bez marzeń, Saad. Tu jest napisane "dancing", a nie "raj"." s. 136
"Szczęście, którego wyczekujemy, potrafi zburzyć to, które właśnie przeżywamy." s. 227
"... Są dwa rodzaje ludzi: tacy, którzy mają żal do siebie, i tacy, którzy mają żal do innych. Ty należysz do tych pierwszych. Starasz się, ale jak ci nie wyjdzie, narzekasz na samego siebie. Ja niestety powiększam stadko tych drugich, czyli tych, którzy krytykują cały świat. Dużo gadam, ale mało działam" s.239
"Nie wszyscy bowiem boją się śmierci: jedni nie mają wyobraźni, drudzy myślą, że są nieśmiertelni, inni wreszcie mają nadzieję na jakieś cudowne spotkanie po śmierci. Jedyny uniwersalny lęk - taki, który zaprząta wszystkie nasze myśli, to obawa, iż jest się nikim" s. 263
"Ulisses z Bagdadu" Eric-Emmanuel Schmitt, wydawnictwo Znak, 2010; stron: 320
wtorek, 28 grudnia 2010
Zapasy z życiem - Eric-Emmanuel Schmitt
A z czego składała się korespondencja od niej?
W pierwszym liście była biała kartka. Odwróciłem ją, przysunąłem do twarzy, odsunąłem, potem badając ją pod światło, zauważyłem plamkę, która rozmiękczała fakturę papieru, przez co jej kolor ściemniał. Rozpoznałem łzę: mama płakała po moim wyjeździe.
W drugim nie było żadnej kartki. W głębi, wciśnięty w zagięcia koperty tkwił tylko miękki kawałek bladej, żółtej wełny, włochate pasemko moheru, z którego robiła mi w dzieciństwie ubrania na drutach. To znaczyło: tulę cię do siebie.
W trzecim liście nie było nic. Potrząsnąłem nim kilka razy, chcąc odnaleźć jakiś szczegół, który może mi umknął. Wreszcie, drąc kopertę, dojrzałem na jej wewnętrznej stronie odcisk szminki, który szeptał:"Całuję cię"
Wymowa czwartego była jasna: zawierał szary kamień, trójkątny otoczak o zaokrąglonych brzegach, którego waga wymagała kosztownego znaczka. Mama wyznawała: "Ciężko mi na sercu".
Piąty sprawił mi najwięcej problemu: zawierał piórko. Wydawało mi się, że mówi: "Napisz do mnie", ale potem zauważyłem, że to gołębie piórko, [...] W takim razie wiadomość można było odczytać na dwa sposoby, albo: "Gdzie jesteś?", albo: "Wróć", ponieważ gołąb pocztowy ma wracać do domu. Czy za tym drugi kryło się wołanie o pomoc?" ... s. 24-26
"Jeżeli inteligencja polega na zdolności zmiany zdania, to tamtego wieczoru dałem prawdziwy dowód jej posiadania. Na te zawody wszedłem nastawiony wrogo; wyszedłem z nich oczarowany. [...] W moich oczach sumici, z których najlżejszy ważył dziewięćdziesiąt pięć kilo, a najcięższy - dwieście osiemdziesiąt, byli najpierw tylko chorymi, ułomnymi facetami z nadwagą, grubasami których należało natychmiast umieścić w szpitalu. [...] W moich oczach ci zawodnicy o śliskim ciele, z gołą skórą, tłustymi włosami upiętymi w idiotyczny kok, byli tylko gigantycznymi niemowlakami, odpychającymi żywymi lalkami w pieluchomajtkach..." s.31-32
" - Myślisz za dużo, bo myślami zasłaniasz się przed światem; więcej gadasz, niż obserwujesz; poddajesz się przesądom, a nie analizujesz, co się dzieje. Zamiast widzieć rzeczywistość taką, jaka jest, patrzysz na nią przez różnobarwne okulary, [...] Masz ograniczoną percepcję z własnej winy, bo widzisz tylko to, co nałożysz sobie na nos: swoje uprzedzenia." s. 42
" - Gaśniesz, bo wszystko ukrywasz, swoje emocje, problemy, swoją historię. Nie wiesz, kim jesteś, więc budujesz, nie czerpiąc z siebie." s.46
"Jun, jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej milcz." s.56
"Moi rodzice też nie byli rodzicami. Moja matka: anioł, który kocha wszystkich tak samo, istota, która nie należy do tego świata, chociaż tymczasowo tutaj przebywa. Ojciec: nazwisko na skrzynce na listy, potem nazwisko na urnie. Nie miałem rodziców, nie miałem przykładu, nie miałem modelu. Brakuje mi doświadczenia w sprawach rodziny." s. 65
"No więc, grubego gościa w sobie już dojrzałem: to ktoś, kto zwycięża nie innych, ale siebie samego; gruby gość to to, co we mnie najlepszego i co mnie wyprzedza, prowadzi, inspiruje. [...]
- Dziękuję, mistrzu, za to, że mnie skierowałeś na dobrą drogę, pokazałeś mi, że jestem zdolny nią podążać.
- Masz rację, jun. Celem nie jest koniec drogi, tylko posuwanie się naprzód." s. 70
"Zapasy z życiem"Eric-Emmanuel Schmitt, wydawnictwo: Znak, 2010, stron: 78
niedziela, 28 listopada 2010
Miłość - Hanne Orstavik
"Wywiad dobiegł końca, puszczają piosenkę, a ona wie, że grupa jest popularna, wie, że zna jej nazwę, ale akurat teraz nie potrafi jej sobie przypomnieć. Czuje głód dobrej książki, porządnie opasłej, z rodzaju tych, które sprawiają wrażenie ciekawszych i prawdziwszych niż samo życie. Zasługuję, myśli, po ciężkim dniu pracy i w ogóle." s.23-24
"Kładzie się na łóżku i zamyka oczy. Myśli o tym, że gdy o niczym nie myśli, to w głowie musi być całkiem ciemno; jak w olbrzymim pokoju, w którym zgaszono światło. " s.24
"Przygląda się mu. Rysy twarzy stają się nagle wyraźniejsze, linie zdają się być czystsze. Wyraża sobą zadumę, myśli. Coś klasycznego. Wyzwala w niej pozytywne obrazy: zima, są na bezkresnej plaży, sami, ona biega z wolna wzdłuż linii wody, a on na nią patrzy, widzi całe jej wnętrze, jest mądry i dobry." s. 51
"Patrzy na nią, słucha. Uśmiecha się do niej, gdy ona przestaje mówić. Ma ochotę dotknąć czubkami palców kiełkującego zarostu, przesunąć dłonie po jego twarzy, jak po okładce książki.
- Poza tym lubię czytać, to mój sposób podróżowania - mówi Vibeke." s. 57
"Mężczyzna kuca i otwiera niską lodówkę, umieszczoną pod piecykiem gazowym, wyciąga jajka, chleb, bekon i masło. Tu w środku, myśli Vibeke, sprawia wrażenie mniejszego, chudszego, gdy on sięga po patelnię, stojącą na górnej szafce, wyobraża go sobie zwiniętego w kłębek w drugim rogu kanapy z książką, ciszę, czułość, odczuwaną wobec niego." s.62
"Miłość" Hanne Orstavik; wydawnictwo Smak Słowa; Seria z przyprawami; rok wydania 2009; stron: 119
niedziela, 14 listopada 2010
Zielone drzwi - Katarzyna Grochola
Przybiegł przerażony do kuchni, krzycząc:
- Miś, miś!.
Zapanowało poruszenie, bo jednak niedźwiedź w samym schronisku nie był zjawiskiem częstym, a mógł być śmiertelnie niebezpieczny. Po krótkim wahaniu gospodarz schroniska uzbroił się i zawołał na pomoc kolegów. Słowak zaprowadził ich do swojego pokoju, na stole walały się resztki jedzenia. Po niedźwiedziu ani śladu. Tym gorzej. Zaczęli Słowaka wypytywać, jaki to miś, czy duży, brunatny, czy na czworaka, czy może na dwóch, stary, młody? A Słowak się zdenerwował:
- Miś, miś, mała szara miś w jedzeniu!" s. 130
"Anka, tam w górach była prezentem od Losu. Do dzisiaj mam wrażenie, że bez przerwy otrzymuję od niego prezenty. Czasem ich sens widzę dopiero po jakimś czasie, szczególnie jeśli ktoś lub coś odchodzi i w pierwszym momencie wydaje mi się, że świat oszalał, że to niemożliwe, zbyt bolesne, niesprawiedliwe. Potem okazuje się, że otwierają się jakieś nowe, nieprawdopodobne przestrzenie, niezwykłe możliwości, że to, co uważałam za stratę jest darem, to co było smutkiem, zamienia się w radość, to wszystko są prezenty od Przeznaczenia." s.132
"Z miłości? Nie mogłam uwierzyć, że czterdziestopięcioletnia kobieta może chcieć nie żyć z miłości. Miłość była zarezerwowana dla ludzi młodych. Ale truć się tylko dlatego, że jej mąż miał romans?" s. 174
"Byłam zmęczona świadomością, że życie nie jest wcale bezpieczne, że nieuchronnie prowadzi do śmierci. [...] Jak mogłam nawet przez chwilę myśleć, że to wszystko, co się tutaj dzieje, jest bez sensu? Właśnie tak powinno być na świecie - nieść ulgę tym, którzy tego potrzebują, to przesłanie każdego człowieka!" s. 192
"Młodość ma swoje prawa, ale musi mieć rozum." s. 196
"Jednak miała szczęście. To była jedna z wielu dobrych lekcji, których udzielił mi wszechświat. Niekiedy mam wrażenie, że niektórych w odpowiednim czasie nie odrobiłam i dlatego powtarzają się w nieskończoność." s. 201
"Obiecałam sobie nigdy, ale to nigdy nie oceniać ludzi. Bo nigdy nie wiemy, co się kryje pod pozorami ludzkich motywacji i zachowań. Nie wiemy po prostu nic o drugim człowieku..." s. 215
"Zakochałam się. Zakochałam się potwornie, absolutnie, bezwzględnie, bezrozumnie, na zawsze. Zakochałam się w mężczyźnie, który nie był moim mężem. Zakochała się nie zważając na nic. Zakochałam się, wierząc, że musieliśmy się spotkać i że jesteśmy sobie przeznaczeni. Właściwie zakochałam się po raz pierwszy w życiu." s. 223
"... wyciągnęłam książkę Jampolsky`ego Leczenie uzależnionego umysłu i przeniosłam się w inny świat. I byłam pod wrażeniem - Jampolsky pisał, że człowiek ma do wyboru albo lęk, albo miłość; że w każdy momencie naszego życia - przy wszystkim: gdy kupujemy ziemniaki, wychowujemy dziecko, w relacji z narzeczonym, mężem, siostrą, sąsiadką - wybieramy między miłością a lękiem. Jeżeli startujemy z pozycji miłości, to mamy szanse wyjść obronną ręką, natomiast jeżeli traktujemy życie z lękiem - wtedy jesteśmy straceni." s.300
Katarzyna Grochola "Zielone drzwi"; wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2010; stron: 407
Fajne cytaty znalazłam na blogu EMILKA_EEE http://emilia-eee.blogspot.com/2010/06/zielone-drzwi-katarzyna-grochola.html
wtorek, 9 listopada 2010
Dobranoc, słonko - Heidi Hassenmüller
Tatko zgasił światło.
- Dobranoc, słonko." s.62
"Dobranoc, słonko" Heidi Hassenmüller; wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2004; stron: 122
czwartek, 4 listopada 2010
Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość - Halina Birenbaum
"- Nie bój się - szeptała mi do ucha - każdy człowiek musi kiedyś umrzeć, umiera się tylko jeden raz... A my umrzemy wszyscy razem, nie bój się, to nie będzie takie straszne...
Nie, nie bałam się. Po prostu nie wierzyła. Nie rozumiałam, co znaczy śmierć. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, że nas kiedykolwiek nie będzie na świecie, że przestaniemy żyć. Nie pojmowałam tego.
Czekałam co nastąpi, z nadzieją, z wiarą w życie i ... z ciekawością. Ogarnął mnie jakiś dziwny, niemalże świąteczny nastrój; ta chwila wydawała mi się niezwykle podniosła i bardzo ważna, ale nie dlatego, że miała poprzedzać śmierć..." s.36
"Mama wiedziała swoje: trzeba walczyć do ostatka, nie dać się wepchnąć do wagonów! Tam jeszcze zdążymy - mówiła stanowczo - tam zawsze zdążymy..." s.37
"- Ja bardzo, bardzo chcę żyć i doczekać klęski naszych katów, dlatego robię i będę zawsze robić wszystko co w mojej mocy, abyśmy przetrwali, abyśmy uniknęli ich szponów! Ale jeśli nie uda nam się to, wtedy trudno. Umiera się tylko raz i chociaż będzie mi życia szkoda, nie boję się śmierci!" s. 45
"Bywało, że pracowałyśmy na polach o krok od chat wiejskich - tylko posterunki uzbrojonych esesmanów dzieliły nas od wolności. Patrzyłam wtedy z zawiścią i tęsknotą, jak po tamtej stronie kręcą się swobodnie dzieci koło chłopskich zagród, jak kury grzebią w ziemi, jak krzątają się ludzie... Nie mogłam pojąć, że jeszcze istnieje ten inny świat, w którym wolno się poruszać na nie ogrodzonej drutami kolczastymi przestrzeni i w którym dzieci się bawią! Ale jednocześnie odżywała we mnie wiara, że i my będziemy kiedyś ludźmi. [...] Tu, na otwartych polach, w pobliżu ludzkich domostw łatwiej było mieć nadzieję. Trzeba tylko skupić wszystkie siły, żeby wytrwać - myślałam... Ale skąd je brać, te siły? Było ich coraz mniej, a cierpień coraz więcej." s. 107, 108
"Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość" Halina Birenbaum; wydawnictwo: Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau; 2009
niedziela, 31 października 2010
Superbaba - Hera Lind
- Franzisko - rzekł.
- Enno - odpowiedziałam.
No bo co innego mogłam powiedzieć?
Całowaliśmy się: najpierw ostrożnie, ale potem ogarnęła mnie dawno już zapomniana namiętność, która i jemu się udzieliła. I tak podsycaliśmy nawzajem tę naszą namiętność, aż do końca. W mojej głowie szumiało tysiąc butelek czerwonego wina, oczy przeobraziły się w symbole dolarowe, ręce czuły jego włosy i brodę, moje usta smakowały ciepłe, miękkie i pachnące szampanem wargi Enno. Było mi wspaniale." s.54
"Na początku małżeństwa z Wilhelmem bardzo często czułam się samotna, opuszczona i przytłoczona obowiązkami. Jego często skrycie przeklinałam tego niewydarzonego tatusia i przysięgałam sobie, że zostawię go samego z dziećmi w piaskownicy lub na gimnastyce dla dzieci i rodziców. Irytowały mnie też sceny, w których brali dzieci na barana i pruli na spacer. Aż mi się wierzyć nie chciało, że tata może wytrzeć dziecku nos. Ale jeszcze większe wrażenie robiły na mnie sceny, gdy ojcowie długo rozmawiali ze swoimi dziećmi. Mój mąż nigdy tego nie robił." s.98
"Siedzieliśmy naprzeciw siebie, dłonie nasze były splecione, miedzy nami biały biurowy stół z tym okropnym manuskryptem. Nie spuszczaliśmy z siebie oczu.
Chciałam być blisko tego mężczyzny, czuć jego bliskość, wyraźnie i mocno. Całowałam go spojrzeniami, patrzyłam na niego czule, promieniałam, ponieważ nagle poczuła się szczęśliwa." s. 127
"Ja SAMA decyduję o SOBIE.
Nie chcę się znowu stać piłeczką w grach, jakie staczają ze sobą próżni mężczyźni.
Musiałam osiągnąć wiek trzydziestu czterech lat, by zdobyć wolność! Teraz pozostanę wolna.
Ślubuję to sobie.
Że też wcześniej nie wpadłam na ten pomysł!" s.137
"- Rzeczywiście - przytaknęłam, a Enno rzucił mimochodem uwagę, że życie ma tę paskudną cechę, że przemija." s.141
"Po raz pierwszy w życiu przeżywałam coś, co dla mężczyzn jest oczywiste. Oni angażują kobietę, by ta zajęła się ich dziećmi, prasowała ich bieliznę, odbierała telefony do nich, gotowała im i oszczędzała wszystkich niemiłych, uciążliwych, nudnych, codziennych prac w gospodarstwie domowym.
Mężczyźni najpierw znajdują sobie odpowiednią kobietę. Umowa, którą z nią zawierają, jest wprawdzie umową o pracę, ale towarzyszą jej kwiaty, biała suknia i uroczysta ceremonia, by rozpoczęcie pracy przebiegało gładko i bez konfliktów. I było łatwiejsze do strawienia.
Jest to odwieczny rytuał, ale ludzie wciąż się go trzymają. I to nad wyraz chętnie.
Podpis, składany w obecności świadków przed osobą reprezentującą urząd państwowy, jest nawet ważniejszy niż podpis składany pod umową o pracę. Rozwiązanie takiej umowy jest niezwykle czasochłonne, kosztowne i stresujące. Dobrze o tym wiedzą osoby, których to dotyczy. Niemniej jednak patrzą na świat przez różowe okulary i powtarzają ten sam stary błąd." s. 210
"A potem całowaliśmy się, to znaczy nasze wargi dotykały się, rozkoszowaliśmy się wzajemną bliskością, tym, że wolno nam dotykać się nawzajem, że wolno nam mieć czas.
Gdzie bowiem napisano, że trzeba natychmiast rzucić się na siebie, skoro wyjaśniona jest kwestia, czy wolno nam dokonać takiego wyboru, czy jest to możliwe i czy obie strony tego chcą? Czuliśmy swoje oddechy. Teraz już wiedziałam, co to znaczy pragnąć kogoś. To tak, jak pić powoli, gdy ma się pragnienie. s.128
"Trzymając się za ręce, ruszyliśmy przed siebie. Przed nami łąki. Droga prowadziła nas po górę. Milczeliśmy oboje. Droga robiła się coraz bardziej wąska, tak, że miejscami szliśmy gęsiego. Ja przodem. Czułam jego wzrok na sobie. Słyszałam jego oddech. Oboje wiedzieliśmy, że spotkaliśmy się we właściwym czasie. Po długim okresie samotności... co ja mówię - po wieloletnim okresie samotności, po poszukiwaniach najlepszych rozwiązań i szukaniu odpowiedzi na pytanie o sens życia.
Nadeszła pora na samo życie, na życie w czystej formie.
Przed nami drewniany płot.
Czyżby koniec drogi?
Droga kończy się tylko wtedy, gdy my tego chcemy. Gdy się chce iść dalej, należy otworzyć furtkę. s.293
"Superbaba" Hera Lind; wydawnictwo: CIBET; 1997; stron: 475
piątek, 22 października 2010
Liana pragnień - Chitra Banerjee Divakaruni
Andżu nie odpowiada. Wie, że on wie, co miała na myśli. Ale zawsze kiedy chodzi o Sudę, Sunil woli udawać tępego, chce ją zmusić do wyjaśnień, do wyciągnięcia z wnętrza nagich emocji, żeby wyglądały na sentymentalne albo przesądne, albo po prostu głupie." s.32
"Czasami możemy znieść nasze życie tylko dzięki temu, że nie wiemy, co nas czeka." s.42
"Bo ludzi poznaje się najlepiej przez ich lęki - te, które pokonują, i te, które pokonują ich" s. 69
"A ja... gdybym miała wymienić wszystko, czego się obawiam, trwałoby to wieki. Więc napisze tylko o jednym - to miłość. Miłość, która pozwala pokosztować siebie i sprawia, że chciwie chcesz więcej. Trzymasz ją w uzależnionych rękach, przerażony jej kruchością. Każe ci nieprzerwanie kłamać. Zabiłbyś każdego - nawet siebie - byle się nie rozpadła. A potem i tak się rozpada. " s.69
"Każde życie otacza magiczny krąg, którego nie wolno przekraczać. Po drugiej stronie nakreślonej linii czeka chaos." s.85
"Ale miłość to szyfr, nakreślony w pyle. Odwracasz się, wieje wiatr, wzór się zmienia, a kiedy spoglądasz raz jeszcze, odkrywasz, że napis mówi co innego." s.98
"To jakby się budzić, a może raczej jak wejść w niezbyt przyjemny, powtarzający się sen, w życie, które okazało się tak odmienne od tego, na które miała nadzieję" s.127
"Ach, ale miłość, tak jak lody, może mieć wiele smaków.
Oto współczesny koan, autorstwa szczerze ci oddanego: czy możesz oddzielić czekoladę od mleka w lodach czekoladowych? Mleko oznacza miłość (albo chęć posiadania, pożądanie, rozkosz). Czekolada to nienawiść (czyli ciężar, poczucie winy, bezradna wściekłość). s. 184
cdn.
"Liana pragnień" Chitra Banerjee Divikaruni; wydawnictwo: Zysk i spółka, seria Kameleon, rok wydania 2003
piątek, 15 października 2010
Dwanaście opowiadań tułaczych - Gabriel Garcia Marquez
"Dwanaście opowiadań tułaczych" Gabriel Garcia Marquez, wydawnictwo: Muza; stron: 190
Zastanawiałam się jaką książkę Yasunari Kawabata czytał autor i doszłam do wniosku, że mogła to być powieść "Śpiące piękności". Mogę się mylić bo książki nie czytałam.
niedziela, 3 października 2010
Cygańska madonna - Santa Montefiore
"Miłość, boli kochanie. Boli, kiedy ukochana osoba jest z tobą, boli, kiedy jej nie ma, a najdotkliwiej boli wtedy, gdy wiesz, że już nigdy nie ujrzysz ukochanej czy ukochanego... Mimo tego warto płacić cierpieniem za te chwile szczęścia." s. 49
"- Miłość nie uznaje granic" s. 54
"Kochałem Joy Springtoe całym sercem. Była to miłość jaśniejąca zachwytem i podziwem, taka, jaką darzy się tęczę albo złocisty zachód słońca, miłość, której obiekt jest odległy, nieosiągalny i wyidealizowany. I tęskniłem za nią jak potępieniec, ale teraz odkryłem nowy rodzaj miłości, którą mogłem wypełnić przepaść, jaka powstała w moim sercu po odjeździe Joy. Miłość zrodzona z wdzięczności i wykraczającego poza słowa zrozumienia - miłość do Claudine." s.112
"Z miłością jest tak, że nie da się zakręcić jej jak kurka z wodą..." s. 148
"Istnieje wiele rodzajów miłości, kochanie. Nasze serca posiadają nieograniczoną zdolność obdarzania miłością i przyjmowania jej." s.165
"Cygańska madonna" Santa Montefiore; Świat Książki, 2007; tłumaczenie: Anna Dobrzańska - Gadowska, stron: 416
środa, 29 września 2010
Ewangelia według Piłata - Eric Emmanuel Schmitt
"Prawda jest taka, że tego wieczoru nad brzegiem rzeki, przeżytego w miłosnej euforii, która kazała nam obejmować się ciasno ramionami i przytulać do siebie, otrząsając się na widok nędzy, odkryłem, jak bardzo egoistyczne potrafi być szczęście. Szczęście chroni się przede wszystkim, zamyka za sobą drzwi, zamyka okiennice i zapomina o całym świecie, wznosząc wokół siebie niezdobyte mury. Szczęście zakłada, że nie chcemy widzieć świata, jakim jest. owego wieczoru szczęście ukazało mi się jako coś nie do zniesienia.
Nad szczęście przełożyłem miłość. Ale nie tę miłość, którą czułem do Rebeki, miłość wyłączną, to szaleńcze zauroczenie jedną tylko osobą. Nie chciałem już takiej miłości, pragnąłem miłości do ludzi. Miłość to było uczucie, które powinienem był okazać zgłodniałemu starcowi i dziecku. Uczucie, które powinienem zachować dla tych, którzy nie grzeszą urodą, nie są ani na tyle zabawni, ani interesujący, by przyciągnąć do siebie innych; jednym słowem, miłość do ludzi niezbyt miłych.
Nie byłem stworzony do szczęścia. A nie będąc stworzony do szczęścia, nie byłem także stworzony dla kobiet." s. 24-25
"- Twój pierworodny umarł? Kochaj go więc jeszcze bardziej. A zwłaszcza kochaj innych, tych, którzy ci zostali, i mów im to. Nie zwlekaj. To jedyna rzecz, której śmierć może nas nauczyć: że nie ma nic pilniejszego jak miłość." s. 27
"Ewangelia według Piłata" Eric Emmanuel Schmitt; Wydawnictwo Literackie; rok wydania: 2003, stron: 238; tłumaczenie: Krystyna Rodowska
piątek, 24 września 2010
Uroczysko - Magdalena Kordel
"Mówią, że wieś jest zacofana, a tu proszę, takie mądre kobiety tu mieszkają. Jak widać, nieprawdą jest stwierdzenie, że wykształcenie jest niezbędne. Najważniejsza jest mądrość życiowa" s.37
"Zostałam z dziwnym przeświadczeniem, że słowo "wygramy" jest tu wyjątkowo nie na miejscu. Bo co ja wygram? Potwierdzenie tego, że mój mąż jest oszustem? Jeśli ktoś w todze autorytatywnie stwierdzi, że nic sobie nie wmówiłam, rzeczywiście zostałam oszukana i wpuszczona w maliny, to żadna wygrana. Tak naprawdę całą sobą czułam, że przegrałam lata, które wniosłam w ten związek, młodość i wiarę, że jak się kogoś kocha, to się go nie rani i się przy nim trwa. Moja dotychczasowa filozofia życiowa legła w gruzach" s.72
"Po raz kolejny przekonałam się, że mam najwspanialszych rodziców na świecie. Wiedziałam, że cokolwiek się stanie, oni będą przy mnie trwać. I tego właśnie od nich oczekiwałam, i to chciałam dać Marysi. Bo co jak co, ale bezwzględne trwanie w niestabilnym świecie było i będzie czymś, za co nie można zapłacić nawet kartą Mastercard. Po prostu cholernie bezcenne." s.78
"Jagoda skupiła się na prowadzeniu wozu, a ja zastanowiłam się, jak mam zmieścić w czasie urządzanie domu, pracę w szkole, tłumaczenia dla Grzegorza i wychowywanie Marysi. To ostatnie szczególnie mnie niepokoiło, bo jak wiadomo, praca matki jest nienormowana czasowo, ciężka i obciążona ryzykiem powikłań zdrowotnych. Tak naprawdę powinna być zaliczona do najbardziej ekstremalnych i niebezpiecznych zawodów świata" s. 97
"Twardym trzeba być, a miękkie to można mieć serce, i to też tylko od czasu do czasu. Jak warto." s.171
"Uroczysko" Magdalena Kordel, wydawnictwo: Prószyński i Spółka, rok wydania: 2010, stron: 256
poniedziałek, 13 września 2010
Cudze życie - Frederique Deghelt
"Najtrudniej mi jednak było odnaleźć się u boku mężczyzny, którego ojcowska powinność zdławiła rolę kochanka. Cóż z tego, że patrzyłam na Pabla jak na adoratora, oczami kobiety, która dopiero go poznała - życie z dziećmi zmuszało mnie do postrzegania go w konfiguracji, jaką rzadko zdarza się ujrzeć tak szybko. Wyobrażałam sobie, bo nigdy nie zaszłam tak daleko, że wybierając na ojca swoich dzieci człowieka, którego - jak sądzimy - kochamy bardziej niż innych, szukamy w nim cech idealnego wodza plemienia." s. 47
"Każda moja przygoda miłosna przebiegała zgodnie z tym samym schematem - miłość od pierwszego wejrzenia, namiętność, chemia ciał i nic więcej. Albo powolna agonia, która niezmiennie pchała mnie w objęcia nowego kochanka. Nie sądzę, żebym była uwodzicielką. Chciałabym w końcu w coś uwierzyć. Może jestem zbyt wymagająca? A przecież babcia zawsze mnie uprzedzała: "Przekonasz się, małżeństwo to związek złoczyńców. Po czterdziestu pięciu latach wciąż nie wiadomo, które z dwojga bardziej kocha, które mocniej cierpi, które zadawala się, tym co ma ..." Pablo odwrócił się do mnie, wzdychając, a jego dłoń otarła się o mój brzuch. Jedyne, co tak żywo wpisało się w moje myśli, to swoista idea "prawdziwej miłości". To jakby kod chroniący moje życie, który świadomie stworzyłam - nie ma mowy o płodzeniu dzieci z partnerem, z którym łączy mnie tylko namiętność." s. 54
"Prawdę mówiąc, łatwo nie mieć wspomnień. Dzięki temu stałam się bardziej pogodna. Z moich obserwacji innych par wynikało, że od początku każda z dwóch osób zapamiętuje rozgoryczenia i żale. Doświadczyłam już tych złych dni, kiedy patrzy się na partnera bez miłości, przez pryzmat drobnych, ale nagromadzonych ran, które w końcu zamieniają się w rozległe blizny. Mówi się, że co nas nie zabije, to nas umocni. Powinno się jednak dodać, że to, co podminowuje nas na co dzień, w końcu nas zabija!" s.57
"Wiedziałam, że czasami warto zrozumieć przeszłość, żeby z pogodą ducha przeżywać teraźniejszość i patrzeć w przyszłość, ale ja też nie miałam już pewności, czy chcę odkrywać elementy przeszłości, która była dla mnie znacznie bardziej tajemnicza niż dla Pabla" s. 98
"W teatrze nie można udawać. publiczność nam wierzy, bo aktorzy są autentyczni. To, co się dzieje między dwiema postaciami, nie jest rzeczywistością ale prawdą. Milczenie między dźwiękami pozwala usłyszeć myśli. To powód, dla którego w życiu codziennym boimy się ciszy i stale czymś ją wypełniamy. Cień to pamięć" s.105
"Myślałam o miłości w kategoriach rozkoszy. Nie przejawiałam żądzy zemsty ani skłonności do nadrabiania braków jednego mężczyzny czymś nowym, co mógłby dać inny. [...] - Potrzebuję wolności. Nigdy nie wypełniam pustki, po prostu mnożę szczęście. [...] Istota rozkoszy we dwoje, ale bez narzucania wyłączności, nie jest łatwa do zaakceptowania przez kobietę. [...] we wspomnieniu mej woli życia i kochania nie odnajdywałam planu szczęśliwego życia z jednym jedynym. Zapewne myślałam wtedy, iż miłość może istnieć wyłącznie między dwiema istotami, które są do siebie podobne i mają wspólny punkt widzenia na delikatne problemy związku. ta jednomyślność wydawała mi się konieczna, aby żaden z partnerów nie zadawał drugiemu bólu." s.132-133
"[...] - w każdym wieku, bez względu na głupie konwenanse środowiskowe czy moralne, mamy prawo do szczęścia, jeśli popełniliśmy błąd. Ta sama nadzieja jest pożywką małżeństwa. Trzeba dać sobie szansę na szczęście" s. 141
"Z czego są utkane moje marzenia? Idea polega na tym, by zawsze myśleć o marzeniach i dostosowywać je do życia. Wiedzieć, co się przegrało, a co jeszcze trwa. Czego już nie dajemy i dlaczego. Wiem jedno i tylko jedno, i sądzę, że zawsze będę przy tym trwała: nie chcę żyć miłością, która jest martwa. Nie chcę żyć zgodnie z zasadami wprowadzonymi przez starzejące się małżeństwa, wyrozumiałe, żyjące pod przymusem albo przygaszone. Nie chcę przeżywać fałszywej miłości zbudowanej z pozorów, z zakłamanych dialogów, zakłamanych relacji, z kolacji przy świecach, ale dla pozornie zakochanych, z prawdziwych pozorów i najprawdziwszych układów z życiem. Nie chcę dogorywającej miłości, która robi, co w jej mocy, aby ukryć, że nie może się otrząsnąć i podźwignąć z upadku. Nie chcę żyć z człowiekiem, który to wszystko ignoruje i nie wie już nawet, że kiedyś mógł być zakochany. A jeśli tak ma to wyglądać, to nie chcę wcale żyć!" s.192-193
"Babcia mówiła mi, że małżeństwo jest podobne do sypialni - stoliki nocne przy łóżku, gdzie wszystko się zaczyna i wszystko kończy. Któreś zawsze - powtarzała - gasi nocną lampkę drugiego. [...] nigdy nie zapomnę, że kochać to przede wszystkim dawać" s.198
"Zapomnieć znaczy wybaczyć" s.237
CIEKAWOSTKI:
Shiatsu - starożytna sztuka uzdrawiania dotykiem pochodząca z Japonii, oparta na zasadach medycyny chińskiej zwana też "akupunkturą bez igieł" Celem terapii shiatsu jest harmonizowanie przepływu energii w naszym ciele poprzez dotyk rąk i współodczuwanie.
Metodę Shiatsu stosuje się przy bólach kręgosłupa, migrenach, depresji czy otyłości. Dzięki Shiatsu lepiej poznajemy swoje ciało i poprawiamy kondycję.
Mansarda (facjata) – pomieszczenie mieszkalne znajdujące się w kondygnacji strychowej, wydzielone z niej ścianami, które przenikając przez połać dachu formują nadbudowę nad koronującym gzymsem budynku.
Facjata jest przykryta odrębnym dachem. Jest powszechnie stosowana od czasu średniowiecza, występując w kamienicach mieszczańskich, pałacach, zamkach, dworach i domach małomiasteczkowych. W XIX wieku i na początku XX wieku występowała bardzo często w domach podmiejskich.
Często używa się tego terminu do określenia pomieszczenia mieszczącego się pod dachem mansardowym, m.in. spadzistym, typowym dla okolic górskich itp.
"Cudze życie" Frederique Deghelt; wydawnictwo: Świat Książki; rok wydania 2010; stron 240; tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska - Maćkowiak
niedziela, 5 września 2010
Skafander i motyl - Jean-Dominique Bauby
"Skafander i motyl" Jean-Dominique Bauby; wydawnictwo: słowo/obraz terytoria; rok wydania: 2008; stron: 125
CIEKAWOSTKI:
Wiatyk (łac. viaticum – zapasy, zaopatrzenie na drogę) – w chrześcijaństwie, a w szczególności z liturgii katolickiej, komunia święta podawana choremu (zwykle umierającemu), któremu w każdej chwili grozi śmierć. Traktowana jest jako pokarm na drogę do wiecznego życia.
W miarę możliwości komunia powinna nastąpić w czasie mszy świętej odprawianej przy łożu umierającego i zostać podana pod obiema postaciami. Jeżeli chory nie może przyjmować pokarmu stałego, eucharystia może zostać mu podana pod postacią samego wina. W celebracji wiatyku niezwykle ważne jest także odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych i wyznanie wiary oraz uzyskanie odpustu zupełnego.
Z czasem dokonanie oczyszczenia nabrało także znaczenia liturgicznego, np. w kultach helleńskich, w manicheizmie, czy chrześcijaństwie (np. pod postacią chrztu; a w formie bardziej pierwotnej – jako obmycie dłoni przez kapłana w trakcie mszy - lavabo).
wtorek, 17 sierpnia 2010
Mistrzyni przypraw - Chitra Banerjee Divakaruni
Znam ich pochodzenie i zapach, wiem, co oznaczają ich kolory. Potrafię nazwać każdą prawdziwym imieniem, nadanym na początku, gdy ziemia pękała jak skóra i podała ją niebu. Ich żar płynie w mojej krwi. Od amchuru do zafranu, wszystkie naginają się do moich rozkazów. Wystarczy szept, by oddały mi swe ukryte właściwości, swoją magię.
Tak, one wszystkie kryją magię, nawet te zwykłe amerykańskie przyprawy, które bez zastanowienia wrzucasz do garnka." s.13
"Nam, Mistrzyniom, nie wolno dotykać tych, którzy do nas przychodzą. Naruszać delikatnego punktu ciężkości między dawaniem i otrzymywaniem, na którym chwiejnie opiera się nasze życie" s.16
"To dlatego opuściłam wyspę, gdzie każdy dzień wciąż jest roztopionym cukrem i cynamonem, gdzie śpiewają ptaki o diamentowych gardłach, a cisza, gdy zapada, jest lekka jak górska mgła.
Zostawiłam to dla tego sklepu, w którym zgromadziłam wszystko, co człowiekowi potrzebne jest do szczęścia." s.17
"Każda przyprawa ma dzień sobie poświęcony. Dla turmeriku to jest niedziela, kiedy tłuste i maślanego koloru światło kapie do puszek, które wysysają jego blask, kiedy modlisz się do dziewięciu planet o miłość i szczęście. Turmerik jest też zwany halud, co oznacz żółty, kolor świtu i dźwięk muszli. Turmerik, korzeń powodzenia, sypany na głowy noworodków na szczęście, prószony na kokosy w pujas, wcierany w obrębek ślubnych sari." s.23
"Pozwól, że opowiem ci o chilli.
Wysuszone chilli. lanka, jest najpotężniejszą z przypraw. I najpiękniejszą, w swojej pęcherzowo-czerwonej skórze. Jego inne imię to niebezpieczeństwo. [...] Chilli, przyprawa czerwonego czwartku, który jest dniem rozrachunków. Dniem, który zaprasza nas do tego, by wziąć worek naszej egzystencji i wywrócić go na drugą stronę. Dniem samobójstwa, dniem morderstwa" s.47
"-Córki, czas, bym wam dała nowe imiona. Kiedy przybyłyście na tę wyspę, zostawiłyście stare imiona za sobą i od tej pory pozostałyście bezimienne. Ale pozwólcie, że zapytam was jeszcze po raz ostatni: Czy jesteście pewne, że pragniecie zostać Mistrzyniami? Nie jest za późno, by wybrać łatwiejsze życie. Czy jesteście gotowe zrezygnować z waszych młodych ciał, przybrać na siebie wiek i brzydotę, i nie kończącą się służbę? Gotowe nigdy nie opuścić miejsca, w którym się znajdziecie, sklepu czy szkoły, czy lecznicy? Czy jesteście gotowe nigdy nie pokochać nikogo oprócz przypraw?" s. 50
"Til to ziarno sezamu, pod władzą planety Wenus, złocistobrązowe, jakby właśnie dotknięte przez ogień. Jego kwiat jest tak mały i prosty, i zaostrzony, że matki modlą się, by ich córki miały nosy o takim kształcie. til, który zmielony na pastę z drewnem sandałowym leczy choroby serca i żołądka, til, który smażony w swym własnym oleju odnawia blask, gdy ktoś stracił zainteresowanie życiem. Będę Tilottamą, esencją tilu, dawczynią życia, odnowicielką zdrowia i nadziei." s.52
"Kozieradka twarda jak kamyk, zwarta i zamknięta, leży w środku twej dłoni, w kolorze piasku na dnie starego potoku. Ale włóż ją do wody, a rozkwitnie swobodnie.
Rozgryź napęczniałe ziarna i posmakuj ich gorzką słodycz. Poczuj smak wodnych roślin w dziki ostępie, krzyk szarej gęsi. Kozieradka, przyprawa wtorku, gdy powietrze jest zielone jak mech po deszczu. Przyprawa na dni, gdy chcę się zawinąć w kołdrę haftowaną w liście peepul i snuć opowieści jak na wyspie." s.57
"Geeto, ja także - jak ty - uczę się, jak miłość potrafi owinąć się wokół serca niby liana z tłuczonego szkła i pociągnąć cię, krwawiącą, daleko od wszystkiego, co powinnaś." s.102
"Fenkuł, który jest przyprawą na środę, dzień przeciętności, ludzi w średnim wieku. Talie, które zrezygnowały, usta opadające od ciężaru przeciętnego życia, o którym kiedyś marzyli, że będzie tak odmienione. Fenkuł, brązowy jak muł i kora, i liście tańczące w jesiennej bryzie, pachnący zmianami, które mają nadejść." s.114
"Dziś zamierzam rozprostować skrzydła, może stłuc te skorupy i wykluć się w nieskończoną przestrzeń zewnętrznego świata. To mnie trochę przeraża. Muszę przyznać.
Więc przyzywam imbir.
Korzeniu gruzłowatej mądrości, ada w ukryciu opasującego brązu, pomóż mi w moich poszukiwaniach." s.137
"Wasze przeznaczenie rodzi się z wami, wplecione między gwiazdy waszego narodzenia." s.147
"Ostatecznie Mistrzynie nie mają żadnej mocy, są tylko pustymi trzcinami, w których śpiewa wiatr. To przyprawa decyduje i osoba, której ją dajemy." s.151
"Jest poniedziałek. Oficjalnie sklep jest zamknięty. Albowiem poniedziałek jest dniem ciszy, dniem całego białego ziarna fasolki mung, które jest poświęcone księżycowi." s.159
"Największe szczęście przynosi największą stratę. Patrzysz w słońce, będziesz widzieć ciemność" s.186
"Oznaką mądrego człowieka jest to, że zmienia zdanie, gdy dostrzeże swój błąd" s.190
"Mój Kruk, myślę, i jak każda zakochana kobieta przykładam policzek tam, gdzie jego dłoń opierała się na papierze. Tak, szepczę, tak. Jutro będzie nasz dzień przyjemności." s.197
"Moje serce opanowało całe ciało, które teraz jest zgodnym uderzaniem radości" s.203
"Moje wargi pragną cicho spocząć na mocnych zaokrągleniach jego palców, na chłodnej platynowej wstążce sygnetu, na liniach dłoni, które przepowiadają jego i moją przyszłość, gdybym tylko umiała je odczytać." s.205
"Kruku, czy to nie głupie, że obawiam się, ja, która zachowywałam sekrety tylu mężczyzn i kobiet? Ale boję się, że gdy poznam twoje pragnienia, przestaniesz się różnić od innych, którzy przychodzą do mojego sklepu. Dam ci to, za czym tęsknisz, a dając wyrwę z mojego serca.
Może tak będzie najlepiej. Moje serce znów w pełni będzie należeć do przypraw." s.210
"Nadzieja nie zbudowana na rozsądku przynosi tylko rozczarowanie" s.220
"Mistrzyni przypraw", Chitra Banerjee Divakaruni, wydawnictwo: Zysk, 2001, stron: 331
CIEKAWOSTKI:
Turmerik (kurkuma) - Pochodzi z południowej Azji, uprawiana głównie we Wschodnich Indiach, Chinach, Japonii, na Jawie i w Ameryce Środkowej. Jest to podzwrotnikowa wieloletnia roślina z rodziny imbirowatych, która ma silny zapach i ostry palący smak.
Posiada także lecznicze właściwości: pomaga zwalczać kamienie żółciowe, działa bakteriobójczo i przeciwzapalnie, zwłaszcza w chorobach skóry, działa rozkurczowo, bakteriobójczo i wzmaga wydzielanie żółci. Stosuje się w leczeniu chorób reumatycznych, serca i wątroby, wzmacnia system nerwowy.
Puja - w hinduizmie jest aktem pokazania szacunku do Boga poprzez inwokacje, modlitwy, pieśni i rytuały.
Papryka chili (chilli), papryka ostra – owoc jednej z odmian papryki rocznej ('Chili'). pochodzi z Peru (Peruvian hot pepper), uprawiana ze względu na swoje walory smakowe. Jest używana jako przyprawa. Dojrzała ma intensywnie czerwony kolor, a także bardzo ostry smak, za który odpowiada kapsaicyna. Jest bodźcem powodującym wytwarzanie endorfiny.
W 1912 roku została skonstruowana skala ostrości papryczek chili, skala ta nosi nazwę skali Scoville'a. Skala ta mierzy koncentrację kapsaicyny. Najostrzejszą papryką chili jest Naga Jolokia
Kozieradka pospolita, kozieradka lekarska (Trigonella foenum-graecum L.) – gatunek rośliny zielnej z rodziny bobowatych. Surowiec działa osłaniająco i przeciwzapalnie na błonę śluzową przewodu pokarmowego oraz skórę. Nasiona kozieradki obniżają poziom cholesterolu i cukru we krwi. Kozieradce przypisuje się również właściwości przeciwzapalne, żółciopędne, rozkurczowe, poprawiające samopoczucie, żółciotwórcze, pobudzające wydzielanie soku trzustkowego, żołądkowego i jelitowego, wzmacniające, usprawniające wchłanianie pokarmów, regulujące wypróżnienia, pobudzające regenerację wszystkich tkanek, mlekopędne, moczopędne, przeciwalergiczne, anaboliczne.
Fenkuł włoski, koper włoski, – gatunek rośliny dwuletniej, czasem byliny, zaliczany do rodziny selerowatych (Apiaceae). Działanie: wiatropędnie, przeciwkaszlowo, przeciwskurczowo, pobudza wydzielanie żółci i soku żołądkowego. Napar może być stosowany do przemywania tłustej skóry. Olejek fenkułowy stosowany jest w mieszankach zapachowych dodawanych do past do zębów, płynów do płukania ust, mydeł i innych kosmetyków. Używany jako aromatyczna przyprawa do mieszanek ziołowych, dodatek do zup. Ma silny anyżkowy zapach.
piątek, 13 sierpnia 2010
Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows
"Właśnie to uwielbiam w czytaniu - w każdej książce odkrywam jakiś drobiazg, który skłania do przeczytania następnej pozycji, a tam znów jest coś, co prowadzi do kolejnej. I tak w postępie geometrycznym - bez końca i żadnej innej motywacji prócz czystej przyjemności. " s.17
"Czy pamiętasz, jak w Leeds zastanawiałyśmy się, dlaczego ten od kamelii uparcie się kryje? Otóż we wszystkim kompletnieśmy się myliły. Nie jest żonaty. Na pewno nie jest nieśmiały. Nie ma szpecącej blizny, która go zmusza do chowania twarzy. Nie wygląda na wilkołaka (przynajmniej nie ma porośniętych sierścią palców) [...]
Gdy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że może i jest wilkołakiem. Już go widzę, jak gna przez wrzosowisko w pościgu za ofiarą. [...] Zaprosił mnie jutro na dancing. Może powinnam nałożyć coś z golfem? Ach nie - to na wampiry." s.45
"Gdy przyszła moja kolej, mówiłam o pannach Bronte. [...] Pewnie ciekawi Panią, dlaczego tak lubię siostry. Otóż uwielbiam historie o namiętnej miłości. Sama niczego takiego nie przeżyłam, ale teraz o wiele łatwiej mogę to sobie wyobrazić." s. 55
"Jak się poczyta dobre książki, to te kiepskie potem zupełnie nie cieszą" s.55
"Jedynym ratunkiem były książki i przyjaciele, bo człowiek przypominał sobie, że w życiu jest coś jeszcze" s.65
"Podobno interesuje Panią, jaki wpływ wywarły książki na nasze życie. W moim przypadku była tylko jedna: Seneka. Zna go Pani? To rzymski filozof, który pisał listy do wyimaginowanych przyjaciół i mówił im, jak mają postępować w życiu. Pewnie brzmi to nudno, ale te listy nie są nudne - są bardzo dowcipne. A moim zdaniem człowiek może się o wiele więcej nauczyć, gdy się śmieje." s.87
"Czy zauważył Pan, że gdy człowiek skupi na kimś uwagę, świat staje się pełen tej osoby. Moja przyjaciółka Sophie nazywa to zbiegiem okoliczności, a mój wielki przyjaciel pastor Simpson - łaską poznania. Uważa, że gdy ogromnie się ceni lub kocha kogoś czy coś, wtedy wysyła się w świat energię, która ten obiekt przyciąga." s.111
CIEKAWOSTKI:
Bungenwilla - kącicierń - rodzaj rośliny z rodziny dziwaczkowatych. Należy do niego 18 gatunków roślin pnących i płożących z Ameryki Południowej. Ze względu na swoje bardzo obfite kwitnienie bugenwille są popularnymi roślinami ozdobnymi w regionach z ciepłym klimatem. W uprawie doniczkowej w mieszkaniach ich żywotność wynosi ok. 5 lat, gdyż później nadmiernie drewnieją i słabo kwitną, ale w oranżeriach mogą żyć 25-30 lat.
Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek; Mary Ann Shaffer, Annie Barrows; wydawnictwo Świat Książki, 2010; stron: 255